Blondynka przyszła o kwadrans wcześniej, tak jak ostatnio. Tak jak poprzednio zamówiła kieliszek białego wina, ale wstrzymała się z zamawianiem jedzenia. Nie była pewna, czy Richard będzie chciał omawiać interesy przy posiłku. A zamówić zawsze mogła na wynos. Poza tym nie wypadało jeść takich ilości, na które miała ochotę, w miejscu publicznym. Dzisiaj ubrała się podobnie, co 2 lipca. W jasne kolory, przyjemnie współgrające z jej karnacją i blond włosami, które postanowiła upiąć w pozornie niedbały kok. Tak naprawdę jednak każda kobieta wiedziała, że stworzenie go wymagało nieraz więcej pracy i czasu, niż innej, z pozoru trudniejszej fryzury. Biała, zwiewna koszula była rozpięta pod szyją i tworzyła niewielki dekolt - na tyle niewielki, że dawał swobodę ruchów, ale jednocześnie nikt nie mógłby w niego zajrzeć nawet gdyby chciał. Do tego jasnobłękitne spodnie, czarna marynarka, która aktualnie wisiała na wieszaku na ścianie. Niewielką torebkę na złotym łańcuszku Camille przewiesiła przez oparcie krzesła. Dzisiaj jej szyję zdobił złoty łańcuszek z zakończoną celebrytką w kształcie serca, a na lewej ręce pobrzękiwał zegarek w podobnym kolorze. Kolczyków zdecydowała się nie zakładać. Co za dużo, to niezdrowo.
Zastanawiające było to, że to było już ich drugie spotkanie, a Delacour znowu widziana była z winem. Chociaż gdyby Richard chciał odrobić zadanie domowe, to pewnie nie byłby zaskoczony tym widokiem. Podobnie jak wysoką torebką prezentową, spoczywającą pionowo na stole. Och, prezent. Dla niego!