Eliksiry wciąż trzymały go w pionie i sprawiały, że cała ta sytuacja była zwyczajnie znośna. Uszkodzona noga ciągnęła, ale lekko i ledwo zauważalnie - chyba specjalnie nie chciał brać nowej dawki eliksirów uśmierzających ból tylko dlatego, że odzywały się w nim jakieś resztki rozsądku. Bo przecież jeśli w ogóle nie czułby bólu, to zaraz zapomniałby o tym, na nowo bez pomyślunku bijąc głową w mur i doprowadzając się do jeszcze gorszego stanu, a tak? Starał się chociaż odrobinę oszczędzać i lepiej myśleć o tym, co powinien zrobić w następnej kolejności.
Z Victorią rozstali się już jakiś czas temu i Atreus trochę nie spodziewał się, że tak szybko na nowo na siebie wpadną. Teraz jednak stali obok siebie, albo raczej szli szybkim krokiem przez Horyzontalną. Wciąż w czarnych mundurach biura aurorów, ale wyraźnie sfatygowanych i pobrudzonych. On sam też porzucił trochę elegancki wygląd zapiętej równiutko marynatki, która teraz pozostawała rozpięta i z podwiniętymi nieco rękawami.
- W Mungu wszystko było dobrze? - zagadał Lestrange, przyglądając się uważnie budynkom, które ciągnęły się wzdłuż ulicy i mimowolnie zastanawiając się, jak sytuacja miała się w ich ukrytej kamienicy. Ale teraz nie było aż tyle czasu na to, by to sprawdzać. Chyba.
!Co złego to nie Jenkins