06.08.2026, 14:00 ✶
14.10.1972 chwilę po północy| kurort Canto della Sirena
Wnętrze apartamentu wypełniała charakterystyczna woń ziołowych maści i eliksirów. Aromat, który niemal wyparł delikatne, kobiece perfumowe zapachy, które unosiły się w nim zazwyczaj w towarzystwie aromatów lokalnych potraw i trunków. Pomieszczenie jeszcze do niedawna wypełniał szum i gwar mający swoje źródło zarówno w zamieszaniu wewnątrz jak i działań dobiegających z korytarza. Włoscy magi-medycy porozumiewali się w bardzo głośny sposób jakby zrozumienie ich łamanego angielskiego było tym łatwiejsze im energiczniej brzmieli i gestykulowali. Teraz, gdy drzwi za nimi się zamknęły wewnątrz pozostało wrażenie dojmującego spokoju. Jakby gromada spanikowanych kurczaków wybiegła z kurnika.
Centralne pomieszczeni, łączące przyległe sypialnie powróciło do względnego spokoju. Kika magicznie wzmocnionych świec emanowało, równym, stabilnych, ciepłym światłem zaganiając cienie w kąty, gdzie tworzyły przyjemny półmrok. Luksusowe wyposażenie wydawało się być nietknięte przez zamieszanie ostatnich godzin. Tylko kilka zapomnianych opatrunków, porzuconych fragmentów ubrań i pojedynczy but kopnięty w kąt sugerowały, że działo się tu coś niecodziennego. To i ciemność jakim emanowała noc za oknem. Nie było typowych blasków żywego kurortu a jedynie błyski magicznych iskier pojawiające się od czasu do czasu. Mimo, że dla gości nadchodziła chwila wytchnienia to na zewnątrz służby starały się cały czas zabezpieczyć osuwisko.
Drzwi do sypialni Ceolsige otworzyły się szeroko odsłaniając jej postać wracającą do wspólnego pokoju. Czarownica ubrana była w długą, sięgającą kostek purpurową koszulę nocną, na którą narzuciła równie długi, satynowy szlafrok w odcieniu głębokiej, butelkowej zieleni. Ciasno owinięty materiał skutecznie ukrywał grubo opatrzony tors. Włoskie magi-medyczki wykonały swoją pracę sprawnie, a mocna mikstura wzmacniająca powoli uśmierzała ostry ból popękanych żeber i poobijanych barków. Pozostał tylko śnieżnobiały opatrunek na kciuku i miejscami zmierzwione, luźno puszczone włosy jako dowód ostatnich zmagań. Bosymi stopami ruszyła niespiesznie po miękkim dywanie. Nawykowym, niedbałym ruchem rąk chciała rozpostrzeć luźne, jasne włosy równomiernie na ramionach. Ruch ten został jednak gwałtownie przerwany w pół drogi. Ostra fala dyskomfortu i skurcz uszkodzonych mięśni wyrwały z jej piersi ciche syknięcie. Ceolsige zastygła na ułamek sekundy, po czym podjęła poprawianie włosów z o wiele większą rezerwą, przywołując na twarz typowy dla siebie uśmiech uprzejmego zainteresowania.
Skierowała krok ku stolikowi, na którym czekała szklana karafka z wodą. Heretycki dla jej czułego zmysłu smak krwi, pyłu i solanki wciąż jeszcze błąkał się w zakamarkach ust, przypominając o niedawnym zgrzycie runicznych łańcuchów przy każdym ruchu jezyka. Spojrzała ukradkiem w stronę dwójki młodych ludzi przebywających w pokoju, celowo rzucając słowa jakby w próżnię. — Jak się czujecie, gołąbeczki?
Nalawszy sobie czystej wody do kryształowej szklanki, powoli odwróciła się w ich stronę. Z ulga odkryła, że mikstury zaczęły działać, gdyż zmęczenie nie wprawia już jej dłoni w drżenie, kiedy musi coś w nich trzymać. Wzięła mały łyk, i odetchnęło na tyle głęboko na ile uszkodzone zebra jej pozwoliły. Niestety nie było to jeszcze dość głęboko by pozwolić sobie na delektowanie się smakiem tytoniu oraz towarzyszącym mu odcieniom żelaza, ołowiu i innych minerałów. Jeszcze chwilę pomyślała ćwicząc cierpliwość.
Oparła się biodrem o blat stolika. Delikatnym ruchem zakołysała szklanką wprawiając płyn w kołysanie jakby bawiła się wybornym drinkiem. Przeniosła wzrok bezpośrednio na Henry'ego, zawieszając na nim taksujące, bystre spojrzenie.
— Cieszę się, że prezentujesz się w jednym kawałku. Chiara … - wskazała oszczędnym gestem na drzwi sugerując, że chodzi o jedną z magi-medyczek, które przed chwilą wyszły – Zdawała się podejrzewać, że zostałam przygnieciona przez fragment groty solnej. Powiedz mi, Henry… Czy podczas naszej nieobecności zaobserwowałeś w kurorcie cokolwiek wartego wspomnienia? Tutejsi medycy, mimo, że uczynni i delikatni są wyjątkowo trudni do zrozumienia.