28.04.2026, 16:11 ✶
21 września 1972
Bar Convivium
Bar Convivium
Przed Spaloną Nocą bar Convivium pachniał iluzją dawnych marmurów, papierosami i drewnianą, cedrową podłogą. Był to zapach, który sprawiał, że miejsce to było wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju. Nadawał antyczny rys temu miejscu, wrażenie przeniesienia się do kompletnie innej epoki. Ciekawił klientów, sprawiał, że zostawali dłużej i płacili więcej swoich ciężko zarobionych pieniędzy na wykwintne drinki.
Teraz Conviuvium cuchnęło jak najgorsze spalononocne gówno.
Icarus wprowadził do środka Basila, od razu zasłaniając sobie nos serwetką. Oczy aż łzawiły od tego niemożliwego do wywietrzenia ani rozproszenia smrodu. W dodatku potem ten szajs przylepiał się do ubrań, zupełnie jak sadza ze Spalonej Nocy.
Jednak nie to było problemem. W barze panował półmrok, rozświetlony jedynie przez okienko przy suficie.
– Jak już opowiadałem, nie mogę rozpalić tu ognia, a wcześniej polegałem na tych oto pochodniach – Icarus wskazał na smutne zgaszone, choć wciąż stylowe, pochodnie przy ścianach. Obok jednej była wielka osmalona plama prowadząca prosto na sufit. – Jak Chrissy próbowała ją zapalić, spaliła sobie brwi. Gówno trysnęło pod sufit. Znaczy, chodzi oczywiście o płomienie. Rozumiesz. To musi być jakaś jebana klątwa, nie ma opcji, żeby było inaczej. Podobnie jak ten smród... Choć słyszałem, że byli ludzie, u których na niego to nawet klątwołamacz nie pomógł. Nadal nie mogę uwierzyć, że jakiś Śmierciek przyszedł tu, nasrał jakąś klątwą i wyszedł, jak gdyby nigdy nic. Co za jebane zjeby.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.