• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
marzec 1972 | Nie zamykaj oczu

marzec 1972 | Nie zamykaj oczu
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#1
04.04.2023, 21:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 23:17 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - Piszę więc jestem - Lyssa Mulciber

Obudziła się w złym humorze. Zmęczona, skonsternowana, ale i też wyraźnie zmartwiona. Chłodne powietrze przedpołudnia zakradało się do pokoju i otrzeźwiało. No właśnie... chłodne powietrze. Lyssa spojrzała w kierunku okna, którego ramy otwarte były na oścież, a zasłony poruszały się lekko pod wpływem wiatru. Przez moment leżała tak, wpatrując się przez nie w miejski krajobraz, który znajdował się po drugiej stronie, by wreszcie odrzucić kołdrę i szybkim krokiem podejść do okiennic i zamknąć je szczelnie. Przycisnęła je ręką, zaciągnęła nawet mocniej klamkę, potem ciągnąc za nią i chcąc upewnić się, że to nie otworzy się znowu, mimo że na pewno zostało zamknięte. Poprzedniego dnia machnęła na nie różdżką, ale może to w tym tkwił problem?
Zmarszczyła brwi, sięgając do dziwnego snu, z którego nie tak dawno się wybudziła. Nie wiedziała co było dziwniejsze, same słowa mężczyzny, czy cała jego prezencja; jego ubranie, nie mówiąc już o myśliwskiej strzelbie, którą trzymał w dłoniach. W całej swojej niecodzienności jednak, nie wyglądał na kogoś, kogo powinna się bać. Bardziej alarmujące były jego słowa...
Ubrała się i wyszła z pokoju, swoje kroki kierując najpierw do kuchni, gdzie naparzyła sobie lawendowej herbaty, zagryzając co chwila wargi przez gonitwę myśli i roztrząsanie tego, co właściwie działo się poprzedniego dnia. Przywoływała każdy moment, każdy detal, z dokładnością odtwarzając w głowie poszczególne etapy od opuszczenia mieszkania, aż do jego powrotu i pójścia spać. Im dłużej jednak nad tym myślała, tym bardziej zdawała się być przekonana, że nie powinna zatrzymywać tego tylko dla siebie. W końcu jej ojciec był tym Dolohovem. Może jej prześladowca miał więcej wspólnego z nim samym, niż z nią?
Weszła do gabinetu, wiedziała jednak, że go tam nie zastanie. Wyjechał nagle i wciąż czekali na jego powrót. Ona i Trelawney - jej spojrzenie padło na jego sylwetkę. Na moment zawahała się. Mężczyzna nie był jej ojcem, ale z drugiej strony... czasem odnosiła wrażenie, że był tym elementem, który łączył Dolohova z ziemią. A w tej sytuacji mogło się to wydawać o wiele bardziej pomocne.
- Dzień dobry - przywitała się z nim, zamykając za sobą drzwi i zajmując miejsce siedzące. Próbowała się do niego na dobry początek uśmiechnąć, ale minę miała nietęgą, więc zaraz po tym dmuchnęła ostrożnie w parujący kubek i upiła mały łyczek herbaty. - Jakieś ciekawe plany na dzisiaj? - podobno rozmowy wypadało zaczynać od uprzejmości, więc Lyssa nie zamierzała sobie tego odpuścić, przynajmniej do momentu kiedy nie poukłada sobie w głowie chociaż odrobinę tego, co chciała właściwie powiedzieć.


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#2
08.04.2023, 17:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2023, 17:02 przez Peregrinus Trelawney.)  
Gabinet omiatało blade, szarawe światło skrytego za chmurami słońca. Każda powierzchnia w pomieszczeniu wydawała się zimna i twarda, jakby pokryta cienką warstwą lodu. Mimo że okna były pozamykane, chłód wędrował wzdłuż kręgosłupa Peregrinusa pochylonego jak w transie nad biurkiem. Odgłosy ulicy i domu docierały do niego jak z innego wymiaru.
Na czoło czarodzieja opadały jego ciemne loki, marginalnie przesłaniając pole widzenia, jednak zdawał się nie zwracać na to uwagi. Ani myślał o poprawianiu włosów, gdy palce jego rozpostartych dłoni sunęły płynnym ruchem ponad układem tarota rozstawionym na blacie; tak blisko, że niemalże muskał opuszkami śliskie kartonowe grzbiety. Jego czoło przecinała marszczka skupienia, a rękawy czarnej koszuli były podwinięte tak, aby niesforny mankiet przypadkiem nie zawadził o którąś z kart.
Oczy Trelawneya uciekły na chwilę w bok, ku rozłożonej w zasięgu wzroku księdze. Krótkie spojrzenie, dla pewności, mimo że wcześniej nauczył się tych stron na wyrywki. Najdrobniejszy błąd mógł jednak wszystko zaburzyć. Najdrobniejsze zakłócenie...
Kroki w korytarzu stały się tak ewidentne, że nie dało się ich dłużej ignorować. Trelawney przeklął cicho pod nosem, a w tym jednym krótkim słowie kryło się zdenerwowanie splecione z rozczarowaniem. Naprędce zamknął księgę, po czym wepchnął ją głęboko do szuflady. Gdy Lyssa weszła, zastała go zbierającego beztrosko karty.
Już sekundy przed tym, nim podniósł na nią wzrok, wiedział, że młodą czarownicę coś gryzie. Chciała coś powiedzieć, krążyły w jej głowie słowa, które bardzo chciały się wydostać. Potrzebowała kogoś, kto jej wysłucha, a tak się doskonale składało, że w słuchaniu Peregrinus był o niebo lepszy niż w mówieniu.
— Dzień dobry.
On sam nie próbował nawet podejmować się wymuszonych uśmiechów; skończyłoby się to zapewne jeszcze mniej przekonująco niż próba Mulciber. Wyraz jego twarzy był po prostu łagodny, otwarty, a przede wszystkim sam mężczyzna sprawiał wrażenie rozluźnionego. Zaakceptował Lyssę jako część tego miejsca i nie budziła w nim już pełnej napięcia czujności, jak większość nowo poznanych osób.
— Pod nieobecność twojego ojca wpłynęło parę tekstów do autoryzacji. Nie odeślę ich bez jego aprobaty, naturalnie, ale wprowadzałem dziś od rana poprawki. Kilka rzeczy, które uważam, że mogłyby mu się nie spodobać. Będzie być może miał dzięki temu mniej pracy po powrocie. — Gdy opowiadał o swoich obowiązkach, karty tarota wędrowały między jego palcami, które bezwiednie obracały je, tasowały, przekładały. — Koło trzeciej wpadnie interesant. Ktoś… bardzo zirytowany nieobecnością Vakela, zniecierpliwiony. Nie mogłem tylko dostrzec jego nazwiska. — Przeniósł wzrok wymownie na karty w swoich rękach, jakby dopiero sobie przypomniał, że tam są. — Sam jestem ciekaw. Choć mam kilka teorii.
W końcu złożył karty na równy stosik przed sobą i oparł obie dłonie na biurku.
— Niespokojna noc?


źródło?
objawiono mi to we śnie
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#3
08.04.2023, 20:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2023, 20:47 przez Lyssa Dolohov.)  
Musiała przyznać, że początkowo traktowała Trelawneya jak mebel. Rozumiała jego rolę w życiu jej ojca, przynajmniej tę oficjalną. Był jego asystentem, prawą ręką, ułatwiał mu pracę i zdejmował część jej ciężaru. Dla niej jednak był obcym. Kimś, kogo absolutnie się nie spodziewała w swoim życiu i początkowo nie była pewna jak powinna do niego podejść. Z czasem jednak nie tyle przywykła do jego obecności, co zaczęła odnajdywać ją jako nawet uspokajającą.
- Mam nadzieję, że nie masz zbyt dużo pracy dlatego, że wyjechał - rzuciła, wzrok utkwiwszy w jego dłoniach, które składały wcześniej rozłożone karty tarota. - Na przykład? - zapytała, mając na myśli owianego tajemnicą interesanta. Ustawiła przed sobą kubek z herbatą, przez chwilę obracając go palcami i wyrównując do sobie tylko znanych odnośników. Kiedy już była usatysfakcjonowana tym, jak został ustawiony na stole, sięgnęła do talii kart, którą jeszcze przed chwilą Trelawney tak pieczołowicie składał. Przełożyła talię i wybrała z niej jedną kartę.
Przyjrzała się jej, chociaż raczej nie szukała w niej faktycznego jej znaczenia, a zwyczajnie koncentrowała się na samej ilustracji. Miała wrażenie, że cała idea tarota zawsze jej gdzieś umykała. Nie ciągnęło jej do niego, ale pewnie gdyby Dolohov zmusił ją do nauki arkanów wróżbiarstwa, ta bez zająknięcia uległaby mu, chcąc zwyczajnie by był z niej zadowolony. A robienie tego, czego od niej oczekiwał (i co nie psuło jej ogólnej wizji ich relacji) wydawało się najprostszym sposobem.
Położyła szóstkę pucharów przed sobą, pokazując tym samym kartę swojemu towarzyszowi i spoglądając na niego czujnie. Nie oczekiwała od niego natychmiastowej odpowiedzi, jeszcze nie teraz, kiedy sięgnęła po kolejną kartę.
- Między innymi - odpowiedziała mgliście, podnosząc kolejną kartę do oczu. Z jakiegoś dziwnego powodu bardzo chciała najpierw przyjrzeć się temu, co przedstawiały obrazki, zanim wyłożyła karty na stół. Jakby część niej chciała sprawdzić, czy wyciąga z talii właściwe rzeczy. - Wczoraj miałam dość dziwny dzień - położyła kartę obok poprzedniej. Równo, w jednej linii. Przedłużała przez to ruchy, ale ta dokładność pozwalała jej bardziej zebrać się w sobie. - Cały czas miałam wrażenie, jakby ktoś na mnie patrzył. Może dziwnie to zabrzmi, ale kiedy rano wyszłam z domu, niedaleko kamienicy był... ten cień... Kiedy teraz o tym myślę, nawet nie jestem pewna co było w nim niewłaściwego - zmarszczyła brwi, przygryzając policzek od środka. Coś, czego dokładnie nie mogła określić, nie dlatego że brakowało jej słów, ale dlatego że nie mogła tego objąć swoimi zmysłami i pamięcią, było dla niej zwyczajnie nieprawdopodobne. - Jakby ktoś za mną podążał, ale kiedy tylko obejrzałam się za siebie, nikogo tam nie było. - sięgnęła po trzecią kartę, postępując z nią dokładnie tak samo, jak z dwoma poprzednimi. Spojrzenie przez pewien czas oglądało ilustrację, by wreszcie karta opadła na stół, poddana podobnym ustawieniom i wyrównaniom, tak by znajdowała się w jednej linii z pozostałymi, a wszystkie w takich samych odstępach.

Rzut Tarot 1d78 - 74
Szóstka Pucharów

Rzut Tarot 1d78 - 58
Paź Pucharów

Rzut Tarot 1d78 - 57
Paź Mieczy


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#4
21.04.2023, 12:21  ✶  
Mężczyzna w żaden sposób nie zaprotestował, gdy Lyssa wyciągnęła dłoń po karty i zaczęła wyciągać jedną po drugiej. Nie patrzył na rozkład, który powoli tworzyła, pozwalając jej najpierw dopełnić wróżbę. W międzyczasie skupił się na jej pytaniach i uwagach dotyczących działalności Dolohova.
— Nie, sam wyjazd nie dodał zbyt wielu obowiązków. Powiedziałbym, że wprost przeciwnie. Odczujemy oboje skutki tego zniknięcia dopiero po jego powrocie — odparł rzeczowo. Nie miał do pracodawcy z tego powodu żadnego żalu. Nie przeszkadzała mu wizja natłoku pracy. Bardziej odczuwał to, jak mimo wszystko wyczerpujące mentalnie było odwoływanie wcześniej poczynionych planów i znoszenie gniewu interesantów. Nie na tyle jednak, aby nie mógł sobie z tym poradzić. — Na przykład od dłuższego czasu jedna z mniejszych rozgłośni radiowych wytrwale zabiegała o wywiad. Niedawno w końcu Vakel się zgodził. — Odwrócił się na chwilę, aby zerknąć na kalendarz wiszący na ścianie. — Miał być wczoraj. Oczywiście, odwołałem go, ale to ich wcale nie zniechęciło. Wysłali już… całkiem pokaźny stosik listów. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby posunęli się i do osobistej wizyty.
Kolejny temat — temat niepokojących przeczuć nękających czarownicę — stopniowo wyprowadzał go ze swobodnego nastroju, w którym ją powitał. Jeśli jednego nauczył się przez wszystkie lata swojego życia, to że nie poznali jako czarodzieje w pełni magii i jej ograniczeń, więc nierozsądnym było ignorować choćby najdrobniejsze sygnały. Nawet jeśli wyglądały niewinnie i nie przypominały niczego, z czym się do tej pory spotkali.
Spuścił wzrok na układ tarota, który powstał z wyborów Lyssy. Cieszył się, że nie dostrzegł w nim na pierwszy rzut oka katastrofy. Choć niewątpliwie działo się coś niepokojącego, karty nie wskazywały na ten moment na większe problemy. Były raczej powściągliwe. Sunął wzrokiem od jednej do drugiej, krążąc po labiryncie nakładających się na siebie znaczeń, poszukiwał prawd, które wybijały się ponad splątane nici losu.
Wyciągnął rękę nad pierwszą kartę — szóstkę kielichów — nie odrywając od układu wzroku.
— Cokolwiek to jest, pochodzi z twojej przeszłości. Prawdopodobnie przybyło do Londynu wraz z tobą — zaczął, po czym jego palce powędrowały nad kolejną kartę, pazia pucharów. Jednocześnie uniósł wzrok tak, aby spojrzeć młodej czarownicy w oczy, obserwować jej reakcje. — Będzie cię przez jakiś czas ograniczało. Nie pozwoli iść do przodu, rozwijać się. — Przeszedł do ostatniej. — Twój niepokój jest uzasadniony. To nie pochodzi z dobrych czarów, naszych czarów. Zrodziło się z pogwałcenia naszych zasad, po stronie czarnej magii.
Umilkł na chwilę; bynajmniej nie aby dumać dłużej nad układem, lecz schwytany przez refleksję, która zawitała niespodziewanie do jego umysłu, gdy wypowiadał wróżbę. Uświadomił sobie, że nie czuł się komfortowo, gdy mówił Lyssie o tym, że w jej otoczeniu czai się coś czarnomagicznego. Dlaczego więc z taką swobodą sam zaczynał krążyć powoli wokół czarnej magii? Czuł, że ta myśl nie opuści tak łatwo jego głowy, lecz nie miał czasu rozebrać jej w tamtej chwili na czynniki pierwsze i wyciągnąć wniosków.
Otrząsnął się i kontynuował przerwany temat:
— Nie jestem w stanie z całą pewnością powiedzieć ci, co to może być. Czy to drobna klątwa, która przykleiła się do ciebie z jakiegoś błahego powodu i wkrótce sama zblaknie, czy to coś większego — rzekł zgodnie z prawdą. Nie zajmował się nigdy badaniem klątw dotykających czarodziejów, a na pewno nie takich. O ile w ogóle była to klątwa. — Wygląda na to, że na razie sprawa nie jest bardzo poważna, ale nie ignorowałbym tego. W każdej chwili może się rozwinąć. Możesz pomyśleć nad sprawieniem sobie jakiegoś drobnego przedmiotu ochronnego — zasugerował.


źródło?
objawiono mi to we śnie
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#5
19.07.2023, 02:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.09.2024, 22:55 przez Lyssa Dolohov.)  
- Cóż... pozostaje mieć nadzieję, że nie będą dotkliwe - odpowiedziała wspaniałomyślnie, uśmiechając się do niego krótko. Faktycznie jednak nie życzyła im urwania głowy tylko dlatego, ze jej ojciec miał skłonność do dramatyzowania. Jakaś jej część, była absurdalnie oburzona działaniem Annaleigh, ale inna... inna uważała, że były rzeczy zdecydowanie gorsze, niż dowiedzenie się że jest się z kobietą nie dla miłości. Albo raczej, że miłość ta była fałszywa. Ona nigdy sama nie byłaby w stanie przełknąć, że ktoś zrobił jej podobną rzecz, lecz jako kobieta patrząca na sytuację mężczyzny do którego miała wiele pretensji...
- To źle? - zapytała, unosząc delikatnie brew. - Znaczy, listy listami, ale czy to nie dobrze, że wciąż są zainteresowani? Chyba, że w tak lekki sposób opisujesz zalążki prześladowania - uśmiechnęła się lekko.

Lyssa przyglądała się Peregrinusowi uważnie, kiedy on z kolei wpatrywał się w karty. Bardziej ciekawił ją on i jego reakcja, niż to co było ukryte w kartach, a do czego podchodziła raczej po macoszemu. Dla niej była to bardziej zabawa, która miała rozwiać nudę lub w jakiś sposób rozjaśnić atmosferę po jej nieco kłopotliwej opowieści, która tak naprawdę była tylko wstępem.
- Ciekawe - powiedziała zdawkowo, nie bardzo wiedząc jak ubrać w słowa to, co faktycznie myślała. Złośliwa myśl jednak zaraz pojawiła się w głowie, że może ktoś postanowił zaszkodzić jej ojcu, bo jakiś niezadowolony klient Vakela musiał przełożyć wizytę i dostała te całe czarnomagiczne czary przez pomyłkę.
- Cóż... w takim razie chyba dokończę całe opowiadanie - powiedziała to tak lekkim tonem, jakby nie miało to być nic specjalnie zajmującego jej głowę, lub Trelawney właśnie nie powiedział jej, że mogła na niej ciążyć klątwa. - Kiedy poszłam spać, śniłam o sobie. W swoim pokoju, w swoim łóżku, jednak nade mną ktoś stał. Mężczyzna, wysoki i chudy, ubrany wyraźnie po mugolsku i ze strzelbą. Wydawał się całkiem miły, nawet uśmiechał i powiedział... - odchrząknęła, specjalnie zmieniając ton głosu, jakby chcąc naśladować wspomnianego człowieka - „Pozbyłem się go, na jakiś czas da ci spokój...” - rozłożyła ręce, wyraźnie bezradna odnośnie tego, co powinna zrobić z tą wiedzą. - To było... tym dziwniejsze, że jedno z okien było otwarte, kiedy przysięgłabym, że je zamykałam przed położeniem się spać. Nie chciałabym się przeziębić...

Czuła, że powinna się bać. A jeśli nie to, to przynajmniej czuć się zaniepokojoną z tego, czego doświadczyła, ale to co czuła ocierało się raczej o irytację. Pewnie każdy normalny człowiek, każda inna osoba zareagowałaby starannym zabezpieczeniem całego domu, może jakimś nerwowym upewnieniem się że była to jednorazowa przygoda, ale panna Mulciber czuła się w niezwykły wręcz sposób pewna siebie. Pewna, że znajdując się w kamienicy ojca, mogła liczyć na bezpieczeństwo o poziomie większym niż w Londyńskim więzieniu Ministerstwa. W końcu na Matkę, to było mieszkanie Vakela Dolohova, największego wróżbity który mieszkał w tym szarym, ponurym Angielskim mieście -  a w jej głowie wiązało się to z tym, że zarówno jej ojciec, jak i chociażby Peregrinus, dokładali wszelkich starań by wszyscy mogli się czuć tutaj bezpiecznie. Był to więc dla niej zaledwie incydent. Mało przyjemny, oczywiście, ale była absolutnie przekonana o tym, że zaliczał się do kategorii tych jednorazowych i nie miał prawa już nigdy się powtórzyć.

Uśmiechnęła się do Trelawneya niemrawo, kiedy ten odpowiedział jej coś na przytoczoną przez nią historyjkę o tym, co w ogóle miało miejsce w nocy, ale czuła że odpływa. Że kiedy tylko wyrzuciła z siebie to wszystko, ma już głowę wolną od problemów, a przynajmniej tych związanych z niespodziewanym nawiedzeniem. Teraz kompulsywnie myślała o wyciągniętych przez nią przed chwilą kartach, które wciąż znajdowały się między nimi. Ich znaczenie nie napawało optymizmem, ale z drugiej strony czuła że nie pojawiła się w Londynie sama. Ciągnął się za nią przecież cień jej matki. Zbyt wielu niedopowiedzeń i milczenia, które wybuchło wreszcie, by pchnąć ją z dala od Francji i rodzicielki. Ale czarna magia? Może i Lyssa potrafiła włożyć w swoje działania zbyt wiele emocji, ale nie robiła tego z magią - wydawało jej się to zbyt prostackim rozwiązaniem i tak samo nie wiedziała, kto mógłby jej zrobić taki brzydki prezent.

Niemniej jednak, kiedy Peregrinus skończył, a ona obdarowała go nieco zbyt długą chwilą ciszy, podziękowała mu za jego słowa, a potem przeprosiła, bo jak zwykle zaczęła ją boleć głowa, a to oznaczało szybką ewakuację.

Postać opuszcza sesję


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lyssa Dolohov (1590), Peregrinus Trelawney (998)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa