Prue nie do końca była usatysfakcjonowana tym, że nie znaleźli nic dla jej chłopaka, jednak najwyraźniej powinna przywyknąć do tego, że tak to będzie wyglądało. Złapała się na tej myśli i na moment nieco odpłynęła w swojej głowie. Nie powinna myśleć o tym, że będą mieli kolejną szansę na to, aby szwędać się razem między sabatowymi straganami. Łatwo jej jednak przyjąć taką wersję zdarzeń, łatwo było przyzwyczaić się do tego, że Benjy był obok. To nie było nic specjalnego, po prostu świętowali razem Mabon, a jednak uznała to za coś naprawdę przyjemnego, wiedziała przecież, że nie była im pisana żadna przyszłość, całkiem jasno ustalili zasady tego układu, w który weszli, a jakoś zaczęła myśleć o tym, co może być kiedyś. Niedobrze, bardzo niedobrze, wiedziała, co to oznaczało. Zaczęła się w tym zatracać, a to na pewno przyniesie ze sobą konsekwencje, większe niż podejrzewała, na pewno zaboli, kiedy on w końcu wyruszy w dalszą drogę. Mrugnęła. Benjy zdążył zapłacić za jej chustę, mogli ruszyć dalej.
Prudence skupiła się na tym, aby znaleźć kolejne stoisko, które mogło je czymś zainteresować. Nie było to wcale takie łatwe, bo w przeciwieństwie do swojego chłopaka miała całkiem ograniczone pole widzenia. Naprawdę liczyła na to, że znajdą tutaj również coś dla niego, bo skoro nie mieli mieć kolejnej szansy na podobne zakupy, to wypadało, aby dzisiaj im się to udało. Bletchley potrafiła być bardzo zdeterminowana, jak się uprze… to cóż być może sama mu coś uszyje z tej okazji, chociaż wcale nie potrafiła tego robić.
Zrobiła krok w przód, odwróciła się jeszcze, by mieć pewność, że Fenwick idzie za nią, szedł, to był dobry znak. Na pewno nie chciałaby go tutaj zgubić, chociaż w sumie nie było już takich wielkich tłumów, jak o wcześniejszych godzinach. Dzięki temu też dużo przyjemniej się spacerowało, można też było na spokojnie wszystko dokładnie obejrzeć.
Nie zauważyła jakiegoś nietypowego zachowania ze strony swojego chłopaka. Nie miała pojęcia o tym, co działo się w jego głowie. Był czujny - ale to nie było dla niej niczym nowym, zauważyła, że często wypatrywał ewentualne niebezpieczeństwo, analizował to co działo się wokół, brała to za nawyk wynikający z tego, czym się zajmował.
- Myślę, że to dobry pomysł. - Rzuciła jeszcze, po czym wyciągnęła rękę, aby złapać Benjy'ego za dłoń. Zdecydowanie wolała poruszać się z nim tutaj w ten sposób, aby przypadkiem gdzieś się nie zgubić.
- Mamy szczęście, bo akurat jedno stoisko przed nami wygląda na takie, które ma do zaoferowania coś do picia, no i jedzenia. - Niby byli na kolacji u jej rodziców, miała jednak wrażenie, że niekoniecznie mieli szansę skorzystać z dobrodziejstw, które przygotowała dla nich Penny, ona sama siedziała tam ze ściśniętym żołądkiem.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)