Bo owszem, chciał mieć lokum z dala od Londynu i całej tej wojny, a i zaczynała się mu podobać myśl o tym, aby wszystko to urządzić od zera zgodnie z własnym gustem, ale ostatecznie był człowiekiem mocno w miasto wrośniętym. Lubił zgiełk, tłumy na ulicach, wykwintne restauracje, przedstawienia, wystawy, przyjęcia. I był tym szczęściarzem, który nie musiał wybierać: mógł mieć wszystko. I zamierzał mieć.
– Będę musiał wybrać między tapetami a farbą – ocenił jeszcze, spoglądając na ściany salonu. Nie że gwałtownie domagały się odnowienia, ale nie zaszkodzi ich odświeżyć, a i to pomoże dopasować wszystko do jego wizji. – Jeżeli podczas Samhain nikt nie postanowi znowu podpalić Londynu, może w grudniu będzie łatwiej o fachowców, prac na zewnątrz i tak wtedy nie będą mogli wykonywać… [b] – Na pewno nie te wielkie kwiaty, moja ciotka pokryła tym całe swoje mieszkanie i myślę, że prawie dobrze, że spłonęło. Może anaglypta albo po prostu farba oliwkowa zieleń do salonu?
Pewnie teraz też brzmiał „mało męsko”, ale Chris nawet się nad tym nie zastanawiał: zawsze był estetą. Lubił kolory, lubił dobieranie elementów, lubił otaczanie się ładnymi rzeczami, nie cierpiał brzydoty.
– U ciebie wszystko jest już urządzone czy jeszcze wybierasz niektóre rzeczy? – spytał, gdy już znaleźli się na zewnątrz. On najpierw przyglądał się bryle domu i z pewnym zadowoleniem stwierdził, że chyba malowano go jakiś czas temu, ganek został ciekawie urządzony i wciąż stoi tam wyścielana ława, stół oraz krzesła, stopnie są w dobrym stanie, i na pierwszy rzut oka dach też wygląda nieźle. Potem dopiero rozejrzał się po ogrodzie: faktycznie był zarośnięty chwastami, nikt nie grabił liści, które przysłaniały ziemię, żywopłot rosnący przy murze wymagał przycięcia.
– Trzeba będzie zatrudnić ogrodnika – stwierdził z beztroską kogoś, kto mógł sobie pozwolić na powiększenie listy płac, zanim ruszył za Victorią ku krzewom, które dostrzegła. Rzeczywiście, było tu ich mnóstwo: ktoś musiał lubić róże, bo można było mówić o całym ogrodzie różanym, a choć kilka krzaków już przekwitło i zaniedbane kwiaty leżały na ziemi, te kilka jesiennych wciąż rozkwitało. – Dobrze, że nie zdążyły zwiędnąć. Do tego warto kogoś tu ściągnąć – ocenił i zerwał czerwony kwiat, by wyciągnąć go w stronę Victorii.