• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[wiosna 1970, Egipt] Duchy pustyni

[wiosna 1970, Egipt] Duchy pustyni
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
06.03.2023, 21:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 10:52 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Sebastian Macmillan - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Wiosna w Egipcie oznaczała zwykle głównie to, że temperatury jeszcze nie były tak nieziemsko wysokie, jak latem. Dla Europejczyka, zwłaszcza z deszczowej Anglii, jednak już w kwietniu pogoda stawała się trudna do zniesienia. Za dnia temperatury przekraczały trzydzieści stopni, a tam, gdzie rozstawiono obóz archeologiczny, były znacznie trudniejsze do zniesienia niż na obszarach nieco dalszych od pustyni. Nocą z kolei, choć rzadko spadało poniżej dziesięciu, przez kontrast zdawało się, że robi się aż nazbyt zimno.
Cathal był już tu na tyle długo, że powinien przywyknąć. I chyba w pewnym sensie przywykł, nie oznaczało to jednak, że polubił żar lejący się z nieba i wszędzie wciskający się piasek. Co gorsza ze względu na bliskość mugolskiej ekipy archeologicznej, nie było mowy o magicznych namiotach i wielu innych udogodnieniach czarodziejskiego świata. Co najwyżej drobne czary, obniżające nieco temperaturę, aquamenti rzucone ukradkiem i tym podobne…
Teraz to utrzymanie pewnych rzeczy w tajemnicy było wyjątkowe trudne. Można powiedzieć, że wizyta Sebastiana spadła Cathalowi jak z nieba, bo przez ostatnie trzy dni skupiał się głównie na znalezieniu jakiegoś egzorcysty. I miał z tym poważny problem, bo ten, którego sprowadził początkowo, okazał się oszustem. Sam oszust też chyba pożałował „transakcji”, gdy na odchodne został potraktowany klątwą.
- …taki drobny problem – mówił Cathal, kiedy oddalali się powoli od obozu, tak, że ten teraz ledwo majaczył na horyzoncie. Słońce dopiero wstawało, temperatura była więc jeszcze znośna, a piasek wciąż chłodny po nocy. Wszystko to miało zmienić się w ciągu najbliższej godziny. Na szczęście nie wybierali się daleko, a do pewnej jaskini, zamaskowanej czarami, której ekipa używała, kiedy potrzebowała spokoju od mugoli.
Jak teraz.
- Fadil zaczął mówić w staroegipskim. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że zasadniczo, chociaż jest ekspertem od historii starożytnego Egiptu, to jeszcze trzy dni temu nie mówił w staroegipskim biegle i potrafił porozumiewać się po arabsku – kontynuował Shafiq, ostrożnie stawiając nogi w piachu. Rzecz jasna miał na sobie porządne buty, odpowiednie do takiej wędrówki. Jasny, lniany strój, skrywał prawie całą skórę, a kapelusz wprawdzie jeszcze nie musiał chronić przed słońcem, niemniej stanie się na pewno potrzebny podczas drogi powrotniej. – To mógłbym jeszcze znieść. Byłoby to nawet przydatne. Gorzej, że z jakichś powodów uznał Alethę za wcielenie Izydy i zapragnął oddawać jej cześć. To odrobinę dezorganizuje pracę obozu. W dodatku cały czas próbuje rzucać zaklęcia przy mugolach. Nie wychodzą mu, bo Fadil to prawie charłak, magii ma tyle, co kot napłakał, więc głównie wszyscy biorą go za wariata. Wolałabym jednak odzyskać mojego eksperta. Mówiącego po arabsku, nie bijącego czołem o piasek na widok klątwołamaczki, nie próbującego rzucać zaklęć i nie starającego się mnie udusić. Chyba za... poprzedniego życia, nigdy nie widział Europejczyka. Ewentualnie po prostu się mu nie spodobałem. W każdym razie ze względu na to, że tylko ja byłbym w stanie z nim porozmawiać, a próbuje regularnie mnie zabić, nie udało się nam ustalić, z kim mamy do czynienia.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#2
07.03.2023, 04:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2023, 04:04 przez Sebastian Macmillan.)  

Dobra Matko, jakim cudem oni mogą tu tak żyć?, dziwił się mężczyzna, wachlując się białym kapeluszem ze zdobiną w formie beżowego paska z miniaturową metalową sprzączką. Przecież to było nie do zniesienia! Podziwiał Cathala za to, z jakim spokojem znosił te warunki. Z nieba dosłownie lał się żar i to nie tylko w przenośni, ale też dosłownie. Nie była to pierwsza wizyta Macmillana na tych egipskich wykopaliskach, ale pomimo tego faktu i tak nie potrafił docenić jakże wyraźnej i zniuansowanej różnicy między wiosną a latem w tym rejonie świata. Wiedział tylko jedno; panowały tutaj zdecydowanie inne warunki niż w jego rodzimym kraju. I ta zmiana klimatu zupełnie nie była mu na rękę. Gdyby faktycznie mógł tu zostać na dłużej, sytuacja wyglądałaby nieco inaczej.

Może nawet zdołałby przywyknąć do bezlitośnie parzącego skórę słońca, czy szorstkiego piasku, którego ziarenka wypadały z jego butów jeszcze przez dobre dwa tygodnie po powrocie z tych osobliwych wycieczek. Niestety, z uwagi na zobowiązania zawodowe w Anglii, egzorcysta nie mógł pozwolić sobie na zbyt długie delegacje. Po prostu wpadał tu raz na parę miesięcy lub gdy jakieś odkrycie wymagało nagłej interwencji specjalisty. Wprawdzie podróż z jednego zakątka świata na drugi, gdy było się jednym wielkim beztalenciem w sztuce teleportacji, nie należała do najłatwiejszych, ale trzeba było sobie jakoś radzić. A na razie wiele wskazywało na to, że grupa Shafiqa ewidentnie potrzebowała jego asysty.

Pierwszą czerwoną flagą było wyrażenie „drobny problem”. Rozpoznał, że towarzyszący mu czarodziej był czymś zaaferowany. Słychać to było w jego głosie. Na całe szczęście nie owijał w bawełnę i dosyć szybko przeszedł do sedna sprawy. Sebastian z ulgą przeszedł z tym do porządku dziennego. Nie należał do wyjątkowo rozgadanych osób i zazwyczaj zastanawiał się dwa lub trzy razy, czy na pewno ma do dodania coś godnego uwagi, więc cieszył się, że nie będzie musiał wyciągać z Cathala szczegółu za szczegółem przy pomocy niekończącej się fali pytań.

— I jak Leta się z tym czuje? — spytał nieoczekiwanie, chociaż w gruncie rzeczy akurat osoba panny Crouch raczej mało miała do czynienia z samym opętaniem. Uniósł lekko brwi, a przez jego nieprzeniknioną dotąd twarz przeszedł cień zmartwienia. Poprawił poły kamizelki pod którą miał jeszcze białą koszulę.

O ile wykluczyć nagły atak psychozy lub to, że coś mogło naturalnie wywołać nagłą zmianę zachowania, to opowieść Cathala wskazywała, że faktycznie mieli tutaj do czynienia z opętaniem. I to tak blisko niemagicznych. Niebezpieczne, pomyślał, zerkając za siebie. W obozowisku, w przydzielonym dla niego namiocie spoczywał jego bagaż, a tam podstawowe narzędzia jego pracy. Dobrze, że nigdy nie ruszał się na te delegacje bez przynajmniej jednego zaczarowanego pudełka na nieznośne byty.

— Jeśli mówisz prawdę, to Fadil pasuje do profilu — stwierdził Sebastian suchym, zniżonym głosem. Ruszył dalej w milczeniu za Cathalem i dopiero po chwili zreflektował się, że powinien coś więcej wyjaśnić. — Znajomość wymarłych języków, to częsty objaw opętania. Mówisz, że uważa Alethę za boginię, tak? Jeśli modli się do niej po staroegipsku, to wysoce prawdopodobne, że ten byt ma faktyczną wiedzę na ten temat. Zna tekst pieśni, modlitwy, czy co tam mruczy pod nosem w jej obecności.

Wsunął kapelusz na głowę, ciesząc się, chociaż z tego minimalnego cienia, jakie zapewniało mu rondo. Szedł jakieś dwa kroki za Shafiqiem, pozwalając, aby wytyczył im drogę przez pustynny teren. Pozwolił mężczyźnie zapoznać się z nowymi informacjami, a sam w międzyczasie starał się dopasować do siebie kolejne elementy układanki, którą mu podsunięto. Sprawa go zainteresowała, ale przede wszystkim współczuł temu biedakowi. Zawsze współczuł ofiarom opętań, a w tym przypadku nie było inaczej. Może nawet zwłaszcza, biorąc pod uwagę, że na wykopaliskach z powodzeniem można było się natknąć na najróżniejsze artefakty, a każdy z nich mógł skrywać niebezpieczną tajemnicę.

— Teoretycznie da się to podciągnąć pod bluźnierstwo, chociaż to już zależy od systemu religijnego, w jakim chcemy się obracać. — Przewrócił wymownie oczami. To dopiero był temat rzeka. — Możemy sprawdzić, jak zareaguje na wisiorek kowenu, żeby zdobyć dodatkowe dowody. Na widok symboli kultu religijnego powinna mu... Kompletnie odwalić szajba — kontynuował, wieńcząc swoją opinię dosyć kolokwialnym stwierdzeniem. — Ah, to ciskanie zaklęciami w mugoli i ataki na ciebie. To może wskazywać na pobudzenie przez byt, który go dręczy. Zauważyłeś u niego nadludzką siłę lub szybkość? Skacze po ścianach, przerzuca ciężkie obiekty z jednego końca obozu na drugi?

Podniósł wzrok na archeologa z takim wyrazem twarzy, jakby pytał go o to, ile słodzi herbatę do śniadania. Potrzebował szczegółowych informacji, jeśli oczekiwano od niego wystawienia opinii, pod którą podpisze się własnym nazwiskiem.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
07.03.2023, 12:50  ✶  
- Nie wiem. Nie pytałem – przyznał Cathal. Sam nie zdawał się tak naprawdę bardzo mocno przejęty całą sprawą, chociaż to nie tak, że zupełnie nie poruszył go fakt ewidentnego opętania. – Chociaż mogę podejrzewać, że zawsze pragnęła, by ludzie bili jej pokłony – dodał jeszcze, jakby z odrobiną zastanowienia.
Shafiq nie był ani szczególnie małomówny, ani bardzo gadatliwy – chyba że chodziło o dość specyficzne tematy, dotyczące najczęściej historii albo języków. Albo… gdy musiał komuś coś wyjaśnić, tak jak teraz. Wolał podzielić się z Macmillanem wszystkimi informacjami, które mogły wydawać się istotne przy diagnozie, i, najlepiej, odesłaniu ducha w diabły.
- Po co miałbym kłamać? – spytał retorycznie. Nie, to nie tak, że Cathal nigdy nie kłamał. Wprawdzie bardzo rzadko dawał się na tym przyłapać, ale ktoś, kto znał go dostatecznie długo – a on i Sebastian byli na jednym roku w Hogwarcie – mógł podejrzewać, że osobowości Shafiqa daleko od krystalicznej czystości. Owszem, przydzielono go do Slytherinu, bo pewnie inaczej Salazar zmusiłby Cathala do rozdarcia Tiary Przydziału na kawałki, ale zapewne nawet gdyby nie miał w głowie Założyciela, Tiara i tak nie wahałaby się długo.
W tym przypadku jednak naprawdę nie miał powodu ściągać Macmillana z Kairu pod fałszywym pretekstem i dezorganizować pracy tylko dlatego, że na przykład stęsknił się za dawnym kolegą ze szkoły.
- Wątpię, czy rozpozna wisiorek. Fadila opętało w grobowcu, który ma kilka tysięcy lat. Język, w którym mówi i jego zachowanie, sugeruje… jednego ze stałych rezydentów, że tak to ujmę. Nie faraona, bo on nie padłby na kolana nawet przed boginią, raczej jednego z niższych kapłanów albo kogoś, kto zginął podczas budowy grobowców. W tamtym okresie nie mieli kontaktów z europejskimi czarodziejami, a kult Matki też jeszcze nie miał obecnego oblicza – odparł Cathal, dość odruchowo wchodząc w tryb wyjaśniania historycznych zawiłości tego regionu świata. Wszystko było tym bardziej skomplikowane, że mugolska historia sobie, a czarodziejka historia sobie… Shafiq nie zdawał się też ani trochę zaskoczony tonem Sebastiana, a sam też odpowiadał tak, jakby rozprawiał o egipskiej pogodzie. W tutejszych grobowcach widziało się naprawdę gorsze rzeczy. Przynajmniej w tych ich częściach, w których panoszyli się czarodzieje. Tylko w zeszłym tygodniu znaleźli kilka mugolskich, straszliwie zdeformowanych szkieletów: złodzieje grobów dostali się tam, gdzie wchodzić zdecydowanie nie powinni… - Nie zaobserwowałem nienaturalnej siły. Miał za to problemy z poruszaniem, przynajmniej na początku. Być może nie przywykł do nowego ciała?
Dotarli wreszcie do kompleksu skalnego. Cathal przeszedł wzdłuż niego, a potem zbliżył się do litej ściany i przeszedł przez nią. Była to rzecz jasna prosta iluzja, odnawiana przez nich regularnie, aby nie przyciągać uwagi mugoli do jaskini, której używali, gdy musieli mieć spokój – na przykład w celu zbadania niektórych znalezisk. Zaraz za iluzją kryła się druga przeszkoda, prosta bariera, którą Shafiq zdjął za pomocą finite. Potem, za pomocą lumos, rozświetlił mrok. Jaskinia sama w sobie specjalnie nie wyróżniała się na tle innych. Powstała zapewne naturalnie, była spora, miała nierówne sklepienie, w niektórych miejscach wyższe, w innych niższe. W jednej z jej części przygotowano stanowisko pracy. Był to stół, lampy, dwie skrzynie. Brakowało krzeseł – te pewnie regularnie wyczarowywali, gdy ich potrzebowali. W drugiej części, na kocu i poduszce, leżał człowiek, mężczyzna, na oko po czterdziestce. Był spetryfikowany, na wszelki wypadek też związany i otaczał go runiczny krąg, przygotowany przez Cathala.
Shafiq obejrzał się za Sebastianem, sprawdzając, czy Macmillan ruszył za nim.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#4
09.03.2023, 02:17  ✶  

— Interesujące podejście — Ściągnął brwi. Czy powinien spotkać się z Letą, zanim podejmie konkretne decyzje względem wypędzenia ducha? Skoro miała z nim kontakt, to nie można było wykluczyć, że mogły na niej osiąść ślady czarno magicznej energii. Zwłaszcza że zebrane dotąd informacje sugerowały, że byt do najmłodszych nie należał. Matka jedyna wie, co mógł ze sobą przynieść na ten świat. — Może to i lepiej, że nie próbowała mu tego wyperswadować. Jeśli to, co go opętało, nie zna sytuacji, mogłaby tylko rozeźlić tę istotę.

Skoro sobie upatrzył czarownicę jako boginię, to próba zaprzeczenia jego przekonaniom mogło skołować. A im większa świadomość okoliczności, tym lepiej byłby w stanie wykorzystać otoczenie, czy informacje, jakie miał pod ręką. Kto wie, może obecność panny Crouch wręcz temperowała agresję ducha? Przyspieszył nieco kroku, chcąc zrównać się z Shafiqiem.

— Ludzie mają różne pomysły — Poruszył sztywno ramionami, kierując wymowne spojrzenie ku niebu. Nie każdy zleceniodawca był klientem idealnym. — Egzorcysta to dobry straszak na istoty niematerialne. Czysto teoretycznie, mógłbyś zaszantażować ducha, aby wyjawił nieznane dotąd informacje o tutejszych grobowcach, grożąc, że mogę go skazać na wieczne potępienie. Potrzeba przełomu w przeciągających się badaniach może kusić.

Zmrużył lekko oczy, ignorując niesione przez lekki wiatr ziarenka piasku obijające się o jego twarz. Nie podejrzewał Cathala o podobne zapędy w tym konkretnym przypadku. W zasadzie wolał niczego nie zakładać, jednak i tak podzielił się swoimi refleksjami. Przez swoją wycofaną naturę i niechęć do zabierania głosu, przywykł do tego, że mógł w spokoju obserwować poczynania innych ludzi. Szacować ich możliwości, wymyślać okoliczności, w których mogliby się znaleźć. Podczas intensywnych spotkań towarzyskich, gdy po prostu siedział, jak słup soli, była to nawet angażująca rozrywka.

— Przepraszam, jeśli to zabrzmiało zbyt ostro — dodał po chwili, unosząc kąciki ust w minimalnym uśmiechu, który szybko jednak spełzł z jego twarzy. — W każdym razie ufam, że gdyby to była prawda, dałbyś mi zawczasu jakąś wskazówkę. Chociaż zawieranie jakichkolwiek umów z tymi bytami może tylko sprowadzić kłopoty. — Machnął nonszalancko ręką, sugerując, że wie co nieco na ten temat.

Wychodził z założenia, że lepiej w ogóle wstrzymać się od bezpośredniej komunikacji z duchem, demonem, czy innym tałatajstwem, które akurat postanowiło wziąć we władanie ciało swej ofiary. Jeszcze, gdy robił to ekspert to pół biedy, w miarę rozwoju umiejętności, człowiek uczył się, jak nie wpadać w pułapki słowne zastawione przez istoty niematerialne. Gorzej, gdy rodzina dochodziła do wniosku, że może pertraktować lub wręcz zakrzyczeć dany byt. Macmillan skrzywił się z niesmakiem. Potrafił zrozumieć ból najbliższych, ale takie działania tylko eskalowały dany incydent.

— Fakt, symbolu może i nie rozpozna. Ewentualnie zareaguje na pozostałości śladów magii po rytuałach sakralnych, czy poświęceniu samego wisiorka. A nawet to nie jest pewne. Jest tak stary, że ciężko przewidzieć konkretną reakcję na współczesny przedmiot kultu — potwierdził niemrawo założenia przyjaciela. Mimowolnie zaczął się zastanawiać, jak ten starożytny byt zniósłby wizytę w jednym ze świętych miejsc kowenu w Anglii. To ci dopiero zderzenie kultur. — W takim razie będziemy się trzymać podstaw. Jak to mówią, prostota to szczyt wyrafinowania.

Pokiwał ze zrozumieniem głową. A więc pacjent nie należał do tych z gatunku ruchliwych. Cóż, Cathal zapewne był na dobrym tropie. Byty często zmieniające nosicieli i umykające przed egzorcyzmami czy doraźnym wypędzeniem potrafiły całkiem szybko przywyknąć do ograniczeń, jakie narzucało ludzkie ciało. Szybciej pojmowały zasady koordynacji czy naturalnego chodu. Potem mogły wejść na etap eksperymentów, gdzie dla własnej chorej ciekawości testowały limity gospodarza. Skoro spędził tyle czasu w grobowcu, w kompletnej izolacji, to nic dziwnego, że nie zaczął im tutaj odstawiać pokazów lekkoatletycznych, skomentował w myślach.

— Szybko się rozruszał? — dopytał, a gdy dotarli w okolice jaskini, odetchnął z ulgą, że dzięki temu zejdą ze słońca. Już teraz czuł, że pot lał mu się po plecach. Eh, jak zwykle płacił cenę za zbyt grube ubieranie się. Wprawdzie to był Egipt, ale trudno było zapomnieć o stałych przyzwyczajeniach z Anglii. Tam pogoda była dużo mniej przewidywalna. Nie licząc deszczu, który stanowił podstawę tamtejszego ekosystemu.

Szybko uporali się z przejściem przez kolejne zabezpieczenia nałożone przez zespół badawczy, aż dotarli do centrum jaskini. Zamiast od razu pójść naprzód, Sebastian odbił na bok, przyglądając się runicznemu kręgowi. Wydawał się nienaruszony, co z kolei kazało sądzić, że zaklęcia unieruchamiające samą ofiarę opętania również nie zostały zerwane. Czarodziej obszedł krąg dookoła, uważnie lustrując wzrokiem spetryfikowanego mężczyznę.

— Dobre zabezpieczenia — pochwalił zdawkowo, po dłuższej chwili przenosząc wzrok na Cathala. — Podawaliście mu jakieś eliksiry, czy zatrzymaliście się na zaklęciach i blokadach runicznych? — Wyciągnął z kieszeni różdżkę i zaczął mamrotać kolejne formułki, kreśląc w powietrzu odpowiednie znaki. Na razie starał się ocenić stan swego pacjenta, bez wchodzenia z nim w bezpośredni kontakt.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
09.03.2023, 11:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2023, 10:32 przez Cathal Shafiq.)  
- Co? – zdziwił się szczerze Cathal, rzucając Sebastianowi nieco roztargnione spojrzenie. Nie wydawał się specjalnie urażony tą sugestią. Raczej… - Do tego nie potrzebuję egzorcysty. Mam wywoływacza duchów. Całkiem dobrze idzie mu przekonywanie bytów, by współpracowały. A kiedy jemu nie wychodzi, wspominam coś o zniszczeniu ich mumii i tym podobne – powiedział Shafiq, dalej takim tonem, jakby rozprawiał o pogodzie. Podejrzewanie go o podobne zapędy wcale nie byłoby specjalnie na wyrost, ale po prostu Cathal niekoniecznie potrzebował do tego ściągać tu podstępem Sebastiana.
Oczywiście, nigdy nie zniszczyłby mumii. To był zabytek. Poza tym na niektórych ciążyły naprawdę paskudne klątwy i ich zdjęcie zajmowało Lecie sporo czasu. Ale duchy, przywiązane do idei zachowania ciała po śmierci, nawet gdy już wiedziały, że niekoniecznie tak to działa, niekoniecznie potrafiły przejrzeć jego intencje.
- Na wszelki wypadek: jego nie próbowaliśmy wywołać. Rzadko ryzykujemy ze starożytnymi duchami i nigdy bez odpowiedniego przygotowania. Na pewno nie dopuściłbym Fadila w pobliże – powiedział Shafiq. On sam wierzył święcie, że jego opętanie byłoby trudne, jeżeli nie niemożliwe. Nie ze względu nawet na siłę woli (chociaż miał o niej wysokie mniemanie), a dlatego, że Salazar Slytherin nie był osobą, która dobrze znosiła konkurencję.
- Pamiętaj, że Fadil to prawie charłak – przypomniał Cathal. Mężczyzna był tutaj jako specjalista od miejscowej historii, rytuałów i obyczajów. Po tym, jak nie podołał kursom praktycznym w afrykańskiej szkole magii, zwrócił się w kierunku teorii. Shafiq zaś nawet ze swoją nieprawdopodobną pamięcią i po rocznym przygotowaniu, nie był tak dobrym ekspertem ze starożytnego Egiptu jak ktoś, kto poświęcił temu całe życie. – Nie ukończył nawet szkoły. Potrafi posługiwać się absolutnie podstawową magią, a i to rzadko mu wychodzi. Wątpię, by coś wyczuł na obiekcie sakralnym, chyba że dusza była bardzo potężnym czarodziejem... Ale że niezbyt działała mu magia, to chyba nie ten przypadek. Co do rozruszania… nie zdążył. Kiedy minęło kilka godzin, a on dalej zachowywał się dziwnie, spacyfikowaliśmy go na tyle, by nasza uzdrowicielka mogła go zbadać. Orzekła, że to żaden udar, żadna choroba, cieleśnie jest z nim wszystko w jak najlepszym porządku…
W związku z tym więc później biedny Fadil trafił tutaj. Do jaskini. Mógł w końcu być niebezpieczny i Shafiq nie zamierzał pozwolić mu biegać po obozie.
- Dostał na początku łagodne środki uspokajające, ale w tej chwili już na pewno nie działają. Przez większość czasu trzymamy go pod oszołomieniem. Nie zdejmuję też petryfikacji. Zmusiliśmy go, żeby się napił, ale byłoby dobrze szybko pozbyć się… lokatora, bo nie mamy jak go karmić, więc od doby nic nie jadł – wyjaśnił Cathal. Nie próbowali poić go siłą, magia była skuteczniejsza. Oszołomienie zresztą zmniejszało szansę na uwolnienie się, a jeśli prawdziwy Fadil czuł, co się z nim działo, bycie nieprzytomnym zdawało się Cathalowi lepsze niż całe godziny bycia związanym i unieruchomionym. Teraz opętaniec był jednak przytomny: spojrzenie dzikich oczu utkwił w Cathalu, który splótł ręce za plecami i przypatrywał się ze spokojem, jak Macmillan rzuca swoje zaklęcia.
Fadil ponad wszelką wątpliwość był opętany, choć fizycznie jego stan na razie był całkiem dobry – nie licząc na pewno odrętwienia, może paru otarć przy więzach i osłabienia w wyniku głodu.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#6
14.03.2023, 02:57  ✶  

— Co? — odpowiedział machinalnie, tak samo skonfundowany, a może nawet bardziej, niż Cathal. — Jak mówiłem to tylko jedna z teorii. Wybacz, po prostu to mi wpadło do głowy jako pierwsze, gdybym miał szukać jakiegoś haczyka w tej sytuacji. — Machnął niezobowiązująco dłonią, wsłuchując się w dalszą część jego wypowiedzi. Pokiwał zgodnie głową. — W każdym razie, jesteście na dobrym tropie. Przedmioty, czy nawet budynki bliskie duchom, to dobry motywator. Zgaduję, że mumia w tych rejonach pełni w ich świadomości tę samą rolę co grób czy trumna. Nie przepadają, gdy się przy nich grzebie lub próbuje zniszczyć.

Nie musiał wiedzieć, czy Shafiq podczas którejś ze swoich podróży był zmuszony przejść od słów do czynów. Biorąc pod uwagę, że jego nazwisko cechowały mocne powiązania ze środowiskami naukowymi i badawczymi, to podejrzewał, że jeśli tak było, to raczej nie przyszło mu to łatwo. Na moment w oczach Sebastiana zabłysły iskierki autentycznej grozy. Chociaż jako archeolog Cathal obcował z historią na nieco innym poziomie niż Macmillan, tak nawet jego oblewał pot na myśl, że mógłby stracić cenne księgi lub dawne manuskrypty czarodziejów w pożarze. Dzięki niech będą Matce, że na rynku zaklęć zabezpieczających często pojawiały się małe przełomy, które były nad wyraz przydatne przy ochronie zbiorów, czy archiwów.

— Dobrze wiedzieć — przyznał po chwili ciszy. — To znaczy, że Fadil jest kompletnie przypadkową ofiarą. O ile nie mamy do czynienia z jakimś absurdalnym zbiegiem okoliczności pokroju „Fadil jest potomkiem upiora”, to byt nie miał z nim personalnych powiązań w chwili opętania. — Skrzywił się lekko na samą myśl, że mogliby znaleźć się w sytuacji zbliżonej do treści jakiejś współczesnej powieści. — Nie uzyskał przyzwolenia na wejście w ciało, nie przyzwyczaił go do swojej obecności w okolicy. Po prostu wdarł się do jego umysłu przy pierwszej okazji, jaka się nadarzyła. Prawdziwy Fadil pewnie wciąż walczy o kontrolę. Biedak.

Zmarszczył lekko czoło, przysłuchując się kolejnym wyjaśnieniom, które padały z ust Cathala. Nawet się lekko zaczerwienił, co miał nadzieję, zostanie zrzucone na karb egzotycznej pogody. Może niezbyt dobrze wytłumaczył, co dokładnie miał na myśli? A może sam niepoprawnie odebrał słowa przyjaciela? Cóż, w takim razie spróbuje raz jeszcze, aby przedstawić swoją perspektywę na całą tę sprawę, a także swoje plany odnośnie samej operacji egzorcystycznej.

— Owszem, Fadil to charłak — potwierdził Sebastian, gdyż z tym w żadnym stopniu nie miał zamiaru się kłócić.— Ale to co w nim siedzi za życia nie było charłakiem. To o tym czymś mówię. Podejrzewacie, że to kapłan, a więc śmiało możemy założyć czarodzieja. Półkrwi, czy czystej krwi, nie ma znaczenia. W sumie nawet status krwi, w mojej opinii, nie jest szczególnie ważny. Ten byt, którego mamy się pozbyć, nie jest już człowiekiem. A to się wiąże z tym, że zmienił swoją... swoją... — zamyślił się na dłuższą chwilę, starając się odpowiednio ubrać swoje myśli w słowa — kategorię w naszym świecie, powiedzmy. Idąc ministerialnym nazewnictwem, jest aktualnie post-istotą. Ma nowe możliwości, ale obowiązują go też inne zasady. Nawet jeśli nie rozpoznaje samych symboli, to musi się liczyć z tym, co stoi za nimi. — Zaczął wyliczać na palcach. — Magia, wiara, rytuały. Nie może tego tak po prostu zignorować i egzystować wbrew wszystkiemu. Podporządkuje się, po dobroci albo przy użyciu siły.

Nie wiedział jak lepiej wyjaśnić swoje pojmowanie tego, co zamierzał zrobić z niechcianym gościem w ciele Fadila. Być może różnica w poglądach wynikała z tego, że Sebastian w dużej mierze wychował się w wewnętrznych strukturach kowenu, wiara w bogów sabatu towarzyszyła mu, odkąd był małym dzieckiem i chociaż pełnoetatową pracę dla kowenu Whitecroft zostawił za sobą, tak wierzeń nigdy nie nie wyzbył. Nasiąkł nimi i starał się odwoływać do Matki podczas odprawionych egzorcyzmów. Wewnętrznie wierzył, że jeśli jego przekonania są odpowiednio mocne, to ułatwia to cały proces. Oby tym razem też tak było. Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości diagnozę uzdrowicielki. Z tą informacją również nie zamierzał się sprzeczać. W gruncie rzeczy brakowało im tylko opinii magipsychologa lub psychiatry, aby wykluczyć ewentualne problemy na podłożu psychicznym. Musieli jednak pracować na tym, co mieli do swojej dyspozycji.

— Obosieczny miecz — skomentował pod nosem, z każdą kolejną chwilą coraz bardziej współczując Fadilowi sytuacji, w której się znalazł i to na dodatek nie ze swojej winy.

Odizolowanie mężczyzny od reszty obozu było przykrą koniecznością, toteż nie dziwił się, że grupa Cathala podjęła taką decyzję. Podobnie było z utrzymaniem go w stanie swoistego zawieszenia. Chociaż zły duch zapewne toczył niemałą walkę o dominację nad umysłem Fadila, tak ograniczenie przestrzeni, na której mógł się poruszać w ciele, było świetnym rozwiązaniem. Wprawdzie dalej mógł eksperymentować z możliwościami nowego ciała, jednak nie mógł rozwinąć przysłowiowych skrzydeł w momencie, gdy krąg runiczny wyznaczył granice jego lokum. Co więcej, samo ciało musiało być z lekka osłabione, znosząc wewnętrzną walkę oryginalnego gospodarza z nieproszonym gościem. Pytanie, na czyją szkodę działa głód, pomyślał ponuro Sebastian.

Gdyby organizm był w pełni sił, duch mógłby lepiej je wykorzystać, gdyż warunki byłyby korzystniejsze. Teraz ta przewaga została mu odebrana. Z drugiej strony nie dało się wykluczyć, że osłabione brakiem energii czy substancji odżywczych ciało, wpływało na jestestwo charłaka, który walczył o swoje. Do tego dochodziła jeszcze kwestia samego potencjału magicznego, który, chociaż mocno nadszarpnięty przez nierozwinięcie czarodziejskich umiejętności, mógł po części działać na korzyść Fadila. Te kilka kropli krwi czarodziejów w jego żyłach mogło stanowić ostatnią linię obrony przed ostatecznym oddaniem kontroli obcemu duchowi.

— Masz jakiś konkretny pojemnik, w jakim życzysz sobie go zamknąć? — spytał, analizując wyniki kolejnych zaklęć. Dla Cathala mogły to być głównie wielobarwne światełka, które przenikały krąg runiczny i wracały do Sebastiana, bucząc niejasno, jednak on sam dostawał konkretne informacje. Cóż, stan Fadila był stabilny, więc lepiej było działać, póki nie ulegnie nagłej zmianie. — Może być szkatułka, kuferek, naszyjnik, w którym da się coś zamknąć, nawet pierścień, o ile oczko można uchylić lub etui na okulary.

Wyciągnął z kieszeni mały notatnik, wertując go, nie zwracając przez dłuższy czas uwagi na swojego pacjenta. Hmm, może to? Nie, lepiej tego nie stosować na egzotycznych bytach. O a może... Ach, nie. To wymaga odprawienia codziennych rytuałów z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Ciężkie przypadki, komentował w myślach, starając się znaleźć jak najlepszy tekst modlitwy czy też inkantacji, dostosowanej do tych niecodziennych okoliczności.

— Jeśli nic nie masz, to mam coś takiego — Sięgnął po omacku do tylnej kieszeni, wyciągając drobne plastikowe pudełko przypominające rozmiarem tekturowe pudełko po talii kart. — Aczkolwiek klient nasz pan i tak dalej, więc mogę się dostosować.

Wolał załatwić wszystko po bożemu i o niczym nie zapomnieć. Jeszcze tego brakowało, żeby w roztargnieniu wypędził z tego mężczyzny zjawę, tylko po to, żeby nie mieć gdzie jej przechować i wypuścić w świat lub gorzej – wpuścić do swojego ciała lub Cathala. Tak, na to chyba żaden z nich nie był gotów.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
14.03.2023, 11:00  ✶  
- Zwłaszcza, że jeśli zachował choć trochę dawnej osobowości, zgodnie z jego wierzeniami ciało jest bardzo ważne. W końcu nie bez powodów wyciągali im mózgi przez nos – powiedział Cathal. – I mam wielką nadzieję, że nie uzyskał zgody na wejście do ciała i że Fadil nie jest jego praprapraprapraprapraprapraprapra…i tak dalej… wnukiem – wyrecytował, bo przecież to nie tak, że Shafiq mógł mieć co do tego pewność. Owszem, miewał kontakt z duchami. Pierwsze poznał jeszcze na wschodzie Europy, potem kolejne w Hogwarcie, później regularnie zdarzały się nawiedzone miejsca, a i co jakiś czas ekipa sama wywoływała jakiś byt, co nie zawsze kończyło się bez problemów.
Nie oznaczało to jednak, że stał się od nich specjalistą. Dla niego duchy były interesujące głównie wtedy, jeśli umarły bardzo dawno temu i mogły opowiedzieć mu jakąś ciekawą historię.
- Uwierzę ci na słowo – podsumował więc Shafiq lakonicznie, kiedy Cathal wyjaśnił, że duch musi zareagować na obiekt sakralny. Jeżeli szło o niego, chciał po prostu odzyskać swojego specjalistę, obojętnie jaką drogą. Opętanie komplikowało pracę na wykopaliskach. Nie wspominając już o tym, że pewnie niejedna osoba określiłaby Cala jako drania, i może nawet mieliby z tym rację, ale mimo wszystko: dbał o swoich współpracowników, zwłaszcza od momentu, w którym przyszło mu zarządzać wyprawą. Nie był może najlepszym szefem pod słońcem, ale nie mógł po prostu pozwolić w pewnym sensie ubić członka ekipy.
Nie mógł być pewny, czy zamknięcie tutaj Fadila i jego powiązanie jest najlepszym, co dało się zrobić. Zrobił to jednak, bo sensowniejsze opcje nie przyszły mu do głowy. Nie miał chęci pozwolić, aby walnięty kapłan biegał po współczesnym Egipcie. Fadil był może bardzo mało utalentowany magicznie, ale jednak te parę podstawowych zaklęć znał i już tym mógłby narobić zamieszania – gdy duch w pełni odkryje, jak ich używać. A gdyby wpadł na przykład z nożem na bazar? Tutejsze Ministerstwo Magii może nie działało tak, jak angielskie, ale Cathal był prawie pewny, że prędzej czy później znaleźliby do niego drogę.
- Mamy tu na wszelki wypadek szkatułę, ale jest mi absolutnie obojętne, w czym go zamkniesz – stwierdził Cathal. Podszedł do części jaskini przerobionej na pracownię, aby zaprezentował prostą szkatułę. Zakładał jednak, że Macmillam pewnie lepiej wie, w czym bezpiecznie uwięzić ducha, by się nie uwolnił, a potem został przetransportowany na drugą stronę istnienia bez żadnych, dodatkowych przygód. – Podejrzewam, że twoje jest łatwiejsze w transporcie. Czyń honory.
Zdecydowanie, nie chciał żadnych wypadków. Nie życzył sobie być opętany. Miał wystarczająco dużo problemów z jednym lokatorem w swojej głowie.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#8
21.03.2023, 02:38  ✶  

Czasami się cieszę, że większość kariery spędziłem wśród książek i w archiwach, pomyślał na wzmiankę o wyciąganiu mózgów przez nos. Przejechał dłonią po okolicy swojego brzucha. Dobrze, że przed chwilą nic nie jadł, bo pewnie zrobiłby się cały zielony. Praktykowanie wiedzy historycznej w prawdziwym świecie, w obcym kraju, to było jednak coś zupełnie innego, niż ślęczenie nad katalogami i badanie dawnych woluminów. Te delegacje zdecydowanie pozwalały Sebastianowi na uzyskanie nowej perspektywy.

— Nie odejdę, dopóki to coś z niego nie wyjdzie — Zapewnił, głosem nieznoszącym sprzeciwu. Miał nadzieję, że starożytny duch to usłyszał.

Szkatuła była w gruncie rzeczy równie dobrym pojemnikiem na złośliwego ducha, jak każdy inny, jaki Macmillan miał do dyspozycji podczas tego wyjazdu. Ciężko było się jednak spierać z tym, że niepozorne pudełeczko było dyskretniejsze, niż zdobiona szkatułka, która w oczach co poniektórych mogłaby uchodzić za antyk. W razie, gdyby ktoś próbował ich okraść, to prędzej zwróciłby się w kierunku ładnego pojemnika, niż plastikowej popierdółki. Kolokwialnie mówiąc.

— Dobrze. W takim razie cofnij się o kilka kroków, Cathalu. Tak dla bezpieczeństwa — Uśmiechnął się minimalnie. Nawet się nieco rozluźnił. Stopniowo przyzwyczaił się do wykonywania mniejszych lub większych egzorcyzmów, wchodziło mu to w krew, stawało się znajomym schematem, na którym mógł polegać. Zawsze występowały delikatne odstępstwa od normy, które wymagały dokonania zmian w inkantacji, jednak ogólnie rzecz biorąc, wiedział, przez jakie punkty musiał przejść, aby osiągnąć swój cel.

Chrząknął kilka razy, szepcząc pod nosem kilka formułek, bardziej, żeby uspokoić głos i przyzwyczaić się do brzmienia, co mniej używanych słów. Nie chciał zaprzepaścić całej operacji przez źle zaakcentowaną samogłoskę lub niepoprawną wymowę części modlitwy. W końcu wziął głęboki oddech i zbliżył się do kręgu na tyle blisko, że czubek jego butów napierał na niewidzialną barierę.

— Wierzę w Boginię Matkę, Panią Księżyca, i wszystkie rzeczy widzialne i niewidzialne, które są jej darem dla stworzenia. — Podniósł wzrok znad tekstu na Fadila, wyczekując jakiejś reakcji, jednak zamieszkujący ciało byt zdawał się niewzruszony. — Wierzę w Boginię Matkę, i poprzez mą wiarę wzywam wszystkie święte zakony błogosławionych duchów, świętych patriarchów i proroków, świętych uczniów Bogini Matki, świętych niewinnych, którzy oddali swe życie za Wielką Sprawę. — Do tej pory zafiksowany na Cathalu pacjent, wreszcie zwrócił się ku Sebastianowi. Mężczyzna wytrzymał spojrzenie, chociaż dzikie ogniki w oczach, nie napawały go radością. — Przez tajemnicę stworzenia, przez święte symbole umiłowanej Pani Księżyca, przez to, co znajduje się po Drugiej Stronie. — Z gardła Fadila wydobył się zwierzęcy, gardłowy pomruk. Nienaturalny dla strun głosowych człowieka. — Rozkazuję ci, duchu nieczysty, kimkolwiek jesteś, zdradź nam swe imię oraz dzień i godzinę twego odejścia. Bądź mi posłuszny, jako ja, który jestem sługą Matki, pomimo mej niegodności, nakazuję Ci. Na łaskę Matki i przedwiecznych bogów, poddaj się ciężarom łańcuchów, które cię krępują. Odejdź i nie waż się skrzywdzić w żaden sposób Fadila ani osób postronnych, czy też ich dobytku.

Następnie przeszedł do drugiej fazy modlitwy, jaką było w gruncie rzeczy powtórzenie tej samej czynności, jednak po łacinie. Szybkość mowy Sebastiana zwiększała się wraz z kolejnym słowem, jednak jakość jego wymowy zbytnio na tym nie cierpiała. Zdążył już się obyć z tym językiem, a fakt, że wcześniej wypowiedział cały tekst po angielsku, sprawił, że wypowiadał je z coraz większą pewnością siebie.

Nieludzkie odgłosy wydawane przez Fadila wzrastały w siłę wraz z postępami poczynionymi przez egzorcystę. Brzmiał, jakby obdzierano go ze skóry, jednak Macmillana to zbytnio nie obeszło. Przesunął karty swoich zapisków, wypowiadając kilka dodatkowych inkantacji po łacinie. Runy w kręgu zamigotały ostrzegawczo, a przez jaskinię przeszedł podmuch ostrego, chłodnego wiatru. Nie uderzył jednak w Sebastiana czy Cathala, zamiast tego skupił swoją siłę na Fadilu. Można było odnieść wrażenie, że próbuje się wedrzeć do jego ciała przez nos, usta, a nawet uszy.

Wtedy nastąpiła cisza. Sebastian zerknął kątem oka na Cathala, cofając się o pół kroku i wyciągając pojemnik, uchylając jego wieczko. Skrzywił się lekko. Zaczynało mu się kręcić w głowie, jednak musiał to doprowadzić do końca. Chwilę później z Fadila zaczęła unosić się para, a sam mężczyzna przymknął oczy.

— Nadchodzi — poinformował niemrawo Sebastian. I wcale się nie mylił. Para uformowała się w półprzezroczystą sylwetkę mężczyzny w bogato zdobionych starożytnych ciałach z wymyślnym nakryciem głowy, które opadało mu na czoło. Duch spojrzał na nieprzytomnego Fadila, jednak potem zwrócił się ku Cathalowi, nacierając na niego, pomimo runicznego kręgu. — Uwaga!

Przetarł plastikowy pojemnik palcem i rzucił dosłownie pod nogi ducha. Gdy tylko byt na niego nastąpił, utracił swą formą i przyjął ponownie formę pary. Pudełko samoczynnie zamknęło się po tym fakcie. Sebastian zaś zrobił się zielony na twarzy i rzucił się w bok, aby zwrócić resztki ostatniego posiłku. Cholera, chyba był aż zbyt nadgorliwy w swej chęci udzielenia natychmiastowej pomocy.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
21.03.2023, 17:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 17:44 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal uczył się historii w szkole, potem ukończył stosowne kursy, co przychodziło mu łatwo, bo z jego pamięcią wystarczyło, że przeczytał coś raz, aby zapamiętać już na zawsze. Od tamtego czasu jednak sporo czasu spędzał na przykład na oglądaniu ludzkich kości. Albo mumii. Albo w podziemnych komnatach pełnych skorpionów. (Chociaż trzeba przyznać, że jednak częściej po prostu gapił się godzinami w jakąś starą tablicę z inskrypcjami.)
- Nie ryzykuj niepotrzebnie – skomentował krótko słowa Sebastiana o tym, że nie odejdzie, póki Fadil nie będzie wolny. Owszem, Cathalowi bardzo zależało na odzyskaniu członka ekipy, ale gdyby duch okazał się wybitnie problematyczny… Shafiq nie chciał skończyć w jaskini na środku pustyni z martwym Macmillanem.
Cofnął się posłusznie, zatrzymując przy samym wyjściu z jaskini. Wsłuchiwał w słowa wypowiadane przez egzorcystę, mimowolnie zapamiętując obie inkantacje, i tę po angielsku, i tę łacińską. Kolejne bezużyteczna wiedza w jego głowie, bo Shafiq nigdy nie zdołałby wykorzystać jej w praktyce. Nie odrzucał całkowicie wiary w Matkę, ale miał tejże wiary o wiele za mało, aby rytuały albo zaklęcia z nią związane mogły zadziałać w jego przypadku. Nie poruszył się w trakcie modlitwy ani potem, gdy duch zaczął opuszczać ciało Macmillana. Także gdy dym został już uwięziony w pudełeczku, Cathal jeszcze przez moment stał w pobliżu wyjścia, jakby chciał się upewnić, że widmo zaraz nie wyskoczy z więzienia.
- Jesteś żywy, Sebastian? – upewnił się, spoglądając za Macmillanem. Przez moment nie wiedział, do kogo podejść najpierw: wymiotującego Sebastiana, który najwyraźniej z tym duchem miał spory problem, czy może do Fadila, którego oczy uciekły w tył czaszki i stracił przytomność. Ostatecznie Cathal uznał, że chyba to z tym drugim jest gorzej. Przekroczył granicę kręgu i przykląkł przy mężczyźnie. Rozważał przez chwilę, czy zdjąć z niego zaklęcia krępujące… ale po wahaniu uznał, że przecież Fadil będzie odrętwiały, osłabiony, a jego moce magiczne nigdy nie były zbyt duże.
Jeżeli Shafiq nie zdołałby sobie z nim poradzić, może faktycznie zasługiwałby na zostanie uduszonym.
Z cichym finite zakończył zaklęcie krępujące, a potem zabrał się za rozwiązywanie więzów. Na koniec potraktował Fadila czarem pobudzającym. Z ust mężczyzny najpierw wydobyło się jęknięcie, a potem…
– W…wody – wydyszał.
– Angielski. Mamy postęp – skomentował Cathal, po czym wyciągnął manierkę, i jedną ręką podtrzymując głowę mężczyzny, drugą podsunął mu ją do ust. Pozwolił na wypicie tylko paru łyków (zwłaszcza, że część wody wypłynęła mu na brodę i szyję), bo osoba odwodniona nie powinna dostać tej zbyt wiele. – Może obaj to poczekacie, a ja sprowadzę do was Nell?
Fadil na pewno nie był gotów na spacer po pustyni. A Cathal nie był też pewny, czy Macmillan powinien być teraz wyciągany na słońce, bez wątpienia zaczynające już mocno przygrzewać.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#10
25.03.2023, 23:49  ✶  

Walka z duchami nigdy nie należała do łatwych. Bądź co bądź, skoro te już zjawiły się w tym świecie, to raczej rzadko kiedy pragnęły go opuścić wbrew własnej woli. Trzymały się tego świata; zapierały samą esencją swojego nieżycia, aby utrzymać się tu jak najdłużej. Nie inaczej było w przypadku istot, które stwierdzały, że świetnym pomysłem będzie wkroczenie w czyjeś ciało i poznanie doczesnych uciech w butach kogoś bardziej... współczesnego. Chociaż Sebastian zdążył już przywyknąć do tego, że rytuały odegnania do najłatwiejszych nie należały i nieraz odciskały piętno na egzorcystach, tak tutaj musiał przyznać, że było ponadprzeciętne trudne.

Gdyby miał wskazać najważniejszy czynnik, byłyby to różnice kulturowe. Dużo niewiadomych, mało czasu, przez co rytuał mógł przebiec nieco agresywniej, niż powinien. W idealnych warunkach miałby kilka dni, może nawet tygodni na przebadanie pacjenta, zapoznanie się z jego historią, sprawdzenie miejsca, w którym oryginalnie doszło do opętania. Dużo roboty, której efekty same w sobie nie należały do wyjątkowo przełomowych, ale razem dawały pełniejszy obraz sytuacji. Tutaj tego zabrakło, toteż Macmillan musiał polegać przede wszystkim na swojej wiedzy, umiejętnościach, a przede wszystkim wierze.

Nie był ekspertem w dziedzinie duchów egipskich, a tym bardziej nie tych, które przesiadywały w grobowcach od starożytnych czasów. Z nowożytnymi istotami pracowało się o wiele prościej. I jeszcze ta bariera językowa... Już zaczynam tęsknić za Anglią, żachnął się czarodziej, wycierając zaśliniony kącik ust mankietem koszuli. Wzdrygnął się. Miał ochotę przytulić się do ściany chłodnej jaskini i po prostu odpłynąć do krainy Morfeusza.

— Tak — wymamrotał, drapiąc się po karku, a następnie mierzwiąc sobie włosy. Spojrzał półprzytomnie na Cathala, wskazując mu leniwie dłonią, aby zajął się Fadilem. Zanim jednak zebrał siły, aby unieść rękę, mężczyzna już był przy swoim koledze. Och, jak dobrze, że wiedział, co trzeba robić!

Gdy Shafiq sprawdzał stan przyjaciela, Sebastian poczołgał się po piasku ku pudełku, w którym uwięziony został duch. Zmrużył oczy, gdy znalazł się bliżej światła pochodni. Zdecydowanie zasługiwał na długą drzemkę po tym przedstawieniu. I cały dzbanek herbaty z mlekiem. Och tak. Kilkugodzinna sesja regeneracyjna na hamaku, a potem spora dawka angielskiego napitku. Może wieczorem będzie nawet zdatny do tego, żeby poprowadzić w miarę rozwiniętą konwersację z innymi uczestnikami wyprawy?

— Trzeba będzie cię wypędzić w któreś święto — burknął pod nosem, mrucząc pod nosem kilka dodatkowych inkantacji zabezpieczających. Rozejrzał się dookoła. Przydałby mu się w sumie jakiś asystent, żeby zajmował się takimi szczegółami jak transport „więźniów”. Kiedy wróci już do ziemi ojczystej, wysłanie duszka na tamten świat nie powinno stanowić wielkiego problemu.

Podniósł się na nogi, z trudem łapiąc równowagę i podreptał niespiesznie do dwójki mężczyzn.

— Tak. Oboje potrzebujemy zastrzyku energii... leczniczej. Czy coś — powiedział, zniesmaczony tym, że egzorcyzmy tak na niego wpłynęły. — Zabiłbym jeszcze za filiżankę herbaty. — Spojrzał na Fadila. — Cześć. Uratowaliśmy cię. — Uśmiechnął się niemrawo, nie podając mu jednak ręki na przywitanie, zamiast tego unosząc ją tylko mniej więcej na wysokość ramion.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2812), Sebastian Macmillan (3868)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa