• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[23.12.1970] Hall of fame | Rodolphus, Robert

[23.12.1970] Hall of fame | Rodolphus, Robert
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
14.11.2023, 20:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:57 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Robert Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

23.12.1970
Kingston upon Hull

W Anglii padał śnieg. To była zima z prawdziwego zdarzenia - mróz szczypał w policzki, różowił je i czerwienił nosy. Sprawiał, że dzieci się śmiały, a zakochani dorośli podziwiali biały puch. Ci młodsi rzucali się śnieżkami, a ci starsi podziwiali skrzące się w słońcu płatki. Niby takie same, a jednak każdy inny. Jutro miała być Wigilia - prawie wszyscy mieli przygotowane prezenty i szykowali się do powrotu do domu, by móc spędzić noc przed Gwiazdką w gronie najbliższych. Ostatnie dzieciaki chwytały promienie słońca podczas jazdy na sankach i lepieniu igloo. Zaraz rodzice zawołają ich do domów i położą spać, a maluchy nie będą w stanie zasnąć z podekscytowania.

W kilka dni po wykonaniu zadania od Czarnego Pana Rodolphus zniknął na jeden dzień, by móc w spokoju dokończyć eksperyment. Jeden z wielu, które prowadził przez ostatnie lata. Część jego badań została opublikowana, jednak nie chciał się nimi w całości chwalić. Jeszcze nie teraz. To, co robił obecnie, miało być przełomowe. Miało być czymś, co na zawsze zmieni świat czarodziejów i mugoli. Sprawi, że te dwa światy zostaną oddzielone grubą krechą. Był jednak jeden problem - wyniki nie mogły wyjść poza mury tej pracowni, przynajmniej na razie. Pracowni, którą była zaadaptowana chatka, chroniona magicznymi zabezpieczeniami. Już niedługo miała pójść z dymem, tak jak dom szlam, który razem z Bellatrix odwiedzieli nie dalej jak trzy dni temu. W Dolinie Godryka już nigdy nie będzie tak samo.

Na samo wspomnienie o masakrze, jaką urządzili, poczuł przyjemny dreszcz ekscytacji. Ostrożnie odłożył pióro. Dbał o porządek, nienawidził gdy wokół niego panował bałagan. Nie potrafił się wtedy skupić, a teraz potrzebował pełni skupienia. Niezwykle jasnymi, szarymi oczami spojrzał na pergamin, zapisany równym, kaligraficznym wręcz pismem. Kolejny list do osoby, z którą minął się o włos. Jedynej osoby, która znała ten adres. Nawet Bellatrix nie wiedziała, gdzie Rodolphus przeprowadza swoje eksperymenty. Te mniej legalne, oczywiście - bo oficjalnie pracował w Departamencie Tajemnic i miał do dyspozycji wiele miejsc i dobrowolnych uczestników.

Ale to nie było to samo.

Oni musieli czuć ból i strach, pierwotne przerażenie. Musieli być doprowadzeni na skraj. Dopiero wtedy synapsy reagowały tak, jak należy. Kolejne płaty i fałdy mózgu świeciły się, uaktywniając nieznane dotąd ośrodki i reakcje, ukazując prawdę, której tak się bali wszyscy oprócz nielicznych. Rodolphus westchnął i powoli wstał. Robert mu nie odpowie, jak zwykle. Jego eksperyment miał być przełomem, który zostanie ogłoszony po objęciu władzy przez Lorda Voldemorta. Był już na końcówce i chciał, by Mulciber o tym wiedział. Informował go co jakiś czas o postępach, tak jak wysyła się wiadomości do swoich idoli. Bez nadziei na odpowiedź. Trudno. Lestrange wierzył, że Robert je czytał, jednak nie bez powodu nie odpowiadał. Nie miał zamiaru naciskać - jego listy były pisane w wyważonym tonie, beznamiętnym i naukowym. Tak jakby deklamował mu co jadł na śniadanie.

Nie zdradzał oczywiście wszystkiego. Pilnował, by balansować na krawędzi tego, co zakazane, a co dozwolone, w razie gdyby ktoś przechwycił korespondencję. Wiedział, że Robert mimo różnicy wieku był jego bratnią duszą. Byli tacy sami, jednak urodzili się w innych okolicznościach - przez to mieli osiągnąć zupełnie inne rzeczy. Wiedział, że odczyta podtekst i przybędzie w odpowiednim czasie: nawet po to, by zastać spalone zgliszcza i truchła osób, które przyczyniły się do rozwoju nauki i stworzenia nowego, lepszego świata.
- Nie mogłem was na długo zostawić - wymruczał do siebie, pieszczotliwie ujmując różdżkę w dłoń. Spojrzał na klapę w podłodze, starą i zardzewiałą. Miękko wyszeptał zaklęcie, które cicho uniosło ją do góry. Nie markował jednak kroków. Musieli słyszeć, że się zbliża do schodów.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#2
14.11.2023, 21:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2023, 21:50 przez Robert Mulciber.)  

Lata temu, kariera naukowa była tym, co stanowiło w zasadzie sens jego życia. Podobnie jak ojciec, a zarazem zupełnie inaczej niż brat, od zawsze skupiony był na książkach. Później doszły do tego badania. Eksperymenty. Stawiane tezy. Wyciągane wnioski. Starannie prowadzone zapiski, dotyczące konkretnych obserwacji, podejmowanych działań. Z tego też względu wymuszone przez Francisa odejście z Departamentu Tajemnic, wywróciło do góry nogami cale jego życie. W jednym momencie stracił wówczas to, co było dla niego najważniejsze.

Nie potrafił się z tym pogodzić.

Od zawsze zaangażowany w działalność antymugolską, posiadający znajomości we właściwych kręgach, stopniowo zaczął coraz bardziej odchodzić od tego co kochał. Swoją miłość do nauki przekładając na pracę dla niego. Poświęcił się temu, co w przyszłości miało pozwolić mu powrócić na szczyt. Odzyskać dawną pozycje. Wpływy. Szacunek.

Wiara w to, że zaprowadzenie nowego porządku w Wielkiej Brytanii pozwoli mu odzyskać dawne życie, napędzała go do działania, doprowadzając wreszcie na sam szczyt. Czyniąc zeń jednego z najbardziej oddanych ludzi Czarnego Pana.

Jego Lewą Rękę.

Zajęty rodzinnym biznesem, finansami oraz wspieraniem działalności człowieka, który stał się szeroko znanym pod imieniem Lorda Voldemorta, coraz bardziej oddalał się od świata nauki. Nie zdołał nawet zaobserwować, kiedy przestał prowadzić regularne obserwacje. Notować ich wyniki. Czytać kolejne publikacje osób mu znanych, ale też zupełnie obcych.

Wszystko zmieniło się pod wpływem pierwszego listu, który pewnego wieczoru wylądował na jego biurku.

Nazwisko Lestrange było mu dobrze znane. Podobnie zresztą jak wielu innym przedstawicielom magicznej społeczności Wielkiej Brytanii. Czystokrwista, bogata, wpływowa rodzina. Problemem było natomiast zidentyfikowanie tego, kim konkretnie był Rodolphus. Nie kojarzył tego imienia, nie wywoływało ono żadnych konkretnych skojarzeń.

Musiał to oczywiście naprawić.

I to też zrobił.

Zebrane informacje nie zrobiły na nim większego wrażenia. Albo też tak sobie wmawiał. Jedno z tych dwóch, niewątpliwie. Tak czy owak, na pierwszy list nie odpowiedział. Tak samo na drugi. Trzeci. Dziesiąty. Każdy z nich jednak czytał nie mniej uważnie od Proroka Codziennego, który towarzyszył mu zawsze w porze śniadania. Ze sporą dozą autentycznego zainteresowania. Obydwaj z Rodolphusem bowiem, choć w innym okresie czasu, prowadzili badania o zbliżonej do siebie tematyce.

Interesowali się mózgiem.

Z ostatnim z listów zapoznał się z jednodniowym opóźnieniem. Ani trochę nie zdziwiło go to, iż ten znajdywał się na biurku; że na niego czekał. Bardziej zaskoczony byłby chyba sytuacją odmienną - rezygnacją Rudolphusa ze zdawanych mu relacji z prowadzonych badań. Zanim sięgnął po otrzymaną wiadomość, skorzystał ze stojącej na pobliskiej szafce szklanicy, którą napełnił swoim ulubionym alkoholem. Dobrej jakości szkocką. Następnie usiadł w wygodnym fotelu, zaczynając lekturę.

Bo i tym właśnie była ta wiadomość.

Tym razem wszystko skupione było wokół płatu brzeżnego. Kolejny etap działań, a zarazem... ślepa alejka, w którą Lestrange wszedł pełny nadziei na to, że wreszcie nastąpi długo wyczekiwany przełom. Robert doskonale zdawał sobie jednak sprawę z tego, że mężczyzna od tego przełomu wciąż znajdywał się stosunkowo daleko. Układ limbiczny bowiem był tym, co badał długimi miesiącami. Wyniki tych badań nie zachowały się jednak w ministerstwie, ani też nigdy nie zostały opublikowane. Oficjalnie przyczyną tego stanu rzeczy było to, że badania nie zostały przez niego ukończone.

Odkładając list na blat biurka, upił kilka kolejnych łyków whisky, być może właśnie pod jej wpływem podejmując decyzje, względem której jeszcze nie tak dawno był naprawdę odległy.

Zamierzał złożyć pewnej osobie niezapowiedzianą wizytę.

Skorzystać z monety, która od miesięcy znajdywała się bezpiecznie w jego szufladzie.

I to też zrobił.

Późnym wieczorem, 23 grudnia 1970, zjawił się w miejscu, w którym Rodolphus prowadził swoje badania. Cudem uniknął towarzyszących mu niekiedy przy podróży świstoklikiem nudności. Dzięki temu mógł zaprezentować się względnie korzystnie, a zarazem nabrać więcej pewności siebie, której po prawdzie, to z reguły mu nie brakowało.

Ubrany w biały, wełniany sweter i ciemne spodnie, uważnie rozglądał się po pomieszczeniu, w którym przyszło mu się znaleźć. Oceniająco, ale zarazem - tak by się mogło wydawać - z mniejszym zainteresowaniem niż to, które faktycznie odczuwał.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
14.11.2023, 22:45  ✶  
Pomieszczenie było schludne, lecz puste, bez żadnych mebli. Kroki z chaty odbijały się w nim echem, Robert słyszał je wyraźnie. Jak się zbliżały w jego kierunku, a w końcu nagle zatrzymały. Mógłby przysiąc, że w tych odgłosach przebrzmiało niedowierzanie, a może to atmosfera zgęstniała i nagle rozprostowała się jak napięta sprężyna? Coś w głównej izbie stuknęło, a drzwi od pokoju - jedynego poza głównym - otworzyły się cicho. Chata wyglądała na starą, ruinę niemal, lecz mógł się domyślać, że to pozory. Inaczej zawiasy skrzypnęłyby złowrogo, a miękkie światło świec byłoby bardziej złowrogie. W gruncie rzeczy jednak ciepła aura i trzask płomieni w kominku sprawiały dość miłe wrażenie, na pewno milsze, gdyby wnętrze zostało jakkolwiek urządzone poza dwoma wielkimi stołami.

Mężczyzna, który stał za drzwiami, opuścił różdżkę. Wyglądał cholernie młodo - był jeszcze dzieckiem w jego oczach. Pociągła twarz była gładko ogolona lub w ogóle jeszcze nie doczekała się porządnego zarostu. Naprzeciwko ciemnych spodni i wełnianego, białego swetra, stała postać w koszuli białej jak śnieg, czarnej kamizeli i takoż samych spodniach. kontrastowały z bladą cerą, lecz pasowały do smolistych włosów, zaczesanych w tył. Oczy - one się wyróżniały. Były piekielnie jasne, w kolorze rozjaśnionej stali. Zimne i przenikliwe, lecz czaiła się w nich iskra niedowierzania. Oczy Rodolphusa rzadko kiedy były łatwe do zinterpretowania przez swoją nienaturalną barwę, lecz teraz nawet najznamienitszy aktor nie byłby w stanie ukryć prawdziwych emocji. Niedowierzania, szoku, podniecenia i fascynacji.
- Przybyłeś - jeszcze chwila i to miejsce spłonęłoby doszczętnie, a Robert zastałby zgliszcza. Ale zjawił się w ostatniej chwili, od niechcenia, znużony. Lestrange przełknął ślinę, pozwalając by ręka trzymająca różdżkę zawisła miękko wzdłuż biodra. Był wysoki i szczupły, bez cienia szaleństwa w swojej postawie, które nierzadko towarzyszyło zwolennikom postulatów czystej krwi. On, w przeciwieństwie do niektórych, utrzymywał fasadę pozorów i naukowego podejścia - był pomiędzy. Ale Robert wiedział, że było zgoła inaczej. Komuś o jego pozycji znalezienie prawdziwych informacji o poczynaniach młodego Lestrange'a było dziecinnie proste. Zwłaszcza że sporo mówiło się o tajemniczym pożarze w Dolinie Godryka, w którym zginęły dzieci i rodzice pochodzenia mugolskiego. I gdyby nie mroczny znak, pyszniący się na niebie, uznanoby to pewnie za wypadek.

Nie wyciągał ręki. Zamiast tego skłonił się lekko - jako młodszy wiekiem, stażem i pozycją. Odsunął się, by zaprosić Roberta do głównej izby, której centrum był stół przy klapie. To Robert musiał zadecydować, czy łączy ich na tyle, by zainicjować inne powitanie.
- Dlaczego teraz?
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#4
15.11.2023, 07:09  ✶  

Miejsce, w którym znalazł się po skorzystaniu z monety, na pierwszy rzut oka nie dostarczało wielu informacji. Aby wyciągnąć pewne wnioski, trzeba było zatrzymać się. Przeanalizować nieco dokładniej to, co znajdywało się przed oczyma. Chata nie była opuszczona, zaś jej wnętrze - wbrew pozorom - znacznie bardziej zadbane, niż można było w pierwszej chwili założyć. Mulciber nauczony był tego, aby zbyt szybko nie wyciągać wniosków; nie wydawać opinii. Był człowiekiem raczej cierpliwym, choć rzecz jasna posiadającym pewne granice tolerancji - swoją drogą całkiem wyraźnie zarysowane. Dlatego też spokojnie obserwował. Analizował. Przetwarzał.

Odgłos kroków informował, że nie był tutaj sam. Panujący dokoła porządek sugerował, że lokalizacja wykorzystywana była aż nadto regularnie. Ktoś o to miejsce dbał. Tym ktosiem zaś najpewniej był sam Rodolphus. 

Nieśpiesznie odwrócił się w kierunku młodego Lestrange, kiedy ten zdecydował się do niego dołączyć. Oceniające spojrzenie powoli przestudiowało jego osobę. Robert widział go wcześniej. Kilkukrotnie. Podczas mniej i bardziej oficjalnych spotkań w mniejszym bądź większym gronie. Dotąd jednak unikał wchodzenia w jakiekolwiek interakcje. Zachowywał względem chłopaka (mężczyzny?) dystans.

-  Na początku, wypadałoby się przywitać, Rodolphusie. - zareagował na jego pytanie. Przez jego twarz przewinęło się coś na kształt uśmiechu, kiedy ten opuścił wyciągniętą różdżkę. Czy aby na pewno ten grymas zawitał na Mulciberowym obliczu? Tak nie pasujący do tego, w jaki sposób mężczyzna się prezentował. Nie biło od niego żadne ciepło. Postawa ciała zaś, podobnie jak ton głosu, wskazywać mogła na stałe trzymanie się w ryzach. Kontrolowanie zachowań. Emocji. Niewątpliwie opanowane przez lata niemalże do perfekcji.

Nie czyniło to zeń najlepszego kompana. Nie sprawiało, że Robert stawał się człowiekiem, z którym chciałoby się pozostawać w bliższych relacjach. Choć kto wie - może istnieli ludzie, którym udało się przedostać przez pancerz jaki Mulcibera otaczał?

- Dlaczego tak długo? Masz w sobie wiele uporu, ale i konsekwencji.- następnie zdawał się odparować jego pytanie. Przerzucić swoim. Zarazem jednak padło z jego strony coś na kształt komplementu. Nie odpowiedział na żaden list. Ani razu nie zareagował na kolejne próby nawiązania kontaktu, które miały miejsce przez długie miesiące. Z każdą wiadomością zapoznawał się jednak uważnie. Śledził postępy badań, które interesowały go bardziej, niż chciał przyznać przed samym sobą.

Stopniowo sprawiały, że coraz szerzej otwierały się w przypadku Roberta drzwi, które lata temu zdawał się za sobą zamknąć.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
15.11.2023, 13:09  ✶  
Kącik ust drgnął w czymś na kształt uśmiechu. Przywitania słowne nie należały do jego mocnych stron i nie zamierzał ćwiczyć na swoim wzorze niezręcznych powitań. Miał wrażenie, że patrzy teraz w lustro na starszą wersję siebie. Te same pragnienia, ten sam styl bycia, te samo zimne, wyprute z emocji spojrzenie. Różniły ich tylko lata doświadczenia - Rodolphus był tu na z góry przegranej pozycji i nawet nie próbował wmawiać sobie, że było inaczej. Nie był głupcem. Dlatego też wiedział, że z Robertem należy postępować ostrożnie. Poza tym czuł do niego ogromny szacunek, a to nie zdarzało się często. Owszem, nie słynął z niedoceniania ludzi, ale prawdziwy szacunek był czymś, na co trzeba było sobie zasłużyć. Robert był znany w środowisku zarówno Czarnego Pana, jak i Departamentu Tajemnic. Nie był postacią stricte pozytywną, ale Rodolphus wiedział, że szare postacie, prześlizgujące się między dobrem i złem, miały największe szanse na sukces. I to je należało podziwiać.

W uszach Rolpha był to komplement. Upór, konsekwencja - to cechy, które cenił. Podobnie jak ambicja, która była jedną z flagowych cech domu Slytherina, do którego trafił w Hogwarcie. Zaprosił gestem gościa, by ten wszedł głębiej, bo nie powinno się rozmawiać w progu, nawet jeśli to były dwa różne pokoje tego samego domu.
- Dziękuję - nie był niewdzięczny, potrafił docenić słowa, które zapewne niełatwo przechodziły niektórym przez gardło. - Wybacz, że nie mam czym cię powitać, Robercie. Nie spodziewałem się, że opowiesz na moje zaproszenie. Tym bardziej jestem wdzięczny, że przybyłeś, by jak mniemam zobaczyć finał badań?
Swój wzrok skierował na klapę w podłodze. Pod spodem było cicho, jakby nic tam nie było. Ale było. I nie coś, a ktoś. Nawet kilka par ktosiów. Jednak zaklęcie wygłuszające skutecznie blokowało wszelkie dźwięki z piwnicy, w której przetrzymywał swoje obiekty. Bo tak o nich myślał - jak o obiektach. Nie byli dla niego ludźmi tylko kolejnym kamieniem, który musi pokonać, by osiągnąć cel.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#6
15.11.2023, 19:07  ✶  

Powitania, podobnie zresztą jak pożegnania, miały w sobie coś niezręcznego. Niby nic skomplikowanego, ale znalezienie odpowiednich słów względem każdej sytuacji, każdej osoby, bywało niekiedy problematyczne. Sam Robert, który lwem salonowym nie był, niekiedy musiał mierzyć się z tym problemem. Przerzucenie ciężaru na drugą stronę, pozwalało z niego wyjść obronną ręką. Nie zawsze, ale jednak całkiem często. Nie naciskał więc na odpowiednie rozpoczęcie tego spotkania. Raz się już w tym temacie wypowiedział, całkiem jasno, i wracać do niego nie zamierzał. 

Kiedy Lestrange zaprosił do gestem do drugiego pomieszczenia, z zaproszenia tego skorzystał. Nieśpiesznie rozejrzał się po kolejnym miejscu, katalogując najważniejsze, wiążące się z nim szczegóły. Zarazem uważnie słuchał słów chłopaka, który wydawał się zadowolony z otrzymanego przed chwilą komplementu.

Słusznie.

Słowa Mulcibera były szczere.

- Finał badań? - powtórzył za Rodolphusem. Następnie pokręcił głową. Ruch był bardziej energiczny od praktycznie każdego wcześniejszego. - Wybrałeś zupełnie nie ten kierunek. Pominąłeś kwestie układu brzeżnego. Podobnie zresztą jak ten idiota, Slughorn. - tutaj, przez moment, wyraźnie słyszalna zdawała się być niechęć, którą Robert zdawał się względem wspomnianego Slughorna żywić. Rodolphus powinien być w stanie zidentyfikować osobę, o której była mowa. W przeciwieństwie do Roberta, uczony ten opublikował kilka prac, tylko czy na pewno wyniki przeprowadzonych przez niego badań stanowiły coś, czym można było się kierować? Zdaniem Mulcibera niekoniecznie.

Przez chwilę milczał, pozornie dając Lestrange'owi dość czasu, aby ten mógł zareagować na usłyszane słowa. W rzeczywistości szykował się jednak do dłuższej wypowiedzi w tym temacie.

- Na początku szło Ci dobrze. Wyglądało na to, że wyciągnąłeś podobne wnioski do moich, kiedy prowadziłem badania o zbliżonej tematyce. Wyniki badań i obserwacji wyglądały obiecująco. Aż nagle zarzuciłeś to, schodząc z właściwej ścieżki. Dlaczego? Przecież wszystko wydawało się iść we właściwą stronę? - zadał pytanie, które dzisiejszego wieczoru kolejny raz pojawiło się w jego głowie. Co takiego skłoniło Rodolphusa do zmiany kierunku? Do zainteresowania się innymi kwestiami niż te, które badał na początku? Może o czymś nie poinformował go w listach?

Był tego autentycznie ciekaw. I jak na człowieka, który nie był łatwy w obejściu przystało, zamiast tracić czas na głupie i zupełnie niepotrzebne rozmowy, z miejsca przeszedł do tego, co utkwiło mu w głowie i ostatecznie skłoniło do wizyty. Do nawiązania kontaktu.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
16.11.2023, 10:37  ✶  
Rodolphus podniósł brew, całkiem zresztą bezwiednie. Nie ten kierunek badań? Miękkim krokiem podszedł do stołu, by sięgnąć po jeden ze zwojów. Rozwinął go ostrożnie, niemal z namaszczeniem, i zaczął przesuwać wzrokiem po literach. Miał ładne pismo, od dzieciństwa jego rodzice starali się, by Rolph reprezentował sobą jak najwięcej. Oczytany, dobrze wychowany, czysty i ułożony, trochę przeciwieństwo swojego brata, szczególnie jeśli chodzi o pracę. Ale w gruncie rzeczy ich serca biły jednym rytmem, a Lestrange czuł, że przy nim i Trix może zrzucać tę idealną maskę.
- Bo szły w innym kierunku - powiedział w końcu, odnotowując w pamięci Slughorna. Czytał jego prace, ale nie wydały mu się szczególnie odkrywcze. Miał wrażenie, że były pełne banałów i podstawowej wiedzy. Szare oczy przesunęły się z pergaminu na Roberta. - Pamiętasz, Robercie, że wraz z odejściem z Ministerstwa zniknęły wszystkie twe badania, wnioski i plany?
Zwinął pergamin i odłożył go na stół. Oparł się o niego biodrem, krzyżując jednocześnie ręce na klatce piersiowej. Dłonie miał jednak luźne, opierające się na przedramionach. Nie była to postawa zamknięta, wręcz przeciwnie - świadczyła o pewności siebie, ale jednocześnie o byciu otwartym na dialog. I ewentualne wytknięcie błędów.
- Nie wiemy więc, w którym kierunku poszły twoje badania. Oczywiście badam układ limbiczny, nie porzuciłem tego tematu. To jest finisz, o którym wspominałem. Wisienka na torcie, creme de la creme całego eksperymentu. Proszę - Rolph sięgnął po kolejny zwój, inny niż trzymał przed chwilą. Bez wahania podał go Robertowi. - Nie ma tu nic odkrywczego, lecz spójrz na koniec.

Na końcu pergaminu znajdowały się śmiałe wnioski na temat tego, że układ limbiczny mugoli, odpowiedzialny za kierowanie zachowaniem popędowo-emocjonalnym, znacznie różni się wielkością od układu czarodziejów. Na pergaminie znajdowały się odniesienia do rysunków, które jednak nie były dołączone do tej pracy.

Czy drażnienie struktur podkorowych powoduje zmiany w zachowaniu czarodziejów? W przypadku mugoli efekt jest jednoznaczny - w sześciu na sześć przypadkach część przysadkowa zaczyna gwałtownie produkować znaczną ilość hormonów, wpływającą na agresję i pierwotne zachowania, głęboko zakorzenione u mugoli. W przypadku czarodziejów produkcja hormonów z przysadki nawet podczas silnych i gwałtownych bodźców nie jest tak wysoka, jak w przypadku mugoli, pozwalając im zachować rozsądek i umożliwić logiczne działania, co świadczy o znacznie wyższym stopniu ewolucyjnym.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#8
16.11.2023, 12:10  ✶  

Doskonale pamiętał wszystko to, co miało miejsce w roku 1963. Choć od tamtych wydarzeń upłynęło sporo czasu, nadal zdarzało mu się żałować tego, iż postąpił wówczas zgodnie z poleceniem ojca. Odstawił na boczny tor swoją rozwijającą się karierę naukową. Przekreślił lata ciężkiej pracy. Czy aby na pewno było warto? Na te pytanie nie posiadał jednoznacznej odpowiedzi.

Oczywiście nie byłby skłonny przyznać się do tego przed drugą osobą.

Również przed własnym bratem.

– Nikt przy zdrowych zmysłach nie pozostawiłby tak cennych materiałów w rękach szlamy. – odpowiedział, dając tym samym wyraźnie do zrozumienia, iż braków tej dokumentacji był jak najbardziej świadomym. Nie on jeden zresztą, opuszczając Ministerstwo Magii zdecydował się postąpić podobnie. Po części wynikało to z potrzeby zadbania o własne bezpieczeństwo. Lwia część tego, czym zajmowano się w Departamencie Tajemnic, w jednej chwili uznana została bowiem za niedopuszczalną ze względów etycznych.

Przyjął podany mu zwój, rozwinął,  wolna zaczął zapoznawać się z każdą kolejną linijką tekstu. Zmarszczył brwi. Wyraz twarzy Mulcibera wskazywał na to, iż faktycznie skupiony był na tym, co znalazło się w jego rękach. Przy pewnych kwestiach zmuszony był się zatrzymać na dłużej. Do niektórych musiał powrócić – dla pewności, czy wszystko interpretował we właściwy sposób. Gdyby znajdywał się przy swoim biurku, we własnym gabinecie, zapewne sięgnąłby właśnie po pióro i zaczął umieszczać swoje uwagi na marginesie. Pytanie. Wątpliwości.

Wreszcie dotarł do wspomnianego przed Rodolphusa końca tekstu. Przez chwilę się wpatrywał w przedstawione tutaj wnioski. Nie śpieszył się nadmiernie z zabraniem głosu; z wygłoszeniem swojej opinii w temacie.

– W jaki sposób dobierałeś obiekty do swoich badań? Porównywałeś mózgowie mugoli, charłaków, szlam i czarodziejów? – zapytał, chcąc się w pierwszej kolejności upewnić co do tego, na ile prawidłowe były jego podejrzenia. Odpowiednio dobrane metody stanowiły podstawę każdych badań. Miały olbrzymi wpływ na ich wyniki. I przede wszystkim – na tych wyników wiarygodność. Rodolphus był nadal młodym człowiekiem, brakowało mu doświadczenia. Popełniać mógł błędy.

A w zasadzie, to nawet powinien – to właśnie w oparciu o nie człowiek się rozwijał.

– Byłoby dobrze gdzieś usiąść, zakładam że czeka nas dłuższa rozmowa. - dodał jeszcze, nim Lestrange zdołał udzielić odpowiedzi na zadanie pytanie. Wygodny fotel byłby jak znalazł, choć prawdę powiedziawszy, w obecnych okolicznościach Robert nie pogardziłby zwykłym krzesłem bądź nawet stołkiem.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#9
17.11.2023, 09:44  ✶  
Rolph uśmiechnął się kącikiem ust zaledwie na ułamek sekundy. Wiedział, że przy Robercie nie musiał się ukrywać, ale bycie "poza konfliktem" tak mu weszło w nawyk, że nie potrafił inaczej. Nie skomentował więc ostrych słów Mulcibera, dając mu przy okazji przestrzeń i czas na to, by zapoznał się z wynikami badań. Nie wiedział na jak długo mężczyzna tu zabawi, więc na ten moment po prostu stał, lekko obrócony doń bokiem, i wpatrywał się w zamyśleniu w okno, które ukazywało prawdziwą śnieżycę. Białe płatki nie opadały już miękko na ziemię, teraz tańczyły wściekle na niebie, szarpane ostrym wiatrem. Dobrze, że istniały świstokliki. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby wychodzić w taką pogodę.

Gdy Robert zaczął zadawać pytania, Rolphowi przyszło do głowy dokładnie to samo - miejsce żeby usiąść. Sięgnął po różdżkę i miękkim ruchem wyczarował dwa eleganckie fotele z podłokietnikami i poduszkami tapicerowanymi na siedzisku i oparciu, żeby nie musieli siedzieć na twardym drewnie. Najpierw poczekał, aż Robert usiądzie, zanim sam to zrobił.
- Tak. Ministerstwo pozwoliło na eksperymenty wyłącznie na czarodziejach, szlamach i charłakach. Zdążyłem przeprowadzić eksperyment na magicznej części społeczności, o charłaki tylko zahaczając. Jeśli chodzi o mugoli, tu sprawa była bardziej skomplikowana. Nakazali mi wyczyszczenie ich pamięci po wszystkim - Rodolphus pochylił się lekko, wspierając łokcie na udach. Złączył dłonie w uścisku i westchnął ciężko. - Ministerstwo jest bardzo ostrożne w ferowaniu wyroków. Dlatego mam dwa pergaminy. Pierwszy traktuje o oficjalnych wynikach na czarodziejach i szlamach, których musiałem zebrać w jedną grupę, niesłusznie w mojej opinii, oraz oczywiście mugolach, których pamięć następnie zmodyfikowałem. Uważam, że Ministerstwo z góry założyło odpowiedź na tezę, dlatego postanowiłem... Kopać głębiej.
Wyprostował się i odruchowo sięgnął do czarnych, miękkich włosów by zaczesać je do tyłu. Wyglądał na zadowolonego z siebie, z tego że był o krok przed Szefem Komnaty i całego Departamentu. Że nie dał się złapać w pułapkę, którą na niego zastawili.
- W badaniach, które ci przesyłałem, wyróżniłem kilka grup. Czarodziejów czystej krwi, półkrwi i szlamy. Następnie osobno zacząłem badać charłaków i mugoli. Wyniki z badań mugoli były bardzo obiecujące, dlatego na początek skupiłem się właśnie na nich - Rodolphus mimo odbijającej się w oczach ekscytacji głos miał opanowany i mówił rzeczowo, bez lania wody i zająknięcia. Tak, jakby przygotowywał się do tej rozmowy przez całe swoje życie. Robił odpowiednie przerwy przed zaczęciem nowego tematu i nie skakał z jednego tematu na drugi. Jednocześnie nie był w stanie ukryć dumy, być może pychy, związanej z metodologią, którą dobrał. - Magiczną część społeczności wybrało Ministerstwo na zasadzie dobrowolności, bez konieczności modyfikacji pamięci. Problem pojawił się z mugolami, którym trzeba było wszystko tłumaczyć. Uważam, że znacznie zaburzyło to funkcjonowanie ich mózgu, ponieważ nie rozumieli co się dzieje i z czym mają do czynienia - Lestrange oparł dłonie na kolanie i lekko wzruszył ramionami. - Śmiem twierdzić, że Ministerstwo podawało mugolom coś, co wpływało na ich zachowanie, przez co wyniki które zebrali do tej pory, są zafałszowane.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#10
18.11.2023, 18:49  ✶  

Robert był człowiekiem, który drugiej osobie zwykł poświęcać dokładnie tyle czasu, na ile miał ochotę. Nie inaczej. Przy jednych wiecznie go brakowało, przy drugich - taki problem występował rzadziej bądź częściej. Wszystko sprowadzało się z reguły do tego czy dzięki danemu spotkaniu mógł cokolwiek zyskać. 

Odwiedzając Rodolphusa, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie będą rozmawiać o interesach. Nie taki był cel tej wizyty. Nie to zachęciło Roberta do nawiązania kontaktu z młodym pracownikiem Ministerstwa. Tym razem w grę wchodziła ciekawość, która w ostatnich latach nie budziła się w nim szczególnie często. Mulciber nauczył się pewne rzeczy skutecznie wyciszać. To co niegdyś było dla niego najważniejsze, świadomie odstawił na boczny tor, wierząc że tylko w ten sposób będzie w stanie odzyskać to, co stracił w momencie podporządkowania się woli ojca.

- Ministerstwo to obecnie, wybacz mi słownictwo, banda idiotów. - nie śpieszył się. Po wysłuchaniu Rodolphusa, w jego głowie formowały się pierwsze wnioski. Nie zamierzał niczego przedstawiać zbyt wcześnie. Ważył słowa. Starannie je dobierał. - Podstawowym problemem jest niekonsekwentne trzymanie się poprawności politycznej. Zezwalając na tego rodzaju badania, nie nakładasz ograniczeń, które mogą w znaczący sposób wpłynąć na wyniki badań, prowadzonych obserwacji. To podstawowa kwestia, ale najwyraźniej nie powinniśmy oczekiwać tego po osobach, które odpowiedzialne są za rozwój nauki. - odchylił do góry głowę, na niedługi moment. Chętnie by teraz zapalił, sięgnął po jedno ze swoich cygar. Niestety niczego odpowiedniego nie posiadał na wyciągnięcie ręki. - Mając wśród obiektów przedstawicieli każdej z grup, należy zadbać o to, aby wszelkie obserwacje i pomiary zostały przeprowadzone w tych samych warunkach. W innym wypadku wyniki nie będą miarodajne i równie dobrze możesz sobie to wszystko spalić w kominku. Przynajmniej da trochę ciepła. - podsumował tym samym efekty ciężkiej pracy, którą w ostatnich miesiącach wykonał Lestrange. Niczego mu nie chciał przy tym odbierać. Był świadomy, że to wszystko nie było do końca jego winą. Nie dość, że był młody, niedoświadczony, być może nie posiadał jeszcze odpowiedniej siły przebicia, aby uzyskać poparcie odpowiednich osób... do tego jeszcze musiał podporządkować się ludziom, którzy za bardzo obawiali się opinii publicznej, żeby pozwolić na należyte zajęcie się tym, co mogło okazać się wręcz rewolucyjne. - Dlaczego zdecydowałeś się zająć tym wszystkim przy współpracy w Ministerstwem? - zadał pytanie, które powinno być jak najbardziej zasadne. Wszak gdyby przeprowadził badania na własną rękę, bez występowania po zgodny, pozwolenia, posiadałby znacznie więcej swobody. Nie musiałby przejmować się wieloma kwestiami, a może nawet... w ogóle by się z nimi nie spotkał. Nie dotyczyłyby jego osoby. Robert dawno temu doszedł do wniosku, że Ministerstwo nie jest obecnie odpowiednim miejscem dla uczonych; dla badaczy. Tylko czy... czy w Wielkiej Brytanii istniało obecnie jakiekolwiek lepsze?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (2570), Rodolphus Lestrange (2821)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa