• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi

jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#11
29.07.2026, 22:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2026, 22:55 przez Helloise Rowle.)  
24 października
Lampion dla Lydii

— Zamówienie. —

Dopiero późnym wieczorem, gdy frustracja po zniszczeniu lampionu dla Bulstrode’a ostygła, Helloise zdecydowała się wydrążyć dynię przeznaczoną Lydii. Sięgnęła po warzywo z tego samego kosza, z którego pochodziła i poprzednia dynia, więc a z tego mieszczącego co piękniejsze okazy. Tym razem uczyniła to w szczerej intencji obdarowania Black cieszącym oko przedmiotem, nie w próbie interesownego zyskania sobie czyichś względów. Być może poprzedni lampion dlatego się nie udał, że złe intencje kierowały dłońmi wiedźmy, gdy myślała o aurorze.
W tej próbie więc podeszła do zajęcia z większą uważnością. Wydrążyła warzywo z miąższu, a gdy dotarła do etapu zdobień, nie zawahała się ani chwili. Wycięte nożykiem gwiazdy miały obsypać powierzchnię dyni, symbolizując rozgwieżdżone niebo ukochane przez Lydię. Wzór na pozór prosty, a jednak jeden nieuważny ruch potrafił zniweczyć i takie najprostsze dzieła.

// rzucam rzemiosło na lampion Lusi
Rzut Z 1d100 - 60
Sukces!

Helloise rozczarowała się nim nieco. Był dobry, lecz nie tak doskonały, jak by sobie wyobrażała. Im dłużej obracała dynię w rękach, tym większego nabierała przekonania, że niektóre gwiazdy układały się w niewystarczająco naturalnie rozłożone kompozycje i wyglądały na zbyt… wykalkulowane. Czarownica niechętnie zaakceptowała ten efekt. Palcem otarła pozostałe na twardej skórce resztki lepkiego miąższu, a w środku umieściła świecę, również swojej roboty.


dotknij trawy
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#12
13.09.2026, 22:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2026, 23:08 przez Helloise Rowle.)  
27 października
Świece dla Sebastiana i Urd

— Zamówienie. —

Dlaczego Sebastian Macmillan był zatrudniony w Ministerstwie Magii?
Zawsze drażniła Helloise obecność wątków ministerialnych w Kowenie. Współprace przy organizowaniu sabatów, posady kapłanów w urzędzie. Było w tym wszystkim coś… niepoprawnego. Lecz cóż biedny Sebastian mógł poradzić na to, że wszyscy czarodzieje żyli w pułapce regulacji państwowych? Helloise widziała w biurokracji bestię, samodzielny złowrogi byt, w samych urzędnikach zaś dopatrywała się ledwie jego ofiar. Choć nie całkiem wolnych od winy.
Być może Sebastian mógłby ostentacyjnie okazywać swoje niezadowolenie z pracy w Ministerstwie Magii. Mógłby. Brak zdecydowanego protestu nie wymazywał jednakże jego kapłaństwa, a była to misja piękna, godna szacunku. A i również w Ministerstwie podobnież służył zmarłym, nie bestii.
Helloise przystąpiła więc do stworzenia świec dla niego z właściwą starannością.
Wosk rozpuszczał się w kociołkach, gdy czarownica szykowała formy. Cztery. Dwie świecie dla Sebastiana, dwie dla jego przyjaciółki. Kim jest ta przyjaciółka? dumała wiedźma, rozlewając wosk uważnie, aby nie potopić knotów.

// rzemiosło — świece dla Sebastiana
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 51
Sukces!

// rzemiosło — świece dla Urd
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana


Praca szła dobrze, dopóki Helloise nie potrąciła jednej z form. Nie do końca zastygnięta jeszcze świeca rozlała się po podłodze, tworząc na deskach żółty strup wosku. Rzemieślniczka potarła zmęczoną twarz dłonią. Zaczynała czuć skutki przedsabatowego przepracowania.
Strup zostawiła tam, gdzie był. Przemyła formę. Pozostałe świece spakowała do drewnianych pudełeczek wyłożonych papierem. Były to wysokie, smukłe świece — bardzo klasyczne.


dotknij trawy
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#13
13.09.2026, 23:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2026, 23:42 przez Helloise Rowle.)  
25 października
Lampion dla samej siebie

Nastał nowy dzień pracy. Zdecydowała się go Helloise otworzyć przedmiotem stworzonym dla siebie. Siadła do stołu w swojej pracowni, przymknęła oczy, zmówiła krótką modlitwę. W zamyśleniu wydłubywała spod paznokci okruchy zaschniętej ziemi i sypała je na podłogę. Trudno było zacząć, popchnąć się do działania. Pomiędzy zlatującymi zamówieniami, poleceniem Voldemorta, spiskiem wokół Kowenu, dawkami opium — trudno było pomiędzy nimi znaleźć chwilę na wytchnienie.
Szumiało jej w głowie, mimo że było wcześnie rano. Może dlatego, że było wcześnie rano?
Wiedźma wyjęła na stół dynię. Była pękata, wielka, ale o nierównym kolorze, miejscami bladawa. Helloise pod palcami badała strukturę dyniowej skórki, chropowatość dyniowej niedoskonałości. Podobała jej się. Otworzyła ją nożem.
Pracowała powoli. Wrzucała miąższ i pestki do wiadra pod stołem. Skończyła patroszenie z rękoma lepkimi, posklejanymi dyniowymi włóknami.
Nóż wrócił do ręki. Chciała wykroić w warzywie drzewo. Drzewo o opasłym pniu i rozłożystych gałęziach. Spędziła wiele czasu nad rzeźbieniem misternych układów gałęzi. Może zbyt wiele, biorąc pod uwagę, ile listów wciąż czekało nieodpieczętowanych. Wciągnęła się.

// rzemiosło — mój lampion
Rzut Z 1d100 - 38
Słaby sukces...

Wynik był mierny. Lampion był… daleki od doskonałości. Daleki od obrazu w jej wyobraźni. Niemniej wykonany jej ręką. Zatrzymała go, mimo szpetnego wyglądu.


dotknij trawy
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#14
16.09.2026, 13:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2026, 13:47 przez Helloise Rowle.)  
26 października
Świece dla Ambrosii

— Zamówienie. —

Nie była Ambrosia wcale osobą zamawiającą najbardziej na ostatni dzwonek. Będą jeszcze z pewnością spóźnieni bardziej.
Helloise przez dłuższą chwilę próbowała przeniknąć ton listu wróżbitki, aby zgadnąć, czy brzmi w porządku. Odkąd czarownica dowiedziała się, że i McKinnon jest uwikłana w rzeczy Śmierciożerców, zastanawiała się niekiedy, jak się jej przędzie. Jakże smutno wybrzmiała bowiem historia Ambrosii McKinnon, a Helloise przecież nie życzyła jej źle.
Z tą myślą przystąpiła do pracy w dzień po otrzymaniu od Rosie listu. Otwarła prace nad tym dużym zamówieniem rzeczą najmniej wymagającą twórczego wkładu, bo schematyczną, pozwalającą zaspanej czarownicy popłynąć bezmyślnie za znaną procedurą. Stopiła odpowiednie woski, ustawiła formy, docięła knoty. Przeszła do odlewania.

// rzemiosło na świece dla Ambrosii
Rzut Z 1d100 - 37
Słaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!

Już na wczesnym etapie stygnięcia czarownica zorientowała się, że zafundowała pierwszej ze świec zbyt gwałtowny szok temperaturowy. Świeca pokryła się pęknięciami, jej struktura pełna była bruzd, na które Helloise patrzyła bezradnie. Nie mogła już nic uczynić, aby sytuację ratować. Rozważała wyrzucenie jej, lecz wosk wciąż trzymał się w szwach i był… w teorii zdatny do użytku. Być może zda się na coś Ambrosii i taki potworek.
Druga ze świec ostygła poprawnie i była bez zarzutu.


dotknij trawy
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#15
16.09.2026, 13:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2026, 13:25 przez Helloise Rowle.)  
26 października
Lampion dla Ambrosii

— Zamówienie. —

Licząc na moment spokojniejszego zajęcia, Helloise przeszła do lampionu. Drążenie w dniach było najbardzej chyba relaksującą ze wszystkich prac. Wiedźma mogła zaszyć się w zacisznym kącie i nożem wykrawać w warzywach kształty, które jej podpowiadało serce bądź intuicja. Bez konieczności konstruowania niczego, dźwigania kotłów pilnowania temperatur, forem, wosków zasychających lepką skorupą na palcach. Nie musiała też do drążenia wstawać. Niekiedy trudno jej było zebrać się do tego, żeby wstać.
Siedziała więc kobieta pochylona nisko nad stołem, rzeźbiąc w egzemplarzu dyni przeznaczonym dla Ambrosii. Zamierzała wyciąć w skórce kocie kształty, aby wróżbitce odesłać Flądrę przechadzającą się po lampionie.

// rzemiosło na lampion dla Ambrosii
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana

Im dłużej drążyła, tym głośniej odzywało się w niej niezadowolenie. Nadając kształt ogonowi, już wiedziała, że popełniła błąd, a jednak długo wierzyła, że go naprawi. Docinała więc wciąż. Poszerzała kontur. Korygowała w trakcie proporcję. Poprawiała błędy, popełniając rozpaczliwie kolejne błędy. W desperacji wiedźma ryła i ryła pomarańczową skórkę nożem, nie dając za wygraną.
W lampionie ziała wkrótce wyrwa o nierównych konturach. Zapadły się kocie kształty. Wewnątrz dyni leżały podziobane resztki, ale Helloise nie skończyła. Nie skończyła jeszcze. Przemęczona, wytrącona z równowagi porażką, wbiła wściekle nóż w drugą stronę warzywa. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Dźgała ją, dopóki nie poczuła, że pęka w niej balonik złości.
Drżącą ręką odłożyła wtedy nóż.
Wystarczy.
Zdjęła zmasakrowane warzywo ze stołu i wrzuciła do wiadra na odpady.
Spojrzała na drzwi pracowni. Poprosi Samuela później.


dotknij trawy
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#16
16.09.2026, 13:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2026, 13:40 przez Helloise Rowle.)  
26 października
Pudło na prochy dla Ambrosii

— Zamówienie. —

Do stworzenia pudła zasiadła, ochłonąwszy uprzednio. Gniew wyrwał ją z otępienia, z jakim zaczynała ostatnio każdy dzień pracy. Gdy już przestał nią trząść, Helloise poczuła się… lepiej. Poczuła się gotowa do dalszego tworzenia, odświeżona.
Pudła na prochy ginęły w natłoku innych zamówień. Każdy chciał lampion, wielu pisało o świecę. Pudeł tworzyła niewiele, więc temat był w jej rękach świeży, mogła zająć się nim z czystą głową. W natłoku przygotowań do Samhain nie było czasu na misterne zdobienia, lecz tworzenie dawało Helloise przyjemność. Chciała to ozdobić. W wieku szkatuły dla McKinnon precyzyjnym dłutkiem wyrzeźbiła więc gwiezdne konstelacje. Nie chcąc popełniać błędu, na który nacięła się podczas wykonywania lampionu dla Lydii, tym razem czarownica odrysowała istniejące układy gwiezdne z jakiegoś atlasu, który wygrzebała ze sterty leżących w domu od niepamiętnych czasów książek.
Następnie przystąpiła do składania elementów drewnianej szkatuły w całość.

// rzemiosło na pudełko na prochy dla Ambrosii
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!

Musiała przyjąć wyrok tego, że nie każdy jej wyrób będzie wybitny. Należało pogodzić się z niedoskonałościami. Pudło nie było idealne… lecz wyglądało w porządku. Wyglądało w porządku, powtarzała sobie, pakując zamówienie.


dotknij trawy
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże przydługie włosy, niechlujny zarost, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, we flanelowe koszule w kratę i wytrzymałe robocze spodnie. Jego rysy zdradzałyby arystokratyczne pochodzenie gdyby tylko się ogolił. Ma spracowane ręce i przyjazny uśmiech, gdy tylko ktoś poprosi go o pomoc.

Samuel McGonagall
#17
Wczoraj, 09:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 11:58 przez Samuel McGonagall.)  
Przyszedł do warsztatu nieco spóźniony, a poczucie winy dociążało mu barki. Myślał sobie o tym jak przeprosić Helloise, ale ta była zbyt zajęta robieniem pudełka na prochy, nie chcąc więc jej wytrącać z twórczego natchnienia, w ciszy skulony przysiadł na swoim niewysokim zydlu w kącie chatki i rozejrzał się z cichym westchnieniem wypuszczonym z zaciśniętej wzmagającym zmęczeniem klatki piersiowej. Kolejna noc pracy przed nim, kolejne warzywa do wydrążenia, zapewniające bezpieczeństwo ludziom nękanym przez zbłąkane dusze.

Jaka szkoda, że nie można byłoby takiej wielkiej dyni umieścić w Kniei, aby oczyścić ją… ze wszystkiego co nie powinno mieć w niej miejsca.

Mroczne myśli przegnał liścik pozostawiony w okolicy jego stanowiska pracy. Ujął go w dwa palce i ściągnął w zastanowieniu brwi. Przez moment pocierał papier, czując pod skórą rozmoczoną teksturę notatki. To był nerwowy czas dla rzemieślników. Dużo pracy. Czy chciał pomóc swojej przyjaciółce w tym zadaniu, to nie było co do tego żadnej wątpliwości. Ale czuł w środku, że powinien coś dla niej zrobić więcej. Zanim jednak poświęcił się tej myśli, uznał że praca w tym momencie ma priorytet i nie było co zwlekać.

Ambrosia. Lubił tę roślinę, zwłaszcza jej trójdzielną odmianę. Miała ładny zapach, gdy liście rozcierało się między palcami. Jego matka hodowała ich wiele, regularnie robiła z nich napar… Nie wiedział do końca dlaczego, ale teraz na to wspomnienie postanowił lampion ubogacić kilkoma rozłożystymi liśćmi.

Rzemiosło ◉◉◉○○ próba lampionu dla Ambrosii

Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana


Zadanie nie było trudne, ale wyjątkowo opornie mu szło, aż w końcu nóż omsknął się i misterna konstrukcja obróciła w niwecz prace. Zasępił się znów, wytarł ręce i podrapał po brodzie w zastanowieniu. Później posprzątał resztki i podszedł do Helloise pakującej skrzynkę.

– Spróbowałem, ale Matka nie błogosławiła temu lampionowi. Nie dziś. – Poinformował ją, niezadowolony tym, że nie mógł jej wesprzeć w zamówieniu. Być może oboje potrzebowali przerwy. Być może tego właśnie zabrakło. – Nastawię nam herbaty. Przywiozłem dzisiaj drożdżówkę ze śliwkami – Nie był to zakup, tylko barter z porannego zlecenia. Samuel nie potrafił odmówić pomocy, nawet gdy proszący nie miał pieniędzy, później też ciężko mu było nie przyjąć wciskanych w ręce konfitur, suszonych grzybów czy... wspomnianej drożdżówki.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#18
10 godzin(y) temu ✶  
Emocje Helloise zdążyły opaść już, gdy zbliżył się do niej Samuel, lecz wciąż czuła pod skórą wszechobecne napięcie. Sprawy kumulowały się w niej, szukały uparcie ujścia — wyczerpujący okres pracy, Voldemort, spiski kowenowe za jej plecami i tuż pod jej nosem w Kniei. Pośpiech, bezlik niewiadomych, poruszanie się po grząskich gruntach — zachowanie równowagi stawało się wyzwaniem. Coraz częściej przy balansowaniu wokół tak wielu spraw powijała się kobiecie noga i dawała się ponieść emocjom.
Teraz spojrzała jednakże na Samuela ze zwyczajnym, beznamiętnym spokojem i skinęła głową.
— Ambrosia będzie musiała szukać tej pomocy w innym miejscu — odparła tylko powoli, dokładając do paczki dla wróżbitki świece. — Dziękuję ci. Zaraz przyjdę.
Gdy Samuel wyszedł, czarownica przysiadła ciężko na krześle. Z szuflady wyciągnęła nalewkę opiumową w butelce z ciemnego szkła. Obróciła ją w dłoniach, w zamyśleniu poszukując czegoś w sobie: potwierdzenia, że będzie w stanie wyjść z pracowni i zjeść drożdżówkę. Znalazła tylko nieznośne napięcie, kotłującą się ognistą złość czekającą na wybuch. Wiedźma testowo napinała w głowie niteczki swoich nerwów; czuła, że wystarczy im jedno źle dobrane słowo Samuela. Jedno słowo tej słodkiej, niewinnej istoty, a ona zapłonie.
Helloise sięgnęła po kubek, z którego sączyła wcześniej herbatę, odkorkowała butelkę i polała sobie wina zmieszanego z opium.
Na języku został jej gorzkawo-korzenny smak, na wargach bordowe zacieki. Pora na podwieczorek.


dotknij trawy
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#19
10 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 3 godzin(y) temu przez Helloise Rowle.)  
27 października
Pudło na prochy dla Lydii

— Zamówienie. —

Język przemocy nigdy nie wzdrygał Helloise. Było w przemocowych skłonnościach coś inherentnie naturalnego, czego nie myślała wykrzewiać z siebie bądź kogokolwiek innego. Nie poczytywała również tego buntu organizowanego w Dolinie za świętokradztwo. Jeśli ktoś kogoś obrażał, to nie Matkę, a Kowen, który — jakkolwiek Helloise szanowała i aktywnie uczestniczyła w jego życiu — świętością dla niej nie był.
Idea odzyskania Polany Ognisk nie była taka zła. Wręcz przeciwnie: odzyskanie miejsca świętego było obowiązkiem. Intencja stojąca za tym ruszeniem, sposób organizowania się, taktyka… Ach, wszystko to pozostałe było godne pożałowania i nawet w jej ocenie straczeńcze. A o porywaniu się na straczeńcze kroki Helloise wiedziała wiele.
Jeśli ktoś kogoś obrażał, to ci anonimowi ludzie obrażali Helloise — wołając ją i licząc, że pójdzie za byle kim. Siebie samą obrażała tym, że zamierzała wziąć w tym udział. Nie miała lepszego wyboru.
Nie ma lepszego wyboru, powiedziała sobie również, przyjmując Voldemorta.
Jeśli mam wybierać między złem a złem, wolę nie wybierać wcale, powiedział kiedyś, jak się zdaje, Gerard Yaxley. Helloise gotowa była wiele odrzucić, aby nie obierać drogi wbrew sobie, lecz kończyły się już rzeczy, które mogła odrzucać. Zdecydowała się więc odrzucić bierną ideowość na rzecz złych wyborów. Bierność nigdy nie leżała w jej naturze. Najpierwotniejszym fundamentem jej osobowości był gniew, a on wypychał do działania.
Miała wiele czasu, aby myśleć o liście Lydii, gdy przygotowywała dla niej pudełko na proch. Był to jeden z tych przedmiotów, w które włożyła najwięcej intencji — co poprzednim razem nie skończyło się dla niej dobrze, a jednak nie mogła nic na to poradzić, skoro Black zasugerowała, że szkatuła mogłaby pewnego dnia nosić jej prochy.
Niech ją licho porwie z podobnymi sugestiami.
Nie była to klasyczna szkatuła prostopadłościenna. Dla Lydii Helloise zaprojektowała pojemnik na planie pięciokąta, aby na pokrywie wyryć pentagram. Postarała się o drewno wiśni, dlatego pracy nie zaczęła od razu, szukając przez kilka dni materiału. Znała różdżkę Black, a kobieta wydawała się z niej zadowolona — wiśnia do niej pasowała. Po polakierowaniu drewna kolor nabrał dodatkowej głębi.

// rzemiosło na pudło dla Lydii
Rzut Z 1d100 - 73
Sukces!

Był to jeden z lepszych pojemników na proch, jakie Helloise stworzyła w tamtym czasie. Jedno z niewielu dzieł, na które spojrzała bez zniechęcenia. Wyprawiała je w drogę do domu Lydii z przyjemnością.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (2932), Samuel McGonagall (1139)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa