• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość

[21.10.72, wieczór] Niełatwo kupić nieruchomość
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#41
08.08.2026, 07:26  ✶  
– Z tym muszę się zgodzić. Mój kręgosłup trochę protestuje – przyznał Chris. Był ostatecznie człowiekiem, który przywykł do wygód: nie tylko do sypiania w łóżku, ale też do tego, że to łóżko jest duże, wygodne i zaścielone wysokiej jakości pościelą. Uśmiechnął się lekko, gdy stwierdziła, że jej się podoba: trochę go to cieszyło, bo sam miał całkiem pozytywne wrażenie. A i owszem, nie pytałby, gdyby nie był zainteresowany odpowiedzią. – Też tak myślę. Nie jest to ogromna, czarodziejska rezydencja, ale tak naprawdę gdybym miał w pojedynkę mieszkać w takiej posiadłości Malfoyów… to pewnie szybko bym z niej uciekł – stwierdził. Cenił luksus, wygodę, antyki, a niektóre czarodziejskie domy pobudzały wyobraźnię, ale chyba nie chciał gubić się we własnym domu. Przywykł zresztą do mieszkania w mieście, gdzie wprawdzie rodzinny apartament był duży, wciąż jednak nie tak wielki, jak te stare domy i jak na standardy czarodziejów urządzono go niemal nowocześnie. Ostatecznie żył w XX wieku, nie w XIX. – Zwłaszcza że jeśli nie zdołam pozbyć się tej sadzy, pewnie kupię jakieś zniszczone mieszkanie w Londynie i wyremontuję je na wiosnę, gdy spadną ceny.
Bo owszem, chciał mieć lokum z dala od Londynu i całej tej wojny, a i zaczynała się mu podobać myśl o tym, aby wszystko to urządzić od zera zgodnie z własnym gustem, ale ostatecznie był człowiekiem mocno w miasto wrośniętym. Lubił zgiełk, tłumy na ulicach, wykwintne restauracje, przedstawienia, wystawy, przyjęcia. I był tym szczęściarzem, który nie musiał wybierać: mógł mieć wszystko. I zamierzał mieć.
– Będę musiał wybrać między tapetami a farbą – ocenił jeszcze, spoglądając na ściany salonu. Nie że gwałtownie domagały się odnowienia, ale nie zaszkodzi ich odświeżyć, a i to pomoże dopasować wszystko do jego wizji. – Jeżeli podczas Samhain nikt nie postanowi znowu podpalić Londynu, może w grudniu będzie łatwiej o fachowców, prac na zewnątrz i tak wtedy nie będą mogli wykonywać… [b] – Na pewno nie te wielkie kwiaty, moja ciotka pokryła tym całe swoje mieszkanie i myślę, że prawie dobrze, że spłonęło. Może anaglypta albo po prostu farba oliwkowa zieleń do salonu?
Pewnie teraz też brzmiał „mało męsko”, ale Chris nawet się nad tym nie zastanawiał: zawsze był estetą. Lubił kolory, lubił dobieranie elementów, lubił otaczanie się ładnymi rzeczami, nie cierpiał brzydoty.
– U ciebie wszystko jest już urządzone czy jeszcze wybierasz niektóre rzeczy? – spytał, gdy już znaleźli się na zewnątrz. On najpierw przyglądał się bryle domu i z pewnym zadowoleniem stwierdził, że chyba malowano go jakiś czas temu, ganek został ciekawie urządzony i wciąż stoi tam wyścielana ława, stół oraz krzesła, stopnie są w dobrym stanie, i na pierwszy rzut oka dach też wygląda nieźle. Potem dopiero rozejrzał się po ogrodzie: faktycznie był zarośnięty chwastami, nikt nie grabił liści, które przysłaniały ziemię, żywopłot rosnący przy murze wymagał przycięcia.
– Trzeba będzie zatrudnić ogrodnika – stwierdził z beztroską kogoś, kto mógł sobie pozwolić na powiększenie listy płac, zanim ruszył za Victorią ku krzewom, które dostrzegła. Rzeczywiście, było tu ich mnóstwo: ktoś musiał lubić róże, bo można było mówić o całym ogrodzie różanym, a choć kilka krzaków już przekwitło i zaniedbane kwiaty leżały na ziemi, te kilka jesiennych wciąż rozkwitało. – Dobrze, że nie zdążyły zwiędnąć. Do tego warto kogoś tu ściągnąć – ocenił i zerwał czerwony kwiat, by wyciągnąć go w stronę Victorii.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#42
10.08.2026, 11:19  ✶  

– A w ogóle podobają ci się takie wielkie, rodzinne, czarodziejskie posiadłości? – Victoria chyba… ogólnie nie miała nic przeciwko, gdyby nie oznaczało to wchodzenia na innych na każdym kroku. Z drugiej strony również nie chciałaby mieszkać w tak wielkim miejscu całkiem sama. Lubiła mieć przestrzeń dla siebie, ale oczywiście bez przesady, zresztą przyzwyczajona była do dzielenia przestrzeni z innymi członkami rodziny, a i w Maida Vale też bywała czasami na dłużej. Nie wiedziała jednak jak to wszystko wyglądało u Rosierów. – Może do czasu wiosny znajdą sposób na tę sadzę… bo problem z mieszkaniami od tamtego czasu ma więcej ludzi – sadza, jakieś dziwne runy, których nikt nie umiał zlokalizować i inne dziwne cuda jak na przykład niepalne krzesła w płonących domach.

Na szczęście czarodzieje nie musieli rezygnować z rzeczy: skoro istniała sieć fiuu i teleportacja, to można było mieszkać gdzieś, gdzie jest spokój, a dni spędzać w nieco bardziej zatłoczonym czy gwarnym miejscu, jak tętniące życiem Magiczne Dzielnice, chociaż Victoria rozumiała, że gdy mieszkało się tam całe życie, to hałasu za oknem już się nie slyszało. Ona z kolei musiała nałożyć na mieszkanie na Pokątnej wyciszenie od halasów, bo zbyt jej przeszkadzały, gdy przyzwyczajona była do znacznie spokojniejszej Doliny Godryka i to na uboczu.

– Zmiana kolorów na sciananach to chyba najprostsze co można zrobić, żeby dopasować dom pod siebie – stwierdziła na to krótko, i było to coś, co sama robiła w obu swoich nieruchomościach, żeby były bardziej jej. Część mebli była zostawiona, część nowa (a przynajmniej do kamienicy na Pokątnej, bo gdy ją kupiła i przeprowadziła się do niej kilka miesięcy później, nie było jeszcze tego kryzysu)… Mogły więc poczekać. Ale ściany można było zmienić małym nakładem pracy. – Oliwkowa zieleń by pasowała – anaglypta… miała swój urok, ale była też narażona na uszkodzenia mechaniczne znacznie bardziej od gładkiej ściany czy tapety. – To taki przytulny kolor. I podobno zielony pozwala odpocząć oczom czy coś tam, tak słyszałam – nie wiedziała ile w tym prawdy. – Musiałam się wstrzymać z niektórymi meblami z wiadomego powodu. Były tam jakieś, część zabrałam z Pokątnej… ale no jak się trochę odtamuje u stolarzy to mam jeszcze trochę rzeczy do zrobienia. Pokoje gościnne wymagają jeszcze trochę pracy – bo też nie były dla niej priorytetem, skoro na co dzień nie były zajmowane przez nikogo.

Przyjęła różę z uśmiechem, przysueając ją sobie do nosa. Pachniała. To znaczy, że te kwiaty nie były jeszcze skazane na zagładę i przy odpowiednim wysiłku różany ogród był do odratowania.

– Brzmisz jakbyś był już zdecydowany – zauważyła i uśmiechnela się do niego.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#43
12.08.2026, 11:51  ✶  
– Mają pewien styl. Pobudzają wyobraźnię. Niektóre wyglądają doskonale… póki nie patrzysz zbyt dokładnie. Niewiele z nich wydaje mi się być… miejscem, które da się nazwać czyimś domem. Są jak martwe – Tak naprawdę w większości z nich niekoniecznie mieszkały stosy ludzi, zwłaszcza jak na te rozmiary. Christopher widział w niej raczej coś więcej. – Nie wspominając już o tym, że niektóre z tych rodzin nie mają złamanego knuta, więc te ogromne domy to chyba jakieś wydmuszki, z których już dawno wyniesiono wszystko, co dało się sprzedać, i gdyby obejrzeć je dokładnie, człowiek przekonałby się, że dach przecieka a schody do piwnicy grożą zawaleniem. Ale jeżeli chodzi o mnie, nie potrzebuję tak wielkiego domu, przynajmniej dopóki nie przekonam się, czy życie poza miastem nie doprowadzi mnie do szału jeszcze przed wiosną.
Ten budynek był duży dla każdego rozsądnego człowieka, ale Chris patrzył trochę innymi kryteriami. Dla niego ten ogromny salon, kuchnia, gabinet i łazienka na dole, a na górze akurat dość miejsca na pracownię, sypialnię, pokój gościnny i garderoba to był „akurat rozsądny rozmiar”. Trochę więcej miejsca niż w jego apartamencie, gdzie miał spory salon, pracownię, kuchnię, swój pokój i dodatkowy, który był niby gościnny, ale gdzie trzymał masę swoich rzeczy, nie mieszczących się w sypialni.
– Nie narzekałbym. Ciągle jestem zły, ile rzeczy zniszczyła mi ta sadza – wyznał Chris. Zapewne rozwiązaniem były gwoździe, ale to jakoś nie obiło się mu o uszy, poza tym nie znał żadnego kowala. Chyba biorąc pod uwagę, że najwybitniejsi specjaliści nie umieli znaleźć rozwiązania, nie dałby wiary, ze takie zadziałają, gdyby nagle ktoś mu to powiedział. – Ale nie mam prawa narzekać przy tym, co spotkało wasz dom w Dolinie – skorygował się zaraz, bo w końcu jej dom rodzinny spłonął, czym więc była przy tym jakaś drobna klątwa? – Oliwkowa zieleń na ścianach, drewniane meble, najlepiej ciepły brąz, może trochę dodatków w beżu, żeby rozjaśnić wnętrze, to byłby pomysł na salon. Pracownia musi być jasna, bo to… w pewnym sensie baza.
Nie do końca umiał to wyjaśnić, ale różne projekty wymagały różnego nastroju. Pracownię chciał mieć neutralną, użyteczną, łatwo pozwalającą wejść w różne nastroje.
– Tak, chyba tak, skoro w myślach już urządzam salon – przyznał i uśmiechnął się lekko. – Zdaje się, że już mogę cię zaprosić na… zaraz, jak to się nazywa? Parapetówka? Nie żebym wpuścił tu kogokolwiek, zanim pojawi się porządny stół.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#44
12.08.2026, 20:02  ✶  

– Wiele z tych rodzin powie ci, że to ich dziedzictwo, tradycja, że tak kiedyś było, że trzeba się trzymać razem – i inne tego typu frazesy, a prawda była taka, że wiele czarodziejskich rodzin było w rozsypce. Stare domy były tylko wydmuszkami, jak to ujął Christopher, bo faktycznie tych rzeczywiście bogatych, które mogą sobie pozwolić na utrzymanie rodowych posiadłości oraz inne domy ponad nie, można było policzyć na palcach jednej ręki… albo może najwyżej dwóch. – Wiesz, cieszę się, że moja rodzina ciągle pielęgnuje Maida Vale i posiadłość, która tam jest – była stara. Była duża. Ale przy tym kto jak kto, ale Lestrange nie mogli narzekać na brak pieniędzy i problemy w jej utrzymaniu. A Victoria cieszyła się, że jest, bo przynajmniej gdy rodzice i siostry stracili dach nad głową, to mogli się tam zatrzymać. Owszem, ona wzięła siostry do siebie, ale gdy problemy na Pokątnej osiągnęły apogeum, przynajmniej mogły na chwilę wpaść do Maida Vale i nikt się nie pytał, na jak długo i kiedy sobie pójdą. Daphne już tam jednak została. – Na pewno nie będzie tak źle. Może za oknem nie ma ciągłego hałasu, ale wystarczy wyjść kominkiem na Pokątnej… – ale nie była dobrą osobą do oceny, bo sama wychowała się w końcu w dość spokojnej Dolinie Godryka, a na pewno daleko jej było do zgiełku Magicznych Dzielnic.

Duży dom może i był za duży dla jednego człowieka, ale Christopher nie wyglądał na kogoś, kto był samotnikiem. Nie unikał ludzi. Victoria była więc święcie przekonana, że to odpowiedni rozmiar domu dla kogoś, kto od czasu do czasu chciałby zaprosić do siebie rodzinę, albo znajomych… albo dziewczynę. A nieznane były koleje losu: może będzie potrzeba na jakiś czas przetrzymać tu swoich rodziców czy rodzeństwo, tak jak musiała to zrobić Victoria w swoim mieszkaniu. To znaczy nie musiała, ale chciała – bo uważała, że to dla jej sióstr będzie lepsze, niż mieszkanie z resztą rodziny. W żadnym razie nie myślała, że ten dom jest dla Rosiera za duży.

– Jeżeli jest coś, czego nauczyło mnie ostatnie pół roku, to tego, że nie ma rzeczy niemożliwych – odpowiedziała mu i się uśmiechnęła. Sama jeszcze nie myślała o gwoździach, bo dopiero następnego dnia miała się dowiedzieć w pracy o plotkach o tym, że takowe wbite w drzwi miałyby pomóc na te wszystkie rzeczy, z którymi nie radzili sobie czarodzieje po Spalonej Nocy w oczyszczaniu domów i mieszkań. – Masz pełne prawo, bo też nie możesz tam mieszkać – fakt, ona już nigdy nie miała przestąpić progu rodzinnego domu, a jemu może jeszcze będzie dane wyjrzeć przez okno w sypialni w jego apartamencie na Pokátnej, ale w tej chwili byli równie mocno poszkodowani.

Słuchała go z zamyśleniem i nieco rozbawiona zauważyła, że Chris ma zapewne z dziesięć pomysłów na to, jak po swojemu przerobić ten dom, w przeciwieństwie to tego w Brighton.

– Baza w sensie jak płótno w obrazie? – niewiele się znała na malowaniu, ale w cechach charakteru próżno było szukać skromności, zaś za głupią się nie uważała. – W takim razie poszukiwania domu można uznać za zakończone? – zrozumiała, że tak, gdy powiedział jej i tej parapetówce i porządnym stole i się zaśmiała. – W takim razie czuję się zaproszona. A skoro tak, to może ty dasz się zaprosić na jakieś wczesne śniadanie? Wydaje mi się, że jakieś kawiarnie na Pokątnej się niedługo otwierają. Oczywiście jeśli nie masz mnie jeszcze dość i uda nam się stąd teleportować – pozwoliła sobie na ten żart na koniec, wierząc, że to faktycznie był problem przez burzę.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#45
13.08.2026, 19:40  ✶  
– Gdybyśmy trzymali się wszystkich tradycji i dziedzictwa, stałabyś tu teraz w bardzo ciasnym gorsecie i w czymś, w czym trudno się poruszać, a ja wyglądałbym jak mugolski mnich – ocenił Christopher. Nie dało się go nazwać człowiekiem przesadnie postępowym, ale był też wciąż młodym mężczyzną, który niekoniecznie chciał, by starcy dyktowali mu na każdym kroku, jak ma żyć, który lubił zabawę i sprawczość, a poza tym w dużej mierze żył projektowaniem: moda zaś oznaczało na pewno jedno. Ciągłą zmianę.
Pewnych procesów nie dało się już zatrzymać. Chyba faktycznie jedynym sposobem na to było wprowadzenie absolutnej tyranii. Takiej jakiej pragnął Voldemort.
– Maida Vale to piękne miejsce i warto je zachować. Nie ośmieliłbym się tego negować – stwierdził, a jego myśli znów uciekły do ciemnych róż. Były równie piękne, ale też upiorne w tym pięknie: i zdawały się w pewnym sensie zawłaszczać dla siebie ogród, jakby chciały zadusić wszystko, co w nim zostało. – Wciąż nie udało się ustalić niczego o tych różach?
Przesunął dłonią po kolejnej róży, choć jej nie zerwał. Tutejszy ogród różany może nie był tak imponujący jak ten Lestrange’ów, ale z odpowiednią opieką powinien stać się naprawdę imponujący, a Chris, urodzony mieszczuch, doszedł do wniosku, że wizja posiadania takiego ogrodu na własność całkiem się mu podoba. Chwilę później z pewnym niepokojem zadał sobie pytanie czy to oznacza, że się starzeje, ale zdecydował się na razie je od siebie odsunąć.
– Nie jestem pewien, czy to dobrze. Bo jeszcze pół roku temu powiedziałbym, że jeden wariat nie zdoła spalić połowy Londynu – stwierdził, ale zaraz potrząsnął głową, jakby i z takich myśli próbował się otrzepać i uśmiechnął się do Victorii. Wolał skupić się teraz na odcieniach farb, myśli o wyborze mebli, zatrudnieniu ogrodnika, i z bliższej perspektywy właśnie na tym śniadaniu. – Myślę, że porównanie do płótna jest dobre. Mogę je łatwo zapełnić w zależności od nastroju i projektu, umieścić coś na ścianie, a potem je zdjąć. Ludzie spodziewają się po pracowni ekstrawagancji, ale nie chciałbym chyba pracować nad kolekcją zimową z… pomarańczowo – czerwonymi ścianami – wyjaśnił. Nie był do końca pewny, na ile jest to zrozumiałe: zazwyczaj nie opowiadał o takich szczegółach, bo osoby, którym mógłby o nich wspomnieć, nie byłby zainteresowane, a z kolei tym, które chciałyby usłyszeć, nie chciałoby się mu o tym mówić. W wypadku Victorii… cóż, miał nadzieję, że jej nie zanudza. – Z największą przyjemnością, panno Lestrange. Masz na myśli jakieś konkretne miejsce?
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#46
13.08.2026, 23:25  ✶  

– Mogłabym stać. Gorzej, gdybym się musiała faktycznie ruszyć… – zgodziła się, bo choć tamte stare suknie miały w sobie niezaprzeczalny urok, to paradowanie w takiej na co dzień byłoby szalenie niepraktyczne. Ten mugolski mnich za to brzmiał źle, bo kompletnie nie potrafiła sobie wyobrazić Christophera w takim wydaniu. I nawet chyba wyobrażać sobie nie chciała. Może i sama nie była nie wiadomo jak postępowa, bo wychowana w wartościach tradycyjnych, nie była w tych poglądach zatwardziała i z niepokojem patrzyła na to, co działo się teraz na świecie. Nigdy tego nie chciała: mordu w imię… czego właściwie?

I kim był Voldemort, który skrywał się za wymyślonym pseudonimem, nie identyfikując się bezpośrednio z żadnym z czystokrwistych, czarodziejskich rodów? Czy był jakimś bękartem, do którego rodzina się nie przyznawała?

– Nie do końca… Ale pracujemy nad tym – przyznała, wracając na chwilę pamięcią do tych zagadkowych róż.

– To jest jak wszystko, moneta ma dwie strony, ale nie można zapomnieć o rancie… Zły wynik nieskończonych możliwości już znamy, ale jestem pewna, że jest też ten dobry – to nie tak, że Victoria była niepoprawną optymistką, bo raczej nie można tak było jej nazwać. Sama nazwałaby siebie realistką, która ma nadzieję. – Oraz aspekty, o których jeszcze nawet nie pomyśleliśmy – będące być może jakąś szarą strefą… – Skoro twoje mieszkanie dało się obsypać sadzą, której nie da się sprzątnąć normalnymi metodami, to jestem przekonana, że da się też tego pozbyć, po prostu jeszcze nie wiemy jak – tak jak pryz odrobinie wysiłku i pomyślunku, udało jej się opracować eliksir, który pozwala wyjść wampirom na słońce i nie spłonąć. – Rozumiem. Ma być jak najbardziej neutralne, żeby nie odwracało uwagi od tego, nad czym pracujesz? – nie zanudzał jej w żadnym razie, bo choć nie bardzo się na tym znała, to nie tak, że nie była ciekawa, nie chciała za to wyjść na jakąś ignorantkę i z kolei miała nadzieję, że Chris nie myśli sobie, że nie warto jej o tym mówić. – Rozpraszałyby cię? Czy chodzi też o nastrój? – podpytywała, chociaż wcale nie z grzeczności. Zastanawiała się rzeczywiście nad tym, jak bardzo różni się jego proces twórczy od tego, w jaki sama wpadała, gdy eksperymentowała nad kociołkiem. I może wielu popukałoby się po czole na myśl o porównaniu jednego do drugiego, to dla Victorii warzenie eliksirów było pewną formą sztuki. Bardzo precyzyjną. Bardzo mało wizualną. Ale kto wiedział, jaka moc magiczna drzemała później w tych wszystkich fiolkach, ten w pewien sposób czuł przed tym respekt.

– Konkretne nie, ale na pewno coś znajdziemy – uśmiechnęła się, ponownie przysuwając sobie podarowaną jej różę do nosa.

Chwilę później wrócili do domu, by zabrać zostawione tam rzeczy. Victoria skorzystała też z łazienki, żeby poprawić fryzurę i ogólnie żeby się popoprawiać gdzie trzeba. A po wszystkim złapała Christophera za ręce, by spróbować się z nim teleportować na Pokątną. Tym razem się to udało, burza przeminęła i faktycznie pozwoliła im wrócić do Anglii… Teraz tylko należało znaleźć odpowiednie miejsce na to bardzo wczesne śniadanie: i Victoria nie miała nawet zamiaru się przejmować tym, jak to będzie wyglądać, gdy tak wcześnie zostanie zobaczona na mieście z Rosierem, ani co sobie do tego ludzie dopowiedzą.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (10074), Victoria Lestrange (13753)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa