• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change

[Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
15.09.2025, 14:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2025, 14:59 przez Anthony Shafiq.)  

—22/09/1972—
Anglia, Little Hangleton
Jacqueline Greengrass & Anthony Shafiq
[Obrazek: W5Iu9vB.png]

Our voices press
from us
and twine
around the year's
fermenting wine

Yellow fall roars
Over the ground.
Loud, in the leafy sun that pours
Liquid through doors,
Yellow, the leaves twist down


as the winding
of the vine
pulls our curling
voices—

Glowing in wind and change,
The orange leaf tells

How one more season will alter and range,
Working the strange
Colors of clamor and bells

In the winding
of the vine
our voices press out
from us
to twine



Jego rodzice postanowili przyjechać wraz ze swoimi ukochanymi wnuczętami, a przez problemy lokalowe, to jego dom stał się oczywistą dla nich lokacją do przebywania.

Jakby nie mogli osiąść w siedzibie rodowej Shafiq'ów, albo Parkinsonów! Jakby nie mogli!

Anthony był roztrzęsiony od momentu gdy zaanonsowali swoje przybycie. Chwilowy sojusz z siostrą zawarty jeszcze podczas delegacji w Kairze był przez niego z pieczołowitością rozwijany. Kryzys spalonej sprzyjał uprzejmości brata wobec siostry, która miała obecnie ciężko. Korzystał z tego. Korzystał z przymusu rozmawiania ze sobą, mieli kilka wieczorów, gdy całkiem spokojnie był w stanie nie tylko opowiedzieć jej kilka swoich bolesnych wspomnień z okresu dzieciństwa, ale też wysłuchać jej perspektywy i przyjąć ją.

Potrafił nawet przeprosić.

Potrafił wyrazić zainteresowanie jej dziećmi.

Ale teraz mieli przyjechać ich rodzice i Anthony wychodził (niemal dosłownie) z siebie. Choć państwo ambasadorowie byli w Litlle Hangleton od rana, Anthony pojawił się ledwie na dwa kwadranse przed umówionym początkiem kolacji. Bardzo bał się, że jego mała Jackie zapomni, że grają obecnie w tej samej drużynie, bardzo bał się, że pomiesza fakty z życia jego siostrzeńców, z którymi obcował stanowczo zbyt rzadko. Bardzo bał się, że jeden więcej komentarz jego ojca, a miły wieczór stanie się bardzo niemiły.

Zależało mu na tym, żeby po prostu ten dzień się skończył.

Zdziwił się kiedy wychodząc z garderoby - ukrytego w szafie pomieszczenia - zobaczył stojącą w jego osobistej sypialni siostrę. W odruchu zacisnął zęby, ale pospiesznie je rozluźnił. Tak bał się, że ona zapomni, a on zapomniał. Byli w tej samej drużynie.

– Jackie przepraszam... – odwrócił wzrok zawstydzony, stalowe oczy ześlizgnęły się po ścianie wypełnionej książkami, na której zionął smutkiem i ciemnością pusty kominek. Kwintesencja jego obecnej głowy. – Mam nadzieję, że Wergiliusz wszystkiego dopilnował jak zawsze, po prostu... im mniej mam z nimi... wiesz jak było w Kairze. A teraz kiedy nie ma całego tego medialnego szumu, kiedy nie mam... nie mam wymówek, będzie jeszcze gorzej. – Jeszcze miesiąc temu bałby się tak odsłaniać przed siostrą, obawiając się, że każdą taką słabostkę odwróci w okrutny żart. Ale incydent z klątwą, fałszywe oskarżenia i w końcu wzajemne zrozumienie sprawiły, że postanowił chociaż nominalnie spróbować jej zaufać. Czy to był już moment kiedy można było sięgnąć po zbiory? Nie za szybko? Z drugiej strony Mabon było świętem dziękczynienia. A on - bez względu na wszystko - był wdzięczny Jackie, że nie musi jeść tej kolacji sam z nimi.
Czarodziej
Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Pisarka
165cm | 50kg | szare oczy | długie włosy na granicy ciemnego blondu i jasnego brązu.

Jacqueline Greengrass
#2
20.02.2026, 04:06  ✶  
Powoli pracowali z Anthonym nad ich relacją, jednak sama dalej łapała się na tym, że co jakiś czas ogarniały ją wątpliwości. Próbowała doszukać się jakichś ukrytych motywów dla nagłej zmiany w bracie, nawet jeśli wiedziała, że takich nie było. Czasem łapała się również na tym, że z napięciem obserwowała, jak wyglądają jego interakcje z jej dziećmi, jakby oczekując, że zaraz potraktuje je tak samo, jak traktował ją, kiedy była w ich wieku. Ciężko było jej się wyzbyć odruchów i podejrzliwości w stronę brata, do których przez lata nawykła. Nawet jeśli Anthony przeprosił. Nawet jeśli sama przeprosiła za co głupsze rzeczy, które zrobiła mu złośliwie w odwecie. Zebrała się nawet na to, żeby oddać mu książki, których nie zdołał znaleźć, kiedy schowała je przed nim. Być może było to strasznie późno, jednak stosik książek jednego dnia znalazł się bez słowa na łóżku Anthonyego.

A teraz na domiar złego przyjechali ich rodzice... Przeklinała w duchu, a czym świat stał. Jasne, była wdzięczna, że rodzice zajęli się jej dziećmi trochę dłużej, niż było w planach i miała dzięki temu chwilę, żeby poukładać trochę spraw po pożarze, jednak miała zamiar sama odebrać bliźniaki i uniknąć pojawienia się rodziców w Londynie. Ci jednak uparli się, że odwiozą wnuki do domu i przy okazji w końcu będą mogli spędzić mabon całą rodziną. Jakże cudowna perspektywa, kiedy już dawno porzuciła nadzieję na rodzinny posiłek, rodzice nagle sobie przypomnieli, że ma drugiego brata. Rok temu udało jej się wykręcić z rodzinnego obiadu, jednak tym razem zagoniono ją w kozi róg i najwyraźniej przy okazji rykoszetem oberwało się i Anthonyemu. Chyba oboje cieszyli się w takim samym stopniu na perspektywę spędzania czasu z ich rodzicami.

Nie zostało dużo czasu do kolacji, a ona nie widziała Anthonyego cały dzień, przez co zaczynała się denerwować i postanowiła kolejny raz sprawdzić, czy nie ma go w jego pokoju. Widząc go nagle wychodzącego z ukrytej garderoby, o której nie miała pojęcia, w pierwszym odruchu chciała na niego naskoczyć, że zniknął bez słowa, zostawił ją samą z szarańczą zwaną ich rodzicami i pewnie, że jak zwykle nie zamierzał w ogóle się pojawiać na kolacji. Zamiast tego przymknęła na chwilę oczy, próbując odsunąć od siebie nerwowe zapętlanie się w negatywnym nakręcaniu się, zakładaniu z góry wszelkiego zła ze strony brata i czarnych scenariuszach, słysząc, że w międzyczasie padły z jego strony przeprosiny. — Dobrze, że się znalazłeś. — Powiedziała zamiast oskarżeń, wyważonym tonem, kontrolując się, zamiast rozładować na nim stres, któremu przecież nie był winny. Nie w pełni, bo przecież to nie jego wina, że rodzice grali im na nerwach i wciskali wszystkie guziczki, które sami wcześniej w nich zainstalowali, przez co oboje najchętniej by w ogóle zniknęli z okolicy, w której się jakże szacowni rodzice znajdowali w danej chwili. To, że jemu było łatwiej ukryć się przed jakże czujnymi spojrzeniami rodziców, było naturalne, skoro znajdowali się w jego domu.
— Wszystkiego dopilnował. Dzielnie zniósł też wtrynianie się we wszystko naszej matki. — Potwierdziła, dorzucając mu jeszcze odrobinę informacji. Matka musiała jak zawsze wszystko skontrolować i pomarudzić na pierdoły, zanim z łaską uznała, że może być, chociaż ona sama zrobiłaby to wszystko lepiej. — Tym razem mają co najmniej dwie ofiary, może jakoś to będzie... — Westchnęła, a w jej głosie nie bardzo było słychać, żeby faktycznie wierzyła, że nie będzie jakoś bardzo źle. Wiedziała, że dobiorą się im obojgu do skóry i zamiast miłej kolacji, pewnie oboje skończą z rozstrojem żołądka przez wmuszanie w siebie jedzenia i zmuszanie się do siedzenia cicho, albo do wymyślania wykrętów od tego, co sobie rodzice umyślili, a co nie bardzo będzie im odpowiadać. Bo że rodzice w swojej wymuszonej wizycie mieli jakiś swój większy cel, była całkiem pewna. Nie zadawaliby sobie trudu, by pojawić się w Londynie, nie mając jakichś ukrytych motywów i zaplanowanej w swoich głowach agendy.

— Ja... przez chwilę myślałam, że się nie pojawisz na kolacji. I ciężko byłoby Cię za to winić, kiedy sama również nie mam ochoty się na niej pojawiać. — Skrzywiła się trochę, nienawykła do szczerości i okazywania swojego niezadowolenia z rodziców przed Anthonym. To było nienaturalne. Czuła się, jakby prędzej, czy później miało ją to ugryźć w zadek. Jednak próbowała dalej wyciągać ku bratu gałązkę oliwną w postaci szczerości, bo w aktualnej sytuacji, jedyny pozytyw, jaki widziała, to to, że tym razem nie będzie przy stole całkiem sama z rodzicami, za co była trochę wdzięczna, ale też nie do końca wiedziała, jak to okazać.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
16.03.2026, 22:48  ✶  
Kruchy sojusz.

Każdy uśmiech. Każde spojrzenie, które uciekło w bok... To wszystko trzeszczało jak lód pod stopami. A jednak było w tej kruchości coś urokliwego, jak czasem patrzy się na misterną ażurową tkankę kruchej rzeźby, czy antycznej wazy. Jeden podmuch wiatru i zmienia się w pył.

Ale oni nie byli ażurowi. Byli z kości i krwi. I zabliźniających się ran.

Jej słowa wywołały uśmiech, ciche wypchnięcie powietrza przez nos, zamiast otwartego śmiechu, wszak nie chciał jej spłoszyć. Nie chciał siebie spłoszyć.

– Jakim byłbym gospodarzem, gdybym teraz czmychnął. Jackie... – zdrobniałe imię nie brzmiało już w jego ustach jak obelga. Próbował zrozumieć jak oczko w głowie może nie lubić głowy, ale sam zdając sobie sprawę z odkształceń ludzkiej świadomości próbował dopuścić do siebie myśl, że w imię "zdrowej" konkurencji, rodzice napuszczali ich na siebie.

Jak na tym wyszli?

– Jak mógłbym przegapić posiłek z Tobą i moimi siostrzeńcami. Jutro pojedziemy razem do Snowdonii, przecież czas w karocy byłby nieznośny, gdyby mnie dzisiaj zabrakło! – Zamknął szafę, krytycznie spojrzał w lustro, zniżając asymetrycznie jedną brew.

Trzeba było się prezentować. Założyć maskę pewności siebie i uśmiechu dedykowanego najbardziej zjadliwym dziennikarzom.

Przez moment myśli uciekły mu do dnia w którym to Jonathan odwiedził go tutaj właśnie, pomagał wybrać ubrania i ćwiczył potem z nim odpowiedzi na konferencję prasową w sprawie Kambodży. To było nie tak dawno temu. To było w poprzednim życiu. Teraz byli relatywnie pogodzeni po wielkiej kłótni, ale Anthony'emu zdawało się coraz mocniej, że musi pogodzić się z faktem, że nie ma czego ratować.

Posmutniał.

– Chodźmy, nie każmy im więcej czekać. A czekaj... mam... mam prezenty dla Twoich dzieci, nie wiem, czy, czy możesz rzucić okiem czy są odpowiednie? – Odwrócił się do nocnej szafki i sięgnął po - oczywiście! - dwie książki. Jedną z nich był biały kruk anglosaskiej florystyki - opasły wolumin Roberta Jr. McGonagalla poświęcony florze i faunie Kniei Godryka. Drugi zaś to elegancki tomik oprawiony lazurową skórą ze złotymi tłoczeniami arabskiego tytułu:
Dywan wschodni: Wybór arcydzieł literatury egipskiej, asyro-babilońskiej, hebrajskiej, arabskiej, perskiej i indyjskiej. – W oryginale. Pomyślałem, że nie ma lepszego sposobu wgryzać się w kulturę języka niż przez.. przez doświadczenie? – zapytał niepewnie. Normalnie nie przejmował się dziećmi aż tak, właściwie nie było tajemnicą, że ich nie lubił, póki nie odrosły od ziemi na tyle, by móc przeczytać Goethego i wysnuć na jego temat jakieś racjonalne wnioski. Wolał nastolatków. Ich Bunt. Energię. Tęsknotę za lepszym światem. Żywił się tym, jak wampiry żywiły się krwią. Tymczasem tu lód trzeszczał, a jemu zależało nieco za bardzo.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (908), Jacqueline Greengrass (734)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa