• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[01.10.72] In night's refuge let me make love to the moon

[01.10.72] In night's refuge let me make love to the moon
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
09.05.2026, 10:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2026, 10:53 przez Eutierria.)  
Smakujące chilli spotkanie
In night's refuge
let me make love to the moon


W ręce Ceolsige wpadła pewnego wieczoru księga niezwykła. Kto nie znał wrzosowisk i Kniei, ten tak naprawdę nie znał Doliny Godryka – nie wszyscy jednak zapuszczali się tak daleko, aby móc przeanalizować stare, lecz wciąż śmierdzące czarną magią pole dawnej bitwy. A jeśli się zapuścili, cóż mogli bez owej starej, niezwykłej księgi począć?

Niektóra wiedza pisana była tym, którzy zechcieli czytać.

Jednym z poległych na polanie był niejaki Sir Wilhelm, wojownik o niezwykłej mocy, o którym niegdyś pisało się, iż pozostawił po sobie pokaźnych rozmiarów majątek. Mimo prób grabieży i odszukania go, nikomu ostatecznie nie udało się go przejąć, a on zabrał swoje sekrety do grobu, którym według odnalezionych przez Ceolsige zapisków nie był wcale rodowy cmentarz, lecz pole bitwy, na którym poległ setki lat temu. Trumna pod pomnikiem w Great Hangleton miała być zdaniem tej historyczki pusta.

Fryderyka nigdy nie sprawdziła do końca swojej teorii ze względu na sędziwy wiek, lecz przelała ją na pergamin. Otóż, żona Wilhelma, odpowiedzialna za przynajmniej część przypisywanych mu osiągnięć (jakże łatwo przecież wymazywało się z historii kobiety), wytyczyła bezpieczną ścieżkę przez las, oznaczając dęby nasączonymi magią nacięciami. Tam, na polu gdzie poległ jej mąż, spędzała dni i noce sącząc wino w kielicha i cierpiąc po jego stracie – klęczała na cuchnącej ziemi i łkała, tam właśnie ukrywając wszystkie wartościowe bronie, jakie Wilhelm po sobie pozostawił. Wystarczyły trzy kroki, aby je odzyskać: po pierwsze należało wyznaczyć różdżką bramę, rysując znak X w centralnym punkcie pola dawnej bitwy, po drugie należało wbić w ten centralny punkt różdżkę (koniecznie pionowo), po trzecie stojąc przy niej, gdy wciąż była wbita, należało zwrócić się do Ériu, Rosmerty lub Pani Księżyca, oferując im swoją obecność zamiast krwawej ofiary. To właśnie symboliczne małżeństwo z boginią miało nadać chcącemu odzyskać artefakt z ziemi legitymację do wyciągnięcia z niej materialnych obiektów.

Historyczka pomyliła się, a wędrująca po wrzosowiskach Helloise okazała się szybkim ratunkiem z sytuacji. Ceolsige mogła zauważyć ją idąc na miejsce, lub wracając do Doliny. Helloise mogła też zakraść się za nią zobaczywszy, że ktoś łamie zakazy i zmierza do lasu. Wyryte na drzewach symbole napełniały obie kobiety tak głębokim spokojem, że przerażające widma zdawały się tematem bardzo odległym. Najwyraźniej znalazłyście bezpieczny sposób na to, aby zwiedzić przynajmniej część Kniei.

To wcale nie bogini należało złożyć przysięgę – Ceolsige ujrzała w nagłej wizji prawdę o tym, iż rytuał wymagał drugiej osoby trzymającej ją za ręce nad różdżką wbitą w ziemię. Nie mógł to jednak być byle kto. To musiała być kobieta, która ten las rozumie i potrafi rozmawiać językiem drzew. Należało jej słownie, przynajmniej na dzisiejszy dzień, ofiarować siebie.

Jeśli Helloise się zgodziła, chwyciła Ceolsige za ręce, nad polem i wrzosowiskami zerwał się wiatr naganiający gęste, deszczowe chmury. Wy jednak nie zważałyście na chłód. Trzymając się za ręce, czułyście narastające w was napięcie, a pierwsze krople ciepłego deszczu spadające na wasze rozgrzane policzki doprowadziły do wybuchu euforii. Mimowolnie zanurzyłyście się wspólnie w stan zwany Eutierrią.

A artefakt? Ostatecznie nie było tam żadnej broni, lecz para zapewne zaklętych, złotych obrączek.


Dla @Ceolsige Burke  i @Helloise Rowle – rozpoczyna się wasza Randka w ciemno. Wybierzcie fabularną datę tego spotkania i zgłoście ją w moim temacie konsultacji. Uprzejmie informuję, że ponieważ pisanie postów wstępnych zajęło mi sporo czasu, wszyscy uczestnicy otrzymują dodatkowe dwa miesiące na rozliczenie tych sesji. Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki. Życzę pikantnej zabawy.
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#2
11.05.2026, 12:18  ✶  
Październikowe niebo nad wrzosowiskami Doliny Godryka przypominało świeżego siniaka – głębokie fiolety mieszały się z brudnym różem dogasającego słońca, które chowało się za ciężką kurtyną stalowych chmur. Ostatnie promienie rzucały na grunt nienaturalnie długie, niemal karykaturalne cienie, które pełzły po kępach wrzosów niczym ciemne palce gładzące je jak zmierzwione włosy przed wtuleniem w noc. Powietrze było ostre, przesiąknięte wilgocią i zapachem butwiejącej roślinności, zwiastującym nieuchronny koniec wegetacji.
W tę senną, sytą mrokiem panoramę wdarł się ruch. Nisko nad ziemią, tnąc pasma mgły, sunęła sylwetka czarownicy. Ceolsige, pochylona nad drzewcem swojej miotły, wyglądała z oddali jak wycięta z czarnego papieru. Jej spiczasty kapelusz stawiał opór pędowi powietrza, a poły szarego, miotlarskiego płaszcza łopotały rytmicznie, odsłaniając kunsztowny haft – nitki układały się w dynamiczny wzór szalejącej burzy, który w tym świetle wydawał się niemal żywy. Spod płaszcza wystawała ciężka, czarna spódnica szaty, której dół smagał czubki najwyższych wrzosów.
Zwalniała miarowo niski lot, przechodząc do spokojnej lewitacji kilkadziesiąt metrów od gęstniejących pni znaczących krawędź kniei. Postawiła spokojnie stopy na kępkach mchu, który poddał się naciskowi szerokich obcasów. Kiedy stanęła pewniej, oszczędnym ruchem zsiadła z miotły, stawiając ją płynnie do pionu jak laskę maga.
Jej dłonie, smukłe i blade od chłodu, sprawnie manipulowały przy miotle – metalowe zapadki i trybiki mechanizmu, który sama dopracowała, kliknęły z satysfakcjonującą precyzją, składając drzewce w poręczną paczkę. Zarzuciła pasek miotły przez ramię, poprawiając jednocześnie szary, miotlarski płaszcz. Materiał, choć ciepły i pozornie gruby, układał się miękko. Ceolsige odetchnęła głębiej, zaciągając się zapachem powietrza i pozwalając, by nie tylko jego zapach, ale i smak wypełnił jej zmysły.
Przez chwilę stała nieruchomo, badając wzrokiem ciemniejącą krawędź Kniei. Sięgnęła do przewieszonej przez ramię skórzanej torby i wydobyła z niej plik notatek. Nie wertowała ich gorączkowo; zamiast tego powolnym, niemal leniwym ruchem głowy zaczęła wodzić wzrokiem wzdłuż linii drzew. Wyglądała, jakby oglądała wyjątkowo zajmującą panoramę natury, a nie intruz naginający ministerialne zakazy. Jej spojrzenie przesuwało się po sękatych pniach i splątanych gałęziach, aż w końcu zatrzymało się na wybranym fragmencie lasu. Na jej twarzy wykwitł cień zadowolonego uśmiechu.
Schowała papiery do torby, starannie zapinając klamrę. Poprawiła rondo kapelusza, upewniając się, że stabilnie trzyma się na głowie, i jednym szarpnięciem wyrównała pasek torby na ramieniu. Zdecydowanym, pewnym krokiem ruszyła w stronę cienia rzucanego przez pierwsze dęby. Każdy jej ruch, od wyprostowanych pleców po rytm marszu, emanował aurą osoby, która doskonale wie, co robi i – co ważniejsze – ma pełne prawo tu być. Zbliżając się do pni, prawą dłoń schowała w kieszeni płaszcza. Jej palce owinęły się na rączce różdżki, na wypadek gdyby obecni lokatorzy kniei wyrazili sprzeciw dla jej obecności.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#3
18.05.2026, 17:31  ✶  
Żniwa dobiegły końca. Sadownicy z Doliny zebrali cały swój plon uszczuplony ogniem i popiołem Spalonej Nocy. Teraz szykowali się wszyscy do snu zimowego. Stracony był to rok dla tych, którzy polegali na darach lasu. Helloise straciła ten rok i gorzko smakowała jej ta strata nie do odrobienia, bo nigdy już nie wydarzy się ponownie rok 1972.
Odkąd przybyła w to miejsce przed piętnastu laty, ani razu nie opuściła Kniei na dłużej niż kilka dni. Las bowiem nieustannie ściągał ją ku sobie, las grasował po jej domu, a niekiedy i sama wiedźma dom wynosiła do lasu — och, jakże dziwić się musiał przechodzeń, gdy w cieniu któregoś z drzew Kniei znajdował rzeźbione skryptorium i porzucone na nim stosy ksiąg. Jestem las i w imieniu lasu mówię. Żaden zakaz ani widmo nie zniszczyły tej więzi, Helloise wciąż ściągało do jej rodowego gaju. Ludzie Ministerstwa widywali wiedźmę nie raz, jak przechadza się blisko wytyczonej granicy, i ona widywała ich. Jakże mogłaby więc nie poznać, że ta kobieta, która owego wieczora zjawiła się w objętej zakazem okolicy, nie należała wcale do delegatury rządowej.
Helloise powłóczystym krokiem zdążała w stronę intruza przez wrzosowisko, dając sobie czas na przyjrzenie się tej osobie. Długie pukle jasnych włosów czarownicy splecione w ciężki warkocz drzemały w opuszczonym kapturze szaty. Chowały się tam od wiatrów swobodnie szarpiących poły rozpiętego płaszcza, którego głębokie kieszenie obciążały malutkie, kwaśne jabłuszka. Silne jesienne podmuchy szumiały, przebiegając wierzchami dębów, i toczyły się szeroką falą przez krzewinki, kłoniąc fioletowe główki wrzosów. Smutne było to smagane wichrami miejsce, niegdyś ściągające tylu poszukujących kontaktu z naturą czarodziejów, dziś przemienione w cieniste siedlisko demonów.
— Polują tu na nas! — zawołał za plecami Ceolsige znajomy ludzki głos wśród pustkowia. — Ministerstwo!
Dopiero zbliżywszy się do tajemniczej kobiety, w świetle niknącego dnia Helloise rozpoznała Ceolsige. Swoim zwyczajem czarownica wyglądała na zupełnie niezaskoczoną, jakby od początku wiedziała, że to na Burke tu trafi.
— Co sprowadza cię tu dziś, moja droga? I dlaczego beze mnie? — zapytała ciszej tonem na wpół przebiegłym, na wpół zaintrygowanym, gdy znalazła się tuż obok koleżanki. — Wiesz przecież, że moje drzwi są zawsze otwarte na gościnę.
Zerknęła przelotnie na torbę Ceolsige, w której zniknęły papiery — niewątpliwie klucz do rozwiązania zagadki jej obecności. Lecz choć wiedźma była łasa na odpowiedzi od Burke, prędko zwróciła uwagę na co innego: w tym miejscu wszystko wydawało się spokojne. Ilekroć Helloise na przestrzeni ostatnich miesięcy podchodziła pod ścianę drzew, odzywały się w niej podskórne lęki. Las był niespokojny, a ona niepokoiła się wraz z nim. Lecz nie tutaj.
Czarownica badawczo przesunęła wzrok na drzewa i splątane zarośla rozciągające się przed nimi. Szukała znaku, że to wrażenie bezpieczeństwa jest złudzeniem. Las nie mówił jednak o niczym oprócz spokoju.


dotknij trawy
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#4
19.05.2026, 13:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2026, 19:25 przez Ceolsige Burke.)  
Głos, który nagle przeciął jednostajny szum wiatru na pustkowiu, nie sprawił, że drgnęła. Ceolsige była zbyt przyzwyczajona do niespodzianek, by dać się łatwo spłoszyć. Obejrzała się jedynie przez ramię, nie przerywając równego, zdecydowanego kroku. Na jej twarzy na ułamek sekundy zagościł wyraz zaskoczonej dezaprobaty i lekkiej przygany – uniosła wymownie brwi, a jej usta wykrzywiły się w półuśmiechu, jakby chciała zapytać, kto przy zdrowych zmysłach próbuje jej przeszkodzić. Wyraz ten rozpłynął się jednak natychmiast, ustępując miejsca ciepłemu, uprzejmemu uśmiechowi, gdy tylko w gęstniejącym fioletowym mroku rozpoznała charakterystyczną sylwetkę Helloise.
Zatrzymała się płynnie, obracając bokiem do nadchodzącej czarownicy. Poły jej szarego płaszcza i ciężka czarna spódnica szaty zafalowały jeszcze od nagłego hamowania, po czym poddały się delikatnym podmuchom chłodnego, jesiennego zefiru. Skinęła oszczędnie głową w geście powitania, a w jej błękitnych oczach błysnęły wesołe iskierki.
— Ministerstwo? — rzuciła z lekką, kpiącą nutą w melodyjnym głosie. — Moja droga, żeby urzędnicy Jenkins mogli kogokolwiek wytropić na tych wrzosowiskach, musieliby wcześniej znaleźć odrobinę determinacji, żeby chociaż spróbować. - Dodała to z taką lekkością, jakby patrole i oficjalne zakazy wstępu były jedynie drobną niedogodnością, a nie realnym zagrożeniem. Dopiero po chwili jej twarz nieco spoważniała, choć wciąż biła z niej pewność siebie. — A mówiąc zupełnie szczerze... spodziewałam się, że akurat tego wieczoru nie zastanę tu żywej ni martwej duszy.
Lekki, niedbały ruch dłoni, którym machnęła w stronę majaczącej na horyzoncie granicy Kniei, musiał posłużyć za całe wyjaśnienie, dlaczego tak bezczelnie i pewnie maszerowała w stronę zakazanego lasu. Zbliżyła się o krok do wiedźmy, a jej głos złagodniał, przechodząc w nastrojowy, głęboki ton, właściwy dla ich rzadkich, lecz zawsze niezwykle ciekawych spotkań.
— Dobry wieczór, Helloise. Cieszę się, że cię widzę. Choć muszę przyznać, że pewna ukradkowość leży w naturze moich poszukiwań. Zwłaszcza gdy nie mam przy sobie odpowiedniej ofiary, którą mogłabym obłaskawić wymagającą wiedźmę z lasu. — wzruszyła delikatnie ramionami z nieco rozbawionym uśmieszkiem. Jakby to była zupełnie naturalna wymówka. — W istocie miałam zamiar cię odwiedzić, ale dopiero po tym, jak sprawdzę czy rzeczywiście istnieje powód do zagłębienia się w las.
Przeniosła spojrzenie na ciemną ścianę lasu, a jej ramiona lekko opadły, gdy pozwoliła sobie na chwilę odprężenia w towarzystwie znajomej twarzy. — Twój widok wnosi tu jednak dziwnie uspokajający nastrój, który zdaje się też udzielać otoczeniu. Z przyjemnością przyjmę twoje niespodziewane towarzystwo.
Zrobiła dłuższą pauzę. Jej spojrzenie wyostrzyło się, błądząc po splątanych, sękatych gałęziach dębów i gęstwinie zarośli, które w tym świetle wydawały się nienaturalnie nieruchome. Wydawało się jej, że na najbliższym konarze pojawiał się kształt, ale z drugiej strony na wszystkich drzewach pojawiały się jakieś kształty.
— Powiedz mi, moja droga... czy ty także widzisz coś niezwykłego w tej migoczącej przed nami ścianie lasu? Symbol lub znak bezpiecznej ścieżki. Widoczny, choć jego kształt może być nieuchwytny dla pamięci. - przesunęła spojrzenie w stronę wiedźmy obserwując jej twarz w poszukiwaniu zaintrygowania i skupienia. - Jeżeli jest wejście to chętnie przybliżę Ci jego historię gdybyś chciała się ze mną udać na przechadzkę po kniei. - Zapytała już całkiem poważnym tonem nie zostawiającym wątpliwości, że bezpieczne wejście do kniei jest realną opcją.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#5
26.05.2026, 19:16  ✶  
— Oczywiście, że zamierzałaś. Oczywiście. — Po ustach czarownicy przemknął zagadkowy uśmiech, którego intencję znała tylko ona sama. — Nic, co w Kniei, nie dzieje się bez mojej wiedzy.
Być może kiedyś była to prawda, lecz bynajmniej nie dlatego, żeby Helloise miała oczy dookoła głowy. Drzewa opowiadały jej historie tych, którzy zapuszczali się w gęstwiny. Przychodziła czasem słuchać, jak las powtarza słowa spacerowiczów zaplątane w gałęzie dębów; innym zaś razem las szeptał jej na ucho stare legendy lub dawno zgubione w nim sekrety. Tak było, dopóki nie zawładnęły Knieją widma, które odebrały bezpieczny dostęp do tutejszych ścieżek. Snuta latami opowieść urwała się, zostawiając czarownicę z dniami dudniącymi głuchą pustką.
— Dobrze, że nie przejmujesz się Ministerstwem — ciągnęła Helloise, otulając Ceolsige leniwym, na pozór sennym spojrzeniem, w którego głębi czaiło się czujne zwierzę. — Dziś nie szuka się już powodu do pójścia w las, a sposobności… w tych okolicznościach każda szansa na zbliżenie się do drzew jest świętością… którą uzurpuje sobie Ministerstwo.
Nie musiała usłyszeć wprost tego, że Burke zwykła działać ukradkiem. Potrafiła tyle wywnioskować z ich dotychczasowej współpracy. Nie był to nigdy problem, Helloise nie zadawała bowiem zwykle zbyt wielu pytań o to, do czego potrzebne są przedmioty, o które Ceolsige ją prosi. Rzeczy Kniei interesowały ją z kolei wielce; nie mogłaby odpuścić tej sposobności.
— Schlebiasz mi — westchnęła, wypuszczając nosem urywany oddech, który brzmiał nieco jak stłumiony chichot — lecz sądzę, że ten spokój to nie moja zasługa.
Kobieta zagłębiła się śmiało między drzewa, aby przyjrzeć się tajemniczym symbolom wyrytym w korze. Choć przybrała pozę nonszalancji, to serce biło jej w piersiach szybciej z każdym krokiem. Jednocześnie szumiała w głowie czarownicy ekscytacja i kiełkował drobny lęk — że wszystko okaże się złudzeniem, że niepotrzebnie robi sobie nadzieje.
Tyleż razy mijała w ostatnich miesiącach to miejsce, lecz nigdy nie zwróciła uwagi. Być może za daleko od krawędzi lasu się trzymała, nie podeszła wystarczająco blisko… lecz jakże ciężko było zbliżyć się, gdy pamiętała strach, jakim człowieka przeszywały widma.
Stojąc teraz w oniemiałym zachwycie pod jednym z drzew, badała pod palcami wgłębienia znaków, które roztaczały wokół tę aurę bezpieczeństwa. Nie rozpoznawała w tym symbolu niestety niczego znajomego. Chwilę później odwróciła się do Ceolsige niczym zaskoczona gospodyni, która nie spodziewała się, że będzie tego wieczora przyjmować gości, a jednak ci wpadli z wizytą niezapowiedzianą, nie mniej jej przez to miłą.
— Chodź, wygląda na to, że jest bezpiecznie. — Skinęła na czarownicę zapraszająco dłonią, nie kryjąc odrobiny zdumienia tym, że rzeczywiście przejdą dziś przez Knieję. — Opowiesz mi, jak znalazłaś to miejsce.
Płaszcz i kozaki Helloise miały odcienie rdzy ginące między usychającymi liśćmi, skryta częściowo pod płaszczem szata z długą spódnicą wpadała w brudną ochrę — wiedźma pasowała do jesiennego lasu. Nie była w Kniei obcym elementem, turystą ani spacerowiczem, a panią powracającą do domu po długiej nieobecności. Głusza znała jej kroki, każdy z nich zdawał się przywracać zagubioną łączność.
Helloise nie była aż tak dobra w ukrywaniu silnych emocji — gdy kobiety wkroczyły w las, czuć było od czarownicy radość i zachwyt.


dotknij trawy
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#6
30.05.2026, 16:49  ✶  
Ceolsige nie spieszyła się. Z właściwym sobie, cierpliwym spokojem stała na skraju wrzosowiska, pozwalając Helloise na jej własną, intymną celebrację tej chwili. Gdy Hela wreszcie odwróciła się, z palcami wciąż spoczywającymi na chropowatym nacięciu kory, błękitne oczy Ceolsige rozbłysły. Na jej twarzy wykwitł wyraz głębokiego, niemal triumfalnego zadowolenia. To było to specyficzne zadowolenie z trafionego prezentu lub bardzo udanej transakcji z osobę wobec, której żywiło się pewną prywatną sympatię.
— Bezpieczną ścieżkę można odkryć tylko wchodząc w tym konkretnym miejscu — powiedziała cicho, a jej melodyjny głos spłynął między drzewa. W jej głosie wyczuwalna była nutka empatii, która podsunęła jej potrzebę wyjaśnienia czemu sekret był tak długo ukryty przed wiedźmą. Pomyślała, że w gruncie rzeczy, dla Helloise cały las mógł wyglądać podobnie bezpiecznie jak ta ścieżka do czasu pojawienia się widm.
Poprawiła skórzaną torbę, upewniając się, że cenny plik notatek jest bezpieczny, i zdecydowanym krokiem ruszyła za Helloise.
Obserwowanie czarownicy w jej naturalnym środowisku było dla Ceolsige fascynującym doświadczeniem. Miałą wrażenie, że Helloise bardziej zanurzała się w las niż przez niego szła. Rdzawe i ochrowe kolory jej szat doskonale współgrały z kolorystyką kniei. Dodatkowo gałęzie dębów i gęste zarośla zdawały się rozlewać wokół jej sylwetki. Jakby delikatnie gładziły wnikającą w nie postać. Doświadczenie Ceolsige było… znacznie bardziej fizyczne. Dla dziewczyny wychowanej w kamiennych zaułkach Nokturnu i salonach czystokrwistych rodów, dzika gęstwina stawiała bardziej rzeczywisty opór, który należało pokonać. Musiała raz po raz unosić dłonie, by rozsuwać natrętne, suche gałązki, i schylać głowę pod grubszymi konarami, które bezczelnie próbowały strącić jej elegancki kapelusz.
— Nie lubię rozczarowywać dobrych kontrachentów. — podjęła Ceolsige, z łatwością zachowując nienaganny, konwersacyjny ton, mimo, że właśnie jej szeroki obcas ugrzązł w zdradzieckim mchu.
Straciła na moment równowagę, a jej ramię przechyliło się niebezpiecznie w bok. Z cichym, urwanym westchnieniem oparła się dłońmi o wilgotną, pokrytą porostami korę pobliskiego dębu. Chłód drewna natychmiast przeniknął przez skórę, ale czarownica tylko uśmiechnęła się pod nosem, prostując się z nienaganną gracją i ruszając dalej, ostrożniej badając czubkami butów nierówną ściółkę.
— Pracowałam nad tym od pewnego czasu. Moje poszukiwania… cóż, natrafiłam na trop dawnej bitwy i sir Wilhelma, który poległ na tutejszej polanie setki lat temu. Jego żona, chcąc opłakiwać go w spokoju, zabezpieczyła ścieżkę i oznaczyła dęby nasączonymi magią nacięciami. To te symbole, które przed chwilą dotykałaś. Jak widzisz, przekazy w tym zakresie okazały się prawdziwe, a ścieżka rzeczywiście istnieje. Liczyłam, że przyjdę do ciebie z gotową mapą i zaproszeniem na spacer… ale jak widać, dałam się przyłapać na gorącym uczynku przygotowań. - Uśmiechnęła się z niewielką przekorą przechodząc pod kolejnym konarem.
Przeszły jeszcze kilkadziesiąt kroków, mijając po drodze liczne symbole znaczące bezpieczną ścieżkę. Ceolsige ściszyła nieco swój melodyjny głos, nadając mu nastrojowego, niemal konspiracyjnego tonu.
— Jest jednak coś jeszcze, moja droga. Dawne podania i zapiski, do których dotarłam, wspominają, że na samym miejscu pochówku Wilhelma można odnaleźć coś niezwykle cennego. Prawdziwy skarb, który jego żona powierzyła ziemi. Zabezpieczyła go jednak w taki sposób, że zwykła łopata czy zaklęcie przyciągające na nic się nie zdadzą. Aby ziemia dobrowolnie oddała to, co w niej złożono, na miejscu należy przeprowadzić stary rytuał. Potrzeba do tego współpracy z kimś, kto autentycznie rozumie ten las, czuje jego puls i potrafi rozmawiać językiem drzew. Pomyślałam więc… że nikt w całej Anglii nie nadawałby się do tego zadania lepiej niż ty.
Zatrzymała się na moment, pozwalając, by jej słowa odpowiednio wybrzmiały w gęstwinie. Posłała Helloise długie, baczne spojrzenie spod ronda swojego eleganckiego kapelusza.
- Oczywiście pod warunkiem, że polana rzeczywiście tam będzie i miałabyś ochotę na bliższą konwersację z naturą w celu uchylenia nam rąbka tajemnicy.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#7
12.06.2026, 01:11  ✶  
Nie sposób było odmówić Ceolsige wyjątkowego czaru. Należała do tych osób, których obecność była atrakcyjna sama w sobie; czerpało się przyjemność ze słuchania głosu snującego opowieści, a wdzięk każdego ruchu sam rzucał się w oczy. Helloise dostrzegała w gracji panny Burke odcienie surowej elegancji, z której nie przebijała się sztywna, wystudiowana maniera, jaką rodzice i guwernantki wpajali tresowanym sztucznie damulkom.
Mimo że początkowo wiedźma wyrwała się samotnie do przodu, to znajdowała w osobie Ceolsige miłe towarzystwo podczas wyprawy w głąb lasu. Zwolniła więc wkrótce. Obróciła się na koleżankę i oglądała zaciekawiona, jak las obchodzi się z kobietą — a sięgał po nią mniej czule niż po samą Helloise, swoją starą przyjaciółkę. Gałęzie wyciągały się po Burke, sięgały jej szat i twarzy te szpony częściowo ogołocone z liści, przygotowane do snu zimowego, a druga czarownica patrzyła na to wszystko z uśmiechem.
— Kontrachentów? — zapytała występnie podchwytliwym tonem. — Ach, czy tylko tyle we mnie widzisz? — Bo jakże brzydko i ograniczająco brzmiało to słowo, mimo że trafnie przecież opisywało ich relację.
Bliskość znajomych drzew wprawiła czarownicę w pełne przewrotności podniecenie. Została nastrojona pozytywnie pierwszy raz od dawna, stąd też i jej postawa była zaczepniejsza niż zwykle.
Widząc, jak Ceolsige grzęźnie w mchu, koleżanka zbliżyła się do niej.
— Ostrożnie — szepnęła rozbawiona, oparłszy na chwilę brodę na ramieniu paserki. Zaraz dłoń Helloise wsunęła się w dłoń Burke. — Chodź moim krokiem — zachęciła, ciągnąc ją za sobą, wolniej tym razem, aby obie mogły rozkoszować się wieczornym spacerem, upojone zapachem wilgotnego jesiennego lasu i mokrego drewna. Ceolsige roztoczyła wokół nich nastrojową historię, Helloise zaś mogła skupić się na tyczeniu wygodnej trasy przez przytulny runiczny korytarz.
Legenda dawnej bitwy była wiedźmie znana. Nie było jej obce również miejsce walk, smutny czarny punkt wśród Kniei naznaczony czarną magią. W obecnych okolicznościach i taki martwy obszar stawał się jej drogi, a prowadząca doń ścieżka była przecież zupełnie urokliwa.
— Ależ o wiele bardziej wolę spacery spontaniczne niż planowe podążanie po szlaku na mapie. — I choć rzeczywiście spontaniczny żywot w ogólności wiodła ta czarownica, to przede wszystkim paliła ją niecierpliwość w sprawie Kniei. Ileż lepiej, że przydybała Ceolsige na gorącym uczynku, niż gdyby miała przegapić ją i zwlekać z tą wizytą jeszcze choćby godzinę! — Oczywiście, że polana tam jest — zaśmiała się cicho, gdy Burke podważyła istnienie miejsca. — Tyle miłości musiało być w tej kobiecie… — westchnęła. — Tyle tęsknoty. Las przyjmuje wszystkie dusze, każdą krew. Nie wątpię, że ona odnalazła tu po odejściu ukochanego spokój i pocieszenie.
Co do zasady Helloise była zdania, że skarby podarowane raz ziemi, nie powinny być jej odbierane. Wiedziała jednakże, w jakim towarzystwie się w las udaje — Ceolsige była paserką, kobietą interesu, która z wyprzedawania skarbów żyła. Nie uprawniało to panny Burke do wyrywania ich, skąd tylko jej się podobało, bynajmniej. W innych okolicznościach wiedźma zapewne sprzeciwiłaby się więc przedsięwzięciu, lecz tego wieczora zbyt wielką czuła wdzięczność. Ceolsige pomogła zwrócić Helloise cząstkę jej domu — uczciwym było, aby zabrała z niego coś w zamian.
— Drzewa wysłuchają mnie… — Znów mówić z nimi… samo to było jej nagrodą. Powiodła wzrokiem po bokach ścieżki, po przyjaźnie milczącej gęstwinie owiniętej aksamitem nocy. — A dziś ja posłucham ciebie i zdradzę ci ten jeden sekret, jeśli tylko zostanie mi oddany. — Zacisnęła mocniej palce na dłoni kobiety.


dotknij trawy
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#8
17.06.2026, 08:28  ✶  
Cieplejszy podmuch na karku i delikatny ciężar na ramieniu spawiły, że mimowolnie delikatnie przechyliła głowę. Na dźwięk rozbawionego głosu Helloise powoli obróciła twarz w jej stronę, odchylajac głowę nieco do góry. Rondo jej kapelusza delikatnie przesunęło się po włosach Helloise. Spojżenie napotkało lśniące źrenice, w których majaczył refleks własnych tęczówek. Lewa brew paserki uniosła się nieznacznie, a usta wykrzywiły się w drapieżnym, zawadiackim uśmiechu. Pozwoliła, by ich spojrzenia splotły się podczas gdy palce oplotły delikatnie dłoń Helloise. — Dziękuję za przewodnictwo, moja droga. Wyprwy po Kniei, mimo całego swego niewątpliwego uroku, dostarczają pewnej powtórki z odrobiny pokory. — szepnęła melodyjnie, a jej głos, choć cichy, wibrował rozbawieniem.
Gdy ruszyły dalej, powolnym, niemal kołyszącym krokiem dyktowanym przez Helę, Ceolsige odwróciła głowę lekko w bok, nie przerywając jednak ich fizycznego kontaktu. Pytanie o kontrahentów wywołało u niej cichy, gardłowy śmiech. — Ach, Helloise, natura naszych czysto handlowych stosunków nigdy nie była klatką dla mojego postrzegania twojej osoby. Choć przyznam… — zawiesiła głos, a jej błękitne oczy rozbłysły dziwnym, niepokojąco poważnym światłem, kontrastującym z lekkim uśmiechem — …że podróż z tobą podsyca moje dawne podejżenia. Zaczynam się poważnie zastanawiać, jakie są szanse, że mam przeyjemność spędzać czas w towarzystwie uśpionego awatara samej Matki. Kimś, kogo zasiano między śmiertelników, pod postacią utalentowanej wiedźmy. - Jej ton był lekki, nadający treści wydźwieku żartobliwego komplementu, ale badawcze, przenikliwe spojrzenie, jakim przez dłuższą chwilę taksowała profil Helloise stało do niego w kontraście.
Dzięki oparciu w dłoni Heli, marsz stał się dla Ceolsige znacznie łatwiejszy. Dziewczyna z Nokturnu nie musiała już rozglądać się za kolejnymi pułapkami natury. Odsuwała gałęzie oszczędniej, niemal leniwie, bardziej z przyzwyczajenia niż z rzeczywistej potrzeby. Od czasu do czasu jednak, gdy zdradziecki, wilgotny mech uciekał spod jej obcasów, traciła na moment  rytm kroków i odruchowo, mocniej zaciskała palce na dłoni Helloise.
Nie zuważyła kiedy gęstwina zacżeła się przeżedzać. Dopiero kiedy pomiędzy konarami pojawił się prześwit dotarł do niej charakterystyczny swąd dymu. Widok, który ukazał się ich oczom, był uderzająco ponury. Sporych rozmiarów polana ziała pustką – ziemia w tym miejscu była całkowicie jałowa, pozbawiona choćby jednego źdźbła trawy czy najmniejszego chwastu. W powietrzu unosił się ciężki, mdły i niepokojący zapach tłumiony do tej pory przez zapachy żywego lasu. Charakterystyczny, znajomy z Nokturnu zapach czarnej magii unosił się nad ziemią polany przed nimi. Ceolsige rzuciła okiem na ponury krajobraz, po czym przeniosła wzrok na Helloise.
- Podania mają irytujący zwyczaj wybielania postaci i mącenia prawdy, moja droga. - Ton przybrał zdecydowanie powazniejszą barwę ale palce cały czas trzymały deliaktnie dłoń Hellose. - Sir Wilhellm był wojownikiem, a według podań schowana tu zostałą jego broń. Nie chciałabym rozbudzac nadmiernej nadziei ale widywałam kryjówki, które po usunięciu ich zawartości ponownie zasiedlało życie. - Uśmiechneła się ciepło do wiedźmy z odrobiną szczerej wdziecnzości za jej wczesniejszą deklarację. Puścia jje dłoń i odpieła torbę. Wyjęła z nich wczesniejszy plik notatek i po pobierznym przejżeniu spojżała ponownie na polanę.
- Musimy wyznaczyć środek i wrysować tam "X" odpowiednich rozmiarów byśmy mogły stanąć na jego końcach trzymając się za ręce.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#9
02.07.2026, 12:44  ✶  
— Słusznie las uczy pokory. Jeśli ktoś tej lekcji nie dostrzega, to niedostatecznie uważnie patrzy. Żadne dzieło człowieka nie jest równie doskonale zaprojektowane, jak doskonale zaprojektowana jest natura.
Im więcej człowiek dowiadywał się o przebiegających w lasach procesach, tym więcej zachwytów się w nim rodziło. Nic się w dzikiej przyrodzie nie marnowało. Las wprawiał w ruch złożony mechanizm pomagających sobie, jak i żerujących jedne na drugich roślin i zwierząt. Choćby i ze śmierci jednych istot drugie potrafiły uczynić sobie pożytek. Trudno było usunąć coś z tego równania bez uczynienia szkody dla całego systemu — dlatego tak martwiły Helloise widma. Natura była jednakże przebogata w życie i każdą wyrwę potrafiła uzupełnić — dlatego wiedźma wciąż nie utraciła nadziei.
— Pokory — powtórzyła rozbawiona, gdy Ceolsige przyrównała ją do Bogini. Choć był to komplement, który przyjemnie dotykał ego, Helloise nie zamierzała zachęcać do świętokradztwa. Pokora nie była cnotą, którą łatwo byłoby czarownicy przypisać, lecz miała ją wobec dwóch świętości: Bogów i Natury. — Naszą ludzką dolą jest dążyć do boskiego ideału i nigdy go nie osiągnąć. Najwyższą godnością dla mnie będzie zgromadzenie jak największej wiedzy za życia, aby ją po śmierci ofiarować Kniei, gdy wreszcie zasnę wśród drzew — wyłożyła łagodnie, mimo że odczytała żartobliwy ton Burke. Wciąż: to, co powiedziała Ceolsige, było niezwykle miłym komplementem, którego nie mogła nie docenić. — W obu nas płonie iskierka boskości: magia. Cieszy mnie, że moja błyszczy na tyle czysto, że zwróciła twoją uwagę.
Przygnębiająca była czarna polana, na którą zawędrowały. Las jesienią zasypiał, wiosną budził się; to miejsce zaś zawsze było martwe. Helloise puściła rękę Ceo i pierwsze kilka chwil poświęciła rozejrzeniu się dookoła. Nie patrzyła po polu bitwy, lecz po drzewach je okalających. Choć ochronna aura tajemnych run i tu czarownic nie opuściła, świadoma część umysłu Helloise wciąż przypominała o widmach mogących w każdej chwili wyłonić się spomiędzy drzew.
Nic nie nadchodziło. Nad polaną zalegała cmentarna cisza, bezruch i smolisty odór czarnej magii. Tutejsza ziemia wciąż pamiętała, jak zarumieniła się pociekłą po niej dymiącą krwią skażoną czarnomagicznym przekleństwem. Wiedźma nie nazwałaby tego miejsca zachwycającym, a jednak i tu potrafiła odnaleźć spokój. Czarna magia zdawała się ostatnio oklejać kobietę z każdej strony: dłonie czarnoksiężników, śmierciożercze szaty dla niej przeznaczone, korowód klątw przetaczający się przez jej chatę. Na polu dawnej bitwy czuła się więc nie mniej swobodnie jak w pozostałej części lasu.
Rozejrzawszy się wystarczająco, przyklękła przy krawędzi polany, na granicy między zasypiającym lasem a martwym polem. Słuchając Ceolsige, bezwiednie przesypywała w dłoniach suche liście, drążyła palcami ściółkę, jakby chciała rozerwać tkanki ziemi i dostać się do jej wnętrza. Las domagał się intensywnie jej uwagi.
— Zwyczaj irytujący dla tych, co szukają prawdy, nie opowieści — zauważyła w roztargnieniu. Dla niej bowiem wszystko jedno było, czy ta akurat legenda mówiła prawdę, czy fałszowała historię. — Jestem pewna, że i tu jest życie. Pytanie, jak głęboko w ziemi. — W małym dołku, który wykopała, odkryła dżdżownicę. Patrzyła chwilę na wijące się robactwo, po czym zmusiła się do skupienia myśli na kwestiach praktycznych: — Skoro przyszłaś tu z tą wiedzą, zapewne masz jakieś narzędzia? Rozpięcie kilku linii pomocniczych powinno wskazać środek. Przybliżony — powiedziała cicho. Helloise wstała, spuszczając ręce swobodnie wzdłuż ciała. Jej palce pracowały jednak wciąż, wyskrobując ziemię spod paznokci.


dotknij trawy
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#10
07.07.2026, 21:23  ✶  
Pozwoliła, by jej spojrzenie przebiegając z boku krawędzi kartek z notatkami osunęło się na sylwetkę przykucniętej przy granicy martwej strefy wiedźmy. Nie skupiła go jednak na czynności. Jej uwagę przykuło to w jaki sposób kolorystyka jej postaci odznacza się na tle martwej strefy. Jakby kawałek kniei sięgał ku ciemnej polanie.
— Skoro ty dostrzegasz tu życie, moja droga, to z pewnością jakieś tu drzemie — rzuciła miękko, na tyle cicho, że mógł to być komentarz skierowany do niej samej, a który tylko przypadkiem wymknął się wargom. - Niemniej… — Uniosła wymownie brwi, zerkając na trzymane w ręku notatki. — Podania, poza swoją irytującą tendencją do rozwadniania faktów, są również wyjątkowo skąpe w tak nieistotne szczegóły jak sposób oznaczenia środka… i kilka innych drobnostek.
Na ciche pytanie o narzędzia, panna Burke uśmiechnęła się dobrodusznie. W tym uśmiechu kryła się pewna młodzieńcza satysfakcja kogoś, kto bezkarnie nurza się w ulubionej grze. I do tego zamierza zaprezentować całkiem nowe zabawki. Zgrabnym ruchem schowała notatki i z wnętrza torby wydobyła nowy przyrząd. Niewielki obiekt przypominał szpulkę cienkiego sznurka połączoną z rękojeścią różdżki, dziobem ptaka oraz niewielkiego mosiężnego zegara o dwóch błyszczących wskazówkach.
Chwyciła dwoma palcami metalową końcówkę i z cichym, metalicznym kliknięciem rozwinęła sznurek na długość ramienia. Przechyliła przyrząd tarczą w stronę Helloise, prezentując jej dość prostą magi-mechaniczną konstrukcję. — Mała wskazówka pokazuje ilość rozwiniętych jardów, duża odmierza cale — wyjaśniła pozornie rzeczowym i nonszalanckim tonem w którym wyraźnie przebijała się rosnąca ekscytacja. Puściła końcówkę sznurka i nadusiła biały dziób koło rączki. Wysunięty kawałek sznurka szybkim acz jednostajnym tempem nawinął się ponownie na szpulkę. Towarzyszył temu chrobotliwy, suchy szum, przypominający pośpieszny marsz gromadki chrabąszczy po wysuszonych liściach.
Zaraz potem, z szelmowskim uśmiechem przebijającym się na usta, Ceolsige chwyciła swoją złożoną miotłę. Płynnym ruchem nadgarstka zwolniła wewnętrzny zatrzask. Z głębokim, gardłowym kliknięciem ukryte wewnątrz sprężyny i trybiki rozłożyły drewniany trzon do pełnej długości. Impet nagłego rozłożenia i ciężar miotły szarpnął zauważalnie ramieniem paserki. Mimo to z jej twarzy nie odpływał wyraz pewnego specyficznego zadowolenia jakie szybko kwitło w niej w obliczu znajomego procesu poszukiwania skarbu.
Wyciągnęła dłoń z miotłą w stronę Helloise, a w jej błękitnych oczach błysnęła iskra nieskrępowanej ekscytacji przygodą. Jej twarzy przybierała ten szczególnie promienny wyraz, który pojawiał się przy bardziej prywatnych niż biznesowych sprawach ich regularnych spotkań.
— Polana wygląda na z grubsza okrągłą, moja droga. Miałabyś może ochotę przelecieć się ze szpulką wzdłuż obrzeża lasu? — Zaproponowała, wskazując głową ciemną linię drzew. — Ja potrzymam koniec sznurka. W momencie, gdy mierzony dystans zacznie maleć, osiągniemy maksymalną średnicę tego koła. Jak się zatrzymasz przyczepię koniec sznurka i udam się do środka. Spotkamy się w połowie średnicy. Dla pewności zmierzymy potem odcinek prostopadły.
Zrobiła krótką pauzę, przechylając głowę na bok. Jej wzrok zyskał wybitnie przekorny, zaczepny wyraz.
— Oczywiście… o ile lot przy samej granicy martwego pola i tych wszystkich wystających konarów nie jest dla Ciebie zbyt ryzykowny? — rzuciła z nutą czystej, przyjacielskiej prowokacji. Ryzyko pojawienia się widm zdawało się nie wpływać na jej działania. Jakby w ogóle go nie uwzględniała.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (4156), Eutierria (566), Helloise Rowle (3070)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa