• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[08/05/1972] Prawa Czasu, Aleja Horyzontalna || Erik & Vakel

[08/05/1972] Prawa Czasu, Aleja Horyzontalna || Erik & Vakel
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
10.07.2023, 20:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 15:03 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

—08/05/1972—
Gabinet "Prawa Czasu", Aleja Horyzontalna
Erik Longbottom & Vakel Dolohov



Niektóre wydarzenia mają to do siebie, że kładą się cieniem po wielu regionach świata i pozostają w pamięci na długie lata. Pomimo pierwszego szoku wynikającego z agresywności oraz brutalności, z jaką zadano cios magicznej społeczności podczas Beltane, Erik nie był w stanie stwierdzić, jak szybko te tragiczne wydarzenia pozostaną w głowach czarodziejów i czarownic w Wielkiej Brytanii. Wiedział tylko jedno; on długo o nich nie zapomni.

Od katastrofy na Polanie Ognisk minął blisko tydzień, jednak równie dobrze mogło zdarzyć się to poprzedniej nocy. Ostatnie dni minęły Longbottomowi nadzwyczaj intensywnie. Gdy nie pisał raportów i nie sprawdzał co z jego rodziną i bliskimi, w miarę możliwości pracował, co by zapewnić płynny przepływ informacji między poszczególnymi biurami Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Pośród listów, które piętrzyły się na jego biurku, był jednak jeden, który przykuł jego uwagę.

Wezwanie... Nie. Zaproszenie. Zaproszenie od Peregrinusa Trelawney nakreślone estetycznym pismem w imieniu Vakela Dolohova, który zapraszał go na spotkanie. Była to zagwozdka, z którą Erik nie do końca wiedział, jak sobie poradzić. Treść wiadomości kreśliła dosyć jasny obraz sytuacji – wymiana informacji między osobami, które dysponowały zupełnie różnymi od siebie źródłami. Coś za coś, jak to już w tym świecie bywały. Czy było jednak w tym coś więcej? Wydawało mu się, że znalazł z wróżbitą wspólny język, jednak może było to złudne wrażenie, a powodem poprawnych relacji była właśnie możliwości obopólnych korzyści?

— Cóż, czas się dowiedzieć, o co chodzi — pomyślał, napierając na drzwi prowadzące do recepcji.

W przeciwieństwie do ostatniej wizyty w tym miejscu, było tu pusto, nie licząc Trelawneya, który siedział za biurkiem. Mało intensywny dzień, czy też przerzucono zapisanych gości na inny dzień, aby mogło dojść do jego spotkania z Vakelem. Głupota, zganił się w myślach. Nawet jeśli Dolohov faktycznie miał do niego interes i zależało mu na jakichś informacjach, to raczej nie zmieniałby całego swojego dnia – i swoich klientów – aby się z nim spotkać. Gdyby odmówił, pewnie miał już listę kontaktów do innych ocalałych z Beltane, których mógłby zaprosić.

— Erik Longbottom. Czy powinienem już...? — Wskazał wymownie na klamkę. Krótkie skinienie głową, a Erik znalazł się w środku. — Ekhm. Witam, Mistrzu Dolohov.

Skłonił lekko głowę przed mężczyzną. W przeciwieństwie do ostatniego czasu, Erik nie miał na sobie niczego, co sugerowałoby jakiekolwiek powiązania z Departamentem Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Tego dnia zdecydował się na elegancki strój w odcieniach brązu. Na białej koszuli, której dwa górne guziki pozostawił niedbale rozpięte, spoczywała dopasowana kamizelka i marynarka z miękkiego sztruksu. Spodnie z tego samego materiału podkreślały jego dobrze zbudowaną sylwetkę, pozostawiając ciemne buty z zaokrąglonymi czubkami jako jedyny element, który zdawał się nie poddać dominacji brązowej barwie.

— Proszę wybaczyć, nie mogłem się zjawić wcześniej. — Usiadł na fotelu, wbijając puste spojrzenie w blat stołu. — Niestety po Beltane, Ministerstwo jest w stanie ekhm... lekkiego chaosu. — Uniósł wzrok na Dolohova, uśmiechając się uprzejmie. — Po ataku spodziewałem się wiadomości od wielu ludzi, ale nie od pana, panie Dolohov. To niespodzianka, jednak – nie przeczę – bardzo miła. — Wypuścił powoli powietrze z ust, a w jego głosie zagościła szczera troska. — Ufam, że Pana bliscy nie zostali zbytnio dotknięci ostatnimi wydarzeniami w Kniei?

Musiał jakoś wypracować sobie stanowisko podczas tej konfrontacji. Nie wiedział, czego może oczekiwać, jednak też chciał coś na tym ugrać. Bądź co bądź, miał zdecydowanie więcej informacji i prywatnych przemyśleń odnośnie do tego, co się stało na Polanie Ognisk, niż pierwszy lepszy brygadzista, czy nawet gość samego festynu.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#2
15.07.2023, 13:54  ✶  
Rzeczy dziwaczne, na które zwracał uwagę Erik, dla Dolohova i osób wokół niego były czymś całkowicie normalnym. Życie jasnowidza nie kręciło się wokół oczywistych odpowiedzi i usilnego trzymania konwenansów, choćby miał to robić zębami – życiem Dolohova kierowały rzeczy zupełnie losowe, jego decyzje były wsparte o chaotyczny zlepek dziwacznych myśli i przepowiedni pojawiających się znikąd. Może to dlatego mężczyzna tak bardzo miłował sobie porządek i miał tak silną obsesję na punkcie kontroli – bo chciał mieć w garści wszystko, nad czym mógł zapanować, kiedy jego egzystencją kierował nurt strumienia świadomości. Tego już nawet Wspaniały Vasili Dolohov złapać nie potrafił.

Wyglądał jak zawsze. Jakby nosił na sobie ubrania warte więcej niż czyjaś roczna wypłata, ale szła za tym bardziej jakość, wygoda i elegancja, niż taki oczywisty przepych – Dolohov nie lubił ozdób, zbędnych gadżetów (no może oprócz całkiem pokaźnej kolekcji zegarów, które wisiały na ścianie za jego plecami, ale bazując na tym, że kukułki wyskakiwały z nich idealnie w momentach, w których ktoś przekraczał próg jego gabinetu można było założyć, że nie ich obecność nie była tutaj bez znaczenia), nadmiernie wzorzystych i świecących materiałów. Lubił ubrania krojone na miarę, pasujące na niego idealnie mimo wyjątkowo niewymiarowych proporcji, tuszujące mankamenty urody osoby chorobliwie chudej. Takie, które o nim mówiły, że był bogaty, ale zachowywały w tym tę istotną nutę pozostania mężczyzną z klasą. A chwilę wcześniej... Może jednak lubił ten przepych, tylko zdążył już o tym zapomnieć i...

Nim Longbottom przekroczył próg jego gabinetu, wróżbita był w kolejnej rozsypce. Powiedzenie, że nie układało mu się w życiu było naprawdę delikatnym ujęciem tego, co go spotkało. Wszystko co do tej pory zbudował zdawało się sypać niczym domek z kart, a on sam po prostu wariował. Trwanie tyle lat pod wpływem amortencji sprawiło, że czuł się jak, jakby zgubił w tym własną tożsamość. Kim on do diabła był? Tym starym kochasiem uśmiechającym się szeroko do kamery w garniturze w kwiaty, czy tym nieco bardziej nieprzyjemnym, nienawidzącym kobiet do cna, badaczem tajemniczych zjawisk? A może był czymś pomiędzy?

Kiedy usłyszał za drzwiami obco brzmiące kroki, a kolejna z kukułek wyleciała na zewnątrz i zaczęła świergotać na daszku zegara, Dolohov uśmiechnął się i wstał.

- Witam, panie Longbottom – powiedział, stawiając kilka długich kroków po „swojej” stronie gabinetu, a później wskazał dłonią na różne siedziska, które znajdowały się w środku – dodatkowe krzesło przy biurku, wygodny fotel i długa sofa stojące przy stoliku ze szklaną kulą. – Wreszcie odwiedza pan Prawa Czasu w sprawie ciekawszej niż potencjalne zaginięcie mojej żony... Pewnie dotarła do państwa list, że Anne wróciła do domu cała i zdrowa? – Wysłuchał tego, co mówił Longbottom z lekką konsternacją. Przywykł do tego, że to kobiety przepraszały za nic, ale to zdarzało się też mężczyznom, w których życiu kobiety odgrywały znaczącą rolę... Nikt inny by nie przepraszał za coś tak głupiego jak brak czasu po tym, jak jego Departament pozwolił na doprowadzenie przez Voldemorta do największej katastrofy ich czasów. Takich rzeczy nie pamiętano nawet z czasów wojny wywołanej przez Grindewalda, a przecież wielu śmiało mówić, że Voldemort nie dorastał jego sile i wiedzy do pięt. – Nikomu nic się nie stało, bo wszysycy opuścili teren sabatu zanim z nieba zaczął sypać się żar. Tylko zanim mnie pan posądzi o jakąś wiedzę, którą bym posiadł od tych po drugiej stronie barykady, przypomnę tylko, że to limo też przewidziałem, a jestem również całkowicie pewny, że do jego powstania nie przyczynił się żaden Śmierciożerca. – Zwrócił, znów szedł w kierunku swojego fotela, ale tuż przed nim zatrzymał się i odwrócił w stronę Longbottoma. – Z jakiegoś powodu kiedy był pan tutaj ostatnio, pomyślałem sobie: jaśmin, ale teraz widzę to wyraźniej – mocna, czarna herbata – pstryknął palcami, a drzwi otworzyły się ,wpuszczając do środka unoszącą się w górze tacę z dwiema filiżankami i dzbankiem gorącej wody – taka, która porusza duszę na długo – i której cierpki smak studzi nawet najbardziej dziwaczne myśli. – Ciekaw jestem, jaki symbol pojawi się na dnie pana filiżanki. Wszechświat zdaje się nie pozwalać panu na choćby chwilę znudzenia.


with all due respect, which is none
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
22.07.2023, 01:03  ✶  

Co prawda to prawda, okoliczności wizyty Erika różniły się nieco od poprzedniej, jednak czy były bardziej pozytywne? Gdy był tu ostatni raz, wraz z kuzynką nastawiali się na to, że przekazują mężczyźnie wieści o dramatycznym zniknięciu jego żony. W takiej sytuacji ciężko o uśmiech. A teraz? Wszystko kręciło się wokół Beltane. Na swój sposób może to i lepiej. Może to sprawi, że działania skierowane przeciw Śmierciożercom nabiorą na sile. A kto wie, może Longbottom wyjdzie z gabinetu z małym asem w rękawie.

— Owszem — potwierdził przypuszczenia wróżbity, powłócząc za nim wzrokiem. — Cieszymy się, że nasze najgorsze podejrzenia się nie sprawdziły.

Przynajmniej nie można było zarzucić Brygadzie Uderzeniowej, że zignorowało wezwanie. Może zrobili nieco więcej, niż było od nich wymagane, aby upewnić się, że Annaleigh Dolohov faktycznie nic się nie stało, jednak zdaniem Erika zrobili wszystko, jak należało. Może nie podręcznikowo, ale zgodnie z własnym sumieniem. Poza tym żyli w niebezpiecznych czasach, co zresztą potwierdziło niedawne Beltane, tak więc nadmierny sceptycyzm wobec takich wezwań był wręcz wskazany. Lepiej było sprawdzić wszystko dwa razy, niż potem żałować.

— Niektórzy mogliby powiedzieć, że tego typu przepowiednia, to nie efekt dobrej wróżby, a logicznego myślenia. Zarówno aurorzy, jak i brygadziści dosyć często obrywają — skomentował nieco zaczepnie, chociaż w jego głosie nie rozbrzmiała nawet nuta kpiny. — Nie żebym sugerował Mistrzowi brak tego talentu. Takiej renomy i posłuchu wśród klientów nie zdobywa się tanimi sztuczkami.

Co najwyżej w grę wchodzi naiwność odwiedzających, skomentował w myślach, chociaż wątpił, aby żerowanie na słabych umysłach było główną taktyką Dolohova podczas spotkań z jego ulubieńcami. Może w przypadku podstarzałych i majętnych czarownic, które wiedziały, po jaką przepowiednię przychodzą i łatwiej było ugiąć się pod ich wolą, niż zdradzić im prawdę. To wciąż mogło być mało etyczne, ale czy obecnie granica tego, co etyczne, a co nie nie przesuwała się to w jedną, to w drugą stronę z dnia na dzień?

— Aha — mruknął nieco zbity z tropu, gdy filiżanka wypełniona brązową cieczą wylądowała w jego dłoniach. — A więc od razu przechodzimy do konkretów? — Uniósł niepewnie brew. — Żadnych pytań? Żadnych próśb o streszczenie tego, co się wydarzało z mojej perspektywy? — Upił łyk herbaty, zastanawiając się, czy powinien poprosić o cukier. — Po prostu... wróżenie z fusów?

Nie oponował, podświadomie czując wzrastającą w nim ciekawość co do tego, jak potoczy się to spotkanie. Jak daleko sięgał wzrok trzeciego oka Vakela Dolohova? Czy faktycznie wyczyta wszystko, co mu potrzebne z resztek herbaty? Uśmiechnął się pod nosem, podnosząc filiżankę do ust. Może faktycznie magia tego typu nie różniła się zbytni od darów, jakimi dysponowała jego własna siostra?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#4
24.07.2023, 01:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2023, 01:21 przez Vakel Dolohov.)  
Najgorsze podejrzenia. Też mi coś – pomyślał, lekko marszcząc przy tym nos. Nawet on, będąc dobrym kłamcą i człowiekiem niebywale oswojonym z rozmowami, w których musiał udawać kogoś zupełnie innego, musiał zacisnąć zęby i cudem powstrzymał parsknięcie. Był w końcu człowiekiem upartym i porywczym, a przebywanie w towarzystwie człowieka, który nie zakładał z góry, że Dolohov wiedziałby gdyby jego żona miała zniknąć, było lekkim umniejszaniem jego dokonaniom. To on przecież niejednokrotnie wskazał wahadłem miejsce ukrywania się zbirów i osób zaginionych, magipolicjanci mogliby wreszcie docenić jego niebywałe dokonania w dziedzinie... uh. No dobrze, może problemem był właśnie brak dziedziny, w której potrafił się jednoznacznie określić? Od czasu kiedy Prorok codzienny wydrukował dowcip o Dolohovie i barze, był mu cytowany na niemal każdej konferencji. Gdyby go dopuścili do dziennikarki, która go wymyśliła, to by sam poszedł na Nokurn kupić Peregrinowi jakieś przeklęte kości, żeby na nią nałożył klątwę, po której wypadną jej wszystkie zęby.

- Tak, panie Longbottom, regularnie obrywacie w twarz kamieniem na wskutek tak fatalnie rzuconego zaklęcia... – spojrzał na swoje paznokcie, jakby miał dostrzec w nich coś niebywale wyjątkowego, poza tym, że jak każda inna część Dolohova były aż zadziwiająco czyste. Na facecie nie było nawet pojedynczego pyłku kurzu, który mógłby zrujnować wizerunek chodzącego ideału. – Gdybym miał się kłócić, ale ja tak bardzo nie lubię się kłócić – uwielbiał się kłócić, uwielbiał żywe rozmowy z intelektualistami i darcie kotów z kompletnymi idiotami, po prostu chciał gadać i gadać i gadać – to bym stwierdził, że jest pan niepotrzebnie zaczepny. Jeżeli nie wierzy pan w moje przepowiednie, proszę się nie krępować i mi o tym powiedzieć. Nie będzie pan pierwszy ani ostatni, bo choćbym i pokazał panu mój tok myślenia i ilość obliczeń, jakie musiałem wykonać w biegu, to by pan w to pewnie i tak zwątpił i dostrzegał w tym jakieś dzieło przypadku. Tak zresztą pewnie po części jest... Przypadek rządzi naszym losem. – Oderwał swój wzrok od paznokci. Dobrze wiedział, że nikt nie lubił, kiedy rozmowa wkraczała na takie tory – w końcu wszyscy uwielbiali wierzyć w wolną wolę. On jednak wiedział – istniały stałe punkty w czasie, rzeczy niemożliwe do zmienienia, choćby i się wszyscy na to uparli – Beltane było jednym z nich.

Nie dał wejść sobie w słowo.

- Taką renomę zdobywa się sztuczkami. W moim przypadku nie tanimi, tak, łyżeczka, którą panu podałem, jest ze szczerego złota, ale nie oszukując się, nikt nie zostaje celebrytą dzięki badaniom i dobrym słowom. Jestem człowiekiem medialnym. Kontrowersyjnym. Wiem o tym. – Podszedł do tego biurka i usiadł na swoim fotelu, zakładając nogę na nogę. Łokcie ułożył na oparciach. Siedział trochę dziwacznie, jakby się chciał od Longbottoma zdystansować, ale nie mógł cofnąć głowy do tyłu, bo już mu się wbijała w oparcie. – Ta herbata to ciekawostka, ale gwarantuję panu, że dostrzegę tam coś, co się panu spełni tak jak w przypadku reszty moich klientów. Zaprosiłem tutaj pana, ponieważ jesteśmy z moim współpracownikiem – mógłby go określić mianem swojego asystenta, bo mu asystował w karierze celebryty, ale nie zrobił tego, bo wspólne badania traktował jako coś, w czym Peregrin wcale od niego nie odstawał – niebywale zainteresowani tym, co się wydarzyło podczas sabatu, a wizja, jakiej doświadczyłem podczas wizyty pana i panny Bones w Prawach Czasu jest świadectwem tego, że był pan w samym sercu akcji... Chociaż nie wszedł pan do Limba, prawda? – Tego przewidywać nie musiał, pisali o tym w gazetach, nawet zdążyli już zaprosić do Praw Czasu również Atreusa Bulstode'a. – Jestem, panie Longbottom, człowiekiem znanym z wróżenia z fusów herbacianych, ale jako człowiek jestem przede wszystkim badaczem, nieskromnie powiem, że uważa się mnie za jednego z najwybitniejszych numerologów i magitematyków naszych czasów. – I wyjątkowo nie nadał sobie tego tytułu sam.

Kukułka z innego zagara wyleciała z domku, po czym zaśpiewała krótką, smutną melodię. Sekundę po tym, drzwi gabinetu otworzyły się.

- Poznaliście się już?

Niby nie wiedział, czy się znali, bo nigdy o tym nie rozmawiali, ale w głębi duszy, nawet bez próby przewidzenia ich intencji... czuł, że za chwilę pokręci głową, bo Trewlawney był człowiekiem niezwykle znanym, ale tylko w obrębie swojej piwnicy.


with all due respect, which is none
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
30.07.2023, 18:26  ✶  

— Wierzę, że Pan i panu podobni czerpiecie skądś tę mistyczną wiedzę — odparował. — Moje obiekcje wywodzą się z tego, że przepowiednie nie zawsze są trafne i konkretne. Zapewne eksperci wyśmialiby mnie za to, że chciałbym poznać dokładne okoliczności przepowiedni, datę, miejsce i osoby zaangażowane w jej wypełnienie, jednak... Tak. Chciałbym, żeby tak wyglądało wróżenie.

Wydął lekko dolną wargę. Musiał brzmieć, jak mały chłopiec, który wszystko chciałby mieć „na już”, jednak ciężko było mu się powstrzymać. To nie tak, że nie miał ani krzty szacunku dla osób parających się tym zawodem. Umiejętności Brenny wcale nie były takie znowuż odmienne, a na własnej skórze przekonał się, że potrafiły być pomocne.

Przyszłość była jednak nieco inna, niż przeszłość. Mniej ukształtowana. Niektóre drogi mogły być wyznaczone od dawna, innych nawet jeszcze nie było w planie, a jeszcze inne drastycznie zmieniały swój bieg. Zrozumienie jakiejkolwiek wizji w takich warunkach nie było łatwym zadaniem.

— I niesie to ze sobą równie tyle złego, co i dobrego? — spytał, wodząc wzrokiem na swym gospodarzem. — Dobrze być świadomym własnej wartości. To zapewne pozwala na bardziej obiektywne postrzeganie świata. — Mrugnął porozumiewawczo do Vakela. — Przynajmniej w większości przypadków.

Tak długo, jak nie zaślepia kogoś ambicja i arogancja, dokończył w myślach Erik, powstrzymując się jednak od wypowiedzenia tych słów na głos. Nie chciał być tylko cichym uczestnikiem tej rozmowy. Musiał wziąć w niej aktywny udział, jeśli chciał wyciągnąć z tego spotkania cokolwiek konstruktywnego. Odkrywanie samego siebie było wprawdzie nęcące, jednak samorealizacja nie była taka prosta, gdy wiszą nad tobą burzowe chmury.

Poza tym nie chciał pozwolić, aby Dolohov wyłożył mu wszystko na tacy i wyjaśnił, że jeśli nie zrobi wszystkiego według jego założeń, to wyjdzie stąd z niczym. W sumie, przed przyjściem tutaj miał niewiele więcej w kwestii informacji odnośnie do wydarzeń na Beltane, więc czy była to duża różnica? Równie dobrze mógł nieco zaryzykować i zaangażować się w tę grę słowną.

— Obietnica odniesienia kolejnych obrażeń? — Uniósł pytająco brew, upijając nieco płynu z filiżanki. — Nie przeczę, zapewne doceniłbym i taką informację, jednak w obecnych okolicznościach zależałoby mi na czymś konkretniejszym. Pytanie, czy ta konkretna ścieżka naszej przyszłości już się ukształtowała.

Rozejrzał się po gabinecie, licząc, że tą zaczepką zachęci wróżbitę do tego, aby zdradził mu nieco więcej na temat swoich praktyk. Na pytanie o Limbo nieco się spiął, wciskając się mocniej plecami w fotel, jakby chciał w ten sposób ukryć swą reakcję. Zmrużył oczy. Czy na tym mu zależało najbardziej? Chciał się dowiedzieć, jaki związek miały wydarzenia z początku maja z krainą duchów?

— Nie — mruknął niechętnie. — Spojrzałem jedynie w płomienie magicznych ognisk.

Może nie umywało się to do tymczasowych odwiedzin w innym wymiarze, jednak sam też swoje przeżył. Mimowolnie wrócił myślami do Polany Ognisk, walki, próby odnalezienia siebie nawzajem i siły żywiołu, który objął w swe władanie Knieję, jakby pragnął się ich wszystkich pozbyć. Dopił resztki herbaty, przeskakując wzrokiem na asystenta Vakela, który dołączył do ich grona.

— Przelotnie. Podczas ostatniej wizyty — przyznał, skinąwszy mu wcześniej głową. — Aczkolwiek niezbyt dogłębnie. — Zajrzał do swojej filiżanki, a gdy zdał sobie sprawę, że na dnie oprócz fusów było już tylko kilka zagubionych kropli herbaty, przekazał naczynie Dolohovowi. — Proszę.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#6
07.08.2023, 10:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2023, 10:44 przez Peregrinus Trelawney.)  
Rzadko kiedy Peregrinus umawiał do Praw Czasu spotkania z klientami w dni, które przeznaczali z Dolohovem na prowadzenie badań i prace wewnętrzne. Erik Longbottom nie był jednak do końca klientem, choć wróżenie miało być częścią tej wizyty. Chodziło jednak przede wszystkim o wymianę potencjalnie pożytecznych informacji. Trelawney — w przeciwieństwie do Vakela — nie kłopotał się w związku z tym wyglądaniem tak reprezentacyjnie i profesjonalnie jak w dni, kiedy przychodziło mu spotykać się z licznymi petentami. Oczy miał podkrążone od braku snu, twarz bladą. Zwyczajowa schludna koszula i marynarka zostały w domu; zastąpił je byle jaki cienki czarny sweter. Wokół czarodzieja unosił się gryzący zapach papierosów, a zawartość popielniczki świadczyła o tym, że wypalił już od rana sporą część paczki.
Gdy w Prawach Czasu zjawił się oczekiwany gość, Trelawney notował przy biurku: jedynie przelotem zatem rzucił krótkie „witamy” i wskazał mu ruchem głowy wejście do pokoju Dolohova. Nie lubił odrywać się od rozpoczętych zadań, szczególnie gdy do końca pracy nie pozostawało już wiele.
Rzeczywiście zresztą ukończenie notatki zajęło mu zaledwie kilka minut. Usatysfakcjonowany czarodziej zebrał zapisne zamaszystymi pociągnięciami pióra stronice do skórzanego folderu, wcisnął zakładki między karty księgi, które zamierzał pokazać później Vakelowi, po czym zamknął wszystko w szczelnie zabezpieczonej zaklęciami szufladzie. Drzwi gabinetu przełożonego otworzył akurat w czas, by zobaczyć niknącą w zegarze kukułkę.
Odwzajemnił skinienie głowy Erika — tym razem z większym rozmysłem i ogładą. Nie odezwawszy się słowem, stanął u boku Dolohova. Korzystając z okazji, zerknął przelotnie do filiżanki, którą podał wróżbicie Longbottom. Nie wygłosił jednak żadnego komentarza ani nie poświęcał jej wiele uwagi — ot, jedynie tyle, ile potrzebował, aby zapamiętać układ fusów.
— Być może obiło się panu o uszy, panie Longbottom — zwrócił się do gościa uprzejmie — że w rodzinie Trelawney przekazywany jest między pokoleniami specjalny… dar powiązany z Limbem.
Zdecydował się wyjaśnić motywy swojego udziału w spotkaniu bez owijania w bawełnę. Nie było powodu, aby to ukrywać. Wręcz przeciwnie: istniała szansa, że taka bezpośredniość pomoże zyskać zaufanie Longbottoma. Peregrinus Trelawney nie był w tej sytuacji wyłącznie ciekawskim badaczem — choć to również zaliczało się do jego pobudek. Kluczowe było to, że on również widział Limbo. Nie miał nad tym żadnej kontroli. Niekiedy dochodziło do kilkusekundowych przebłysków, kiedy indziej dłuższych niezrozumiałych wizji — nie zmieniało się jedynie to, że pozostawał wobec tych zdarzeń bezsilny. Nie potrafił w żaden sposób tego wywołać, kontrolować czy użyć świadomie dla swoich celów.
Jakże kusząca była wijza opanowania tego daru, ile dróg mogłoby się przed nim otworzyć. Potencjalne konsekwencje i ryzyka schodziły na dalszy plan w obliczu tej palącej ciekawości.
— Widział pan zaświaty, ja również je widziałem. Chciałbym usłyszeć o pańskich doświadczeniach.
Był przygotowany na potencjalną odmowę. Nie zaliczał się pod żadnym względem do charyzmatycznych mówców, rozwiązujących języki przy pomocy pięknych słówek; musiały mu wystarczyć szczerość i bezpośredniość.


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#7
11.08.2023, 12:39  ✶  
Dolohov uśmiechnął się szerzej, słuchając jego wypowiedzi. Jeżeli Longbottom brzmiał jak mały chłopiec, to byli tymi małymi chłopcami wszyscy troje zebrani w tym gabinecie – dokładność przepowiedni była przecież głównym tematem jego badań i rozważań od samego początku kariery, a kiedy się tej dokładności nie dawało już zwiększyć, to zaczęli sobie z Trelawneyem zadawać pytanie: gdzie leży limit i dlaczego w ogóle istnieje? Nie wyłapał, do czego palił, zadając mu pierwsze pytanie. Zmarszczył więc brwi i zakręcił ręką, jakby chciał dać znać, żeby rozwinął swoją wypowiedź. Sam się już zgubił we własnym potoku słów, a co dopiero w cudzym uzupełniającym rozbiegane myśli.

- Pan to chyba lubi – dostawać w cymbał... nie no, tak słów dobrać nie może, bo to zmieni wydźwięk całości – przyjmować ciosy, jeżeli pan liczy na takie obietnice. – Nie wstydził się tej dwuznaczności, chociaż nie zaakcentował słów w dziwaczny sposób. – Gdyby to, co robimy, było już z góry całkowicie przesądzone, czy to jeszcze byłoby życie, czy już film, w którym jedynie odgrywamy rolę? Gdyby taka ścieżka się już ukształtowała, a pan wiedząc o tym zechciał ją zmienić, to ta ukształtowana ścieżka by runęła. A udział w tym bierze zwykle zadziwiająco dużo osób, każda z nich wpływa na zdarzenia inaczej, nie ma co tutaj liczyć na dokładność. Można za to dosyć łatwo odczytać cudze intencje i wyciągać z tego wnioski.

Mógłby zareklamować tutaj swoje książki jeszcze raz, ale nie zrobił tego. Nie przekona przecież nikogo do czytania, nawet jeżeli potrafił przekonać kogoś do siebie.

Na dźwięk słów: „magicznych ognisk”, Dolohov momentalnie pstryknął palcami.

- Ma pan moje pełne zainteresowanie. – Bo by o tych ogniskach nie wspomniał, gdyby nie zobaczył tam czegoś istotnego.

Przybycie do pomieszczenia drugiego jasnowidza sprawiło, że Dolohov zmienił odrobinę to, jak wyłożył się na swoim fotelu – przerzucił ciężar swojego ciała na prawą stronę, tą, po której przysiadł się do niego Peregrinus. Amator odczytywania takich gestów, nie zauważyłby pewnie nic, bo nie po to Dolohov tyle lat ćwiczył swoją prezencję, żeby się wydawać w najbardziej oczywisty sposób. Ktoś nieco bardziej wprawiony zauważyłby w tym pewnie komfort – podobny do tego, które prezentowały dzieci przy swoich matkach – siadały do nich przodem, nie plecami, albo może ten charakterystyczny dla żon podróżujących z mężami samochodami lub innymi środkami transportu, podczas czego odwracały kolana w ich kierunku. No więc ktoś dobrze obserwujący rzeczywistość doszedłby do wniosku, że się Dolohov czuje w pomieszczeniu z Peregrinem dobrze, a czy to przez sympatię, czy przez poczucie bezpieczeństwa pozostawało w sferze domysłów. Po części miałby rację, ale w ułożeniu Dolohova była jeszcze jedna, ważna informacja, która zwykła wszystkim umykać – on zawsze siedział tak, żeby nad wszystkimi górować. Proste plecy, wyciągnięta do góry broda, łokieć ułożony na podłokietniku w taki luźny sposób, mocno sugerujący, że gdyby oparcie fotela było niższe, to by ułożył rękę na nim. Gdyby wprawione oko dostrzegło te wszystkie detale, malując takie sceny, uznałby pewnie, że gdyby nie ogólnie przyjęte konwenanse, Dolohov zechciałby przyciągnąć go do siebie pazurami i trzymać w zasięgu swojej ręki, tak na wszelki wypadek.

- Przedstawię więc was sobie należycie. Panie Longbottom, oto mój współpracownik, Peregrinus Trelawney, badacz, teoretyk magii. Peregrinie, oto pan Erik Longbottom, brygadzista, ale mieliśmy okazję poznać go z jednego minionych wydań Proroka jako najdroższego czarodzieja Wielkiej Brytanii, wnuk samego Godryka. – Zawahał się na moment, po czym dodał wyjaśniająco: Kanclerz skarbu wykupił możliwość kolacji z nim za absurdalnie wysoką ilość pieniędzy.

Nie skomentował w żaden sposób wypowiedzi Trelawneya, zamiast tego wyciągnął rękę po tę filiżankę i z uśmiechem zajrzał do środka. Dobrze wiedział, co zobaczyłoby na jej dnie większość ludzi – absolutnie nic, kępę fusów. On zaś widział tam... Jeden z najtrudniejszych do odczytania symboli[/b] – odwrócił filiżankę, żeby obejrzeć ją z drugiej strony – numer 257 na liście Kasandry Vablatsky – żuk. Spojrzał na Longbottoma z ciekawością. Ciekawością, będącą maską tego, że próbował odczytać jego intencje.

Rzut na wróżbę. I na wykaz intencji:

Rzut PO 1d100 - 5
Akcja nieudana


with all due respect, which is none
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#8
13.09.2023, 22:16  ✶  

— Chyba że człowiek sam nie jest pewny, co nim kieruje w danej chwili — odbił piłeczkę, nie chcąc pozwolić Dolohovowi na wygraną w tej małej potyczce słownej. — Niektóre decyzje podejmujemy automatycznie, a inne z rozmysłem. Ciekawe, co w tych dwóch przypadkach pokazuje badanie intencji.

Zanim zdołał się rozgadać na temat tego, co go spotkało na Beltane, do sali wkroczył Peregrinus. Nie uszło jego uwadze, że Dolohov nieco zmienił postawę ciała, gdy w okolicy pojawił się jego asystent. Nie doszukiwał się jednak w tych ruchach, nie wiadomo czego. Vakel mógł być pewny siebie, ale Erik był tutaj obcym elementem. Nic dziwnego, że czuł się pewniej i bezpieczniej, gdy miał na podorędziu zaufaną osobę.

— Jeszcze raz bardzo mi miło, panie Peregrinus — Raz jeszcze skinął mężczyźnie głową, posyłając w jego kierunku uprzejmy uśmiech. — Godryka Longbottoma, nie Gryffindora. Chociaż podejrzewam, że dla dziadka w pewnym momencie jedno zlało się z drugim. — Co to za Longbottom, jeśli nie spędził siedmiu lat w dormitoriach Gryffindoru i nie może się nazwać gryfonem, prawda? — Żeby taką absurdalną... Wszystko poszło na zbożny cel. Poza tym kanclerz wykorzystał swoje prywatne oszczędności. Zapewniam, że wydatek ten nie nadszarpnął budżetu Ministerstwa i nie wpłynie na podwyżkę podatków w tym roku.

Podobno humor potrafił zjednać sobie ludzi. Czy tym razem efekt będzie podobny? Media upodobały sobie dodawanie do jego imienia i nazwiska tytułu „najdroższego czarodzieja”. Może był to najwyższy czas, aby zacząć wykorzystywać te artykuły na swoją korzyść? Skoro ostatnie wydarzenia popchnęły go ku światłom fleszy, to i tak nie miał zbyt dużego wyboru.

— Niech zgadnę: kolejne ciosy już ustawiają się w kolejce? — Uniósł pytająco brwi, gdy Vakel spojrzał w jego filiżankę.

Nie byłoby to zbytnio zaskakujące, jednak zbiegałoby się z prawdą, o ile Bones i Moody nie zamierzali go w najbliższym czasie odsunąć od pełnienia obowiązków służbowych. A nawet wtedy ryzyko otrzymania kolejnych obrażeń zbytnio nie malało. Koniec końców przeszli jednak ponownie do kwestii ognisk, co sprawiło, że Longbottom nieco się rozgadał.

— Nie przeniosłem się do samego Limbo, tak jak ludzie, o których piszą w gazetach — sprecyzował swoją wersję zdarzeń, gdy usłyszał uwagę Peregrinusa. Nie chciał pozostawiać złudzeń, że wie więcej na temat świata zmarłych, niż im się wydaje. — Ja tylko spojrzałem w ogień. — Wbił wzrok w podłogę, jednak chwilę później wrócił nim do gospodarza. — Ciężko powiedzieć, co tam właściwie widziałem. Wszystko i nic zarazem? Raczej nie o taką odpowiedź wam chodzi.

Zamilkł na dłuższą chwilę, starając się wrócić do wspomnień z tamtej nocy. To się stało tak szybko. Zaledwie parę minut wcześniej próbowali powalić Śmierciożercę i Maledisa, a teraz byli w centrum zdarzeń, starając się dowiedzieć, co się właściwie działo z innymi zespołami pracowników Ministerstwa Magii i... cywilnych pomocników. A potem ziemia zaczęła drżeć. A przynajmniej tak wydawało się Erikowi. Westchnął ciężko.

— Najpierw poczuliśmy... poczułem... magiczne wibracje. Nie wiem, czy pochodziły z samych ognisk, czy z magicznej żyły, która biegnie pod Polaną Ognisk — zaczął, zamykając co rusz oczy, jakby pomagało mu się to skupić na urywkach wspomnień, które zdążyły rozpierzchnąć się po jego głowie. — Obezwładniające uczucie, coś, z czym człowiek nie jest w stanie sobie poradzić. Przeładowanie emocjonalne? — Pokręcił niepewnie głową. — Chciałem płakać, zanosić się śmiechem i być w ciągłym ruchu, jakbym chciał spożytkować energię, w jakikolwiek sposób tylko się dało. — Przeniósł spojrzenie z Vakela na Peregrinusa. — [b]A potem całe życie przemknęło mi przed oczami. Nie wiem, czy w jednym ciągu, czy naraz. To było zbyt szybkie, ale doprowadziło mnie „mentalnie”, aż do momentu, gdy znalazłem się przed ogniskami. To chciało mnie pochłonąć. Albo, żebym mu się oddał. To było jak obietnica świętego spokoju. Po wsze czasy.

Nie chcąc ujawniać tożsamości osób, które tamtej nocy walczyły na Polanie Ognisk, nie wspomniał słowem o tym, że to twarz Victorii Lestrange koniec końców wyrwała go z transu. Bądź co bądź, leżała bezpośrednio w ogniu. Coś takiego każdego wytrąciłoby z równowagi, a wwypadku Erika było wręcz zbawienne. Uśmiechnął się krzywo, jednak po chwili zaczerwienił, zdając sobie sprawę, że opowiedział o swoich bardzo prywatnych odczuciach praktycznie obcym ludziom. Uciekł wzrokiem w bok i kaszlnął parę razy. Czy będą mieli do niego jakieś pytania?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#9
19.10.2023, 09:49  ✶  
Subtelna zmiana w zachowaniu Vakela uszła w dużej mierze uwadze Peregrinusa. Przede wszystkim dlatego, że nie widział jego wcześniejszej postawy, lecz również ze względu na to, że skupił się na ich gościu. Obcy, po którym nie wiedział, czego się spodziewać, przyciągał więcej uwagi niż przyjaciel, którego obecność była dla niego od lat naturalną częścią codzienności.
Sam Trelawney zaś podświadomie zajął miejsce obok Dolohova, jak zawsze nieco cofnięty względem niego — tak aby nie odbierać drugiemu wróżbicie pola ani inicjatywy, mimo że w tym kontekście występowali jako równorzędni partnerzy. Trwanie za Vakelem niczym jego cień zbyt mocno weszło mu w nawyk.
Gdy Peregrinus rozpoznał symbol znajdujący się w filiżance, rozbudziło się w nim zaciekawienie. Nie wtrącał się na razie w temat, szczególnie że sam celebryta jeszcze się o nim nie wypowiedział, lecz jeśli nie doszłoby do interpretacji podczas spotkania, gotów był przestudiować ten kształt później, w mniej oficjalnych okolicznościach.
Usta czarodzieja drgnęły w niemrawym uśmiechu po usłyszeniu żartu Erika. Z niejaką trudnością przychodziło mu znalezienie słów do niezobowiązujących, towarzyskich pogawędek i rozwijanie small talku, jednak po zagajeniu stać go było na podstawową grzeczność:
— Miło mi, że się poznajemy. Ciężko było nie słyszeć o najdroższym czarodzieju w Wielkiej Brytanii. Tym bardziej cieszę się, że aby dziś tu pana gościć, nie musieliśmy wykładać na stół podobnych sum.
Pozytywnie zaskoczyło go, że Erik od razu zgodził się mówić i nie trzeba było dociskać go w żaden sposób. Wysłuchał w skupieniu jego relacji, odnotowując w głowie każde słowo. Zerkanie przez magiczny obiekt czy pochłonięcie były popularnymi motywami, na które rutynowo napotykał się podczas zgłębiania wątku zerkania w zaświaty. Sam znał te wrażenia ze swoich doświadczeń. Zaciekawiło go natomiast przeładowanie emocjonalne, które — choć nie było bynajmniej dla niego nowością — zdawało się manifestować w ograniczonej ilości przypadków. Nigdzie nie napotkał tez mogących wskazywać na potencjalne wytłumaczenie tego, że niekiedy osoby u bram świata umarłych zalewane były feerią wrażeń, innym zaś towarzyszyła wyłącznie przytłaczająca pustka.
Temat zaliczał się jednak do delikatnych, a Peregrinus nie był ślepy: widział dyskomfort, w jaki wprawiło Longbottoma opowiadanie o tych wydarzeniach, i bał się go pogłębiać, aby brygadzista nie zamknął się w sobie.
Jednocześnie w żaden sposób nie osądzał mężczyzny. Znał go jedynie z gazet, korespondencji i wzmianek Vakela. Nie miał wystarczająco kontekstów o jego życiu i prywatnych doświadczeniach, aby zwierzenie to było dla niego czymkolwiek ponad relację na interesujący go temat. Bywało, że kontakt z obcym wręcz pomagał ludziom się otworzyć i Trelawney liczył, że to będzie jeden z tych przypadków.
— Te gwałtowne emocje… wystąpiły tylko przed spojrzeniem w ogień czy towarzyszyły panu również w trakcie, panie Longbottom?


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#10
23.10.2023, 01:23  ✶  
- Panie Longbottom, jeżeli naprawdę jest pan ciekaw, mogę się nad tym rozwodzić choćby i godzinami, nomenklatura w tej dziedzinie nauki to między innymi moja zasługa.

Naprawdę mocno chciał wywrócić oczami, kiedy Longbottom go poprawił, ale nie powiedział nic, nie zdradził też rozczarowania byciem niezrozumianym przez żaden widoczny gest. Chodziło mu o Gryffindora, po prostu nie dodał przed dziesiątek „pra”, nie chcąc gdakać tutaj jak kurcak. Bo kim niby był dla Dolohova Godryka Longbottom - jakimś starym dziadem z klubu pojedynkowego, jeszcze minuta myślenia o tym i zaśnie. Ale Gryffindor - to była historyczna figura, to były setki lat historii szkoły, to był miecz, o który po dziś dzień kłóciły się te małe stworki i pewnie z wielką chęcią urządziłyby nalot na ich dom, gdyby nie był pilnie strzeżoną warownią.

- Oh, nie musi się pan tłumaczyć - no chyba, że Peregrinowi, który, chociaż w Prawach Czasu zarabiał bardzo dobrze, to na ten moment nie przeżyłby gdyby ktoś rzucił na niego klątwę każącą mu jeść drogie kamienie - wspominam o tym ciągle, bo to tak ciekawy wątek, proszę rozważyć zaproszenie mnie na następne takie przyjęcie, chętnie policytowałbym się z kanclerzem dla samego zobaczenia jego miny. Wszystko w imię waszej organizacji charytatywnej rzecz jasna.

Dobrze wiedział, że Peregrin żartował i nawet zagrał jakiś taki cichy niby-śmiech, ale to był żart zupełnie nie w stylu Dolohova - przecież on by się bardzo cieszył, gdyby mógł zakręcić tym kołem jeszcze mocniej. Kiedy Erik budował sobie wizerunek jako najdroższego czarodzieja Wielkiej Brytanii i obiekt pożądań każdej kobiety marzącej o tak wpływowym kawalerze, to Dolohov jako człowiek wbrew swej woli żonaty, realizował się w Prawach Czasu jako najbardziej znudzony gej Wielkiej Brytanii. Takie wydarzenia bardzo go pociągały, bo były dla niego jedną z niewielu form rozrywki - to prawda, że się zaszywał w swoim gabinecie na długi czas, aby pisać, pisać i pisać, ale nie był typowym introwertykiem - oni się ładowali w środku, żeby mieć siły do siedzenia na zewnątrz, Dolohov musiał czasami wyjść, żeby później wytrzymać w środku.

- Pan naprawdę lubi być bity - powiedział, spoglądając na jego uniesione brwi.

Wysłuchał jego opowieści uważnie, nie przerywając mu w żaden sposób, bo czemu miałby to robić, kiedy Longbottom sam z siebie jak otwarcie i genialnie płynął z historią. Peregrin wyrwał się do zadania pytania jako pierwszy, Vasilij wstrzymał się więc ze swoim komentarzem, mając już jakiś wstępny obraz...

Kościste łapsko zanotowało w swoim kajecie kilka ze słów. Był otwarty na świeżej stronie, Dolohov wpisał na niej jedynie dzisiejszą datę. Pierwszy zapis - przeładowanie emocjonalne, drugi - spożytkowanie energii, trzeci - spokój przy końcu egzystencji. Wyglądał tak poważnie, jakby znajdował się teraz na jakimś wykładzie, a siedzieli w wystrojonym w zegary gabinecie wróżbity. Jasne, że ekscentryzm, jakim tenże wróżbita ociekał, czynił go kimś, do kogo nabierało się dystansu i podejrzliwości, ale tak naprawdę... Nie, Erik nie przekazał im nic wstydliwego. Nie zrobiłby nikomu i niczemu krzywdy, mówiąc jeszcze więcej, bo chociaż i on i Peregrin walczyli prywatnie z jakimiś swoimi prywatnymi demonami, to pozostawali głównie parą naprawdę nudnych naukowców, którzy (jeżeli uporanie się z obecnymi problemami nie odbierze im życia ani klarowności umysłu) będą do końca danego im czasu siedzieć na jakimś uniwersytecie pokryci warstwą kurzu. No... przynajmniej Dolohov tak o nich myślał.

- Dlaczego pan tam nie wszedł? - W te płomienie, które opisywał. Widział, że facet pali przed nimi buraka, ale to nie znaczyło jeszcze, że przestanie mówić... - Ależ to jest ciekawe, że przekazuje nam pan przebieg doświadczeń z pogranicza śmierci.

@Erik Longbottom @Peregrinus Trelawney


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (2681), Peregrinus Trelawney (890), Vakel Dolohov (3287)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa