• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[Jesień 1954, Hogwart] Uśpiona groza

[Jesień 1954, Hogwart] Uśpiona groza
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
13.03.2023, 00:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:12 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

Jesień rozgościła się na dobre w Hogwarcie. Trawa na błoniach pożółkła, drzewa zaczynały gubić liście, sklepienie w Wielkiej Sali niemal zawsze było zachmurzone, a w Pokoju Wspólnym Slytherinu było coraz chłodniej i ciemniej. Położony pod jeziorem, z kamiennymi ścianami i oknami, przez które nawet gdy słońce było w pełni wpadało niewiele światła – wszak musiało przebić się przez wodę – w listopadzie stawał się zimnym miejscem, pełnym zielonego światła. Ogień płonący w wielkim kominku chronił ich przed zamarznięciem, ale nawet Cathal, który ładnych parę lat spędził daleko na wschodzie, uważał, że jest trochę za zimno.
- Nieodmiennie zastanawia mnie, kto uznał, że Ślizgoni nie potrzebują innego światła niż dzienne ani ciepła. Czy oni mają nas za prawdziwe węże? – powiedział chłopak, gdy wędrowali korytarzem. Właściwie nie wyszli z Pokoju Wspólnego, a z wieży, gdzie odbywały się lekcje, i uwaga była trochę oderwana od tematu rozmowy, bo ot Cathal spojrzał w stronę okna, zobaczył jezioro i ciąg skojarzeń zaprowadził go do komnat położonych pod jeziorem. Choroba Milforda sprawiała, że niekiedy wygłaszał właśnie takie uwagi, czasem zadziwiając rozmówców, choć i tak w wieku siedemnastu lat panował nad nią nieco lepiej niż wtedy, gdy miał lat piętnaście.
Wracali właśnie po lekcjach, które wszyscy skończyli w tym samym skrzydle. Zapewne większość szóstoklasistów czy siódmoklasistów nie pozwoliłoby przyłączyć się do takiego spaceru pierwszakowi, w dodatku uchodzącego za dziwaka, Shafiq miał jednak wobec Ulyssesa więcej zrozumienia niż inne nastolatki. Głównie dlatego, że sam też bywał dziwakiem i doskonale rozumiał, jak czasem trudno zachowywać się „normalnie”, gdy twój umysł bombardują bodźce.
Cathal zwolnił nieco kroku, gdy tuż przed nimi rozbrzmiało jakieś… wycie. Tylko tak dało się to nazwać: ktoś wył. Nie krzyczał, nie płakał, a wył. Zanim Shafiq zdążył się zastanowić, co powinien z tym zrobić i czy to dobry pomysł, aby zaglądać do damskiej łazienki (nie wpadł od razu na to, że może powiedzieć Lecie, aby to zrobiła), przez drzwi pomieszczenia przeniknął duch.
A potem przemknął też przez nich, całą trójkę. Cathal wzdrygnął się, kiedy przeszedł go nagły chłód. Zapłakany duch obrócił się ku nim i teraz Shafiq mógł się przyjrzeć dziewczynie: na oko może czternastoletniej, w okularach, przygarbionej nawet po śmierci. Po jej policzkach spływały srebrzyste łzy.
– Zrobiliście to specjalnie?! Przeszliście przeze mnie?! – krzyknęła piskliwym głosem. – Wy zrujnowaliście moją łazienkę, tak?! To wy?! Wy wszystko popsuliście! To wy… wy zostawiliście ten napis na drzwiach kabiny!!!
Cathal, skonfundowany, spojrzał najpierw na ducha, a potem na Letę, jakby spodziewał się, że ona zdoła to wyjaśnić. Nie spotkał dotąd Marty: zasadniczo to był dopiero trzeci rok, który spędzał w Hogwarcie, w dodatku raczej nie miał w zwyczaju pakować się do damskich toalet.
– Nie bywam w damskich łazienkach – oznajmił więc w końcu po prostu.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#2
26.03.2023, 13:02  ✶  
Hogwarcka edukacja zmierzała już ku końcowi – Leta znajdowała się już na ostatnim roku i wszystko wskazywało na to, że więcej do tego zamczyska po prostu nie powróci – co nawet i cieszyło. Zwłaszcza tą porą roku, gdy nadchodziło zimno, a ona sama (jak i wielu innych uczniów) musiała sobie radzić chociażby poprzez wciąganie na siebie całkiem grubych swetrów. Nie mówiąc już o dodatkowych kocach w dormitorium.
  - Myślę, że to pytanie do samego Salazara? – podsunęła, średnio sobie wyobrażając, że ktokolwiek inny mógłby wpaść na pomysł, by usadowić stado dzieciaków w komnatach pod jeziorem. Magia magią, ale nigdy nie wiadomo, co młodym czarodziejom mogło wpaść do głowy, jakie zaklęcia mogli dorwać, jakie przedmioty przemycić, żeby rozbić barierę oddzielającą Pokój od hektolitrów wody.
  Sama zresztą nie raz i nie dwa czuła niepokój, gdy wpatrywała się w toń – niby byli bezpieczni, ale gdzieś z tyłu głowy pozostawała ta obawa. „A gdyby…?” Zwłaszcza że, jak uczyła historia, tak naprawdę nic nie było wieczne. Imperia powstawały i upadały, budynki miały swoje lata świetności i obracały się w ruiny.
  Jak dobrze więc zabezpieczano to żmijowe gniazdo…?
  Skrzywiła się tylko, słysząc wycie. Skądinąd znajome – w końcu przez 6 lat poznała całkiem sporo zakamarków szkoły, nie mówiąc już o jej rezydentach. Ten konkretny zaś już nie pierwszy raz przyprawiał uszy Crouchówny o cierpienie, nie mówiąc już o tym, iż było to frustrujące – niemożność skorzystania z tej konkretnej łazienki. No bo jak – wchodzisz, chcesz cokolwiek załatwić, a tu duch ci wyje, płacze, jęczy…
  - Na Morganę i Merlina, znowu... – zdążyła cierpiętniczo westchnąć, zanim jeszcze Marta się pojawiła i przez nich przeszła, przez co dziewczyna się wzdrygnęła. A potem uniosła tylko brwi, gdy ta zasypała ich oskarżeniami, całkowicie wziętymi z dupy. Choć to nie tak, że sama Leta nie miała czasem ochoty zostawić jakiegoś napisu, wcale…
  - Sama właśnie przez nas przeleciałaś, po cholerę mielibyśmy celowo marznąć, przechodząc przez ciebie? – prychnęła, nie wykazując się choćby odrobiną empatii - Jaki znowu napis? – spytała, opierając dłoń na biodrze – Zresztą, w twojej łazience byłam aż raz w swoim życiu, Cathal grzecznie chodzi do męskiej, Ulysses… – tu wahnęła się na sekundę, bowiem dzieciaka specjalnie dobrze nie znała, niemniej ostatecznie dokończyła z rezonem – ...też. I dopiero co tu przyszliśmy, jak moglibyśmy cokolwiek ci wysmarować? – kolejne pytanie, zadane rzeczowym tonem.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#3
28.03.2023, 20:55  ✶  
Hogwart rozczarował Ulyssesa.
Może wina tkwiła w nim samym, bo zamiast realnie podejść do tematu, dziecinnie wyobrażał sobie, że oto wraz z pójściem do szkoły, jego dziwaczne życie ulegnie takim zmianom, które sprawią, że stanie się normalniejszy. Szkoła zaś jeszcze dobitniej uzmysłowiła mu, że był inny niż reszta. Zapamiętywał szybciej i wszystko, co w miejscu, gdzie bezustannie miał przed oczami tłum ludzi a ściany zawieszone były ruchomymi obrazami, tylko bardziej go przytłaczało. Niby większość czasu skrywał się w bibliotece, gdzie szczęśliwie panowała cisza, ale chociaż opłacał to doskonale odrobionymi pracami domowymi, pogłębiała się przepaść między nim a innymi uczniami.
To nie tak, że jawnie okazywali mu wrogość. Z takimi sytuacjami spotkał się najwyżej kilka razy i za każdym były to sytuacje, które nie odbiegały od typowych szkolnych historii. To tylko on nie reagował, jak powinien, zbyt zaskoczony tym, co się działo wokół niego, procesujący w głowie zbyt wiele informacji, by mógł szybko odpowiedzieć i ukrócić żarty. 
Było też coś jeszcze, co uzmysłowił sobie po cichu i czego się straszliwie wstydził. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej docierało do niego, że nie pasował do Slytherinu. To jego ojciec był prawdziwym ślizgonem, ale chociaż Ulysses poprosił tiarę przydziału o umieszczanie go w tym domu, już magiczny kapelusz powiedział mu, że to nie było miejsce dla niego. Nie miał w sobie ambicji a raczej sporo chęci do zgłębiania wiedzy. Brakowało mu sprytu a w wieku jedenastu lat przebiegły był najwyżej w stopniu miernym. Pokój Wspólny Slytherinu przytłaczał go a bliskość jeziora z Wielką Kałamarnicą przerażała (może dlatego, że już pierwszego dnia obliczył masę wody, która wlałaby się do dormitorium, gdyby szkło pękło). W dodatku, jeśli czuł więź z jakimkolwiek innym ślizgonem, to był to jedynie poznany w czasie wakacji Cathal Shafiq.
A ten w oczach Ulyssesa był prawie dorosły. I chociaż jeszcze go nie przegonił, to nawet do pozostającego dość miernym w kontaktach międzyludzkich Rookwooda docierało, że stanowili raczej dziwaczny duet. Nie chciał go męczyć ciągłym podłażeniem, więc starał się przynajmniej nie robić tego zbyt często. Ale czasami miło było pójść do Wielkiej Sali lub wrócić do Pokoju Wspólnego w towarzystwie kogoś, kogo się przynajmniej szczerze lubiło. A on uwielbiał Cathala. Patrzył na niego z podziwem, odruchowo przejmował jego zainteresowania i próbował naśladować.
Szedł obok Shafiqa i Lety Crouch, gdy usłyszał wycie. I on zwolnił, marszcząc przy tym brwi, wreszcie przystanął. Nie znosił takich dźwięków. Zawsze przy nich wydawało mu się, że powinien jakoś zareagować, ale nie wiedział jak. To znaczy wiedział, w teorii wiedział, że należało podejść i zapytać czy wszystko w porządku, ale jak podejść do kogoś, kogo się nie znało? Jak wytłumaczyć czemu podszedł? Czemu właściwie miałoby go obchodzić, że ktoś przechodził właśnie trudny czas? Takich pytań roiło mu się w głowie całe mnóstwo i był wobec nich całkowicie bezradny. A tu jeszcze pojawił się duch i przez niego przefrunął. Ulysses wzdrygnął się od nieprzyjemnego chłodu a potem Leta zaczęła się kłócić. A on ze wszystkiego, co powiedziała wyłowił tyle, że z jakiegoś powodu starsza ślizgonka uważała, że chodził do damskiej toalety, co go zirytowało, bo on dla odmiany uważał, że powiedziała to specjalnie i tylko po to, żeby mu dopiec. Ale po co miała chcieć mu dopiec? Żeby popisać się przed Shafiqiem? Żeby mogła z nim zostać sam na sam? Mogła być spokojna, Ulysses więcej nie zamierzał się do niego zbliżać, gdy będzie w jej towarzystwie.
- Też chodzę do męskiej toalety – rzucił, bardziej ze złością w stronę Crouch, niż Jęczącej Marty.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
28.03.2023, 21:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2023, 22:04 przez Cathal Shafiq.)  
Czekaj, już go pytam – nie powiedział Cathal, bo jednak nie był aż tak ciekawy, aby rozmawiać z przodkiem i niezbyt miał chęci przyznać się Alethei, Ulyssesowi czy komukolwiek innemu, że jego umysł nie należy wyłącznie do niego.
Zaraz zresztą uwagę Shafiqa bardzo szybko przyciągnęło co innego, mianowicie Marta oraz kłócąca się z nią Leta, a wreszcie pewna złość w słowach Rookwooda. Cathal nie był pewny, co jest przyczyną tej złości, najwyraźniej jednak odebrał słowa Crouch jako przytyk. Być może ktoś bardziej empatyczny od niego spróbowałby wyjaśnić nieporozumienie, ale Shafiq pewne rzeczy przyjmował po prostu takimi, jakimi były. Obawiał się, że mógłby doprowadzić tylko do większego konfliktu, gdyby któreś z nich uznało, że staje po stronie drugiego. Poza tym Leta i Ulysses nie musieli zostawać najlepszymi przyjaciółmi. Cathal darzył  sympatią ich oboje – ta pierwsza była równie zafascynowana historią i równie uparta, co on, ten drugi, zdaniem Cathala, nieraz czuł się podobnie, jak w przeszłości sam Shafig. Niektóre jego zachowania zaś, drażniące innych uczniów, dla Cathala, naznaczonego tą samą chorobą, były naturalne.
- Skoro już ustaliliśmy, że ja i Ulysses chodzimy do męskiej toalety, a Leta była z nami… nie w męskiej toalecie, dodajmy dla porządku, a w wieży... może przestaniesz na nas wrzeszczeć jak jakaś histeryczka? – zasugerował Marcie. Duch, na nieszczęście, rozpłakał się jeszcze bardziej.
– Nieee jestem histeryczką! – odparła przez łzy, po czym wskazała widmową dłonią na łazienkę. – Jak… jakbyście się czuli… gdyby ktoś tak zniszczył miejsce waszej śmierci?!
– Umarłaś w łazience? – zdumiał się szczerze Cathal i ponownie zerknął na Crouch, jakby spodziewał się, że ta zaprzeczy albo potwierdzi. W jego głowie natychmiast zaczęły się przesuwać możliwe sposoby, na jakie dałoby się umrzeć w łazience, włącznie z potknięciem na mokrej posadce, zasłabnięciem albo… tak, to pasowałoby do Marty… – Zabiłaś się tutaj?
– Oczywiście, że nie! To wszystko wina tego chłopca! Otworzyłam drzwi, by go stąd wyrzucić, a potem umarłam! A teraz… teraz… te wstrętne napisy! Wy wiecie, co tam napisano? Wiecie?!
– Nie wiemy – przyznał Cathal, a Marta wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem. W końcu Shafiq, zniecierpliwiony, otworzył drzwi łazienki, wbrew własnym zapewnieniom, że chodzi wyłącznie do męskiej. Nie przekroczył jednak progu. Od wejścia i tak mógł dostrzec, że przez wszystkie kabiny biegł wypisany czerwoną farbą napis „Uwaga, w tej łazience mieszka potwór!!!”.
Potworem, oczywiście, była prawdopodobnie Marta. A jednak… coś w głowie Cathala drgnęło, obróciły się trybiki. Urywki podsłuchanych rozmów, czekające w szufladkach pamięci absolutnej na wyciągnięcie, znów rozbrzmiały w umyśle. Ktoś wspomniał o okropnych duchu dziewczynki, zabitej kilkadziesiąt lat temu, ktoś inny o tym, że dobrze jej tak, bo była szlamą, ktoś jeszcze, że słyszał, że omal wtedy nie zamknięto szkoły i po co, bo to przecież tylko Marta, winnemu powinni wręczyć medal…
– Kim był ten chłopiec?
– Nie wiem – odparła Marta naburmuszona z jednej strony, z drugiej chyba wdzięczna za uwagę. – Mówił coś przy umywalkach. W obcym języku.
Shafiq zawahał się, ale ostatecznie przekroczył próg. Nie szukał jednak wyraźnie winnych wandalizmu, nie zwrócił uwagi na napis. Wędrował ku umywalkom właśnie, jak zahipnotyzowany, by w końcu pochylić się i zapatrzyć w umieszczonego nad jedną z nich węża.
To twoja sprawka? - spytał mimowolnie.
Odpowiedziało mu milczenie.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#5
02.04.2023, 15:52  ✶  
- Widzisz? Potwierdza! – wypaliła zaraz, nie zwracając uwagi na ton Ulyssesa. A może i zwróciła, tylko w gruncie rzeczy nie obchodziła ją złość tego dzieciaka? Ewentualnie uznała, że to jest złość na Martę, nie na nią samą. Bo przecież dopiero co zapewniała ducha, że młody Rookwood nie chadzał tam, gdzie nie powinien, a już na pewno nie do łazienki Marty!
  Na zapewnienie ducha nastolatki, że nie jest histeryczką, jedynie uniosła brwi. Nie. Wcale. Ktoś coś napisał, przyjdzie woźny i pozbędzie się napisu, wielkie halo, naprawdę. A ta robi wielką aferę, jakby rozkopali jej grób czy po prostu stłukli urnę. Ani jednego, ani drugiego z całą pewnością nie odnalazłoby się w tym dokładnie pomieszczeniu. Tak że… nie wykazała się tu specjalnie wielkim zrozumieniem, choć może i też z tego względu, że ten konkretny duch Crouchównę najzwyczajniej w świecie irytował.
  - Napis. Naprawdę, Marto? To coś, co można po prostu usunąć, jak rozumiem, to nawet niczego ci tam nie wysadzili? – stwierdziła bardziej niż spytała. Oczywiście że nie wysadzili i wszystkie kabiny oraz umywalki stały nadal całe, nietknięte, jak do tej pory. Bo inaczej już zdążyłaby o tym wspomnieć, wróć, wylamentować – że to nie tylko napisy, ale i demolka pomieszczenia, które ciągle zajmowała, przez co nie nadawało się praktycznie do użytku. Co to za przyjemność, korzystać z niej przy akompaniamencie nieustannych jęków i płaczów?
  Splotła ręce na piersi, posyłając duchowi wyzywające spojrzenie. Zaraz zerknęła w bok i… no nie. Naprawdę?
  - Naprawdę? – rzuciła z nutą irytacji w głosie – Dopiero mówiłam, że nie chodzicie do żeńskich łazienek, a tu... – prychnęła, kręcąc głową. Koniec końców ruszyła za Calem, z bliżej nieokreśloną miną.
  - … masz tam coś ciekawego? – spytała, gdy po pobieżnym rozejrzeniu się po pomieszczeniu zorientowała się, iż chłopak intensywnie się czemuś przygląda.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#6
06.04.2023, 01:35  ✶  
Ba, Ulysses i Leta nawet nie mieli zostać choćby zwykłymi przyjaciółmi. Nie w Hogwarcie. Crouch była mała, głośna i jazgotliwa. Jak niewyrośnięty pies, który hałasem musiał ogłaszać swoją obecność. Z uwagi na różnicę wieku, dla Rookwooda też wydawała się zwyczajnie stara a teraz również i dość głupia. W innym wypadku przypadku nie powiedziałaby tego, co właśnie powiedziała.
Naprawdę, Marto? To coś, co można po prostu usunąć, jak rozumiem, to nawet niczego ci tam nie wysadzili? – rozległo się echem w jego głowie.
Ulysses nie był najbardziej empatycznym nastolatkiem w szkole, ale nawet on zrozumiał, że ktoś pomalował drzwi kabin w toalecie, która… która była domem Jęczącej Marty. Dość osobliwym i takim, w którym sam nie chciałby zamieszkać, ale pewnie jedynym jaki zjawa naprawdę miała. W innym przypadku nie okupowałaby chyba łazienki. Tu nie chodziło o to, czy napis na drzwiach mógł zostać lub nie mógł zostać zmyty, tylko o to, że ktoś zaatakował miejsce, która uważała za swoje.
Gdyby ktoś posmarował ramy łóżka i skrzynię Crouch, Leta też pewnie byłaby zła, zamiast mądrzyć się, że można to umyć a najważniejsze, że materaca nie wysadzono w powietrze.
Ulysses utkwił spojrzenie w Marcie, mimowolnie opuszczając większą część toczącej się wokół niego rozmowy. I tak niewiele z niej zrozumiał. Uczennica umarła, ale tylko dlatego, że usłyszała chłopca mówiącego w obcym języku. Może ją przeklął? A może ukrywała coś wstydliwego i dlatego właściwie nic nie powiedziała? Rookwood zamrugał szybko powiekami, szukając w głowie czegoś, co mógłby wyrzucić z siebie a co zabrzmiałoby dobrze w tym konkretnym momencie. Tylko co można było powiedzieć do ducha, który histeryzował? Cathal miał rację i ona naprawdę histeryzowała. Czemu w Hogwarcie nie pojawił się jeszcze jakiś egzorcysta i jej nie odesłał? Nie chciała? Czemu ktokolwiek miałby chcieć zostać tutaj i nawiedzać łazienkę? Ze wszystkich dostępnych pomieszczeń akurat łazienkę…
- A ty co? Nie chcesz sobie popatrzeć? – zapytała Marta. Pociągnęła przeciągle nosem, jakby szykowała się na kolejną salwę płaczu. – Idź, idź za nimi i zobacz, jak mnie obrażają!
Młody Rookwood nieśmiało zajrzał do środka, ale wcale tam nie wszedł. Przez kilka sekund tylko wpatrywał się w plecy Shafiqa a wreszcie cofnął się zupełnie na korytarz. Tu już zwyciężył w jego głowie zwykły upór. Wszedłby do środka, by zrozumieć co się tam naprawdę stało, gdyby nie to, że chwilę wcześniej kategorycznie powiedział, że nie bywał w damskich łazienkach. A skoro już tak powiedział, to nie mógł złamać własnych słów kilka sekund później, by zwyciężyć miała w nim zwykła ciekawość.
- Nie chodzę do damskich łazienek – powtórzył wreszcie z uporem w głosie, spoglądając spod byka na ducha.
- Tamten też mówił, że nie wchodzi a teraz wlazł do środka – zauważyła.
I tu Ulysses niewiele miał do wyjaśnienia, więc tylko wzruszył ramionami.
- Złapali go? – zapytał zamiast tego.
- Kogo? Przecież myślałam, że to wy pomazaliście drzwi w mojej łazience! – krzyknęła ze złością Marta. Ton głosu miała taki, jakby rozmawiała z kompletnym durniem.
- Tego chłopca, który cię zabił.
- Nie zabił mnie żaden chłopiec – oburzyła się, wprawiając młodego Rookwooda tylko w większą konsternację swoimi słowami. – Umarłam zaraz po tym, jak zobaczyłam żółte oczy.
- Och – skomentował mało inteligentnie.
I już kompletnie nic nie rozumiał.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
06.04.2023, 09:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2023, 11:05 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal nie współczuł Marcie. Dla niego była tylko jednym z wielu duchów Hogwartu – zaledwie wspomnieniem człowieka, nie prawdziwym człowiekiem. W dodatku wspomnieniem tchórza, który nazbyt mocno trzymał się życia.
W wieku siedemnastu lat nie znajdował się pośród tych najbardziej empatycznych uczniów. A raczej empatię był skłonny przejawiać zaledwie wobec jednostek.
Usłyszał jeszcze strzępy rozmowy Rookwooda z Martą – głównie jej wypowiedzi, głośne i piskliwe. A potem zatrzymał się przy umywalce. Nie odpowiedział Lecie na słowa odnośnie tego, że miał nie chodzić do damskich łazienek (co miał odpowiedzieć? Że słyszy w głowie złośliwy chichot i podszept, który popycha go do przodu? „Głosy w mojej głowie mówią, żebym wszedł do łazienki dziewczyn”?), za to kiedy spytała, czy znalazł coś ciekawego, wskazał węża, umieszczonego w pobliżu kranu.
- Symbol Slytherina – wyjaśnił krótko, a potem się cofnął.
To ty? – spytał, ale w jego głowie rozbrzmiał tylko chichot. No tak, głupie pytanie uświadomił sobie natychmiast Cathal. Jęcząca Marta zginęła zapewne kilkanaście lat temu. Salazar nie zabił jej osobiście, a za jego czasów z kolei wątpliwe, aby były tutaj łazienki. Odpowiedni ustęp historii Hogwartu usłużnie rozwinął się przed jego oczami: hydraulika Hogwartu została rozbudowana w XVIII wieku.
A zaraz za nim kolejny.
Slytherin, przed opuszczeniem Hogwartu, zapieczętował w podziemiach zamku Komnatę Tajemnic, gdzie uśpiona groza czeka, aż pojawi się jego dziedzic, który oczyści szkołę z…
To mógłbyś być ty, szepnęło coś, tym razem odpowiadając na jego niezadane pytanie. Cathal, już zmierzający do wyjścia, podparł się o framugę, bo przez chwilę zdawało się mu, że zaraz nogi się pod nim ugną.
Żółte oczy.
Syk węża, rozbrzmiewający w głowie.
– Legenda o komnacie tajemnic jest więc prawdziwa… zabił ją potwór, wąż Slytherina... – powiedział mimowolnie, na tyle cicho, że zapłakała Marta mogła go nie usłyszeć. A potem dotarło do niego, że jego ciąg skojarzeniowy był absolutnie dziwny i trudny do zrozumienia dla każdego, kto przypadkiem nie wiedział, że niektórzy Gauntowie mówią w języku węży i nie nosił w głowie własnych duchów. Takich, które lubiły do ciebie szeptać o szlamowatej krwi i o tym, że Hogwart nigdy nie powinien wyglądać w ten sposób. Może dlatego uzupełnił. – Słyszałem, że twoi rodzice byli mugolami? Chłopiec, dziwne oczy, to pasuje do tego, co opisano w historii Hogwartu – wyjaśnił, dość niezręcznie.
– Z tego, że moi rodzice to mugole, też będziesz się naśmiewać?! – zawołała Marta, a Cathal przymknął oczy, bo jej piskliwy głos zdawał się wwiercać w czaszkę, mieszać ze złośliwym śmiechem, który w niej rozbrzmiewał.
Czy tacy jak ona naprawdę powinni uczyć się w Hogwarcie?, szepnęło coś, ktoś, ale Cal nie był tym razem pewny: Salazar, cień ojczyma, czy może to była jednak jego własna myśl.

Rzut N 1d100 - 17
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 58
Sukces!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#8
10.04.2023, 17:56  ✶  
Tak, Leta zdecydowanie w przypadku Marty nie wykazała się empatią. Nie próbowała nawet jej zrozumieć; zapewne nie darzyła ją specjalną sympatią. Choć czy to powinno być usprawiedliwienie podejścia, jakim się właśnie wykazywała? Nieszczególnie.
  A może miała to gdzieś dlatego, że Marta była tylko duchem i jej zdanie właściwie się nie liczyło, bo co mogła zrobić? Przelecieć przez nich? Zacząć się drzeć wniebogłosy, aż uszy zaczną więdnąć? Przy czym zawsze Leta mogła uśmiechnąć się do Irytka i podsunąć mu jakiś paskudny pomysł…
  … co, oczywiście, nie znaczy, że do czegoś takiego kiedykolwiek doszło.
  - Slytherina? – uniosła brew. Hogwart miał wiele sekretów i zapewne wiele z nich nie zostawało odkrytych przez lata edukacji w nim; coś tak małego raczej umykało znakomitej większości. Zwłaszcza że mało kto zapuszczał się do łazienki Marty.
  Nie omieszkała zerknąć na ten nieszczęsny kran, jak również – z czystej ciekawości – na parę kolejnych. Cóż, wyglądało na to, że ten symbol został umieszczony tylko raz – pytanie jednak brzmiało: dlaczego? Raczej nie posądzała jednego z założycieli Hogwartu o oznaczenie z gatunku „tylko Ślizgoni mogą korzystać z tej umywalki, reszta – wara od niej”. Zwłaszcza że na dobrą sprawę nie kleiło się to do kupy.
  Koniec końców, pokręciła tylko głową, wrzucając symbol węża do szufladki „jak mi starczy czasu, to spróbuję coś o tym znaleźć” – tyle że, no właśnie, była na ostatnim roku, a ostateczne egzaminy miały nadejść szybciej niż się wydawało. A zdać chciała bardzo, najlepiej z jak najwyższymi notami – świat przecież czekał otworem! A bez odpowiedniej wiedzy to raczej będzie mogła jedynie klamkę pocałować, nie zaś otrzymać przepustkę do odkrywania tajemnic z zamierzchłych mocno czasów.
  - … że co? – mruknęła zza pleców Shafiqa, bowiem na dobrą sprawę sama uznała, że nie ma co dłużej przebywać w królestwie ducha i narażać się na płacze Marty. I tak już miała ich potąd, więc w zasadzie wolała się zmyć stąd jak najszybciej – z dala od jęków, że ktoś wysmarował jej napis. Zwłaszcza że to naprawdę nie była jej sprawa! - Cal, naprawdę? Te wszystkie plotki…? - … okazywały się prawdą? Przy czym nawet nie wyglądała na specjalnie przerażoną tym faktem, bardziej… zaintrygowaną. Nic dziwnego – rodzinę Crouch zaliczono do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki i raczej nie miała powodów do obaw, że coś się jej stanie, gdyby Komnata Tajemnic została teraz otwarta. W co i tak, po prawdzie, wątpiła.
  - Z tego co słyszałam, to owszem, byli mugolami – potwierdziła za Martę, po uprzednim skrzywieniu się. Kolejny pisk. Nic, tylko rzucić czymś w ducha… nie, żeby to nie gwarantowało kolejnych zawodzeń, skądże znowu.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#9
10.04.2023, 18:34  ✶  
Ulysses zmarszczył brwi, gdy Marta znowu zapiszczała. Popatrzył na nią bez większego zrozumienia. Przecież Cathal w ogóle się z niej nie naśmiewał. Nikt się z niej nie naśmiewał. A przynajmniej nikt z ich trójki, nawet jeśli Leta wykazała się wyjątkowo niewielką dawką empatii.
- On po prostu zapytał – młody Rookwood wziął Shafiqa niezręcznie w obronę, ale dość cicho, jakby obawiał się, że za moment duch znowu go zakrzyczy.
Niewiele wiedział o samej Jęczącej Marcie poza tym, że była duchem uczennicy i najczęściej można ją było spotkać w toalecie. Ach, no i że była płaczliwa i łatwo można było ją urazić. Wszystko o czym wiedział, właśnie znajdowało swoje potwierdzenie w tym momencie.
Przestąpił z nogi na nogę, głęboko skonfundowany jej zachowaniem i przytłoczony nadmiarem bodźców.
- O taak! Naśmiewajcie się z Marty! Jęcząca Marta! Płaczliwa Marta! Krościasta Marta! Czterooka Marta! Marta mająca rodziców za mugoli! – zawołała ze złością. – Malujcie jej po drzwiach, bo jest duchem i nic nie czuje!
Ulysses bardzo chciał coś powiedzieć w tym momencie. Może ją jakoś pocieszyć albo wziąć całą trójkę w obronę, ale nie potrafił tego zrobić. Nie potrafił nawet zrozumieć w jaki sposób ona przeszła od histerii do spokojnego tonu i znowu histerii w zaledwie dwie minuty i siedem sekund. Jak w ogóle można było tak szybko przechodzić przez tak skrajne stany emocjonalne?
Ale też niewiele mogli zrobić, bo Marta – po tym jak skończyła krzyczeć, zaniosła się głośnym szlochem i pofrunęła do swojej łazienki. Kilka sekund później usłyszeli jak w środku odkręciły się wszystkie kurki i trysnęła z nich woda. Strumieniami zaczęła zalewać umywalki.
Młody Rookwood zamrugał, kompletnie zbity z pantałyku.
- Chodzi ci o uśpioną grozę? – zapytał cicho Shafiqa. – Chodźmy stąd. Niech sobie płacze. I tak nic nie poradzimy – poprosił.
A przynajmniej on nie potrafił nic zaradzić na tak szybko zmieniające się humory. I jak rozumiał wściekłość ducha na napisy na drzwiach (czy tam ścianach, nie wiedział, bo nie wszedł by sprawdzić), tak nie potrafił zrozumieć czemu ten spróbował obwinić winą za całą sprawę pierwsze przypadkowe osoby, które stanęły mu na drodze.
- Możemy wejść do jakiejś klasy czy coś – zauważył jeszcze.
I tam porozmawiać. Z daleka od damskiej toalety i od zawodzącej w niebogłosy Jęczącej Marty.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
10.04.2023, 21:55  ✶  
Powiedział trochę zbyt wiele.
Uświadomił to sobie, ledwo temat podjęła Leta, ale też nie przejął się tak mocno, jak, być może, powinien. Wszak legenda o Komnacie Tajemnic została zapisana w Historii Hogwartu, nawet jeżeli mało kto w nią wierzył (on akurat nie wątpił ani przez chwilę w istnienie pomieszczenia) i nie wspomniano tam o żadnych wężach.
Kiwnął głową na słowa Ulyssesa. Machinalnie, najpierw na pierwsze stwierdzenie – o uśpionej grozie, ani trochę nie dziwiło go, że Rookwood pamiętał historię słowo w słowo, potem na drugie – odnośnie tego, że powinni sobie stąd pójść. Już za progiem odwrócił się jeszcze i machnął w stronę drzwi kabin, szepcąc chłoszczyć.
- Może przestanie się tak drzeć – rzucił jeszcze do Ulyssesa i Lety wyjaśniająco. Wyczarowana woda z mydłem przesunęła się wzdłuż rzędu drzwi, nieco zamazując napis. Być może gdyby Cathal wszedł do środka i bardziej się do tego przyłożył, mógłby pozbyć się go całkowicie. Tyle że nie był altruistą na tyle, aby zostawać w środku dla krzyczącego ducha, który w dodatku właśnie zalewał łazienkę.
- Dziwne miejsce na spędzenie wieczności - mruknął, nim dotarli za róg, i Cathal pchnął drzwi pierwszej lepszej pustej klasy. Shafiq rozejrzał się, upewniając, że nie widać żadnych uczniów, nauczycieli, ale także duchów i że w tej części zamku w zasięgu wzroku nie znajduje się ani jeden portret, który mógłby zbyt dużo powiedzieć - ale na najbliższym obrazie były tylko nieme zwierzęta. Przy okazji dość gorączkowo układał sobie w głowie, co powiedzieć, aby nie wyjść ani na szaleńca, ani na kogoś, kto właśnie rozmawiał z Salazarem…
…czyli właściwie na szaleńca.
- Podobno większość osób uważa, że komnata tajemnic to brednia, ale z tego, co czytałem o Slytherinie, budowa tajnych pomieszczeń była czymś, co bardzo lubił. Pisali o komnacie w Historii Hogwartu. Nie zdziwiłbym się, gdyby taką stworzył nawet nie po to, by uśpić w niej jakąś grozę, a nauczać czarnej magii. Pamiętam też, że moja matka wspominała o tajemniczej śmierci w Hogwarcie. Spowodowanej przez jakiegoś „potwora” – Był wtedy małym dzieckiem, ale oczywiście, pamiętał każde słowo. Nawet jeżeli nie rozumiał ani ich znaczenia, ani ówczesnego wzburzenia Isabelli. – Skoro dziewczyna nie zginęła od żadnego czaru… Żółte oczy, tajemniczy język, mugolaczka i węże przy umywalkach sugerują, że to mógł być dziedzic Slytherina oraz ta groza… czy też po prostu ktoś, kto do takiego pretendował…
Shafiq wzruszył ramionami, z udawaną obojętnością.
- …albo Marta zmyśla, bo nie chce przyznać się do tego, że umarła, bo potknęła się i uderzyła głową o umywalkę – dokończył.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2202), Leta Crouch (1598), Ulysses Rookwood (1877)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa