• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[14.06.1943r.] Skradzione papierosy | Chester & Richard

[14.06.1943r.] Skradzione papierosy | Chester & Richard
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#1
23.11.2023, 01:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.05.2024, 13:59 przez Richard Mulciber.)  

14 czerwca 1943r.
Posiadłość Rookwoodów


W tym roku szkolnym, z powodu niespodziewanych wydarzeń w Hogwarcie, Richard z bratem wcześniej wrócili z Hogwartu. A że zapracowani rodzice jak i niezadowoleni z tego co miało tam miejsce, poprosili zaprzyjaźnioną rodzinę Rookwood, aby ich chłopcy pozostali pod ich opieką na kilka dni.

Śmiercią uczennicy szkolnej, zwanej imieniem Marta, nie poruszyła Richarda. Lecz tak obsranego ze strachu brata jeszcze nie widział. I choć Robert starał się tego po sobie nie okazywać, młodszy bliźniak był bardziej spostrzegawczy. W odpowiednim czasie i godzinie, Richard wyciągnął od bliźniaka informacje. Nie ukrywał zaskoczenia, ale też zapewnił, że zachowa to dla siebie. Najlepszą wymówką byłoby powiedzieć, że Robert źle znosi widok lub wieść o martwych uczniach. Takie rzeczy nie dzieją się codziennie. Uspokajał go tym, że klęska żywotu dopada tylko szlamy, nie czystokrwistych czarodziei.

W nocy spał dobrze. Rano jednak wstał wcześnie, zauważając, że Robert jeszcze śpi. Ogarnął się na tyle, by przejść się po posiadłości w ubraniu, nie w piżamie. Włosy miał w nieładzie. Dla niego wakacje już się zaczęły. Z jakiegoś powodu tutaj czuł swobodę? Uspokojenie? Powrót do domu wzbudzał lęk. Szczególnie przed ojcem. Gdyby mógł, zostałby tutaj do kolejnego powrotu do szkoły.

Richard nie sprawdzał jak wczesna była godzina. Ale gospodarzy nie zastał na swojej drodze spacerowania po korytarzach. Szukał czegoś go interesującego. Chester to musiał mieć. Tylko gdzie to ma? Myszkując od pomieszczenia do pomieszczenia, wychylając głowę i chowając, chyba trafił do jakiegoś gabinetu. Obszerne pomieszczenie. Niczym niewinny nastolatek, ze splecionymi rękoma za plecami wszedł do środka udając się zwiedza sobie znany pokój. Aż wzrok magicznie spoczął na obszernie dużym biurku, na którym była… paczka papierosów. I jeszcze coś czym można było zapalić. Zapałki? Zmarszczył brwi, zrobił dziubek i rozejrzał się niczym szpieg w pomieszczeniu. Nikogo nie było. Dyskretnie podszedł i zwinął paczkę z pudełkiem zapałek, chowając do tylnej kieszeni spodni. Wyszedł z gabinetu jakby nigdy nic się nie stało. Jego tam nie było. Spacerował dalej, aby wyjść na zewnątrz. Poszedł na taras. Nikogo chyba nie było. Nie widział. Trzy razy się rozglądał, nawet spojrzawszy w kierunku wnętrza domu, czy za szybą okienną kogoś widać czy nie. Podszedł do barierki i stał plecami wejścia do budynku. Wyjął paczkę z zapałkami i zaczął oglądać. Wyjął sobie jednego papierosa aby zbadać go w dłoniach.

- Jak to robił…
Podrapał się po głowie i próbował poszukać na opakowaniu instrukcję. Musiał też w głowie odtworzyć obraz palącego papierosa Chestera. Młodego nastolatka już kusiło do nowego, czegoś ciekawego do spróbowania.
- Chyba tak.
Gadał do siebie, odwracając papieros tą kolorową częścią i wkładając do ust. Sięgnął po pudełko z zapałkami i próbował je jakoś odpalić.
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#2
23.01.2024, 15:44  ✶  

Poznana przez niego prawda rzuciła nowe światło na obecność młodych Mulciberów w tym domu. Chester uważał że łamanie szkolnego regulaminu stanowiło element szkolnego życia każdego ucznia. Nawet jemu zdarzało się opuszczać komnaty Slytherinu. W przypadku Mulciberów niefortunnie zgrało się to ze śmiercią szlamowatej uczennicy, która za swojego życia stała się ofiarą dokuczających jej rówieśników. On również miał za sobą etap, w którym gnębił szlamy. Obecnie musiał ograniczyć się do spoglądania z wyższością i pogardą na zatrudnione w Departamencie Przestrzegania Prawa szlamy. Przecież nie zamknie w szafie szlamowatego Aurora albo Brygadzisty. Za to groziłyby mu znacznie poważniejsze konsekwencje, niż udzielenie mu szlabanu przez profesora. Naprawdę zamierzał im pomóc na miarę swoich możliwości. Przecież nie mieli krwi na rękach.

Rookwood obudził się wcześnie na dźwięk budzika. Przecierając oczy usiadł na łóżku. Po jego opuszczeniu skierował swoje kroki do znajdującej się w pobliżu należącej do niego sypialni łazienki. Sam pokój opuścił już w mundurze. Nie zwykł schodzić na śniadanie w narzuconym na piżamę szlafrok. W jego oczach stanowiło to jeden z dobrych nawyków i świadczyło to dobrym zorganizowaniu. W dni wolne od pracy zdarzało mu się pospać dłużej, niż zwykle jednak nie potrafił wyzbyć się tego rodzaju nawyku. Spojrzał na swój zegarek - określił w ten sposób czas pozostały do odbywającego się w jadalni śniadania.

Postanowił zapalić. Instynktownie sięgnął do kieszeni spodni w poszukiwaniu paczki papierosów oraz pudełeczka magicznych zapałek. Również nie odnalazł magicznej zapalniczki. Przeszukał pozostałe kieszenie, nie wyczuwając pod palcami żadnego ze znanych sobie kształtów. Nie uświadczył gładkości papieru, z którego wykonanego paczkę fajek, szorstkości draski na boku pudełeczka czy chłodu bijącego od metalowej zapalniczki. Nic. Oznaczało to, że musiał pozostawić papierosy w jednym z pomieszczeń w tej posiadłości. Postanowił ją znaleźć osobiście, choć do tego celu mógł wezwać skrzata domowego. Mógłby powstrzymać się od tego do czasu zakończenia śniadania i momentu opuszczenia posiadłości, ale jak wszyscy nałogowcy musiał ulec swojemu nałogowi. W jego krwiobiegu brakowało porannej dawki nikotyny.

W poszukiwaniu swojej własności dotarł w końcu do gabinetu. Tutaj również nie znalazł paczki papierosów i zapałek. Ruszył w takim razie dalej. Po drodze minął skrzata domowego. Niewidzialne oczy i uszy tej posiadłości, wiernie służące swoim panom. Pozostając wciąż na tropie zaginionej paczki papierosów zabrnął w okolice tarasu. Przez oszklone drzwi dostrzegł stojącego na nim plecami w stronę wejścia do budynku Mulcibera. Zdecydował się wyjść na taras przemykając przez jego niezamknięte drzwi niczym duch. Wszak ten dom pozostawał zabezpieczony przed wtargnięciem intruzów, nie przed domownikami. Niemalże bezszelestnie zbliżył się do Mulcibera, przed którym już nie zamierzał ukrywać swojej obecności.

Jak tylko stanął obok niego, jego oczom ukazał się niecodzienny widok. Jedna z jego brwi uniosła się wysoko w górę na widok Richarda  z należącą do niego paczką papierosów spoczywającą na balustradzie, jednym z papierosów między wargami i zapałkami w dłoniach, bezskutecznie próbującego go zapalić. Przewrócił zaraz oczami. Dla lepszego zamanifestowania swojej obecności chrząknął znacząco.

— To nie należy do ciebie. — Zakomunikował wyciągając dłoń po swoje papierosy. Nie schował ich do kieszeni spodni, jedynie przesunął je do siebie. Wyciągnął mu również z dłoni pudełko zapałek. Na samym końcu uderzył go wyprostowaną dłonią w potylicę - na tyle mocno aby to odczuł. Ten cios pozostawał na tyle wyważony, że nie miał za zadanie zrobić mu większej krzywdy. Gdyby nie był przedstawicielem prawa to utarłby mu nos nakazując mu wypalić kilka papierosów pod rząd. Skończyłoby się to dla niego bólem głowy i brzucha, nudnościami albo wymiotami. Mogłoby go to skutecznie oduczyć palenia. — Jeśli następnym razem przyłapię cię ze swoimi papierosami albo cygarami mojego ojca to gwarantuję ci, że wypalisz całą paczkę, jeden papieros po drugim i będziesz potem rzygać dalej niż widzisz. — Prychnął. Nie rzucał słów na wiatr, o czym może Richardowi przyjdzie się przekonać.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#3
23.01.2024, 17:22  ✶  

Richard chciał się już widocznie poczuć dorosłym, skoro postanowił pożyczyć sobie paczkę papierosów, do kogoś należącą. Zwinął ją i dyskretnie czmychnął na taras. Nie będzie smrodził w posiadłości, gdzie jeszcze ktoś go nakryje. A skoro gospodarze i brat spali, to się sam sobą nieco postanowił zająć. Nie miał pojęcia, że skradzione przez niego rzeczy, należały do Chestera. To się dopiero zdziwi.

Męcząc się z otwarciem pudełka z zapałkami, w końcu ogarnął, że trzeba małą szufladkę wysunąć. Było ich dużo. Wyjął jedną i próbował jakoś o opakowanie potrzeć, ale nie bardzo wiedział jak. Nie zarejestrował momentu, kiedy Chester, niczym duch, wszedł na taras. Richard zarejestrował ten moment dopiero, kiedy cień mężczyzny padł z bocznej strony. Stanął dęba. Wystraszony, jakby go poraziło prądem, powoli niczym robot odwrócił głowę w kierunku postaci. Nie zdążył spojrzeć wyżej, kiedy usłyszał znajomy głos, aż podskoczył jak poparzony, a pudełko z zapałkami zrobiło fikołki w jego dłoniach, próbując je złapać. Przez to, trochę ich się wysypało na posadzkę. Chester zabrał mu wszystko, poza papierosem w ustach, którego młody jeszcze Richard, zagryzł ze strachu. A fuj… Na dodatek, oberwał mocno w tył głowy, przez co spiął się mocno. Skrzywił się z odczuwalnego bólu. To uderzenie odebrał jako kara za swoje nieodpowiedzialne zachowanie. Jednakże był prawie do tego przyzwyczajony. Nie raz go ojciec bił za coś, co zrobił lub powiedział źle. Dotknął miejsca, na tyle głowy, gdzie otrzymał uderzenie aby rozmasować. Ostrożnie spojrzał na Chestera i spuścił wzrok.

- Chciałem tylko spróbować...
Odparł niewinnie, wcześniej wyjmując papierosa z ust. Żadnego przepraszam. Nie czuł się winny swojego postępowania. Leżało bezpańskie, to wziął. Trzeba pilnować swoich rzeczy.

Wizja wypalania paczki papierosów jeden za drugim była przerażająca. Zakodował sobie, aby z tego domu więcej ich nie brać. Ani papierosów, ani cygar. Kusiło go do złego już odkąd pojawił na pierwszym roku w Hogwarcie. Jakby jednak zastanowić się z drugiej strony. Może dzięki temu nauczyłby się palić? Powinien uważniej obserwować Chestera, jak on używa zapałek i zapala papierosa.

Chcąc najpewniej zmienić temat, aby uniknąć większej kary lub monologu dobrego zachowania, będącego pouczaniem, Richard zlustrował ubiór Chestera.

- Wyglądasz czadersko.
Ten mundur. Też chciał taki nosić w przyszłości. Ale nie był pewny, czy będzie mu to dane. Będzie sporo ryzykował, robiąc na przekór decyzjom ojca. Nie chciał siedzieć nad badaniami mózgów. Chciał działać. Zostać aurorem.
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#4
24.01.2024, 22:12  ✶  

Nie zapomniał jak wół cielęciem. Jednak został wychowany w taki sposób aby znać swoje miejsce - ojciec rządził twardą ręką, kształtując go na swoje podobieństwo w tym aspekcie. Oznaczało to, że nie zamierzał pobłażać pozostającemu pod ich opieką Mulciberowi. To, co wolno było domownikom, nie było dozwolone dla gości. Zawłaszczanie należących do gospodarzy rzeczy nigdy nie będzie dobrze odebrane, nawet jeśli była to kosztująca kilka galeonów paczka papierosów i paręnaście sykli pudełeczko zapałek. Chester mógł zostawić te papierosy w każdym miejscu tego domu i tam powinny pozostać.

Zmrużył powieki podczas śledzenia tego trasy robiącego fikołki w dłoniach Richarda pudełeczka, którego zawartość częściowo wysypała się na posadzkę tarasu. Nie przypadło mu to do gustu. Naprawdę wściekłby się gdyby zamiast tych nieszczęsnych zapałek u stóp Mulcibera rozsypały się papierosy. Najgorszy scenariusz każdego nałogowca. Wymierzona przez niego kara była w pełni uzasadniona za ten wybryk. Każda kara powinna skłonić do refleksji. Pomimo tego, że Richarda po rzuceniu ostrożnego spojrzenia i opuszczenia wzroku, nie okazał skruchy i nie przeprosił za swoje zachowanie. Rookwood zacisnął wargi w wąską linię.

— Chciałeś tylko spróbować?! Czy ty kompletnie postradałeś rozum?! Jesteś niepełnoletni i muszę poinformować o twoim wyskoku waszych rodziców. Po drugie nie możesz ruszać prywatnych rzeczy należących do mieszkańców tego domu. — Warknął zirytowany w jego stronę. Jeśli Richard sądził, że ta sprawa zakończy się równie szybko, jak się zaczęła to pozostawał w błędzie. Może jak jego ojciec złoi mu po raz kolejny tyłek swoim ojcowskim pasem to się nauczy. To, że w tym domu coś leżało na widoku nie oznaczało, że nie miało swojego właściciela. W tym domu to nie on musiał pilnować swoich rzeczy - jest u siebie i równie dobrze mógłby zostawić w salonie albo gabinecie swoją sakiewkę, która nie powinna zmienić swojego położenia o milimetr.

— Nie zmieniaj tematu. — Pomimo tego że te mundury naprawdę wyglądały czadersko to nie da się na to złapać. Wyciągnął z paczki papierosów jednego z nich, umieszczając go pomiędzy wargami. Po zapaleniu zapałki osłonił papierosa lewą dłonią i przysunął ogień do krańca papierosa. Gdy on zaczął się żarzyć, zgasił zapałkę i upuścił ją na posadzkę. Chwytając papierosa pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym powoli wciągał dym tytoniowy do płuc, przez chwilę go tam zatrzymując i ostatecznie wypuszczając z ust. Strzepnął popiół na ziemię. Paczkę schował do kieszeni spodni.

— Twój brat powiedział mi co zaszło w dniu śmierci tamtej uczennicy. Powiedziałem mu, że w razie czego postaram się uratować wam tyłki w razie potrzeby. Chcesz coś do tego dodać? — Zapytał Richarda o jego udział w tych wydarzeniach, o których opowiedział mu Robert dzień wcześniej.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#5
25.01.2024, 02:03  ✶  

Chester go wystraszył, to nie zapanował nad tym, co trzymał w dłoniach, że ledwo pochwycił. A nieszczęśliwie stało się, że kilka zapałek wypadło z pudełka. Ups. Gdyby to były papierosy, to pewnie Chester zabiłby go na miejscu.

Po rozmasowaniu sobie obolałego miejsca na głowie, schował ręce do kieszeni spodni. Co złego to nie on. Ciekawy był. Chciał spróbować. To jeszcze źle. Miał tendencje do kradzieży w tym wieku. Robił to nie raz w szkole. A teraz przez reakcję Chestera, chyba szybko się tego oduczy.

Słuchał go, bo nie miał innego wyjścia. Ze wzrokiem spuszczonym w podłogę. Lecz kiedy padły słowa, że powie jego rodzicom, spiął się mocno. ”Ojciec mnie zleje… Zabije…” - pomyślał z przekonaniem. Przełknął głośno ślinę i podniósł wzrok przerażenia na Chestera.

- Miej litość… Nie mów moim rodzicom… Więcej nie będę kradł. Nigdy nie ruszę Twoich rzeczy.
Wystosował samoobronę słowną, chyba nawet z obietnicą. Nie uważał, żeby postradał rozum. Co z tego, że jeszcze był nieletni. Chciał być dorosły. Ojciec był dla niego niedobry. Na myśl o tym, że mógłby znów dostać po dupie, zaswędziała go. Aż ścisnął pośladki. ”Błagam, niech im nie mówi…” - niemal w myślach zaczął powtarzać jako mantrę. Próbował nawet zmienić temat, ale Chester w swoim był nieugięty. Czemu to w jego przypadku nie działa?

Richard zmarszczył lekko brwi intensywnie przyglądając się temu, jak Chester wyjmował papierosa, wsadził do ust, wyjął zapałkę i co najważniejsze, jak ją odpalił! ”A to w tym miejscu zapałkę potrzeć… Czemu zakrył dłonią?” – zapamiętywał w myślach, próbując jakoś głowę przekrzywiać, aby zobaczyć jak wciąga ogień z zapałki, ale kurde, nic nie widział. Gdy tylko Chester skończył, Richard powrócił do swojej pozycji, udając jakby stał cały czas, czekając na możliwość ewakuowania się. Chyba czekał na to pozwolenie.

To co usłyszał jako następne, zaskoczyło go. ”Jak wczoraj? Kiedy? Co mu powiedział? Czemu nie wiem?” - myślał trochę z przejęciem.

- Chodzi i tę szlamowatą okularnicę Martę?
Zapytał, domyślając się raczej, że o nią może chodzić. W końcu to świeża akcja z dnia wczorajszego. Nie miał oporu nawet tutaj mówić o niej z wyzywaniem od szlam. Jednego śmiecia mniej.

Tak naprawdę wiedział co zaszło tyle samo co Robert. Może i więcej? Tylko co miałby dodać? Że był jednym z tych, co ją często dręczyli? Nabijali się i odsiadywał w szkole szlabany za dręczenie każdej ze szlam, jak był przyłapany? Przecież to brudna krew, która nie powinna chodzić do ich szkoły. Kogo ona obchodzi? Powinni być wdzięczni, że jedna mniej jest na tym świecie.

- Co Ci Robert powiedział?
Richarda zastanawiało, ile powiedział Robert. Czy raczej, ile zmuszony został powiedzieć Chesterowi. Znał dobrze swojego brata. Przejął się tą sprawą bardziej niż on. Był roztrzęsiony i musiał go uspokajać. Mógł przewidzieć, że pęknie. Zrobił to sam, czy Chester użył na nim jakiejś siły mordu w oczach?

Richard, nie mówił nic więcej, pozostając przy pytaniu, o kogo chodzi. Jakoś nie zamierzając być wylewnym w tym temacie. Śmierć Marty Warren po nim spływała. Nie umiał chyba inaczej reagować na śmierć szlam.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#6
04.02.2024, 02:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 21:25 przez Chester Rookwood.)  

Stojący na tarasie Rookwood wciąż nie wydawał się być skłonny do odpuszczenia temu smarkaczowi za jego wyskok. Zgodził się spróbować pomóc młodym Mulciberom uratować tyłki jakby wymagała tego sytuacja. Jego cierpliwość i dobra wola miała swoje granice. Tylko skończony głupiec testowałby go w ten sposób, sprawdzając na co sobie może pozwolić, a co nie wchodziło w grę. Nie pozostawiało złudzeń to, że wszystkie czyny wiązały się ze swoimi konsekwencjami. Mniej lub bardziej poważnymi, jednak one były nieuniknione. Za kradzież należących do niego papierosów młody Mulciber nie trafi choćby na jeden dzień do aresztu, jednak nie uniknie pozostałych konsekwencji. Ktoś inny na jego miejscu najpewniej zmiękłby. widząc młodego chłopaka wpatrującego się w podłogę, spinającego się na zawarty w jego słowach przekaz.

— Nie chodzi tylko o to, że przywłaszczyłeś sobie moją własność będąc przy tym gościem w naszym domu, ale również sięgnąłeś po używkę przeznaczoną dla dorosłych czarodziejów. — Uświadomił go o tym, że poważne naruszenie zasad gościnności to jedno, a sięganie po nielegalne dla niepełnoletnich czarodziejów to drugie. — Dobrze, że nie będziesz kradł. Za kradzież papierosów nie grozi tobie więzienie, ale zawłaszczenie czegoś cenniejszego już tak. Poza tym... po tym świecie chodzą ludzie, którzy po przyłapaniu złodzieja na kradzieży nie wzywają na miejsce Brygadzistów, tylko sięgają po różdżkę albo broń. To istnieją znacznie poważniejsze konsekwencje, niż gniew twojego ojca. — Palący papierosa Chester pozostawał nieubłagany, jeśli chodzi o niemieszanie ojca Roberta i Richarda w to. Zobowiązał się do podjęcia próby ochronienia ich przed poważnymi problemami natury prawnej, jednak nie zamierzał ich kryć przed własnymi rodzicami. W tym domu nie było przyzwolenia na dopuszczanie do takich sytuacji, w których nieletni czarodzieje sięgają po używki. Inną sprawą było to, że Richard dał się na tym przyłapać jak każdy amator i również musiał ponieść tego konsekwencje. Jeśli ma łamać zasady to w taki sposób, aby nikt na tym go nie przyłapał.

— Tak. Chodzi o szlamę. — Potwierdził lakonicznie pomiędzy wciągnięciem do płuc dymu tytoniowego, uwolnieniem go spomiędzy rozchylonych warg i strzepnięciem porcji popiołu na posadzkę tarasu. — Nie wyglądasz na przejętego tym. Powiedział to, co miał powiedzieć - o istnieniu waszej paczki, o waszych wyskokach w postaci łamaniu regulaminu i o uczniu, którego kryliście ilekroć chciał spotkać się z dziewczyną, a którego widziano na szkolnym korytarzu w dniu śmierci uczennicy, której regularnie dokuczaliście. Jak masz coś do dodania to jest dobry moment na to. Tym bardziej, że postanowiłem spróbować wam pomóc w razie problemów. — Spostrzegł w pierwszej kolejności. Sam popierał to, że w Hogwarcie powinna obowiązywać większa selekcja uczniów za sprawą której przyjmowano ich do szkoły, jednak jeszcze jego poglądy nie uległy radykalizacji. Jeszcze nie myślał, że dobra szlama to martwa szlama. Za śmierć uczennicy będzie musiał ktoś odpowiedzieć i byłoby lepiej, żeby to nie jego brat za to odpowiedział.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#7
05.02.2024, 13:38  ✶  

Richard przez ten gniew Chestera, zrozumiał, że źle zrobił kradnąc cudzą rzecz, która nie należała do niego i nikogo z jego rodziny, a do stojącego przed nim Brygadzisty, gospodarza tego domu. I z tego powodu, bał się gniewu ojca. Surowej kary, jaka mogłaby go czekać. Te bywały gorsze niż szlaban w szkole. Brat jego kolegi jednak wyjaśnił, iż nie o kradzież głównie chodzi, będąc gościem w tym domu. Richard zapewnił, że więcej tego nie zrobi, ale że sięgnął po coś, czego nie powinni nieletni. Czy wiedział, że to podlega jakiejś karze? Może był tego świadom, a może i nie. Zrobił to specjalnie, albo nieświadomie. Jego czyn jednak wyglądał na świadomy.

Słysząc wyjaśnienia Chestera, Richard przełknął głośno ślinę, schował ręce a plecami, rozgniatając papierosa, którego nie udało mu się zapalić. I już chyba tego nie zrobi. Będzie musiał go wyrzucić. Denerwował się? Być może te nerwowe ruchy chciał przelać na jakieś zajęcie, aby w swojej stanowczej postawie tego nie okazać. Ale czy udało mu się? Wspomnienie o więzieniu, nie napawało optymizmem. I choć mu to nie groziło, to jednak Rookwood uczulił na inne zagrywki okradanych czarodziei, że raczej sami rozprawiają się z takimi złodziejami. A to znaczyło dla Richarda, że musi nauczyć się lepiej bronić i atakować, czy może znacznie lepiej okradać innych?

- To był jeden raz!... Ostatni…
Odpalił od razu w usprawiedliwieniu siebie. I zapewnieniu, że więcej tego nie zrobi. Możliwe że kłamał. Bo jeżeli nie tutaj, będzie kombinował gdzie indziej. Miał w zwyczaju sięgać po zakazane. Nie chcąc czekać na osiągnięcie pełnoletniości.

Patrzył wręcz błagalnie na Chestera, aby nie mówił nic jego ojcu. Jak będzie nieugięty to co ma zrobić? Klęknąć i błagać go na kolanach? Czemu nie może mu tego jednego razu odpuścić. Starał się nielegalną czynność wykonać w ukryciu. Zareagowałby pewnie, gdyby Chester nie zaskoczył go nagłym pojawieniem się na tarasie. Wkradł się tak cicho, że go nie zarejestrował. To było z jednej strony przerażające, a z drugiej fascynujące. Wtem Richardowi coś zaświeciło w głowie.

- Niech to będzie nasz sekret. Będę grzeczny…
Pójdzie na to? Zaryzykował, patrząc na niego niewinnie. Być może próbując też odegrać taką rolę. Nic przecież złego nie zrobił. Nikt nie zginął! No może poza tą Jęczącą Martą, która jęczeć już nie będzie. A szkoda.
- Jak byłeś w moim wieku, to nie myślałeś, aby też coś spróbować co jest dla dorosłych przeznaczone?
Zapytał dodatkowo. Czy Chester nie był taki sam? Może inny?

Nie wyglądał na przejętego śmiercią szlamy? A kto był? Bo nie on. Chester to wyłapał w jego zachowaniu. Przy czym, słuchając go, czego dowiedział się, albo wyciągnął od jego brata, Richardowi prawa brew drgała. A usta złożył w poziomą linię. ”Robert… Dupku… Miałeś nic nie mówić.” – powiedział do siebie w myślach. Mieli swoją grupkę. To prawda. Łamali regulamin szkoły. Zresztą, nie oni jedni. Wielu tak robiło. Mieli swoje sekrety. Jego brat widocznie nie wytrzymał tego stresu i strachu z dnia poprzedniego. Czy Chester specjalnie naciskał, czy jego brat w jakiś sposób się zdradził? Będzie musiał go o to zapytać.

Mieli udawać, że nic nie wiedzą. Nikogo nie widzieli. Każdy kogoś w szkole krył, jak gdzieś wychodził. W tym Aureliusa tamtego dnia. Ustalili to jeszcze między sobą, zanim każdy wrócił do siebie.

Gdy Chester skończył, Richard westchnął ciężko spuszczając łeb. Jak uczeń ponownie przyłapany na gorącym uczynku, do znudzenia odprawiany na szlabany. Podniósł zaraz głowę i spojrzał na Rookwooda.

- Każdy kogoś kryje. A co się z nią stało, to… przynajmniej jest jedną szlamę mniej.
Wzruszył ramionami tak, jakby ta cała sprawa z Martą Warren wcale go nie interesowała. Jakby wcale nie miał z nią nic wspólnego. Co z tego, że ją dręczyli? Że zamykali w szafie? Że raz zdarzyło mu się zepsuć jej okulary? Niechcący nadepnął. Nie widział ich!
- A Ty nie wymykałeś się, aby spotkać z dziewczyną?
Odbił też piłeczkę Chesterowi, czy on nie był jak oni dawniej? Nie miał pojęcia. Pewnie za to znów oberwie, skoro już wystarczająco naruszył cierpliwość tego czarodzieja.
- Skoro Robert Ci wszystko powiedział. To co ja mam dodać? Na pewno nikt z naszej paczki nie ma z tym nic wspólnego.
Richard nie był pewny, czy brzmiał przekonująco. Ale skoro Robert się wygadał, nie miał chyba wyjścia, aby do tego się przyznać. Do tego, co teraz usłyszał. Nie wypowiadając żadnych imion. Nie zdradzając, kto gdzie chodził i po co. Być może rozegrał to sprytnie, wyciągając informacje od Rookwooda, aby tylko je potwierdzić. Nie dodając nic od siebie.
W zachowaniu Richarda była jedna różnica. Nie krył się z tym, że nie przejęła go śmierć Marty. Nie czuł wyrzutów sumienia. Dręczył dziewczynę, ale nie zabił. Nie był jeszcze w tym wieku, aby się tak daleko posunąć. Więc, czym miałby się przejmować? Czy może zachowywał się tak, jakby wiedział o takim planie? Skąd! To że był spostrzegawczy i nie jednego ucznia zauważał wymykającego się gdzieś niepostrzeżenie, wędrującego jakąś ścieżką, korytarzem, to nawet nie sprawdzał, gdzie kto się udaje. Nawet Tom Riddle. Krył każdego. Kto był czystej krwi.

W jaki sposób Chester chce im pomóc jako Brygadzista? Oto już nie pytał. Jak na razie.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#8
18.02.2024, 22:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2024, 23:29 przez Chester Rookwood.)  

Chester pozostawał w obu tych kwestiach nieprzejednany. Obowiązujące w świecie czarodziejów prawo zezwalało niepełnoletnim wyłącznie na picie piwa kremowego. Pozostałe używki były przeznaczone wyłącznie dla pełnoletnich czarodziejów i za sięganie po nie powinni karać wyłącznie rodzice nieletnich, którzy chcieli poczuć się jak dorośli. Rookwood uważał, że jeśli chcą się czuć w ten sposób to powinni odpowiadać za swoje czyny jak dorośli.

— W jednym masz rację... jak twój ojciec usłyszy o twoich wyskokach to będzie ostatni raz. — Zapewnił go z kpiącym uśmiechem na ustach. To nie jemu młody Mulciber będzie się tłumaczyć, tylko swojemu ojcu. Chester miał zadatki na twardego przedstawiciela władz, prawdziwego służbistę. Nie zamierzał odpuścić Richardowi, bo to oznaczało danie mu przysłowiowego palca. Jak wiadomo, danie komuś palca oznaczało, że ktoś zaczynał chcieć całą rękę.

— Tak możesz mówić pięknej dziewczynie, z którą się całujesz na szczycie wieży astronomicznej. — Stwierdził już ze znużeniem pobrzmiewającym w jego ochrypłym głosie, skupiając na nim poważne spojrzenie, w którym zagościł ostrzegawczy błysk.

— Skończyłeś? Przypominam ci, że nie rozmawiamy w tym momencie o mnie. — Chester warknął już w jego stronę, mając już powoli dosyć tych przepychanek słownych z młodym Mulciberem. Richard od dłuższego czasu przeciągał strunę. To również będzie miało swoje konsekwencje. Denerwowanie go nie mogło skończyć się dobrze dla denerwującego go durnia.

— Może i jesteś młody i głupi, ale nie sądziłem, że aż tak. Za śmierć szlamy ktoś musi odpowiedzieć, a uczeń dręczący za życia mugolaczkę, zdolny do powiedzenia przedstawicielowi prawa, że przynajmniej jest jedną szlamę mniej, nadaje się do tego aby zostać uznanym za winnego. Ministerstwo będzie chciało kogoś przykładnie ukarać. — Trzymający w dłoni papierosa Chester spojrzał na Mulcibera jak ostatniego idiotę, niezdającego sobie sprawy z wagi swoich słów, konsekwencji swoich słów i bardzo niekorzystnego splotu okoliczności, które mogą zawarzyć na ich przyszłości. Chester zignorował pytanie, jakie zadał mu Richard. To, że wymykał się na spotkanie z dziewczyną to było oczywiste. Z tą różnicą, że on potrafił dostać się w każde niezabezpieczone pomieszczenie nie zostając przy tym dostrzeżonym. Jego dziewczyna często miała mniej szczęścia.

— Może sam zauważyłeś coś istotnego, co umknęło Robertowi. Oby tak było naprawdę. — Po wypowiedzeniu tych słów dał chłopakowi czas na zastanowienie się nad tym, czy faktycznie nie zauważył czegoś istotnego, czegoś co umknęło jego bratu. Powinni prosić Merlina o to, aby jakikolwiek Auror nie uznał ich za faktycznych podejrzanych i nie pociągnął ich do odpowiedzialności za czyn, którego tak naprawdę nie popełnili. Nie wiedząc wszystkiego nie będzie w stanie spróbować im pomóc wybrnąć z tych tarapatów.

— Jakbyś sobie coś przypomniał to przyjdź do mnie. — Powiedział po chwili. Po chwili odwrócił się na pięcie i zaczął kierować się w stronę przeszklonych drzwi tarasu, prowadzących do wnętrza posiadłości. Pozostawił Mulcibera samego sobie.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#9
29.09.2024, 11:42  ✶  

W tym momencie Chester był naprawdę straszny. Nie chciał po dobroci zapomnieć o sprawie. Tej małej niewinnej kradzieży, w której Richard chciał spróbować czegoś nowego. Czegoś dla nieletnich zakazanego. Czy nie lepiej jak sięgnie po papierosy niż alkohol czy inne prochy? Miał trudne dzieciństwo. Ojciec go bił! Dlaczego jego Chester nie aresztuje? Nie zrobi tego, gdyż Richard odwagi nie miał aby przyznać się otwarcie komukolwiek, jaka krzywda się mu dzieje. Nie miał odwagi donosić na ojca, aby mówić o nim publicznie źle.

Słysząc zapewnienie, z którego wynikało że Rookwood, nie pozostawi tej sprawy i powie jego ojcu, sprawiło że Richard pobladł. Jakby wiedział, co go czeka. Ale, może do przyjazdu rodziców, Chester o tej sprawie zapomni?

Auror był nieugięty. A kiedy wspomniał o całowaniu z dziewczyną, mina Richarda zmieniła się na takie "blee, ohyda", całowanie z dziewczyną jakoś go odrzucało. W przyszłości może inaczej na to spojrzy.

Nie udało się także zmieniać temat, aby przestać gadać o incydencie w szkole, dotyczącym zabójstwa Marty Warren. W dodatku Richard dostał mocne ostrzeżenie na temat ukrywania zbrodni, jeżeli coś faktycznie wiedział, widział, brał udział. Tak, jest młody i głupi. Od teraz wiedział, że będzie musiał uważać, co i komu mówi. Te słowa sprawiły, że Richard zamilkł, zaciskając usta w wąską linię. Wpadł? Mógł nie mówić otwarcie, jak bardzo cieszy go śmierć Warrenowej.

- Nie zauważyłem.
Odparł z przekonaniem. Skoro Robert powiedział wszystko, on nie będzie niczego dodawał. Musi z bratem o tym porozmawiać. I na całe szczęście, Rookwood odpuścił mu już. Zostawiając go na tym tarasie. Kiedy zniknął, Richard poczuł tak głęboką ulgę, że aż usiadł na zimnej posadzce i łapał powietrze. Ulga i jednocześnie strach. Strach przed rodzicem, który go na pewno spierze. Zleje w dupę i jeszcze wyprawi mu jakieś kazania. Nie miał też pojęcia, jak wiele z tej rozmowy Chester powie jego rodzicielowi. Pozbierał się i udał w poszukiwanie brata, aby z nim porozmawiać. Jedynej osoby, jakiej może ufać.

Ze śmiercią Marty Warren nie miał nic wspólnego. Wiedział tyle samo co jego brat Robert. Sam też w nocy przebywał na korytarzu, ale kiedy usłyszał krzyk i dostrzegł w oddali ruch w kierunku damskiej łazienki, schował się we wnęce, obserwując z ukrycia kto wchodził, albo wychodził. Może i był głupi, jeżeli chodzi o okradanie kogoś, to jednak nie na tyle, aby mieszać się do czyjegoś zabójstwa.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Chester Rookwood (1958), Richard Mulciber (2537)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa