• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[22 czerwca 1971]Pierwsze ataki Śmierciożerców | Stanley, Chester, Oleander & Vespera

[22 czerwca 1971]Pierwsze ataki Śmierciożerców | Stanley, Chester, Oleander & Vespera
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
21.05.2023, 16:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2023, 18:40 przez Stanley Andrew Borgin.)  


22 czerwca 1971, noc, las nieopodal Londynu
Pierwsze ataki Śmierciożerców
Stanley, Vespera, Chester & Oleander



Każdy kogoś zna. Każdy coś słyszy. Nic więc dziwnego, że informacja o grupce mugolackiej młodzieży, która miała zamiar świętować zakończenie roku szkolnego, dotarła do uszu Vulturisa. Czy istniała lepsza okazja na zwieńczenie kolejnego semestru, niż akompaniament alkoholu, ogniska i Śmierciożerców? Zapewne tak, chociaż na ich nieszczęście, nie wszyscy będą w stanie się o tym przekonać po dzisiejszej nocy. A matka im pewnie nie raz powtarzała - "wróć przed 22 do domu...". I teraz przyjdzie im zapłacić najwyższą cenę za niesłuchanie się własnych rodziców.

Ilość imprezowiczów była ciężka do określenia. Nigdy nie było pewności ile osób może się pojawić. Stanley sam pamiętał jak za czasów młodości wyglądały takie imprezy - część zaproszonych się pojawiała, część nie, a jeszcze jedna grupa to były przypadkowe osoby, które się po prostu przypałętały.. Swój plan uzgodnił wraz z Rookwoodem, który zapewnił go, że na miejscu zjawi się kilka dodatkowych osób. Co by nie mówić, ucieszył się na taki obrót spraw, wszak las który mieli odwiedzić był bardzo duży, a im więcej było popleczników, tym z większą ilością ofiar mogli zakończyć dzisiejszy wieczór lub nawet noc, jeżeli postanowiliby przedłużyć swoje polowanie do poranka. Nie wspominając nawet o ewentualnej pogoni za uciekinierami - nie mogli im ot tak odpuścić i puścić do domu po wszystkim.

Godzinę spotkania ustalił na 22, czyli porę kiedy większość młodzieży już się zebrała albo właśnie zmierzała w celu świętowania. Stanley był już na miejscu około 15 minut przed czasem. Wiedział, że może liczyć na Chestera i ten, tym samym go nie zawiedzie - koniec końców ich współpraca nie była tylko i wyłącznie widoczna w kwestii działań Czarnych Szat ale również pracy w Ministerstwie. Borgin przywdział swoją szatę oraz maskę, a następnie oczekiwał na resztę towarzyszy, będąc schowanym pod jednym z drzew, które idealnie maskowało jego obecność w tym miejscu, dając swój cień.

- Tutaj - odparł kiedy zauważył pierwszą osobę ubraną w podobne do swoich szaty, wyjawiając tym samym gdzie się znajduje oraz informując o tym, że osoba, która się właśnie tutaj przeniosła, nie została w żadnym stopniu oszukana. Cała akcja była prosta do przeprowadzenia - tak się przynajmniej wydawało Vulturisowi. Kto by się koniec końców spodziewał, że zwolennicy Czarnego Pana mogą zaatakować podczas zwykłej, niewinnej imprezy po środku lasu? Oni w końcu nie szukali żadnej zabawy, a jedynie ofiar - Za chwilę powinna przybyć reszta. Mamy jeszcze czas - większość już się zebrała i rozpoczęła huczną zabawę. Kilka osób jednak krąży gdzieś po okolicy i powoli zatacza na imprezę - poinformował pierwszego wspólnika, zerkając na swój zegarek ale nie ruszając się ze swojego miejsca, które nadal było na lekkiej górce przy drzewie. Ta pozycja pozwalała Stanleyowi na obserwację lasu oraz małej polany na której mieli się stawić jego kompani.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#2
25.05.2023, 02:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2023, 00:23 przez Chester Rookwood.)  

Chestera na dobrą sprawę nie musiało tutaj być. Jako Prawa Ręka Czarnego Pana po zapoznaniu się z tym planem postanowił przyzwolić na jego realizację a nawet zapewnić wsparcie. Wszak Vulturis pozostawał jego protegowanym. Ponadto kryjąca się pod pseudonimem Avis czarownica jest jego córką i siłą rzeczy wolał mieć na nią oko, przynajmniej w jakimś stopniu. Tak by nikt jej nie zabił, Bo wyręczać własnej córki nie zamierzał. Będący jego dalszym krewniakiem Oleander, posługujący się pseudonimem Physeter, również mógł liczyć na jego różdżkę.

Równo o dwudziestej drugiej aportował się na ustalone miejsce. Założona na twarz maska oraz czarna szata chroniły jego tożsamość. Wypatrywał wszystkich osób zaangażowanych w to przedsięwzięcie. Nie musiał długo czekać na kontakt ze strony pierwszego z lojalistów Czarnego Pana, w którym rozpoznał Vulturisa. Bardzo dobrze.

— Odpowiedzą na to wezwanie — Odpowiedział swojemu protegowanemu, spoglądając na unoszący się nad ich głowami Mroczny Znak. Wyczarował tę wielką czaszkę z chmur, gdy jego oczom ukazał się zamaskowany Borgin. To powinno ułatwić sprawę i trochę usprawnić realizację tego przedsięwzięcia. To nie było coś, co można było zignorować. Zanim to zaklęcie straci swą moc, powinni przybyć na tę polanę.

— Zbytnia zwłoka nie jest wskazana, Vulturisie — Dodał, spoglądając tym razem na swojego protegowanego. Vulturis wydawał się być bardziej tolerancyjny od niego. Nie gromadzili się się tutaj w ramach towarzyskiego spotkania. Zbytni pośpiech również nie był wskazany. Zdawał sobie z tego sprawę, jednakże cenił sobie zorganizowanie i oddanie sprawie. Dużo wymagał od swoich podkomendnych. Vulturis dobrze o tym wiedział. Podobnie było, gdy chodziło o jego potomków.

Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#3
28.05.2023, 06:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 17:32 przez Oleander Crouch.)  
O spotkaniu dowiedział się przypadkiem. Nie, nie o tym Śmierciożerców, a tym mugolackim. Wiedział, że grono, które się zbierze nie będzie obfitować w czarodziejów czystej krwi, bo też taki miał być charakter libacji - zakończenie szkoły i rozmowy o trudach życia w świecie, który jeszcze 7 lat temu był im obcy. Po co w takim razie w ogóle do niego przychodzili? Według Oleandra wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby krew brudna nie mieszała się z tą czystą i właśnie dlatego zdecydował się też wziąć udział w całej akcji. Korzystając z uroku metamorfomagii, dzięki której mógł wyglądać jak tylko zapragnie, jeżeli jego zdolności w transmutacji akurat nie wywinęłyby mu psikusa, zmienił swój wygląd - na wszelki wypadek, maska przecież nie jest niezniszczalna. Ruszył w kierunku umówionego miejsca. Rzucone na kieszeń szaty zaklęcie zwiększająco-zmniejszajace pozwoliło mu na założenie ciemnej peleryny z kapturem w odpowiednim momencie, a do tego srebrnej maski z grawerowaniami, dziurami na oczy i usta. Przywdział ten strój dopiero, gdy zbliżał się do polany, nad którą wisiał znajomy mroczny znak.
Postawił pierwsze kroki obok swoich towarzyszy parenaście sekund po godzinie dwudziestej drugiej.
– Będzie nas tylko trójka? – zapytał, widząc, ze ma do czynienia tylko z dwójką zakapturzonych śmierciożerców. Strzepnął z ramienia gałązkę buszu, wyciągając też jego kawałek z aktualnie blond włosów. Wolał nie ryzykować i przybrał wygląd osoby, jaka wyglądała całkowicie inaczej niż on sam - nie był to nikt szczególny, ot człowiek bez imienia kiedyś widziany w gazecie.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Czarna Wdowa
— Get on your knees —
Beg me to stop
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Vespera jest drobną kobietą, chudą i zgrabną. Ma metr sześćdziesiąt centymetrów, a waży zaledwie pięćdziesiąt dwa kilo. Wygląda na osobę, która przy pierwszym podmuchu wiatru poleci razem z nim i zniknie na wieki. Ma duże, tajemnicze, brązowe oczy, które patrzą na rozmówcę pewnie oraz zagadkowo. Usta są pełne, a kąciki lekko uniesione w zadziornym, flirtującym uśmiechu. Twarz jest mała i owalna. Włosy ciemne, ścięte na boba okalające drobną twarz w uroczy sposób. Kobieta ubiera się modnie i kobieco. Często swoim ubiorem przyciąga wzrok mężczyzn, co jest celowym zabiegiem, ponieważ Vespera dobrze czuje się jak ludzie na nią patrzą.

Vespera Rookwood
#4
29.05.2023, 18:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 17:38 przez Vespera Rookwood.)  

Vespera aktualnie operująca pseudonimem Avis dostała informacje bezpośrednio od swojego ojca. Nie zamierzała jej zignorować, ponieważ w jej życiu zdanie oraz polecenia Chestera były jednymi z najważniejszych. Przetrzymali ją zdecydowanie trochę dłużej w pracy przez co musiała w pośpiechu przenosić się w ustronne miejsce, aby móc się przebrać. Twarz zasłoniła maską, ubrania czarną szatą, w ręce sztywno trzymała różdżkę i przeniosła się w wyznaczone miejsce. Odkryła, że dotarła jako ostatnia, ale zdecydowanie nie spóźniona. Stanęła tuż za Oleandrem słuchając jego wypowiedzi, położyła delikatnie i krótko dłoń na jego ramieniu:

— Czwórka. – odpowiedziała mu zdecydowanie chłodniej niż zamierzała, ale nie przejęła się; stała wyprostowana jak struna spoglądając na każdego z zebranych osób. — I myślę, że sobie poradzimy. – dodała, a jej wzrok spoczął na oczach jej ojca. Sama nie okazywała żadnych emocji. W takich sytuacjach nigdy nie była zdolna do ich wyrażania. Musiała skupić się na chłodnych kalkulacjach i planie. Nie lubiła popełniać błędów, a wprowadzenie w tym miejscu trochę chaosu wydawało się jej idealnym pomysłem.

— Jaki jest plan? – zapytała rozglądając się, starając się przy tym schować w cieniu. Sama również była zadowolona, że mogła uczestniczyć w tej akcji, że mogła się wykazać, że mogła pokazać, że mają odpowiednią siłę i potęgę do osiągania swoich planów. Chciała też w głębi serca przypodobać się ojcu, nie zawieść jego oczekiwań. Nie wiedziała też czy Chester przyszedł tutaj, aby ją kontrolować, czy może sprawdzić jej umiejętności, czy może sprawdzać też młodszych Śmierciożerców, czy może z pobudek osobistych, w których się o nią martwił? Te wszystkie rozterki wyrzuciła w głąb swojego umysłu będąc w pełni skupioną na zadaniu, które mieli wykonać. Wprowadzenie chaosu w życie społeczności magicznego świata, pokazanie potęgi jaką posiadają i oferują ludziom było dla niej priorytetem.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
29.05.2023, 22:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2023, 18:32 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Corvus był nie zawodny - działał niczym szwajcarski zegarek. Nic więc dziwnego, że pojawił się na miejscu idealnie o czasie. Nie mógł tego powiedzieć o reszcie Śmierciożerców z którymi mieli dzisiaj szerzyć dobre imię Czarnego Pana. Ich spóźnienie było jednak w akceptowalnych przez Borgina ramach, więc nie miał zamiaru robić im żadnego kazania odnośnie tego tematu.

Pokiwał z uznaniem na słowa najniższej osoby z ich grupy, ponieważ miała całkowitą rację. Nawet jeżeli byłaby ich tutaj dwudziestka czy trzydziestka, to i tak zapewne nie byliby w stanie przeczesać całego lasu gdyby ich ofiary się rozpierzchły - ten był po prostu za wielki. Już nie rozchodziło się nawet o sam mord, a o coś więcej. Znak, przesłanie czy inną wiadomość dla społeczeństwa, które miało zrozumieć, że już nikt, nigdy nie będzie bezpieczny. A każdy powinien obawiać się każdego. No bo skąd można wiedzieć, że przechodzień obok nie jest jednym z popleczników Czarnego Pana?

- Dużo osób już się bawi - odpowiedział, zerkając przez swoje ramie w kierunku światła przebijającego się z oddali. Zobaczył jak zza jednego z drzew wyłaniała się jakaś para gołąbeczków - wielce zakochanych zagubionych, którzy liczyli pewnie na chwilę prywatności aby mogli oddać się uciechom pod gołym niebem. Pech jednak chciał aby zamiast euforii, odnaleźli grupę zamaskowanych ludzi, którzy właśnie zbierali się do wyruszenia na łowy - Mam nawet naszą pierwszą ofiarę, także zapraszam do roboty - oznajmił swoim towarzyszom, a następnie sięgnął po różdżkę, która wyciągnął spod płaszcza. Nie czekając ani chwili dłużej, ruszył przed siebie, prosto w kierunku dwójki niczego nie świadomych ofiar.

- Inkarszerus! - wykrzyczał inkantację, wykonując odpowiedni gest swoim orężem, a mężczyzna, który jeszcze kilka sekund temu trzymał swoją wybrankę za rękę, nadal to robił. Formuła wypowiedziana przez Vulturisa była nie do końca poprawną, nic więc dziwnego, że to on sam został spętany, a moment później stoczył się z górki na dół. Nie dało się tego nie usłyszeć, zwłaszcza jak Borgin przeklął zaistniałą sytuację. Stojąca kilkanaście metrów od niego kobieta, widząc całą sytuację, podeszła o trzy kroki aby udzielić mu potrzebnej pomocy. Biedaczka pewnie myślała, że to któryś z imprezowiczów się potknął, a prawda okazała się z gołą inna o czym miała się za chwilę przekonać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#6
07.09.2023, 22:42  ✶  

Wypracowana punktualność była czymś, czego wymagał od wszystkich ludzi w swoim otoczeniu, niezależnie od tego, czy to byli Śmierciożercy, Aurorzy i Brygadziści. Podchodził nad wyraz odpowiedzialnie do swojej służby Czarnemu Panu, tak samo jak pracy pomimo faktu, że stały one w wyraźnej sprzeczności ze sobą. Bycie Aurorem otwierało wiele drzwi, które musiałby wyważyć, gdyby obrał sobie inną ścieżkę kariery.

Świadom tego, w jakim celu się zebrali w tym miejscu, mimowolnie nie mógł zignorować poczynionych w duchu spostrzeżeń. Pomimo obecności szlam, które mieli obrać sobie za cel ataku, jako ojciec trójki dzieci poczuł się stosownie zaniepokojony perspektywą sytuacji, w której sam przyłapałby swoje wchodzące w dorosłość dzieci na takim spędzie z okazji ukończenia Hogwartu. Samo świętowanie wydawało się zasadne, jednak wszystko miało swoje granice.

Dla całej sprawy dokonane przez niego spostrzeżenia nie miały znaczenia. Mugole nie powinni mieszać się z czarodziejami czystej krwi, płodząc właśnie szlamy. Dla tych nie było miejsca w świecie prawdziwych czarodziejów. Na nieszczęście, tacy plugawi mieszańcy uzurpowali sobie prawo do przebywania pośród wszystkich godnych do posługiwania się magią. Przez co musieli wziąć sprawy w swoje ręce.

Spojrzał przelotnie na Physetera. pytającego o ich liczebność podczas tego ataku. Oczekiwali na przybycie jego jedynej córki, posługującej się pseudonimem Avis. Wiedział, że jego córka nie zignoruje tego wezwania. Wolał jednak aby się nie spóźniła. Na szczęście jedynie dotarła jako ostatnia. Byłoby dziwne, gdyby sobie nie poradzili ze szlamami. Oczywiście, mogą starać się stawić im opór albo zacząć uciekać.

— Avis, dotarłaś. — Stwierdził niejako z zadowoleniem na dźwięk głosu swojej córki. Jaki jest plan? Od planowania to był on, jednak nie uważał aby urządzenie masakry na szlamach wymagało opracowania dokładnego planu, jaki stworzyłby gdyby chodziło o wyeliminowanie kluczowego celu. Nie oznaczało, że nie będzie trzymać ręki na pulsie, gdyż w ten atak była zaangażowana jego córka, krewniak i będący jego uczniem Vulturis.

— Atakujemy szlamy, zostawiamy trupy i teleportujemy się z tego miejsca. — Wytłumaczył w dużym skrócie swojej córce plan tego ataku, który wydawał się oczywisty w obecnej sytuacji.

— My też powinniśmy dołączyć do zabawy. — Odniósł się do wypowiedzi Vulturisa dotyczącej uczestników zabawy, której mieli położyć kres poprzez urządzenie rzezi. Dokonywanie morderstw stanowiło dla niego standardowy element służby Czarnemu Panu, choć jako osoba pozbawiona jakichkolwiek skrupułów potrafił się ich dopuścić nawet z prywatnych powodów. Przemoc stanowiła środek do osiągnięcia postawionych sobie celów. Corvusa nie trzeba było dwa razy zachęcać i dlatego samemu będąc uzbrojonym w swoją różdżkę ruszył do przodu. Uniósł różdżkę ku partnerce mężczyzny, który miał stać się celem ataku Vulturisa... który został spętany i potoczył się z górki na dół.

Idiota. Będzie musiał poradzić sobie sam.

W oczekiwaniu na to aż Vulturis uwolni się ze stworzonych przez siebie więzów, Corvus zaatakował tamtego mężczyznę kształtując snop płomieni, od którego pierwsze zajęło się noszone przez niego ubranie. Mężczyzna starał się ugasić płomienie, jednak bezskutecznie a kiedy one sięgnęły jego skóry zaczął przeraźliwie krzyczeć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Chester Rookwood (730), Oleander Crouch (239), Stanley Andrew Borgin (825), Vespera Rookwood (288)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa