If an artist falls in love with you
you can never die
Muszelka ukryta była w wąskiej uliczce celowo odseparowanej od zgiełku miasta. Urocza, pudroworóżowa kawiarenka przyciągająca oczy okolicznych czarownic, wyjątkowo odpychała mężczyzn. Z tego powodu wewnątrz przebywały tylko i wyłącznie kobiety – to zaś tworzyło atmosferę wspólnoty, solidarności i swobody, której trudno było doświadczyć gdzieś indziej.
Dekoracje sprawiały, że Muszelka przypominała nieco galerię sztuki. Pełne było kwiatków, obrazków, rzeźb, zdobionych słoiczków – wszystko to było piękne, kolorowe, pełne wyczucia, czułości i... oh! Każde z płócien, rycin i malowideł na filiżankach opowiadało o kobiecej miłości. Przedstawiano ją różnorodnie. Matki i córki, siostry, babcie i wnuczki, najlepsze przyjaciółki... bardzo sobie bliskie, najlepsze przyjaciółki...
Czy powinno was zastanawiać, dlaczego agentka umówiła was właśnie tutaj?
Siedziałyście przy jednym ze stolików na uboczu, wypełniając prośbę Suzie, pracownicy The Globe. Tak się składało, że Alice otrzymała rolę w nowej sztuce – Tessie B. L. – gdzie miała odegrać młodziutką malarkę tworzącą niesamowite obrazy dotyczące białych widm widzianych przez nią w chwilach objawienia i próbowała jednocześnie zadebiutować na salonach, jak i jako młoda artystka aspirująca do zdobycia prestiżowej nagrody. Suzie, głęboko przyjaźniąca się ze scenarzystą twierdziła, że kilka spotkań z młodą artystką, której obrazy były w Londynie uznawane za powiew świeżości wśród córeczek bogatych tatusiów, mogłoby pomóc Alice w nadaniu bohaterce odpowiedniego kształtu. Oczywiście, że twórcy sztuki przekazali jej wszystkie należyte informacje, cóż jednak miało pomóc młodej Bletchley bardziej niż wspólny deserek w Muszelce? Suzie mówiła, że być może to właśnie Lyssa zostanie poproszona o namalowanie obrazów, które zostaną użyte jako scenografia.
W waszym kąciku, oddzielonym od reszty przestrzeni, mogłyście czuć się bezpiecznie rozmawiając na temat sztuki i wystroju lokalu. Jedynym, kto mógł was podsłuchać był bielutki kotek przechadzający się pomiędzy stolikami z gracją godną prawowitego właściciela lokalu. W tle grała muzyka zaklętej harfy i dzwoneczków.
Było wcześnie, ale nie za wcześnie na brokatowego drinka z menu wieczornego.