• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [12-13.10.72, Sen] Uncanny Valley [Robert & Brenna]

[12-13.10.72, Sen] Uncanny Valley [Robert & Brenna]
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#1
29.12.2025, 12:26  ✶  
Tego wieczoru Robert położył się spać z dziwnym poczuciem, że nie był w pokoju sam. W perspektywie całego dnia, paranoja ta nie wykwitła w nocy. Cały dzień towarzyszył mu nieuzasadniony bliżej lęk. Częściej podnosił wzrok znad papierów, odwracał się, gdy wracał z Ministerstwa do rezydencji rodziców. Myślał, czy może wezwać aurorów lub BUM-owców do ochrony. Nie chciał się jednak narażać na plotki w Ministerstwie. Jeśli jego lęki okazałyby się nieuzasadnione… Konserwatyści by go zjedli na śniadanie. Od czasu wpuszczenia mugoli do atrium podczas Spalonej Nocy, niejednokrotnie starano się przedstawić go jako osobę niespełna rozumu. Nie mógł w żaden sposób pokazać sobą, że mogliby mieć rację. Robert zrzucił więc winę na niemal permanentny stres i starał się działać tak jak zazwyczaj. Byle poprawnie.

A jednak, gdy już leżał pod pierzyną, umyty i w świeżej piżamie, wciąż wydawało mu się, że coś jest nie tak. Nie odczuwał tego u rodziców. Zjedli z nim kolację, tak jak zazwyczaj. Starali się nie rozmawiać z nim o pracy, więc dyskutowali o Ekstazie Merlina. Nic wielkiego. Ich skrzat też nie wydawał się zaniepokojony, a zawsze czuwał nad bezpieczeństwem domu. Czyli to było subiektywne wrażenie Roberta.

Sen zmorzył go zaskakująco szybko. Musiał być strasznie zmęczony. Tylko czekał, aż praca odbije się na jego zdrowiu. A im dalej w las, tym gorzej. Zbliżał się już przecież do czterdziestki. Nerwy podobno skracały życie.

Nie meandrował w pustce własnych myśli. Nie układał sobie w głowie scenariuszy. Przeniósł się w przestrzeń snu od razu. Nie wydawała się ona wyobrażona, lecz zaskakująco realna. Stał w atrium Ministerstwa Magii, czuł ten chłód czarnych ścian, magicznie wentylowane powietrze. Więcej: nosił ciężką szatę, krawat odrobinę za mocno się zaciskał, kołnierz koszuli drapał go w szyję. W nosie miał nawet zapach swojej wody kolońskiej.

Stał na podwyższeniu, na mównicy. Odbywała się konferencja prasowa, jednak gościli na niej nie tylko dziennikarze. Wyglądało na to, że zeszło się całe Ministerstwo. Atrium zapełniło się całkowicie, prawie tak jak podczas Spalonej Nocy. Robert miewał dawniej takie sny, ale osobliwe było, że tym razem miał na sobie ubrania.

Na podeście rozłożono kartki z przemówieniem. Robert rozpoznał, że spisała je jego własna ręka. No tak! Ustawa o pomocy mugolakom. Jego wielkie osiągnięcie, które dotychczas istniało jedynie w sferze marzeń. Chodziło o wyrównanie szans, zapewnienie tym mniej uprzywilejowanym przestrzeni do rozwoju. Zniwelowanie niewidzialnej ściany, która oddzielała ich od czystokrwistych.

Rozpoczął przemowę. Składała się z gładkich, choć silnych słów. Omawiał strategie wyrównywania szans, wyjaśniał, czemu one służyły. Patrzył w dal, w tłum. Starał się nie pochwycić niczyjego spojrzenia. Wtedy na pewno by się zdekoncentrował.

Jego głos niósł się po atrium wzmacniany zaklęciem. Samonotujące pióra skrobały, kiedy dziennikarze zapisywali jego słowa. Niektórzy szeptali między sobą, inni słuchali z uwagą. Ktoś przeciskał się pomiędzy nimi. Robert kątem oka zauważył to poruszenie, człowieka, który przepychał się do pierwszego rzędu. Na razie mignął mu tylko czubek łysawej głowy. Może był to ktoś, kto słabiej słyszał? Robert uznałby to za pewne, gdyby nie ten niepokój, który złapał go za gardło. Zrobił pauzę, przestał na chwilę mówić. Rzucił pojedyncze spojrzenie stojącym nieopodal aurorom i BUM-owcom.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
29.12.2025, 16:26  ✶  
…nie była pewna, dlaczego się tu znalazła.
Mundur był znajomy, szarość marynarki i spodni, ciężar odznaki detektywa, wetkniętej do kieszeni. Znajome było pomieszczenie atrium, w którym stała. Gdy się rozglądała, dostrzegała znajomą czerń stroi kilku aurorów, dobrze znaną szarość ubrań kilku szeregowych brygadzistów.
Ktoś miał przemawiać.
Wdrożono protokół podwyższonego bezpieczeństwa, pomyślała, obserwując rozmieszczenie ludzi. Spodziewano się może nie zamieszek, byli w końcu w budynku Ministerstwa Magii, ale najmniej mieszanych reakcji, być może nawet jakichś problemów. I to wszystko też było tak znajome, że dłoń odruchowo wsunęła do kieszeni, ku różdżce, by być gotową do reakcji, gdyby coś się działo. Ale wciąż prześladowało ją dziwne poczucie niewłaściwości: nie mogła sobie przypomnieć, jak się tu znalazła i…
…i to chyba niedobrze?
Zanim zdążyła zastanowić się, co robiła rano, albo skupić na tyle, by stwierdzić, że i z tym tłumem jest coś nie tak, że w niektórych miejscach jakby zlewał się ze sobą, że nie może dostrzec niektórych twarzy, na mównicę wszedł Robert Crouch. Znajomy głos ściągnął spojrzenie Brenny jak magnes, i przez chwilę słuchała po prostu jego przemówienia. Wyrównywanie szans mugolaków. Inicjatywa szczytna, zapewne potrzebna: trafiali do Hogwartu bez podstawowej wiedzy o świecie, mieli więcej do nadrobienia, a potem często zderzali się z dyskryminacją, nawet jeżeli okazywali się utalentowani. Była to jednocześnie jednak inicjatywa szalenie kontrowersyjna teraz, kiedy po Anglii panoszyli się śmierciożercy, niewątpliwie wystawiająca Roberta Croucha na ich uwagę.
Najpierw pomyślała, że nic dziwnego, że ustawiono tutaj tylu Brygadzistów: istniała całkiem spora szansa, że ktoś spróbuje Robertowi przerwać albo że w tłumie pracowników, a ściągnięto tu chyba wszystkich, wybuchnie bójka albo dwie.
Potem, że musiała uderzyć się ostatnio w głowę szczególnie mocno, skoro nie pamiętała, że coś takiego miało mieć miejsce dzisiaj. A może ich nie uprzedzono celowo? Właśnie po to, aby nikt nie miał czasu na przygotowanie czegoś, co zakłóciłoby przemówienie Roberta?
Nie rozpraszaj się, powiedziała sobie, dokładnie w tej samej chwili, w której Crouch zrobił pauzę, a potem spojrzał w ich stronę. Oderwała wreszcie od niego wzrok, skierowała go na tłum, i adrenalina w jednej chwili popłynęła w żyłach wraz z krwią, a Brennę zalała nagła wściekłość. Bo nie tylko zobaczyła krępego mężczyznę o dziwnej twarzy, który dotarł do podium – ona go rozpoznała.
– Nie dajcie mu wejść na podium!!! – krzyknęła, rzucając się do przodu, przepychając między kolegami, którzy powinni jeśli jej nie posłuchać, to przynajmniej jakoś zareagować, zrobić cokolwiek, a po prostu stali, jak słupy, jak statyści w filmie. Stali, gdy mężczyzna ze snów wstąpił na schodek, stali, gdy w jego ręku zabłysł nóż, gdy przyspieszył, jakby sam zaalarmowany tym krzykiem…
Brenna skoczyła w jego kierunku, w rozpaczliwej próbie obalenia go – pytaniem pozostawało czy zdąży, nim ten zrani albo co gorsza zabije Roberta.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#3
30.12.2025, 18:10  ✶  
Kiedy zobaczył twarz przeciskającego się przez tłum nieznajomego, w jego myślach pojawił się jeden kluczowy komunikat: uciekaj. Stało się to nawet zanim rzuciły mu się w oczy błysk noża i krój szaty wskazującej jednoznacznie na Śmierciożercę. Było w tej istocie coś fundamentalnie nieludzkiego. Nie dało się ustalić, co dokładnie. Zapewne, gdyby zbadać proporcje twarzy zamachowca, wszystko okazałoby się zupełnie normalne. Jednak wciąż coś pierwotnego w umyśle mówiło Robertowi, że nie człowiek, lecz coś, co pod człowieka stara się podszyć. Niemal doskonale, przynajmniej na powierzchni, jednak bez uchwycenia tego, co najważniejsze – duszy.

Nieznajomy nie mrugał. Szedł na Roberta z groźnym uśmiechem, jakby zatopienie noża w ciele polityka miało mu sprawić niemal perwersyjną satysfakcję. W jego oczach czaiła się nieprzenikniona pustka, martwa i zimna, kompletnie nieznajoma.

Robert usłyszał jedynie znajomy głos, gdy rzeczy zaczęły się dziać bardzo szybko. Nieznajomy wkroczył na podwyższenie, a jedna jedyna Brenna rzuciła się w jego stronę. Było jednak za późno. Dziwny mężczyzna, pochwycił sparaliżowanego strachem Roberta za kołnierz. Pachniał czymś stęchłym, jakby mokrą ziemią lub glonami. Crouch zaczął się szamotać. Chwycił atakującego za nadgarstek ręki, w której ten trzymał nóż. Starał się kopać, choć nieskutecznie, bo sprawiło to jedynie, że obaj padli na ziemię. Plecy sędziego uderzyły o zimną podłogę i bolały niemal tak mocno, jakby to był prawdziwy upadek.

Zamachowiec wykazywał się niewiarygodną niemal siłą. Wyglądał, jakby wcale się nie męczył próbami dosięgnięcia nożem gardła Roberta. Ten ledwo utrzymywał bladą rękę z dala od swojej szyi. Wtedy właśnie poczuł drugą dłoń mężczyzny – ścisnęła ona jego krtań. Rozpaczliwie spróbował nabrać powietrza, jednak nie był w stanie.

A nóż zbliżał się i zbliżał. Utoczył już kropelkę krwi. Jeszcze chwila i nadejdzie koniec...

– Po... mo... cy... – wycharczał Robert z ostatnią resztką nadziei, że ktoś zdoła go uratować.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
01.01.2026, 20:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2026, 20:21 przez Brenna Longbottom.)  
Być może gdzieś w podświadomości Brenny tkwiła myśl, że to tylko sen. Śniła już podobne i tylko ze snów znała tego człowieka, teraz odzianego w szatę śmierciożercy, ale nie kryjącego twarzy. Gdy jednak biegła ku podwyższeniu, spychając sobie z drogi nieruchomych kolegów, nie doszukiwała się nieścisłości, nie zastanawiała nad tym, czy to koszmar, czy prawda: liczyło się tylko to, by dotrzeć do Roberta.
Wskoczyła na scenę o sekundę za późno, aby powstrzymać napastnika przed obaleniem Croucha i przelaniem krwi. I ani o sekundę za wcześnie, by powstrzymać go przed wbiciem noża w gardło sędziego Wizengamotu.
Z całej siły wymierzyła kopniaka w łokieć mężczyzny, by zmusić go do wypuszczenia noża, a potem chwyciła łysawego napastnika, zdzierając go z Roberta, odpychając w bok…

Czy oberwę w szarpaninie? Af

Rzut PO 1d100 - 49
Sukces!


Potoczyli się oboje po scenie. Krępy człowiek jakby utracił część swojej nadzwyczajnej siły może bo nie był to sen Brenny: może jej nie mógł kontrolować? A może to też była część jego dziwnej zabawy?, i zdołała go z siebie zrzucić, gdy znalazł się na chwilę na górze. Śmierciożerca – nie – śmierciożerca spadł ze sceny, prosto pomiędzy ludzi, wciąż szepcących pomiędzy sobą lub wpatrujących się w scenę, ale nie próbujących nijak pomóc. Brenna zaś poderwała się i wyciągnęła różdżkę, ale gdy ją wycelowała, widziała tylko morze głów: nie mogła dostrzec celu.
Instynkt wzywał do pościgu. Wilki ścigały ofiary. Ale w głowie tłukła się pierwsza zasada ochrony: nie spuszczasz oczu ze swojego podopiecznego, jeśli nie masz innego przydziału. A teraz nie było nikogo, kto strzegłby Roberta, zupełnie jakby wszyscy tu zostali zaklęci…
– Robert! – zawołała, rzucając się z powrotem ku niemu, by sprawdzić, jak bardzo jest ranny i pobladła, gdy zobaczyła krew. – Trzeba cię stąd natychmiast zabrać.
Nie pochyliła się jednak na nim, wciąż z różdżką w dłoni, bo wszystko było tu tak strasznie nie tak… i ci ludzie zachowywali się tak okropnie dziwnie… czy to…
…czy to w ogóle była rzeczywistość?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#5
05.01.2026, 18:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2026, 18:12 przez Robert Albert Crouch.)  
Robert myślał, że to już koniec. Nie wydawało się, że zwiastował jedynie pobudkę, o nie. Miał być ostateczny, najbardziej ostateczny, jak tylko się da. Jednak to jeszcze nie ta chwila. Za mało cierpiał. Nie satysfakcjonowało to człowieka o dziwacznej twarzy. Lubił bawić się swoimi ofiarami, dawać im ułudę bezpieczeństwa. Crouch skądś to wiedział, a raczej przeczuwał podskórnie, że tak się rzeczy miały.

Ktoś skopał nieznajomego, który poleciał prosto w widownię. Brenna. Dziwne, że wydawała się prawdziwsza niż cały ten nader realistyczny sen. Ukazywała się mu jakby wyraźniej, w żywszych barwach. A może była to jedynie iluzja? Kobieta uratowała mu życie, jawiła się mu przez moment jak bohaterka.

Wstał razem z nią, czuł, że nogi pod nim drżą. Serce waliło mu w piersi tak mocno, że słyszał swój własny puls. Ledwo dawał radę zebrać oddech, a jednak... adrenalina robiła swoje. Dlatego pokiwał Brennie głową. Nie rozklejał się, nie panikował. Jego myślenie stało się bardziej metodyczne, analizował otoczenie. Jednak, gdy rozglądał się pobieżnie po sali, nie zauważył swojego oprawcy.

– Racja. Wynośmy się stąd – rzekł i skierował się razem z Brenną w stronę wyjścia z Atrium. Kominek Fiuu w tym momencie był ich najlepszą szansą na ucieczkę.

Trzymając się Brenny jedną ręką, drugą zaś przyciskając sobie materiał krawata do krwawiącej szyi, potruchtał w stronę najbliższego z kominków. Nie zdążył jednak wypowiedzieć ani słowa. Zielony ogień zapłonął przedwcześnie. Nagle wyłoniła się z niego blada ręka – zimna i trupia. Zanim Robert zdążył cokolwiek zrobić, wciągnęła ich oboje w jakieś nowe miejsce.

Wylądowali w okolicach jego rodzinnego domu. Rezydencja Crouchów majaczyła gdzieś na horyzoncie, a Brennę i Roberta otaczał lasek na wzgórzu. Chłód smagał ich po twarzach, a cień sprawiał, że umysł wytwarzał niepokojące przypuszczenia na temat tego, co mogło kryć się między drzewami.

– Pamiętam to miejsce. Chodziłem tu z rodzicami na spacery. – Przypomniał sobie miłe chwile z dzieciństwa, jedne z niewielu, gdy jego rodzice odkrywali maski, uśmiechali się i gawędzili, jakby byli zwyczajną rodziną, a nie gałęzią arystokratycznego rodu. – Musimy znaleźć jakieś wyjście.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
06.01.2026, 16:44  ✶  
W porządku, Robert mówił, i zdołał wstać, to było pozytywne. Wciąż krwawił i wszyscy wokół wciąż zachowywali się, jakby byli pod wpływem zaklęcia i to nie było już pozytywne, ale tym mogli się zająć, gdy znajdą się gdzieś, gdzie Crouch nie będzie tak łatwym celem.
Brenna podparła go, drugą ręką wydobywając zza pazuchy różdżkę. Gdy szli, rozglądała się stale: każdy w tłumie tak dziwnie zachowujących się ludzi mógł być zagrożeniem, ale ona wypatrywała przede wszystkim tego mężczyzny o dziwnej, bladej twarzy i rysach, które wbiły się w jej pamięć tak mocno, że rozpoznawała go, choć umysł, wciągnięty w logikę snu, nie do końca kojarzył fakty.
Skupiona na tym, by ktoś znów nie rzucił się na Roberta z nożem, nie zauważyła, że płomienie rozbłysły same z siebie. I nie zdążyła zareagować na czas, kiedy schwyciła ich dziwna ręka, poczuła znajomą sensację, towarzyszącą magicznemu podróżowaniu…
…i nagle nie byli już w atrium. Chłodny wiatr uderzył ją w twarz, a gdy się wyprostowała, wciąż z różdżką, zrozumiała, że trafili do innego miejsca. I choć widok rezydencji Crouchów w oddali powinien ją uspokoić, poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła, a jej dłoń zacisnęła się na ramieniu Roberta.
– To nie ty nas tu zabrałeś? – spytała, choć pytanie było po części retoryczne, skoro twierdził, że pamiętał to miejsce. – Robercie, to musiał być ten człowiek. Ja go znam. To morderca. Zaatakował już kilka osób – powiedziała, z naciskiem, nie wypuszczając jego ramienia, jakby bała się, że ledwo to zrobi, zostaną rozdzieleni.
Że będzie go szukać po tym lesie, który nagle zdawał się ciemniejszy, bardziej ponury, gęściejszy niż był w rzeczywistości. I tak dziwnie nieruchomy i cichy: jakby wszystko, nawet wiatr zastygło w oczekiwaniu.
Że będzie tak, jak wtedy kiedy rozdzieliło ją i Laurenta…
Tym razem nie ona była celem. A on potrafił się ukrywać. Potrafił manipulować tym, co ich otaczało…
– Nie możesz się ode mnie oddalić – stwierdziła, ze wszystkich sił starając się, aby jej głos brzmiał spokojnie i zdecydowanie, bo nie mogła, nie wolno jej było wpaść w panikę. – Będzie na ciebie polował. Masz swoją różdżkę?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#7
24.01.2026, 16:54  ✶  
Jeśli wcześniej Robert był blady, teraz jego twarz przybrała odcień kartki papieru. Morderca. I to seryjny... Teraz upatrzył sobie właśnie Croucha, dybał na jego życie. A potrafił przecież manipulować siecią Fiuu, chować się w tłumie. A skoro BUM ani aurorzy nie byli w stanie go złapać... Na Matkę, czy to był jeszcze sen? Wydawał się zbyt rzeczywisty, szczególnie, gdy lęk trzymał go za gardło zimną dłonią.

Był Gryfonem, takie rzeczy nie powinny być mu straszne. A jednak przed jego oczami wciąż malowała się twarz nieznajomego mężczyzny. Czarne oczy, takie puste i pozbawione wyrazu. Niemrugające. A ten uśmiech – niepokojący, zbyt szeroki i wykrzywiający twarz w niejako diabolicznym grymasie. Robert zaczął się rozglądać dookoła. Za każdym krzewem mógł czaić się zabójca. Cienie jakby tańczyły w nikłym księżycowym świetle.

Musiał wziąć się w garść. Pokiwał więc głową, wyjął z kieszeni różdżkę. Zrobił kilka kroków w stronę rezydencji. Może tam mogło znajdować się wyjście z tego koszmaru? Liście chrzęściły pod jego stopami, każdy oddech wydawał się zbyt głośny jak na panującą dookoła nienaturalną ciszę. Żadnego hukania sów, szumów zwierząt nocy. Tylko kroki zdradzające ich pozycję.

Rzucił Homenum Revelio, zaklęcie wykrywające wrogów. Jednak, gdy zdążyło wykryć mordercę, było już za późno.

Z gałęzi, na którą Robert spojrzał pod wpływem zaklęcia, spadła na niego pętla. Lina natychmiast zacisnęła się na szyi sędziego, wbiła się w jego skórę. Dusiła nieubłaganie. Na drzewie siedział człowiek z atrium, trzymał stalowym chwytem linę. Ciągnął ją w górę powolutku, by Crouch dłużej cierpiał.

– Brenna... Pomóż... – wycharczał Robert, bezskutecznie próbując ściągnąć linę z szyi. Błagającym, załzawionym od braku oddechu wzrokiem popatrzył na kobietę. Była jego ostatnim ratunkiem. Bez niej miał umrzeć, zostać zamordowanym, zginąć powolną, bolesną śmiercią. Zostawi Enid samą, bez nikogo na świecie... Wszystko przez to siedzące na drzewie straszydło.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
25.01.2026, 14:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2026, 14:20 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna też była Gryfonką, ale wiedziała, że odwaga często smakuje strachem, a brak tego ostatniego bywa raczej głupotą i nieostrożnością niż śmiałością. A choć bywała głupia czy zbyt nieostrożna, teraz, kiedy ten człowiek polował na Roberta, ona zaś próbowała poskładać rozsypane myśli i fragmenty wspomnień, umykające w tym śnie jak kolorowe rybki przed dłonią wsuniętą do akwarium, bała się. O niego. Bała się, że zawiedzie. Krew na jego ubraniu dobitnie pokazywała, że sprawa już zaszła zbyt daleko.
Nie wolno jej było jednak okazać tego lęku. Wyraz twarzy kobiety pozostawał więc niewzruszony, kiedy rozglądała się, w poszukiwaniu zagrożenia, i tylko palce zaciskała na różdżce trochę mocniej
– Podobało mi się twoje wystąpienie, Robercie – powiedziała, niemal miękko, zanim Crouch zaczął iść, a ona ruszyła u jego boku. Nie wysuwała się ani na przód, ani nie zostawała z tyłu, niepewna, z której strony może nadejść zagrożenie, trzymając jego boku, nie pozostawiając między nimi więcej niż parę centymetrów przestrzeni.
A mimo to, mimo całej tej czujności, nie zobaczyła i nie usłyszała mordercy.
Gdy Roberta poderwało w górę, gdzieś w jej głowie coś zaskoczyło: jakby nagle przypomniała sobie, że…
…to tylko sen.
Nie. Nie tylko. Obrażenia ze snu przeniosą się do rzeczywistości. Jeśli Robert tu umrze, umrze prawdopodobnie także na jawie.
Nie odpowiedziała, bo nie było czasu na słowa: poderwała różdżkę, rzucając dwa zaklęcia, jedno na drugim, próbując uciąć najpierw sam sznur, a potem całą gałąź, na której rozsiadł się ten przedziwny człowiek, sprowadzający koszmary.

kształtowanie
Rzut W 1d100 - 63
Sukces!

Rzut W 1d100 - 37
Sukces!


Lina pękła, sprawiając, że Robert upadł na ziemię, a sekundę później z trzaskiem odpadła także gałąź. Ciemnowłosy mężczyzna też spadł, przetoczył się po liściach i z zaskakującą szybkością jak na kogoś o jego posturze, runął pomiędzy krzaki. Brenna posłała za nim zaklęcie, ale spudłowała: i po raz wtóry zwalczyła chęć pognania za nim.
Jeśli to zrobi, da szansę na dopadnięcie Croucha.
- Robert! - zawołała, padając przy nim na kolana, spoglądając na sznur na jego szyi, rozluźniony, ale wciąż z niej zwisający, tak że odsłaniał czerwony ślad. - To sen. Musisz się obudzić.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#9
28.01.2026, 15:30  ✶  
Myślał, że to już był koniec. Najgorzej, że nie zdołałby nawet pomyśleć o czymś wzniosłym przed śmiercią, posłać finalnej modlitwy do Matki ani wypowiedzieć najgłębszej prawdy tyczącej się jego życia. Kiedy lina oplatała mu szyję, każde słowo bolało, a myśli skupiały się tylko wokół przetrwania. Wydawało się to zbyt prawdziwe jak na sen.

Wtedy właśnie lina pękła. Jego stopy uderzyły o ziemię. Krtań nadal miał ściśniętą, ale przynajmniej mógł oddychać. Ledwo trzymał się na nogach, więc przez moment oparł się rękami o własne kolana. Szyja strasznie piekła go w miejscu, w którym lina obtarła mu skórę. Wtem wyprostował się, podbiegł do Brenny, która o wiele lepiej radziła sobie z obronnymi zaklęciami. Tajemniczy mężczyzna zdążył uciec w mrok. Tylko czekać, aż znowu zaatakuje. Jak to mówią? Do trzech razy sztuka? Być może następnym razem Brenna nie miała go odratować...

– Obudzić się? Jak? – jęknął bezsilnie, rozglądając się za jakimiś wrotami do świata jawy. Nie miał nawet jak porozumieć się z tamtą rzeczywistością. Potem jednak spojrzał w dal, na dom rodzinny. – Chwila... skoro zasnąłem w moim rodzinnym domu, to może tam powinienem szukać pobudki?

Nie miał pojęcia, czy to zadziała, ale właściwie... jakie inne opcje mieli w zanadrzu? Mógł jeszcze umrzeć we śnie i obudzić się na jawie, ale... ten sen nie był normalny. Różnił się znacząco od pozostałych marzeń sennych, które Robert miewał na co dzień. Był bardziej rzeczywisty, wyraźniejszy, a obecność Brenny nie wydawała się wytworem jego własnego umysłu.

Podążyli w stronę rezydencji Crouchów. Droga jakby się skróciła w stosunku do tej prawdziwej. Normalnie szliby około pół godziny. Teraz jednak wydało się to szybkie, niemal chwilowe. Jakby ktoś przewinął taśmę do przodu.

– A propos przemówienia... – zaczął Robert, gdy zatrzymali się przed drzwiami do domu. – Cieszę się, że ci się podobało. Pocieszające jest, że są jeszcze wśród czystokrwistych czarodziejów ludzie dobrej woli.

Po tych słowach uchylił drzwi. To, co za nimi ujrzał, zmroziło krew w jego żyłach.

Podłoga holu spłynęła krwią. Dominowały zapachy metalu i zgnilizny. Wydawało się, że meble spróchniały, zaczęły się rozkładać, porosły pleśnią. Wszystko było zniszczone, porozrywane na kawałki, porozrzucane dookoła. Jednak najgorsze czaiło się pod sufitem, na kandelabrze. Robert zasłonił dłonią usta, poczuł zaciskające się w piersi serce. Na metaliczną lampę nabici byli jego rodzice. Ich krew spływała ciurkiem na podłogę.

– Oto, co stanie się i z tobą – usłyszał głos dobiegający... tak naprawdę nie wiadomo skąd. Zewsząd. Był zimny, gładki, nieludzki.

A potem ukazał się im zabójca. Jego dziwaczną twarz pokrywała teraz krew, a uśmiech wydawał się jeszcze groźniejszy niż wcześniej. Pustka w oczach czyniła go jeszcze bardziej wyrachowanym, a jego działania kompletnie nieodgadnionymi.

Robert wyciągnął w jego stronę różdżkę, ale na próżno. Mężczyzna ruszył w jego kierunku z nienaturalną prędkością. W ręku trzymał butelkę czegoś dymiącego i jasnozielonego.

Kwas. Oczywiście. Doskonała broń na polityka.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
29.01.2026, 09:47  ✶  
– Nie wiem. Spójrz na światło? Na swoje dłonie? Spróbuj coś przeczytać? – wyrzuciła z siebie Brenna. Uszczypnięcie nie podziałałoby na pewno, skoro ból od ran nożem i próby uduszenia nie przyniosły rezultatu. Przyjęła z pewną ulgą, że Robert nie uznał jej za szaloną, bo w kategorii snów ten był wyjątkowo prawdziwy. Ale była prawie pewna, teraz gdy wreszcie do omotanego logiką snu umysłu wróciły wspomnienia, że był to kolejny koszmar, i wyjaśniało to, dlaczego nikt oprócz niej w atrium nie próbował ingerować, dlaczego ogień z kominka porwał ich i wyrzucił w tym miejscu. Wszystko było tu sceną, otaczały ich marionetki. Prawdziwi byli oni.
I morderca.
On był prawdziwy, obojętnie, czy był człowiekiem, czy jakąś senną marą: tylko to, co prawdziwe, może wyrządzić ci krzywdę.
Uśmiechnęła się tylko, krótko i tak naprawdę niewesoło na jego słowa. Za tę dobrą wolę próbowali ich zniszczyć: i podejrzewała, że faktycznie zniszczą. Że pewnego dnia po Warowni pozostaną zgliszcza, a ich złamią lub poślą na cmentarze. Ale wierzyła też, a może tylko miała nadzieję, że wszystko co zrobili, co jeszcze zrobią, da podwaliny do czegoś nowego.
Że pewnego dnia ktoś stanie naprzeciw Voldemorta, pokona go, a śmierciożercy będą umykać w ciemność.
Gdy Robert uchylał drzwi, odruchowo spróbowała wysunąć się przed niego, pełna obaw, że tuż za nimi będzie czyhał morderca. Zamiast niego zobaczyła jednak ciała Crouchów, i choć próbowała sobie powiedzieć, że to sen, tylko sen, ale nie umniejszało to grozy tego widoku, i Brenna wiedziała, że ten obraz na długo zapisze się w jej pamięci.
Pozbierać się musiała jednak szybko. Być może po to ich tu zabrał: z nadzieją, że widok rodzinnego domu i ciał rodziców sprawi, że Robert nie zdoła się bronić. (A może – ta myśl tkwiła gdzieś w głowie Brenny, nieuświadomiona w pełni, gdy skupiała się na bieżących sprawach, wcale nie chciał mordować: może żywił się strachem swoich ofiar i po to był ten drugi aktor, ktoś, kto ma szansę ocalić człowieka?) Nie bawiła się nawet w żadne czarowanie, nie zdążyłaby rzucić zaklęcia, a wpadła na mężczyznę z impetem z boku, z całych sił, by go przewrócić albo przynajmniej odepchnąć od Roberta.
Roberta, który musiał się obudzić.
To był jego sen, jego koszmar, i tylko gdy przeminie, będą znów…
…bezpieczni?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1818), Robert Albert Crouch (2127)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa