• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [01.09.72] Deszcz nad Walią

[01.09.72] Deszcz nad Walią
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
09.04.2025, 09:07  ✶  
Zbierało się na deszcz.
Nic nadzwyczajnego w Walii, a zabezpieczanie niektórych części wykopalisk przed warunkami pogodowymi stało się już swego rodzaju rutyną, ale teraz pogoda zmieniła się nagle, ledwo po tym jak ekipa, pracująca w części wioski wciąż pochłoniętej przez ziemię, dogrzebała się w pobliżu murów do czegoś potencjalnie obiecującego. Cathal został wyciągnięty z podziemnych pracowni Augustusa ze względu na zabezpieczające znalezisko pieczęcie, i gdy szedł przez wioskę, wytyczonym starannie za pomocą taśm szlakiem – wyznaczającym miejsca, na których nie było już na pewno pułapek, klątw i na których raczej nie zadeptasz przypadkiem jakiegoś szkieletu albo cennych znalezisk – trwała tam już gorączkowa krzątanina. Ktoś rzucał zaklęcia, ktoś rozwijał płachty, ktoś inny zabezpieczał brzegi rumowiska, powstałego świeżo podczas wykopków, by przypadkiem deszcz czegoś nie zmył i uszkodził znaleziska.
Cathal powinien być podekscytowany, ale myślał głównie o tym, jak bardzo chce się mu palić. Nie mógł sięgać po tytoń na samym obszarze wioski, a ściągnęli go akurat, kiedy zamierzał zrobić sobie przerwę na papierosa. Poza tym w głowie wciąż i wciąż odtwarzał runy, które pokrywały jedną ze ścian w podziemiach, i ten obraz, pojawiający się pod jego powiekami ilekroć zamknął oczy, prawie doprowadzał go do szaleństwa.
Nie miały żadnego sensu.
Musiały mieć jakiś sens.
Musiał odkryć, jaki mając sens.
Niektóre z nich przypominały te, które znaleźli w wiosce, „wskazanej” przez Cassandrę…
Myśli plątały się, niespokojne, tysiące run i pieczęci tańczyły Shafiqowi przed oczyma, tak że w pierwszej chwili nie zwrócił nawet uwagi na Timmy’ego Tima, który zajmował się głównie ostrożnym wydobywaniem fragmentów ruin spod piasku.
– Ziemia do Shafiqa! – zawołał, trącając go w ramię. – Na mój gust dobijamy się do miejsca, gdzie była brama w tych murach, a to znaczy, że może tam być coś paskudnego.


Czy coś się dzieje?
1 – na razie nic
2 – coś wybucha i robi krzywdę komuś z pracowników
3 – któremuś pracownikowi odbija

Rzut 1d3 - 2
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
10.04.2025, 18:53  ✶  

Deszcz to nieszczególnie było zjawisko, które Guinevere ukochała. Przez te kilka miesięcy, w których mieszkała w Anglii, zdążyła już zauważyć, że na Wyspach Brytyjskich deszcz, albo szare, ciężkie chmury i spora wilgotność, to była standardowa pogoda. Kiedy rzeczywiście na dłuższy czas wychodziło słońce – o to było wtedy święto lasu. Rozumiała już czemu Anglicy są tacy sztywni: najwyraźniej mieli niedobór promieni słonecznych, nawet jeśli przebywali na dworze, a nie w smutnych podziemiach Ministerstwa Magii. Wilgotność niespecjalnie jej przeszkadzała, bo w delcie Nilu bywała nawet jeszcze wyższa, tyle tylko, że i temperatury bywały tam odpowiednie, by nie marznąć. W Anglii zaś Ginny potrafiła odczuwać gęsią skórkę i to wcale nie ze względu na podniecenie, a chłód.

Ślęczała właśnie w głównym namiocie nad starym tekstem, próbując przepisać go i przerysować dziwne rysuneczki, tworząc kopię, by nie musieli pracować na oryginale, którego nikt nie chciał ubrudzić, ani – tym bardziej – zniszczyć, kiedy jeden z pracowników działający przy murach, wparował do środka wcale nie szukając Shafiqa. Dobrze wiedzieli, że Cathal siedzi obecnie pod ziemią i że lepiej mu nie przeszkadzać, jeśli to nic pilnego – ale jakież było jej zdziwienie, gdy usłyszała, że szukają właśnie jej. Nell, jak się okazało, była zajęta czymś innym, a skoro dokopali się do czegoś, a takie rzeczy bywały przewrotne, to woleli mieć uzdrowiciela pod ręką.

McGonagall ostrożnie odłożyła swoje przybory, za pomocą których wykonywała kopię, zabezpieczyła oryginalny pergamin i dopiero, gdy upewniła się, że wszystko jest jak należy, była gotowa, by wyjść. Na terenie obozu, jeśli zamierzała być gdzieś na dłużej, to zabierała też swoje narzędzia medyczne i nie inaczej było tym razem – pojawiła się więc na miejscu prac ze swoją drewnianą skrzynką, którą zabierała, gdy gdzieś z kimś szła.

Usłyszała końcówkę słów Tima i sama uśmiechnęła się pod nosem.

– W końcu ktoś cię skutecznie wyciągnął spod ziemi. Może częściej trzeba zwoływać akcje pod tytułem „chyba mamy tu coś ciekawego”, bo niedługo zapomnisz, jak wygląda słońce – rzuciła do Shafiqa w ramach przywitania i uśmiechnęła się ciepło do Timmy’ego, do którego się zresztą zwróciła: – Co tu mamy? Aż tak się boicie, że coś wybuchnie, że mnie też odciągacie od pracy? – to była już zwyczajowa zaczepka ze strony Ginny, która tak naprawdę nie miała nic przeciwko rozprostowaniu kości. Zresztą… była przecież uzdrowicielem i to była jej główna funkcja, to że miała też inne umiejętności, to był tylko bonus. Mrugnęła zresztą do mężczyzny, dając znać, że to tylko taki nieszkodliwy żarcik… zupełnie nieświadoma słów, które wypowiedziała i jaki ciężar będą ze sobą niosły.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
11.04.2025, 09:43  ✶  
– Brama? – powtórzył Cathal, takim tonem, jakby w pierwszej chwili nie zrozumiał, o czym mowa i w ogóle pierwszy raz w życiu słyszał to słowo. Zaraz jednak potrząsnął głową, próbując wyrwać się z nieprzyjemnego stanu rozproszenia, czy może raczej: nadmiernego skupienia na sprawach, które nie obejmowały „tu i teraz”. Odruchowo sięgnął do kieszeni i niemal natychmiast cofnął dłoń, bo palenie tutaj było zakazane.
Brama, w porządku. Nie będzie tam raczej jakichś nadzwyczajnych znalezisk – nie takich, jak w podziemiach – ale biorąc pod uwagę, jak mocno Blackwoodowie chcieli utrzymać wszystkich mieszkańców w wiosce, faktycznie pieczęcie i runy, na jakie się natknęli, mogły być niebezpieczne.
– Po trzecim razie, kiedy to „coś ciekawego” nie będzie dość ciekawe, to przestanie działać – powiedział, zwracając spojrzenie na Guinevere. Jasne oczy odzyskały zwykły, skupiony wyraz. Potarł odruchowo policzek, pokryty jasnym zarostem: nie ogolił się ani dzisiaj, ani wczoraj, zbyt zafiksowany na swojej pracy. Jego ubranie było wymięte i nie jadł dzisiaj obiadu, nie dlatego, że zapomniał – Cathal w końcu nie zapominał – a dlatego, że w ogóle o jedzeniu nie pomyślał. Rzeczywiście, w tym tygodniu rzadko wychodził z podziemi, z uporem godnym maniaka szukając znaczeń znaków, podobnych, ale nie identycznych do tych, jakimi posługiwali się znani mu czarodzieje. Tańczyły mu przed oczami, gdy próbował zasnąć, i wracały w samych snach. – Słońca tu i tak nie uświadczę – mruknął jeszcze, zadzierając głowę i przez moment wodząc spojrzeniem po niebie.
Kropla deszczu uderzyła go prosto w nos.
– Hej, jak rozbrajaliśmy wyrwę w murze, mam w notatkach… dwie klątwy, kilka pułapek, z czego dwie ciągle świetnie działały i krąg pieczęci – powiedział Timmy Tim do Ginny, wzruszając ramionami. – Nie wspominając o tym wkurwiającym duchu, który wciąż tam łazi. Cholera wie, co jest przy bra…
Nie dokończył.
Może był to przebłysk jasnowidzenia przodków, a może tylko przypadek, ale Guinevere „wykrakała” z tym całym wybuchaniem.
Rozległ się huk, ziemia zawibrowała, ktoś krzyknął – a potem pierwszemu krzykowi zawtórował kolejny. Cathal zamarł na moment, jakby próbując ogarnąć, co się dzieje, zanim po kilku sekundach zawieszenia rzucił się pędem w stronę źródła dźwięków.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
12.04.2025, 16:38  ✶  

Uważne spojrzenie jasnobrązowych oczu spoczęło na Cathalu. Zauważyła, że się nie golił, że ubrania miał pogniecione i jak znała życie, to pewnie zapominał też o jedzeniu – i zrobiła sobie mentalną notatkę, że najpewniej trzeba zacząć schodzić do tych jego podziemi i mu trochę przeszkadzać, bo jeszcze trochę i zapomni też o oddychaniu, a tego przecież nikt tutaj nie chciał. A na pewno nie chciała ona. To znaczy, zakładając, że Cal był w stanie o czymś zapomnieć, ale wiedziała, że nie. Że jego mózg jest w ciągłym biegu, że czasami Shafiq jest wręcz przez te wszystkie wspomnienia i myśli przebodźcowany do granic.

– To postaramy się, żeby zawsze było wystarczająco ciekawe – zaczepiła go jakże niewinnie. – Poza tym i tak byś nie wytrzymał z ciekawości, bo może przegapiłbyś coś ważnego… – może tym razem akurat rzeczywiście byłoby to coś ważnego. Znali się już przecież trochę – i nie był to też pierwszy raz, kiedy Ginewra zaczepiała Cathala w tym swoim stylu. Nie od dzisiaj wiadomo jednak, że kto się czubi, ten się lubi, a Egipcjanka, gdy czuła się komfortowo w czyimś towarzystwie, to nie szczędziła sobie takich zaczepek. – Jak to nie? Przecież właśnie stoi przed tobą – bo słońca na niebie nie było widać, to fakt, ale ktoś kiedyś powiedział Guinevere, że gdyby słońce miało ludzką formę, to byłaby jak ona – uśmiechnięta, ciepła i czuła dla ludzi ją otaczających. Zawsze ją bolało, gdy ktoś cierpiał, starała się zrozumieć, pomóc na ile potrafiła, choćby podeprzeć na duchu tym dobrym słowem.

– Tim, żartuję sobie tylko – wtrąciła mu się, nim mężczyzna zaczął wymieniać dalsze problemy jakie mieli na obszarze wioski, bo najwyraźniej nie załapał, że tylko się z nim nieszkodliwie drażniła. Zawsze lepiej było mieć uzdrowiciela pod ręką pry takich akcjach, zwłaszcza, że już się przekonali, że Blackwood był bardzo skrupulatny i nieprzewidywalny, a wioska przecie ostała niszczona. Kto wie jakich zabezpieczeń użyto na poszczególnych fragmentach?

Fakt, cholera wie, co jest przy bra… - Tim nie dokończył i myśl Ginny też została raptownie urwała, słysząc huk, a potem dziwne drżenie ziemi. Uśmieszek, który do tej pory miała na ustach bardzo szybko zniknął i miała wrażenie, że serce jej się na moment zatrzymało.

– Khara – zaklęła po arabsku, nim sama wydobyła różdżkę z kieszeni i pobiegła przed siebie, tuż za Calem, w drodze zmieniając swoje jasnobrązowe oczy w złote o pionowych źrenicach, by lepiej widzieć to, co się dzieje. I gotowa była zepchnąć Cathala z drogi, gdyby zobaczyła, że coś mu grozi.


Percepcja
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
13.04.2025, 12:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2025, 12:44 przez Cathal Shafiq.)  
Rzucam sobie pod edycję: Jak jest źle?
Rzut 1d100 - 83


Uśmiech przemknął przez usta Cathala, krótki i ledwo dostrzegalny.
– Trudno mnie zaciekawić, Ginny – stwierdził, wsuwając dłonie do kieszeni lekkiej kurtki, i obracając w palcach paczkę papierosów, której absolutnie – nie – mógł – tutaj – wyciągnąć. Przykucie uwagi Shafiqa było trudne: utrzymanie tej jeszcze trudniejsze. Początkowo nawet złościł się, że trafił w ogóle do Walii, ale na badania, które naprawdę chciał przeprowadzić, nie miał jeszcze finansowania, a ciotka pchała go rękami i nogami, by zajął się tym miejscem – pewnie po części po to, by w ogóle zatrzymać go po latach na Wyspach Brytyjskich.
Ostatecznie nie żałował, ale jednak to nie tak, że natrafiali tu codziennie na coś aż tak intrygującego.
– Oślepiająca i mordercza, jeśli zbliżyć się za bardzo? – spytał, z typową dla siebie złośliwością. Tim za to przewrócił oczami, mamrocąc coś pod nosem, że z nimi to nigdy nie wiadomo tak naprawdę, i nawet zaczął coś o tym, że teraz przynajmniej jedna wiedźma ubyła, ale zaraz zamilkł, nie chcąc pewnie przypominać Cathalowi o wielkiej kłótni z Letą Crouch – jakby mógł zapomnieć.
Zmierzył go nawet morderczym spojrzeniem, ale wybuch dość skutecznie odwrócił jego uwagę.
Nie potrzeba było nadzwyczajnej spostrzegawczości, aby zorientować się, że jest źle, ledwo minęli resztki kamiennej ściany, niedawno odkopanej spod ziemi, i to mimo tego, że pył i dziwny, szary dym, unosiły się w powietrzu, ograniczając widoczność. Cokolwiek uruchomiła ekipa – jakąś starą pułapkę, barierę pieczęci, artefakt czy może klątwę – nie skończyło się to dobrze. Ziemia osunęła się, częściowo zakopując dół, i osuwała się dalej, w miarę jak jeden z pracowników usiłował się wydostać. Płachta, rozciągnięta w pobliżu, zajęła się ogniem, a gdzieś z pobliża miejsca, gdzie odkopywano resztki murów – i gdzie zapewne znajdować się miała brama – dobiegał czyjś wrzask, ale pył sprawiał, że nie mogli dojrzeć, co się dzieje.
Cathal zaklął głośno po rosyjsku, jednocześnie wydobywając z kieszeni… paczkę papierosów. Zaklął jeszcze głośniej, wypuścił ją z dłoni i tym razem złapał za różdżkę. Zasadniczo to wszystko, co mogło pójść źle, poszło źle – i nawet nawiedziła go myśl, że może Leta na odchodne rzuciła jakąś klątwę, bo ostatnio mieli same kłopoty.
Zamiast rzucić się ratować ludzi, najpierw spróbował przywołać wiatr, by rozproszyć pył, i ocenić sytuację.
kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
15.04.2025, 21:05  ✶  

Nie wątpiła w to, że gdyby chciała, to zrobiliby tu wszystko, żeby tylko zaciekawić Cathala. Ba, stanęłaby na głowie, założyłaby się, że byłaby w stanie tego dokonać, ale wolała to zostawić na ostatnią deskę ratunku. Póki co trzeba go było wyciągać z tej jego męskiej jaskini innymi sposobami… To jednak można było odsunąć w czasie, bo jednak pojawił się tu dzisiaj; pognieciony, nieogolony i ewidentnie zmęczony, ale pojawił.

A teraz raczyli biednego Tima swoimi przekomarzankami.

– Może… – odparła i niewinnie zatrzepotała rzęsami. – Ale tylko wtedy, kiedy nie słucha się uzdrowicielskich zaleceń – o wtedy wychodził z niej ten diabełek. Ginny miała jednak dobre serce i gdyby mogła, to chciałaby pomóc wszystkim. Wiedziała jednak doskonale, że nie każdemu pomóc się da. I mimo wszystko to tez nie było tak, że zaatakowana się nie broniła, albo nie  broniłaby ludzi, na których jej zależało – jak to się działo w przypadku tej tajemniczej osoby, która podszyła się pod Nell…

Cal i Tim nie zdążyli się powymieniać tymi morderczymi spojrzeniami dotyczącymi Lety – niestety, bo te kilka sekund później Ginny oddałaby wszystko, by to na tę interakcję patrzeć. A nie biec na przełaj w kierunku bramy, przy której pracowała część ekipy, a skąd dobiegł ten okropny huk. McGonagall, nie tak wysportowana jak być może powinna, biegła za Calem, by ostatecznie zatrzymać się i ręką zakryć sobie usta i nos dość odruchowo, gdy pył i dym próbowały wedrzeć się do gardła. Zmrużyła oczy, z początku nie dostrzegając tego, czego szukała. Być może kocie oczy to był w tej chwili błąd, bo zamiast dostrzec więcej szczegółów – nastąpiło swoiste przebodźcowanie. I dopiero po chwili, gdy tak stała, dostrzegła ogień na płachcie, zobaczyła wciąż osuwającą się ziemię; usłyszeli krzyk, a panika była wyczuwalna przez każdy por odsłoniętej skóry.

Cathal przy niej zaklął po rosyjsku. Już po takim czasie zdołała się nauczyć, kiedy przeklina w obcym dla niej języku, nawet jeśli się nim nie posługiwała – w tej chwili wcale nie musiała, bo te emocje można było chłonąć. I sama rzuciłaby się na pomoc, taka zresztą była też w tym wszystkim jej rola, ale w pierwszej kolejności musiała się zorientować gdzie kto jest i kto tej pomocy potrzebuje najbardziej. Przecież się nie rozdwoi. I w czasie, kiedy Cathal przywoływał wiatr, sama spróbowała wytworzyć strumień wody i zgasić zapaloną płachtę, bo jeszcze pożaru im tutaj brakowało…


Kształtowanie – strumień wody
Rzut Z 1d100 - 43
Slaby sukces...
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
17.04.2025, 10:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2025, 10:43 przez Cathal Shafiq.)  
– Całe więc szczęście, że jestem zdrowy jak koń.
Pomijając głosy przemawiające w jego głowie, problemy z pamięcią absolutną, z którymi próbował sobie radzić dzięki eliksirowi zapomnienia z lepszym albo gorszym skutkiem, i niekiedy problemy z agresją, gdy akurat odcięto go od papierów lub czuł, że zbyt długo przebywa w jednym miejscu, zajmując się tym samym. Najbardziej na świecie nie znosił stagnacji.
Cathal lubił rosyjskie przekleństwa, i to nie dlatego, że część dzieciństwa spędził w Rosji. Miały odpowiednie brzmienie i były jego zdaniem dużo bardziej dobitne niż te angielskie. Poza tym nikt nie oburzał się na jego język – póki oczywiście się nie zapomniał i nie zaklął przy ciotce, która wtedy uprzejmie i stanowczo dawała mu znać, co myśli o posługiwaniu się takim słownictwem.
Podmuch wyczarowany przez Cathala otoczył ich, zmierzwił jasne włosy Shafiqa, sprawił, że ciemne kosmyki Ginny zatańczyły w powietrzu. Cathal zakasłał, przysłaniając usta, ale pył został zwiany na boki, mniej więcej w tej samej chwili, w której strumień wody trysnąć z różdżki czarownicy i przygasił nieco płomienie – w samą porę, bo zaklęcie Shafiqa pozwoliło im lepiej zorientować się w sytuacji, za to mogło podsycić ogień.
Jeden z pracowników dość bezskutecznie próbował wygrzebać się z dziury, bo osypująca się ziemia zgarnęła go z powrotem. Wyglądało na to, że ktoś był też na dnie, przysypany tak, że ledwo było go widać… a może to były tylko jakieś materiały, które z góry wyglądały na człowieka? Coś błyszczało w głębi, w pobliżu murów, i ktoś tam leżał – prawdopodobnie to ta osoba wcześniej wrzeszczała. Biorąc pod uwagę, że on akurat nie był przysypany, a leżał, prawdopodobnie był ranny lub oberwał jakimś zaklęciem.
Cathal przez trzy czy cztery sekundy nie robił niczego – mogło to równie dobrze w jego przypadku wynikać z zawahania, jak i tego, że musiał zmusić mózg do zaczepienia się w teraźniejszości i działania – a potem rzucił się w stronę błysków. Wspominali o jakichś runach i pieczęciach, a jeżeli uszkodzono tutaj jakiś krąg… sytuacja mogła się pogorszyć.
Oczywiście, skoczenie do tej dziury nie było z jego strony ani trochę mądre. Nie dlatego, że była bardzo głęboka (bo aż tak głęboka nie była), a dlatego, że równie dobrze mogło chodzić o jakieś pułapki albo klątwy.

af, czy wyjebię się na pysk
Rzut Z 1d100 - 34
Akcja nieudana


Pechowo dla niego, naruszona wcześniej wybuchem ziemia, nie była stabilna, i gdy usiłował zsunąć się po niej do środka, dosłownie uciekła mu spod nóg - sprawiając, że Shafiq w pięknym stylu poleciał do przodu, wpadając do dołu twarzą do przodu.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
01.05.2025, 14:08  ✶  

Westchnęła dość płytko, ciągle krztusząc się dymem i pyłem, kiedy z końca jej różdżki wytrysnął strumień wody. Może niezbyt pokaźny jak na jej możliwości, ale lepsze to, niż nic, zwłaszcza, że Cal czarował tutaj wiatr pozwalający im oddychać i zobaczyć coś więcej poza szaroburość przysłaniającą całą scenerię. Można powiedzieć, że zgrali się ze sobą, bo pożar przygasł, a pył opadł i teraz mogli lepiej przyjrzeć się sytuacji.

A ta nie była za ciekawa.

W głowie Ginny przez moment ziała pustka, później napłynęły wszystkie znane jej przekleństwa w różnych językach (nauczone od, jakże by inaczej, Cathala). Rozglądała się czujnie, lekko mrużąc oczy. Zauważyła osobę, próbującą się wydostać z dziury, widziała kogoś przy murach, wydawało jej się też, że ktoś jest całkowicie przysypany… chyba że to były szmaty. Cholera, nie było dobrze. McGonagall próbowała się rozeznać w tej sytuacji, by wybrać, komu powinna udzielić pomocy na samym początku i to był ten moment, w którym Cathal się ruszył. I to w stronę, w którą, jak uznała, sama powinna się udać – do nieprzysypanego, rannego pracownika, tego, który najpewniej wcześniej krzyczał. I nim sama zdążyła się ruszyć, Shafiq zeskoczył, a potem stracił równowagę.

Szlag by to wszystko – pomyślała i odwróciła się do tyłu, mając nadzieję, że Tim nie stał w miejscu jak słup soli.

– Pomóż im się wydostać – rzuciła do niego, czując, że jak ktoś zaraz nie zacznie rzucać bezpośrednich komend, to zaczną tutaj wszyscy biegać jak kurczaki z obciętą głową po placu, gdy do ciała jeszcze nie dotarło, że brakuje najważniejszej części ciała. Miała rzecz jasna na myśli osobę, która próbowała się wygrzebać z dziury, gdzie ciągle obsypywała się ziemia. I tej osobie, która była na dnie… O ile ktoś tam był. Niech dobry Horus ma ich w opiece – przebiegło jej przez myśl, nim sama zmieniła się w kota i susem, bez wahania, skoczyła w dół, licząc na to, że w tej formie będąc znacznie lżejsza, ziemia nie będzie się pod nią osuwać, nie uruchomi przypadkiem jakiejś paskudnej pułapki, i że ogólnie będzie zwinniejsza i szybsza, by przedostać się do tych błysków w głębi, tam gdzie leżał ktoś, kto nie był przysypany. Przede wszystkim należało zachować spokój.

Dopiero, gdy bezpiecznie znalazła się na dole, powróciła do swojej ludzkiej postaci.

– Cal, żyjesz? – rzuciła do niego, ale jej uwaga znajdowala się teraz przy tym leżącym. Żył, nie żył? Sprawdziła puls.


[rzut]
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
02.05.2025, 10:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.05.2025, 10:05 przez Cathal Shafiq.)  
Jeżeli chodziło o bilans obrażeń Cathala po tym upadku, to przedstawiał się on mniej więcej tak: rozbity nos, siniak na policzku, dużo piasku w ustach i bardzo, bardzo obolała męska duma. Piasek mógł wypluć, co też zrobił, ledwo uniósł się na łokciach, siniak dało się posmarować potem w zaciszu namiotu odpowiednią maścią, która sprawi, że szybko stanie się wspomnieniem, a i opatrzenie nosa nie miało wymagać wiele czasu… za to duma będzie cierpiała jeszcze przez jakiś czas.
W dodatku mógłby przysiąc, że gdzieś w jego głowie rozległ się czyjś śmiech.
Naprawdę tego nie cierpiał.
- Nie - odparł na pytanie McGonagall, całą swoją siłę woli wkładając w powstrzymanie bolesnego jęknięcia.
Zamiast tego zaklął znowu i ruszył w stronę błysków, ignorując wszystkich innych, włącznie z mężczyzną, do którego podbiegła McGonagall. Być może ten nastąpił przypadkiem na krąg pieczęci, bo jego noga wyglądała paskudnie – but był poszarpany i strach aż było pomyśleć, jak wygląda stopa, a i wyżej ciągnęły się obrażenia, kończąc dopiero na łydce. Nie tylko można by pomyśleć, że jakiś dziki zwierz go za tę nogę szarpał: problem stanowiło też to, że teraz wszystko było uwalone piaskiem, który dostał się do ran, a w niektórych miejscach należało pozbyć się fragmentów spodni… i cóż, tych butów.
– Eee… tak, jasne, jasne! – zawołał Tim, który ruszył się dopiero na polecenie kobiety. Nie był jednym z tych archeologów, o których pisało się powieści, skaczących nad przepaściami, uciekających przed przebudzonymi faraonami i zabijających tygrysy na drodze do pradawnych świątyń. Mimo żwawego charakteru, był raczej zwyczajnym historykiem, któremu osiągnięć w tej dziedzinie w połączeniu z talentem do translokacji wystarczyło akurat, aby mógł wykonywać takie prace jak powolne oczyszczanie terenu wykopalisk.
Przy tym niekiedy zdarzały się wypadki, ale raczej nie o takiej skali, zwyczajnie więc… nie wiedział, co robić.
Czarodziej wyciągnął różdżkę i machnął nią, usiłując zaklęciem poderwać pracownika, który znów zjechał na dół – być może rozproszony pięknym skokiem Cathala.

(rzucam czy Tim da radę wyciągnąć pana z dołu swoją translokacją)
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!


Czar mężczyzny, na całe szczęście, wyszedł - pracownik uniósł się w powietrze, zamachał rękoma i nogami, co wyglądało nieco komicznie, a potem padł na ziemię, już poza dołem.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#10
24.05.2025, 12:20  ✶  

Nasłuchiwała, patrząc na nieprzytomnego pracownika, oglądając w jakim jest stanie i układając sobie w głowie plan, co zrobić po kolei, żeby go ustabilizować. Żył, bo czuła jego puls pod palcami i może to dobrze, że był teraz nieprzytomny, bo widząc stan jego nogi, gdyby się tutaj wił z bólu, to byłoby jeszcze gorzej. Jak tak na to patrzyła, to szczerze uważała, że będą musieli przeprowadzić operację, by tę nogę uratować, ale nie było o tym mowy w tych warunkach. Ten plan układał się w głowie Guinevere bardzo klarownie. Trzeba będzie mu tę nogę usztywnić, a następnie wyciągnąć na zewnątrz i w spokojniejszych warunkach zająć się nim jak należy. Nie tu, gdzie było pełno piasku a i przyczyna wybuchu nie była znana…

Zerknęła jeszcze tylko w kierunku plującego piaskiem, bardzo niezadowolonego ze swojego życia w tym momencie Cathala, który odpowiedział jej w typowy dla siebie sposób – sarkastycznie. Znaczyło to dla niej ni mniej, ni więcej, że nic poważnego mu nie jest. Ostatnim razem, gdy mocno uderzył się w głowę i pytała jak ma na imię, to też odpowiadał jej tego typu bzdury.

– W takim razie obejrzę cię później – skoro nie żył, to nic się takiego nie działo… tak? Skoro miał siłę na gadanie takich rzeczy i przy tym podniósł się i przeszedł obok niej i bardzo rannego Liama. – Muszę go stąd zabrać, jest źle – rzuciła jeszcze, żeby Shafiq miał świadomość na czym tutaj… stoją.

Zanotowała, że Tim zajął się pomaganiem temu pracownikowi, który utknął w dole i nie potrafił się sam wydostać i że chyba nawet mu to wyszło, a to znaczyło, że można się było przestać martwić kolejną osobą.

Pośpiesznie otworzyła swoją skrzyneczkę i w pierwszej kolejności wyciągnęła fiolkę eliksiru wzmacniającego, po czym lekko odwróciła jego głowę i otworzyła mu usta, by wlać dokładnie trzy krople. Te powinny się powoli przesączać do jego organizmu, dając mu trochę więcej czasu, no i się przy tym nie zadławi. Zaraz fiolkę odłożyła i wyciągnęła dwa patyczki, które zamierzała transmutować w dłuższe i grubsze kawałki, jakimi chciała zrobić zabezpieczenie ranionej nogi kolegi przy pomocy bandaży, które akurat w swoim arsenale miała.


Transmutacja ◉◉◉◉○ – powiększenie patyczków
Rzut PO 1d100 - 45
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (3344), Guinevere McGonagall (3726)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa