Siedziałem na dywanie, plecami oparty o kanapę, z kieliszkiem odstawionym na deski podłogowe, trochę za blisko kolana, by to było całkowicie bezpieczne, zwłaszcza w tym stanie, w jaki oboje powoli wprowadzaliśmy się z pomocą domowych specjałów. Byłem podchmielony, nie na tyle, żeby tracić kontrolę, raczej na tyle, żeby przestać udawać przed samym sobą, że to nie tego potrzebowałem - czułem ciepło w karku, policzkach, w dłoniach, które przestały się napinać przy byle myśli, chociaż tych wcale nie przestało być wiele więcej, niż zazwyczaj. Tym razem po prostu przychodziły falami - i praktycznie żadna nie chciała zostać na dłużej - jedna mówiła, że jest mi za ciepło, druga, że za zimno, trzecia, że pigwówka była podstępna, czwarta… Cóż, czwarta nie nadawała się do stworzenia logicznego zdania, była raczej uczuciem, takim, które siedziało gdzieś pod żebrami i robiło się cięższe z każdym oddechem.
Nie byłem w stanie wskazać momentu, w którym przeniosłem wzrok na szybę drzwi tarasowych, to stało się zupełnie bezwiednie - po prostu w pewnej chwili zobaczyłem odbicie i przestałem mrugać aż poczułem suchość pod powiekami. Podłoga była chłodna przez cienki dywan, czułem to nawet przez spodnie, ale zupełnie się na tym nie skupiałem - wbiłem wzrok w nas dwoje na dywanie, salon za nami, wszystko trochę ciemniejsze niż w rzeczywistości. Moja twarz wyglądała na zrelaksowaną, tylko oczy miałem nadal odrobinę zbyt czujne jak na spokojne popołudnie, Prue sprawiała wrażenie bardziej rozluźnionej, chociaż też pogrążoną w myślach. Wyglądaliśmy jak para, która siadywała razem od lat i nie musiała niczego sobie tłumaczyć, a jednak mieliśmy sobie jeszcze bardzo dużo do powiedzenia.
Zorientowałem się, że patrzę za długo, ale zamiast przesunąć wzrok, dalej wpatrywałem się w to odbicie, jakbym czegoś w nim szukał - przecież dokładnie tak było - moje myśli układały się w prosty ciąg - to, co było, to, co jest, to, co będzie i to, o czym się nie mówi. W mojej głowie miało to sens, było logiczne, niemal oczywiste. Domowe trunki zawsze działały na mnie podstępnie - najpierw rozluźniały kark, potem ramiona, a na końcu język. Byłem podchmielony, w tym stanie, w którym ciało jest spokojne, a umysł przestaje się pilnować, alkohol tylko zdjął ostatnią warstwę ostrożności.
Nie odwracając głowy, odezwałem się na głos, pierwszy raz od kilku minut, jakbym pytał o coś zupełnie zwyczajnego:
- Zastanawiałaś się kiedykolwiek nad tym… Czy ty… Chcesz… Tego? - Zabrzmiało logicznie, jak ciąg dalszy myśli, która już padła, chociaż wcale nie pamiętałem, żebym ją wypowiadał. Wypite nalewki sprawiały, że te rozważania wydawały się oczywiste, pozbawione ostrych krawędzi i niedopowiedzeń, nie brzmiały w mojej głowie jak coś, co nigdy wcześniej nie opuściło jej wnętrza, raczej jak logiczne pytanie, które tylko czekało, aż ktoś je wypowie.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)