Ołtarz. Znajdowała się na kowenowym ołtarzu. Przynajmniej tak jej się wydawało. Jej stopa drgnęła, obcas utknął w zagłębieniu granitowej posadzki. Poruszyła nią, żeby uwolnić stopę. Spojrzała na dół, zobaczyła, że ma na sobą białą sukienkę. Uniosła głowę do góry, zobaczyła twarz, która się do niej uśmiechała. Też powinna się uśmiechać, jednak nie była co do tego szczególnie przekonana. Wiedziała, że powinna tutaj być, że to było jej miejsce, robiła to, czego się od niej oczekiwało, jednak gdzieś w głębi, pod skórą czuła, że nie tędy droga, że to nie do końca to, czego chciała. Zerknęła przez ramię, dostrzegła znajome twarze, również uśmiechnięte, co tylko spowodowało jeszcze większy ciężar na jej piersi. Nie chciała tutaj być, ale jednak pozwoliła sobie znaleźć się w tej sytuacji. Chciała stabilizacji, prawda? Chciała, a przynajmniej tak sobie powtarzała w głowie, tak przecież powinna wyglądać dorosłość. Trzeba było znaleźć męża, ustatkować się, założyć rodzinę, bo tak wypada, bo tak trzeba, szkoda tylko, że nie do końca była zachwycona wyborem swojego kandydata, ale jakoś tak wyszło, jakoś znalazła się w tym miejscu. Jej dłoń zacisnęła się mocniej na bukiecie kwiatów, czuła jak paznokcie wbijają się w łodygi.
W jej nozdrza uderzał zapach lilii, słodki, lepki, mieszał się z kadzidłem i woskiem, który topił się ze świec, był mdły, okropnie mdły. Przez ogromne witraże wpadały ostatnie promienie słońca, rozświetlały to miejsce, uniosła głowę i wbiła spojrzenie w jeden z nich, po chwili przeniosła go na kamienną ścianę. Słyszała w tle głos kapłana, coś mówił, powtarzał kolejne słowa, nie skupiała się jednak na nich, ani na muzyce, liczyła w myślach pęknięcia w tej nieszczęsnej ścianie znajdujące się tuż przed nią, jakby to było najbardziej fascynującą rzeczą w całym tym otoczeniu. Chciała mieć to już za sobą, wyjść stąd na świeże powietrze, liczyła na to, że ono jej pomoże, czuła bowiem niewidzialną pętlę zaciskającą się na jej szyi, nie powinno jej towarzyszyć to uczucie, nie podczas takiego dnia. Powinna się cieszyć, zapamiętać go na zawsze, jednak radość nie przychodziła, wręcz przeciwnie z każdą mijającą sekundą miała wrażenie, że to nie tutaj powinna być, że nie pasowała do tego obrazka, że właśnie coś się kończyło, a nie zaczynało, wcale tego nie chciała.
Wydawać by się mogło, że powinna być pewna podjętej przez nią decyzji, dlaczego więc jej dłoń zaczęła drżeć? Nie miała pojęcia. Jak mogłaby być pewna, kiedy mężczyzna, który się przed nią znajdował, nie był tym, który od zawsze nawiedzał jej myśli, pojawiał się w snach. Ten tutaj po prostu był, nie mogła jednak oszukać siebie, swoich największych pragnień, nawet kiedy udało jej się oszukać całe otoczenie, wszystkich tych ludzi, którzy się tutaj znajdowali.
Muzyka zamilkła, kapłan nieco uniósł głos, mówił do niej? Chyba? Zawiesiła się na dłuższy moment, mrugnęła, powinna wrócić, jej twarz straciła kolor, zrobiła się blada, przeniosła wzrok na mężczyznę. - Słucham? - Wyrwało jej się z ust, chociaż nie powinno, nie słuchała, miała słuchać, ale nie słuchała. Nie chciała tutaj być, nie mogła jednak teraz odwrócić się na pięcie i odejść, tego od niej oczekiwano, to było to, co powinna zrobić, nawet jeśli miała żałować tego do końca swoich dni. Przez jej myśl przeszło, że to wcale nie byłoby takie trudne, wystarczyłoby, że odwróciłaby się w tej chwili, suknia zaszeleściłaby pod jej stopami, kiedy zmierzałaby w kierunku wyjścia i tyle by było po niej. Przeniosła wzrok w bok, dostrzegła tam drzwi przez które przebijało się światło, jeszcze mniej skomplikowana droga ucieczki, z której mogłaby skorzystać, mogłaby skorzystać gdyby znalazła w sobie odrobinę odwagi. Dlaczego zawsze tak trudno było jej robić to na co miała ochotę, dlaczego usiłowała udowodnić wszystkim, że była taka, jakiej oczekiwali? Nie umiała sobie odpowiedzieć na to pytanie, potrzebowała bodźca, aby się stąd wyrwać, obawiała się jednak, że on nie nadejdzie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)