• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka

[23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#21
10.09.2026, 00:36  ✶  

– Oczywiście. Obiecuję, że jako pierwszy zostaniesz powiadomiony o doniczkowym kryzysie oraz że potrzebuję ratunku – uśmiechnęła się do niego lekko i brakowało jeszcze tylko, by puściła do niego oko, to by dopełniło obrazu tego flirtu, na który zresztą odpowiedziała całkiem chętnie.

– Ty? – zdziwiła się wyraźnie i zapatrzyła na Christophera przez moment. – A dlaczego ty miałbyś się znaleźć w zasięgu rażenia? Zaręczam, że żadna moja złość czy złośliwość nie będzie wymierzona w ciebie – a Victoria nie miała w zwyczaju wyładowywać się na innych tylko dlatego, że ich jedynym przewinieniem było, że za głośno oddychają. Fakt, że zdenerwowała się o ten serwis, bo tańczące filiżanki to nie było coś, co chciała oglądać pod własnym dachem i to w towarzystwie faceta, który jej się podobał, a jeśli chodziło o te brzydkie strony charakteru, to była osobą pamiętliwą… i do pewnego stopnia lubiła dawać ludziom nauczkę, ale nie w ten wręcz stalkerski sposób, jak Cressida. No i… trzeba jej było naprawdę mocno nadepnąć na odcisk, żeby w ogóle chciało jej się bawić w takie rzeczy. Ale powrót do sklepu i wykłócenie się tam o sprzedany jej, przeklęty serwis, w jej głowie nie wpasowywało się w coś dziwacznego, a raczej pożądanego. – Ale zawsze możesz poczekać przed sklepem i po prostu sobie posłuchać – jeśli się jednak bał… Nie mogła go winić, tak? Instynkt samozachowawczy nakazywał, by usunąć się z potencjalnego zasięgu rażenia rozwścieczonej kobiety, nawet jeśli nie zrobiło się nic złego. Ale Victoria nie była z charakteru zbyt gwałtowna…

– Wiesz co? Właściwie o tym nawet nie myślałam, ale jak tak teraz mówisz… to całkiem błyskotliwa myśl – przyznała z zamyśleniem i na moment nawet przeniosła spojrzenie z Chrisa na swojego kota, który już siedział z nosem centymetr od worka z resztkami i niespokojnie przebierał ogonem po podłodze. – Luna, zostaw – powiedziała łagodnie, na co kocie uszy, niczym te radary, poruszyły się, by lepiej słyszeć dźwięki, które dobiegały z tyłu, czyli od człowieków, ale poza tym się nie ruszyła z miejsca. – I miałoby sens. Dajmy na to, to cholerne krzesło w moim domu. Znaczy tym, który spłonął. Tam zostało krzesło, jedno jedyne drewniane krzesło, któremu nic się nie stało. Więc… Wydaje mi się, że mogło zostać w jakiś sposób przeklęte? Albo naznaczone w jakiś inny sposób… Próbowałam przy nim rozpraszać magię, ale nic się nie działo. Nie wiem, jak to wytłumaczyć… – właściwie czemu o tym wcześniej nie pomyślała? Albo pomyślała, tylko że ta myśl jakoś szybko opuściła jej głowę, bo działo się tyle rzeczy, że nie sposób było nad wszystkim zapanować…

– Na pewno nie zaszkodzi. Ja bym lampion postawiła w tym twoim nowym domu, tak na szczęście – zasugerowała i uśmiechnęła się, a za chwilę przygryzła usta. – Spodziewam się, że może być… różnie. Główny sabat ma się odbyć w Little Hangleton, myślę, że tam będzie względnie bezpiecznie. Ale ja mam pilnować Doliny Godryka – westchnęła i nawet na moment dość nieświadomie spuściła wzrok.

Dolina Godryka. Miejsce, w którym całe życie mieszkała. Miejsce, w którym zaczęło się to szaleństwo, z którym musiała się mierzyć aż do dzisiaj…

– Mam kontakt do trzech kowali. Jeden to mój były kolega z pracy… Jeden to ten popularny kowal od Rowle’ów, i jeszcze jest panna Barclay. Te zdobyłam. Nie wiem, jakie będą mieć obłożenie, ale spróbować zawsze warto. Tym bardziej, że to tylko żelazne gwoździe w drzwiach, jeśli się okaże, że takie poświęcone na sabacie wystarczą, żeby pozbyć się tej całej sadzy, to naprawdę myślę, że to będzie mała cena – tym bardziej, jeśli uchroniłoby go to od konieczności kupowania nowego mieszkania w Magicznych Dzielnicach, bo z tego, co zrozumiała, to mimo wszystko zależało mu na tej lokalizacji. I może i na biednego nie trafiło, ale Lestrange, choć knutów nie szczędziła, nie była też fanką marnotrawienia pieniędzy. – Zapiszę ci ich zaraz – powiedziała, gotowa przywołać z szafki różdżką pergamin, pióro i atrament.

Domyślała się, że jej chłód musi być bardzo nieprzyjemny, biorąc pod uwagę, jak niektórzy ludzie się wzdrygali mimowolnie. Christopher był przy tym bardzo dzielny i po raz kolejny już obiecała sobie, że chociażby z jego powodu, spróbuje wynaleźć jakiś eliksir, by przynajmniej tymczasowo zniwelować swoje zimno, by chociażby jemu nie sprawiać takiego dyskomfortu. Bo to nie tak, że się tego wstydziła, ba, nosiła swoje zimno niemalże jak tarczę, świadectwo tego, co przeżyła, a co jej nie zabiło, ale nie chciała, by gdy ją dotykał, to robiło mu się nieprzyjemnie.

Zaskoczył ją. Być może tak samo, jak ona zaskoczyła go buziakiem w policzek, ale nie wyrwała ręki, gdy najpierw podmuchał tę ranę, a następnie pocałował. Victoria zamarła, zupełnie rozbrojona tym czułym gestem i na moment w ogóle zapomniała o tym, że ją ta dłoń bolała: teraz czuła tylko widmo jego ust na skórze.

– Tak, działa – wydusiła z siebie w końcu. – Może powinieneś to powtórzyć, żeby na pewno nie bolało – sama nie wiedziała, czy to bezczelność, czy zuchwałość…

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#22
10.09.2026, 21:26  ✶  
– Trzymam za słowo – odparł z powagą. – O, tego się nie spodziewam, ale czasem gdy ktoś się pojedynkuje, jakimś zaklęciem można dostać rykoszetem – powiedział, teraz może z jakąś odrobiną dla niego niepewności, wywołaną w gruncie rzeczy tym, że o ile jego powaga z tym ratowaniem przed szalonymi doniczkami była udawana, ona teraz była chyba poważna mocno. I chociaż nie miał skłonności do analizowania pewnych rzeczy (chyba że chodziło o dwadzieścia odcieni niebieskiego na górną warstwę suknia albo to jaki dekolt lepiej podkreśli linię ramion), to nie mógł nie zastanawiać się tego, z czego to wynikało. Ktoś ją o coś takiego oskarżał? Rookwood zachowywał się w ten sposób wobec niej? Wolała go upewnić, że nie ma takich planów?
Zaraz jednak padły kolejne słowa i Chris wyprostował się całkiem dumnie. Oczywiście, że był błyskotliwy, a to była bardzo błyskotliwa myśl. Jak miło, że zauważyła! Gdyby był też bardziej altruistą może uznałby, że to coś, co należy zbadać, ale w tej chwili był po prostu bardzo z siebie zadowolony.
– Przeklęte krzesła… ale pamiętam, jak wyglądał twój dom – przyznał chwilę później, i głupi uśmiech znikł mu z ust na tamto wspomnienie. Nic nie powinno tam przetrwać nienaruszone, a na pewno nie drewniane krzesło. – Szukałem jakichś informacji, kiedy chciałem pozbyć się tej sadzy, ale jakoś na nic się nie natknąłem.
Mógł jednak prowadzić z gwoździami, czemu nie. Nie pomoże, nie zaszkodzi, a on był trochę zdesperowany, nawet jeżeli dziwiło go, że odpowiedź pojawiła się tak nagle po niemal dwóch miesiącach.
Westchnął tylko, gdy wspomniała o Dolinie Godryka. Nawet w pierwszym odruchu chciał zaproponować, że sam się tam stawi, ale powstrzymał się: sądząc po tym jak wspaniale szły mu zaklęcia mające służyć walce z filiżankami, co najwyżej by zawadzał. Nie był nawet pewien, co miał powiedzieć, bo przecież to że każe jej na siebie uważać niczego nie zmieni.
– Wróć stamtąd żywa – powiedział jednak w końcu, bo może to były tylko słowa, ale jednak słowa też miały pewnego rodzaju moc, a informacji o takim patrolu nie wypadało zwyczajnie pominąć milczeniem. – Zostaw mi adresy, spróbuję do któregoś z nich się odezwać.
Kolega z pracy brzmiał pewnie najbardziej neutralnie, był zresztą pierwszym, którego wymieniła, uznał więc że po prostu zacznie od niego. Odzyskanie mieszkania i swoich rzeczy faktycznie było warte poświęcenia paru galeonów, nawet jeżeli rezultat pozostawał niepewny.
– To doskonale – ocenił chwilę później, całkiem posłusznie przyciskając ciepła wargi do nadgarstka ponownie, tuż koło rany. Po momencie jednak wyprostował się, chociaż nie wypuścił jej ręki. – Ale na wszelki wypadek chodźmy też nałożyć na to jakąś maść. Masz coś tutaj, co nada się na ugryzienia filiżanek?
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#23
11.09.2026, 11:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2026, 23:15 przez Victoria Lestrange.)  

– Nie zamierzam się tam z nikim pojedynkować – Victoria zdumiała się trochę tym pomysłem, bo ogólnie nie wyciągała na ludzi różdżki… zazwyczaj. Chyba że Aidan przychodził do niej cały śmierdzący od gazów pierdzipuszka – wtedy, zamiast „ciebie też dobrze widzieć, mój kochany kuzynie” rzucała Chłoszczyść i jakoś świat od razu stawał się lepszy. Ale żeby rzucać na ludzi jakieś zaklęcia atakujące, czy rozbrajające w takich dość normalnych kontaktach, to nie miała w zwyczaju. A na ludzi od sklepu z antykami miała zamiar sobie posyczeć i pogrozić konsekwencjami prawnymi czy czymś takim, żadnych różdżek i rykoszetów! Ani w ogóle trzaskania drzwiami, ręką w blat czy – o na brodę Merlina – bicia kogoś.

– Taak… no właśnie. Bardzo byłyśmy z Prim zdziwione, jak dwa dni po Spalonej, poszłyśmy tam razem obejrzeć, ile w ogóle z tego domu zostało, a tam to jedno głupie krzesło. A nie mieliśmy żadnego zabezpieczonego przed ogniem, czy coś takiego… to znaczy oprócz tego krzesła, ostały się jeszcze nasze książki i jakieś notatniki, ale to było dość zrozumiałe, że ogień Voldemorta nie zdołał ich zniszczyć. Chociaż tyle mogliśmy zrobić – chociaż to mogła nie być powszechna wiedza, ale Parkinsonowie wiedzieli, jak zabezpieczać swoje książki, by były równie odporne na ogień, co ich ciała. Książki w domu były więc odporne – i pozabierały je stamtąd, żeby nikt tego nie rozkradł. Ale reszta, wszystko inne nie miało z tym wściekłym płomieniem szans. Więc skąd to krzesło…?

– Zaczęłam się uczyć klątwołamania, ale mam jeszcze trochę za mało wiedzy, żeby sobie z takimi rzeczami radzić – przyznała po chwili, patrząc znowu na ten worek – który na szczęście nie zaczął podskakiwać, ani nic nie podzwaniało, ale Luna nadal przed nim siedziała, jakby chciała się upewnić, że jeśli coś się poruszy, to ona będzie pierwsza, by sobie z zagrożeniem poradzić swoimi małymi łapeczkami i ząbkami, których nie miała jeszcze kompletu, bo była w trakcie zmieniania mleczaków w zęby stałe, i Chris to miał szczęście, że mu nie pogryzła koszuli od swędzących dziąseł.

Uśmiechnęła się do niego lekko; prawdą było, że słowa miały moc. I wiedziała… tak gdzieś podskórnie, że Chris może się o nią martwić, wiedząc, co działo się w Dolinie Godryka kiedyś, chociaż to nie sugerowało jeszcze, że miało się coś powtórzyć. Organizowany tam sabat nie miał mieć miejsca na Polanie Ognisk… ale to, czego nie wiedział, to to, że była grupa ludzi, która chciała się tam wedrzeć. A oni mieli czuwać, by do tego nie doszło. Tak, bała się. Oczywiście, że się bała – nie tym paraliżującym strachem, przy którym nie jesteś w stanie nic zrobić, ani podjąć decyzji, ale bała się, jak to się może wszystko skończyć, gdy banda idiotów wbiegnie na oślep do naprawdę niebezpiecznego lasu.

– Nie planuję nie wracać – powiedziała spokojnie. – Będę tam z Atreusem. A ja nie mam w zwyczaju najpierw robić, a dopiero potem myśleć – ale czasami nie było czasu na myślenie, a na działanie. Nie wiedziała, jak będzie wyglądać tamta noc, ale dlatego zamierzała się uzbroić w gwoździe i inne rzeczy – nie dlatego, że potrzebowała ich, żeby oczyścić swój dom, a żeby podczas sabatu nic się nie wydarzyło, zwłaszcza w tak niestabilnym miejscu jak Dolina Godryka (bo Victoria sądziła, że tutaj może się dziać coś nie tak, biorąc pod uwagę co wydarzyło się na Beltane, gdzie zaczynały się wszystkie anomalie oraz co miało miejsce w Kniei Godryka). Ale doceniała jego słowa – naprawdę.

Była pewna, że gdyby tylko odczuwała ciepło, to w miejscu, w którym jego usta stykały się ze skórą nadgarstka, czułaby ogień. Zamiast jednak tego było tylko zimno… i jej lekko zaróżowione policzki, gdy nadal nie zabrawszy ręki z jego uścisku, przywołała do siebie pudełeczko z maścią, jaką trzymała tutaj razem z innymi najpotrzebniejszymi rzeczami.

Za chwilę napisała mu też na kartce kontakt do tych trzech kowali, żeby mógł załatwić dla siebie gwoździe, a Kwiatuszek w końcu wyczuwszy, że jest bezpiecznie, powoli wszedł do salonu, najwyraźniej ośmielony tym, że zrobiło się cicho.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (3978), Victoria Lestrange (6599)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa