Nic nadzwyczajnego w Walii, a zabezpieczanie niektórych części wykopalisk przed warunkami pogodowymi stało się już swego rodzaju rutyną, ale teraz pogoda zmieniła się nagle, ledwo po tym jak ekipa, pracująca w części wioski wciąż pochłoniętej przez ziemię, dogrzebała się w pobliżu murów do czegoś potencjalnie obiecującego. Cathal został wyciągnięty z podziemnych pracowni Augustusa ze względu na zabezpieczające znalezisko pieczęcie, i gdy szedł przez wioskę, wytyczonym starannie za pomocą taśm szlakiem – wyznaczającym miejsca, na których nie było już na pewno pułapek, klątw i na których raczej nie zadeptasz przypadkiem jakiegoś szkieletu albo cennych znalezisk – trwała tam już gorączkowa krzątanina. Ktoś rzucał zaklęcia, ktoś rozwijał płachty, ktoś inny zabezpieczał brzegi rumowiska, powstałego świeżo podczas wykopków, by przypadkiem deszcz czegoś nie zmył i uszkodził znaleziska.
Cathal powinien być podekscytowany, ale myślał głównie o tym, jak bardzo chce się mu palić. Nie mógł sięgać po tytoń na samym obszarze wioski, a ściągnęli go akurat, kiedy zamierzał zrobić sobie przerwę na papierosa. Poza tym w głowie wciąż i wciąż odtwarzał runy, które pokrywały jedną ze ścian w podziemiach, i ten obraz, pojawiający się pod jego powiekami ilekroć zamknął oczy, prawie doprowadzał go do szaleństwa.
Nie miały żadnego sensu.
Musiały mieć jakiś sens.
Musiał odkryć, jaki mając sens.
Niektóre z nich przypominały te, które znaleźli w wiosce, „wskazanej” przez Cassandrę…
Myśli plątały się, niespokojne, tysiące run i pieczęci tańczyły Shafiqowi przed oczyma, tak że w pierwszej chwili nie zwrócił nawet uwagi na Timmy’ego Tima, który zajmował się głównie ostrożnym wydobywaniem fragmentów ruin spod piasku.
– Ziemia do Shafiqa! – zawołał, trącając go w ramię. – Na mój gust dobijamy się do miejsca, gdzie była brama w tych murach, a to znaczy, że może tam być coś paskudnego.
Czy coś się dzieje?
1 – na razie nic
2 – coś wybucha i robi krzywdę komuś z pracowników
3 – któremuś pracownikowi odbija