• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?

[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#1
08.08.2026, 21:28  ✶  

8 września, Apteka Lupinów, początek Spalonej Nocy



Stała zniecierpliwiona w kolejce i liczyła sęki w spiętrzonych pod ścianą, skrzynkach po dostawie. Oko fachowca wiedziało od razu z czym miało do czynienia. Sosna, tania i sękata, sęki wielkie jak korony, słoje szerokie od pośpiechu — drewno rosnące szybko, ścięte wcześnie, dobre wyłącznie na to, żeby coś w nim przewieźć raz. Zajęcie było absolutnie bez sensu i wiedziała o tym doskonale, ale kolejka nie ruszała się od kwadransa, a ręce trzeba czymś zająć, kiedy dygotały nerwowo tak, że nie poprowadziłyby nawet noża wzdłuż włókna.
Fakt faktem, przyszła po sproszkowany korzeń wilczej jagody i dwie uncje żywicy, kwadrans przed zamknięciem i ktoś, kto sam za ladą wielokrotnie stał, powinien wiedzieć, że za takie przewinienia grozić powinna kara surowa. Przystanęłaby na chłoście, oczywiście, wyłącznie w wypadku bycia po tej właściwiej stronie lady — dziś wypadało jej wybaczyć, bo od powrotu z Libanu była nad wyraz roztargniona. A roztargnienie przetopiła w nerwowość. A potem w irytację, bo przed nią wciąż stały trzy osoby, a aptekarz zamiast obsługiwać, to opowiadał komuś niezwykle porywającą historię o dostawie z Rygi. Ollivander zwróciła uwagę na świece palące się w równym rzędzie za ladą i niechybnie pomyślała o ogniu, który towarzyszył jej podczas rytuałów kowenu jej kuzynki.

Odchrząknęła znacząco. Potem Mrugnęła. A moment później, te same świece położyły się wszystkie naraz. W jedną stronę, i już się nie wyprostowały. Rząd płomyków umarł.
Potem przyszedł spóźniony, acz nieoczekiwany huk, który rozdarł gwałtem powietrze. Coś najpierw wyrwało miastu tlen, a potem zmiażdżyło je membraną dźwięku. Szyby wystawowe wygięły się do wewnątrz — wszystkie sześć tafli nie pękło, a wygięło się jak guma. Choć żadne z nich nie wydało z siebie ani szeptu, wyczuła trwogę i troskę ubitą w pęczniejących piersiach. Bezmyślnie wyszła na ulicę, wiodąc za samym Lupinem i resztą klientów, bo cóż innego mieli począć? Siedzieć w środku i nie wyjrzeć choćby za drzwi? Być może byłoby to rozsądniejsze.
Nie było jednego krzyku. Była zaś tylko setka małych, poprzerywanych, nakładających się jak źle strojone instrumenty wrzasków. Niebo miało kolor wnętrza pieca samego Hadesa, bo przecież coś takiego ujrzeć można było wyłącznie w piekle.

Stała tuż obok drzwi do lokalu obok, gdy szyba nie tylko pękła, a po prostu rozwiązała się w nicość. Wydała jeden wysoki dźwięk, jak struna zdejmowana z kołka, i cała stanęła w powietrzu — tysiąc rozgrzanych igieł, przez ułamek chwili wciąż ułożonych w kształt okna. Zdążyła unieść przedramię, bo tego uczy się przy heblu, i to właśnie przedramię przyjęło pierwszy grad.
Silny podmuch podciął jej nogi tak, jak podcina się drzewko jednym pociągnięciem u samej ziemi, i przez ułamek chwili nie było w niej nic poza szokiem, że powietrze potrafi mieć ostrą krawędź; potem był już tylko bruk, który wszedł jej w bark i w skroń jednocześnie, twardy, nierówny, och, jednak bardzo twardy, i tak oto świat zwinął się do jednego punktu, a potem zgasł także on.
Gdy otwierała oczy niedługo potem, bardzo chciała aby wszystko co do tej pory ujrzała było jedynie złym snem. Niestety. Londyn płonął.


Kocham drewno i duże bicepsy.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#2
12.08.2026, 12:18  ✶  

Ósmego września o dwudziestej świat jednocześnie bardzo przyspieszył i zwolnił. Zwolnił: bo w ciągu kolejnych piętnastu-dwudziestu minut działo się bardzo dużo rzeczy, które nie miałyby miejsca, gdyby to był zwyczajny dzień. Przyspieszył: bo w jednej chwili Victoria była w biurze i leniwie popijała wieczorną kawę, by w drugiej być już na Pokątnej, aresztować mężczyznę, który był w trakcie jakiegoś najwyraźniej dziwnego rytuału, a w jeszcze kolejnej już była na Horyzontalnej, szukając swojego kuzyna, który według słów napisanych pospiesznie przez Atreusa – umierał.

Umierał, więc Lestrange niemalże rzuciła wszystko, i nim pomyślała nad tym sensowniej (nie miała na to czasu), już szukała go wśród zgiełku, krzyków, wśród płomieni, które nie zrobią mu krzywdy, ale walące się bele budynków już mogły.

Zatrzymywała się co jakiś czas, próbując wypatrzeć znajomą twarz, zresztą nie dało się cały czas biec, bo ludzie wypadali na ulicę i krzyczeli, zagradzając drogę. Victoria widziała bardzo dużo dziwnych rzeczy, ale takiego piekła chyba jeszcze nie, a to już mówiło dużo, w końcu brała udział w pechowym tegorocznym Beltane i weszła do Limbo, i choć to ogień przyświecał tamtemu dniu, to nie spopielał wszystkiego, co tylko miał na drodze. Śmieszna sprawa z tym ogniem: mógł być jednocześnie życiem, jak i śmiercią, destrukcją. Czarnowłosa kochała ogień, każdy jego aspekt, również dlatego, że nie mógł zrobić jej krzywdy sam w sobie, ale to, co miało miejsce teraz, przerastało pewne jej wyobrażenia.

Zatrzymała się po raz kolejny, nie mogąc przecisnąć się dalej, rozejrzała się, szukając Aidana, gdy jej wzrok padł na dziewczynę, która leżała gdzieś przy bruku skronią na kamieniu. Westchnęła. Powinna szukać kuzyna, ale nie mogła przecież zostawić dziewczyny, skoro potrzebowała pomocy… tym bardziej, że była przecież na służbie.

Aidan musiał poczekać.

Lestrange przepchnęła się więc do ciemnowłosej dziewczyny, która chyba właśnie zaczynała dochodzić do siebie, bo podniosła głowę z ziemi – cud, że nikt jej tutaj nie zadeptał.

– Nie tak gwałtownie – odezwała się do Septimy i kucnęła przy niej. – Chyba się uderzyłaś w głowę – nie miała teraz czasu na konwenanse i paniowanie, skoro sytuacja wyglądała jak wyglądała. Londyn płonął.

sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#3
17.08.2026, 23:01  ✶  
Najpierw wrócił dźwięk i to tylko do jednego ucha, bo drugie zatkało się czymś gęstym, a przez tę tajemniczą zatyczkę miasto brzmiało tępo jak zza ściany rodzinnego warsztatu. Stłumione i obce. Potem odkryła żelazo na języku. Potem rozmazany bruk, który przez cały ten czas życzliwie trzymał jej rozłupaną skroń. Twardy, nierówny i wyszczerbiony jak stary kamień probierczy, a ona leżała na nim policzkiem i przez chwilę nie miała pojęcia, czy przywierając do niego posiadała jeszcze własne ciało.
Uniosła głowę i świat przechylił się bezwzględnie o pół cala w bok. Chciało jej się wymiotować, ale umysł jeszcze nie zdążył tego zakomunikować. Więc po prostu mrugnęła, a sadza chrupnęła jej pod powieką.
Kucająca przy niej kobieta mówiła do niej i słowa docierały spóźnione o pół taktu, osobno od ruchu ust, niczym źle zestrojony obraz z dźwiękiem. Tą kobietą była sama Victoria Lestrange, o której świat dowiadywał się z pierwszych stron gazet. Septima pamiętała ją również ze szkoły, tyle że w takim momencie każda twarz byłaby dla niej obliczem bezimiennego. Oprócz twarzy jej własnego ojca, o którym jaźń zaczynała sobie przypominać.
— Nie w głowę — odpowiedziała bełkotliwie — w bark…a może głowę bardziej…
Nie było w tym ani przekory, ani wdzięczności, po prostu chłodna kalkulacja mózgu, który nie spodziewał się prawego sierpowego od kamiennej posadzki. Sięgnęła wolną ręką w bok, macając bruk wokół siebie, i macała długo, coraz szerzej, bo różdżki nie było tam, gdzie powinna być, a różdżkarka bez różdżki na płonącej ulicy to nieśmieszny żart, którego nikt nie odważy się dokończyć. Znalazła za to rozprutą torbę i sproszkowany korzeń wilczej jagody, który wysypał się na kamienie i wsiąkał teraz w ciemną ciecz rozlaną nieopodal. Łzy albo krew. A może ktoś się zesikał.
— Co się dzieje?
Nie musiała się rozglądać, nie musiała się wsłuchiwać. Nie miała do czynienia z żadną katastrofą naturalną, ani z nieszczęśliwym wypadkiem. Gdy dym wcierał się w jej płuca, coś w niej przytomniało powoli; rozedrgana jak osika ręka powędrowała do wnętrza płaszcza — różdżka była na miejscu.
— Zaraz wstanę — oznajmiła, bardziej sobie niż komukolwiek, i podciągnęła się na łokciu.
Prawa noga posłuchała. Lewa nie odpowiedziała wcale, jakby ktoś przeciął jej cięgno gdzieś wysoko, przy samym biodrze, i przez jedno długie uderzenie serca Septima myślała tylko o tym jak dużym ciężarem właśnie się stała. Może to był tylko skurcz? Nie chciała jeszcze patrzeć.
— Jesteś aurorem — charknęła, próbując złapać stabilniejszy oddech — była pani na pokątnej? Muszę na pokątną, muszę do ojca.
Gdy chybocząca prostowała się na nogach, złapała błagalnie Victorię za rękaw, tak jak dziecko łapało matkę w tłoku na hucznym jarmarku. Nie za dłoń, bo dłoń można było zbyt łatwo wypuścić, tylko za mankiet, za sam brzeg materiału, bo trzymało się go tak długo, aż zostawały w palcach cztery zgniecione fałdy i pretensja w cudzych oczach.
Nad dachami niebo miało kolor rozgrzanego do czerwoności paleniska.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#4
19.08.2026, 16:48  ✶  

Nie wyglądało to dobrze. Dziewczyna chyba nie potrafiła skupić wzroku, ten uciekał jej, była blada, może nawet wyglądała, jakby miała za chwilę zwymiotować. Victoria nie była uzdrowicielem, ale w swojej pracy widziała już bardzo dużo razy, jak ktoś uderzył w głowę bardziej niż mocno i rozbicie głowy często w takich przypadkach kończyło się utratą przytomności, a gdy wracała, to zawrotami głowy i nudnościami. Victoria przyglądała się Septimie uważnie, bo nie wiedziała, co doprowadziło ją do takiego stanu: czy ktoś ją uderzył i dlatego upadła, a może ktoś ją popchnął i przewrócił i dlatego uderzyła się w głowę. W gruncie rzeczy nie było to w tym momencie takie ważne, chyba… W tym chaosie i tak trudno byłoby złapać kogokolwiek, kto zrobił jej krzywdę, ale to nie znaczyło, że należało ją zostawić tutaj samą sobie, gdy ewidentnie potrzebowała pomocy.

Lestrange wyciągnęła do niej odruchowo ręce, gdy ta próbowała się podnieść. Asekuracyjnie, chcąc ją podtrzymać w razie czego, gdyby miała się zachwiać, polecieć znowu, w coś uderzyć jeszcze raz…

– Myślę, że w głowę. Byłaś nieprzytomna – powiedziała wyraźnie, mając nadzieję, że jej głos brzmi mocno, spokojnie, że nie wkradają się do niego nuty strachu czy paniki – nie o siebie, a o kuzyna, którego szukała na Horyzontalnej po wiadomości, jaką zostawił jej na biurku Atreus. Rodzina była dla Victorii ważna, zajmowała na pewno wysokie miejsce w jej własnym rankingu priorytetów, a Aidan przy tym był pewnym oczkiem w głowie, na którego trzeba było chuchać i dmuchać, bo mógł ponieść nazwisko Parkinsonów dalej – w tym rodzie z jakiegoś powodu rodziło się bardzo dużo kobiet i ich ród pomalutku, bardzo pomalutku wymierał. Victoria nie powstrzymała Septimy, gdy ta zaczęła macać dłonią po bruku, jakby czegoś szukała. Pomyślała, że może pieniędzy. Może jakiś łajdak skorzystał z okazji, by ją obrabować? Nie brakowało tutaj oportunistów. Była pewna, że zawistni sąsiedzi skorzystają na chaosie, żeby drugi nie miał, skoro i oni są poszkodowani.

– Londyn płonie. Z powietrza leci jakiś dziwny pył, a budynki w różnych częściach miasta zostały podpalone – powiedziała jej krótko. Nie wiedzieli co się dzieje, w tej chwili Victoria nie miała pojęcia, że to nie tylko Londyn i nie taki zwykły ogień, chociaż miała już swoje podejrzenia po tym, jak w pierwszych minutach ataku natknęła się na mężczyznę, który odprawiał jakiś dziwaczny rytuał i nie przejmował się swoimi zwęglonymi dłońmi. – Na ulicy nie jest bezpiecznie. Jeśli nie masz się gdzie skryć, to polecam bibliotekę Maeve, została zabezpieczona przed ogniem – to było najbliższe miejsce, gdzie można się w ogóle schować. Chociaż gdy tak patrzyła na Septimę, to zastanawiała się, czy nie powinna jej zabrać do Munga. Mung… tam z pewnością też było teraz zamieszanie, ale kobieta nie wyglądała, jakby była w stanie ustać na nogach, a ktoś tam mógłby jej z pewnością pomóc nieco bardziej. – Pomału. Nie na siłę – powiedziała do niej łagodnie, nie chcąc, żeby Septima coś sobie nadwyrężyła, nieświadoma, że ta coś zrobiła sobie z nogą. – Tak, Victoria Lestrange, auror – odparła jej, widząc, że ta zaczęła bardziej kojarzyć co się dzieje wokół niej, przedstawiła się więc tak, jak należało, nadal gotowa złapać ja, gdyby była taka potrzeba, nie przejmując się tym, że jej dotyk z pewnością nie był tym przyjemnym, gdy był tak lodowaty. – Byłam. Wygląda tam tak samo, jak tutaj. Jak się nazywa twój ojciec? Nie pomożesz mu w tym stanie, ledwo się trzy– – przerwała, gdy wstając wraz z Septimą, ta złapała. ją za rękaw z mocą, o której by nie podejrzewała kobiety, która jeszcze kilka chwil temu nie była w stanie podnieść się z ziemi. Desperacja i adrenalina wyzwalały w człowieku naprawdę niezwykłe pokłady mocy. Victoria odetchnęła i wyciągnęła do niej drugą rękę, tę, której Septimą nie trzymała za mankiet marynarki, i złapała ją za ramię, mocno, nie by zadać ból, a żeby podtrzymać ją, gdyby ta jednak miała upaść. Z pewnością czuła jej lodowate, nienaturalne zimno nawet przez materiał swojego ubrania. – Powinnam cię zabrać do szpitala.

Pył opadał, osiadając na ich włosach, twarzy, czy ubraniach, tworząc dziwną warstewkę czegoś, co zaraz miało zacząć drapać w nos i gardło. Pył wszystkiego, co właśnie płonęło i… coś jeszcze, coś magicznego i wypaczonego. Smród pożaru był tak duży, że nie dało się wyczuć nawet spalenizny czarnej magii.

sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#5
26.08.2026, 02:32  ✶  
Dłoń, która złapała ją za ramię, była wyjątkowo zimna.
Nie chłodna, zimna, i to zimnem niezrozumiałym, nie z tych, których człowiek nabiera od wiatru czy od strachu. Septima znała temperaturę materii, bo się nią żyło przy warsztacie. Mosiądz był zimniejszy od stali, stal od szkła, szkło od kości, a dłuto zostawione na parapecie na noc paliło w palce niczym lód. Ta ręka trzymała ją przez dwie warstwy materiału, a i tak przechodziła przez nie na wskroś, w środku wrześniowego pożaru, przy ogniu, który zlizywał farbę z szyldów po drugiej stronie ulicy. Zarejestrowała to sobie gdzieś z boku, w tej samej szufladzie, do której szły policzone oraz niepoliczone sęki i słoje, szufladę zamknęła, bo nie miała teraz czasu.
Ojciec kazał jej wracać przed zamknięciem okiennic. Powiedziała mu wtedy coś złośliwego o tym, że sam mógłby raz wyjść na powietrze, że może ona ma ochotę na spacer, albo na wieczorne towarzystwo, ale on tylko machnął ręką, jakby odganiał muchę. A teraz nie wiedziała czy wciąż żyje.
Żywica, którą kupiła, leżała teraz na bruku, rozdeptana, wmieszana w to, w co wsiąkał korzeń wilczej jagody.
— Ollivander — wyszeptała, a nazwisko wyszło z niej suche, dumne, jedyne wyraźne w całym tym bełkocie. — Garrick Ollivander. Pokątna dwadzieścia sześć. Jest w środku, w warsztacie.
Pył osiadał jej na rzęsach; przetarła oko wierzchem czystszej dłoni i zamiast węgla poczuła coś słodkawego i obcego. To nie była zwykła spalenizna. Wiedziała to tak, jak się wie, że deska jest mokra w środku, chociaż z wierzchu wydaje się sucha.

Septima próbowała dalej. Tym razem, prawa noga poszła posłusznie, lewa dokleiła się do niej z opóźnieniem, ciężka, cudza, i całe biodro odezwało się jednym długim, tępym pociągnięciem, jak piła, która utknęła w rzazie. Znowu skurcz, orzekła w duchu, z pełnym przekonaniem człowieka, który wybiera sobie diagnozę zamiast ją przyjąć. Skurcz od upadku. Rozejdzie się, musi. Na pewno.
— Co z kominkami?
Mankiet Victorii wciąż był w jej palcach i Septima nie miała najmniejszego zamiaru go puścić.
— Podobno dwa dni temu w Berlinie — przełknęła głośno ślinę, ale ta ewidentnie zmieszała się z popiołem, więc Septima zaczęła nią spluwać. Zakręciło się jej w głowie i na moment zapomniała o czym w ogóle zaczęła mówić — mugole… mugole jednej frakcji bez ostrzeżenia wybili mugoli drugiej…
Uniosła głowę ku niebu.
Stuknięta głowa, szyba w ciele, może wstrząs mózgu, ale najwidoczniej instynkty rozchodziły się z całego ciała i do tego całego rozumu nie potrzebowała. Wiedziała czym są ataki terrorystyczne, nie musiała żadnego do tej pory widzieć, aby to poczuć.
— Kto jest celem?
Bo cel był. Ogień nigdy nie jest przypadkiem, ogień się rozpala, ktoś przykłada, ktoś dmucha, ktoś wybiera moment — wieczór. Za wcześnie, to sklepy jeszcze puste. Za późno, to okiennice już na haczykach. Ktoś to policzył. Ktoś stał nad tym z ołówkiem, ale o tym jeszcze tak wnikliwie nie myślała.
I nie jedna ulica. Horyzontalna i Pokątna naraz — więc nie porachunki, nie podpalony sklep konkurenta ani nie pijacka zemsta. Kto chce zabić jednego człowieka, nie pali dzielnicy. Kto pali dzielnicę, chce, żeby patrzono.
Uniosła głowę i dopiero teraz przyjrzała się aurorce naprawdę — twarzy z pierwszych stron, twarzy sprzed dziesięciu lat, ze szkolnego korytarza, gdzie ktoś taki mijał kogoś takiego jak ona bez jednego spojrzenia. I zobaczyła to, czego pewnie widzieć nie miała — że Victoria co chwilę odrywa wzrok, przerzuca go nad jej ramieniem w tłum, po twarzach, i wraca dopiero z opóźnieniem. Nawet piękne aurorki miały rodziny, nawet piękne aurorki cierpiały, gdy płonęło całe miasto.
— Pani też kogoś szuka — powiedziała.
Nie było w tym pytania.
— Czy w takich chwilach warto jest ratować obcych, gdy kilka ulic dalej któryś z pani bliskich może akurat leżeć tak, jak ja leżałam?
Septima nawet w swoim stanie wiedziała, z czym wiązało się zadawanie takich pytań. I była absolutnie gotowa na każdą odpowiedź. Również na tę uczciwą, tę, której aurorzy nie powinni mówić głośno przy poszkodowanych. Że dopóki chodziło o kogoś swojego, to nie było warto.
Pył sypał się dalej, cierpliwie, jak mąka przez sito.


Kocham drewno i duże bicepsy.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#6
31.08.2026, 00:15  ✶  

Ollivander. Chyba każdy w ich świecie znał Ollivanderów, sławnych wytwórców różdżek. Victoria nie zdążyła jednak pomyśleć wiele więcej, bo Septima zaraz podała imię swojego ojca i aurorka zorientowała się, że chodzi o tego Ollivandera.

– Od początku ataku minęła już chwila. Jestem pewna, że twój ojciec nie siedzi bezczynnie w warsztacie – odpowiedziała jej, wcale nie będąc pewna, czy tak rzeczywiście nie jest, natomiast hałas na ulicy był na tyle duży, że ludzie raczej nie siedzieli zamknięci we własnych domach, poza tym, z tego, co widziała, przynajmniej część czarodziejów próbowała pomóc swoim sąsiadom. – Ludzie wychodzą na ulice, próbują gasić pożary i wyciągać tych, którzy utknęli. Zanim dostaniesz się do swojego ojca, minie sporo czasu. A w tym stanie mu nie pomożesz – starała się ciągle brzmieć pewnie i rozsądnie, przemówić dziewczynie do rozumu, bo ta brzmiała, jakby się zafiksowała na tym, że koniecznie musi się dostać na Pokątną, a w obecnych warunkach było to utrudnione, nie mówiąc już o stanie, w jakim się znajdowała.

Victoria widziała, z jakim opóźnieniem Septima w ogóle „reagowała”, jak ociężale zbierała swoje nogi do kupy, jak po prawdzie ledwo trzymała się na nogach – a przez myśl Victorii przebiegła krótka myśl, czy wiatr zaraz tej kobiety nie przewróci, lecz nie zagościła w niej na dłużej. I może to lepiej, że Ollivander trzymała się jej marynarki, bo przynajmniej złapała przy tym jakąś stabilność.

– Nie wiem, ale biorąc pod uwagę skalę pożarów, podróż kominkiem może być potencjalnie niebezpieczna – cóż… zależało dokąd miałyby prowadzić. Plus Victoria obawiała się przeciążenia sieci fiuu, tego, że wiele osób teraz próbuje uciec tą metodą, może kominki całkiem przestaną działać, a może wyrzucą pechowców nie tam, gdzie miały, potencjalnie w środku ognia? Nie, wkraczanie w takich warunkach do kominka było skrajnie niebezpieczne i Lestrange zrobiłaby to tylko i wyłącznie, gdyby nie miała już nic do stracenia, a wszystkie inne próby ucieczki zawiodły. Patrzyła na nią przez moment, gdy ta zaczęła mówić coś o Berlinie. Victoria nie słyszała o niczym podobnym, trochę dlatego, że ostatnie dwa dni jej myśli zaprzątnięte były przez czarne róże, które pochłaniały piękny, rodzinny ogród w samym centrum Londynu i nikt nie wiedział, skąd się wzięły, a trochę stąd, że nie interesowała się za bardzo informacjami zza granicy. Coś tam czytywała, zwłaszcza jakieś głośniejsze informacje głównie dotyczące świata czarodziejów, jeśli już, ale nie tym razem. A mugole już ogólnie mało ja interesowali… Niemniej jednak przyglądała się Septimie i nawet przytrzymywała w miejscu, by mieć pewność, że ta za chwilę się nie wywróci i nie uderzy drugi raz.

Kto jest celem. Pytanie było jednocześnie łatwe, i trudne. Bo Victoria nie wiedziała, jaki był plan, kto rzeczywiście tym celem miał być. Wierzyła, że to Voldemort rozpętał to piekło, zwłaszcza po tym, co mówił mężczyzna, którego zdążyła powstrzymać przed spopieleniem… otoczenia i siebie – coś o oczyszczeniu świata z plugastwa. Ale patrząc po skali zniszczeń… Najwyraźniej „plugastwo” obejmowało bardzo szeroką definicję.

– Chyba… wszyscy – powiedziała po chwili, być może nawet odrobinę zaskoczona tym, jakie słowa wyszły z jej ust. Ale w obliczu tego, co się właśnie działo, takiej skali, trudno było zachować zimną krew nawet komuś takiemu jak ona: wyćwiczonemu w ukrywaniu swoich emocji, panowania nad nimi. Bo choć przeszła przez granicę życia i śmierci w ogniach Beltane, nadal była tylko człowiekiem i nigdy jeszcze nie widziała tego, co właśnie rozgrywało się w sercu Anglii.

Czy takim oczywistym było, że kogoś szukała? Najwyraźniej nie była tak dobra w ukrywaniu pewnych rzeczy, ale tak, jak w słowach Septimy nie było pytania, tak Victoria nie dała odpowiedzi.

Zamiast tego padło jej pytanie:

– Jak ci na imię? – i może z pozoru było to zupełnie idiotyczne pytanie, ale na pannę Olivander czekała puenta. – Wiesz kim ja jestem, i ja wiem już teraz, kim ty jesteś. Nie jesteś już obca, więc nie ma to takiego znaczenia. A teraz pozwól, że zrobię to, co do mnie należy i zabiorę cię do szpitala, bo mam wrażenie, że jak pozwolę ci przejść pięć metrów, to się nie utrzymasz na nogach.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Septima Ollivander (1639), Victoria Lestrange (1713)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa