• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[noc z 22 na 23 września 1972] Łupiny

[noc z 22 na 23 września 1972] Łupiny
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#1
26.10.2025, 19:08  ✶  

Laurka dla żony



Przygasła już pokrzepiająco świąteczna atmosfera Mabon, gdy wśród mokrej i zimnej wrześniowej nocy u drzwi ruin domu państwa Longbottom stanął zwalisty cień. Księżyc w pełni wyłaniał z mroku okruchy gruzów i szkła oraz czarne trupy nadpalonych mebli.
Mężczyzna stanął u drzwi — zatrzymał się w nich, mimo że drzwi nie było, więc wejść mógł każdy. Dopiero po chwili zawahania wśliznął się do środka, odwiesił kapelusz na zachowany hak w przedpokoju i polazł do kuchni. Na krótki moment błysnął płomyk świecy, którą wygrzebał po drodze z pogorzeliska. Dom mógł przejrzeć się w zniszczonej twarzy swojego dawnego pana, pan zaś mógł spojrzeć na ruinę, która pozostała po pamięci jego dawnego życia. Na ścianie oświetlonej migocącym płomieniem jednak prócz wspomnień tańczyły również cieniste demony traumy. Woody szybko zdusił ognik między palcami.
Mimo że Longbottom znał kuchnię jak własną kieszeń — ileż to razy szedł tędy zaspany wziąć szklaneczkę wody tak, żeby żony nie zbudzić — teraz potykał się co krok w tej nowej ciemności. Nie było rzeczy tam, gdzie powinny być. Zawaliska zwęglonych przedmiotów wyrastały pod nogami znikąd, pod podeszwami chrupała małżeńska porcelana. Uchował się w tym pobojowisku kawałek sczerniałego stołu i uchowało się jedno krzesło, to zupełnie nietknięte. Na resztkach blatu Woody zostawił przyniesioną ze sobą paczuszkę, po czym ociężale zabrał się do pracy.
Szuflada zaklinowała się w zrujnowanej konstrukcji kredensu. Stary wziął pogrzebacz spod kominka i walił nim w kruche, osmolone drewno, a każdy kolejny zbyt mocny zamach słał nowe drzazgi na podłogę, dopóki nie zadzwoniły o nią i srebrne sztućce. Czarodziej ze stęknięciem przykucnął i zebrał je w garście; odłożył do powleczonego sadzą zlewu.
Ozdobną zastawę trzymali wystawioną w szafie o przeszklonych drzwiach. Szafa przewróciła się w czasie pożarów, gdy dotarła do domku fala uderzenia wrogiej klątwy — czy zbłąkana, czy w niego wycelowana, nie miało teraz znaczenia. Longbottom przykucnął przy regale i z wysiłkiem go podniósł, a w środku zagruchotały malowane naczynia. Gdy otworzył drzwi szafy, u jego stóp usypał się kopczyk porcelanowych łupin. Ukląkł wśród nich i wybierał spomiędzy wytłuczonej zastawy te miseczki i talerzyki, które przetrwały w jednym kawałku, nienaruszone lub ledwie uszczerbione. To, co udało mu się zebrać, przedstawiało obraz nędzy, lecz tym czulej obchodził się z ocalonymi skarbami.
W kuchennym kranie wciąż była woda. W ciemnym, głuchym domu Clemens Longbottom mył naczynia i patrzył na przykryty popiołem ogród skąpany w świetle księżyca.
Skończył. Nałożył sobie do michy fasoli, którą wysłała mu Quintessa, podgrzał kolację zaklęciem. I siedział tak dziad przy upalonym stole pogarbiony i zasępiony, a srebrna łyżka miarowo podzwaniała o porcelanę. Brzdęk-mlask-brzdęk-mlask. Wśród kuchennej martwoty pod ścianą przemknął lekki jak widmo kot: wślizgnął się za drzwi sypialni państwa. Woody odłożył łyżkę.
— Cynamon — zawołał za nim. Wyłowił paluchami ze swojej parującej miski kawałek kiełbasy i schylił się pod stół. — Cynamon, kici-kici. — Kot wystawił nieufnie głowę z jego sypialni. — Kici-kici. Chodź no.
Głupi jesteś. To nie pies, żeby po tobie byle co dojadał, skarciłaby Tessa.
I co ona się znała? Gdy odchodził krótko po Yule 57. roku, Cynamonek dumnie zdążył przekroczyć próg lat osiemnastu — i wcale mu nie zaszkodziło okazjonalne wysępienie czegoś z miski pańskiej.
Również bezdomniak wziął teraz od chłopa kiełbaski. Woody polał kompanowi wódki do ocalonego z pożarów spodeczka, po czym uroczyście ustawił go na podłodze, żeby się kociak częstował. Zwierzak obwąchał wódkę i odszedł, a dziad powyklinał go, że wydelikacone bydlę niewdzięczne.
Gdy Longbottom skończył jeść, umył naczynia i złożył je wszystkie w kufrze.

Koniec sesji


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Woody Tarpaulin (570)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa