• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)

[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#121
11.10.2026, 21:46  ✶  

Prue nie do końca była usatysfakcjonowana tym, że nie znaleźli nic dla jej chłopaka, jednak najwyraźniej powinna przywyknąć do tego, że tak to będzie wyglądało. Złapała się na tej myśli i na moment nieco odpłynęła w swojej głowie. Nie powinna myśleć o tym, że będą mieli kolejną szansę na to, aby szwędać się razem między sabatowymi straganami. Łatwo jej jednak przyjąć taką wersję zdarzeń, łatwo było przyzwyczaić się do tego, że Benjy był obok. To nie było nic specjalnego, po prostu świętowali razem Mabon, a jednak uznała to za coś naprawdę przyjemnego, wiedziała przecież, że nie była im pisana żadna przyszłość, całkiem jasno ustalili zasady tego układu, w który weszli, a jakoś zaczęła myśleć o tym, co może być kiedyś. Niedobrze, bardzo niedobrze, wiedziała, co to oznaczało. Zaczęła się w tym zatracać, a to na pewno przyniesie ze sobą konsekwencje, większe niż podejrzewała, na pewno zaboli, kiedy on w końcu wyruszy w dalszą drogę. Mrugnęła. Benjy zdążył zapłacić za jej chustę, mogli ruszyć dalej.

Prudence skupiła się na tym, aby znaleźć kolejne stoisko, które mogło je czymś zainteresować. Nie było to wcale takie łatwe, bo w przeciwieństwie do swojego chłopaka miała całkiem ograniczone pole widzenia. Naprawdę liczyła na to, że znajdą tutaj również coś dla niego, bo skoro nie mieli mieć kolejnej szansy na podobne zakupy, to wypadało, aby dzisiaj im się to udało. Bletchley potrafiła być bardzo zdeterminowana, jak się uprze… to cóż być może sama mu coś uszyje z tej okazji, chociaż wcale nie potrafiła tego robić.

Zrobiła krok w przód, odwróciła się jeszcze, by mieć pewność, że Fenwick idzie za nią, szedł, to był dobry znak. Na pewno nie chciałaby go tutaj zgubić, chociaż w sumie nie było już takich wielkich tłumów, jak o wcześniejszych godzinach. Dzięki temu też dużo przyjemniej się spacerowało, można też było na spokojnie wszystko dokładnie obejrzeć.

Nie zauważyła jakiegoś nietypowego zachowania ze strony swojego chłopaka. Nie miała pojęcia o tym, co działo się w jego głowie. Był czujny - ale to nie było dla niej niczym nowym, zauważyła, że często wypatrywał ewentualne niebezpieczeństwo, analizował to co działo się wokół, brała to za nawyk wynikający z tego, czym się zajmował.

- Myślę, że to dobry pomysł. - Rzuciła jeszcze, po czym wyciągnęła rękę, aby złapać Benjy'ego za dłoń. Zdecydowanie wolała poruszać się z nim tutaj w ten sposób, aby przypadkiem gdzieś się nie zgubić.

- Mamy szczęście, bo akurat jedno stoisko przed nami wygląda na takie, które ma do zaoferowania coś do picia, no i jedzenia. - Niby byli na kolacji u jej rodziców, miała jednak wrażenie, że niekoniecznie mieli szansę skorzystać z dobrodziejstw, które przygotowała dla nich Penny, ona sama siedziała tam ze ściśniętym żołądkiem.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#122
12.10.2026, 08:16  ✶  
Nie zamierzałem zbyt długo analizować naszej tekstylnej porażki, bo chociaż perspektywa znalezienia czegoś, co nie wyglądałoby na uszyte dla kogoś o połowę mniejszego, nadal wydawała mi się kusząca, nie miałem ochoty spędzać całego wieczoru na przekonywaniu kolejnych sprzedawców, że istnieli na tym świecie również tacy klienci, którzy potrzebowali nieco więcej materiału gdzieś poza okolicami brzucha. Nie wiedziałem, czy rzeczywiście byłem na tyle głodny, by zmienić cel naszego kręcenia się pomiędzy straganami, ale perspektywa wypicia kubka czegoś gorącego wydawała mi się coraz bardziej atrakcyjna, szczególnie że chłód zdążył już wedrzeć się pod moje ubrania, może trochę bardziej, aniżeli zwykle, bo… „Nie,” próbowałem przypomnieć sobie dokładnie ten pierwszy dźwięk, który przykuł sobą moją uwagę, lecz im usilniej wracałem do tamtej chwili, tym mniej byłem pewien, co właściwie usłyszałem - kroki mogły należeć do kogoś, kto przeszedł zapleczem, odbił się od ściany i zniknął w jednym z pobliskich lokali, mogły też być zwyczajnym echem innych odgłosów, zniekształconym przez układ budynków i podmuch wiatru, mogły też… „Nie,” nie miałem dowodu na nic więcej, ponadto przez lata pracy nauczyłem się, że podejrzenia potrafiły być równie zawodne, co niebezpieczne, jeśli pozwalało się im przejąć kontrolę nad własnym osądem, ale… jednocześnie zbyt wiele razy widziałem, jak pozornie nieistotny szczegół prowadził do odkrycia czegoś naprawdę paskudnego, żebym mógł po prostu machnąć na to ręką i uznać sprawę za zamkniętą, w rezultacie kilkoma może trochę zbyt nerwowymi krokami dogoniłem Prue, aby nie ryzykować zgubieniem jej pośród spacerowiczów, po czym otworzyłem do niej usta, ściskając jej wyciągniętą rękę, jednak nie przestałem czuć się spięty - w dalszym ciągu bardzo wyraźnie czułem ten nieprzyjemny ucisk między łopatkami, chociaż wiedziałem, że nie powinienem robić z własnego niepokoju problemu dla wszystkich wokół. Jeszcze nie teraz. „Nie teraz…”
- Doskonale. - Brzmiałem swobodnie, niemal beztrosko, ale gdzieś na peryferiach zmysłów nadal nasłuchiwałem odgłosów dochodzących z placu, próbując wyłowić spośród nich ten jeden dźwięk, którego wolałbym już więcej nie usłyszeć.
Gorący cydr, kawa z przyprawami, herbata korzenna, kompot z suszonymi owocami… Asortyment wskazanego straganu może nie był wielki, jeśli chodziło o pożywienie, ale nawet tam dostrzegłem coś, co wyglądało całkiem interesująco. Koszyczek z owocami w popiele wyglądał całkiem ciekawie, więc zamierzałem dać im szansę.
- Mamy to. - Uśmiechnąłem się nieznacznie, lecz zanim sprzedawca zdążył spytać nas o wybór, ponownie usłyszałem za sobą dźwięk, który sprawił, że odruchowo obejrzałem się przez ramię - nic, tym razem też nie dostrzegłem niczego poza ludźmi zajętymi swoimi sprawami, przechodzącymi między straganami i wstążkami kołyszącymi się nad ich głowami - zacisnąłem szczękę, po czym odwróciłem się z powrotem do lady, starając się nie zdradzać, jak bardzo zaczynało mnie rozstrajać to uporczywe wrażenie, że coś umykało mojej uwadze. Nie wiedziałem, co mnie zaniepokoiło, nie wiedziałem, czy w ogóle istniał jakiś powód, ale instynkt uparcie podpowiadał mi, że nie powinienem przestawać uważać. Nie zamierzałem psuć Prue wieczoru z powodu przeczucia, którego nie potrafiłem nawet porządnie nazwać, ale odruchowo przesunąłem się tak, żeby mieć widok na większą część placu, dopiero wtedy uznałem, że mogłem pozwolić sobie na to, by spędzić tu na kilka minut, choć nie, żeby całkowicie przestać patrzeć…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#123
12.10.2026, 19:40  ✶  

Mieli zgodność co do tego, które stoisko chcą odwiedzić jako następne. Prue zaczęła więc szukać, czy po drodze nie ma miejsca, przy którym mogliby się zatrzymać. Nie trwało to długo, ledwie kilka straganów przed nimi znajdowało się miejsce, z którego rozchodziły się naprawdę przyjemne zapachy, no i dostrzegła też szyld, który mówił, że to stoisko jest dokładnie tym, czego potrzebują. Udało jej się złapać swojego chłopaka za rękę, dzięki czemu mogła spokojnie poprowadzić ich do miejsca docelowego.

Później mogli kontynuować poszukiwanie odpowiedniego elementu garderoby dla Benjy'ego. Jeśli nie płaszcz, to może czapka? Odwróciła się na krótką chwilę, właściwie to spojrzała przez ramię, żeby przeanalizować, czy jego głowa też różni się bardzo od standardowej. Nie odezwała się przy tym ani słowem, chociaż pomysł wydawał się jej być wcale nie najgorszy, jeśli nie czapka, to może szalik? Też pewnie musiał być dłuższy od normalnych, aktualnie jednak nie zamierzała nad tym dłużej myśleć, najpierw mieli się zatrzymać przy straganie, który miał do zaoferowania coś do picia. Czy Benjy również powinien dostawać większe porcje napojów i jedzenia? Mrugnęła. Nie powinna o tym teraz myśleć i na pewno o to pytać.

Zatrzymali się w końcu przy miejscu, z którego dochodziły naprawdę atrakcyjne zapachy. Prudence starała się wyłapać poszczególne składniki, które dość mocno się ze sobą mieszały. Miała wrażenie, że czuła wyraźną woń cytrusów, ale również rozmarynu, cynamonu? Sporo tego było.

- Tak, udało się. - Odparła uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Najwyraźniej zeszło już z niej całe zdenerwowanie, które pojawiło się po tym, gdy znaleźli się na kolacji u jej rodziców. Kiedy była sama z Benjym było zupełnie inaczej, niż gdy ich relację oceniali najbliżsi. Czuła spokój i radość, co na pewno nie brało się znikąd.

Bletchley spojrzała na menu, które wisiało na drewnianej ścianie stoiska. Przyglądał mu się dłuższą chwilę, nie do końca potrafiła stwierdzić na co ma ochotę. Cydr, kawa, kompot… herbata. Przez dłuższy moment wpatrywała się w szyld, w końcu jednak stwierdziła, że jest gotowa na podjęcie decyzji. - Ja wezmę cydr. - Zaczęła, po czym spojrzała na swojego chłopaka, który aktualnie odwracał się i spoglądał gdzieś za siebie. Jak zawsze czuwał, być może coś zwróciło jego uwagę? Trudno jej było to stwierdzić, bo zasłaniał sobą niemalże całe otoczenie. - Wish, co dla Ciebie? - Zapytała jeszcze. - Też masz ochotę na cydr? - Nie wątpiła w to, że reszta napojów na pewno też była smaczna, jednak alkohol w jej mniemaniu rozgrzewał najlepiej.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#124
12.10.2026, 21:18  ✶  
Nie działo się nic szczególnego, przynajmniej nic, co potrafiłbym wskazać palcem, a jednak co jakiś czas łapałem się na tym, że nasłuchiwałem odgłosów dochodzących zza pleców, próbując odróżnić zwyczajny ruch przechodniów od kroków, które wcześniej przykuły moją uwagę. Przez nieokreślonej długości chwilę przyglądałem się uliczce, chociaż trudno mi było powiedzieć, czy rzeczywiście cokolwiek tam zobaczyłem lub usłyszałem, czy po prostu zaczynałem doszukiwać się zagrożenia w każdym cieniu, co po ostatnich wydarzeniach nie byłoby nawet szczególnie zaskakujące - oglądałem się przez ramię, próbując ustalić, czy ten nieprzyjemny ucisk między łopatkami oraz dudnienie w uszach miały jakiekolwiek uzasadnienie, poza moją własną paranoją, czy też umysł postanowił zafundować mi dodatkową rozrywkę podczas wieczoru, który i bez tego miał wystarczająco dużo atrakcji. Nie dostrzegłem niczego, co mogłoby przykuć moją uwagę na dłużej, więc ostatecznie odwróciłem się do stoiska, przy którym Prue zdążyła już rozpocząć analizę dostępnych napojów, zrobiłem to jednak z pewnym opóźnieniem, ponieważ dopiero po chwili dotarło do mnie, że właśnie się do mnie odezwała, używając przezwiska, które wciąż nie zdążyło na dobre zadomowić się w mojej codzienności.
- Hm? - Wyrwało mi się, zanim zdążyłem powstrzymać tę wyjątkowo błyskotliwą reakcję. - Tak? - Spojrzałem na towarzyszącą mi kobietę, unosząc lekko brwi, bo właściwie nie wiedziałem, na co się zgadzałem, i próbując pozbyć się wrażenia, że coś istotnego umknęło mojej uwadze, po czym zmusiłem się do przeniesienia wzroku na drewnianą tablicę z menu - wypisano na niej kilka rodzajów gorących napojów, w tym kawę z przyprawami, herbatę ziołową oraz cydr, który przy tej temperaturze wydawał się świetną propozycją nawet dla kogoś, kto zwykle nie potrzebował szczególnej zachęty, żeby sięgnąć po coś mocniejszego. - Cydl bęsie w posządku. - Odpowiedziałem, wnioskując, że oboje chyba właśnie to zamawialiśmy, wracając na moment spojrzeniem do ciemnej alejki, zanim ostatecznie odwróciłem się do sprzedawcy, który kiwnął głową i odszedł, aby zająć się nalewaniem nam napojów.
- Nawet nie pamiętam, kiedy go ostatnio piłem, wiesz. Mam nadzieję, sze jest s jabłek Abbottów. - Uśmiechnąłem się do niej zaledwie kątem ust, po czym ponownie skierowałem uwagę na stragan, tym razem usiłując skupić się na czymś zdecydowanie przyjemniejszym niż ciemne przejścia między budynkami.
- Te tesz wyglądają nieźle. - Zauważyłem cicho, nachyliwszy się ku niej, gdy zostaliśmy na sekundę we dwoje, wskazując brodą kosze. - Jeśli okasze się, sze mosna je jeść bez konieczności konsultacji s medykiem lub falmaceutą, mosze weźmiemy tlochę do domu? - Abstrahując od tego, że Prue sama była uzdrowicielką, to był całkiem rozsądny plan, przynajmniej dopóki nie przypomniałem sobie, że moja definicja „jadalnych produktów” bywała nieco zbyt szeroka, jak na lokalne standardy, szczególnie kiedy coś wyglądało na interesujące z punktu widzenia magicznych właściwości. Tym razem jednak zamierzałem zachować pewną rozwagę, zwłaszcza że nie miałem ochoty spędzać reszty wieczoru na wyjaśnianiu Prue, dlaczego próbowałem zidentyfikować nieznany owoc za pomocą własnego języka - musiała sama najpierw wyrazić ochotę na podobne eksperymenty.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#125
12.10.2026, 21:40  ✶  

Prue brała to za jeden z jego nawyków. Wiedziała, że obserwował otoczenie, sprawdzał, czy na pewno są bezpieczni, nie zauważyła w tym czegoś nietypowego. Nie miała pojęcia o tym, że od jakiegoś czasu coś go męczy, coś nie daje mu spokoju. Nie podzielił się z nią tym, a więc nie miała nawet możliwości, aby spróbować jakkolwiek mu pomóc. Zresztą nic z tego co robił nie wzbudzało w niej niepokoju.

Zauważyła, że nie do końca wiedział o co jej chodzi, ale to również nie wzbudziło w niej podejrzeń. Spoglądał gdzieś indziej, każdy czasem się rozprasza, akurat ona mogła na ten temat wiele powiedzieć. Bardzo często zdarzało jej się zawieszać w pewnych momentach i zupełnie nad tym nie panowała. Skoro coś odwróciło jego uwagę, nie było niczym dziwnym, że nie zdążył zarejestrować jej pytania.

- Wybierz napój. - Powiedziała cicho i lekko, z uśmiechem na ustach. Nie widziała nic złego w tym, że na chwilę znalazł się gdzieś indziej. Przeniósł wzrok na tablicę, gdzie znajdował się dostępny asortyment. Wybrał dokładnie to, co ona - tak jak się spodziewała. Najwyraźniej przyjęli podobną drogę dedukcji. Cydr idealnie nadawał się na rozgrzanie podczas tego chłodnego wieczoru.

- Pewnie jest z ich jabłek, wiesz na sabaty każdy wybiera to, co ma najlepsze do zaoferowania, a że nie ma lepszych jabłek podejrzewam, że właśnie tak jest. - Wydawało jej się to być całkiem logiczne. Wystawcy lubili pokazywać się podczas świąt z najlepszej strony, aby zachęcić klientów do tego, aby kupowali właśnie u nich, nie tylko podczas sabatów, a jak wiadomo najbardziej można było do siebie przekonać ludzi wyjątkowymi produktami.

Przeniosła wzrok w stronę, którą pokazał jej Benjy. Właściwie to faktycznie, owoce ususzone w popiele wyglądały naprawdę smacznie. Być może warto było ich spróbować. - Możemy je wziąć nawet jeśli wymagają konsultacji z medykiem. - Uniosła głowę i spojrzała na swojego chłopaka, akurat tego nie musieli się przecież obawiać, bo w końcu była uzdrowicielem, mogła ocenić zagrożenie wynikające ze spożycia takich owoców.

Sprzedawca wrócił z dwoma kubkami pełnymi cydru, które wręczył im do rąk. W nozdrza uderzył ją ten charakterystyczny zapach jabłek. - Jak nic jabłka z sadu Abbotów. - Powiedziała jeszcze cicho, kiedy woń zaczęła rozchodzić się po okolicy, to pachniało naprawdę dobrze. - Wzięlibyśmy jeszcze te owoce ususzone w popiele, dwa razy, jedno dla mnie, drugie dla mojego chłopaka. - Uśmiechnęła się do mężczyzny, a w sumie może to i sama do siebie, bo nadal nie do końca przywykła do tego, jak to brzmiało.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#126
12.10.2026, 22:17  ✶  
Zwykle rzeczywiście chodziło o zawodowy odruch, o potrzebę ocenienia otoczenia, zanim zdążyłem wygodnie rozsiąść się w jakimś miejscu, ale tym razem coś nie pozwalało mi potraktować sprawy równie lekko jak wspomniane zwykle, nie zamierzałem jednak psuć nam wieczoru własnymi podejrzeniami, szczególnie że nie miałem niczego konkretnego, czym mógłbym je uzasadnić - żadnego konkretnego śladu, który mógłbym wskazać, żadnej sylwetki, którą zapamiętałbym na tyle dobrze, żeby później wyłapać ją w tłumie, miałem jedynie wspomnienie kroków odbijających się od kamiennych ścian i nieprzyjemne wrażenie, że kiedy spojrzałem w odpowiednią stronę, ten ktoś zdążył już zniknąć - nie miałem również zamiaru opowiadać Prue o niepokojącym dźwięku, skoro jedyne coś, co mogłem jej zaoferować w ramach wyjaśnienia, stanowiła pusta alejka oraz kilka liści przesuwanych przez wiatr. Brzmiało to jak początek kiepskiej historii opowiadanej przy kominku przez kogoś, kto wypił za dużo grzanego wina, nie zaś jak coś, czym powinienem naznaczać wieczór spędzany z dziewczyną. Wolałem zatem nie obciążać jej czymś, co mogło równie dobrze wynikać z przemęczenia albo zwyczajnego kaprysu wyobraźni, zwłaszcza że po kolacji u jej rodziców zasłużyliśmy na moment, podczas którego jedynym problemem powinien być wybór pomiędzy cydrem a herbatą, zresztą, szybko przez nas dokonany. Grzany alkohol brzmiał świetnie dla gardła, moje dłonie, przyzwyczajone do znacznie gorszych warunków, również nie miały nic przeciwko temu, żeby przez chwilę potrzymać coś ciepłego.
Wyjaśnienie dotyczące jabłek przyjąłem z lekkim skinieniem głowy, bo rzeczywiście miało to sens - na sabatach ludzie chętnie wystawiali to, co najlepsze, szczególnie jeśli mogli liczyć na to, że zadowolony klient wróci do nich również po zakończeniu święta - sam znałem kilku rzemieślników z innych części świata, którzy przez cały rok oszczędzali najlepsze wyroby na podobne okazje, licząc na większy zarobek, szerszy rozgłos albo zwyczajnie na możliwość pokazania, że mimo wszystkich przeciwności nadal potrafili robić coś porządnie. W tym roku w Londynie miało to chyba jeszcze większe znaczenie, bo po Spalonej Nocy wiele osób musiało zaczynać od nowa, więc każdy sprzedany kubek cydru, każda porcja jedzenia i każdy drobiazg, który ktoś zabierał ze sobą do domu, mógł oznaczać pieniądze przeznaczone na naprawę warsztatu albo zakup materiałów, bez których trudno było wrócić do pracy. Spojrzałem na owoce suszone w popiele, zastanawiając się, jak właściwie przygotowano je w taki sposób, żeby zachowały kształt i nie zamieniły się w niejadalne kawałki zwęglonej skórki. Cóż - najwyraźniej mieliśmy sprawdzić, niezależnie od wszystkiego, bo pani uzdrowiciel nie była niechętna mojemu pomysłowi.
- Zawsze maszyłem o tym, szeby moja dziewczyna mogła osobiście stwieldziś, czy właśnie puchnę. - Uśmiechnąłem się do niej, tym razem szczerzej, bo akurat w tym przypadku nie musiałem niczego udawać - sam fakt, że stała obok, trzymając w dłoniach kubek gorącego cydru, sprawiał, że chciałem zostać tutaj trochę dłużej, chociaż rozsądek nadal podpowiadał mi, żeby nie zapominać o tym, co usłyszałem wcześniej na placu. Wolałem jednak, żeby jej zawodowe kompetencje nie musiały obejmować ratowania mnie przed własną ciekawością - związek związkiem, lecz w dalszym ciągu nie przepadałem za tym typem zainteresowania - zdecydowanie odpowiadał mi za to sposób, w jaki Prue zamówiła dalszą część naszych zakupów. Pokręciłem głową, nadal z lekkim uśmiechem, po czym spojrzałem na owoce, które wskazała sprzedawcy, płacąc za przyszły przywilej ich przetestowania i odbierając koszyczek.
- Idziemy? - To mówiąc, schowałem kilka monet do kieszeni, po czym przesunąłem się nieco na bok, robiąc miejsce kolejnym klientom. Mimo ciepła kubka i zwyczajnej rozmowy nadal czułem gdzieś pod skórą ten sam niepokój, którego nie potrafiłem wyjaśnić, dlatego zanim ruszyłem dalej, odruchowo zerknąłem ponad ramieniem Prue w stronę przejścia między budynkami, by dostrzec, iż w teorii nic się tam nie zmieniło, ale… „Nie”, chciałem dać nam jeszcze chwilę na zwyczajność, zanim znów pozwolę myślom wrócić do ciemnych przejść między budynkami.

Postacie opuszczają sesję
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#127
13.10.2026, 14:17  ✶  
Przez moment obracała jeszcze w dłoniach jedną z haftowanych poszewek, przesuwając kciukiem po wypukłym wzorze, lecz jej myśli zajmowały już sprawy znacznie poważniejsze od doboru odpowiedniego wyposażenia mieszkania. W słowach Deirdre pobrzmiewała bowiem rezygnacja tak naturalna, jak gdyby perspektywa oddania własnej przyszłości w ręce matki nie wymagała nawet głębszego zastanowienia. Nie zamierzała kwestionować dobrych intencji pani Malfoy. Znała przecież podobne matczyne ambicje i wiedziała, że za pozornie bezdusznym rozważaniem rodowodów często kryła się autentyczna troska o przyszłość córki. Zresztą sama została tak wychowana. Od najmłodszych lat wpajano jej, że przywileje wynikające z noszenia szlachetnego nazwiska nieodłącznie wiążą się z obowiązkami, a wybór przyszłego małżonka bywał zbyt doniosłą kwestią, by pozostawiać go wyłącznie młodzieńczym upodobaniom. Czy zawsze jej się to podobało? Oczywiście, że nie. Nie była jednak na tyle naiwna, aby oczekiwać, że świat podporządkuje się jej osobistym pragnieniom.
- Nie martw się tym zawczasu, Dei. Być może znajdzie ci kogoś, z kim naprawdę dobrze się porozumiesz. Nie wszystkie aranżowane małżeństwa muszą być nieszczęśliwe - powiedziała łagodnie, obdarzając przyjaciółkę pokrzepiającym uśmiechem. - Jesteś młoda, dobrze wychowana, pochodzisz ze znakomitej rodziny i masz przed sobą obiecującą przyszłość w Mungu - wyliczyła z pogodnym przekonaniem. - Nie sądzę, żeby twoja matka miała szczególne trudności ze znalezieniem odpowiedniego kandydata. - Uśmiechnęła się odrobinę szerzej. - A kto wie, może sama na kogoś trafisz.
Tymczasem odstąpiła nieco na bok, pozwalając przyjaciółce uregulować należność. Sama tymczasem przyjrzała się jeszcze kilku wyrobom, zatrzymując wzrok na gobelinie przedstawiającym jesienny sad. Był całkiem przyzwoity, choć wprawne oko natychmiast wychwyciło pewną niedbałość w prowadzeniu złotej nici. Zastanowiła się przelotnie, czy twórca celowo pozostawił nierówności, czy też zabrakło mu cierpliwości do wykończenia szczegółów. W obu przypadkach cena wydawała się nieco wygórowana. Wróciła natomiast do straganu ze słodkościami, żeby kupić trochę owoców ususzonych w popiele. Gdy wróciła do Dei, kontynuowały spacer.
- Na razie nie. I przyznam, że wcale mi się do tego nie spieszy. Mam za dużo pracy - odpowiedziała odnośnie jej perspektyw matrymonialnych. - Rodzice dali mi trochę wytchnienia. Sądzę, że sami uznali, iż byłoby niestosowne tak szybko rozpoczynać kolejne poszukiwania. Chociaż co jakiś czas mama wspomina o Renigaldzie - rzuciła jej przy tym ukradkowe spojrzenie, ciekawa reakcji na swatanie z jej kuzynem. Niemniej teraz, kiedy tragiczna śmierć narzeczonego odsunęła od niej widmo rychłego ślubu, mogła pozwolić sobie na odrobinę swobody. Nie cieszyła się z okoliczności, które jej tę swobodę zapewniły. Wspomnienie mężczyzny, którego życie zakończyło się w tak nieszczęśliwy sposób, nadal budziło w niej szczery żal. Wydawał się przecież człowiekiem dobrym, a przynajmniej na tyle przyzwoitym, by mogła wyobrazić sobie u jego boku spokojną przyszłość. Aktualnie jej rodzina, uszanowawszy okres żałoby, na razie nie podejmowała kolejnych prób rozporządzania jej ręką. Jak długo miało to potrwać? Tego nie wiedziała.
- Och, Dei, nie opowiadaj głupstw - odparła natychmiast, pozwalając, by wysoka czarownica ponownie ujęła ją pod ramię. - Od czego ma się przyjaciół, jeśli nie od tego, żeby czasem ponarzekać na własne nieszczęścia?
Uśmiechnęła się ciepło i lekko ścisnęła jej przedramię. Dalej zatrzymały się przy straganie z płaszczami, jej uwagę przyciągnęła kasztanowa peleryna.
- Całkiem ładna, prawda? - pokazała przyjaciółce, po czym obejrzała okrycie z właściwą sobie skrupulatnością, sprawdzając jakość materiału, staranność szwów oraz sposób, w jaki tkanina układała się w miękkie fałdy. Uznawszy, że będzie stanowiła nader wdzięczne uzupełnienie jej jesiennej garderoby, bez dłuższego namysłu uiściła należność.

/przewaga Bogacz


learn the rules
then
break some
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#128
Wczoraj, 01:33  ✶  
Z Atreusem
Widząc, że ten plan zdecydowanie przypadł jego kuzynowi Basilius uśmiechnął się nieco szerzej.
– Myślę, że na spokojnie znajdziemy jakiś termin i to nawet w ciągu kilku najbliższych dni – Co prawda był obecnie bardziej niż mniej zajęty różnymi sprawami, ale nie był to pierwszy tydzień po Spalonej Nocy, aby nie móc złapać ani chwili oddechu. Właściwie to strasznie obecnie tego potrzebował. Kart i nie myślenia przez chwilę o tym kogo stracili, ani co się obecenie działo w kraju. – Musimy tylko hm… Jakoś przebrnąć przez Mabon. I to wesele.
Basilius nie był wcale przekonany do tego, czy sprzedawane przez kobietę owoce miały tylko taki zwodniczy wygląd. Nie do końca wierzył też, że koiły sny i tym bardziej, że dało się zrobić z nich coś na kształt kompotu. Jednak coś w słowach staruszki, lub w droczeniu się Atreusa, sprawiło, że westchnął cicho i uznał, że zakup ususzonych w popiele jabłek będzie świetnym pomysłem.
– Ja też poproszę trochę – powiedział w końcu. Sprzedawczyni szybko zapakowała im ich zakupy, a on zapłacił za swoją część. – Wygląda na to, że rzeczywiście będę robił kompot. Tylko nie wiem, czy na pewno z tych konkretnych owoców. Chociaż gdyby rzeczywiście mogły pomóc na sen… Może to jest jakaś metoda podawania leków. Eliksiry nasenne w postaci owoców. Muszę o tym pomyśleć, na pewno ułatwiłoby mi to życie w kilku aspektach. No nie ważne. Chcesz się jeszcze za czymś rozejrzeć?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2670), Ambrosia McKinnon (265), Anthony Shafiq (1606), Asena Greyback (1558), Astoria Avery (1940), Atreus Bulstrode (1306), Bard Beedle (994), Basilius Prewett (947), Benjy Fenwick (4787), Brenna Longbottom (1572), Cameron Lupin (418), Cathal Shafiq (2055), Ceolsige Burke (1514), Christopher Rosier (1531), Deirdre Malfoy (1409), Dora Crawford (1510), Erik Longbottom (2318), Eutierria (271), Geraldine Greengrass-Yaxley (1670), Guinevere McGonagall (2847), Hannibal Selwyn (1725), Helloise Rowle (1593), Jessie Kelly (1006), Jonathan Selwyn (310), Keyleth Nico Yako (1661), Lazarus Lovegood (1982), Leviathan Rowle (1612), Lorien Mulciber (1837), Millie Moody (464), Mona Rowle (273), Pan Losu (151), Primrose Lestrange (291), Prudence Fenwick (3092), Urd Nordgersim (264), Victoria Lestrange (299)


Strony (13): « Wstecz 1 … 9 10 11 12 13


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa