• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[Jesień 72, 29.10 Rubieża Doliny Godryka | Lydia & Anthony]

[Jesień 72, 29.10 Rubieża Doliny Godryka | Lydia & Anthony]
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
14.09.2026, 21:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2026, 21:50 przez Anthony Shafiq.)  

—29/10/1972—
Anglia, Dolina Godryka
Lydia Black & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=Njtxczj.png]

The veil grows thin, the year grows old,
The hearth burns bright against the cold.
Accept this gift of earth and vine,
Of golden grain and autumn wine.

For those who guide, for those who passed,
A harvest shared while shadows cast.
With grateful heart, I bow my head –
Blessed be the living, blessed be the dead.



Wizyta w późno rozkwitającej, intensywnie remontowanej siedzibie fundacji Złote Jabłko, jeszcze bez szyldu i odpowiedniej promocji tego miejsca, przyniosła mu to co przynieść miała.

Pewność. Stabilność. Wiarę.

Gdy przyszłość niosła niepewne, zwłaszcza przyszłość nadchodzącego sabatu, posuwanie się planów do przodu miało w sobie kojący spokój. Samotnej figurze przemierzającej dogasające łany suszów nie przeszkadzał układający się do snu krajobraz. Nie był zbyt nawykły do niego, preferując tereny miejskie, wysycone kulturą aglomeracji. Będzie musiał się do tego przyzwyczaić. Będzie musiał przyzwyczaić się do wielu rzeczy.

Poły jego płaszcza gięły główki rzeszy ździebeł traw. Strój nie wyróżniał się w żaden sposób, peleryna opadała z ramion zwobodnie, zrezygnował z soboli wokół kaptura i mankietów, wiedząc że małomiasteczkowa społeczność nie ceni przepychu tak jak ceniła sobie zaradność. Pewność. Stabilność. Wiarę.

Byli jak Tebańczycy, których co rusz musieli znosić ciężar boskich wyroków. Miejsce ukochane przez bogów, Knieja ich ogrodem. Osnowa rzeczywistości po rozdarciu zdawała się nie powracać na swoje miejsca, nie tylko nad Polaną Ognisk. Wdychał duchowe opium, żywił się nim i tęsknił wrażenia, które spotkało go podczas Lammas.

Zapalił wtedy świecę.

Momentów poczucia duchowej łączności z bytem wyższym było więcej i więcej, a on zdawał sobie coraz mocniej sprawę z tego, że zaczyna ich wypatrywać. Czekać ich ze strachem podszytym dziecięcą niemal ekscytacją, zapominającą o zwyczajowym zgorzknieniu, które winno dociążać barki czterdziestolatków.

Oddychał spokojnie i miarowo podczas tej samotnej wyprawy, w dłoniach obracał diadem. Misterna robota z brązu, była artystyczną próbą oddania niewinności wieńca, który mógłby zostać uczyniony na Samhain. Właściwa ofiara dla Matki czekała zakupiona u rzemieślnika już jakiś czas temu, Anthony miał jednak poczucie, że nie we wspólnocie, nie w kowenie znajdzie to czego pragnął. Za czym tęsknił. Czego wypatrywał.

Jego lekko przydługie włosy poddawały się październikowemu wiatrowi, łaskocząc skupioną na zadaniu twarz. Przeszedł na tył byłej posiadłości Slughornów i ruszył po prostu przed siebie, na ślepo, wierząc, że duch poprowadzi go ku brawie. Ku wodzie.

Bardziej to wiedział niż czuł, ale błona między jednym a drugim zdawała się przyjemnie transparentna, cienka niczym tengujo, mogąca się przerwać od samej li tylko obserwacji.

Nie umknęło mu, że szelest przeszedł w dźwięk sugerujący oddolną wilgoć, w chlupoczących stąpnięciach. Nie umknęło mu, że dostrzegł pośród roślinności przerzedzenie sugerujące bramę. Nie umknęło mu, że stała tam już drobna postać, której rysów twarzy jeszcze nie widział, ale nie był pewien czy tego chce. Jak widmo. Jak zjawa. Jak złączenie przeszłości i przyszłości. Na granicy światów.

Wyciągnął diadem z brązu o mieniącym się diamentami kwieciu. Był doskonały. Był żywy. Aby dotrzeć do duchów trzeba było go zabić. Zgnieść w palcach. Nadać doskonałości rysę. Nie wahał się, ale odłożył ten akt w czasie. Nie chciał wiedzieć, musiał wiedzieć.

– Oíche Shamhna Shona Duit… – przywitał się z nią stając obok, choć do równonocy pozostały dwa dni. Jego myśli tak głęboko osadzone w zagadnieniach wiary i kanonu, nie zauważyły języka, w którym uformowały się myśli.
kicia kocia
Cierpka jak agrest, słodka jak bez
Chcę śnić czarne loki splątane
wiek
31
sława
III
krew
czysta
genetyka
snowidz
zawód
wróżbitka & astronomka
Chuderlawa sylwetka na 168 centymetrów, która z uporem relikwii, odmawia rozsypania się w pył. Za pas spływają włosy o czerni nowiu, a fiołkowe oczy sprawiają wrażenie dwóch ran zadanych firmamentowi.

Lydia Black
#2
Wczoraj, 21:52  ✶  
[+]Spoiler
Wydawałoby się, że panna Black, mając przed sobą własny aranżowany ślub, powinna być nieco bardziej zainteresowana kwestiami dotyczącymi przyszłego małżeństwa. Nic bardziej mylnego. Przygotowania do Samhain pochłaniały ją bez reszty. W związku z tym, można było jedynie mieć nadzieję, że jej przyszły małżonek okaże się człowiekiem cierpliwym, ponieważ konkurencja z Matką nie była konkurencją, którą łatwo było wygrać.

Była to niewielka… rozwaga organizacyjna, a oczywiście mogła odmówić! Mogła powiedzieć, że termin był niewygodny, że miała inne zobowiązania, że rozsądna czarownica nie próbowała pomieścić dwóch obrzędów w jednym tygodniu. Black natomiast sama odwołała wszystkich klientów, którzy mieli przyjść do niej na czytanie, przesunęła umówione godziny i grzecznie poinformowała ich, że sprawy Matki były ważniejsze od ich małych ziemskich trosk o małżeństwa, pieniądze oraz przyszłość. Tego dnia jednak przyszłość miała się odpłacić jej bardzo konkretnie, tj. stertą rachunków, listą gości i co najmniej dwiema osobami, które zapomniały potwierdzić swoją obecność.

Na stole leżały rozpiski sabatów, a Lydia próbowała ustalić, co należało przygotować podwójnie, co można było wykorzystać ponownie, komu przypadnie zaszczyt noszenia ciężkich koszy. Trzeba było jeszcze potwierdzić miejsce, przypomnieć wszystkim godzinę zbiórki, ustalić, kto przyprowadzi pozostałych członków kowenu, kto zajmie się ogniem, kto przygotuje stół ofiarny, a kto ku jej rosnącej irytacji miał pilnować, żeby nikt nie zapomniał własnego płaszcza. Należało zamówić świeże kwiaty, odebrać zioła, sprawdzić świece, przygotować sól, kadzidło i naczynia, kupić owoce, chleb, miód oraz wino, a także upewnić się, że ktoś rzeczywiście pamiętał o drewnie na ognisko. Pannica sporządziła osobną listę rzeczy do zabrania, dla osób odpowiedzialnych za przygotowania i jeszcze jedną na wypadek, gdyby poprzednie dwie okazały się niewystarczające. Potem przyszła pora na listę darów. Jabłka, granaty, kwiaty, świece, zioła, wino, przedmioty przeznaczone dla Matki — wszystko musiało zostać rozdzielone, opisane oraz przypisane do odpowiednich osób.
(to wyżej można zignorować)

Przy każdym białym kwiecie przypominał jej się sen. Kwiaty, smoki, węże. Dziesiątki wijących się ciał pośród mokrej trawy i jeden biały wąż, który zatrzymał się u jej stóp, unosząc swoją główkę. (Nie rozumiała tego znaku. Nie zamierzała jednak udawać, że go nie widziała). W związku z tym, białe kwiaty odłożyła osobno, chociaż sama nie potrafiła powiedzieć dlaczego właściwie tak robiła.

Jednocześnie w jednej z nielicznych wolnych chwil opuściła siedzibę kowenu, aby oddać hołd Matce. Mgła snuła się nisko nad torfowiskami, perliła na trawach, osiadała na nagich gałęziach, kiedy Lydia zjawiła się w Dolinie Godryka. Schodziła ku wodzie powolnym krokiem. W dłoniach trzymała wianuszek z suchej bylicy i wrotyczu pleciony niedbale.
— Oiche Shamhna shona duit, chociaż kalendarz się jeszcze nie zgadza. Cień już jednak pada dłużej — spojrzenie przesunęło się z jego przystojnej twarzy na diadem w dłoniach. — Witaj.


Je t'aime, je te hais
Mais ma meilleure ennemie, c'est toi
Fuis-moi, le pire, c'est toi et moi
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (542), Lydia Black (434)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa