17.07.2024, 22:26 ✶
07.08.1972
Park St. James
Park St. James
Może trochę dramatyzowała. Może. A jednak nadal czuła się jak najgorsze gówno. Okej, starała się. Naprawdę próbowała trochę zapomnieć o tej całej sytuacji w Windermere, wczoraj nawet udało jej się zrobić coś produktywnego, odwiedzić Dolinę i… I nie odpuszczała jej myśl, że miała to przecież do cholery zrobić z Cedriciem.
Nie wiedziała czemu nagle, w przeciągu tak naprawdę kilku dni ta uparta panda stała się dość sporą częścią jej życia.
Owszem, lubiła go. Na wiele sposobów. Ale tak naprawdę nie znali się tak dobrze, Cedric nie wiedział o niej większości gówna, które się za nią ciągnęło, ona tak naprawdę także nie zdążyła poznać go aż tak dobrze…
A jednak siedziała po raz kolejny z flaszką przy nodze, siedząc na tej cholernej ławce w parku, czekając chyba na objawienie, bo wątpiła, że spotka tu akurat tą osobę, z którą relację tak ładnie spieprzyła.
Nie potrafiła sobie wybaczyć swojej cholernej głupoty i tej całej paranoi, która wtedy ją dopadła. A jednocześnie nie wiedziała, czy powinna to jednak naprawiać. Z jednej strony - wiedziała, że będzie żałować, jeśli nie spróbuje, z drugiej - nadal kręciło się w jej głowie przeświadczenie, że nie mogła wnieść do życia Cedrica nic dobrego. Miała zbyt wiele problemów, z cholernym Dante na czele, który pewnie tym razem nie miał odpuścić tak łatwo.
W sumie gdyby dopadł ją teraz, nawet nie wiedziała, czy chciałoby się jej bronić. Może powinna przyjąć utopienie w Tamizie na klatę? Byłoby po problemie.
Westchnęła na tą myśl, sięgając po butelkę, którą transmutowała tak, że wyglądała jak niewinna butelka wody. Tylko w środku wcale nie było wody.
Powoli nie wiedziała co ze sobą zrobić, a pozostawanie pod wpływem sprawiało, że miała na wszystko przynajmniej bardziej wywalone. A przynajmniej tak sobie wmawiała, bo wcale nie analizowała znów całej sytuacji po raz trzysetny chyba w ciągu tygodnia, starając się znaleźć wytłumaczenie, dlaczego tak się wtedy zachowała. Dlaczego musiała wszystko rozjebać.
I pewnie spędziłaby tu czas do późnego wieczora, roztkliwiając się nad sobą, gdyby nie znajoma, dawno nie widziana twarz. Cholera, sporo powrotów do przeszłości ostatnio przeżywała. Było to na tyle dziwne, że pewnie powinna to również przeanalizować, w tej chwili jednak jej się kompletnie nie chciało.
- Max?! - krzyknęła do znajomej sylwetki, mając nadzieję, że to nie jakieś zwidy. - Jak ja cię dawno widziałam! Zresztą, ostatni list dostałam z dwa miesiące temu, więc wieści od ciebie też nie miałam zbyt wielu, co niezwykle rani moje biedne serduszko. - Mimo reprymendy uśmiechnęła się szeroko, odkładając butelkę znów na ziemię.