Z powodów losowych dzisiejszego dnia osobiście stawił się przed drzwiami domu Heather. Dotychczas zapraszał ją albo do banku Gringrotta - jego głównego miejsca pracy - albo do posiadłości Flintów gdzie miał swój kąt, gdzie nikt nie mógł przeszkodzić w rozmowie. Nie zdarzyło się jeszcze aby miał pofatygować się bezpośrednio aż tutaj, do swojej klientki. Trudno jednak sklasyfikować ją w to miano skoro zajmował się łagodzeniem efektów ciążącej na niej klątwy. Wyleczenie jej wciąż nie było możliwe. Z tego co się dowiedział... ale o tym mógł opowiedzieć Heather osobiście. Co nieco odkrył i żałował, że nie są to wieści przez nią upragnione.
Kilkukrotnie zapukał do drzwi jej mieszkania, mając nadzieję, że dziewczyna otworzy mu osobiście. Rozmawianie z jej rodzicami przysparzało mu trochę stresu. Im mniej osób w jego towarzystwie tym pewniej się czuł. Trzy osoby to już zdecydowanie za dużo aby mógł się w pełni skoncentrować. W dłoni dzierżył niedużą czarną walizeczkę, w której oprócz standardowego wyposażenia Łamacza Klątw znajdowało się ubranie na przebranie. Sophia zrobiła mu psikusa i wcisnęła do środka strój kąpielowy, sugerując, że w razie czego będzie mógł popływać z Heather. To wpędzało go w zakłopotanie jednak w Sophie nie wywoływało to poczucia winy. Nie wyjął tego stroju kąpielowego bo wiedział, że to sprowokowałoby ją do jeszcze gorszego żarciku.
- Cześć, Heather. - wyciągnął w jej stronę dłoń. Dużo wcześniej prosił o porzucenie formalności skoro widywali się już w przeróżnych sytuacjach a różnica wieku między nimi była banalna. Zerknął w kierunku podłogi w jej mieszkaniu jakby szukając śladów zalania, a dopiero po chwil omiótł wzrokiem jej twarz. Gniew wywoływał wariacje wodne w jej okolicy.
- Teleportowałem się tak szybko jak mogłem. Kto cię doprowadził do furii, że przywołałaś powódź? - choć słowa mogłyby uchodzić za żartobliwe to ton głosu Castiela był poważny. W trakcie kiedy rudowłosa miała streścić mu swój dzień, on myślami zastanawiał się na ile bezpieczne byłoby zaoferowanie dziewczynie przeniesienia bliżej portu. Tamtejsze domy były magicznie zabezpieczone przed przemoknięciem i istniałyby małe szanse niszczenia mienia. Z drugiej strony jeśli dopuścić Heather do jeziora, wody, rzeki... nie byłby do tego przekonany. Dziewczyna powinna mieć cały czas uspokajające towarzystwo, które trzymałoby ją z dala od większych zbiorników wodnych. To był trudny choć fascynujący przypadek i było to widać w jego spojrzeniu.