• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[18.04.1972] Nie zamykaj oczu

[18.04.1972] Nie zamykaj oczu
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#1
26.02.2023, 18:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 21:32 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Odkryj wiadomość pozafabularną
Tego dnia cały czas miałeś wrażenie, że ktoś za tobą idzie. Kiedy wreszcie wróciłeś do domu i położyłeś się spać, w snach nawiedził cię dziwaczny mężczyzna. Próbował zamordować cię trzy razy. Za każdym razem ratowała cię osoba, którą znasz.

[Obrazek: zTHqSAv.png]

Po trzech nieudanych próbach pozbawienia cię życia udało ci się obudzić. Posiadasz na sobie ślady wyglądające tak, jakby ktoś naprawdę chciał zrobić ci krzywdę. Siniaki, nacięcia, ślady duszenia - to wszystko stało się naprawdę! Zarówno ty, jak i twój znajomy (lub znajomi) pamiętacie ten dziwny sen ze wszystkimi szczegółami.

18.04.1972




Niedopita kawa na stoliku, przygniatająca kilka kartek notatek – być może Leta nie zwróciła uwagi, gdzie stawia kubek, a może potraktowała go jak przycisk do papieru. Razem z nocą nastawał czas ciszy, zresztą, ta pora nierzadko niosła ze sobą swego rodzaju ukojenie. Ukojenie, którego zdecydowanie potrzebowała – ten dzień spędziła w dużej mierze poza domem i nie mogła się pozbyć wrażenia, że ma „ogon”. Jamil się znowu w coś wpakował i ktoś próbował coś osiągnąć, uderzając w innych członków archeologicznej ekipy? Albo… powodów mogło być całkiem sporo. Tyle że jakoś nie mogła nikogo dostrzec, a przez ramię obracała się nie raz i nie dwa.
  Ciężar kołdry, miękkość materaca. Miarowy oddech, coraz bardziej leniwe, niemrawe myśli, odpuszczające temat nieznośnego wrażenia, że może jednak była śledzona. W końcu dom to bezpieczne miejsce, nikt nie powinien jej tu dosięgnąć...

  … korytarz był skąpany w srebrnym świetle, wpadającym przez ogromne, zamkowe okna. Panowała nienaturalna cisza – w teorii nie powinno dziwić, skoro ewidentnie była noc. Ale… jesienią ciemności zapadały wcześniej niż zwykle. Sam dzień też nie należał do zwykłych, bowiem nadeszło Samhein – o czym świadczyły chociażby dekoracje w Wielkiej Sali, którą dopiero co opuściła.
  Była pusta, tak jak i korytarz. Brakowało uczniów, nauczycieli, a w końcu – i duchów, te zaś przecież zazwyczaj się kręciły po szkole o różnych porach, w różnych miejscach…
  … biegła, z coraz większym trudem łapiąc oddech…

  … dormitorium. Śmiech, przerzucanie się poduszkami i przymierzanie wyjściowych szat. Radosne paplanie, ploteczki, wzajemne układanie sobie włosów. Narastające podekscytowanie nadchodzącym balem, przerzucanie się, kto kogo zaprosił i co to może oznaczać, przeplatane z ochami i achami nad materiałami…

  … niełatwo było tańczyć z kimkolwiek, gdy Natura poskąpiła wzrostu. Nos w okolicy klatki piersiowej czy brzucha partnera zdecydowanie nie stanowił największej przyjemności pod słońcem i księżycem, nie było to jednak coś, czym szczególnie się przejmowała. Zapewne dlatego, iż ten, który tego wieczora był parą Lety nie zaliczał się do najwyższych w tej szkole. No i liczyło się głównie to, że całkiem lubiła tego chłopca, że mogli się razem śmiać, gdy któreś jednak pomyliło kroki, że najzwyczajniej w świecie czuła się przy nim całkiem swobodnie. Chwilo, trwaj – chciałoby się powiedzieć…

  … wszystko zanikało. Sala pustoszała i nawet nie to, że coraz to kolejni uczniowie opuszczali ją przez drzwi. Nie, te wydawały się być cały czas zamknięte, a jednak, jednak… z każdą chwilą ich ubywało. I ubywało, ubywało, aż w końcu zostali tylko oni – młodziutka Leta i roześmiany chłopiec. Ten sam chłopiec, w którego dłoni nagle błysnął nóż, a ostrze przejechało po ręce, którą zdążyła się zasłonić…

