• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[04/02/1967] should not be left unsupervised [Leviathan&Edith]

[04/02/1967] should not be left unsupervised [Leviathan&Edith]
edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#1
12.08.2026, 02:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2026, 18:51 przez Edith Rookwood.)  
04/02/1967, gdzieś w Szkocji

Miała teleportować się na miejsce, tak jak wiele razy wcześniej. Miała rozejrzeć się w poszukiwaniu jednego z pracowników ministerstwa, by zrobić pierwsze rozeznanie i dowiedzieć do czego tutaj doszło. Miała udać się do mugola, uspokoić go odrobinę, uśpić jego czujność i wymazać fragmenty, o których prawa wiedzieć nie miał. W końcu, miała wrócić do Biura Amnezjatorów i sporządzić kolejną notatkę opisującą przebieg zdarzeń, a potem miała zapomnieć o całej tej sprawie i ruszyć w stronę kolejnego zlecenia. Tyle i aż tyle.

W okolicy jednak, dalej czuć było zapach spalonej ziemi.

W miejscu, gdzie kiedyś rosły połacie zieleni była teraz pustka — pole pokryło się szarością i czernią. Kilka starych pni, które kilka godzin wcześniej gościły w swych gałęziach zwierzynę, tliło się jeszcze i mieniło razem z każdym podmuchem wiatru, rudawymi węglami.

Jej ręka — zaciskała się boleśnie na różdżce, palce zbladły pod naporem siły, jaką mimowolnie w ten ruch wkładała. Kiedy wdychała powietrze nosem, czuła tylko zapach spalenizny. Nigdy wcześniej nie była aż tak spanikowana — ten obraz destrukcji, malował w jej mózgu wizje dla niej straszne. I były to wizje ogromnych smoków i ich rozpiętych skrzydeł, trzepoczących z wielkim hukiem, wysoko nad powierzchnią ziemi. Istot z ostrymi, jak brzytwa zębami, które zaciskają się boleśnie na ciele i siłą wyrywają z swych ofiar ich ostatnie tchnienie. I płomieni, straszliwych płomieni, których pożoga zamieniała w popiół, wszystko co stało na ich drodze.

Wokół kręciło się wiele osób, ale nikt nie zwracał uwagi na przypadkową czarownicę, która pojawiła się tam bez żadnego słowa. Gdy podchodziła do czarodzieja odwróconego plecami dalej znajdowała się w tym całym szoku. Znalazła w sobie jednak tyle siły, by w końcu ruszyć się z jednego miejsca i zrobić cokolwiek, nawet jeśli pierwszy raz w życiu czuła, że może być zupełnie bezużyteczna.

Przez pierwsze kilka chwil, stała za nim w całkowitym milczeniu. W głowie musiała poukładać po kolei słowa, które powinna wypowiedzieć. W końcu odchrząknęła znacząco, by zwrócić na siebie uwagę i przestąpiła z nogi na nogi, w nadziei, że może zmiana pozycji trochę rozluźni jej spięte w nerwach ciało. Nic jednak nie działało. Była z niej totalna porażka i tą porażką się stała, na oczach całego tłumu.

— Dzień dobry — rzuciła cicho, może nawet trochę za spokojnie. Bardzo dobrze wychodziło jej udawanie, wychowywano ją w końcu na kogoś, kto nie okazuje swych emocji. Potrafiła panować nad swym głosem i twarzą, niestety z reakcjami spanikowanego ciała poradzić sobie nie potrafiła — Amenzjatorka Rookwood, przybyłam z ministerstwa. Podobno macie tutaj kogoś do wyczyszczenia. — słowa brzmiały mechanicznie. Nie potrafiła udawać swojego zwyczajowego zadowolenia i nie umiała odnaleźć w sobie nawet odrobiny luzu, jakim najczęściej emanowała. Nie była przecież osobą, która jest spięta. Do wielu spraw podchodziła z odpowiednim opanowaniem — to opanowanie nie było jednak niczym poważnym, raczej przyjaznym, odrobinę zuchwałym. I teraz potrzebowała też kogoś takiego — kogoś, kto chociaż trochę rozładuje to spięcie, które teraz przejęło nad nią kontrole. Na jej horyzoncie nie pojawiła się jednak ani jedna, śmiała dusza.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#2
14.08.2026, 02:22  ✶  

Miał wrażenie, że ziemia wciąż była gorąca.

Nie był pewien czy mu się wydawało, a kucnięcie i przyłożenie dłoni do gleby, spotkało się tylko ze ściągnięciem brwi w zastanowieniu. Ciemny, spopielony ślad, ciągnął się długim szlakiem na paręnaście metrów. Promień rażenia był zatrważający, kiedy tylko uświadomiło się sobie, że te wszystko wynikiem było ognia, który począł się w paszczy jednej bestii. Czerń przejedzonych przez płomienie roślin, osadzała się na skórze palców oleistym wręcz osadem, ale pozostawiała też po sobie tę samą ciepłotę, która najbardziej go kojarzyła. Stworzenie już dawno zniknęło z zasięgu wzroku i przestało stwarzać realne zagrożenie, ale natura wciąż pamiętała o jego niszczycielskiej sile. A szczątki, znajdujące się na samym środku ciemnej łachy, pozostawały dobitnym znakiem dla ludzi.

Ciekawe, na ile taka śmierć była szybka. Jak prędko człowiek zapominał kim był i o toczącym go bólu, kiedy płomienie zamykały się dookoła niego z taką mocą. Tego, na całe szczęście, nikt z urzędników nie miał dzisiejszego dnia doświadczyć. A na nieszczęście, sama ofiara nie była w stanie poświadczyć. Pozostał tylko jej towarzysz, absolutnie wręcz zagubiony i niemogący odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Mugol, bo do nikogo innego nie wzywano by amnezjatora. Jego obecność dostarczała wszystkim dodatkowej, uciążliwej roboty, w odpowiedzi na co Rowle zwyczajnie żałował, że i on nie skończył w smoczym ogniu. Mieliby wtedy dwa ciała, ale zero świadków.

Uniósł nieznacznie głowę, kiedy usłyszał za sobą kobiecy głos. Amnezjatorka Rookwood zadźwięczało w uszach, ale przedłużał tę chwilę, rozcierając jeszcze popiół w dłoniach i patrząc wzdłuż czarnego szlaku, jakby coś miało się na nim znaleźć. Nie było nic, oprócz kości i niedopalonych kikutów drzew.

— Edith — zabrzmiało w jego ustach równie znajomo co obco, kiedy wreszcie wyprostował się i odwrócił się do niej, ciężkim spojrzeniem opadając na jej twarz. Kiedy ostatni raz się widzieli? Ciężko było policzyć i oszacować czy można było nazwać to już okresem odrobinę zbyt długim, szczególnie kiedy stali pośród szkockiej gęstwiny. — Nie sądziłem, że tak szybko będzie można zobaczyć cię w terenie — powiedział powoli, za rozmysłem kryjąc zwyczajne zdziwienie jej obecnością. Ministerstwo rzadko kiedy wysyłało stażystów.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#3
17.08.2026, 15:19  ✶  

Na widok znajomej twarzy odrobinę się uspokoiła. Czuła, jak znika to całe drżenie ciała, ręce przerywają nerwowe ściskanie różdżki i odrobinę uspokaja się, pędzące szalenie serce. Uśmiechnęła się niemrawo, ale uśmiechnęła szczerze, a tych właśnie uśmiechów rzadko kiedy i mało kto ze strony Rookwood uświadczył. Nie potrafiła jednak rozluźnić się w stu procentach, być może gdyby spotkała kogoś, kto nie wygląda jak dziwaczna mieszanka jaszczurki i człowieka, byłoby inaczej. Darzyła jednak Leviathana odrobiną sympatii, nawet jeśli trochę ją przerażał.

— Levi — rzuciła, mocno skracając jego imię. Być może pozwalała sobie na zbyt wiele, ale rzadko kiedy obchodziły ją konwenanse, w najgorszym przypadku, on, mógłby zgłosić to do jej ojca, że się z nim spoufala, a nie powinna, i że ma tutpet, a nie powinna. Ale szczerze, wyjątkowo irytowały ja te wiecznie wymuszone grzeczności. Pochodzili z rodzin z tego samego poziomu, więc o ile rozumiała, że jakaś szlama powinna nazywać ją Panią (chociaż najlepiej żeby wcale się do niej nie odzywała), to w towarzystwie czarodziejów czystej krwi tego nie potrzebowała. No i żadna z niej była Pani, dalej nie miała męża i żadnego kawalera chętnego na związek małżeński na swym horyzoncie nie widziała.

— Powiem szczerze, że też nie sądziłam, ale jestem. — wzruszyła ramionami. — Ale ja widzę w tej sytuacji również plusy. Możesz na przykład dowoli nadużywać swej władzy, płynącej z niebycia stażystą i nikt Ci się nie sprzeciwi, a biedna Ja, Merlinowi ducha winna stażystka, będę musiała robić wszystko co mi tylko każesz. — mruknęła z przekąsem, unosząc jedna z brwi do góry.

Nie znała go zbyt dobrze i w Edith oczach, Rowle był jednym z tych wycofanych, czystokrwistych czarodziejów, którym trochę brakowało charakteru. Ulepiony z tej samej gliny i wypełniony tymi samymi myślami, co inni panowie w tym samym wieku. Oczywiście, nie wiedziała co tak naprawdę za tym gadzim spojrzeniem i spokojnym usposobieniem się tli, nie liczyła jednak na fajerwerki, bo rzadko kiedy ich w swym życiu uświadczyła, a już szczególnie ze strony podobnym mu mężczyzn. A szkoda. Brakowało jej przecież prawdziwych emocji w codziennym byciu, może dlatego tak chętnie sięgała do ludzkich umysłów, by móc poczuć to co i oni czuli?


Odkryj wiadomość pozafabularną
Może używam trochę Kokieterii co ją mam w przewagach, buzi Taaak


charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#4
19.08.2026, 18:57  ✶  

Rowle był chyba jedną z ostatnich osób, której obchodziło bezwzględne przestrzeganie istniejących konwenansów. Znał je aż za dobrze, studiując ich sztywne ramy od urodzenia, jak każde dziecko urodzone w poważanej, czystokrwistej rodzinie. Jego matka przykładała niezwykłą uwagę do tego, by jej pociechy były z etykietą niezwykle dobrze zaznajomione. Ale Levi zawsze czuł się w nich obco. Nie uważał się za nikogo, kto wpasowywał się w socjetę, a jego dziwaczny wygląd tylko pogłębiał to wrażenie, nie wspominając już o jego profesji. Praca ze zwierzętami odsuwała go od ludzi, a im więcej czasu spędzał w ich towarzystwie, tym bardziej przekonany wydawał się o ich wyższości. Świat zwierząt miał jasne zasady, a ludzi? Ludzie robili wszystko by te zasady złamać na jak najbardziej powykręcane sposoby.

— Niezwykle kusząca perspektywa — mruknął, uśmiechając się do niej lekko, nie mogąc strząsnąć z siebie wrażenia, że niezwykle ciekawy krajobraz wybrała sobie do tego typu deklaracji. O wiele lepiej pasowałoby do tego jakieś zaciszne miejsce, które posiadało w sobie chociaż odrobinę komfortu. Zamiast tego mieli wszechobecny smród siarki i lepiący się do butów i rąbków szat popiół. Jemu to absolutnie nie przeszkadzało, ale ona? Ona wyglądała na kogoś, komu bardziej do twarzy było w salonowych wnętrzach. — Powiedzmy że wykorzystałbym tę niewątpliwą przewagę, a ty odmówiłabyś wykonania polecenia. Co wtedy, Edith? Wpisanie uwagi do karty stażu czy to niekoniecznie robiłoby na tobie wrażenie i trzeba wymyślić coś innego? — zapytał z zaciekawionym uśmiechem, wciąż przyklejonym do ust. Nie zamierzał podczas tej rozmowy stać w miejscu, zamiast tego kiwając w jej stronę głową i zapraszając tym samym by ruszyli dalej. Powoli, nieśpiesznie, bo Rowlowi nie zależało aż tak, by w trybie natychmiastowym znaleźć się przy zagubionym mugolu.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#5
19.08.2026, 21:13  ✶  

Edith być może i wyglądała na kogoś, kto bardziej pasuje do wystawnych salonów oraz bogatego życia, ale ostatecznie odnaleźć potrafiła się w praktycznie każdej sytuacji i prawie każdym miejscu. Sprawiało jej to niezwykłą przyjemność, lawirowanie pomiędzy wykwintnymi miejscami, a najdziwniejszymi zaułkami ich świata. W tych drugich oczywiście, można było spotkać czarodziejów gorszych od siebie, ale udawanie dobrej wychodziło jej na tyle dobrze, że nikt nie połapał się jeszcze w tym, że tak naprawdę ich nienawidzi.

Teraz, być może i stresowały ją te okoliczności przyrody albo i nie przyrody, bo tą kilka godzin wcześniej do brunatnej ziemi spalił smok, ale w towarzystwie znajomych jej osób potrafiła opanować te wszystkie szalejące kilka sekund wcześniej emocje. Dalej co prawda, jej serce nie biło w normalnym tempie, ale czuła się na tyle pewnie by móc z nim rozmawiać i jednoczenie ani trochę nie panikować.

Ruszyła za nim, równie powolnie, bo przerażony mugol zupełnie jej nie obchodził. Właściwie, to dużo bardziej zainteresowana była czarodziejem, obok którego się teraz przechadzała niż swoją pracą, ale na miejscu nie było nikogo, kto przejmowałby się dwójką pracowników ministerstwa rozmawiającą najpewniej o najważniejszych sprawach.

— Nie wiesz, że my kobiety powinnyśmy się słuchać mężczyzn? W szczególności tych starszych. — odpowiedziała rozbawiona. — Co do pytania to nie wiem, chyba sam musisz się przekonać. Uwagi w Ministerstwie na przykład, bardzo często lubią się gubić, a przynajmniej tak słyszałam. — ostatnie słowa wypowiedziała zupełnie normalnie, jakby rozmawiali teraz o pogodzie, a nie potencjalnym łamaniu czarodziejskiego prawa. No, ale czym miała się niby przejmować? Ojciec zapewniał ją, że pracując w tym samym departamencie co on, będzie w stu procentach bezpieczna — dlatego też po części wybrała właśnie taką ścieżkę kariery.

— Znajdowało się w tym miejscu coś znaczącego, że Ci mugole się tu tak włóczyli i jeden z nich skończył jak skończył? I czy istnieje prawdopodobieństwo, że ten smok tu wróci i również skończę zwęglona? — potrzebowała potwierdzenia, że już jest w stu procentach bezpieczna, bo powoli czuła, że wraca jej ta cała panika. Wierzyła, że reszta jest w stanie obronić się przed smokiem, ale Edith pewnie by spanikowała i po prostu teleportowała gdzieś daleko, a to wyglądałoby jak tchórzostwo, a przecież nie chciała żeby ktoś pomyślał, że jest tchórzem.


charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#6
02.09.2026, 18:36  ✶  

Las, których otaczał, był dziwacznie wręcz cichy. Przyroda została spopielona i wyglądało na to, że nawet ptaki jeszcze nie postanowił wrócić w okolicę, by przysiąść na opalonych kikutach drzew. Było czarno i szaro, a zieleń stanowiła jakby nieśmiałe tło dla wyrwanej z niej dziury. A mimo tej nienaturalności, Leviathan zdawał sobie sprawę, że wszystko wciąż było na swoim miejscu. Jeśli minie odpowiednio dużo czasu, las na nowo zajmie w posiadanie utworzone miejsce, siejąc młode drzewka, które wzrosną ku górze, nagle nagle mają spory dostęp do słonecznego światła.

Żałował trochę, że w całym swoim gniewie, skrzydlaty gad nie postanowił spalić również i mugola. Nie musieliby za nim biegać, identyfikować i wzywać amnezjatorów, chociaż Rowle nie mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że obecność Edith była mu nieprzyjemna. Lubił jednak, kiedy rzeczy pozostawały jak najmniej skomplikowane.

— Mówisz tak, ale wydaje mi się że zawsze był to pewien umowny stan rzeczy — prychnął. Nie wyobrażał sobie na przykład, żeby jego siostra w podobny sposób miała postępować. Wyglądała jakby słuchała, ale kiedy tylko ktoś się odwrócił, to zaraz leciała zrobić po swojemu. I zdaniem Leviathana, wszystkie kobiety tak właśnie robiły. — Ciekawe. Nazwisko na pewno pomaga, mam rację? — zaśmiał się cicho, ale doskonale znał ten system działania. Krew pomagała krwi, a i w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, przez to że pełno było osób z nazwiskiem Rowle, niektóre rzeczy działy się szybciej, a inne z kolei znikały i zostawały zapomniane.

— Z tego co zrozumieliśmy, postanowili urządzić sobie wycieczkę. Zeszli ze szlaku, bo czemu by nie, błądząc głębiej w leśną gęstwinę i terytorium, na którym nie powinni się znaleźć. Musieli coś sprowokować, ale ciężko się z nimi dogadać, jak zawsze z resztą, bo ich ograniczone mózgi nie są w stanie się w pełni zorientować w tym, co się w ogóle stało — głos naprężył się nieco pod wpływem jakiejś irytacji. Dla niego w ogóle nie powinni mieć wstępu do tych terenów zielonych. Należano postawić dużą, zabezpieczającą barierę, która by ich odstraszała, ale zamiast tego co jakiś czas użerano się z niemagicznymi. — Wątpliwe, że wróci. Najpewniej wrócił do leża, a nawet jeśli to jesteś w towarzystwie osób, które wiedzą co robią. Nie zaskoczy nas tak łatwo, szczególnie że wypalił pokaźną ilość drzew.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#7
8 godzin(y) temu ✶  

Umowny stan rzeczy, sratytaty. Edith już dawno przestała się łudzić, że ma cokolwiek do powiedzenia. Czasem pozwalała sobie na bunt, to prawda, ale dalej był to bunt, który wpasowywał się w narzucone im ramy. Nie w głowie jej były mezaliansy i rozumiała dlaczego ich społeczeństwo patrzy na czarodziejów wpakowujących się w nie nieprzychylnie, ale w wielu miejscach pojawić się nie mogła na przykład, bo tak nie wypadało. Niektórych rzeczy też nie mogła powiedzieć, bo tak nie wypadało, no czuła, że ma trochę bardziej niż lekko przesrane. Wszystko dlatego, że była kobietą. Wiadomo, jej babka, czy babka jej babki miały przesrane jeszcze bardziej, ale Edith po prostu lubiła sobie ponarzekać i ostatecznie, nic z tym nie zrobić.

— Nie wiem o czym mówisz. — odparła rozbawiona tą jego sugestią. Przecież mu się otwarcie do swych machlojek nie przyzna. — Coś sugerujesz, Levi? A może to tak teraz z własnego doświadczenia. Czy Ty teraz próbujesz mnie zepsuć, podrzucając mi pod nos nielegalne pomysły? — dodała zszokowana, bardzo teatralnie, obracając kota ogonem. W jej spojrzeniu nieustannie tańczyły iskierki rozbawienia. Już dawno nie bawiła się tak dobrze, a już konkretnie w pracy. Może było to spowodowane tym, że nie została poczęstowana tyradą na temat zachowania i godnego reprezentowania swojego departamentu i nikt nie stał jej nad głową i nie truł poprawiając każdy ruch różdżki.

W końcu dotarli do tego mugola. Widziała ich już kilku, kilkudziesięciu nawet, nie potrafiła się jednak do nich wciąż przyzwyczaić. Sama ich obecność, wzbudzała w Edith spore obrzydzenie. Wiedziała, że to prędzej czy później minie, taka terapia szokowa, trochę, jak z przywyknięciem do przemocy. Okolica była równie przytłaczająca, spalone szczątki lasu, zwęglone szczątki przykryte materiałem. Trochę ją kusiło żeby pod nią zajrzeć, by się przekonać, czy mugole mają w środku wszystko pokolei, czy może tym co mają w środku się od nich różnią, ale z ciała niewiele zostało. No i jak to by wyglądało, jakby podniosła płachtę żeby podziwiać spalonego mugola.

Słuchała Leviathana i patrzyła na przerażonego mężczyznę, powoli składając wersję wydarzeń, jaką w jego pamięci zasieje. Trzeba to było zrobić tak, by zapomniał o smoku, pamiętał o swoim towarzyszu, ale i nigdy w to miejsce nie wrócił. Pomysł miała i to chyba dobry, nie był on jednak dla mugola łagodny. Planowała zastąpić jedną traumę, drugą.

Pomimo, że skupiona była przede wszystkim na niemagicznym, to z łatwością wyczuła negatywny wydźwięk, niby neutralnej wypowiedzi. Ciekawe. Większość czarodziejów z jakimi pracowała nie była tak otwarta w swej niechęci, a każde kolejne słowo młodego Rowle, w najlepszym przypadku ociekało irytacją, w najgorszym nienawiścią.

— Może to i dobrze, że mało co potrafią przetworzyć. Nie wiesz nawet, jak ciężka byłaby moja praca, gdyby nie byli od nas… — słowo gorsi cisnęło się Edith na usta, ale opanowała swój język, spojrzała na niego z ukosa i wymuszonym wręcz tonem, wyrzuciła z siebie. — inni. — To inni już było mniej neutralne, dalej patrzyła na tego mugola, ale jej usta wygięły się w grymas, trochę jakby śmierdział bardziej, niż ta cała spalenizna, otaczająca ich z każdej strony. — Szczerze? Im bardziej mugol straumatyzowany tym lepiej, bo jego umysł nijak się nie broni i najczęściej nie ma sił by walczyć, chociażby fizycznie. Jeden z nich rzucił się na mojego przełożonego na przykład i prawie wybił mu wszystkie zęby. To było może dwa tygodnie temu. Ten miał go właśnie czyścić i nic nie wskazywało na to, że go zaatakuje, bo facet, po prostu siedział i słuchał spokojnie, aż w końcu wyskoczył do przodu, złapał go za fraki i zaczął coś krzyczeć o diable i piekle, i Bogu, i jakieś inne niestworzone rzeczy. Aurorzy zaraz go powstrzymali, ale potrzeba było dwóch wielkich mężczyzn, by go z niego ściągnąć. Najgorsze było to, że zabronili nam go obezwładniać przy pomocy magii, bo to podobno nieetyczne. — prychnęła zdegustowana, bo do teraz nie potrafiła pogodzić się z tą sytuacją. — Ciekawe, jak by się wytłumaczyli, gdyby coś naprawdę się stało. Wypadek przy pracy? Samosąd? Gdybym to ja była na jego miejscu, to już byśmy się raczej nie spotkali, w żadnych okolicznościach. — zakończyła, wyciągając wahadełko.

— Masz jakieś wymagania? Skupię się na tym, by jak najbardziej obrzydzić mu to miejsce i szczerze, wątpię, że uda się w swoim życiu na jakąkolwiek wycieczkę, będzie się bał pójść na spacer po parku. Nie mogę wymazać śmierci tej osoby co z nim była, bo musiałabym wchodzić zbyt głęboko, a nie wiem, jak długo się znają, no i na to raczej nie mamy czasu, ale mogę wsadzić mu do głowy co tylko chcesz. — powiedziała całkowicie szczerze, dając mu wybór, przed tym jak wzięła się za brudną robotę.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edith Rookwood (1992), Leviathan Rowle (992)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa