• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[ 14 Lutego 1969, Islandia] Pandora x Hjalmar | Nocne Mary

[ 14 Lutego 1969, Islandia] Pandora x Hjalmar | Nocne Mary
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
19.04.2023, 21:04  ✶  
Była i nie była przygotowana. Nie sądziła, że jegomość z pensjonatu wyśle ją w taką podróż, wiedząc, że pierwszy raz była na Islandii. Miała magiczny namiot, w którym było ciepło i termos, miała trochę alkoholu, wszystko do projektu, cieplejsze ubranie — brakowało jej tylko orientacji w terenie i być może faktycznie siekierki albo toporka, którymi mogłaby oczyszczać sobie drogę, jak robił to Pan Miś. Tak go już nazywała w głowie, stracił pozycję wilka i został po prostu niedźwiedziem.
Jego policzki pokrywała czerwień, która kontrastowała z bladą skórą i sprawiała, że przy jasnych pasmach włosów, wyglądał całkiem uroczo, gdyby nie to, że pluł jadem i był wściekły. Prewettówna, jak miała to w zwyczaju, tłumaczyła sobie jego zachowania, starała się dla każdego zasugerowania jej, że jest wariatką — znaleźć dobry powód. Był z pewnością człowiekiem dość zamkniętym, tkwiącym w wąskim kręgu mieszkańców jakiegoś miasteczka i osady. Po lesie poruszał się niczym zwierz, więc musiał być w ten sposób wychowany. Jego gabaryty sugerowały, że pochodził z rodu wysokich ludzi, północnych ludzi. Księżycowych.
Westchnęła na jego minę z bezradnością i odrobiną irytacji, bo nie lubiła, gdy ktoś sugerował jej kłamstwa i bajki. Ceniła sobie prawdomówność i w całej swojej niezdarności, gadulstwie, mówiła szczerze. Jak mogłaby wymyślić sobie Marę i nie tkwić jednocześnie w celi lub w pokoju zamkniętym w Mungu — nie była pewna, której nazwy używano na oddziale dla chorych psychicznie. Pomyślała też o tym, żeby nie dostał czasem zawału, jego oczy z pewnością ciskałyby w nią piorunami, gdyby posiadał taką magię!
Na jego uśmiech po gwizdnięciu, przekręciła jedynie głowę, znów krzyżując ręce na wysokości piersi, emanując pewnością siebie. Była zbyt mądra, jak na wariatkę, chociaż skupione i milczące oblicze Pandory zwykle pokazywało się, gdy tkwiła na danym projektem. Zachowywała się wtedy, jakby nie istniał cały świat poza nią i mechanizmem, czy mapą, nad którą pracowała. Podobnie, jak w jego przypadku, gdy wyruszał w las. Cały wachlarz emocji przemknął po czerwonej buzi jej wybawiciela, począwszy od niedowierzania, poprzez zaskoczenie i przez chwilę nawet odrobinę strachu. Pegaz był majestatyczny, jeśli ktoś nie miał z nim wcześniej do czynienia, a jego charakterystyczna dla linii od Prewettów złota barwa sprawiała, że ludzie kilkukrotnie pytali, czy to przedstawiciele tego gatunku. Pegazy zwykle były białe. Mara była jaśniejsza niż inne Abraksany w rodowej hodowli, jej grzywa również była jaśniejsza, a oczy rubinowo-czerwone, dość wredne. Nikt o zdrowych zmysłach nie odmówiłby jednak jej przyjaciółce piękna. Brunetka się zawsze nią zachwycała, nawet jeśli od jej urodzenia rozstawały się bardzo rzadko.
- Nie szkodzi, zdarza się. - odpowiedziała krótko, wzruszając jedynie ramionami po tym, jak koń zniknął, a on mógł się wybudzić ze swojego letargu. Nie był jeszcze gotów, aby poznać kolejną tajemnicę Mary, bo fakt, że koń gadał, mógłby przyprawić go o atak serca, a ona z pewnością nie byłaby w stanie wyciągnąć go z lasu, nawet za nogę. - Na pewno nie chcesz? Rozgrzejesz się.
Dodała jeszcze ciszej, żeby przypadkiem znów go nie doprowadzić do ryku brzmieniem swojego głosu. Cofnęła dłoń z termosem, gdy nie zareagował i sama zrobiła kilka łyków, czując, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po zmarzniętym ciele. Wiedziała, że marsz nie będzie prosty — było chyba późno, śniegu prawie do kolan i wszystko wyglądało tak samo. Ufała mu jednak nawet jeśli nazwał ją wariatką, potencjalnym trupem i przyjacielem choinek. Każdy miał swoją rzecz, na której się znał, swój talent i z pewnością tego typu przygody były dla niego niczym zdmuchnięcie świecy. Pandora na szczęście nie miała aż tak złej kondycji fizycznej, marna była z niej dama i częściej przebywała na dworze, niż w brytyjskich salonach. Szli w okropnej i długiej ciszy, którą przerywały tylko dźwięki lasu, który żył w najlepsze w swoim własnym tempie. Tu przeleciała sowa, tam zakołysały się korony drzew, a po lewej przebiegła jakaś kozica lub sarna, nie umiała rozpoznać w pół mroku, bo Lumos nie dawało im wcale tak dużo światła. Jego jeden krok był niczym dwa jej, nic więc dziwnego, że po dwudziestu minutach zaczynała odczuwać zmęczenie, a od chłodnego powietrza trochę piekły płuca.
- Huh? - prawie na niego padła zaskoczona, odchylając się w ostatniej chwili i z trudem powstrzymując wywalenie się, złapała oddech. Wilk? Jej myśli powędrowały w stronę siekiery, zrobiło się jej sucho i nieprzyjemnie w ustach. On chyba nie zamierzał polować na to piękne stworzenie? Nachyliła się po jego lewej stronie, wyglądając mu przez ramię i świecąc różdżką na twarz, zachwyciła się odrobinę odciśniętą w śniegu łapą. - Czy one teraz nie są szczenięce, żeby urodzić w okolicach kwietna i odchować młode przez lato? - zapytała szeptem, nie chcąc mu przeszkadzać i go irytować i trochę też chciała wybadać grunt. Mężczyzna zerwał się do przodu, a ona zamrugała zaskoczona, kręcąc głową. - Nie mógłbyś.. Upolować i zjeść, nie wiem, kozicy? Wilki są na pewno żylaste.. - mruknęła za nim, ściągając brwi w zaniepokojeniu. Zupełnie się jej nie podobała perspektywa mordowania dzieci matki natury, zwłaszcza jeśli była to samica przy nadziei. Martwiła i zdenerwowała się tym bardziej niż jego wcześniejszym wybuchem i rykiem. - Ja wiem Niedźwiadku, że tutaj takie są zwyczaje i tradycje, że tak się na Islandii żyje. I jeśli bardzo chcesz i bardzo musisz, to proszę, ale mogę tu zaczekać? Naprawdę nie chcę na to patrzeć..
Cofnęła się pół kroku, wbijając wzrok w jego plecy. Nie chciała robić scen, nie chciała pokazywać braku szacunku dla jego wiary czy zwyczajów, których nie rozumiała, ale wiedziała, o ich istnieniu. Każdy zakamarek świata rządził się własnymi prawami, obcy nie miał prawa się w to mieszać, niezależnie, jak się to mu nie podobało i jak robiło mu się słabo, na samą myśl o pięknym wilku w kałuży krwi i z odrąbaną głową. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł jej po karku i ciele, coś ścisnęło się w żołądku. Nie była aż taką ignorantką, za jaką pewnie ją uważał i nie denerwowała się w jego towarzystwie tak bardzo, jak wcześniej. No, może poraniła sobie całe policzki i dolną wargę, żeby czegoś nie skomentować, ale czasem tak było trzeba.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#12
19.04.2023, 22:45  ✶  

Biorąc pod uwagę fakt, że taka przechadzka dla Hjalmara była chlebem powszednim, nie był w ogóle zmęczony. Co innego nie można było zapewne powiedzieć o jego towarzyszce, która przecież mogła go poprosić o to aby lekko zwolnił lub poczekał. Wystarczyło jedno słowo. Jednego jednak nie można było jej odebrać - zaciętości. Dzielnie znosiła wszelkie kłody jakie los rzucał jej pod nogi. Najpierw starego Rökkvi, który wyprowadził ją w pole. Później spadający z drzewa "niedźwiadek", oskarżający ją o niepełnosprytność. A na sam koniec jeszcze katorżnicza wędrówka.

Nordgersim skłamałby mówiąc, że nie zyskała w jego oczach. Nie spodziewał się, że dziewczyna będzie w stanie za nim nadążyć. To i tak nie było jedyne zaskoczenie tego wieczoru. I za pewne nie ostatnie. Bo kto wie, co jego nowa "koleżanka", miała jeszcze w zanadrzu?

- Nie wiem - odparł automatycznie, nie zastanawiając się nawet przez chwilę. Prawdę mówiąc, zbytnio go to nie obchodziło. Wilk - bo o to zwierzę chodziło - był prawdziwym szkodnikiem. Zakradał się do stada owiec i mordował raz za razem. Nie brał jeńców. I tym samym chciał mu się teraz odpłacić Hjalmar - Może jest. Może nie. Nie mi to oceniać. Dopóki zagraża owcom i innym hodowanym zwierzętom, należy je tępić. Gonić po całym lesie, aż braknie im sił, a następnie wykończyć. Unicestwić - wytłumaczył jej swój punkt widzenia. Tak naprawdę to nie tylko swój ale całej osady czy nawet społeczności ich wyspy. Dla każdego z osobna i razem wziętych, te futrzane bestie były niczym plaga - tylko nie egipska, a islandzka.

- A jaki to sukces upolować kozicę, która nawet się nie broni? - spojrzał na nią z zaciekawieniem. Może będzie w stanie mu wytłumaczyć swój tok myślenia - To jest dobre dla dzieci aby się podszkoliły z polowania. Bo każda inna zwierzyna, która może zrobić im krzywdę to zbyt duże ryzyko. Zwłaszcza jeżeli puści się takiego młodego myśliwego w samowolę - rozłożył ręce - A kozica... Powiedzmy, że jest w miarę bezpieczna. Co najwyżej może kogoś poturbować. Ale to bardzo cenna nauczka na przyszłość - uśmiechnął się. Z niej zapewne też dałoby radę zrobić trapera, który byłby gotowy do samodzielnych podróży po lesie. Potrwałoby to pewnie z rok czy dwa ale zapewne przyniosłoby efekty. Znaczy powinno przynieść... Bo z tą dziewczyną nic nie było "pewniakiem"...

- Ehh... - pokręcił przecząco głową, zatrzymał się, a następnie wyprostował. Przez chwilę zastanawiał się co powinien dalej zrobić. Z jednej strony czuł się minimalnie źle, że oskarżył ją o takie rzeczy. Ale z drugiej nie miał przecież zamiaru się teraz przyznawać, że źle postąpił. Potrzebował rozegrać to tak, żeby "spłacić" swoją winę ale się nie wydać ze swoim zamiarem - Mówiłaś, że chciałabyś zobaczyć wilka, tak? - zapytał odwracając się do niej. Chwilę później schował siekierę za pasek. Nie wierzył w to co właśnie robi. Po raz drugi w dniu dzisiejszym, odpuści swojej ofierze. Ale czy mógł postąpić inaczej? Pewnie tak. Czy chciał? Nie był pewien - Podejdziemy i tylko na niego spojrzymy. Czy taki układ Cię zadowala? - wypuścił gorące powietrze z ust i przyjrzał się reakcji swojej rozmówczyni. Teraz zdał sobie sprawę, że może wypadałoby się w końcu przedstawić, ponieważ do tej pory żadne z nich nie kwapiło się do takich czynów. Ktoś musiał jednak przedsięwziąć pierwszy krok w tym kierunku.

- Nie jestem też żadnym niedźwiedziem. Jestem człowiekiem. Tak samo jak Ty czy miliony innych osób żyjących na całej planecie - stwierdził przysłaniając sobie oczy aby śnieg mu do nich nie wpadał - Gdybyś tylko rozumiała islandzki to wiedziałabyś, że na samym początku próbowałem się z Tobą dogadać... - przyznał. Dziewczyna jednak nie miała przecież zielonego pojęcia o jego języku. Bo gdyby znała to odpowiedziałaby śpiewająco na zadane przez niego pytanie - Hver ertu... - powtórzył - To znaczy "kim jesteś" w języku moich ludzi - wyjaśnił opuszczając rękę z twarzy aby następnie założyć sobie ręce na piersi, chowając przy tym ręce pod pachami - Także może zapytam jeszcze raz... Hver ertu? - przechylił lekko głowę na obok, oczekując odpowiedzi. I tak za długo już podróżowali wspólnie bez znajomości własnych imion.

Hjalmar nie zamierzał ruszyć się dalej dopóki nie uzyska odpowiedzi na swoje pytanie. Zwłaszcza, że tym razem już rozumiała o co mu chodzi. A to o co pytał nie było przecież, aż takie trudne. Mogła mu nawet podać cokolwiek byleby się tylko odczepił - i tak nie byłby w stanie tego sprawdzić. Życie jednak lubiło weryfikować takie sytuację. I to w najmniej oczekiwanym momencie...

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
19.04.2023, 23:47  ✶  
Była pod wrażeniem jego kondycji i tego, jak tańczył między drzewami. Dla niego był może to chleb powszedni, ale Pandora była pod wrażeniem lekkości chodu, pomimo gabarytów, czujności i umiejętności ignorowania dźwięków, które nie były zagrożeniem. Rozróżniał brzmienie lasu, czuł się tu swobodnie, jak Mara w przestworzach. I jakkolwiek głupio brzmiała w jej głowie ta myśl, zważywszy na to, jak krótko się znają, był na swoim miejscu. Strasznie mu tego zazdrościła, bo ona za nic nie umiała go znaleźć, jakby była rozdarta pomiędzy wszystkim dookoła. Chciała wszystkiego, chciała dla wszystkich szczęścia i uśmiechu, nie mogła patrzeć na krzywdę żywych istot, była przypadkiem beznadziejnym. Starą duszą, która doceniała każdy twór matki natury. Była więc zawzięta i uparta, chcąc zobaczyć i doświadczyć najwięcej, ile można, głupio odważna, czasem bezmyślna, bo nie widziała, ile ma czasu. Cieszyła się, że go spotkała, niedźwiadka.
Obawiała się tego, że uśnie po tym, jak rozbije namiot, zamiast robić mapę nieba.
Ona też tych wilków nie była pewna, kojarzyła jedynie rozdziały z książek o zwierzętach, które czytała często po nocach, jeśli akurat nie pracowała nad czymś innym. Zaskoczył ją na tyle ilością wypowiedzianych słów, że rozchyliła delikatnie usta, wpatrując się w niego z uwagą i zainteresowaniem. Nie tylko miś ryczał. Nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu — nie umiała się w ogóle gniewać i obrażać, szkoda było na to życia. Czuła się trochę między młotem a kowadłem, bo owiec też było jej szkoda, jak wilków. Kiwnęła więc głowa, przysuwając różdżkę tak, aby lepiej widzieć jego twarz. Wciąż miał czerwone policzki, ale już chyba nie był taki wściekły. - To faktycznie problematyczne, rozumiem. Dziękuję, że mi to wytłumaczyłeś, nie myślałam nad tym z tej strony.
Wilk atakował, aby przeżyć — to pamiętała, ale czy tutejsze atakowały dla zabawy? Zamieszkujący Islandię ludzie nie mieli łatwych warunków, to była piękna kraina, ale dzika i zimna. Straty konkretnych sztuk mogły być katastrofalne, była w stanie to zrozumieć. - A gdyby poprawić ogrodzenia? Stworzyć mechanizm odstraszający, który pozwoliłby wilkom wrócić do polowania na kozicę czy inne jelenie?
Zapytała z ciekawością, a jej umysł mimowolnie powędrował w stronę znanych schematów i metod. Mając odpowiednią wiedzę oraz narzędzia, dałoby się stworzyć wszystko. Ona mogłaby stworzyć wszystko, nawet jeśli kosztowałoby to tygodnie pracy, nie miałaby z tym problemu. Chciała przecież, żeby świat był lepszy i żeby ludzie go bardziej doceniali. Jego pytanie sprawiło, że zamrugała zaskoczona, nieco zbita z tropu. - To nie tak, że Pan Kozioł może Cię nadziać na róg i są szybkie?
Nie pytała złośliwie, nigdy nie widziała niestety dzikiej kozicy. Były jakieś w Turcji, ale nie sądziła, że to ten sam gatunek, co Islandzkie. - A więc dla tutejszych mieszkańców polowanie to takie trochę.. Wejście w dorosłość, jak było kiedyś?
Zapytała, jeszcze zanim ugryzła się w język. Gdy ją coś interesowało lub zaintrygowało, to zadawała dużo pytań. Lubiła widzieć, lubiła się uczyć. Nie było pytań głupich. Czekoladowe tęczówki nie uciekały spojrzeniem z jego twarzy, miały pogodny wyraz. Zupełnie, jakby zapomniała o wariatce, bo tak w istocie było. Gdyby jej zaproponował naukę poruszania się po lesie, nasłuchiwania czy tych wszystkich sztuczek, pewnie by się zgodziła.
Gdy się zatrzymał, wyprostowała głowę, pozwalając, aby chłodny podmuch wiatru pełen białych płatków śniegu zakołysał jej włosami. Dłonie mimowolnie zacisnęła w pięści, jakby nie wiedząc, czego się spodziewać. Wybuchnie? Ryknie? Każe jej grzecznie zaczekać pod tą sosną czy tam świerkiem?
- To jedne z najpiękniejszych i najbardziej dumnych zwierząt, ale w zoo to nie to samo.. - wyjaśniła spokojnie, nieco zbita z tropu. Chyba nie chciał go upolować i tu przytargać truchła, żeby mogła go sobie obejrzeć z bliska? Serce zabiło jej mocniej, a ona sama nieco zbladła. Gdy się odwrócił i schował siekierę, zdębiała zupełnie. Zwariował?
Jeśli wcześniej Pandora się uśmiechała, to było niczym przy tym, co teraz ozdobiło jej twarz, tworząc dołeczki w policzkach. Oczy jej rozbłysły niczym małemu dziecku, jakby dostała najpiękniejszy prezent na świecie. Nie potrzebowała wiele do szczęścia, zobaczenie wilka w jego naturalnym środowisku było lepsze, niż cokolwiek materialnego mogłaby sobie wymyślić. Niewiele myśląc podbiegła do niego, łapiąc jego dłoń w swoje dwie, znacznie mniejsze, o mało nie wypuszczając różdżki, którą przytrzymała jakoś nienaturalnie, ale to nie miało żadnego znaczenia. - Naprawdę? Nie ucieknie?
Mówiła cicho, chociaż brzmiała na strasznie podekscytowaną.
Zawsze już będzie niedźwiedziem, ale nie powiedziała tego na głos, nie chcąc przerywać i zachowując to dla siebie. Była jednak trochę wariatką. Cofnęła dłonie, zgarniając włosy z twarzy. - Naucz mnie więc Islandzkiego.
Wydawał się większy, gdy przybrał taką pozę, więc mimowolnie wyprostowała plecy i głowę. - Hv.. Her Etu? Nie, to nie tak.- mruknęła pod nosem, pozwalając, aby echo wypowiadanych przez niego słów w tym starym i kojarzącym się jej z runami języku. Run też chciałaby się nauczyć. - Hver ertu..?- znów się uśmiechnęła, trochę figlarnie i zadziornie, przenosząc wzrok, który wcześniej błądził gdzieś na wysokości jego torsu, na jego twarz, szukając spojrzenia w półmroku. Przedstawienie się zawsze było dla niej trochę trudne, bo chociaż lubiła swoje imię, rodziców ponosiła fantazja i kojarzyło się ono z puszką pełną zła i tragedii, pecha. - Jestem Pandora, może trochę chaosem, ale nie jestem złem. Chyba?- odpowiedziała w końcu, zaraz jednak dodając. - Adın ne senin? To język mojej matki. Jak Ty masz na imię? Nie lubisz angielskiego, ale dopóki nie nauczę się Islandzkiego, tak będzie najłatwiej Niedźwiadku.
Wzruszyła ramionami delikatnie, poruszając przy tym tkwiącym na nich plecakiem. Termos uderzył ją w ramie, ale nie mogła zdecydować, czy zaproponować mu rozgrzanie się drugi raz, skoro wcześniej nie chciał. Nie myślał, chyba że go otruje? Przenosiła wzrok na jego płaszcz, wyciągając dłoń z rękawiczki, którą wsunęła w kieszeń kurtki i przesunęła palcami po szarym futrze. Było miękkie, zupełnie niepasujące do drapieżnika. Włosie po zagłębieniu w nie dłoni było suche i ciepłe, chociaż myśl, że należało kiedyś do żywego stworzenia, nieco odbierało temu uroku. - Tego sam upolowałeś?
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#14
20.04.2023, 17:56  ✶  

Gdyby to było takie proste to tak by zrobili. Jednak nie było. W końcu owce nie siedziały całymi dniami w swoich zagrodach - czasami trzeba było je wyprowadzać na pastwiska na których były dla wilka na wyciągnięcie ręki. I to było w tym najgorsze. O ile małe grupki były bardzo proste do pilnowania, tak z olbrzymim stadem było ciężko. Nawet bardzo ciężko. A i psy pasterskie w tym nie pomagały. Nie raz czy nawet nie dwa zdarzało się, że o utracie swojej zwierzyny, pasterz, dowiadywał się dopiero po kilku godzinach czy nawet dniach.

- Niby tak ale nie. Na pastwisko też wezmą jakiś mechanizm odstraszający? - zapytał jej - Zresztą po co wilk ma ryzykować atakiem na kozicę czy innego jelenia, jeżeli ma na wyciągnięciu ręki soczystą owieczkę? - nie dziwił się wcale tym paskudnym futrzakom. Na ich miejscu też wolałby złapać sobie zagubione zwierzę - w końcu to pozwalało uniknąć skaleczenia.

- Dlatego musisz odskoczyć w razie czego, a potem jednym, szybkim cięciem go powalić - stwierdził jakby to była oczywistość. W zasadzie była - dla niego. Dla niej to zapewne było coś nowego. Coś niespodziewanego - Zresztą tak jest ze wszystkim. Jeżeli jesteś za wolna to Ty stajesz się ofiarą. Zapamiętaj to sobie - dał jej mistrzowską poradę. Powinna była zawsze być 3 kroki przed swoim przeciwnikiem. Czytać z niego jak z książki. Przewidywać jego kroki, zaskakiwać go. Ale przede wszystkim nie dać zrobić sobie tego samego, ponieważ byłaby zgubiona.

- Może trochę. Chociaż od tego już się odeszło - odparł na jej pytanie o wejściu w dorosłość - Jest to przydatna umiejętność jeżeli żyje się nieopodal lasu. Ludzie żyjący w miastach za pewnie zatracili w sobie tę umiejętność - przejechał językiem po zębach, a na jego twarzy zagościł lekki grymas. Nie trwał krótko. Była to swego rodzaju dezaprobata na to, że inni przestawali czerpać radość z eksploracji lasów na rzecz bardziej przyziemnych zainteresowań

Zdziwił się. Nigdy nie spodziewałby się, że wilki są w zoo. Spodziewał się raczej jakichś egzotycznych zwierząt - jakiś lwów czy innych słoni. Ale wilki? Zwykłe futrzaki, które żyły na terenie całej Europy? Nie rozumiał skąd w niej taka ekscytacja co do tego czterołapa. Ale nie jemu było to oceniać.

Jeżeli przed chwilą był zdziwiony, tak teraz był w szoku. Zachowywała się jakby obiecał jej co najmniej jakąś gwiazdkę z nieba. A on nic takiego przecież nie zrobił - jedynie powiedział, że pójdą zobaczyć tego wilka. Nic szczególnego. Nie spodziewał się też tego, że podbiegnie go złapać za ręce. Ona była prawdziwą wariatką - Nie ucieknie jeżeli nagle nie zaczniesz piszczeć na niego ze szczęścia - parsknął śmiechem, dając jej swego rodzaju ostrzeżenie. Taka okazja - z wilkiem na wyciągnięcie ręki - mogła się za szybko nie powtórzyć.

- Islandzki nie jest prosty. To ciężki język - ostrzegł ją. Chociaż sam nie był pewien czy aby na pewno chciałby ją uczyć. Hjalmar wolał chyba nie ryzykować tego. Co jeżeli by się zdenerwował i chciał ją zamordować za złą odmianę albo akcent? To była gra nie warta świeczki. On był po prostu zbyt porywczy - a przynajmniej tak to sobie tłumaczył - Hver ertu... - powtórzył wypuszczając ciężko powietrze. Przed nimi była daleka droga aby dziewczyna zrozumiała chociaż podstawy jego języka.

Pokiwał głową kiedy się przedstawiła. Pandora... Ciekawe imię Nie znał żadnej innej kobiety o takim imieniu. Pewnie dlatego, że nie należało do jego grupy kulturowej. Z jednym jednak musiał się zgodzić. Była chaosem w całej swojej krasie.

Nie spróbował nawet powtórzyć tego w jej języku. Było to dla niego za trudne albo Hjalmar był po prostu za leniwy. Dla niego barbarzyńskim językiem był angielski czy szwedzki, które znał, a co dopiero jakiś daleki język o pojęciu którego nie miał nawet pojęcia - Hjalmar Nordgersim - przedstawił się, wystawiając dłoń w jej kierunku - Jeżeli chciałabyś być dokładna to... Hjalmar Björn Nordgersim Dagursson - uniósł tylko brwi oraz pokręcił lekko głową kiedy znowu nazwała go "niedźwiadkiem". Czuł jej wzrok na swojej twarzy. Sam odwdzięczył się jej tym samym, wbijając swoje błękitny oczy z wysokości.

- Nie - odparł krótko - Ten to prezent od mojego ojca za ukończenie Durmstrangu. Był bardzo dumny ze mnie mimo, że nie byłem zbytnim prymusem, a i stwarzałem pełno problemów - wytłumaczył jej. był bardzo przywiązany do tego futra - uznawał je za jeden z najlepszych podarunków od Dagura. Był mu bardzo wdzięczny za tak piękny gest na koniec szkoły.

- Zrobimy tak... - zaczął mówić, nie przestając wpatrywać się w jej twarz - Podejdziemy po cichu, tak bardzo jak to możliwe. Przykucniemy przy jednej z choinek i poobserwujemy je z całkiem bliska. Mniej więcej kilku metrów - mówił powoli, starając się zrobić jak najczystszy akcent aby zrozumiała o co mu chodzi - Tylko pamiętaj aby się nie wydrzeć z tego wszystkiego i nie narobić za dużo hałasu bo wilk może uciec... Albo co gorsza rzucić się w naszym kierunku - przetarł śnieg ze swojej twarzy - Wszystko jasne? - zapytał, oczekując potwierdzenia. Pandora musiała być gotowa, aby mogli ruszyć dalej. Musiała zastosować się do jego poleceń jeżeli chciała zobaczyć tego futrzaka z bliska.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#15
20.04.2023, 21:51  ✶  
Na wsi była niewiele razy, a w Turcji nie hodowano owiec, więc nie miała zbyt dobrego wyobrażenia tego, jak to funkcjonowało na Islandii, pomimo szczerych chęci. W jej głowie widniało prostokątne pole, które otoczone płotem miało zapobiegać ucieczkom puszystych zwierzaków i chronić je przed niebezpieczeństwami. Był też ewentualnie piec. A gdyby co kilka słupków umieścić mechanizm, który hałasowałby paskudnie lub lał ciepłą wodą zbliżające się wilki? Nie miała pojęcia, ile sztuk liczy takie przykładowe stado tutejszych pasterzy. Dziewczyna zacisnęła na chwilę usta w zamyśleniu, oczami wyobraźni rozrysowując projekt, jednak słuchała uważnie tego, co mówił, patrząc co rusz w jego stronę.
- Jak pastwisko ma płot, to dałoby się może coś zrobić.. Dzwonki na szyjach to pewnie za mało, co? - zapytała z westchnięciem, przekręcając głowę na bok i odszukując jego spojrzenie, uśmiechnęła się lekko. - To może głupie pytanie, ale to takie owce, owce, jak pluszowe? Jak chmury? Wybacz, nie mam zupełnie doświadczenia z tymi akurat zwierzętami.
Nie tylko wilki, ale większość drapieżników wybierała łatwiejszy sposób zdobycia pożywienia. W ten sam sposób działali ludzie, z każdą kolejną sprawą brnąc na skróty i spoczywając na laurach. Nie sądziła, że nagroda zdobyta w ten sposób smakowała w ten sam sposób. I pomyślała sobie nawet, że miał trochę racji z tym polowaniem. - Jak tak mówisz, to brzmi prosto, ale jestem przekonana, że byłoby jeden do zera dla kozicy, chociaż jestem całkiem zwinna.
Zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, mogąc sobie z łatwością wyobrazić, jak wytworna mieszkanka Islandzkich zboczy nadziewa ją na poroże i umiera śmiercią naprawdę głupią. Druga sprawa, że Pandora nie skrzywdziłaby najprawdopodobniej zwierzęcia, nawet w obronie własnej. Zawsze były czary usypiające, odwracające uwagę, coś, co nie wymagało odcinania jej łba.
Zaskoczyło ją, jak szybko zmienił nastawienie i jak wiele mówił na temat, który go interesował. Nie wyglądał już na złego, nie patrzył też na nią, jak na wariatkę i nawet nie przeszkadzało mu, że zadawała pytania i wpadała w okazjonalne słowotoki, chociaż wciąż starała się gryźć w język. W jakiś sposób jego towarzystwo było już dla niej swobodne, dające trochę poczucia bezpieczeństwa w tej zimowej i bajkowej krainie. Dużo prościej było pracować nad mechanizmami, niż tutaj przetrwać. Wyglądał na człowieka z milionem zasad, który mało kiedy dawał ponosić się spontaniczności i działał wedle planu działania lub raczej polowania. Nie było w tym oczywiście nic złego, każdy powinien żyć i dać żyć innym, wzajemnie szanując wybrane ścieżki. Świat byłby piękniejszy, gdyby tak działał.
- Tradycje są ważne. To dobrze, że tutaj wciąż nawiązujecie do przodków i stosujecie metody skuteczne od tylu lat. Gdyby wszystko szło tak nowocześnie i okropnie, jak w wielkich miastach, byłoby naprawdę źle, szaro. - przyznała mu rację, bo przykro było patrzeć, jak człowiek odchodził od matki ziemi i przestawał żyć w zgodzie ze wszystkim tym, co ich otaczało. Jednym z powodów, dla których Pandora nie umiała znaleźć sobie stałego miejsca i ku rozpaczy ojca, nie chciała myśleć o wpływowym mężu, było to, że nie wyobrażała sobie ucięcia skrzydeł i zmuszenia do siedzenia w domu, najpewniej w Londynie. Ten był naprawdę duszący, cierpki, wysokie budynki zakrywały niebo.
W zoo była zarówno w Anglii, jak i w Turcji i chociaż współczuła mieszkającym tam zwierzakom, to jednak rozumiała potrzebę tej instytucji. Jak inaczej zobaczyłaby te wszystkie stworzenia? Prawdę mówiąc, było to jedno z miejsc, które wybierała na cel swojego dnia dosyć często, obserwacja pomagała jej zebrać myśli, podobnie jak korzystanie z grzbietu Mary.
Gadająca wariatka była w gruncie rzeczy człowiekiem bardzo prostym, jeśli ktoś już był w stanie wytrzymać w jej towarzystwie i przebrnąć przez milion pytań. Od małego cieszyły ją takie "prezenty", doceniała każdą możliwość doświadczenia i zobaczenia czegoś nowego. Uwielbiała zamykać oczy, wracając do wszystkich miejsc, w których była i tym samym tkwić w nieprzerwanej podróży. Jej entuzjazm i empatię trudno było podrobić, umiała zaskoczyć swoją bezpośredniością. Damie przecież nie wypadało reagować w ten sposób, ale miała to zupełnie gdzieś, bo takową nie była. No, okazjonalnie, gdy zmuszali ją do udziału w otwarciach kasyn lub przyjęciach. Pokręciła głową szybko, wprawiając w ruch brązowe włosy i wciąż uśmiechając się promiennie, oznajmiła — szeptem nawet, aby dodać powagi.
- Będę cicho, naprawdę. Nie będę piszczeć, postaram się nawet głośno nie oddychać. Ej, to wilk! To przecież niesamowite! - zakończyła z rozbawionym oburzeniem na jego śmiech. Uwielbiała, gdy ludzie się śmiali. Dla niego może był to zwykły wilk, który mógłby potencjalnie zostać jego kolacją i obiadem, ale dla niej to było coś olbrzymiego. Bo jaka inna Prewettówna mogła czaić się nocą w lesie i oglądać wilki w ich naturalnym środowisku?
- To prawda. Taki.. Dosłownie ciężko brzmiący, ale brzmi dziko i ładnie, chociaż surowo.
Im trudniej było, tym lepiej. Nie byłby taki wyjątkowy, gdyby każdy go trochę znał, jak było z angielskim. I mówiąc, żeby ją uczył — gdyby była taka sposobność, naprawdę by z niej skorzystała. Nie bez powodu Tiara przydziału wybrała dla niej niebieskie szaty i godło z krukiem. - Hver ertu. - powtórzyła za nim, ignorując zupełnie jego ciężkie westchnięcie, bo ona sama dobrze się bawiła. Był takim strasznie nerwowym miśkiem, a jednak tłumaczył dość dobrze, pomimo niechęci do nauczania. Akcent turecki był znacznie bardziej miękki niż Islandzkie słowa.
Pandora, Panda, Dora — różnie ludzie wołali, niektórzy zbyt zaangażowani w kwestie legend i mitologii postrzegali ją, niczym zły omen i zwiastun kłopotów. Owszem, czasem je ściągała, ale nie robiła tego nigdy celowo. I zawsze szukała rozwiązań.
Gdy się przedstawił i wyciągnął dłoń, uścisnęła ją łagodnie, bo była znacznie większa od jej własnej. - Mar. Dlatego reagowałeś na to, co mówiłam! Jakie znaczenie ma Twoje imię? - zapytała z ciekawością, zastanawiając się, czy właściwie będzie w stanie powtórzyć poprawnie te cztery wyrazy w odpowiedni sposób, nie obrażając jego i nie kalecząc Islandzkiego. - Zapamiętam, ale będziemy musieli popracować nad wymową Hjalmar.- dodała całkiem szczerze, starając się brzmieć w najbardziej podobny do niego sposób, ale jej głos, jak i miękkość sprawiły, że wyszło to znacznie łagodniej, niż miało. Nie zmieniła chyba znaczenia i nie obraziła go w żaden sposób? Ściągnęła na chwilę brwi w zamyśleniu, lustrując jego twarz, a potem pozwalając sobie na zatonięcie na dłuższą chwilę w błękitnych tęczówkach, których kolor dodatkowo uwydatniał kolor bijący z jej różdżki.
- Masz oczy, jak niebo. - zauważyła cicho, kilka sekund przed tym, jak zaczął odpowiadać na jej pytanie, a ona wciąż palcami przesuwała po płaszczu. To było absolutnie uzależniające, jakby głaskała zwierzaka. Czy nie powinien mieć jednak futra niedźwiedzia, a nie wilka? Czy to może tylko jej głowa skleiła już go z tym zwierzakiem? - Durmstrang to ciężka szkoła, mają wiele ciekawych metod nauczania i są naprawdę sprawni fizycznie. - przypomniała sobie na głos jakiś fragment, najpewniej z historii lub książek w Hogwarcie. Było znacznie trudniej ukończyć jego szkołę niż jej. - To naprawdę ładny prezent, pasuje Ci. Hmm?
Zamilkła, nie uciekając wzrokiem, starając się zapamiętać jak najlepiej przedstawiony przez niego plan. Doceniała to, co dla niej robił i że schował ten nieszczęsny toporek, nie chcąc mordować ssaka. - Może zostawię tu plecak? Będzie stukał, a do tego będę wolniejsza i niezgrabna w kucaniu. - zapytała, gdy skończył, na kilka sekund odwracając głowę i spoglądając przez ramię na tobołek, który tkwił na jej plecach. Nie narzekała na jego gabaryt, czy ciężar, ale w przypadku ich małego planu, mogło to tylko przeszkadzać. - Będę cicho, obiecuje, zapomnisz, że jestem obok. Chociaż nie, nie zapomnisz, bo jakoś wolę trzymać się blisko Ciebie, niż dalej, gdy tkwimy w tym pięknym lesie. Tak, jasne.
Wsunęła dłoń w rękawiczkę, wciąż czując pod palcami miękkość futra i znów uśmiechnęła się promiennie pod nosem, podnosząc na niego wzrok. Jeśli zdecydował, aby zostawić plecak, odłoży go po prostu pod jednym z drzew, tak, aby łatwo mogli po niego wrócić i nie musieli iść daleko. Była przekonana, że pomimo przyzwoitej sprawności fizycznej, skradanie się z czymś, co było wielkości prawie połowy jej samej — bez doświadczenia między sosnami, będzie problematyczne. Trochę szkoda, że nie miała aparatu, ale wierzyła, że to zapamięta. Obserwowanie zwierząt wcale nie było tak proste, jak sądziła przed spotkaniem z jasnowłosym. Przecież nawet powiew wiatru mógłby ich zdradzić!
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#16
20.04.2023, 23:24  ✶  

Hjalmar nie miał pojęcia czy w szkole Pandory nie uczyli o naukach przyrodniczych czy co, ale miał wrażenie, że albo nie podchodzi do tematu poważnie albo nie uważała na tamtych zajęciach. Owce wyglądające jak chmurki? Co to miało znaczyć? Owca wygląda jak owca - ma wełnę i mięsko. Czego człowiek mógł chcieć więcej?

Po chwili zdał sobie sprawę, że ona po prostu chodzi z głową w chmurach bo ciągle mówiła coś o jakimś księżycu czy innych gwiazdach. Wszystko wskazywało na to, że musiała się interesować wróżbiarstwo czy innym zodiakarstwem. Już mniejsza o to, że chodziło mu o astronomię - Hjal to po prostu ignorował. Nie uważał żadnej z tych nauk w jakimkolwiek stopniu za coś ciekawego czy wartego uwagi.

- Za mało. Zresztą sam pasterz by chyba oszalał jakby mu nagle setka owiec zaczęła dzwonić tymi dzwonkami - wyjaśnił fundamentalną kwestię w wyprowadzaniu zwierzyny na pastwiska. Z taką grupą byłby problem, a co dopiero jakby tych owiec było 1000? Lub nawet więcej? Nikt by tego nie wytrzymał - No jeżeli wełnę nazywasz chmurami to tak. Takie ciepłe i miłe w dotyku - odparł na jej pytanie. Nie rozwodził się zbytnio w tym temacie. Musiała wiedzieć jak wygląda owca. Pewnie po prostu się zgrywała albo dawała grać mu bohatera.

Uniósł tylko lekko brwi kiedy odpowiedziała, że przegrałaby z kozicą. Zwłaszcza, że była zwinna i to zapewne bardziej niż on sam. To nie wróżyły zbyt dobrze dla jej kariery zawodowego trapera skoro sądziła, że nie pokona najprostszego przeciwnika. Może jednak sztuka przetrwania w lesie nie była jej pisana? Zwłaszcza, że zabicie zwierzyny to było jedno, a dochodziła jeszcze kwestia oprawienia jej, przygotowania strawy i opału oraz budowanie prowizorycznego schronienia.

- Taką wybrali drogę. Nic na to nie poradzisz. Mój lud to też czeka prędzej czy później - stwierdził z lekkim smutkiem w głosie. To była nieunikniona kolej rzeczy. Świat parł na przód i ludzie musieli się rozwijać, aby nie zostać w tyle. A kto zostawał w tyle ten był skazany na przegrana i tym samym na śmierć.

- Jak go widzisz pierwszy raz to pewnie tak. Za drugim może też to jest satysfakcjonujące... A później? To chleb powszedni. Nic szczególnego. Idzie się przyzwyczaić do tego widoku - wzruszył ramionami. Hjalmar widział to całkowicie inaczej. Dla niego to był po prostu obiad czy szkodnik - nic więcej. A na pewno nic nad czym by się bardziej rozwodził. Według niego nie było po prostu sensu. Znał dużo więcej, bardziej majestatycznych zwierząt od których aż biło ich potęga i pięknem.

Tym razem nie poszło jej, aż tak źle z tym prostym zdaniem po Islandzku. Nie oznaczało to jednak, że miała je już opanowane do perfekcji. O nie. Do tego droga była jeszcze daleka i kręta. A Nordgersimowi wydawało się nawet, że na tym szlaku są różne wyboje i skarpy, które będzie musiała pokonać aby nauczyć się tego języka. Ale skoro tak jej się podobał, to nie pozostało nic innego jak życzyć jej po prostu powodzenia. Niech jej połamany język lekkim będzie.

- Mhmm... - wydał z siebie tylko pomruk połączony z przytaknięciem, który sugerował, że jej ekspertyza w dziedzinie jego reakcji była poprawna. Sam wolał się nie rozwodzić nad tym, niepoprawnym zresztą, skrótowcu - Nie wiem. Nie interesuje się tym całym zodiakarstwem - przyznał z pogardą w głosie dla tej pseudonauki - Kiedyś mi koleżanka mówiła, że podobno szczęście. Ale ile w tym prawdy? Nie mam pojęcia - przyznał dzieląc się swoją wiedzą. Sam nie kwapił się nigdy aby to sprawdzić. Ale jeżeli Pandora miałaby taka ochotę - proszę bardzo. Droga wolna.

Swoją drogą to coś mogło być na rzeczy ze znaczeniem jego imienia. W końcu pojawił się znikąd w tej puszczy i przybył jej z odsieczą. Czy można to nazwać inaczej, niż po prostu 'szczęście'?

- To zwracaj się do mnie po drugim imieniu skoro HJALMAR jest dla Ciebie za trudne - uniósł kącik ust zaraz po tym jak z islandzkim akcentem podkreślił swoje imię, pokazując jej, że przecież wcale nie tak trudne jest je wymówić. Oczywiście nie było to trudne dla niego. I to tylko dlatego, że to był jego ojczysty język, którym posługiwał się od dobrych 27 lat. Gdyby Pandora miała bardziej wschodnie imię to miałby zapewne podobny problem. Ale że nie miała - to Hjal miał prawo zgrywać bohatera.

- A Ty jak gorzałka - odparł po chwili bez większego zastanowienia. Nie przejmował się tym. Mówił prosto z serca. Taki brązowy kolor to miał tylko dobry samogon po którym nie miało się kaca następnego dnia. A niech mnie kule biją, że dzisiaj go ze sobą nie wziąłem... Na samą myśl o tym trunku poczuł jakby mu sam Merlin, gołą stópką po gardełku chodził - piękne uczucie. Zapewne gdyby znaleźli się w innej sytuacji mógłby się lekko rozmarzyć na ten temat... No ale niestety nie mieli teraz na to czasu.

- Umm. Dzięki? - odparł nie do końca będąc pewnym jak powinien zareagować. Co prawda to prawda - to był ładny prezent ale przede wszystkim praktyczny. Idealnie pasujący w realia jakie panowały na Islandii.

- Jeżeli zostawisz tu plecak to odbierzesz go dopiero na wiosnę - stwierdził zgodnie z faktem. Jakby go tu zostawili to zostałby zasypany hałdą śniegu w ułamku sekundy. A nie było szansy aby Pandora zapamiętała dokładne miejsce gdzie go położyła. Tym bardziej, że wszystko wyglądało tak samo. Hjalmar raczej też by nie dał rady go za szybko odnaleźć - Daj go - rzucił od niechcenia, a następnie wziął od niej jej własność. Nie przyjmował żadnej odmowy. A ona sama zaczynała się już raczej z nim męczyć.

- Trzymam Cię za słowo. Jeżeli będziesz głośno to obiecuje, że przekonam tego wilka aby najpierw pożarł Ciebie - ostrzegł ją za wczasu. Starał się brzmieć jak najbardziej poważnie w tej sytuacji. Z jednej strony z nim mogła czuć się bezpiecznie, bo takie wilki to on od kołyski ganiał. Z drugiej zaś chciał wprowadzić jej lekką dyscyplinę, co by jej przypadkiem nie odbiło.

Z ustalonym planem działania w końcu mogli ruszyć dalej. Na całe szczęście, ślady w śniegu były nadal widoczne, dzięki czemu Hjalmar był w stanie podjąć trop. Krok za krokiem, sus za susem, zbliżali się w kierunku ich dzisiejszej nagrody. Pewnie gdyby nie ten biały puch, który padał na nich z góry, to już dawno by dotarli do tego przekltego wilka. A tak to musieli co chwilę otrzepywać twarz ze śniegu.

Po kolejnym długim i całkiem forsownym marszu, który trwał około 20 minut dotarli na skraj polany - dokładnie tak jak zapowiadał. Młody Nordgersim zakradł się powoli do kilku choinek, które znajdowały się na zewnętrznym pierścieniu tej polany, a następnie zatrzymał się. Przykucnął i odchylił kilka gałązek aby odsłonić sobie widoczność. Rozejrzał się wokół w poszukiwaniu ich zguby.

To zadanie wcale nie było trudne, ponieważ wilk właśnie stał po środku polany i patrzył się w tym samym kierunku co oni. Czyżby na kogoś tu oczekiwał albo usłyszał jakiś dźwięk, który spowodował u niego takie, a nie inne zachowanie? Tego Hjalmar nie wiedział. Byli tu za krótko. Ale nie pozostało im nic innego jak poczekać i się o tym przekonać na własnej skórze.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#17
21.04.2023, 23:06  ✶  
Pandora była akurat dobra z nauk przyrodniczych, zwłaszcza z magicznych stworzeń i ich hodowli, bo ojciec nakłonił ją do zdobycia uprawnień, które mogłyby pomóc ze skrzydlatymi końmi. Gdy chodziło jednak o zwykłe zwierzęta hodowlane, było trochę gorzej. W Turcji — a przynajmniej w części, gdzie bywała, nie było gospodarstw z owocami, raczej konie, kozy czy okazjonalnie bawoły. Owce kojarzyły się z chmurami głównie przez maskotki i książeczki dla dzieci, gdzie przypominały chmury z nogami i ogonem, a także parą słodko oklapniętych uszu.
To braku poszanowania i zainteresowania Astronomią w magicznym społeczeństwie była przyzwyczajona. Większe zaszokowanie wywołało kogoś, kto lubił gwiazdy równie mocno, co ona. I nie chodziło o wróżby, czy zodiak — pasja ta była znacznie głębsza. A poza tym rysowanie map było równie uspokajające, co ich oglądanie. Nie zamierzała jednak nikogo zmuszać do zmiany zdania.
- Cała osada by zwariowała, może same owce też przy takiej ilości dzwonków.- trudno było się nie zgodzić, chociaż nie umiała sobie nawet wyobrazić takiej ilości owiec w jednym miejscu. Czy poza byciem myśliwym, był też pasterzem lub raczej umiał i tym się zająć? Na jego słowa wywróciła nieco oczami, bez cienia negatywnych emocji jednak.- Wiesz, że wszystkie owce, które miałam okazję widzieć na żywo, były obcięte krótko? Nie były tak rozkosznie puszyste. Jak są, nie przypomina Ci to trochę chmur?
Zapytała całkiem zdziwiona, bo przecież nawet rysunek owcy było najprościej zacząć od obłoku, a potem dorobić kończyny i pysk.
- Patrzysz na mnie w ten swój sposób znowu. - zauważyła, jego śladem unosząc brwi. Te jego niebieskie spojrzenie oceniało, wstawiało ją w ramki jego kryteriów, zasad i sposobu życia. Nie miała jednak z jakiegoś powodu odwagi, aby powiedzieć mu o tym, że nie mogłaby wygrać z kozicą, bo nie chciałaby jej skrzywdzić. O rzeczach, które powinno się zrobić z ciałem upolowanego zwierzęcia, nie chciała nawet myśleć, chociaż prędzej nauczyłaby się ich niż samego zabicia. Czułaby się źle ze sobą.
Nie odpowiedziała na jego kolejne słowa, wzdychając jedynie dość ciężko. To naprawdę było smutne. Ludzie szybko się przyzwyczajali, ale trudno było jej uwierzyć, że można było akurat do tego widoku, czy jakiekolwiek innego dzieła natury. To, co było przed oczami, musiało się przecież trochę różnic od tego, co było widocznie poprzednim razem. Żaden wilk nie był taki sam, miał różne zachwiania! - Jeśli nie wilk, to jakie jest Twoje ulubione zwierzę?
Obstawiałaby tu jednak misia.
Na Islandzkim można było połamać sobie język przez to, jak twardo brzmiał — w jej wykonaniu pewnie też odrobinę komicznie, pomijając już nawet kwestię kaleczenia wymowy. Pomyślała jednak, że przy najbliższej okazji, uda się do księgarni i zaopatrzy w podręcznik. Zawsze warto było poświęcać czas na nauczenie się czegoś nowego. - Jak się kiedyś jeszcze spotkamy, to będę umiała coś powiedzieć!
Oznajmiła mu dość pewnie i z uśmiechem, jakby postawiła sobie za cel złożenie prostego zdania. Oczywiście nie było mowy o komunikacji po islandzku, bo nawet po turecku średnio sobie radziła.
- Przecież znaczenie imienia to nie od zodiaku chyba, co? Lubię znaczenie imion, one też nas definiują. Mam wrażenie, że świat narzuca związane z nim cechy i zawsze pasuje do osoby, która je nosi. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż nie była pewna, czy będzie w stanie zrozumieć, o co jej chodziło. Ona jednak była chaosem, a on szczęściem — przynajmniej dla niej, prawda? Musiało w tym być ziarno prawdy. Szczęśliwy Niedźwiedź!
Pokręciła szybko głową, a uparte błyski pojawiły się w jej oczach. - Nie. Nauczę się poprawnie Hjalmar.
Brunetka nie była pewna, jak bardzo skaleczyła jego imię tym razem, ale chciała używać tego głównego i właściwego, zwłaszcza jeśli miał takie znaczenie. Cieszyła się, że nie wybrali jej tureckiego imienia, większość damskich brzmiała naprawdę dziwnie i się jej nie podobała. Lepiej być Pandorą niż Aydem czy Mihrimah.
Najpierw zamrugała zaskoczona, a potem roześmiała się na ten nietuzinkowy chyba komplement, chociaż lepiej było mieć oczy, jak niebo niż jak gorzałka. Brąz był dość pospolitym kolorem oczu, ale na szczęście było wiele jego odcieni. - To najbardziej oryginalne, co usłyszałam. Jak lubisz gorzałkę, to, gdy dotrzemy na miejsce, dam Ci tą, którą przywiozłam. W podziękowaniu.
Nuta w tonie jej głosu świadczyła o tym, że już zdecydowała i raczej nie zniosłaby odmowy. Tyle przynajmniej mogła zrobić za uratowanie jej z opresji, nawet jeśli okraszonej odrobiną awantury.
- To wolałabym nie, za długo by trzeba było czekać. Dam radę! - postanowiła więc, odchylając na chwilę głowę do tyłu i patrząc na przebijające się przez korony niebo, czując śnieg na twarzy. - Dziękuję Niedźwiadku.
Brzmiała na nieco zaskoczoną i zawstydzoną, bo w normalnych okolicznościach by mu odmówiła, ale teraz naprawdę chciała tego wilka zobaczyć. I faktycznie zaczynała czuć już ramiona. Wykonała obronny ruchu rękoma. - Będę cicho, jak mysz. Zresztą i tak nie dałbyś mu mnie zjeść.
Zapewniła go jeszcze z odrobiną figlarności, puszczając mu oczko. Była tak szczęśliwa i tak zachwycona wizja tego wilka, że zgodziłaby się na wszystko, byle go zobaczyć. Nawet ewentualne zakrycie ust dłonią w razie konieczności. Pomimo ekscytacji wiedziała jednak, że to niebezpieczne i nie wybaczyłaby sobie, gdyby naraziła go w jakikolwiek sposób — nawet jeśli to mężczyzna był tym doświadczonym z ich duetu.
Gdy ruszyli, faktycznie trzymała się blisko niego, ale nie w sposób nachalny lub taki, który mógłby mu przeszkadzać w tropieniu. Bez plecaka była znacznie szybsza i zwinniejsza, łatwiej było utrzymać równowagę w śniegu, chociaż często korzystała ze śladów, które zrobił Hjal. Las był ciemny i gęsty, koronami drzew okazjonalnie poruszał wiatr, roznosząc ze sobą szelest skrzydeł Pegaza, który trzymał się blisko nich. Było jej trochę chłodno, śnieg sypał wolniej w gęstwinie, ale wciąż był upierdliwy. Szczypały też ją trochę płuca, zarówno od wysiłku, jak i chłodnego powietrza, ale na takie rzeczy Pandora nigdy nie narzekała. Nie była księżniczką, mogła naprawdę wiele wytrzymać, zwłaszcza gdy miała cel. Jej towarzysz wygląd za to, jak po porannym spacerze, jakby ich marsz w ogóle mu nie przeszkadzał. Było to godne podziwu, jak dobrą miał kondycję i odporność na warunki.
Robiła to, co on i to najlepiej, jak umiała. I gdy tylko odchylił gałęzie, a jej oczom ukazała się majestatyczna zwierzyna, dosłownie rozchyliła usta w niemym zachwycie. Wilk był piękny, mienił się srebrem w odbijającym się od śniegu świetle. Wyglądał dość młodo, miał potężne łapy i puszysty ogon. Była przekonana, że mogłaby patrzeć na niego godzinami i by się jej nie znudził. Miał zaskakująco duże, błyszczące oczy. Był dumny, zupełnie inny od osobnika, którego widziała w zoo. Czy można było udomowić wilka? Odwróciła głowę w stronę myśliwego, bezgłośnie mu dziękując, bo miała naprawdę chęć rzucić się mu na szyję, gdyby nie sytuacja, w której tkwili. Zgubienie się w lesie było najlepszym, co ja spotkało ostatnio.
Był samotny, miał stado, czekał na kogoś? Mogłaby go porwać? Zacisnęła chłodne wargi, wciąż kręcąc głową z zachwytem i niedowierzaniem.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#18
22.04.2023, 10:33  ✶  

Hjalmar miał wrażenie, że jeżeli Pandora powie jeszcze słowo o jakichs chmurach, gwiazdach czy innych księżyca to będzie zmuszony zrobić jej krzywdę. Albo jej albo temu wilkowi do którego znalezienia przecież dążyli. Nadal nie rozumiał rozwodzenia się nad tą całą owcą.

- Nie zastanawiałem się nigdy nad tym. I raczej nie będę. Mam ciekawsze rzeczy do roboty niż porównywanie futra owcy z chmurami - to brzmiało niedorzecznie ale skoro ona chciała to robić - żaden problem. W końcu to nie on się ośmieszał w tej sytuacji. Inni Islandczycy zapewne by się przewrócili ze śmiechu jakby usłyszeli to o czym dziewczyna tutaj prawi. Młody Nordgersim jednak już się trochę przyzwyczaił to jej 'inności'. Ale w tych jej dziwactwach stawała się swego rodzaju unikatową osobistością, które nie występowały w tej części globu.

- Dlaczego nie wilk? - zdziwił się. To że polowali na nie, nie musiało oznaczać, że ich nie lubią. A nawet wręcz przeciwnie - Pewnie on i w dodatku niedźwiedź. Tę dwójkę bym wymienił jeżeli bym musiał. Każdy z nich ma w sobie coś świetnego, nietuzinkowego, niespotykanego... - zamyślił się na chwilę, zbyt długo przyglądając się Pandorze. W miarę szybko jednak się ocknął.

Taa... Jak się jeszcze kiedyś spotkamy. Może lepiej nie? Pokiwał głową na tę wiadomość - Nie pozostaje mi życzyć nic innego jak owocnej nauki - uniósł lekko kącik ust. Wiedział, że to będzie dla niej droga przez mękę. Ale skoro była taka pewna siebie. Taka zawzięta. To droga wolna - niech się męczy.

- A skąd ja mam wiedzieć? Nie interesuje mnie to całkowicie. Hjalmar znaczy Hjalmar. Nic mniej. Nic więcej. Nie będę się doszukiwać jakiegoś drugiego dna w swoim imieniu. Aż tak mi jeszcze nie odbiło - stwierdził. Całkowicie nie rozumiał pociągu do szukania jakichś znaczeń swoich imion. Równie dobrze mógłby się nazywać 'Brzoza' albo 'Trzy'. Wtedy też by się doszukiwano jakiegoś ukrytego znaczenia czy Merlin jeden, sam wie czego? To była po prostu nazwa po której ludzie się do siebie zwracali aby odróżniać się od innych...

- Oby. Ja już się Twojego nauczyłem Pandoro - teraz sobie nie zdawał z tego pewnie sprawy. Ale kwestią czasu raczej było kiedy do tej Pandory, będzie musiał dodać 'puszkę'.

- Pewnie to jakieś europejskie siki. Ale może być. Przyjmuje taki dar - palnął głupotę, a wyszło oryginalnie. No proszę, toż ze mnie taki poeta, że się nie spodziewałem W życiu by się nie spodziewał, że taki tekst mógłby się komukolwiek spodobać, a jednak. Zaskakiwał sam siebie z dnia na dzień.

Czy nie pozwoliłby wilkowi aby ten zjadł tę dziewczynę? Pewnie nie. No chyba, że zaczęłaby znowu mówić o tych wszystkich odklejonych rzeczach. Wtedy to sam by ją tu pociął i żaden wilk nie byłby potrzebny.

Śnieg padał w najlepsze i nie przestawał chociaż na sekundę. Co kilka bądź kilkanaście sekund, Hjalmar musiał sobie przecierać twarz aby móc cokolwiek widzieć. O ile nie było to jakimś ciężkim o wymagającym zadaniem, tak podchodziło już jako irytacja. Zwłaszcza kiedy mieli bardzo ważną misję do wykonania.

Teraz jednak tkwiki w bezruchu, oglądając cały majestat tego futrzanego czterołapa, o którego tak bardzo zabiegała Pandora. Chciała - dostała. I pomyśleć, że w tym momencie ten wilk mógłby już być martwy, a jego gorąca krew zaczęłaby topić lodowaty puch.

To się jednak nie stało, ponieważ Nordgersim obiecał jej, że dzisiaj się powstrzymać i zwierzę będzie mogło odejść spokojnie. W takim wypadku nie pozostało mu nic innego jak dalsza obserwacja z ogromnym bólem serca.

Kiedy Hjalmar miał zamiar już się zbierać do dalszej podróży, bo przecież ile można siedzieć w krzakach i oglądać dzikiego wilka, na polanę wszedł drugi, a następnie trzeci wilk. Po kolejnej krótkiej chwili przed ich oczami znajdowało się już co najmniej kilka jak nie kilkanaście zwierząt. Wprawne oko dopatrzyłoby się nawet kilku młodych, które kręciły się niedaleko większych osobników.

Kiedy cała wataha się zebrała i utworzyła kolumnę marszową, ruszyła dalej w swoją podróż, znikając po kilkudziesięciu sekundach w gęstwinie choinek, pozostawiając po sobie tylko ślady łap, które zaczęły powoli być przysypywane przez płatki śniegu.

- Zadowolona? - zapytał, puszczając swoje gałęzie i spoglądając na nią. Dla niego to nie był jakiś nowy widok, a już na pewno nie szczególny - Możemy ruszać w kierunku tych źródeł czy jeszcze coś chcesz tutaj zrobić? Pobiec za nimi czy coś? - parsknął lekko śmiechem. Jakby się uparła to zapewne byłaby w stanie coś takiego zrobić i to tylko po to aby porównać futro żywego wilka i przerobionego na płaszcz.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#19
24.04.2023, 21:59  ✶  
Parsknęłaby śmiechem na jego myśli, gdyby mogła je czytać. Był takim pokrętnym człowiekiem, a to ona ponoć była usposobieniem chaosu! Islandczyk szybko się denerwował, robiły mu się rozkosznie czerwone policzki, a do tego miał dobre i pomocne usposobienie, chociaż gwałtowne. Jego oczy wiele zdradzały, dużo ludzi mogłoby się obrazić za bezpośredniość błękitnych tęczówek, ale nie Prewettówna.
- Nie wątpię Niedźwiadku. - przyznała bez cienia sarkazmu czy złośliwości, wzruszając delikatnie ramionami. Zdawała sobie sprawę, że życie tutaj wymagało wiele poświęceń i dyscypliny. Pomijając zimno i polowania, istniało pewnie mnóstwo innych czynników tradycyjnych, jak i tych, które pozwalały jego osadzie przetrwać w tym pięknym i surowym miejscu. Nie było czasu na chmurowe owce. - Przepraszam, masz poważniejsze rzeczy na głowie, niż takie bzdety. - dodała po chwili, ściągając na chwilę brwi, bo w jakiś sposób ukuło ją, jak ona miała w życiu, lekko i prosto przy tym, jak miał on. I nie chodziło o to, że mu współczuła, bo taka forma codzienności miała mnóstwo plusów, ale zwyczajnie zastanawianie się nad takimi pierdołami było zbędne. Zdawała sobie sprawę ze swojej nietuzinkowości i tego, jak wielu ludzi mogła irytować, a jednak nie umiała mówić inaczej, niż wprost i tego, co jej chodziło po głowie. Szczerość z pewnością ją kiedyś zgubi.
- Nie wiem, pomyślałam, że ich nie lubisz, bo to szkodniki i jego byś nie wybrał.
Zwykłe skojarzenie, jakieś luźne wnioski z wcześniejszych wypowiedzi. Nie myliła się jednak co do niedźwiedzia i wychodziło na to, że skojarzenia z wilkiem też były poniekąd słuszne. Nie przeszkadzało jej zupełnie jego spojrzenie, ba, często wychodziła mu naprzeciw. - Pasują do Ciebie z pewnych względów. Oj nie rób takiej miny, pewnie mnie nigdy więcej nie spotkasz i będziesz miał spokojne życie bez zagubionych w lesie turystek z pegazem na gwizdnięcie.
Uśmiechnęła się w jego stronę pogodnie, aczkolwiek podręcznik nadal planowała kupić. Dla samej siebie warto byłoby sięgnąć po coś nowego. Może jeszcze runy? Przydałyby się przy jej pozostałych pasjach i zainteresowaniach. Na słowa o imieniu nie odpowiedziała, nie chcąc wywoływać z lasu wściekłego miśka, jedynie kiwnęła głową na znak, że zrozumiała. Cóż, on był siłą i praktycznym podejściem do życia, nic dziwnego, że nie zwracał uwagi na takie rzeczy. Nie miał na to czasu, nijak miało się to do tego, co sobą reprezentował.
Pokręciła głową na komentarz o sikach, krzyżując ręce pod biustem.
- Hjalmar zapewniam Cię, że to nie tanie paskudztwo. Mój tato bardzo lubi dobry alkohol, a to akurat wzięłam z jego barku. - wyznała mu zgodnie z prawdą, bo sama aż tak na trunkach się nie znała. Miała dość słabą głowę, ją samą przerażała jej nieprzewidywalność po procentowych napojach. Ojciec często takowe dostawał, jeśli zadłużeni ludzie prosili o wydłużenie terminów i nie były to tanie i łatwo dostępne gówna, bo każdy wiedział, że z takimi do Prewetta się nie idzie.
Jego gróźb w żaden sposób nie brała na poważnie, był za przyzwoity i zbyt dobrze wychowany, aby skrzywdzić kogoś za gadanie o tym, co go nie interesowało lub co uznawał za wariactwo. Śnieg z początku zachwycający, odrobinę irytował i sprawiał, że robiło się coraz zimniej. Nawet nie wiedziała, która jest godzina przez wszystkie wydarzenia tego wieczoru.
Miała wrażenie, że ten wilk słyszy, jak głośno bije jej serce z wrażenia i do tego jest świadom epitetów, których używała do podkreślenia jego majestatu. Nie mogla się nadziwić, jak ładne i pozornie słodkie mogło być mordercze stworzenie o bystrych oczach. Doceniała to, co mężczyzna dla niej zrobił, trzymając swój topór za pasem i nie skracając zwierzęcia o głowę, chociaż biel kontrastująca ze szkarłatem mogła też być w pewien sposób dla niego piękna, jak wilk dla niej. Westchnęła bezgłośnie, czując, jak palce zaciskają się jej w pięści, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Kochała życie, kochała świat i uwielbiała każdą jego kreację, takie momenty najmocniej ją utwierdzały w tym przekonaniu. A potem zdarzył się jakiś cud, na tyle wielki w jej wytrzeszczonych teraz oczach, że zakryła usta dłonią, żeby nie tkwiły rozdziawione. Liczyła osobniki, starając się przyjrzeć każdemu i znaleźć w nich jakieś cechy szczególne. Szczeniaki miły na tyle zachwycające, że chęć kradzieży jednego i wychowania rosła. Czemu nie mogłaby poradzić sobie z wilkiem, skoro umiała hodować abraksany i mnóstwo innych zwierząt? Odprowadziła watahę wzrokiem, a gdy ta zniknęła w gęstwinie, opadła na tyłek, lądując w śniegu i łapiąc oddech. Odwróciła zdumioną buzię w stronę towarzysza, czując, jak drżą jej dłonie.
- To był jeden z najpiękniejszych widoków, jakie miałam w życiu. Dziękuje, że mi z tym pomogłeś i powstrzymałeś się ze swoją tradycją. - rzuciła w jego kierunku głosem całkiem rozczulonym, nie mogąc wciąż przestać się uśmiechać. Jego śmiech sprawił, że i ona roześmiała się pogodnie, kiwając głową. - Chodźmy, nie mogę dłużej zajmować Ci wieczora. No i muszę zrobić ten wykres, bo mnie klient zabije. - zgodziła się, niezgrabnie podnosząc się z ziemi i otrzepując się ze śniegu. Wyciągnęła w jego stronę dłoń. - Już mogę odciążyć Cię z tym plecakiem, bardzo mi pomogłeś.
Głupio jej było wykorzystywać go jeszcze bardziej.
Gdy ruszyli w stronę źródeł, szła grzecznie obok, nie zadając mu już zbędnych pytań, wciąż uśmiechając się pod nosem i wracając w umyśle do tej wilczej rodziny, która zniknęła gdzieś w puszczy. Czuła coraz silniejsze zmęczenie, przedzieranie się przez śnieg i zarośla dało jej w kość na tyle, że przewidywała nadciągające przeziębienie, ale było warto. - Jeśli kiedyś będę miała okazję znaleźć szczeniaka bez rodziny, spróbuję go oswoić. - mruknęła w jego stronę, gdy wychodzili z krzaków na punkt widokowy. Zatrzymała się gwałtownie, unosząc głowę na obsypane gwiazdami i błyszczące od zorzy niebo, kolejny raz nie wiedząc, co powiedzieć z zachwytu. Ze źródeł buchała para, na pewno były przyjemne, ale nie miała odwagi z nich skorzystać — nie wiedziała, jak było tam głęboko. - Chyba się zakochałam w Islandii. - powiedziała do niego, odwracając głowę tak, aby spojrzeć na niego przez ramię, nie wiedząc, kiedy właściwie przeszła tak szybko do przodu, chyba w pogoni za jakąś smugą światła. Na tle zieleni i różu nakreśliła się sylwetka pegaza, szelest skrzydeł był coraz głośniejszy. Pandora stuknęła się czoło, zsuwając plecak z ramion i kładąc go na ziemi, kucnęła i zsunęła rękawiczki z palców, a potem zaczęła w nim grzebać w poszukiwaniu obiecanej butelki. - Zaproponowałabym Ci, żebyś został, ale pewnie masz lepsze rzeczy do roboty. - oznajmiła mu z westchnięciem, wysuwając litrową butelkę w jego stronę. - To Raki, Turecka wódka ze stron mojej mamy. Miałam dać Ci whisky, ale to będzie lepsze, zapamiętasz mnie, chociaż!
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#20
24.04.2023, 23:34  ✶  

Pandora miała w sobie coś z dziecka. Wystarczyło kilka wilków, a otrzymywała tyle szczęścia co Hjalmar przez rok chyba nie był w stanie uzyskać. Oczy świeciły jej się niczym diamenty na jakimś pierścieniu. Sama zdawała się być chyba przejęta całym wydarzeniem - swego rodzaju pewnym osiągnięciem nawet.

- Powiedzmy, że nie ma problemu - uśmiechnął się pod nosem. Mimo swojego wstępnie rozsierdzenia jej osobą, postawą i latającym obiadem to nawet ją polubił. Oczywiście na tyle na ile można kogoś polubić po kilku godzinach wspólnie spędzonego czasu - Jak Cię zabije to nigdy się nie nauczysz tego islandzkiego, więc lepiej zrób swoją pracę porządnie - polecił jej. Tylko tego by brakowało, aby jego dzisiejszy trud poszedł na marne bo jakiś śmieszny klient byłby wkurzony o swoją pracę.

Powstrzymanie się przed tradycją nie było zbytnio ciężkie. Jego docelowy plan nie zakładał polowania na żadną zwierzynę. Hjalmar chciał po prostu wykorzystać fakt, że zwierzyna przyszła sama do niego. Nie był więc koniec końców jakoś bardzo zawiedziony, że sprawy się tak potoczyły. Wszak spełnił swoje główne założenie - poszedł na "krótki" spacer do lasu, który przerodził się w niemałą ekspedycję.

Nie pozwolił jednak Pandorze aby zabrała mu plecak. Ten nie był dla niego żadnym ciężarem, a Nordgersim nadal czuł, że ma pewien dług do spłacenia wobec swojej "przetrąconej" koleżanki, która okazała się całkiem normalna (o ile można ją tak określić oczywiście - nadal się nad tym zastanawiał). Kiedy otrzymał zapewnienie, ruszyli dalej. Mieli jeszcze kawałek do pokonania, a noc zbliżała się w nie ubłaganym tempie - musieli się sprężać.

Sama droga nie była bardziej uciążliwa niż trasy, które pokonali do tej pory. Wyglądały dokładnie tak samo. Śnieg niemal po pas, zabójcze choinki po bokach, które za wszelką cenę starały się zatrzymać ich pochód oraz pohukiwania sów, które próbowały ich przestraszyć i zmusić od odwrotu.

- Tylko żeby Cię nie zjadł przypadkiem jak podrośnie - ostrzegł Pandorę na temat dorosłych wilków. Powiedział to w ramach żartu - wilk w końcu należał do grupy psowatych, szło go oswoić. Zapewne dorosły futrzak, który byłby wychowywany od młodego przez nią, nie chciałby jej pożreć. Ale kto mógł o tym wiedzieć?

Stary Rökkvi nie kłamał. Droga przez las była krótsza i rzeczywiście prowadziła do punktu widokowego przy gorących źródłach. Kto by mógł się tego spodziewać Sam Hjalmar był w szoku. Podchodził do tego starca z pewną dozą nieufności, a tutaj takie heca - nie skłamał.

Cała okolica tworzyła piękną i spójną całość. Gorące źródła, wokół pełno śniegu, drobne płatki padające na twarz... Sceneria jak z jakiegoś romantycznego filmu co najmniej. Gdyby sytuacja była inna oraz pogoda, młody kowal za pewnie skusiłby się na kąpiel w tej jakże przyjemnej wodzie. Popadł na chwilę w zadumę z tego całego widoku.

Oddał Pandorze plecak, który założyła sobie na plecy - Wcale się nie dziwie. Ja się w niej zakochałem od razu po urodzeniu. Tutaj chciałbym żyć, mieszkać, pracować i umrzeć - stwierdził. Czy człowiek potrzebował czegoś więcej do szczęścia? Islandia zapewniała mu wszystko czego tylko pragnął.

- Jeżeli bym został to za pewnie nie narysowałabyś tej mapki czy kij wie co tam potrzebujesz zrobić - odpowiedział kiedy dziewczyna sięgnęła do swojego plecaka po obiecaną nagrodę - Skończylibyśmy pewnie pijani w trupa w tym śniegu. Wszak ten trunek mógłby powalić nawet niedźwiedzia po takim wysiłku - stwierdził zgodnie z prawdą. Kilka łyków za dużo, a sam nord spałby tutaj w najlepsze bez żadnego znaku życia. I tylko choroby mu brakowało do kompletu po dzisiejszym spotkaniu.

- Może być i to. Alkohol to alkohol, nie ma co się nad nim za bardzo rozwodzić. Jego należy pić - przyznał ze szczerym uśmiechem kiedy odebrał butelkę - Þakka þér fyrir - podziękował po islandzku. Nie ma taryfy ulgowej - tak się chciała uczyć jego języka to proszę. Ma kolejny zwrot podany na tacy, który tylko czeka na zapamiętanie.

- Dasz sobie radę. Jakby co to wołaj Marę. Stąd do osady droga prosta, więc na pewno sobie poradzi - powiedział pewnie. Jakby nie patrzeć ta cała Mara to było istotnie magiczne stworzenie - Jak się kiedyś jeszcze spotkamy to gwarantuję Ci, że będziemy mogli obalić taką butelkę przy bardziej przyzwoitych warunkach - zapewnił ją. W końcu nie rzucał słów na wiatr. Masz słowo Nordgersima...

Przetarł twarz ze śniegu, a następnie się lekko ukłonił by po chwili odwrócić się na pięcie i ruszył w kierunku choinek - dokładnie tych samych z których chwilę temu się wyłonili - Heilsu! - krzyknął do Pandory, odkorkowując butelkę i biorąc solidnego łyka. Przetarł buzię oraz złożył usta w dzióbek aby wypuścić parę. Całkiem niezłe jak na nienordycki produkt Zakręcił, a następnie schował za pas. Moment później już zniknął gęstwiną lasu.

Dotarł do swojego domu po kilkudziesięciu minutowym marszu w akompaniamencie Raki. Jego stan można by określić na "porządnie zrobiony" dlatego czym prędzej udał się do spania po przekroczeniu progu domostwa. I z taką myślą odleciał w błogi sen - To był szalony wieczór...

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (8252), Pandora Prewett (9513)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa