• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna Carkitt Market [22/10/72] Przyjmę do pracy

[22/10/72] Przyjmę do pracy
Czarodziejska legenda
Żyw czy martwy tu zagości,
będzie mąka z jego kości
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Średniowieczny olbrzym żyjący w zamczysku na szczycie łodygi zaczarowanej fasoli. Lubował się w przerabianiu kości swoich ofiar na mączkę, z której wypiekano dla niego chleb. Smakołyk popijał krwią angielskich mężczyzn. Właściciel wielu cennych artefaktów, między innymi kury znoszącej złote jajka czy magicznej harfy.

Bran Krwiopijca
#1
14.10.2026, 14:51  ✶  
Byliście tutaj kilka dni wcześniej i mogliście już wtedy obejrzeć knajpę przez szyby. Poszukiwania zaprowadziły was pod drzwi niewielkiej włoskiej restauracyjki, choć restauracja było szczodrym określeniem na tę klitkę. Wciśnięta między inne lokale na Carkitt, wyraźnie nie należała do miejsc, gdzie się przychodzi długo biesiadować, a raczej zjada i wychodzi bądź zabiera coś ze sobą na wynos. Szyld był zaprojektowany nudno i sztampowo: żółtym elementem logo była ilustracja pizzy, przecinała ją pomarańczowa wstęga, na której wypisano nazwę przybytku: Mariano. Na drzwiach knajpy wisiało odręcznie wypisane na kartce ogłoszenie: PRZYJMĘ DO PRACY.

Mimo że na zewnątrz pogoda iście październikowa, wnętrze tego lokalu było cieplutkie, a nawet można by się pokusić o określenie parne. Ściany wewnątrz Mariano pomalowano na wściekle pomarańczowy kolor, lecz w zestawieniu ze słabym oświetleniem sali nie był on aż tak rażący. Wyposażenie przedstawiało się skromnie: doliczyliście się pięciu stolików, z czego tylko dwa były w dniu waszej wizyty zajęte. Przy jednym siedział starszy czarodziej; przy drugim ojciec z kilkuletnią córeczką, która paluszkami wygrzebywała akurat ze swojej pizzy salami. Byli to zwykli, prości ludzie. Nikt, kto by wzbudzał podejrzenia.

Za barem stał śniady, puszysty mężczyzna w fartuchu. Długa, czarna broda utrudniała odgadnięcie jego wieku na podstawie samego rzutu oka. Mógł mieć lat trzydzieści, mógł mieć pięćdziesiąt. Nie wyglądał groźnie, podle ani czarnoksięsko. Patrzyło mu z oczu raczej poczciwie. Na ścianie za nim zawieszona była pełna oferta przybytku: głównie pizza i makarony. Jeśli spojrzeć na talerze gości i wciągnąć nosem zapachy z kuchni, jedzenie serwowano tu tłuściutkie. Nie żałowali sera.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
18.10.2026, 16:39  ✶  
Brenna nie miała wielkich oczekiwań, co do wizyty w knajpie, której ulotkę ktoś zabrał z mieszkania Falco – ktoś, kto wszedł do środka mimo pieczęci policyjnych i nie pozostawił po sobie śladów. Nawet jeżeli to miejsce mogło mieć jakieś większe znaczenie, wątpiła, aby przywitał ich wielki, neonowy napis albo gadający kot, gotów zdradzić wszystkie tajemnice.
Musieli jednak przynajmniej spróbować. W policyjnej robocie często sprawdzało się sto tropów prowadzących donikąd, aby nie przegapić tego jednego, który mógł podrzucić wskazówkę. A przynajmniej tak to powinno wyglądać, w Anglii ogarniętej wojną było jednak zawsze zbyt wiele spraw i za mało czasu.
– Nie miałam pojęcia, że serwują w magicznym Londynie pizzę – stwierdziła, przypatrując się logo. Nie planowała od razu wymachiwać odznaką, bo i nie chcieli, aby pewne rzeczy się rozniosły i trafiły gdzie nie trzeba, więc najpierw mogli po prostu się rozejrzeć. I przy okazji zamówić coś na wynos, bo dlaczego nie: wypadało od czasu do czasu coś zjeść i tym czymś mogły być dania niby to prosto z Włoch. – Makaron czy pizza? – rzuciła jeszcze do Atreusa, zanim weszli do środka.
Uśmiechnęła się do mężczyzny stojącego za ladą i podparła o nią, by lepiej widzieć menu i coś wybrać.
– Ostatnio odszedł pracownik? – spytała, kciukiem wskazując za siebie, na drzwi knajpy. – Małą pizzę pepperoni, poproszę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
20.10.2026, 04:06  ✶  

Atreus początkowo chyba dopatrywał się w knajpce źródła jakichś teorii spiskowych, ale im dłużej patrzył na jej elewację, tym mniejsze miał w tym temacie oczekiwania. Knajpa wyglądała zwyczajnie biednie i chyba odrobinie zaniedbanie. Jeden z tych lokali, które prowadzili imigranci, łącząc dzięki temu koniec z końcem. Spróbować jednak zwyczajnie musieli, skoro udało im się ustalić że z tajemniczych powodów jej ulotka zniknęła z zaplombowanego mieszkania.

— Jedzenie jak jedzenie — wzruszył ramionami, zerkając na logo. — Ważne, że czarodzieje, a nie jakiś wózek z goblińskimi kiełbaskami — mruknął jeszcze, krzywiąc się przy tym nieznacznie, bo gdyby w całą sprawę były zamieszane te pokurcze, to chyba by nie wytrzymał. — Makaron — rzucił jeszcze i pchnął drzwi, puszczając Brennę przodem.

Przywitał się z facetem, który stał za ladą, krótkim skinieniem głowy i nieśpiesznym krokiem podchodząc nieco bliżej do lady. Szybkim spojrzeniem omiótł wnętrze i znajdujących się tu klientów, by wreszcie zerknąć na dostępne menu.

— Ja poproszę makaron bolognese — uśmiechnął się do mężczyzny krótko, przenosząc na niego spojrzenie i próbując dojrzeć jego aurę.


// percepcja ◉◉◉◉○ na aurowidzenie typa za ladą
Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!
Czarodziejska legenda
Żyw czy martwy tu zagości,
będzie mąka z jego kości
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Średniowieczny olbrzym żyjący w zamczysku na szczycie łodygi zaczarowanej fasoli. Lubował się w przerabianiu kości swoich ofiar na mączkę, z której wypiekano dla niego chleb. Smakołyk popijał krwią angielskich mężczyzn. Właściciel wielu cennych artefaktów, między innymi kury znoszącej złote jajka czy magicznej harfy.

Bran Krwiopijca
#4
20.10.2026, 20:55  ✶  
Jak najbardziej serwują w Magicznym Londynie pizzę i Mariano nie było wcale jedynym lokalem. Pan Hati Greyback z Nokturnu również prowadził pizzerię — i to nie byle jaką, bo pizzerię z fight clubem!

Gdy nowi klienci przekroczyli próg, człowiek za ladą ożywił się i rozpogodził obojętny wyraz twarzy. Choć brakowało mu nieco profesjonalnej charyzmy do poziomu obsługi topowych restauracji, to sprawiał wrażenie sympatycznego faceta. Po niezdjętym fartuchu szło poznać, że to kelner, kucharz i kasjer w jednym; zależnie od bieżącej potrzeby.

— Dzień dobry — powitał gości, gdy podeszli, po czym przyjął ich zamówienia. — Raz mała pepperoni, raz bolognese — powtórzył, żeby się upewnić, że się wszystko zgadza. — Się robi. Czas oczekiwania wyjdzie około dwadzieścia pięć minut. Na miejscu czy na wynos? Może coś do picia?

Gdy wszelkie ustalenia wokół dań zostały poczynione, przekazał zamówienie na kuchnię przez okienko do wydawania potraw znajdujące się za jego plecami. Na wzmiankę o pracowniku zaś machnął zrezygnowany ręką; zdaje się, że umęczony samą koniecznością powracania do tego tematu.

