31.08.2026, 14:44 ✶
21.10
później
później
– No i wyobraźcie sobie mnie, mnie! dwa metry, czarujący uśmiech, czupryna jasnych jak snopy zboża włosów! Totalnie odjechane ciastko chyba moje absolutnie ulubione! To było to białe chrupkie gówno, czekaj no beza! Bezę mi dał! – mówiła rozemocjonowana, opowiadając o swoich doświadczeniach Basiliusowi i Thomasowi, których znalazła po prostu później, gdy już posiedziała trochę z brackim i ich wspólnym przyjacielem panem wielkim restaurantorem obecnie. – To było absolutnie z a j e b i s t e bo słuchajcie no kurwa tego całego soczku zmieniającego ryj to ja nie przełknę absolutnie, jest tak paskudnie obrzydliwy, że od razu zbiera mi się na wymioty. A poltergajst tylko raz jeden zamienił mnie ciałem z Brenką i czasami sobie myślę, jakby zajebiście mieć jednak mimo wszystko takiego poltergajsta w piwnicy, coby Cię mógł zamieniać w kogoś innego, toć to byłaby przednia zabawa! – nie pozwolili jej wtedy wyjść, Brenna i Basilius, z domu i było jej bardzo przykro, że nie może iść na miasto i szerzyć chaosu. Oczywiście oni mieli całkiem legitne argumenty, zwłaszcza Brenka, która była świadoma że w dobie kryzysu wojny domowej kiepsko się podszywać pod panią detektyw. Zabawne – pomyślała wtedy Moody spoglądając na nieco zmęczonego całym tym szumem i tłumem Basiliusa – wydawało mi się wtedy, że mają się ku sobie. To był stare dzieje, stare i mało akutalne, szalenie mało aktualne w kontekście tego co działo się między uczestnikami tego obiadu.
Oczywiście nie mogła o tym mówić głośno, nawet jeśli dookoła panował gwar i miała 99,99% pewności, że nikt ich nie słuchał.
Zamiast jednak drzeć mordę, skupiła się na jedzeniu drugiego obiadu (ja? ja już jadłam darmowy poczęstunek? Absolutnie nie! Nigdy w życiu!) i gadaniu dalej relatywnie spokojnie za to z pełnymi ustami. – Po prostu Tommy nie mogę uwierzyć, że właśnie tak to jest jak ma się tyle wzrostu, na wszystkich możesz patrzećz góy, zajebiste. Jaram się tym jak wampir na słońcu, no bo patrzcie jakie to jest super! Tylko szkoda, że tak na krótko, choć oczywiście z poziomu śledczego to byłoby chujowo, gdyby ludzie mogli się tak zamieniać na dłużej niż dwie minuty. – Westchnęła ciężko i zawiesiła się z widelcem wystającym z ust. – To jest w ogóle tak niesamowite, wiecie? Czasem czuje się najchujowiej na świecie w swojej skórze, a ta beza to działała tak, jakbym na moment mogła spełnić swój sen i być kimś zupełnie totalnie innym. – Jej ton przeszedł płynnie z destylatu ekscytacji, do zbyt poważnego jak na okazję smutku. Sama zdawała się tego nie zauważać, podążając za nurtem swoich myśli dość biernie, dając się im porwać w zadumę i rejony, które nie przystawał do wesołej okoliczności w której się spotkali. – Jakby nagle całe Twoje życie stało się snem wyśnionym na jawie. Bogaty, piękny, otoczony przyjaciółmi, no dobrze, trzy żony w grobie, ale nie zatrzymujmy się w tym miejscu. Miałam wręcz wrażenie, że dotykam takiego ciepła które Bertas ma w środku, tego samego, które potem można próbować w tortach i ciastkach i może nie w tych powalonych fasolkach ale wiecie o co chodzi. Chciałabym… Chciałabym jeszcze kiedyś się tak poczuć. – Przyznała, trochę nie zwracając uwagi, że ta tęsknota mogłaby sugerować, że źle się czuje w ich towarzystwie. Nie widziała za bardzo połączenia w tej materii, bo chodziło bardzo konkretnie o jej własne osobiste czucie ciała. – No i kutas. To jest totalnie pojebane… To wrażenie w nogawce. Mega dziwne. – wypaliła ni z tego ni z owego.