• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[09/10/72] Diabeł zostawił ogarek

[09/10/72] Diabeł zostawił ogarek
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#1
01.08.2026, 15:45  ✶  
Zagadka demona z chaty na kurzej łapie
Othello & Helloise

Podwórze wiedźmowego zakątka w Dolinie Godryka okalały stare jabłonki o powykręcanych ramionach. Zdziczałe te drzewka rodziły owoce malutkie i kwaśne. Dookoła przechadzały się kury, których dziobki nurkowały co chwila w wysokie kępy chwastów, a bliżej tym zapuszczonym chaszczom było statusu zarośli niż trawnika. Przy wydeptanej ścieżce prowadzącej do domu straszyła murszejąca powoli czaszka wielkiego smoka. Od czasu Spalonej Nocy z traw wyrosły również dziwaczne instalacje artystyczne o abstrakcyjnych kształtach złożone ze spalonych framug okiennych i potłuczonych szyb. Wśród tego zacisznego krajobrazu oddalonego od miasta na chudej nóżce stała wyniesiona w przestworze chata, która między chmurami chowała sekrety żyjącej w niej wiedźmy. Helloise była w domu, z komina leciał dym, a na tyłach ogrodu suszyło się pranie.
Gdy Othello nadchodził już, kolanko kurzej stopki ugięło się, a ziemia zadrżała, gdy dom osiadł płasko na łysym klepisku. Drzwi ze skrzypieniem nienaoliwionych zawiasów samoistnie otwarły się, ukazując widok na kuchnię, gdzie pod sufitem, między wielkimi liśćmi magicznych roślin, fruwały drewniane ptaszyny wyrzeźbione przez wiedźmę. Na zapylonych deskach podłogi siedziała sama czarownica trzymająca w ramionach domagającego się uwagi liska. Spódnica brązowej sukni rozlewała się wokół niej po parkiecie, szerokie rękawy kobieta podwinęła po łokcie. Nie była to strojna szata; skrojono ją prosto, surowo i praktycznie. Ledwie przybycie Fawleya stało się Helloise wiadomym, uniosła ona na mężczyznę senny wzrok, po czym odsunęła od twarzy paszczę lisa próbującego ją w zabawie pokąsać.
— Musisz być ostrożny przy wchodzeniu — przestrzegła głucho wiedźma. Oswojone zwierzę zeskoczyło z jej kolan i pobiegło przez próg, mijając obojętnie Othella. Zniknęło zaraz w głębi podwórza przy akompaniamencie nasilającego się gdakania. — Ona teraz żyje własnym życiem. — Gospodyni powiodła wymownie wzrokiem dookoła domu. — Wczoraj z niej wypadłam, gdy z nagła podskoczyła.
Od czasu spotkania z Guineverą jednakże Helloise nie była już tak pewna tego, że to sama chata ożyła i uwzięła się na swoją właścicielkę. Po upiornych wydarzeniach ubiegłej nocy czarownica zaczęła nabierać szczególnego przekonania o tym, że wróżbitka nie myliła się, gdy mówiła, że wroga siła pochodziła z zewnątrz domku. Tej nocy Helloise zaczaiła się na nieproszonego gościa i ujrzała przesuwające się po ścianach cienie przypominające ludzkie sylwetki. Cienie, które próbowały ją zadusić. Kobieta przejęta wspomnieniem nieludzkich nocnych duszności położyła teraz dłoń na piersi, upewniając się, że wciąż oddycha, po czym, nie spuszczając wzroku z Othella, bez słowa złapała się obiema rękoma za szyję. Po chwili jej ramiona opadły bezwładnie jak u kukły porzuconej przez marionetkarza. Uśmiechnęła się ponuro do Fawleya.


dotknij trawy
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#2
12.08.2026, 17:18  ✶  
List wiedźmy z Kniei zainteresował Othella na tyle, by go nie zignorować, a ruszyć czarownicy na pomoc. Dotychczas łączyła ich pasja do zielarstwa, u Fawleya nieco mniej rozgorzała na rzecz innych zainteresowań. Mężczyzna często korzystał z wiedzy Helloise Rowle, uczył się od niej, chowając dumę do kieszeni. Teraz zaś ona potrzebowała jego zdolności. Trzeciego Oka, które potrafiło zajrzeć daleko wstecz, do czasów bardziej lub mniej dawnych.

Październik zdążył już zaczerwienić liście na drzewach i wzmóc chłodny wiatr. W Dolinie Godryka było jednak słonecznie, co zdecydowanie stanowiło odmianę od mgieł, typowych dla okolic Little Hangleton. Las i chatka wyróżniały się kolorami, swoistym chaosem, który paradoksalnie pozostawał przyjemny dla oka. Jak jakiś obraz malowany przez szaleńca zachłysniętego estetyką wiejską.

Kury nie rozbiegły się na widok Othella, a jedynie obdarzyły go spojrzeniem delikatnej dezaprobaty. Mężczyzna ubrany był w długi, czarny płaszcz, który niemal ciągnął się po ziemi. Pod nim miał czarną koszulę, czarny sweter, czarne spodnie, czarne buty, czarne skarpety i, choć nie zamierzał tego eksponować, czarną bieliznę. Dłonie zakrywały czarne, skórzane rękawiczki, a przed słońcem chronił go, jakże by inaczej, czarny melonik.

Żałował, że nie wziął swych czarnych okularów przeciwsłonecznych.

Dom na pierwszy rzut oka nie wyglądał niebezpiecznie. Dopiero, gdy się do niego podchodziło, wydawało się, że okienka spoglądały na niego z podejrzliwością tak jak te przeklęte kury. Othello odwzajemnił spojrzenie. Przez chwilę prowadził z domem swoistą batalię, a po chwili przekroczył jego próg.

Zastał Helloise Rowle na podłodze, obejmującą rude stworzenie. Kobieta opiekowała się lasem, ale czyżby teraz dzika natura postanowiła się zbuntować? Oderwać od swojej opiekunki, przejąć jej dom. A może czyniła to z dziwnej, szalonej troski wobec czarownicy? Może tak okazywała miłość?

– Ona? – uśmiechnął się krzywo. Postanowił nie podważać statusu domu, który nadała mu Helloise. Może chatę opętał jakiś kobiecy duch? – Może być i ona.

Ostrożnie podszedł do stołu. Deski skrzypnęły ostrzegawczo, a z sufitu posypał się kurz. Zdołał jednak postawić na blacie swoją czarną teczkę, w której przyniósł wszelkie akcesoria niezbędne do wywołania ducha.

– Wiesz może, czy ów podskok był reakcją? Na coś z zewnątrz lub wewnątrz? Na jakieś twoje słowa? – zapytał.


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#3
14.08.2026, 10:58  ✶  
Nawykła była do tego, że Othello odziewał się w czerń. Był on jedną z niewielu osób, na których ciemność wydawała się zharmonizowana z człowiekiem, nie wymuszona żałobą za jakąś częścią siebie, o którą człowiek nie próbuje już walczyć. Helloise myślała o Śmierciożercach. Nigdy nie przepadała za czernią, lecz na Fawleyu mniej się ona wydawała drapieżna niż na szorstkich śmierciożerczych szatach. I choć czarownica dorobiła się własnego munduru, wciąż nim pogardzała. Nie ubrała go, nie uznawała jako swojego. Nie spieszyła się. Miała własne kolory.
— Ona — potwierdziła, śledząc wzrokiem czarodzieja, który złożył swoje rzeczy na stole. Kobieta wstała ospale; wyprężyła kręgosłup, rozprostowując zastane kości. — Widziałam dziś w nocy jej cień na ścianie. Łazi zgarbiona. Ma łapę staruchy i długie pazury. Wydaje mi się, że to kobieta. — Choć mógł to być również zapuszczony staruch. Tego nie dało się wykluczyć. — Jesz tartę dyniową?
Wiedźma kucnęła przy drzwiczkach piecyka, uchyliła je, a z wnętrza buchnęło gorąco. Wyciągnęła na kuchnię formę z ciastem do ostudzenia, a aromatyczny zapach rozszedł się po kuchni. W kociołkach na palenisku coś cicho, miarowo bulgotało. Trudno było za dnia, w obecności drugiej osoby uwierzyć, co też w chacie działo się nocą.
— Nie wydaje mi się, żeby ona reagowała tymi podskokami na coś konkretnego. Zmierza do tego, aby mnie wyrzucić — kontynuowała opowieść czarownica. — Wchodzi mi do snów i je drapie. Przestawia rzeczy. Obserwuje mnie z cienia, wiem to, mimo że tylko kątem oka widzę jej oczy. Odprawia rytuały oczyszczające ze mnie. Chciałam ci coś pokazać. — Czarownica sięgnęła po odsunięty w róg kuchni ogarek świecy przyniesionej przez demona. Gdy stawiała resztki wosku na stole obok teczki Othella, jej usta zacisnęły się w wąską linię, lecz poza tym twarz wiedźmy pozostała dumnie nieporuszona. — To nie pochodzi z mojej kolekcji. Musiało przyjść z nią. Użyła tego dziś w nocy, żeby mnie spróbować zadusić. Gdy ją odpaliła, zrobiło mi się duszno, jak nigdy przedtem. Byłam u wróżbitki. W kuli widziała zagrożenie. Co ty o tym sądzisz, drogi Othello? Czy słyszałeś kiedyś o czymś takim? — Helloise uniosła wzrok na Fawleya, wyczekując werdyktu. Uśmiechnęła się do niego, jakby próbowała nadać temu wszystkiemu rangę zabawnego psikusa sprawianego jej przez obcą siłę.
Tak bowiem potraktowałaby tę sprawę w innych okolicznościach. Helloise zawsze witała wyzwania i dziwactwa z zagadkowym, kpiącym uśmiechem, jakby niepomyślne koleje własnego losu jej dostarczały rozrywki. Z wszystkim jednak, co działo się przez ostatni miesiąc w życiu kobiety, dawno nie było jej już do śmiechu. Brakowało w jej pozie zwyczajowej swobody, a uśmiech był tylko pojedynczym akcentem na tle zmęczenia i powagi.


dotknij trawy
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#4
20.08.2026, 11:13  ✶  
Słuchając Helloise, spokojnie rozkładał manatki na stole. Czuł się obserwowany, jednak nie było to dla niego nic nowego. Żył w sąsiedztwie cmentarza, w piwnicy miał chłodnię z trupami, a pomagał mu pewien przyjazny, choć fizycznie odstręczający ghul.  Niejeden raz rozmawiał z duchami sympatycznymi lub zdenerwowanymi. Wrogimi i zrozpaczonymi. Po nekropoliach często krążyły zjawy, pojawiały się za jego oknem i zawodziły. Othello jednak nauczył się to ignorować, tak jak to się dzieje z hałasem z przejeżdżających pociągów, gdy człowiek żyje koło torów kolejowych. Najważniejsze, by nie okazywać takiemu duchowi strachu. Wredne zjawy wprost uwielbiały wywoływać lęk. Przesuwały meble, pojawiały się w kącie sypialni pod postacią cienistego widma. Takie atencyjne zachowania, by powiedzieć ej, jestem tutaj! Zwróć na mnie uwagę!.

Zdjął płaszcz i kapelusz, powiesił je na krześle obok. Rozstawił na stole świece w odpowiednim okręgu na bazie pięcioramiennej gwiazdy. Już nie musiał jej nawet rysować, nigdy nie miał problemu z precyzyjnym określaniem proporcji. Do tego kadzidła z szałwii, drzewa sandałowego i piołunu. Mocny zapach ułatwiający medytację.

Odebrał od Helloise ogarek świecy. Zrobił to ostrożnie, nadal mając na dłoniach rękawiczki. Nie chciał na razie dotykać naznaczonego przedmiotu. Wolał kontrolować swoją zdolność odczytu historycznego. Zdarzało mu się przecież upadać na ziemię przez nagłe wizje. Ludzie posyłali po medyków ze Świętego Munga, a potem budził się otoczony gapiami.

Usiadł przy stole.

– Próbowała cię udusić? Wróżbitka ma rację, to z pewnością niebezpieczny duch. Agresywny. Zapewne będziesz potrzebowała pomocy egzorcysty. Takiej świecy jeszcze nie widziałem. Nie pachnie niczym znajomym – rzekł, przyglądając się woskowi. – Ten dom… Kupiłaś go? Dostałaś w spadku? Wiesz coś o jego historii? Masz coś jakąś rzecz, którą zastałaś tu po przeprowadzce? Może udałoby mi się za jej pośrednictwem wejrzeć w przeszłość domu i poszukać wskazówek. Duchy przywiązują się czasem do miejsc. Może straszy tutaj była właścicielka chaty, która uważa, że wciąż należy ona do niej?


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#5
21.08.2026, 22:11  ✶  
Jeśli duch żywił się przerażeniem, to wybrał domostwo w dobrej lokalizacji, jako że widma regularnie podsycały lęki wśród okolicznych mieszkańców, nawet jeśli pozostawały tylko odległym cieniem rzuconym na ich codzienność. Helloise miała okazję doświadczyć z bliska tego, jak głodne ludzkiego strachu były potwory z Kniei. Ten duch, który teraz zasiedlił jej chatę, nie przypominał spotkania z nimi. Wydawało się, że jego patrzenie i przesuwanie przedmiotów miało na celu raczej systematyczne zamęczenie psychiczne czarownicy niż wywołanie gwałtownych ataków lęku.
— Zapytałam, czy lubisz tartę dyniową — powtórzyła czarownica głosem pogodnym, a jednak podszytym dziwaczną intensywnością, jakby odpowiedź na to pytanie była w tamtej chwili kwestią kluczową.
Stojąc nad Othellem, obserwowała, jak mężczyzna rozstawia po stole świece i ostrożnie obchodzi się z przedmiotem. Widzący nie musiał obawiać się, że w razie nieudanego widzenia Helloise ściągnie dla niego pomoc. Wiedźma z rzadka medykom ufała. Wierzyła, że organizm ludzki jest silny i sam z wieloma rzeczami poradzi sobie, jeśli tylko dać mu odpowiednio dużo czasu. Czarodzieje zbyt często sięgali po rozwiązania uzdrowicieli, zamiast zaufać swojemu ciału.
Helloise ze skinieniem głowy przyjęła informację, że być może potrzebny będzie egzorcysta. Znała ich wystarczająco wielu, aby nie martwić się o to, do kogo zwrócić się o przysługę.
— Ach, zapewniam cię, że duch poprzedniej właścicielki żyje ze mną w jak najlepszej komitywie i wiem dokładnie, gdzie go szukać — odrzekła czarownica tonem, który nie pozostawiał miejsca na wątpliwość. Babcia Teofila od lat tkwiła w Kniei zaklęta w urocze drzewo ozdabiające zagajnik. Zdarzało się Helloise rozmawiać z nią i w żadnym razie nie podejrzewała staruszki o chęć szkodzenia. Dla Fawleya miała zaś dodatkowe fakty oczyszczające babuszkę z zarzutów: — Wróżbitka doświadczyła przy kuli wizji — podjęła powoli Helloise, która niechętnie dzieliła się osobistymi informacjami, a takie właśnie zawierało widzenie. Czarownica zrobiła kilka kroków, krążąc po malutkiej kuchni. Wzięła w ręce listki pnącej rośliny, oglądając je z wielkim zainteresowaniem, a o sprawie przemówiła niedbale: — Widziała drzewo na wzgórzu. W jego pniu czaiło się coś… coś nieokreślonego. Narysowała dla mnie to drzewo. Ono nie było tutejsze. — Kobieta przesunęła palcem po listeczku, wwiercając się w niego wzrokiem. — To drzewo widziałam gdzieś w Snowdonii. W Walii. Tam się urodziłam i wychowałam — zakończyła, podnosząc na Fawleya oczy z nieprzeniknionym uśmiechem. Choć Helloise nigdy nie opowiadała zbyt wylewnie o swoich rodzinnych stronach, jej wyznanie raczej nie okazało się dla Othella zaskoczeniem. Znał jej nazwisko, a powszechnie wiadomo było, gdzie znajdują się posiadłości Rowle’ów. — Powinieneś również wiedzieć, że coś groziło wróżbitce podczas widzenia. Chciało wydziobać jej oko pazurem. — A jednak wiedźma wcale nie brzmiała, jakby odwodziła mężczyznę od podjęcia próby. Jedynie dawała ostrzeżenie na drogę, z której nie oczekiwała, że mógłby się wycofać.


dotknij trawy
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#6
25.08.2026, 17:09  ✶  
Othello zupełnie przeoczył pytanie o tartę dyniową. A przecież wiedział, że Helloise robiła najlepszą. Och, zmarnowałby wielką szansę na skosztowanie przepysznego ciasta przed rozmową z wrednym duszyskiem. Kochał zresztą dynie, warzywa charakterystyczne dla tej pory roku. Hodował je nawet u siebie, na cmentarnej ziemi, jednak w tym roku jakoś specjalnie nie urosły. Lgnęły do nich tylko ślimaki

– Oczywiście, poproszę. Wybacz mi, droga Helloise. Jestem nieco rozkojarzony – spojrzał na nią przepraszająco. Jego myśli zaprzątały różnorakie sprawy, a na duchu należało się porządnie skoncentrować. Nie mógł sobie pozwolić nawet na najmniejszy błąd.

Czyli nie była to przeszła właścicielka chaty. To zaniepokoiło Othella, bowiem zwiastowało mniej prostą ewentualność. Coś dziwacznego i mrocznego osiedliło się w tym domu. Co mogłoby to spowodować? Czy Helloise przyniosła tu jakiś artefakt? Opętany przedmiot? A może to po Spalonej Nocy ktoś przeklął jej miejsce zamieszkania? Działo się to wielu osobom. Othello nadal użerał się z tą przeklętą runą. Podejrzewał, że ten problem będzie w stanie rozwiązać dopiero w Samhain.

Martwiła go również wizja wróżbitki. Oczywiście nie kojarzył żadnego drzewa na wzgórzu w Snowdonii, był tam może raz w życiu. To sugerowało jednak zewnętrzne pochodzenie ducha. Może jakaś rodzinna skaza? Dawna zbrodnia któregoś z przodków i zemsta zza grobu? Możliwe, że w ziemi Snowdonii nie spoczywały tylko smocze kości.

– Dziękuję za ostrzeżenie – skinął głową. Prostym zaklęciem zapalił świeczki i kadzidełka rozstawione na stole. Ścisnął dłoń w pięść, po czym ją rozprostował. Nie mógł okazywać duchowi strachu, choć ten czaił się gdzieś w Fawleyu. – W razie realnego niebezpieczeństwa, zerwę połączenie. Jednak najpierw pozwól, że zbadam ten ogarek. Usiądź proszę naprzeciwko mnie, przy stole. Będę spokojniejszy.

Zdjął rękawiczki i złapał za niedopałek świecy gołymi palcami. Zamknął oczy, pozwolił, by dym zagościł w jego płucach, zamglił jego umysł, pomógł w otrzymaniu wizji przeszłości. Otworzył trzecie oko, skoncentrował się na widoku przed nim. Zawsze towarzyszyło temu lekkie szarpnięcie. Podobnie się czuł, gdy leżał w łóżku, próbował zasnąć i nagle czuł, że spadał.

Percepcja IV: używam widmowidzenia (przewaga: Rozmowa z przedmiotem) na ogarku pozostawionym przez ducha w domu Helloise.
Rzut PO 1d100 - 26
Akcja nieudana


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#7
29.09.2026, 15:16  ✶  
Helloise nie była być może mistrzynią cukiernictwa, lecz należała do kobiet spędzających wiele czasu w domu. A choć nie miała męża, którego by mogła rozpieszczać swoją kuchnią, to miała czas, aby rozpieszczać siebie i gości. Ciasto było więc dobre. Nie mistrzowskie, lecz dobre, jak tylko dobre może wyjść z pieca amatora.
Usatysfakcjonowała czarownicę odpowiedź Othella, kobieta okazała jego roztargnieniu wyrozumiałość, a twarz jej złagodniała. Ukroiła sobie i jemu po trójkącie tarty na talerzyki ręcznie malowane w kwiaty, lecz nie postawiła ich jeszcze na kuchennym stole; trwały przy nim bowiem przygotowania do seansu, które zakłócać byłoby nierozsądnym.
Natarczywa obecność ducha chaty ani na chwilę nie znikała. Helloise bez ustanku czuła na karku jego spojrzenie, nie było od niego ucieczki; byt zawsze siedział gdzieś na skraju jej pola widzenia, lecz tylko raz udało jej się objąć spojrzeniem jego kształty. Było to ubiegłej nocy.
Istota ducha osiadłego w chacie — czy też bytu, jako że dokładnej natury tej obecności wiedźma nie potrafiła określić — pozostawała dla Helloise jeszcze bardziej tajemniczą niż dla Othella. Czarownica z chaty na kurzej nóżce nie należała do osób najbardziej obeznanych w świecie i choć była inteligentna, to brakowało jej wiadomości, z których by mogła sensowne rozumowanie wywieść. Skazana toteż pozostawała na poszukiwanie pomocy wśród ludzi kompetentniejszych, choć czyniła to nie bez poczucia porażki, jako że wysoko ceniła swoją samowystarczalność i niezależność.
Kobieta zasiadła przy stole naprzeciw Othella. Ręce złożyła na kolanach, skryła je między fałdami szaty; błękitne oczy błyszczały zainteresowaniem, gdy obserwowała widmowidza przystępującego do pracy. Helloise łatwo ulegała atmosferze tajemnicy towarzyszącej seansom i widzeniom: tym świecom, dymowi, obietnicy dostępu do tego, co zakryte. Z zewnątrz trudno było odgadnąć, czy wejście w trans się widzącemu powiodło. Czekała więc w niezmąconej ciszy przerywanej jedynie jej oddechem i gdakaniem kur spacerujących wokół domu.
Dopiero gdy Fawley dał znak jakiś, że wszystko skończone, czarownica zapytała:
— I cóż widziałeś? Czy ona tobie też się pokazała?


dotknij trawy
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#8
10.10.2026, 19:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 07:53 przez Othello Fawley.)  
Niestety tym razem jego Trzecie Oko najzwyczajniej nie chciało się otworzyć. Othello nie zobaczył w kontakcie z przedmiotem nic, a nic niezwykłego. Wyczuwał jego nieco dziwną energię, lecz do jego przeszłości nie potrafił sięgnąć. Nie można było się zmuszać, byłoby to nie tylko bezskuteczne, lecz i niepotrzebnie męczące. A przecież należało jeszcze wykonać jedno działanie. Takie, dla którego mężczyzna odwiedził Helloise.

– Niestety nic nie zobaczyłem. Jeśli bym mógł zabrać ten ogarek ze sobą, spojrzałbym na niego innego dnia. Czasami trzecie oko chce pozostać zamknięte i trzeba to uszanować – rzekł spokojnie, starając się, by to, że mu się nie udało, nie stanowiło uchybienia dla jego kruchej dumy.

Zjadł trochę placka dyniowego, by dodać sobie nieco animuszu przed wywołaniem ducha.

– Mmm dobre. Takie nie za słodkie – skomplementował przyjaciółkę szczerze. Nie przepadał za słodyczami, które bezczelnie przesadzały ze słodkością. Wydawały mu się kiczowate i niezbyt udane. A tu, poza cukrem i dynią, czuć było cynamon i inne korzenne przyprawy. Othello wiedział, że nie ma co pytać Helloise o przepis. Czarownica z rzadka dzieliła się swymi sekretami.

Położył ogarek w środku kręgu. Za jego pośrednictwem miał przywołać ducha.Zapalił świeczki, a małe płomyczki zatańczyły niebezpiecznie. Powietrze wydawało się stać w miejscu, ale one poruszały się na wszystkie strony. Nie zamierzały na szczęście się iskrzyć ani pryskać ogniem na wszystkie możliwe strony. Othello wyciągnął dłonie na boki, wierzchem w stronę stołu. Blat wydawał się chłodny, trochę jak jeden z trupów leżących w zakładzie pogrzebowym. Dym z kadzideł wciąż unosił się, otaczał ich hipnotyzującą chmurką.

– Złap mnie za ręce – poprosił. Kiedy zaś kobieta spełniła polecenie, zamknął oczy. Sięgnął świadomością poza siebie, zaczął szukać ducha z chaty. – Czy mnie słyszysz? – zwrócił się do obecności krążącej dookoła.

Charyzma III, Wywoływanie duchów
Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (1580), Othello Fawley (1284)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa