• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[grudzień 1970] Grudniowej śnieżnej nocy

[grudzień 1970] Grudniowej śnieżnej nocy
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
20.07.2026, 23:02  ✶  
Pierwsze ataki Śmierciożerców

Zwierzęta nie były tej nocy spokojne. Wyczuwały, że w powietrzu było coś mrocznego, coś pierwotnie złego. Hałasowały w swoich przestrzeniach, aż w końcu McGonagallowie obudzili się w środku grudniowej nocy, by je uspokoić i wtedy to zobaczyli.

W oddali, gdzieś nad miasteczkiem, pysznił się wielki, mroczny znak. Tej nocy uderzyli Śmierciożercy. Nie w nich, nie. W kogoś, kto mieszkał w Pangbourne, nie tak na uboczu jak oni, potrzebujący mieć dużo miejsca dla przeróżnych zwierząt, których mugole zdecydowanie nie powinni widzieć.

Mroczny Znak oznaczał coś najgorszego. Mówili o tym od miesiąca w gazetach, o przypadkach ataków, po których pozostawało tylko to: wielka zielona czaszka z rozwartą szczęką, z której wychodzi wąż, gdzieś na niebie. Nad domem, do którego weszli Jego Naśladowcy, jego poplecznicy. Wszyscy już wiedzieli, co można zastać w takim domu, nierzadko będącego już teraz ruiną. Że będą ciała, że będą martwi.

Ale Mroczny Znak oznaczał jeszcze coś: że już się dokonało, a ci, którzy to zrobili, już odeszli.

A co, jeśli ktoś przeżył? Co, jeśli ktoś potrzebował natychmiastowej pomocy? – ta myśl przebiegła przez umysł Guinevere nagle i z rozbłyskiem; była katalizatorem do tego, że w środku tej śnieżnej, grudniowej nocy, ona i Malcolm McGonagall udali się do miasta. W miejsce kaźni. To zaś, co tam zastali, przechodziło najśmielsze wyobrażenia: jednopiętrowy dom stał na uboczu, jego drzwi były wysadzone, okna wybite, ale to, co najbardziej uderzało, to była cisza.

Nie było słychać żadnego dźwięku, ujadania psa, ani jednego wycia, które normalnie niosłoby się po okolicy niczym psi śpiew. Tej nocy było zupełnie, nienaturalnie wręcz cicho.

Nie wiedziała, czy służby już wiedziały. Nie wiedziała, czy ktoś ich powiadomił. Nie wiedziała, czy ktoś przybędzie i ile to będzie trwało. Nie wiedziała, czy ktoś przeżył, nie wiedziała, czy może zrobić cokolwiek. Nie wiedziała bardzo wielu rzeczy, tak samo jak nie wiedział ich jej dziadek, a i tak zdecydowali się wejść do środka – ona, bo musiała, a on, bo nie chciał zostawiać jej samej, by zastać bałagan. Ktoś kto tutaj mieszkał ewidentnie się bronił.

– To dom Brownów – wyszeptał Malcolm, gdy przechodzili przez jedno z pomieszczeń, w poszukiwaniu ciał. Oboje ściskali swoje różdżki w pogotowiu, nie zapalali światła. Guinevere zmieniła swoje oczy w kocie, by lepiej widzieć w ciemności, wystarczało jej upiorne światło rzucane przez Mroczny Znak, Malcolm zaś – w oczy sowy, w którą potrafił się zmieniać. – Znałem ich… Dobrzy ludzie.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
14.08.2026, 18:00  ✶  

Ogłoszenie manifestu przez Lorda Voldemorta, było datą bardziej znaczącą, niż można było się tego spodziewać. Atreus doskonale pamiętał moment, kiedy się z nim zapoznawał, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami z Florence. Więcej w tym było niedowierzania i sceptycyzmu, niż właściwego zmartwienia. Jakaś jego wewnętrzna buta nie pozwalała tak zwyczajnie i w pełni przyjąć do wiadomości tego, że teraz miał być gorzej. Ale przyszły kolejne dni, kolejne wydarzenia, kolejne charakterystyczne znaki na niebie, wywołane zaklęciem morsmorde. Szybko i jakże systematycznie, zaczęły być kojarzone z terrorem, a jednocześnie sporo ludzi wciąż niedowierzało, że coś złego mogłoby się przydarzyć im, albo ich sąsiadom.

Śmierciożerców było chyba na tyle niewielu, że przeprowadzane przez nich ataki wydawały się być planowane na chybił trafił. Rozsiane po całej Anglii i jedyne co miały wspólnego, to pochodzenie lub przeświadczenia ofiar. Albo byli z mugolakami związani, albo popierali ich sprawy w magicznym społeczeństwie.

Kimkolwiek byli Brownowie, kiedy informacja o czarnoksięskim znaku trafiła do Ministerstwa, Bulstrode zdawał się podświadomie wiedzieć, że nie byli winni temu, za co zostali skazani. Wspieranie słabszych nie było niczym, za co należało być piętnowanym, nawet jeśli on sam nigdy przesadnie nie przejmował się mugolakami. Byli, rozpychali się swoimi niemagicznymi łokciami, próbując pokracznie wpasować do magicznego społeczeństwa, ale w gruncie rzeczy pracowali na tym by zostać zaakceptowanymi, zamiast wywracać cały system do góry nogami.

Odgłosy teleportacji rozległy się na pustej ulicy, przecinając dzwoniącą w uszach ciszę. Oprócz tego, że pojawiły się umundurowane jednostki, nie zmieniło się nic - żaden pies się nie zająknął, a uliczka pozostawała tak samo martwa, jakby mieszkańcy wciąż bali się okrutnie, że niebezpieczeństwo nie minęło. Atreus przez moment wchłaniał ten bezruch, jakby samemu bojąc się go naruszyć, wspinając się spojrzeniem po fasadzie zrujnowanego budynku. Drzwi zostały wysadzone, okna nie posiadały we framugach szyb. W środku też pewnie panował istny rozgardiasz.

— Ktoś jest w środku — zauważył cicho. Spojrzeli na siebie, kiwając krótko, mocniej zaciskając palce na trzymanych różdżkach i ruszyli do przodu. Starszy auror wszedł pierwszy, przystając po paru krokach w przedsionku. — Tu służby Biura Aurorów. Zostaliśmy wezwani na miejsce zbrodni, ktokolwiek tu jest, ma natychmiast odłożyć różdżkę i wyjść z podniesionymi rękoma.

Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#3
21.08.2026, 15:31  ✶  

Guinevere uważała, że każda istota miała prawo do życia – czy potrafiła rzucać zaklęcia, czy nie. Czy była zwierzakiem, czy osobą – nieistotne. Po coś powołano ich wszystkich do życia i odmawiała popieranie tez, że był to jakiś błąd w macierzy wszechświata, że zaistniało życie.

Trzymała różdżkę na wszelki wypadek, gdyby ktoś zaraz miał ich zaatakować, nerwy miała napięte, ale gdzieś w podświadomości czuła, że to już był koniec. Że Mroczny Znak na niebie był wiadomością wysyłaną do wszystkich, że ich robota już została zakończona i zrobili wszystko, co tylko zrobić tutaj chcieli. Jeśli chcieli pozabijać mieszkających tu ludzi… to zapewne dokładnie to zrobili. Jeśli chcieli ich torturować i zostawić na pastwę losu na skraju życia – również. Ale dlatego tutaj byli: bo nie mogli mieć pewności, że może kogoś jeszcze da się tutaj uratować i Guinevere nie przejmowała się tym, że wchodzą właśnie na miejsce zbrodni. Gdy kończyła studia medyczne w Egipcie, składała standardową dla uzdrowicieli (tak samo jak i mugolskich lekarzy) przysięgę lekarską napisaną w oparciu o papirusy Imhotepa, poprawioną i dopasowaną do zmieniającej się magimedycyny.

Teleportacja nie była najcichszym ze sposobów podróżowania iw  tej głuchej ciszy panującej w okolicy, charakterystyczne trzaski rozproszyły na moment napięcie, teraz jednak tylko je wzmagając. Gin lekko drgnęła i oboje z dziadkiem odruchowo odwrócili głowy w stronę okna, za moment jednak zamarła, nasłuchując, czy coś się zmieniło tutaj w środku. Ale też mocniej złapała różdżkę, bo kto wie, kto był na zewnątrz. W środku panował straszny rozgardiasz, sporo mebli było powywalanych i połamanych, jakby naprawdę stoczono tutaj walkę, a zdążyli przejść tylko korytarzem i zerknąć do kuchni i jakiegoś pokoju, najpewniej dziennego. Książki, rozdarte na części, leżały na podłodze, mieląc się w barłogu razem z ziemią i kawałkami donic, roślin i różnych materiałów. Niezwykle trudno było stawiać tutaj kroki, by na nic nie nadepnąć.

Miała wrażenie, że słyszy z góry dziwne skrobanie i już miała zrobić kolejny krok w stronę schodów, gdy dosłyszeli wołanie z zewnątrz. Zamarli oboje z dziadkiem i Guinevere na chwilę przygryzła usta.

– Jesteśmy cywilami, nie mamy złych zamiarów – odpowiedziała głośniej i ewidentnie z obcym akcentem. I po trzech sekundach zastoju, uznała, że jednak się dostosują. – Wychodzimy – i po chwili faktycznie wyszli. Najpierw Malcolm, czarodziej koło osiemdziesiątki, ale trzymający się w bardzo dobrej formie, szpakowaty, gładko ogolony, o zdecydowanie nieludzkich oczach, czego mogło nie być widać, jeśli aurorzy nie mieli gdzieś zapalonego światła. I ona, o zdecydowanie nietutejszej urodzie, której oczy zaświeciły w ciemności jak oczy kota, dość upiornie.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
30.08.2026, 06:39  ✶  

Mroczny Znak wisiał nad domem, wyznaczając kres tragedii, która się w nim odegrała. Atreus zadarł na moment głowę ku górze, wpatrując się w skłębiony, zielonkawy obłok, formujący w czaszkę i przecinającego ją węża. Gdyby nie to, jak w poważnej sytuacji się znajdowali, auror pewnie bardzo chętnie podzieliłby się ze swoim starszym kolegą przemyśleniami, jakie właśnie chodziły mu po głowie; tego typu znaczki, to się lubiło w szkole. Wtedy każdy ze slytherinu lubił węże i zgniłą zieleń, jakby od tego miało zależeć jego życie. Bulstrode więc miał już w głowie zakolejkowanych parę tekstów odnośnie tego, że Voldemort najwyraźniej zatrzymał się mentalnie na wieku szkolnym, albo tak cholernie kochał wszystkie węże (tu obowiązkowe nawiązanie do tych u kolegów w spodniach) że nie mógł sobie poradzić w dorosłym życiu.

Zamiast żarcików młodego mężczyzny, była tylko pełna wyczekiwania cisza, aż osoby które znajdowały się w budynku dadzą znać życia. Albo zaczną posyłać w ich stronę zaklęcia. Nigdy nie można było mieć stu procentowej pewności odnośnie tego, jak potoczą się podobne sytuacje. Dlatego Atreus zawsze wolał człowieka widzieć. Widzieć i oglądać sobie otaczające go kolory, tak by dzięki temu móc zareagować może odrobinkę wcześniej i lepiej.

— Tylko powoli — uprzedził blondyn. Różdżka została uniesiona, z resztą, jego towarzysz zrobił dokładnie to samo, bo nie ważne ile zapewnień można było w życiu usłyszeć, albo jak bardzo chcieć wierzyć w to, ze faktycznie byli to cywile, czasem można było się okropnie wręcz zdziwić.

Pierwszy pojawił się mężczyzna, a za nim pojawiła się kobieta. Atreus przyglądał im się przez chwilę badawczo, dopatrując się wszelkich przejawów nieszczerości z ich strony, ale otulające ich kolory działały uspokajająco. Sytuacja co prawda wciąż była napięta, ale przynajmniej wydawało się, że mówili prawdę. Byli cywilami. Zerknęli na siebie porozumiewawczo, zanim różdżki aurorów opuściły się nieco.

— Zajmij się nimi — zaordynował ten starszy, przez chwilę patrząc tylko w ciemność zionącą z wnętrza budynku, zanim nie zanurzył się z nim. Powoli, ostrożnie, jakby niebezpieczeństwo wciąż mogło kryć się gdzieś po kątach.

— Co państwo robili w środku? — zapytał bez ogródek, zbliżając się do nich, z różdżką wciąż w ręku, ale opuszczoną całkowicie. — Wydaje mi się, ze są państwo cali, mam rację? Widzieli państwo zajście i chcieli sprawdzić…?

Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#5
03.09.2026, 08:44  ✶  

Nie chciała wchodzić w konflikt z prawem w Wielkiej Brytanii, tym bardziej, że wcale nie musiała. Byli tutaj z dobroci serca – naprawdę! Bo może… tylko może… istniał jakiś ułamek szans, że ktoś w tym domu jednak przeżył? Kto potrzebował natychmiastowej pomocy medycznej? Guinevere serce stanęło na moment, gdy zobaczyli bałagan na parterze, bo jeśli tak wyglądało tam, to czy ktokolwiek mógł to faktycznie przeżyć? Ale nie traciła nadziei, nawet jeśli była ona niewielka, a serce się ściskało. Dla jej dziadka oglądanie tego chyba również nie było proste, a przeżył przecież znacznie więcej i widział różne rzeczy… w tym rebelię Grindelwalda.

Wyszli z budynku rzeczywiście powoli – nie dało się zresztą za bardzo inaczej, zważywszy na ogólny bałagan, jaki tam panował, oraz że szli po ciemku, nawet korzystając z możliwości, jakie dawała im animagiczna forma pośrednia. Bo owszem, widzieli w tym półmroku, ale dzięki temu po prostu żadne się nie wywróciło.

– Jestem uzdrowicielem – powiedziała od razu i miała nadzieję, że młody auror szybko połączy wątki, dlaczego tam byli. Bo chcieli pomóc… o ile jeszcze komuś pomóc się tutaj dało.

– Jestem Malcolm McGonagall, a to moja wnuczka. Mieszkamy niedaleko. Zjawiliśmy się tu już po ataku, tej paskudnej czaszki nie da się nie widzieć, zwłaszcza z tamtego wniesienia – starszy czarodziej kiwnął głową w kierunku, gdzie za polami i drzewami, w oddaleniu i odosobnieniu znajdowała się Ostoja dla zwierząt prowadzona przez ich rodzinę. – Znałem Brownów – dodał już ciszej, wpatrując się tymi nienaturalnymi oczami prosto w Atreusa. Ginny czuła, że dziadkowi trudno jest zapanować nad emocjami, wtrąciła się więc do rozmowy.

– Pewnie byśmy się nie zorientowali że cokolwiek się dzieje, ale zwierzęta zaczęły się dziwnie zachowywać. Niespokojnie. Obudziły nas – wyznała. – Czy możemy już opuścić ręce?

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
11.09.2026, 05:04  ✶  

Atreus żył w rodzinie strażników tajemnic, łamaczy kodów i tych, którzy te szyfry tworzyli, by chronić to co nie powinno być łatwo dostępne. Jego ojciec natomiast, wybrał nieco inną drogę, postanawiając rozpocząć swoją karierę w Brygadzie Uderzeniowej, by dalej piąć się po szczeblach i zostać Aurorem. Cholernie dobrym aurorem, który co prawda nigdy szefem nie został, ale jego zastępcą już tak – jego syn miał natomiast wrażenie, że nie sięgnął dalej tylko dlatego, by nie przesiedzieć reszty życia wyłącznie za biurkiem. Pokonała go kontuzja w starciu z czarnoksiężnikiem, jednoznacznie przekreślając jego dalszą karierę w zawodzie, ale nie zmieniało to faktu, że Percival był kimś, kto podobnie jak dziadek Ginny, panował Grindelwalda.

Ściany kamienicy Bulstrode'ów, co jakiś czas wypełniały więc wspomnienia tego, co wtedy się działo, a wszystko co mówił trafiało na podatny grunt, bo przecież jego młodszy syn od zawsze chciał iść w ślady ojca. Atreus więc znał tamte czasy z opowieści i bez większego oporu znajdował podobieństwa w tym co działo się wtedy i co kształtowało się na ich oczach. Nie nazwałby tego nigdy rebelią – to słowo w tym kontekście jakoś nie leżało dobrze na języku. Było w nim za mało pejoratywnych konotacji, a Grindelwald i Voldemort wydawali się chcieć jednego; by zaorać doszczętnie znany porządek świata i zmienić go na gorsze.

Była uzdrowicielem i Bulstrode niemal siłą musiał się powstrzymać, żeby nie powiedzieć że on aurorem. Odruch, głupi bo głupi, który szybko został stłamszony i odłożony na bok. Bywał niepoważny, ale teraz zwyczajnie nie mógł, wpatrując się w nich z zastanowieniem, kiedy oboje snuli swoje wyjaśnienia. Sprawdzał ich, filtrując rozbłyskające dookoła kolory, najpierw te kobiety, a potem mężczyzny. W końcu jednak kiwnął głową, bardziej chyba do siebie niż do nich, bo kiedy Ginny zapytała o ręce, wyglądał przez ułamek sekundy, jakby zdążył o tym zapomnieć.

— Tak, oczywiście — zapewnił ją. — Malcolm McGonagall. A pani? — powtórzył, jakby chcąc lepiej w ten sposób utrwalić sobie imię w głowie, a może trochę wytrącił go z rytmu nienaturalny wygląd oczu dziadka. — Przykro mi, że musieli to państwo oglądać, skoro ich pan znał. Jak dużo osób tutaj mieszkało? — zaczął od podstaw. Tak, te powinny sprawdzić się w takiej sytuacji. To nie był pierwszy raz, jak pojawiał się na miejscu, gdzie Śmierciożercy pozostawili po sobie znak, ale zawsze takie zdarzenie wydawało się pozostawiać pod sobie nawet nie strach, ale terror. Taki, który siał się coraz mocniej w głowie z każdym kolejnym atakiem, którego się dopuszczali. Mordowali, napadali, palili… sposobów mieli wiele, ale najwyraźniej nawet zwierzęta wyczuwały to, czego się dopuszczali. — I mówi pani, że zwierzęta zaczęły wariować. Jak dawno? Długo zajęło wam dotarcie tu na miejsce?

Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#7
13.09.2026, 13:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2026, 12:12 przez Guinevere McGonagall.)  

Że Atreus był aurorem było dla Guinevere oczywiste i rzeczywiście nie musiał tego mówić, tym bardziej że nie pytała go, co tutaj robi – to już zostało powiedziane. A on przecież zapytał, co robią tutaj oni, więc… Całe szczęście do tej idiotycznej wymiany zdań nie doszło, a oni w końcu opuścili ręce. Guinevere patrzyła przez moment na młodego aurora, ale za chwilę jej spojrzenie odbijające delikatne światło upiornego znaku, przeniosło się gdzieś dalej, bo przyglądała się otoczeniu. Temu, czy nie dostrzeże jakiegoś ruchu, którego nie powinno tutaj być. Co prawda nie spodziewała się, by Śmierciożercy nadal tutaj byli, inaczej nie zdecydowaliby się wejść do tego domu, ale tu było zwyczajnie… zbyt cicho. I jednocześnie miała wrażenie, choć nie potrafiła tego dokładnie wytłumaczyć, że nie są tutaj tak całkowicie sami.

– Guinevere McGonagall – odparła gładko, nadal jednak z wyraźnym akcentem kogoś, kto nie mógł mieszkać w Anglii, ani nawet Irlandii czy Szkocji.

– O ile mi wiadomo, to trzy… Nie jestem pewien czy dziecko Brownów poszło już do szkoły czy nie – mężczyzna powiedział cicho i Guinevere miała wrażenie, że dziadkowi lekko łamał się głos. Ją samą zresztą ścisnęło serce na myśl, że tam mogło być dziecko. Że mogło zginąć tak samo, jak rodzice, których jedynym przewinieniem było to, że przynajmniej jedno z nich było mugolakiem. – Simon Brown znał się na drewnie, pomagał mi z zagrodami dla zwierząt – dodał i westchnął, odwracając się przy tym, by raz jeszcze spojrzeć na zdezelowany dom.

– Gdzieś… Pół godziny temu? Wyły, miauczały, prychały, czy co tam robią konkretne zwierzęta – doprecyzowała, ponownie patrząc na aurora. – Nie wiem czy nawet eliksir nasenny by wystarczył, żeby tego nie słyszeć. I wtedy zobaczyliśmy znak nad miastem. Zebraliśmy się i przybiegliśmy, zajęto to, nie wiem, z piętnaście minut może. Byliśmy tu niewiele przed wami. Nic tu nie widzieliśmy tylko, że… Tu z kolei jest tak dziwnie cicho. Nawet psy nie ujadają. Nie wierzę, że nikt tu w okolicy nie ma jakiegoś – mruknęła.

– Brownowie mieli sobie jakiegoś wziąć. Simon mówił coś, że chcieli z okazji Yule wziąć szczeniaka – Guinevere przymknęła na to oczy na trzy sekundy. Czy ten szczeniak tutaj był? Czy gdzieś się schował? Czy jednak się nie zdecydowali?

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#8
14.09.2026, 09:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2026, 09:56 przez Atreus Bulstrode.)  

Atreus co pewien czas zatrzymywał się w pewnym bezruchu, patrząc niby to na dwójkę znajdujących się przed nim McGonagallów, ale pewnie można by pomyśleć, że bardziej spoglądał przez nich. Wzrokiem na moment niewidzącym, jakby myśli odbiegały na bok, albo raczej ulatywały w kierunku domu.

Guinevere i Malcolm McGonagall - powtórzył w myślach. - Dwójka, albo trójka mieszkańców. Możliwe że jedno dziecko.

Kolejne komunikaty ulatywały w kierunku jego towarzysza, który przemieszczał się wewnątrz budynku, pokój po pokoju. Starszy auror klął czasem w myślach, narzekając na to, jak wszystko wywrócone było do góry nogami. Jak ślady po zaklęciach znaczyły ściany. Bulstrode natomiast starał się pozostać neutralny, czy jak kto wolał – profesjonalny, a mimo tego na wzmiankę o dziecku, poczuł gulę w gardle. Miał szczerą nadzieję, że faktycznie było już na tyle duże, by pojechać do szkoły i nie skończyć tutaj razem ze swoimi rodzicami.

— Odkąd pojawiają się kolejne ataki, da się zauważyć, że zwierzęta reagują na nie inaczej w każdym przypadku. Może państwa dom znajduje się na tyle daleko, by wywołać właśnie taką reakcję. A tutaj, tak blisko tragedii… cała ulica wydaje się milczeć — zauważył, z pewnym zdziwieniem, spoglądając gdzieś w bok. Już nie w zrujnowany dom, a najbliższe chaszcze. Nie oczekiwał może śpiewu ptaków, bo była noc, ale jeśli zaklęcia spowodowały raban te i tak powinny się pobudzić. Może część uciec. A tu nic. — Czy jeśli znajdziemy tutaj szczeniaka, będą chcieli państwo się nim zaopiekować? — zapytał, odrobinę tylko niepewnie. Było wiele rzeczy, które pewnie mógłby powiedzieć, ale jakaś jego część wciąż się uczyła obchodzić z tak dużymi emocjami. Zwykle od nich zwyczajnie uciekał, bo wydawały mu się zbyt szczere i zbyt prawdziwe, a jego trzecie oko rzucało się na nie, jakby było wygłodniałe. W pewnym momencie mrugnął szybciej, na ułamek sekundy ściągając brwi, a zaraz po tym jego twarz rozciągnęła się w wyrazie pewnej ulgi. Bardzo szybkiej i momentalnie zebranej w poważniejszy, bardziej profesjonalny wyraz. — Wygląda na to, że dziecko państwa Brown faktycznie w tym roku udało się do Hogwartu — zapewnił. Kącik ust drgnął nieznacznie ku górze, w jakiejś łagodnej próbie uspokajającego uśmiechu.

Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#9
15.09.2026, 14:00  ✶  

Były takie tematy, przy których człowiek zwyczajnie nie był w stanie pozostać obojętny. Jak właśnie te dzieci, albo zwierzęta – istoty bezbronne, często nierozumiejące tego, co się właśnie dzieje i dlaczego, niczemu winne w grach świata dorosłych. Tych brudnych grach, w których niektórzy byli w stanie poświęcić nawet własną duszę, byle tylko dostać to, na czym im tak zależało. Ktoś powiedziałby, że jeśli grasz w głupie gry, to dostajesz głupie nagrody, ale jednocześnie to, ile ludzi wokół się krzywdziło, byle je otrzymać, było wręcz zatrważające.

– Tak, to kawałek stąd. Może one wyczuły w powietrzu te skumulowaną nienawiść… – w końcu dokładnie to trzeba było czuć, by być w stanie rzucić niektóre zaklęcia. Czarnomagiczne. Intencją w świecie magii niosła w sobie ogromny ładunek, ciężar tego nie tylko, jak zaklęcie wyjdzie (bo te naładowane emocjami zdawały się działać… skuteczniej), lecz również tego, co się stanie z tobą. A w skrajnym przypadku traciło się możliwość, by kochać – a to była największa z magii. – A te stad… pouciekały? – zasugerowała, patrząc ciągle na otoczenie,.a jej oczy przystosowane były do widzenia w półmroku, ciemności rozświetlonej minimalną ilością światła, czułe na wszelki ruch. – Nie widzę tutaj niczego – przyznała. – Pusto. A ty? – tutaj zwróciła się do dziadka, który miał w nocy jeszcze lepszy wzrok niż ona za sprawą oczu sowy.

– Też nic… – westchnął, a gdy auror zapytał o szczeniaka, odpowiedź mogła być tylko jedna. – Oczywiście. Tym się właśnie zajmujemy – a to, że Malcolm McGonagall miał też szczególną słabość do psów, to była inna sprawa. Aż dziw brał, że żadnego nie mieli.

Ginny widziała już śmierć i to w więcej niż jednym wydaniu, była w końcu uzdrowicielem a czasami magimedycyna zwyczajnie zawodziła. Jednak śmierć w takich warunkach nigdy nie była prosta do oglądania. A już zwłaszcza gdy w sprawę zamieszane były dzieci – wtedy było to jakieś szczególne, trudniejsze… i gdy Bulstrode powiedział – najwyraźniej był w stanie otrzymywać wiadomości od swojego kolegi, który wszedł do środka – że dziecka tam jednak nie ma, Ginewra odetchnęła z ulgą.

– A… oni? – zapytała. Była gotowa spróbować pomóc, jeśli tylko było komu.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#10
15.09.2026, 20:21  ✶  

— Brzmi prawdopodobnie — przyznał jej rację. Nie znał się na zwierzęta, czy ogólnie świecie przyrody, ale potrafił dodać dwa do dwóch. Skoro ludzie byli w stanie wyłapać zapach czarnej magii w powietrzu, to zwierzęta na pewno potrafiły i to. Do tego może trafiało do niech coś więcej, jakieś dźwięki, a może i inne strzępki magii, bo Atreus nie był pewien jak stworzenia reagowały na same zaklęcia, niekoniecznie tylko te czarnomagiczne. To, że z okolicy wszystko pouciekało, też brzmiało bardzo na miejscu. Chorobliwa więc cisza potwierdzała to prawdopodobieństwo, a zwierzęce oczy McGonagallów wydawały się przeczesywać ciemność o wiele lepiej niż jego ludzkie.

— Niestety — Atreus pokręcił głową na ostatnie pytanie Ginny. Brownowie pożegnali się ze swoim życiem, a śmierciożercy kolejny już raz dopięli swego, bezsensownie mordując ludzi, których wszyscy innych postrzegali jako niewinnych. Jeśli gdzieś w tym szaleństwie była metoda, to Bulstrode w ogóle jej nie dostrzegał.

— Mogę poprosić jeszcze o adres państwa zamieszkania? Ktoś z Biura Aurorów powinien się zgłosić do państwa w najbliższych dniach, w razie wszelkich wątpliwości — uprzedził, tym razem wyciągając z kieszeni notes, którym zapisał wcześniej wymienione imiona, a także podane dane zamieszkania.

— Znalazłem psa — głos odezwał się z wejścia do budynku, kiedy drugi auror stanął w przejściu, trzymając w rękach szczeniaka. Piesek był wyraźnie przerażony, stosując taktykę absolutnego bezruchu, jakby dzięki temu niebezpieczeństwo miało go ominąć. To już dawno minęło, ale lęk wciąż trzymał.

— Pójdzie z państwem, mają ostoję dla zwierząt — odpowiedział Atreus, kiwając głową na Ginny i jej dziadka. Szczenię trafiło w ich ręce, a po jeszcze chwili rozmowy, tym razem w cztery osoby, dwójka McGonagallów została odprawiona. Aurorom pozostawało zabezpieczyć teren i poczekać na koronera.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1785), Guinevere McGonagall (1821)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa