Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I
1 lipca 1972, ranek
Robert & Stanley
Nie zdołał przespać ostatniej nocy. Przez kilka godzin wpatrywał się w sufit. Kilka kolejnych poświęcił na lekturę książki. Sporo kręcił się ponadto po mieszkaniu. Udało mu się przestraszyć domową skrzatkę, Selar. Około 4 rano, uznał że skoro snu już raczej nie doświadczy, to równie dobrze może znaleźć dla siebie jakieś zajęcie. Swoje kroki skierował do pracowni, gdzie dokończył prace nad najnowszą partią świec. Zajęło mu to trochę ponad dwie godziny. Efekty były dość zadowalające. Obiecujące. Wszystko starannie zapakował. Zamierzał dostarczyć do sklepu.
Wizyta na Nokturnie o tak wczesnej godzinie nie wiązała się z najprzyjemniejszymi wspomnieniami. O pewnych sprawach starał się jednak nie myśleć. Całą swoją uwagę skoncentrował na tym, co go tutaj sprowadziło. Na zajęciu się sklepem. Na starannym ułożeniu na półkach tych kilkudziesięciu nowych świec. Równiutko. Od linijeczki. Dbając o to, żeby odpowiednio się prezentowały. Dopiero kiedy z tym skończył udał się na tyły. Prosto do niewielkiego gabinetu. Zamierzał zapalić. Może się przy okazji też czegoś napić? Zamiast tego natrafił na pozostawioną na biurko notkę. Krótką, za to treściwą wiadomość.
Doprowadziło to do zmiany wcześniejszych planów.
Pewne informacje po prostu posiadał. O innych ludziach. O członkach organizacji. Stanley, jako ktoś kto w pewnym momencie znalazł się na orbicie jego zainteresowań, prześwietlony został dość dokładnie. Dlatego też dotarcie pod właściwy adres nie stanowiło problemu. Większego? Żadnego. Na Horyzontalną dostał się przy pomocy teleportacji, kolejne metry, pokonał zaś pieszo. Korzystając z całkiem przyjemnej pogody. O tak wczesnej porze było ciepło, ale nie gorąco. Prawdziwie komfortowo.
Kolejne minuty upłynęły, nim wreszcie zjawił się u celu. Szedł niezbyt szybko. Tempem powiedzieć można, iż prawdziwie spacerowym. Dając sobie czas na przemyślenie pewnych kwestii. Ich przeanalizowanie. Zatrzymując się przed właściwymi drzwiami, głośno zapukał. Niezapowiedziany, być może nieoczekiwany przez Stanleya, czekał aż ten otworzy drzwi. I poświęci mu co najmniej tych kilkanaście minut, które potrzebne były na złożenie wyjaśnień. Na wytłumaczenie się. Co konkretnie poszło nie tak? Jak bardzo to wszystko pierdolnęło? Jak duże Borgin mógł mieć problemy?
Że też musiało do tego dojść...
Kiedy drzwi stanęły przed nim otworem, nie tracił czasu. Po prostu wszedł do środka. Bez dzień dobry. Bez pytania o to, jak Stanley się trzymał. Tylko czy ktokolwiek czegoś takiego mógł oczekiwać od Roberta Mulcibera? Chyba jedynie skończony idiota.
- Pierw przygotuj herbatę, później mi wszystko wyjaśnisz. - padło z jego strony, kiedy z pewną ciekawością rozglądał się po wnętrzu. Zupełnie obcym, bo przecież nigdy dotąd nie miał okazji się tu znaleźć. Nie miał też takiej potrzeby. Nie bez przyczyny z ludźmi spotykał się przede wszystkim we własnym domu lub sklepie. W swojej piaskownicy. Dzięki temu czuł się bardziej komfortowo. Czuł, że nad wszystkim panuje. Teraz jednak tego rodzaju poczucie potrzebne było najpewniej komuś innemu.