— Aa, wie pani, miałem takiego chłopaka na kuchni i mi przestał przychodzić z dnia na dzień. Ani żegnam, ani do widzenia, ani pocałuj mnie w dupę. — Szybko zorientował się, że z tym całowaniem w dupę do klienta, to mógł się zapędzić. — Państwo wybaczą, ale już miesiąc będzie, jak nikogo nie mogę na jego miejsce znaleźć.

Aura, którą zobaczył u niego Atreus, miała pomarańczową bazę właściwą komuś, kto ma w sobie dużo pozytywnych emocji i jest duszą towarzystwa, niestety, zakradały się w nią pierwsze przebłyski szarości i znużenia monotonią życia. Taki był też ów czarodziej tego dnia, gdy Atreus wejrzał w jego bieżące emocje: mężczyzna ucieszył się widokiem nowych klientów, ale nastrój miał generalnie nieszczególny, podszyty nerwami, takimi jakie się widuje u osób przejętych problemami życia codziennego. Nie było w tym człowieku nic nadzwyczajnego ani budzącego podejrzenie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
23.10.2026, 16:20  ✶  
– Chyba weźmiemy na wynos? – spytała, zerkając na Atreusa. Dwadzieścia pięć minut to było aż nadto, aby zadać pytania w międzyczasie. Sięgnęła od razu po sakiewkę, by zapłacić za sakiewkę: z napiwkiem akurat takim, żeby był hojny, ale nie wyglądał na jakąś próbę przekupstwa, bo jak się nie znało człowieka, bezpieczniej było nie próbować takich numerów. – Aż miesiąc? Może ucierpiał podczas Spalonej Nocy albo tuż po niej? Jak się nazywał? – zapytała, a potem kalkulowała jakieś trzydzieści sekund.
Zaginiony pracownik nie tylko nie musiał, ale pewnie nie miał niczego wspólnego z tym wszystkim, a ona mogła kontynuować grzeczny small talk, bo wręcz lubiła rozmawiać z ludźmi, jeśli ci zdawali się chętni do dialogu, tyle że niekoniecznie wynieśliby z tego jakiegokolwiek informacje, nawet takie w rodzaju: to raczej ślepy trop. Jeżeli zapytają wprost, mężczyzna mógł pobiec do jakiegoś śmierciożercy opowiedzieć, że wypytują. Ale też w gruncie rzeczy „ministerstwo magii pyta o schwytanego śmierciożercę” prawdopodobnie nie było informacją godną nagłówków.
– Może kojarzę go z list ministerialnych. Zajmuję się w pracy między innymi takimi rzeczami jak zaginieni, właściwie to nawet dopiero co rozpytywałam w okolicy o dwie osoby, z których jedna nam zaginęła, a mieszkały w pobliżu – stwierdziła w końcu. – Może pan słyszał o Dante albo Falko?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
24.10.2026, 04:03  ✶  

— Może być na wynos — pokiwał głową, bo faktycznie, równie dobrze mogli się stąd zawinąć w pół godziny i zjeść gdzie indziej. Potem uśmiechnął się do mężczyzny, nieco pocieszająco, bo było widać że brak pracownika go zżerał. — Niestety, ale Spalona Noc wszystkim okropnie dokopała i wciąż stawia wszystko na głowie, nawet jeśli minęło już tyle czasu. Może faktycznie coś mu się stało — pokiwał głową.

Ładną ma aurę, taką pomarańczową. Raczej przyjemny facet, tylko go troszkę życie nuży. Ale ucieszył się na nasz widok — rzucił falami w stronę Brenny.

— Ah, tak. Dante i Falko, niestety chłopaki się zgubili. O jednego z nich martwi się ciotka. Biedna Lorna ma już swoje lata i takie rzeczy ją spotykają — uśmiechnął się do mężczyzny, niemalże smutno, przyglądając się czy na wzmiankę o kimś ze służb, nie zmieniło mu się jakoś nastawienie w aurze.

Czarodziejska legenda
Żyw czy martwy tu zagości,
będzie mąka z jego kości
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Średniowieczny olbrzym żyjący w zamczysku na szczycie łodygi zaczarowanej fasoli. Lubował się w przerabianiu kości swoich ofiar na mączkę, z której wypiekano dla niego chleb. Smakołyk popijał krwią angielskich mężczyzn. Właściciel wielu cennych artefaktów, między innymi kury znoszącej złote jajka czy magicznej harfy.

Bran Krwiopijca
#7
24.10.2026, 16:09  ✶  
Zamówienie zostało przyjęte i opłacone, mężczyzna dłużej nie zatrzymywał czarodziejów przy ladzie, lecz nie odganiał ich bynajmniej od siebie. Ewidentnie sprawiało mu przyjemność rozmawianie z klientami. Zawsze była to jakaś rozrywka, skoro w tej chwili nie był potrzebny na kuchni, a obsługiwał salę.

— Ee tam, nic mu po Spalonej Nocy nie było. Chodził jeszcze do pracy jakiś czas, chociaż na koniec to taka była praca, że… — znów się chyba poczciwcowi na usta cisnęła jakaś klątwa — że lepiej może jednak, że już nie przychodzi. — Jak się nazywał? Odpowiedź, która padła, musiała zapalić lampki w głowie funkcjonariuszy: — Dante Gabaro.

Następne ich słowa zapaliły z kolei coś w oczach rozmówcy: błysk ciekawości spod czarnych, grubaśnych brwi. Oho, przychodziło do niego Ministerstwo i chciało rozmawiać o zaginionych. Właściciel restauracji mógł być człowiekiem sympatycznym, ale nie był odporny na plotki, więc ożywiła go taka wizyta. Łasił się na nowinki, które mógł od urzędników usłyszeć.

— Czyli jednak ktoś zgłosił zaginięcie chłopaka. Rozumieją, państwo, ja się nie chciałem do tego mieszać, bo mi nie trzeba kłopotów, a oni z Falco tacy byli… a wiedzą, państwo, jak jest. Tacy trochę… no, źle z oczu, nie? To z jakiej służby państwo jesteście, jeszcze raz?

Czarodziej pogłaskał swoją długą, czarną brodę; pokręcił z niesmakiem głową w geście demonstrującym jego potępienie dla czegokolwiek, w co wplątali się jego zdaniem poszukiwani, po czym pochylił się przez ladę i rzekł konspiracyjnie:

— Ja myślę, że chodzi o nokturńskie porachunki. Falco raz przyszedł i capił jak fura czarnoksiężników. — Wyprostował się i pokiwał z namaszczeniem głową, na wypadek gdyby Atreus i Brenna jeszcze wątpili, że Dante i Falco należeli do gangu z Podziemnych Ścieżek.

Wyglądało na to, że nie będzie problemów z pociągnięciem restauratora za język, ale… z odróżnieniem faktów od jego osobistych opinii i teorii już prędzej. Ministerstwo jest bowiem prawie pewne, że Falco do żadnego gangu z Nokturnu nie należał.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
25.10.2026, 16:33  ✶  
Brenna nie była pewna, czy na słowa o pracowniku Dante powinna się ucieszyć, czy winien trafić ją szlag na miejscu. Ucieszył, bo to był trop, niespodziewany i spadający wręcz z nieba. Szlag, bo… co do tej pory robili? Dała im imię, różdżkę, dostarczyli związanego śmierciożercę, który był z Dante jakoś powiązany, a on cały czas pracował tutaj i nikt nie wpadł na jego ślad? Po Beltane? Po Spalonej? Tyle miesięcy? Czy w ogóle go szukano? Czy ktokolwiek w Ministerstwie faktycznie polował na śmierciożerców?
A ulotka znikła.
Ktoś, kto ją zabrał, domyślał się, gdzie pracuje Dante.
Czy Dante więc znikł po tych przeszukaniach? Po tym, jak ktoś tę ulotkę zabrał?
– Pamięta pan może, w jakiej dacie pojawił się po raz ostatni?
Zerknęła na Atreusa, licząc, że jeśli dopatrzy się czegoś w aurze, to ją powstrzyma, ale na razie sięgnęła do kieszeni.
Nie pokazuj mu lepiej na razie aurorskiej, nadała, bo jednak zainteresowanie aurora sprawą mogło wzbudzić niezdrowe zainteresowanie, a Detektyw ot pytający o zaginionych przy okazji zdawał się jej czymś mniej godnym robienia z tego afery. Dyskretnie pokazała odznakę, choć zaraz wrzuciła ją do kieszeni.
– Właściwie przed chwilą skończyłam służbę, ale to co pan mówi, może być ważne – powiedziała łagodnie, starając się ukryć targające nią emocje za spokojnym tonem i spojrzeniem pełnym uwagi. – Może opowiedzieć mi pan o Dante? Tak ze swojej perspektywy? Nie słyszałam, żeby należał do żadnego gangu z Nokturnu, ale należałoby to zbadać.
Należał do trochę innego… gangu. Nawet nie kłamała, bo nie wiedziała, by chłopak mieszał się w jakieś interesy półświatka.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#9
27.10.2026, 02:23  ✶  

Atreus był bardzo dobrze świadomy tego, jakim był człowiekiem. Takim, którego złość łatwo rozpalała i sprawiała, że najpierw działał, a potem myślał. Często miał przez to problemy, ale chyba można było powiedzieć, ze do tej pory wychodził z nich obronną ręką. Jakoś to było pod koniec dnia, nie ważne jak bardzo nie machałby pięściami i pomostował na wszystko, na czym świat stał.

Mało kiedy jednak rozpalał się do czerwoności, jakby ktoś go umaczał tłuszczem i rzucił ku niemu płonącą zapałkę. A teraz czuł się… sam nie wiedział jak się czuł, zaciskając zęby, a jednocześnie starając się zachowywać ten stosunkowo neutralny wyraz twarzy, kiedy właściciel restauracji opowiadał im o Falco i Dante.

Zaraz coś rozpierdolę — poinformował Brennę, ale nie spojrzał na nią nawet przelotnie, zamiast tego kiwając tylko głową na któreś słowa mężczyzny, i niby to w zwyczajnym odruchu odwracając na moment spojrzenie, by przekierować je na coś innego.

Miał wrażenie, że wszechświat dostał wylewu, bo nie można było tego nazwać w inny sposób. Absolut robił sobie chyba ze wszystkich istne jaja, skoro pierwszy kurwa lepszy kuchcik prowadzący knajpę na Horyzontalnej, zagadany przez funkcjonariuszy, wyciągnął im z dupy informacje o poszukiwanych. Nie było tego w dokumentacji, bo po co. Nikt nie zająknął się nawet słowem, bo po co. Mieli różdżkę, mieli szyszkę, mieli imię, mieli mieszkanie, udawaną ciotkę też mieli. Wszystko mieli, ale postanowili sobie zwalić konia. Wspólnie, całym Departamentem i najwyraźniej jego nie zaprosili na imprezę.

Pokręcił wreszcie głową i sięgnął do kieszeni płaszcza. Uniósł wyciągnięty papieros do ust i rozpalił go różdżką, próbując w ten sposób uratować się przed faktycznym czynem karalnym, chociaż jeszcze nie zdecydował, kto właściwie powinien go doświadczać.

Odznaki nawet nie wyciągał, stwierdziwszy, że skoro Brenna to zrobiła, to po co mieli oboje nimi machać.

— Czy ktoś wcześniej pytał może o Dante i Falco? — zapytał wreszcie, niby to konwersacyjnym tonem, ale Brenna znając go, pewnie mogła zauważyć, że podobnie jak ona wcale dobrze się nie bawił. I nie chodziło deklarację w jej głowie.

Czarodziejska legenda
Żyw czy martwy tu zagości,
będzie mąka z jego kości
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Średniowieczny olbrzym żyjący w zamczysku na szczycie łodygi zaczarowanej fasoli. Lubował się w przerabianiu kości swoich ofiar na mączkę, z której wypiekano dla niego chleb. Smakołyk popijał krwią angielskich mężczyzn. Właściciel wielu cennych artefaktów, między innymi kury znoszącej złote jajka czy magicznej harfy.

Bran Krwiopijca
#10
03.11.2026, 15:03  ✶  
Świat byłby lepszym miejscem, gdyby policja miała nieograniczone zasoby i mogła pukać po kolei do drzwi każdego zakładu pracy i lokalu usługowego w mieście, aby zapytać, czy nie pracuje u nich może ktoś o takim i takim imieniu. Światu jednak w ogólności daleko do ideału, a w tej sprawie szczególnie wiele okoliczności było dziwnych.

Nieświadom wzburzenia brygadzistów — bo za tychże restaurator wziął oboje po ujrzeniu odznaki Brenny — głęboko przejął się tym, że oto on, skromny człowiek, uzyskuje właśnie najwidoczniej status świadka i policja chce od niego zeznań. Jego słowa mogły tu o czymś zaważyć i już się nie mógł doczekać, aby żonie po pracy opowiedzieć, co też go tego dnia spotkało. Zrobił coś ważnego, a być może uratował komuś życie. Tak miało być z pewnością!

Zastanowił się dłużej, kiedy zapytano go o daty. Z głowy to trudno było takie detale wyciągnąć.

— Może tydzień po Spalonej Nocy? Trochę więcej? — Podrapał się po głowie. — Nie chcę oszukać, ale mogę to sprawdzić, bo powysyłałem listy, jak szukałem za niego zastępstwa. Może ktoś dał na odpowiedzi datę.

Mężczyzna wyciągnął spod lady kartonowe pudełeczko z listami i zaczął przeglądać stosy kopert i karteluszek, odpowiadając w międzyczasie na kolejne pytania:

— Nikt o nich nie pytał, i dzięki niech będą bogom, że załatwiali takie swoje… sprawki poza moim lokalem, bo bym wziął i ich pogonił. Na dobre! — odgrażał się czarodziej, choć trudno ocenić, czy faktycznie by go było na to stać, skoro nie podobała mu się obecność Ketteridge'a, a jednak pozwalał mu u siebie jadać. — Dante to był kiedyś dobry chłopak, jeszcze jak u mnie zaczynał parę lat temu, to zupełnie inny. Bardzo mądry chłopiec, o tak, cichy, grzeczny. Chwalił się kiedyś, że skończył Beauxbatons z wyróżnieniem. Jak czasem mieliśmy wolniejszy dzień, to takie rysował… takie, wiecie państwo… — Przerwał na chwilę poszukiwania listów, żeby lepiej zebrać myśli. — Jakieś wykresy studiował. Znaki, runy. Ja nie wiem. Nie na moją głowę, ale widać, że łebski chłopaczyna. I w trzech językach płynny! To ja go któregoś dnia pytam, czemu on tu w ogóle u mnie siedzi, a nie w jakimś Ministerstwie. To mi mówi, że mu ojciec zabrania. Popukałem się w głowę. Co ty dorosły facet i się ojca będziesz słuchać? No strasznie się wykręcał, że nie może do Ministerstwa, nie i koniec. — Czarodziej pokręcił bezradnie głową i wrócił do przeglądania korespondencji. — Potem to już… — Machnął ręką. — Szkoda gadać. Z tym ojcem się poróżnił, chyba go z domu wyrzucili, wtedy zaczął się z Falco zadawać. Bardzo się zmienił. Ten skur… czybyk wszedł mu zupełnie na głowę. Jestem pewny, że to Falco na niego kłopoty ściągnął, cokolwiek się z nim dzieje. Było z nim źle dopóki Falco był, a jak przestał przychodzić? No to już w ogóle się Dante pogubił. Tak sobie myślę, że Falco uciekł i go zostawił ze swoimi problemami, i chłopak nie dał rady. — Mężczyzna westchnął boleściwie. Chwilę później trafił na właściwy list. — No, to będzie od dwudziestego września jak go nie widzieliśmy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (654), Bran Krwiopijca (1362), Brenna Longbottom (899)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa