28.10.2025, 08:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2026, 10:08 przez Lorien Mulciber.)
Mulciber Manor
Pomyśl, że to sen brzmiała dewiza wyryta w nad bramą wjazdową do starej posiadłości otoczonej wrzosowiskami.
Lubiła teleportować się właśnie tutaj, aby móc poświęcić myśl czy dwie właśnie tym słowom. Czasem powtarzała je pod nosem jak mantrę; czasem milczała. Dziś- teleportowała ich tu bardziej z przyzwyczajenia. Ujęła Anthony’ego pod ramię, nawet nie spoglądając na złowieszczy napis, by poprowadzić go zadbanym podjazdem w stronę głównego wejścia. Wschodnie skrzydło - wciąż nieodbudowane po pożarze sprzed lat - zionęło pustką ogołoconych ścian, podziurawionego dachu i trawnika, na którym zdawało się, że nie urośnie nic poza krzakami róż. Choć i te pozbawione były liści i kwiatów, tworząc gąszcz martwych pędów. ”Natura, nie Śmierciożercy.” powiedziała cicho, gdy wzrok Anthony’ego nieuchronnie uciekł w stronę zrujnowanej części posiadłości. Pozostałe - centralna i zachodnia, wyglądały lepiej. Wciąż surowe, jak szary kamień warowny, z którego je wzniesiono, ale zadbane i… zamieszkałe. W jednym z okien na piętrze można było dostrzec przez moment cień kobiety, która zniknęła jednak z pola widzenia tak szybko jak się pojawiła. Milczące i wciąż żywe przypomnienie grzechów mieszkańców Mulciber Manor. Ale nie było dane czarodziejowi spotkać Seliny Ayers, bo nikt nie miał prawa zakłócać spokoju cygańskiej Prorokini.
Drzwi wejściowe skrzypnęły poruszone magią, by wpuścić gości w przestrzeń holu głównego. Nie było tu skrzatów domowych, tylko krzątającą się służba. Powoli rozpoczęto już przygotowania do Mabon, sądząc po ilości złota i czerwieni ozdób, którymi dekorowano całe pomieszczenie.
Le chat prześlizgnął się między nogami młodej pokojówki, zbyt zajętej ścieraniem magią kurzu z żyrandola, żeby kota przegonić. Otarł się stęskniony (na tyle na ile kot tęsknotę swoją okazywać planował) o nogę właścicielki, prężąc się i mrucząc. Ewidentnie przybycie gości wprawiło kota w całkiem pogodny nastrój. A może była to zasługa popołudniowej drzemki i pochwyconej podczas porannego spaceru całkiem dorodnej myszy, którą zdechłą pozostawił w prezencie Panu na dywanie w pokoju. Zostawiłby Pani, ale ktoś zamknął kotu drzwi do jej pokoju, a kot doskonale wiedział że takich zdobyczy się na korytarzu nie zostawia. Ktoś mógłby ją jeszcze ukraść i sobie przywłaszczyć i udawać, że sam mysz pochwycił.
A potem kot zobaczył, że służący wieszają nad drzwiami do galerii portretów girlandę i pobiegł w tamtą stronę, co by sprawdzić czy uda mu się nań wskoczyć. Sądząc po zduszonym, oburzonym “sho sho!” I szeleście uwieszonych gałązek - udało się.
Szczupły mężczyzna zmaterializował się tuż przed nimi. W grzecznym milczeniu wyciągnął dłoń po płaszcze przybyłych. I dopiero to zmusiło Lorien do wyswobodzenia ramienia Shafiqa z uścisku. Zsunęła z ramion szatę wierzchnią, wręczając ją służącemu, jednocześnie wypytując go cicho o sprawy przeróżne. ”Czy przyszła dzisiejsza poczta?” (Tak, zgodnie z życzeniem listy odniesiono do gabinetu Pana Mulciber). “Jak się czuje Ciocia?” (Pani spędziła dziś niemal godzinę na dworze. Teraz odpoczywa u siebie).
- Czy Alexander wrócił już do domu?
Na to pytanie służący nie zdążył odpowiedzieć, bo Lorien kątem oka zauważyła wysoką postać stojącą na progu jadalni. Drgnęła, prostując się odrobinę mocniej. Sztywniejąc nieco bardziej. Odczekała aż jej towarzysz przekaże rzeczy, żeby zaprowadzić go w stronę oczekującego Mulcibera. Przywitała się z bratem w milczeniu, pozwalając mu unieść obie swoje dłonie do ust. Nawet jeśli to sprawiło, ze musiała stanąć na palcach, a mężczyzna lekko się zgarbić. Nie zwróciła uwagi, gdy je odwrócił, by spojrzeć na znajome linie przeznaczenia wyryte w jej skórze.
Ostatnio robił to coraz częściej.
- Alexandrze, to mój przyjaciel, Anthony Shafiq, szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego.- Powiedziała miękko, powstrzymując chęć przygładzenia niesfornych loków brata. Zaraz potem odwróciła się tak, by móc przedstawić i jego. - Anthony, poznaj proszę mojego drogiego Alexandra Mulcibera, Pana na Mulciber Manor.