Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Droga z kuchni do sypialni Yaxleyówny nie była daleka. Na szczęście. Chciała się w niej znaleźć jak najszybciej. Szczególnie, że tym razem poczuła nadzieję na to, że to nie jest chwilowa zmiana. W końcu powiedział jej, że chce tego samego, może nie dosłownie... Ale mogła sobie chyba co nieco do tego dopisać, czyż nie. Nie mieli być już przyjaciółmi, po raz kolejny mieli to za sobą. Udało im się znowu wyjść z tych norm, które sobie narzucili. Tym razem jednak trwało to zdecydowanie mniej czasu. Bardzo dobrze, pamiętała jak ostatnio się męczyła w tej relacji. Nigdy nie chciała być tylko i wyłącznie jego przyjaciółką, czy jeszcze gorzej zupełnie neutralną sojuszniczką. Nie mogła mieć pewności, że nie wrócą do rozmów na temat tego, dlaczego nie mieli tego znowu robić, liczyła gdzieś w głębi na to, że w końcu ustalili wspólną wersję. Tak, nie mogło być inaczej.
Nim wyszli z kuchni splotła swoje palce z jego, jakby bała się, że mógłby się rozmyślić, chociaż przecież nie miała ku temu żadnych podstaw. Jasno się określił, w końcu. Niby mogła zwalić to na zmęczenie, podważać klarowność jego decyzji, ale nie chciała tego robić, nie kiedy w końcu zamierzał odpuścić. Czekała na to.
Nie przejmowała się tym, że nie są w mieszkaniu sami. Astaroth i tak najpewniej zażył kolejną dawkę eliksirów nasennych i nie podniesie się z łóżka przez kolejne kilka godzin, zresztą oni też mieli zamiar odpocząć. Wszystko w swoim czasie.
Roise dawno nie był u niej w sypialni, kiedyś tutaj mieszkał, teraz trochę czuła się jak na samym początku ich znajomości, kiedy teleportowali się tutaj z plaży, aby sięgnąć po to, o czym marzyli. Zabawne, bo przecież nie brakowało im ostatnio tych momentów bliskości, tyle, że teraz nie czuła, że to ich koniec, bardziej zakładała nowy początek? Może nieco na wyrost, nie sądziła jednak, że się rozczaruje, wydawało jej się bowiem, że w końcu doszli do jakiegoś konsensusu. Kosztowało ich to sporo rozdrapanych ran, żalu, gniewu, złości, ale wreszcie im się udało - to było dla niej najbardziej istotne.
Gdy znaleźli się przed drzwiami do sypialni Yaxleyówny musiała wypuścić jego dłoń, aby uruchomić przekładnię, która znajdowała się na drzwiach, prezent, który zrobiła jej Florence, dzięki temu nie musiała się martwić, że ktoś postanowi wleźć do jedynego pomieszczenia w tym mieszkaniu, które należało tylko i wyłącznie do niej.
W końcu otworzyła drzwi, weszła do środka i czekała, aż Roise zrobi to samo. Mogli zamknąć się teraz z dala od całego świata, nie musieli się martwić, że ktoś im przeszkodzi.
Pomieszczenie nie zmieniło się specjalnie przez te półtora roku, wyjątkowo było tutaj naprawdę czysto, jakby nikt nie bywał w tej sypialni przez ostatni czas. W sumie pewnie dlatego, że dokładnie tak było - Yaxleyówna wróciła do mieszkania dopiero wczoraj. Niewielka warstwa kurzu znajdowała się na wszystkich meblach, ale również na kartonie chujoświeczek, które stały w kartonie przy ścianie. Powinna była coś z tym zrobić, ale tak naprawdę nie miała czasu jakoś szczególnie się tym zainteresować. Gdy znaleźli się w środku ponownie splotła swoje palce z palcami Ambroisa, przez chwilę wpatrywała się w ich dłonie, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Tak, w końcu to osiągnęli.
Zupełnie bez słowa, pociągnęła go w stronę łóżka, przecież po to się tutaj znaleźli. Mieli odpocząć, czyż nie, zamierzała trzymać się tego planu, który ustalili będąc na zewnątrz, a jakże by inaczej.