  … biegła ile sił, a za sobą słyszała kroki. To już nie był chłopiec, ta twarz opadła niczym porzucona maska, ujawniając kogoś o wiele starszego, z początkami łysiny. Żądza mordu była wręcz namacalna i jakimś sposobem wiedziała, ze jeśli się zatrzyma, to nastanie koniec.
  Koniec wszystkiego.
  Nie miała różdżki przy sobie, zapewne musiała o niej zapomnieć, gdy wychodziła z dormitorium. Tego samego, do którego zmierzała, tam upatrując nadzieję w tym, że uda się jakoś obronić.
  Nawet obrazy były puste, na ścianach wisiały czarne prostokąty w ozdobnych ramach.
  - CAAAAAAAAAAAAAAAAAL – głośny krzyk rozdarł ciszę, gdy wpadła w końcu do pokoju wspólnego Slytherinu. Dlaczego Cal? Nie wiedziała, nie zastanawiała się nawet nad tym. Imię to samo wskoczyło na jej wargi…
  … nadal biegła.
  … a on biegł za nią, niestrudzony, zdający się nie znać zmęczenia.


550
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
26.02.2023, 19:08  ✶  
Cathal cały dzień spędził nad papierami i książkami. Z jednej strony zapoznawał się z materiałami na temat wioski czarodziejów, do której mieli, najwyraźniej, zaraz się przenieść – i która, jak się okazywało, może nie być tak nudna, jak Cal się obawiał. Z drugiej – poszukiwał informacji o snach, wspólnym śnieniu, o możliwości zrobienia komuś krzywdy w snach.
Nie był fizycznie zmęczony. Ale jego głowa bolała, przepełniona nowymi informacjami, gdy umysł próbował odpowiednio je skatalogować, umieścić w jednej z nieskończenie wielu szufladek pałacu pamięci. Gdy zapadł już zmierzch, Shafiq miał po prostu wszystkiego dość. Poprzedniej nocy poszedł spać bardzo późno, zastanawiając się, czy w snach nie powróci mężczyzna, który próbował zabić Ulyssesa. Teraz był tak zirytowany i wyczerpany psychicznie, że nawet nie zaprzątało to jego myśli.
Błąd.
*

…Hogwart.
Cathal śnił czasem o szkole. O lochach Slytherinu. O uczniach i nauczycielach. O zjadliwym szepcie, rozbrzmiewającym w jego głowie, ilekroć na korytarzu mijały go szlamy. Czasem był to zlepek prawdziwych wspomnień, pozostałych w umyśle na zawsze. Czasem sny były tylko snami: w tych snach niekiedy słuchał głosu, słuchał diabelskich podszeptów, i zaciskał ręce na czyjejś szyi, popychał kogoś, kto stanął zbyt blisko okna, rzucał zaklęcie, kiedy ktoś zbliżał się do schodów…
Nie wiedział, że śni.
Czuł, że coś jest nie tak. Może dlatego, że we śnie był siedemnastoletnim chłopcem i zdawało mu się, że to nie do końca tak powinno wyglądać. Może, bo choć szedł ewidentnie hogwarckim korytarzem, mijając znajome portrety i arassy, a zbroje szczękały, poruszając się, gdy je mijał, dokładnie tak, jak zawsze, drobne szczegóły nie układały się tak, jak powinny. Czy skręcając w tę stronę nie powinien dojść do Wielkiej Sali, zamiast stanąć przy schodach, wiodących do lochów Slytherinu? Zamek znowu płatał mu figle?
Powędrował w dół, i tym razem korytarz był znajomy. Zupełnie pusty, ale to go nie zaniepokoiło: w lochach kręcili się głównie Ślizgoni i osoby idące na eliksiry, a sądząc po tym, że nawet na górze panował półmrok, lekcje o tej porze już się nie odbywały. Ściana, za którą skrywało się wejście do Pokoju Wspólnego rozsunęła się przed nim sama nim jeszcze podał hasło. To też nie zdawało się mu dziwne samo w sobie, raczej dokładało drobny kamyczek do ogólnego poczucia niewłaściwości. Cathal wszedł do pomieszczenia, wypełnionego zielonkawym światłem i skrzywił się, po raz kolejny myśląc, że ktoś, kto wpadł na to, że to doskonały pomysł, aby dzieci mieszkały pod jeziorem, powinien dostać baty.
Niewykluczone, że tym kimś był Slytherin. Nawet spróbował go o to spytać, ale tym razem Salazar uparcie milczał.
Za to ktoś inny krzyknął jego imię.
Leta.
Co znowu? Przypadkiem uwolniła jakąś klątwę, zamiast zdjąć? Albo czarnoksiężnicy ponownie ścigali Jamila?
Te dziwne myśli sprawiły, że na moment zamarł, ale zaraz ściana rozsunęła się, wpuszczając do środka Aletheę. A za nią – mężczyznę, starszego, na pewno żadnego nauczyciela, a jednak w przedziwny sposób znajomego. Sam jego widok, choć Shafiq, wciąż tonący w logice snu, nie rozpoznał go, wywołał w nim wściekłość. A zadyszana Leta, nóż w jego rękach, opowiadały swoją historię…
- CRUCIO! – krzyknął, celując w człowieka, odruchowo, choć siedemnastoletni Cathal nie znał tego zaklęcia. Czar sięgnął go dokładnie w chwili, w której ostrze miało wbić się w plecy Alethei.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#3
26.02.2023, 21:53  ✶  
Kolejny krzyk przerwał ciszę – już nie dziewczęcy i nie po prostu przerażony, lecz przesycony wręcz niewyobrażalnym cierpieniem. Cruciatus nie bez powodu zaliczany był do grona Zaklęć Niewybaczalnych – to, jak wpływał na ludzkie ciało, a w dalszej perspektywie również i na psychikę…
  ”Normalni” ludzie uważali, że skazywanie innych na takie cierpienia było czymś, co nie powinno mieć miejsca, a najlepiej, żeby i to zaklęcie nigdy najzwyczajniej w świecie nie powstało. Tyle że nie wszyscy – oczywiście – podzielali takie poglądy. I z całą pewnością Leta nie zaliczała się do tych, co miała jakiekolwiek skrupuły, zresztą…
  … czy to naprawdę takie ważne, w jaki sposób zostało ocalone jej życie?
  Brzęk noża upadającego na posadzkę, wijące się na niej ciało, obok ostrza. Sama Leta również upadła, na kolana, z trudem łapiąc coraz to kolejne oddechy. Tak, nie należała do kruchych dziewczynek, ale to był naprawdę długi, długi bieg. Dłuższy iż powinien był.
  Obróciła się, wpatrując się szeroko otwartymi oczyma w znajomego-nieznajomego mężczyznę…

  … pokój zaczął się rozmywać, zanikać.
  Wszystko pochłonęła kojąca czerń.

  Byli dobre parę lat starsi, Hogwart już dawno odszedł w niepamięć. A raczej szkolne problemy – nie tak łatwo w końcu wypierało się z pamięci te lata, zwłaszcza gdy nie upłynęło jeszcze bardzo wiele wody w rzece. Lato, cmentarz, żałobne stroje. Jeszcze nie tak dawno – wydawałoby się – widzieli się, gdy wychodziła za mąż; małżeństwo jakich wiele. Aranżowane, pomiędzy bogatymi rodami, choć też nie miała raczej najgorszego zdania o swoim partnerze, skoro nie sączyła do ucha Cala hektolitrów jadu.
  Ewentualnie postanowiła ukryć przed Shafiqem tę część swojego życia. I nie tylko przed nim.
  Teraz stała w pobliżu grobu; nie sprawiając szczególnego wrażenia, żeby wypłakiwała sobie oczy za nieboszczykiem – brakowało charakterystycznej opuchlizny, nie mówiąc już o całkowicie nierozmytym przez łzy makijażu. Kapłanka prowadziła ceremonię, wydającą się ciągnąć w nieskończoność, tym bardziej że słońce naprawdę – jak na angielskie warunki – przygrzewało. Choć wciąż daleko mu było do skwaru pustyni…
  Niska, drobna, wydawała się ginąć w otoczeniu wyższych osób. Ktoś obok trzymał dziecko…

  … korowód żałobników, składających kondolencje. Te same formułki, wyrazy współczucia, bardzo mi przykro, był wspaniałym człowiekiem, w których na dobrą sprawę przeważnie nie dało się wyczuć rzeczywistego współczucia dla młodej wdowy. Och, tragedia, jak wcześnie odszedł…

  … kolejna osoba, bardzo mi przykro, blablabla. Kolejna twarz spośród wielu; Leta miała już przeserdecznie dość. Stała na niewielkim podwyższeniu, zdecydowanie ułatwiającym kontakt z innymi – inaczej niechybnie rozbolałby ją przepotężnie kark od ciągłego zadzierania głowy, by móc spojrzeć tym wszystkim ludziom w oczy.
  - … bardzo by się ucieszył, że pan przyszedł – kolejna formułka, wypowiadana wręcz automatycznie. I tak go nie znała, nie wiedziała, kim jest – większość czasu mimo wszystko spędzała na wykopaliskach, świat męża był światem, do którego nie wkraczała. Na własne życzenie, tym bardziej że naprawdę jej nie obchodził. Miała swój świat, w którym na dobrą sprawę nie było miejsca dla męża – on wolał tkwić w Londynie, ona nie wyobrażała sobie, że miałaby utknąć tu razem z nim.
  Udusiłaby się.
  … w zasadzie całkiem dosłownie, bo ten konkretny żałobnik jednak nie raczył przejść dalej, w ślad za poprzednikami. Nie raczył nawet zawrócić na pięcie i odpuścić sobie całkiem udział w stypie. Raczej…
  … chyba uznał, iż żona powinna dołączyć do męża. Dlaczego? Możliwe, że nawet Merlin tego nie wiedział, jednakże zaciskające się gwałtownie dłonie na szyi Lety stopniowo uniemożliwiały zaczerpnięcie oddechu. Próbowała się wyszarpnąć, usiłowała odciągnąć te ręce od własnej szyi.
  Za późno zdała sobie sprawę, iż już gdzieś widziała tę twarz – sen rządził się swoimi prawami…

569/1119
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
26.02.2023, 22:39  ✶  
- Jesteś cała? – spytał Cathal, ale nie patrzył na nią. Patrzył na mężczyznę i w jego głowie przesuwały się wspomnienia. Walczyły z wizją jego samego jako siedemnastolatka. Wesele Rookwoda – który teraz powinien mieć dwanaście lat, jak mógłby z kimś się żenić? Egipt – o którym śnił jako dziecko, ale go nie widział aż do dwudziestych siódmych urodzin… czy to była prawda, czy sen? I wreszcie ciemny las… las, w którym zrozumiał wtedy wszystko...
…elementy wskoczyły na swoje miejsce. Przypomniał sobie. Trzy próby zabójstwa Ulyssesa. Trzy sny. Uniósł znów różdżkę, chcąc rzucić czar. Ponownie crucio, o którym Slytherin szeptał mu do ucha jeszcze w Hogwarcie, choć Shafiq nie umiał go wtedy rzucać. Nie zdążył jednak. Świat znów się rozpadł.

*
Był na pogrzebie.
Cathal wpatrywał się gdzieś w jakiś punkt przed sobą. Myślał o tym, że elegancki strój, jaki wypadało założyć na taką „okazję” jest cholernie niewygodny. I że rano sądził, że zacznie padać, tymczasem dzień okazywał się zaskakująco ciepły. Shafiq wyróżniał się z tłumu: niezbyt porządnie ogolony, dawno nieobcinany, ze skórą nieco zbyt opaloną, jak na angielskie słońce. Ledwo wrócił z Peru. I właściwie sam nie był pewny, co tutaj robi – nie widział dawnej towarzyszki od jakiegoś czasu, mianowicie od dnia jej ślubu. Łączyły ich jednak nie tylko hogwarckie lata, ale też znajomość utrzymywana i po Hogwarcie, następnie wykopaliska w Irlandii i wreszcie wspólna tajemnica, kradzież jakiej się dopuścili. Może to ostatecznie sprowadziło go tutaj, nie tyleż z szacunku wobec zmarłego, bo tego nie miał za wiele, ile chęci sprawdzenia, jak kobieta się miewa.
Stał z tyłu. I gdy sama główna część ceremonii dobiegła końca, a trumna trafiła do grobu, nie poruszył się, nie dołączył do tłumu żałobników, przechodzących przez cmentarz, aby złożyć wyrazy współczucia żonie zmarłego. Sam nie był pewny, co miałby powiedzieć. Może podszedłby do niej jako jeden z ostatnich, a może wcale, gdyby nie to, że nagle w tłumie mignęła mu znajoma twarz.
Pamiętał tego mężczyznę.
Nie wiedział tylko skąd, a dla kogoś naznaczonego piętnem Milforda było to nie do pomyślenia.
W dodatku widok człowieka wzbudził w nim taką złość, że nie potrafił się opanować. Zaczął przepychać się pomiędzy ludźmi i…
…zobaczył, jak krępy, łysiejący brunet, zaciska dłonie na szyi rozpaczliwie walczącej Lety. To, że nikt inny nie reagował, nie wydawało się teraz nawet Cathalowi szczególnie dziwne. Nie zwrócił na to uwagi. Za to ten obraz nałożył się na inny, Ulysses, w garniturze, w posiadłości Rookwoodów, też próbujący się wyrwać z rąk tego mężczyzny. Shafiq, porwany przez nurt rzeki snu, nie potrafił jeszcze w pełni zrozumieć, co to wszystko oznaczało, ale jednego był pewny: ktoś się nimi bawił.
Warknął z wściekłością. Tym razem nawet nie pomyślał o różdżce. Dopadł mężczyznę, chwytając go od tyłu, odrywając od Alethei i, choć nie brał w bójkach udziału jakoś szczególnie często, uniósł rękę do ciosu, chcąc uderzyć, rozkwasić tę twarz, która prześladowała go w koszmarach po raz kolejny…
…nie zdążył.
Sen rozpłynął się po raz kolejny.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#5
27.02.2023, 00:12  ✶  
Zapanowała ciemność.
  Potrzeba było czasu, żeby się zorientować, iż czerń nie była taka znowu wszechobecna. Że rozświetlały ją niewielkie, migoczące punkciki, pozostające poza zasięgiem rąk. Pod plecami mieli trawę hogwarckich błoni – udało się wymknąć sekretnym przejściem, unikając tym samym nauczycielskich patroli. Nadchodziło lato, coraz większymi krokami…

  … ciemność.
  Ponownie rozbłysły gwiazdy, ale nie były już jedynym źródłem światła. Drewna trzaskały, pożerane przez wiecznie głodne jęzory ognia, dając ciepło i zapewniając jednocześnie smakowity posiłek – z zawieszonego nad ogniskiem garnka wydobywał się całkiem smakowity zapach. Chyba byli w Irlandii, jeszcze zanim doszło do feralnego wypadku…

  … ciemność.
  Srebrne światło księżyca odbijające się w tafli wody. Zmącone przez puszczane raz po raz kaczki, gdzieś z tyłu rozlegał się gwar rozmów…

  - Nie, Cal, po moim trupie pójdziemy w lewo. Tak, po prawej masz jebane diabelskie sidła, ale raczej mi nie powiesz, że nagle zapomniałeś, jak się rzuca Lumos? I zawsze możemy wziąć, cholera jasna, pochodnie czy inne latarenki, co nie zgaśnie od ręki… a w dupie mam, że rosły sobie tysiąc lat – wściekała się, ewidentnie nie planując ustąpić ani o jotę. Wyprawa stała przez to w miejscu już któryś kolejny dzień – impas pomiędzy Shafiqem a Crouch niezmiennie trwał i żadne z nich nie potrafiło przeważyć, jak na razie, szali na swoją korzyść.
  Pozostali członkowie wyprawy chyba zaczęli stawiać zakłady na to, które pierwsze pęknie i kiedy…

  … jakiś dureń uruchomił pułapkę. Szczęście w nieszczęściu – znajdowali się na tyłach całej ekspedycji, mieli możliwość ucieczki.
  I dokonania kradzieży.
  Tajemnica, której sekretu zgodnie strzegli.

  … krąg świec i misa w jego środku, w której spalały się zioła. Cichy szept, uczucie czegoś bardzo niedobrego…

  … Egipt.
  Ciemność rozświetlały końce różdżek; w tym grobowcu ewidentnie od dawna nikogo nie było – nawet złodzieje grobowców nie zdążyli jeszcze odkryć tego miejsca i splądrować tę mniej magiczną, właściwie całkiem mugolską, część. Podekscytowanie mieszało się z niepokojem – choć od wieków nie postała tu ludzka stopa, to nie wiadomo było do końca, czego tak naprawdę się spodziewać. Och, pewnie, większość pułapek generalnie się powtarzała, jednakże cały wic w tym, iż niekoniecznie dało się je rozpoznać i uruchomić w dokładnie ten sam sposób.
  
  … ciemnosć.

  Sala była przewspaniała, wydawało się, że ząb czasu nie potrafił jej naruszyć w żaden sposób. Z niewytłumaczalnego powodu głos sam zamierał; jeśli były wymieniane jakieś uwagi, to tylko szeptem. Złocenia na ścianach, posążki wykonane ze szlachetnego kruszcu, wysadzane dodatkowo najpiękniejszymi kamieniami – zdawały się mieć w sobie ogień, uwidaczniający się, gdy przyglądało się im uważnie, z różdżką w dłoni.
  Martwe oczy tych posągów zdawały się widzieć wszystko.
  Brakowało tu nawet jakichkolwiek pajęczyn – co dziwiło o tyle, że te cholerstwa potrafiły się wcisnąć dosłownie wszędzie i w niewytłumaczalny sposób przetrwać w miejscach, w których – wydawałoby się – jest to niemożliwe na dłuższą metę.
  I, co gorsza, brak kurzu.
  Komnata sprawiała wrażenie dopiero co wybudowanej, zamkniętej ledwie wczoraj, jeśli nawet nie przed paroma godzinami. Na środku wznosił się sarkofag – jednakże jak na razie żaden z członków grupy do niego nie podszedł, ani – tym bardziej – nie próbował go tak po prostu otworzyć. Co ciekawe, sarkofag ten nie wyglądał na jedyne miejsce pochówku w tym pomieszczeniu – pod ścianami ustawiono kolejne, skromniejsze i… w pozycji pionowej.
  Nie mogła się napatrzeć na to wszystko, krążyła od ściany do ściany. Od sarkofagu do sarkofagu. Od czego zacząć? Najlepiej od wszystkiego za jednym zamachem! Gdyby to było takie proste…!
  Wystarczyło, że się odwróciła plecami do jednego z sarkofagów, żeby jakimś cudem przykrywająca go płyta odsunęła się bez najmniejszego choćby szelestu. Zdążyła krzyknąć, gdy ją złapał, zanim zatkał usta dłonią, dociskając do siebie. W dłoni mężczyzny ponownie błysnął nóż…


  
589/1708
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
27.02.2023, 00:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2023, 00:54 przez Cathal Shafiq.)  
…pewnego dnia zobaczę inne gwiazdy.
Pomruk, bardziej do siebie niż do niej. Tysiące gwiazd, migocących na niebie. Tysiące gwiazd, odbitych w powierzchni hogwarckiego jeziora.
Tysiące gwiazd, które świecą nad innymi krajami, czekające, by na nie spojrzał.

*
Czasem czuję się tu prawie jak w domu.
Senne słowa, wypowiedziane z głową podpartą o ścianę, z półprzymkniętymi powiekami, gdy umysł staje się nieco cięższy pod wpływem irlandzkiej whiskey, słowa, których znaczenia właściwie nikt z osób siedzących wokół nie zrozumie. Ani Leta, ani Nell, ani nikt z pozostałych, Cassiopeia, Riley, Nolan, Aidyen... Bo tak naprawdę Cathal nigdy nie miał domu – najbliższej było chyba do niego Hogwartowi, ale i on nie w pełni.
A może teraz, po latach, Cathal odkrył, że dom niekoniecznie musi być budynkiem.

*
Do cholery, nie obchodzi mnie, że przeszłaś tamtędy projekcją astralną. Wiesz, co ma do siebie projekcja astralna, Leta? Projekcja astralna nie ma ciała. Ja mam ciało i nie wpakuję się w korytarz długości mili, cały porośnięty diabelskimi sidłami! W dodatku prawdopodobnie zmutowanymi. Rosły tam tysiąc lat. Lumos nie wystarczy, żeby je odstraszyć.
Idziemy w lewo.


*
Cassiopeia, Nolan, Riley, Ayden.
Imiona, zapamiętane na zawsze, wyryte nie tylko w pamięci, ale też w sercu i – jeśli ją posiadał – w duszy. Dźwięk walących się korytarzy…
…nie odwracaj się, Cathal.
Nie ma już po co.
Nie czekaj.
Nie ma na kogo.

*
Cathal oparł się o ścianę. Otaczały go ciemności. Z trudem łapał oddech. Wirowało mu w głowie. Wiedział już, że śni. Że ktoś bawi się umysłem, jego i, prawdopodobnie Lety. Przerzucany między wspomnieniami, między snami – scenami, w których pan snów, ten, kto stworzył tę scenerię, przerzucał ich w…
…poszukiwaniu punktu zaczepienia? Momentu, kiedy nie będą razem, kiedy znajdzie się okazja do ataku?
Shafiq odbił się od ściany i ruszył biegiem przez mrok. Powstrzymywał się przed nawoływaniem Alethei, bo jego krzyk mógłby zaalarmować napastnika. Musiał się spieszyć. Pamiętał rany na ciele Ulyssesa, świadczące o tym, że Rookwood mógł umrzeć – a więc ona też mogła tu zginąć. I nade wszystko, chciał dopaść tego człowieka. Jeśli nie zdoła zabić go we śnie, to wyryje w swojej pamięci każdy szczegół jego twarzy, a potem go znajdzie. Biegnąc przed starożytne korytarze, Cathal złożył władcy snów obietnicę śmierci. Dopadnie go, choćby potem musiał uciekać na drugi koniec świata przed Azkabanem.
A ta śmierć będzie długa i bolesna…
Wpadł do komnaty. Normalnie nie interesowałoby go nic ani nikt poza tymi sarkofagami, zdobieniami na nich, szacowaniu wieku, zastanawianiu się, kogo zamknięto w środku. Szukaniu znaków na grobowcach, na ścianach, podłodze i suficie. Sprawdzaniu, czy nie umieszczono tutaj jakichś pułapek albo nie zostawiono niebezpiecznych zaklęć. Teraz jednak wszystkie jego myśli obracały się wokół ciemnowłosego mężczyzny.
Zaklęcie wytrąciło mu nóż z dłoni.
Cathal runął do przodu, wściekły, wiedząc tylko tyle, że musi go dopaść, zanim ten przerzuci ich w kolejny sen. A może…
- OBUDŹ SIĘ, DO CHOLERY! – krzyknął, dopadając człowieka. Choć to nie jemu kazał się budzić, a Crouchównie. Wypchnął tego mężczyznę z okna, zwalił na niego namiot, rzucał cruciatusa, a on wciąż i wciąż wracał. Być może jego w tych snach nie dało się w żaden sposób skrzywdzić.
Będzie więc musiał dorwać go w swoje ręce po przebudzeniu.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#7
27.02.2023, 20:41  ✶  
Nóż upadł, potoczył się gdzieś po posadzce.
  Sen się rozpadł.
  Ale trwał dalej.
  Ciemność.
  Siedzieli na stopniach altany, rozmawiając cicho. O przyszłości, o wykopaliskach, o tym, co odnalazł w Peru. Że nie da się zamknąć w klatce małżeństwa, poczeka może miesiąc czy dwa i niech się dzieje, co chce.
  Ciemność.
  Trzymał ją „na barana”, gdy uważnie studiowała runiczny tekst na szczycie bramy.
  Ciemność.
  Siedzieli na hipogryfach, wiatr targał włosy. Biegli przez łąki, pęd burzył im futro. Machnięcie skrzydeł – wzbijali się wyżej w powietrze, czując, jak prądy nieomalże same ich niosą. Podziemne królestwo, zbudowane z kryształów. Kraina chmur, gdzie wszystko było tak miękkie w dotyku, jak się wyobrażało, spoglądając w niebo na niektóre obłoki.
  Każda scena była coraz krótsza i krótsza, choć z początku różnicy nie dało się zauważyć. A jednak… skoki były coraz szybsze i szybsze, otoczenie się zmieniało jak w kalejdoskopie.
  Jezioro zdające się być wypełnione światłem gwiazd. Ogród pełen róż. Ławice różnobarwnych ryb, dłonie przesuwające się po koralowcu o niezwykle żywych barwach. Świat urósł nagle do gigantycznych rozmiarów – zmieli się w tycie mrówki, uciekające przed pikującym właśnie ptakiem…
  Ciemność.
  Krąg świec, spalane zioła, gryzący w nos dym. Cichy, monotonny szept, smak popiołu w ustach. Jeżące się włosy.
  Feeria kolorów, ale nie jaskrawych, przytłumionych, zżeranych przez szarość, osuwających się w czerń. Utrata gruntu pod nogami.
  Długie, naprawdę długie spadanie, bez możliwości zaczepienia gdziekolwiek. Tylko czerń i morderczy pęd, nic więcej nie istniało…

  … jasność.

  Leta gwałtownie zaczerpnęła oddechu, zrywając się do pozycji siedzącej. To nie była dobra noc, bynajmniej, nie czuła, żeby przyniosła jej zwyczajowy wypoczynek. Wewnętrzne uczucie paniki stopniowo ustępowało, im bardziej sobie uświadamiała, że przecież naprawdę znajduje się we własnym domu, we własnym łóżku i nikt nie stoi tu obok z nożem w ręce.
  Nożem. W. Ręce.
  Jeszcze tego nie czuła – zerknęła – poczuła. Czerwień rozlała się po rękawie koszuli nocnej, zaplamiła też prześcieradło i kołdrę. Zaklęła – nie, spróbowała zakląć – odkryła, że mówienie sprawia trudności, choć nie powinno było.
  Sen nie był tylko snem, pojmowała to coraz lepiej z każdą sekundą. I z każdą sekundą furia coraz bardziej podnosiła swój łeb, a w gardle wzbierał warkot, mający przerodzić się we wściekłe wycie.
  Już mu taką klątwę dojebie, że się nie pozbiera do końca swoich dni – tego była pewna.
  … tylko najpierw musiała go znaleźć, prawda?
  I znaleźć w sobie dość siły, żeby spuścić stopy na podłogę.

388/2096
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
27.02.2023, 22:16  ✶  
Nie zdążył go zabić.
Mężczyzna wymknął się mu z rąk. Po prostu znikł, palce Cathala zacisnęły się na puste i znów rozpadł się świat… I wściekłość ponownie rozbłysła, gdyby tylko zdążył rzucić cruciatusa, to byłoby bardzo potężne zaklęcie…
Potem znów przeskakiwał między scenami – wspomnienia prawdziwe i te trochę zniekształcone. Pamiętał altanę, runiczną bramę, ni cholery jednak nie przypominał sobie, aby łapał ryby albo uciekał przed pikującymi ptakami… Wszystko trwało za krótko, aby mógł domyśleć się, że to sen. Dla Cathala nie było to nic nadzwyczajnego pod tym względem, że jego pamięć przechowywała każdy dzień z życia, jeśli nie wypił eliksiru zapomnienia przed snem… ledwo jednak otworzył oczy, w domu w Little Hangleton, zalała go fala wściekłości. Bo to był za duży przypadek. Ktoś znów się bawił. Może przerzucał ich celowo między tymi wspomnieniami. Shafiq, wściekły, nie myślał nawet o tym, że sen mógł być tylko snem – że po prostu przypadek z Rookwoodem wywarł na nim tak duże wrażenie, że teraz wyśnił mu się podobny koszmar. Wspomnienia wciąż wirowały w głowie.
Zawsze były wyraźne. Wszystkie.
Czasem jednak umiał zepchnąć niektóre z nich w ciemniejsze zakamarki umysłu. Teraz niektóre znów rozpychały się, wychodziły na światło. Irlandia. Huk zapadających się korytarzy… Czy Alethea po prostu śniła o wspomnieniach, czy wyciągał je ten człowiek? A może po tym pierwszym śnie, gdy w jakiś sposób został w niego wciągnięty, potem wędrowali wśród snów, w których mogli pojawić się oboje?
- Zamorduję go – wymruczał w ciemność sypialni, po czym usiadł na łóżko. Jego spojrzenie powędrowało odruchowo ku księgom na nocnym stoliku: niemal wszystkie traktowały o snach. Niestety, większość dotyczyła tylko symboliki i snów proroczych…
Wreszcie postępujesz, jak na dziedzictwa Slytherina przystało, szepnął jadowity głos w jego głowie, Cathal jednak nie odpowiedział. Może powinien zwrócić się o pomoc do przodka? Później: kiedy głowa przestanie go tak boleć i będzie mógł znieść jego złowieszczy śmiech.
Shafiq poderwał się z łóżka i dopadł szafy, na chybił trafił wyciągając ubrania. A potem wybiegł przed dom, zamknął drzwi zaklęciem – czarodzieja by to nie zatrzymało, mugola za to tak, a Shafiq mało komu chwalił się, że tu mieszka, większość znajomych wiedziała głównie o ciasnym, londyńskim mieszkanku – i aportował się. Do Londynu, rzecz jasna. Gnany myślą, która gościła w jego głowie od chwili, gdy otworzył oczy. A może jeszcze wcześniej: kiedy Ulysses uświadomił go, że nie każdy sen jest tylko snem.
Znajdzie tego człowieka, a potem go zabije, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1950), Leta Crouch (2245)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa