• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25/09/1972] we can't hyde our feelings || cameron & heather

[25/09/1972] we can't hyde our feelings || cameron & heather
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#1
14.02.2026, 21:43  ✶  

—25/09/1972—
Hyde Park, Niemagiczny Londyn
Cameron Lupin & Heather Wood



Przynajmniej tutaj można doświadczyć odrobiny normalności, pomyślał ze swego rodzaju ulgą Cameron, rozsiadając się wygodniej na ławce usytuowanej naprzeciw kompleksu publicznych toalet. Heather mówiła, że idzie tylko przypudrować nosek przed dalszym spacerem, więc raczej nie powinien się o nic martwić, prawda? Chyba że w jednej z kabin siedziała w ukryciu Brenna Longbottom, próbująca namówić jego narzeczoną na wyrobienie jeszcze kilku nadgodzin w tym miesiącu. Tak, to mogło być potencjalnym problemem. Ale chyba by mu powiedziała, gdyby musiała wyjść jednak do pracy?

Przez chwilę obserwował jeszcze wejście do damskich toalet, jednak dość szybko jego wzrok zaczął wodzić po drzewach, krzakach i rozpościerającymi się wokół niego widokami. Ostatnimi czasy zieleń działała na niego kojąco. Z początku uważał to nawet za nieco dziwne; nie miał szczególnie dużo pozytywnych wspomnień z wypraw terenowych organizowanych dla niego i jego rodzeństwa przez ojca, ale z drugiej strony, kto nie nabrałby szerszej perspektywy po czymś takim jak Spalona Noc? Z ciężkim sercem patrzył na zrujnowane kamieniczki, osmolone fasady budynków i sklepiki z powybijanymi oknami. Nie wspominając już o tym, że czasem śnił o płomieniach połykających kolejne budynki.

Czy powinien to teraz drążyć? Wystarczyło, że codziennie w pracy mierzył się z konsekwencjami tamtej nocy. Z początku trafiały do nich głównie osoby ranne w głównym pożarze, jednak do Szpitala św. Munga bardzo szybko zaczęli napływać pacjenci z pierwszymi powikłaniami. Dławiący kaszel, łzawiące oczy, trudności w mówieniu będą efektem działania tego dziwnego dymu... Na swój sposób było to nawet gorsze od Beltane. Tam przynajmniej mierzyli się ze względnie normalnymi obrażeniami u pacjentów. A tutaj? Kto wie, jakie efekty uboczne pojawią się u mieszkańców Londynu za kilka miesięcy?

Pokręcił powoli głową, opuszczając spojrzenie na ciągnący się pod jego stopami chodnik; jego uwagę przykuła grupa mrówek, które próbowały dorwać się do wyplutej przez jednego z przechodniów gumy do żucia. Miał teraz tylko dwa priorytety: rodzinę i Heather. Chociaż sądząc po tym, że ta niedawno przyjęła jego oświadczyny, to te dwa elementy miały niedługo zmienić się w jeden. To jest, tak szybko, jak skombinuje faktyczny pierścionek zaręczynowy zamiast drewnianego. I obrączki. Tym też będzie musiał się zająć...

— O, już jesteś! — odezwał się, podnosząc się z miejsca, gdy tylko padł na niego znajomy cień. Zerknął pytająco w kierunku wejścia do toalet, które akurat opuściła całkiem spora grupa kobiet w średnim wieku. — Plotkowałaś z koleżankami? Dowiedziałaś się czegoś ciekawe?

Puścił do niej oko, ściskając lekko rękę Rudej i wznawiając ich spacer; kierowali się do jednej z głównych fontann w parku.

!BINGO C1
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
14.02.2026, 21:43  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: C1
wariant: 2
typ: zadanie

Podobno każdy ma coś, co zna na pamięć – każdy dialog, opis, detal. Dziś postanawiasz pokazać swojej drugiej połówce historię, która kiedyś skradła twoje serce. Czy to mugolski klasyk filmowy, czy opasłe tomiszcze pachnące kurzem i przygodą? To trochę jak odsłonięcie fragmentu własnej duszy, więc najbardziej boisz się jednego: że nie spodoba jej się scena, którą ty kochasz najbardziej...
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#3
19.02.2026, 11:54  ✶  

Musiała na krótką chwilę opuścić Camerona. Nie zrobiłaby tego, gdyby nie poczuła się przyparta do muru, czasem jednak bywały momenty, kiedy nie dało się inaczej. Był to całkiem przyjemny dzień, kiedy mieli wolne, razem, co zdarzało się stosunkowo rzadko. Mung i Ministerstwo nie brało jeńców, szczególnie w tak gorącym czasie, mieli natłok roboty, dobrze więc było odpowiednio wykorzystać ten jeden, wyjątkowy dzień który mogli spędzić razem.

Publiczne toalety nie były miejscem, które lubiła odwiedzać, chyba nikt tego nie lubił. Czasem jednak każdy był zmuszony do tego, aby z takich skorzystać. Starała się załatwić wszystko, jak najszybciej tylko mogła, bo zapach, który uderzał w jej nozdrza nie należał do najprzyjemniejszych, była skłonna przyznać iż śmierdziało tu jeszcze bardziej niż na Nokturnie, co zdarzało się raczej rzadko.

Kiedy wyszła z tego okropnego budynku wytarła mokre dłonie o swój płaszcz, odruchowo dotknęła lewą dłonią palca serdecznego prawej, obróciła drewniany pierścionek, który nosiła na nim od jakiegoś czasu, uśmiechnęła się sama do siebie przypominając sobie o jego istnieniu. Był to znak świadczący o tym, że ona i Cameron byli dla siebie wyjątkowi, mieli zostać małżeństwem, pewnie w dalszej, niż bliższej przyszłości, nie zmieniało to jednak faktu, że miała poślubić kogoś wyjątkowego.

Uniosła głowę, aby odnaleźć go między ludźmi pędzącymi w tylko sobie znanym kierunku. Każdy miał do załatwienia jakieś sprawy, miała wrażenie, że powoli zaczynali wracać do dawnego rytmu, chociaż otoczenie wcale o tym nie świadczyło, pewnie dużo czasu zajmie pozbywanie się wszystkich śladów po pożarach, które miały miejsce niecałe dwa tygodnie temu. Niełatwo będzie społeczeństwu się z tego otrząsnąć.

Lupin siedział na ławce, ruszyła w jego kierunku, najwyraźniej nie zauważył, że się zbliża bo był zajęty wpatrywaniem się w ziemie, była ciekawa, co go tak zafascynowało. Nie odezwała się słowem, przystanęła przed nim rzucając na niego cień, dopiero wtedy zauważył jej obecność.

- Tak długo mnie nie było? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Miała wrażenie, że wizyta w szalecie zajęła jej ledwie chwilę, robiła wszystko, aby wydostać się stamtąd jak najszybciej.

- Przecież nie mam koleżanek, to znaczy poza Brenną, a ona jest gdzieś indziej. Obserwowałeś mrówki? - Spoglądała przez chwilę na ziemię, próbując ustalić, czym zajmował się pod jej nieobecność.

Ścisnął jej dłoń, więc mogli kontynuować ich spacer, wiatr całkiem przyjemnie owiewał ich twarze, zwiastował jednak również nadejście jesieni, za którą Ruda nie do końca przepadała, niedługo miało być szaro i ponuro, wysysało to z niej pozytywna energię. Nie znosiła tego okresu w roku, który się zbliżał.

- Myślisz, że niedługo wszystko wróci do normy? - Zapytała spoglądając na jedną z mijanych kamienic, która była dość mocno dotknięta przez ogień. Nie znała się na tym wcale, nie miała pojęcia ile może zająć renowacja niemalże całej stolicy, i czy w ogóle dało się naprawić wszystko?

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#4
21.02.2026, 22:58  ✶  
— Chcesz powiedzieć, że kobiety nie nawiązują jakiegoś więziozmysłu, kiedy kilka na raz spotyka się w toalecie? — zapytał z rozbrajającą powagą, przekrzywiając nieco głowę w bok. — N-n-nie macie tak??

Sądząc po tym, jak zachowywały się jego koleżanki z wykładów i ćwiczeń uzdrowicielskich, był pewny, że tak funkcjonowała większość czarownic. Że zaczynały komplementować swoje włosy, paznokcie, makijaż, ciuchy... I nagle nie były nieznajomymi lub żadnymi ''paniami'', a koleżankami, które zdawały się znać od przedszkola. Cóż, może się mylił. Albo miał bardzo specyficzne grono rówieśnicze na studiach.

— D-dużo ich tutaj. — Wzruszył sztywno ramionami. — P-poza tym, trochę nas teraz przypominają, nie? Same nie potrafią przenieść kawałka jakiegoś owocu, więc wzywają koleżanki i próbują to zrobić wspólnymi siłami. To trochę jak naprawa tego całego burdelu po Spalonej Nocy.

Wielcy filozofowie świata czarodziejów byliby na pewno dumni z tego porównania.

— To nie pierwszy taki duży pożar w historii Londynu — stwierdził po dłuższej pauzie Lupin, mimowolnie zerkając w tym samym kierunku do Heather; w stronę rzędu kamienic znajdujących się poza granicami parku, w którym teraz byli. — Jakieś 300 lat temu spłonęło ponad osiemdziesiąt procent starego miasta. Jasne, Londyn był wtedy nieco mniejszy, ale żywioł to żywioł, nawet jeśli podsycony magią. Podobno spaliło się wtedy większość drewnianych konstrukcji na terenie miasta. — Przerwał na chwilę. — Jakoś wstaniemy na nogi. Jeśli Ministerstwo Magii dogada się długoterminowo z mugolskim rządem, to tym bardziej cały proces przyspieszy. N-najgorsze już chyba za n-nami.

Nie wiedział jakoś specjalnie dużo o pożarze z 1666, nie był w końcu historykiem, ale w Szpitalu św. Munga imał się różnych zajęć, jeśli akurat nie było nic do roboty lub ktoś po prostu musiał coś zrobić. Kilku uzdrowicieli zleciło stażystom przejrzenie starych dokumentów dotyczących leczenia ofiar pożarów. Biorąc pod uwagę napływ chorych z bezpośrednimi obrażeniami od ognia oraz powikłań związanych ze wdychaniem dymu, nie był to wcale taki zły pomysł. To właśnie tam Cameron natknął się na parę wzmianek o ofiarach wśród czarodziejów i czarownic, którzy pomagali gasić miasto.

— Miło spędzić w końcu trochę czasu razem w spokoju — kontynuował, spoglądając z uśmiechem na narzeczoną. — Z dala od atakowanych sabatów, przeklętych ośrodków wakacyjnych, walących się kamienic... Mamy bardzo ciekawe życie, nie sądzisz? — Sarknął cichym śmiechem. — Jeszcze ciebie rozumiem: sama wlazłaś do BUMu, a wcześniej do drużyny quidditcha, ale ja? Po ukończeniu Hogwartu sądziłem, że czeka mnie mycie fiolek na eliksiry i co najmniej półtora roku wymieniania baseników sanitarnych.

Zamiast tego błąkał się po lasach, operował ludzi w warunkach polowych lub mierzył się z całymi armiami mieszkańców Londynu rannych w klęsce żywiołowej zrzuconej im na głowę przez grupę czarnoksiężników. A jednak... Nie potrafił zaprzeczyć, że mu to pomogło. Gdyby nie sztywne zasady Florence i innych wykładowców w Szpitalu św. Munga na pewno nauczyłby się dużo mniej, gdyby nie panujący w kraju konflikt. Takich lekcji nie dało się kupić. Zainscenizować. Jeśli tylko dotrwa do końca szkolenia, to jego kariera na pewno tylko na tym skorzysta. Nie mówiąc już o tym, że teraz wiedział, że faktycznie mógłby samodzielnie pomóc Rudej, gdyby kiedyś wróciła ranna z akcji. Lupin nachmurzył się nieco na tę myśl.

Para spacerowała kolejnymi alejkami, nieuchronnie zbliżając się do fontanny, która była ich kolejnym przystankiem, aż... Cameron przystanął niespodziewanie, odwracając się w stronę trawnika na którym się grupa dzieci. Między dwoma drzewami zawieszono wielką płachtę na której raz po raz wyświetlał się urywany obraz, który po chwili znikał. Nieopodal para dorosłych koło trzydziestki - facet i kobieta - mocowali się z czymś co przypominało projektor. Ten wydawał się jednak trochę nowocześniejszy od tych, które Cameron i Heather mogli kojarzyć ze szkoły, który został zaadaptanowany na potrzeby wyświetlania magicznych slajdów podczas zajęć lekcyjnych.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#5
07.03.2026, 01:17  ✶  

- Pewnie większość kobiet tak. - Wzruszyła jedynie ramionami. Być może faktycznie tak było, często w toaletach spotykała grupy dziewcząt, które rozmawiały ze sobą, jakby znały się od zawsze, mimo, że nie wiedziały nawet jak mają na imię. Wood jednak nigdy nie należała do tego grona. Zazwyczaj po prostu wchodziła, robiła swoje i wychodziła. Prosta sprawa.

- Trochę tak, pokazują, że współpraca popłaca. Jedna nie byłaby w stanie zrobić nic, a razem? Razem mogą wszystko. - Było coś niesamowitego w tych mrówkach, mimo, że nie znała się jakoś specjalnie na zwierzętach, to nawet ona była w stanie to stwierdzić. Te drobne istoty potrafiły ułożyć swój świat dzięki temu, że umiały się ze sobą komunikować - niesamowite.

- Nie wiem, czy my umiemy aż tak, chociaż widać, że nie jest najgorzej. - Prawdą było to, że społeczeństwo pokazało, że potrafi ze sobą współpracować po tej tragedii, która pochłonęła sporą część stolicy. Była przed nimi jeszcze długa droga do powrotu do normalności, ale się nie poddawali, wyciągali pomocną dłoń, warto było to zauważać.

- O, gdzieś zgubiłam te informacje. - Ruda nieco orientowała się w historii magii, jednak nie była to bardzo szczegółowa wiedza. Nie pamiętała o poprzednich pożarach, dobrze było jednak wiedzieć, że wtedy sobie poradzili, teraz nie mogło być inaczej. - Na pewno najgorsze za nami, chociaż odbudowa może być bardzo czasochłonna, ale nie powinno być nam to straszne. - Naprawdę chciała wierzyć w to, że będzie dobrze. Wiedziała, że wspólnymi siłami można zdziałać wiele, więc pozostawało wierzyć w to, że przy tej tragedii, która miała miejsce wszystkim uda się zjednoczyć.

- Bardzo miło, czasem się zastanawiam, jakby wyglądało nasze życie, gdyby nie to wszystko, wiesz? - Działo się wiele, co chwilę ktoś pakował się w kłopoty, smierciożercy nie brali jeńców, czekali na to, aż pokażą słabość, żeby zaatakować. Do tego musieli odnaleźć się w dorosłym życiu, bo przecież dopiero niedawno zakończyli swoja edukację w Hogwarcie, to nie było spokojnym życiem. Czasem myślała o tym, jakby to wszystko wyglądało, gdyby wojna im nie towarzyszyła. - Nie jest jednak najgorzej, ciągle żyjemy, a nie wszyscy mieli tyle szczęścia. - Być może sporo niespodzianek spotykało ich w życiu, jednak zdaniem Rudej wcale nie powinni na to narzekać, wiadomo, że nie tego się spodziewali, gdy rozpoczynali dorosłe życie, ale nie było, aż tak źle. - Nie mów mi, że mycie fiolek byłoby bardziej interesujące od tego... - Zdawała sobie sprawę z tego, że Cameron pewnie nie spodziewał się tego, jak będzie wyglądało jego życie, ale czy na pewno mógł narzekać, mogło być dużo gorzej.

Spacerowali nadal, nie spieszyli się w końcu nigdzie, mieli dzień wolnego, mogli go wykorzystać jak tylko chcieli, Ruda nie zamierzała wracać szybko do domu, bo takie okazje nie zdarzały się często. Cameron przystanął, więc i Heath to zrobiła. Widziała, że coś się dzieje. Czyżby za chwilę mieli tu wyświetlić jakiś film? - Czy to jest to, co mi się wydaje? - Zapytała jeszcze swojego narzeczonego. Nie, żeby nie miała pewności, ale wolała zadać to pytanie w głos. - Obejrzymy film? - Odwróciła się do niego, oczy jej błyszczały, a to sugerowało, że nie zamierza akceptować odmowy.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#6
11.03.2026, 21:08  ✶  
— Szkoda, że trafiło akurat na nasz OIOM — wtrącił jednak Cameron, krzywiąc się na samą myśl. — T-trzeba przyznać, że t-trzeba b-być n-nami, żeby wygrać m-mieszkanie tylko po to, żeby parę dni później z-zaczęło się walić na twoich oczach.

Bolało to tym bardziej, że przy przekazaniu kluczy oficjele opowiadali im ze szczegółami o tym, jak odnowiono lokal w trakcie lata, aby dostosować go do ich potrzeb. Trudno było nie oprzeć się wrażeniu, że część ich pracy poszła na marne po tym, jak pojawił się ten okropny pył i popękane szyby.

— Hmm… Myślę, że gdyby trochę zmienić ciąg wydarzeń, to byłbym teraz narzeczonym wielkiej gwiazdy quidditcha. — Pokiwał powoli głową z miną antycznego myśliciela. — Dalej ćwiczyłabyś z Harpiami, a ja byłbym obecny na każdym meczu. Wpraszałbym się do każdego zespołu sanitarnego pilnującego graczy podczas rozgrywek. Ty byś łapała znicze, a ja składałbym twoich rywali do kupy, żeby przypadkiem nie mogli cię pozwać o trwałe uszkodzenie ich ciał podczas ''agresywnej gry''.

Uśmiechnął się szeroko do Heather. Chociaż sam starał się trzymać raczej z daleka od latających mioteł (zwłaszcza po wypadku, jakiego doznał ostatniego lata), tak nie przeszkadzało mu to w obserwowaniu znamienitej większości sportowej kariery Rudej. Widywał ją na boisku już w czasach szkolnych, a potem bywał nawet na jej pierwszych meczach z kobiecej drużynie quidditcha - to jest, dopóki trenerka Harpii nie posłała jej na ławkę rezerwowych.

Ruda nie dawała sobie w kaszę dmuchać, ale nie przywykła też do błagania o to, czego pragnęła. To pewnie przez to typowe dla gryfonów poczucie dumy. Nic dziwnego, że tak drastycznie zmieniła ścieżkę zawodową, skomentował bezgłośnie Cameron, mimowolnie zerkając na dziewczynę. Czy gdyby nie trwająca wojna ta praca dalej przynosiłaby jej satysfakcję? A może powszednie obowiązki nie przynosiłyby jej takiego zastrzyku adrenaliny, jaki potrafił nieść ze sobą kolejny atak Śmierciożerców? Pokręcił głową, odsuwając te myśli na bok.

— Nie mylisz się — przyznał z cichym westchnieniem. — Chcę spędzić z tobą jak najwięcej czasu. Liczonego w latach, o ile nie dekadach, jeśli mam już określić swoje preferencje.

Wydął dolną wargę w lekkim uśmiechu. Aż nazbyt dobrze wiedział, że wystarczyła jedna dodatkowa kłoda rzucona im pod nogi przez los, aby skończyli podobnie do tych biedaków, których już z nimi nie było. Polana Ognisk. Knieja po Beltane. Pożary. Ba, kto wie, jak skończyłaby się ich wizyta na kiermaszu w Stonehenge, gdyby zdecydowaliby się zostać tam na nieco dłużej i zostaliby świadkami tej szalonej akcji arcykapłanki kowenu?

— Niee, byłoby dużo nudniejsze, ale aż dziwnie myśli się o tym, że gdyby sprawy potoczyły się nieco inaczej, to faktycznie moglibyśmy wracać do domu i... martwić się czymś tak prostym. Brudne fiolki, opary z eliksirów, przez które trzeba by było wietrzyć z laboratorium, zaległe raporty, szkolenie nowych brygadzistów. — Wybałuszył na moment oczy. — Jedno jest pewne, za dziesięć czy piętnaście lat nasze doświadczenia będą wręcz... nieporównywalne z tym, jak wygląda ''normalna'' praca.

Mruknął twierdząco, gdy Heather również zatrzymała się po zobaczeniu rzutnika. W szkole rzadko kiedy mieli okazję używać go poza zajęciami; głównie przez utrudniony dostęp do jakichkolwiek materiałów, jakie mogliby na nim wyświetlić dla własnej rozrywki. Dodać do tego jeszcze to, że materiały od mugoli nie zawsze chciały współpracować z wszechobecną w Hogwarcie magią i stawało się jasne, że oglądanie filmów raczej nie było ich główną zabawą w Hogwarcie.

— Jesteś pewna...? — zapytał powoli, mrużąc lekko oczy, jakby nie był pewny, czy Heather była gotowa na tego typu doświadczenia. — Jeśli to jest ten film, co myślę, to może to być nieco wstrząsające. Koszmarnie wstrząsające.

Przyglądając się regulowanemu obrazowi, miał wrażenie, że rozpoznaje film, który miał być puszczony dzieciom. Przez większość czasu była to komedia, ale bywały też momenty... grozy. Silnego wewnętrznego niepokoju, że coś takiego mogłoby wyjść z ekranu i cię porwać.

~~*~~

Cameron od razu przystał na propozycję Heather. Na sam film przyszło im jednak trochę poczekać: para dorosłych oprócz głównego prześcieradła, na którym miał być wyświetlany film, rozstawiła również sporych rozmiarów namiot. Koniec końców w środku znalazła się całkiem spora grupa ludzi: w dużej mierze złożona z dzieci, ale znalazło się tutaj także paru dorosłych, którzy zajęli miejsca z tyłu.

— W-wiesz, jeśli będziesz się bała, to możesz się przytulić — wyszeptał do Rudej, zanim został uciszony przez jakiegoś sześciolatka.

Sam film okazał się bardziej... zbiorem... historii praktycznie ze sobą niepowiązanych z wyjątkiem głównych postaci: czwórki nastolatków i gadającego psa (bez wątpienia zainspirowanego jakimś animagiem). Pierwsze dwa-trzy filmy dotyczyły głównie postaci duchów i nie wydawały się zbytnio poważne; zwłaszcza gdy widziało się już parę takich widziadeł na własne oczy. Napięcie urosło, jednak kiedy dotarli do odcinka, który zaczął się od pojawianie się dziwnego statku i rechoczącego trupiego astronauty.

Podczas gdy co poniektóre młodsze dzieci zaczęły sobie zasłaniać uszy, Cameron uśmiechał się szeroko na widok kosmicznego straszydła. Jednak miał rację! Bardzo dobrze kojarzył ten odcinek, bo widział go, kiedy kompilacja mini-filmów pojawiła się w repertuarze jednego z kameralnych kin. Na swój sposób główny ''złoczyńca'' wydawał się Cameronowi satysfakcjonujący: może właśnie przez nietypowy wygląd i przez to, że nijak nie można było go powiązać z niczym co znali ze świata czarodziejów? Chłopak zerknął kątem na Heather, przyglądając się jej z wyraźnym wyczekiwaniem, nie mogąc się doczekać jej reakcji. Bądź co bądź, to był jego ulubiony odcinek.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Owszem, oglądamy Scooby-Doo i jest to perfectly canon, bo był puszczany w UK od 1970.
Link do odcinka: https://www.cda.pl/video/2318373216 XD
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#7
16.03.2026, 23:26  ✶  

- Prawdziwi z nas szczęściarze, na szczęście mogło być gorzej, co nie? - Zawsze mogło być gorzej, a przynajmniej tak się Rudej wydawało. Mogło im się zwalić na przykład na głowę, a ta wątpliwa przyjemność ich ominęła, z czego warto było się cieszyć. Nie wszyscy mieli przecież tyle farta co oni. Punkt widzenia zależał od punktu siedzenia - oczywiście.

Nie da się ukryć, że praca włożona w remont ich nowego, wspaniałego gniazdka została zniszczona, ale przynajmniej mieli do czego wrócić, mogli coś z tym zrobić, nie wszyscy mieli takie możliwości, zresztą posiadali też odpowiednie fundusze, więc to nie powinno być większym problemem. Jasne, nie przewidzieli być może, że coś takiego się wydarzy, ale chyba nikt nie był gotowy na to, co się stało. Voldemorta pojebało i postanowił spalić stolicę, to nie śniło się nawet najbardziej znamienitym filozofom, czy też wróżbitom.

- Może jeszcze kiedyś wrócę do gry. - Rzuciła jeszcze, bo zastanawiała się nad tym czasami. Tylko, że to nie był odpowiedni moment. Nie, kiedy ich świat zaczął się rozsypywać, nie mogła zajmować się czymś tak błahym, kiedy ludzie umierali. Oczywiście, że gra w quidditcha sprawiała jej ogromną przyjemność, ale miała wrażenie, że mogłaby marnować swój potencjał, gdyby ciągle tylko latała nad boiskiem. Teraz przydawała się do innych spraw, mogła ratować życia, to miało więcej sensu, przynajmniej na ten moment. - Dobrze to przemyślałeś, dzięki Tobie byłabym bezpieczna, nikt nie mógłby mi niczego zarzucić. - Cameron miał głowę na karku, był cholernie inteligentny, nie można było tego nie dostrzec. W sumie gdyby kiedyś wojna się skończyła to mogliby wieść naprawdę bardzo przyjemne i spokojne życie.

- To brzmi naprawdę nieźle, mogłabym powiedzieć, że doskonale, mamy jeszcze sporo przed sobą. - Naprawdę doceniała to, że Lupin z nią wytrzymywał, bo wiedziała, że to wcale nie jest takie proste jakby się mogło wydawać. Była dość narwana, podejmowała spontaniczne decyzje, a on to wszystko akceptował. Nie miał do niej pretensji o to, jaką ścieżką zamierzała podążać, wspierał ją. Nie wydawało jej się, aby każdy miał takie podejście.

- Co nie? W tej chwili to brzmi, aż irracjonalnie. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. - Dosyć szybko musieli odnaleźć się w tym nowym świecie pełnym ludzi, którzy chcieli zrobić im krzywdę. Daleko mu było do normalności, ale jednak jakoś dawali radę. Gdy myślała o tym, jak wyglądało to wcześniej, to naprawdę wydawało jej się to nudne, ale nie miałaby nic przeciwko temu, aby wrócili do dawnego porządku. Kiedyś na pewno się to wydarzy, prędzej, czy później, to wszystko było tylko chwilowe - naprawdę w to wierzyła.


Pojawił się rzutnik, a oni się nigdzie nie spieszyli - było to naprawdę wyjątkowe, no przecież żal byłoby nie skorzystać z takiej sposobności losu. Nie widziała innej możliwości. Mogli usiąść między ludźmi i dołączyć do seansu, który jeszcze się nie zaczął. - Wstrząsający? Brzmi jak niezła zabawa! - Jeśli próbował ją w ten sposób zniechęcić do obejrzenia filmu, to zdecydowanie nie miało zadziałać, wręcz przeciwnie - teraz w ogóle nie brała pod uwagę tego, że mogliby się stąd zmyć. Musieli zostać, brzmiało to bowiem całkiem obiecująco.

Chwilę trwało zanim przygotowania do wyświetlenia filmu zostały zakończone. Był namiot, ekran, pełno dzieciaków, cóż - widziała na co się pisze, nie przeszkadzało jej to zupełnie. Czuła, że to będzie naprawdę miło spędzony czas.

- Czy muszę się bać, żeby się przytulić, czy bez tego też mogę? - Zapytała jeszcze przyglądając się swojemu narzeczonemu, bo tak właściwie to niczego się nie bała, a jednak przytulanie zawsze było dobrym pomysłem. Nie sądziła, że potrzebowała odpowiedzi na to pytanie... także niemalże od razu zbliżyła się do niego i oparła swoją głowę na ramieniu Camerona. Ignorowała te wrzeszczące bachory, chociaż miała ochotę pokazać im jak należy zachowywać się między ludźmi.

Ruda wpatrywała się w ekran z ogromną fascynacją. Była to naprawdę interesująca historia, czwórka nastolatków i pies, którzy współpracowali ze sobą, i rozwiązywali zagadki, trochę jak ona, Cameron i Julek w dobrych czasach. Tylko nie mieli psa, mieli gęś i lwa... i wiele innych rekwizytów.

Sama historia wydawała się być całkiem banalna, każda z nich, ale bardzo śmieszna, więc Ruda doskonale bawiła się na tych zlepkach historii, uśmiech nie schodził jej z twarzy. - Chcę takiego psa!!!! - Powiedziała trochę zbyt głośno, bo odwróciło się w ich kierunku kilka osób siedzących przed nimi, ale miała to gdzieś.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#8
21.03.2026, 21:39  ✶  
— A czy dzik sra w lesie? — rzucił do narzeczonej z szerokim uśmiechem. Z wycieczek terenowych Lupinów wynikało, że tak, a więc odpowiedź była prosta.

Wypuścił powoli powietrze przez usta, rozglądając się niespiesznie na boki, aby pozwolić oczom samoczynnie przyzwyczaić się do półmroku panującego w namiocie. Jedynym źródłem światła by regulowany właśnie rzutnik, którego lampy rozpraszały otaczającą ich ciemność. Samo wejście do środka przyniosło mu nieoczekiwaną ulgą; poczuł się tak, jakby gruba płachta odcięła od wszystkich czekających na nich po drugiej stronie trosk. Przez najbliższe kilkadziesiąt minut miał liczyć się tylko on, Heather i taśma filmowa. Remonty, zrujnowane budynki i wspomnienia Spalone Nocy mogły poczekać cierpliwie na koniec seansu.

Cameron co chwilę zerkał na rudowłosą ukochaną, chcąc uchwycić jej reakcje na poszczególne sceny, a przede wszystkim sprawdzić, czy jego ulubiony odcinek przypadł jej do gustu. Wiedział, że sama forma rozrywki tego typu nie była jej obca. Nie była oderwana od rzeczywistości, jak niektóre panny z czystokrwistych rodzin. Wręcz przeciwnie: we trójkę z Charlesem równie często bywali w mugolskich miejscach, co w magicznej dzielnicy. Może nawet częściej. Żyjąc na co dzień w otoczeniu magii, czasem to właśnie zwykłe wypady do mugolskiego Londynu potrafiły dostarczyć im emocji.

— Jak nic to od nas ukradli — skomentował szeptem, gdy Scooby zaczął jojczyć ludzkim głosem na swój los. — Spotkali jakiegoś animaga czy kogoś takiego... Przecież to wypisz wymaluj jakaś magia.

Czy czarodziejska kultura zapewniłaby im podobną rozrywkę? Trudno powiedzieć. Lupin był zdania, że czarodzieje wciąż byli daleko w tyle, jeśli chodzi o swobodę, jaką charakteryzowały się współczesne twory niemagów. Może za dziesięć, dwadzieścia lat sytuacja ta ulegnie nieco większym zmianom. Największym problemem zapewne była technologia; chociaż czarodziejom udało się podporządkować magii fale radiowe, tak urządzenia pokroju rzutników czy kamer wydawały się nieco większą przeszkodą.

Poza tym, na razie to teatr odgrywał główne skrzypce w społeczności czarodziejów, a Cameronowi... Cóż, łatwo się nudził. Zwłaszcza że wyjście na jakąkolwiek premierą wiązało się z całym rytuałem: ładnym ubraniem się, jakimś bankietem, brylowaniem w towarzystwie. Sam spektakl często był na drugim planie w porównaniu z następującym po nim przyjęciem.

— O kurwa, takiego gadającego? — wymsknęło mu się, kiedy usłyszał komentarz Heather.

Na szczęście jego słowa zbiegły się w czasie z wyjątkowo głośnym efektem dźwiękowym, który stłumił jego słowa. Tylko Ruda i kilka dzieciaków siedzących bardzo blisko nich miało szansę go usłyszeć. Jakaś mała blondyneczka z kucykami spojrzała na niego z wyrzutem i przesunęła bliżej koleżanki, jakby nie chciała mieć do czynienia z kimś, to przeklina.

— Myślisz, że takie mamy? W sensie słyszałem coś kiedyś o kotach, ale psy...?

Przeniósł spojrzenie z Rudej na ekran, przekrzywiając głowę w bok. Faktycznie potrafił sobie wyobrazić, że takie wielki byk mógłby przypaść Heather do gustu. Wprawdzie nie raz słyszał, że kupowanie zwierzaków na prezent nie było dobrym pomysłem, ale może to byłby dobry prezent ślubny? Albo na drugie zaręczyny, kiedy już dorwie pierścionek przy którego zakładaniu Ruda nie nawbija sobie drzazg w palec?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (2396), Heather Wood (1680), Pan Losu (65)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa