• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[07.05.72, Gabinet Luster] Odbicia w odbiciach

[07.05.72, Gabinet Luster] Odbicia w odbiciach
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#21
02.08.2023, 22:09  ✶  
Chciał trochę wytrącić ją z równowagi. Zaskoczyć, bo sama swego czasu rzuciła mu takie wyzwanie, ale i licząc, że w tym zaskoczeniu dowie się o niej więcej i przejrzy choć na chwilę przez maski, które nosiła. Miał wrażenie, że to się udało, bo drobne zmiany mimiczne, drobne drżenia głosu, nie pasowały do tego wszystkiego, co zapamiętał dotąd – a zapamiętał przecież wszystko. Kolekcjonował każdy taki drobiazg, dorzucając go do całej reszty, jakby były to elementy wyjątkowo skomplikowanego równania, które miał kaprys rozwiązać.
Poza tym Cathal faktycznie chciał pokazać jej coś, co ją zainteresuje. Nie znudzi, nie sprawi, że będzie musiała stać z przyklejonym do ust uśmiechem, jak tamtego dnia, gdy Christopher rozprawiał o Nobym Leachu. Udając, że dobrze się bawi, kiedy tak naprawdę chciałaby być gdziekolwiek, byle nie tutaj.
– Niektórzy podobno uwierzyli, że to, co widzą, to przyszłość. Wmówili sobie albo nie zdawali sprawy z tego, jak lustro działa, a już wiara w to, że zobaczyli prawdę, mogła zrujnować ich życia, gdy odkryli, że jest inaczej – powiedział Cathal, a jego wzrok odruchowo powędrował ku napisowi na ramie. On odruchowo odczytał go w poprawny sposób, nie mógł więc do końca zrozumieć, jak ktoś dałby się tutaj zwieść. – Inni… to zwierciadło pokazuje najgłębsze, najbardziej desperackie pragnienia duszy. Są ludzie, którym ciężko odwrócić od niego wzrok. Słyszałem o przynajmniej jednym czarodzieju, który zaczął przez to tracić kontakt z rzeczywistością.
A być może było ich więcej. Cathal w teorii rozumiał mechanizm, w praktyce nie potrafił jednak pojąć, jak ktoś mógł postępować w ten sposób. Zamiast zająć się życiem, stać przed lustrem i wiecznie spoglądać w to, czego nie mógł mieć.
– Jest stare. Powstało podobno przed dziewiętnastym wiekiem. Jeżeli gdzieś zachowały się zapiski na temat jego powstania, ja nigdy się z nimi nie spotkałem – stwierdził na jej pytanie. A potem Cynthia przesunęła się, stanęła między nim i lustrem, i nie patrzył już na samego siebie, uwolnionego od klątwy Slytherina, a na nią. To trzeba było przyznać Cynthii Flint: doskonale wiedziała, jak skupić na sobie uwagę, kiedy tego chciała.
Przy okazji dorzuciła kolejne dwa kawałeczki do swojego obrazka. Nie była pewna, co takiego zobaczy w Ain Eingarp, nie wiedziała więc do końca, o czym marzy bądź nie poświęcała temu wielu myśli. I czegokolwiek pragnęła, nie było to coś, czego żadna magia i żadne pieniądze nie mogłyby jej dać.
– Myślę, że rzadko widać w nim kalejdoskop. Nie pokazuje wszystkich pragnień, a jedynie te najgłębsze. I w takim razie masz niewątpliwe szczęście, panno Flint – powiedział Shafiq, ponownie z cieniem rozbawienia w głosie. – Zamiast wpatrywać się w lustro i żałował, że nigdy nie osiągniesz tego, co w nim widzisz, możesz ruszyć w świat i zacząć działać, by stało się twoim udziałem.
Ograniczała ją rodzina, oczekiwania, chęć utrzymania opinii, te wszystkie bariery, które narzucał jej świat – choć jeszcze niedawno utrzymywała w rozmowie, że zawsze ma się wybór – i które sama sobie narzucała. Ale Cathal zakładał, że jeżeli Cynthia czegoś będzie bardzo chciała, to jakoś znajdzie sposób, aby osiągnąć swój cel.
– Typowo ślizgońskie: próbujesz podstępem wydusić podpowiedź – oświadczył, mrużąc lekko oczy. Mogłoby się jej nawet udać, gdyby stała tu z kimś innym, ale Cathal sam był przecież Ślizgonem z krwi i kości, i nieraz już spotykał się z podobnymi sztuczkami. – Nic z tego, Cynthio, nie powiem, co sądzę o którymkolwiek z tych luster, nie zaprzeczę ani nie potwierdzę, że któreś lubię szczególnie. Musisz zgadywać sama.
Drobny zakład, drobna próba – nie miał zamiaru ułatwiać jej zadania. Zwłaszcza, że samo rozwiązanie zagadki, jakie poda, powie mu już coś niecoś o niej, nieważne, czy zgadnie, czy też będzie zupełnie się myliła.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#22
07.08.2023, 22:03  ✶  
Dzisiejsza randka z Cathalem była największym zaskoczeniem ostatnich lat. Nie mogła przypomnieć sobie, kiedy ostatnio ktoś z niej tyle wydobył, kto pozbawił jej kontroli nad dopracowanym wizerunkiem. Zawsze umiała dostosować swoją minę, odpowiednio dopasować brzmienie własnego głosu, a on sprawił, że ten z dziewczęcą wręcz nieporadnością, tak niepodobną do Cynthii, zadrżał. Była pod wrażeniem, ale i sprawiło to, że towarzyszący jej tego dnia mężczyzna wydał się jej bardziej interesujący, na płaszczyźnie zupełnie innej, niż dotychczas. Nie miała nic przeciwko byciu równaniem, skoro gwarantowało im to kolejne spotkanie. Czy ojciec byłby z tego zadowolony, czy raczej obdarzyłby ją pełnym rozczarowania i dezaprobaty spojrzeniem, kręcąc głową? Właściwie, nie miało to znaczenia.
Chociaż Christopher i sam temat Nobyego tak ściśle związany z polityką, nudny i okropnie przewałkowany już na salonach był dla niej męczarnią, to z perspektywy czasu wieczór ten przyniósł jej korzyść, zainteresowanie. I to już sprawiło, że nie był on zmarnowanym.
- Łatwo oczarować, omamić ludzi wizją pięknej i łatwej do zdobycia przyszłości. Zapewnieniami. No i tęsknota.. Wiele razy doprowadzała do szaleństwa w księgach. Była powodem nieszczęść, dramatów oraz narodzin Czarnoksiężników.- zgodziła się z nim, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Zwykle na niego patrzyła, gdy mówił, bo lubiła go słuchać i była zainteresowana wypowiadanymi przez niego słowami. Cathal był piekielnie inteligentnym oraz przebiegłym facetem, a obydwie z Victorią już stwierdziły, że to niebezpieczne połączenie. Zauważyła, że jego niebieskie oczy powędrowały na ramę, a podążając za nimi, odnalazła napis. - To doskonała pułapka, jeśli się nad tym zastanowić. - zauważyła, przesuwając spojrzeniem po fikuśnie zapisanej nazwie. Zwierciadło mogło zbudować solidne podwaliny do jakiegoś fortelu lub też zostać wykorzystane, aby uwięzić przeciwnika w świecie pragnień — tych najgłębszych, jak wspomniał. Raz jeszcze zerknęła w taflę, obraz się nie zmienił. Palce jej własnego odbicia mocno zaciskały się na książce, a drugie na większej od jej własnej dłoni, na której palcu widniała obrączka. Czy małżeństwo nie było wszystkim tym, od czego uciekała w obawie przed podcięciem skrzydeł? Czy może chodziło o właściwą osobę? Skoro tomisko prawiło o nekromancji, musiał to być ktoś, kto zaakceptował jej pasje oraz ukryty talent. Ktoś, komu zdradziła sekret.
Nie zawiódł jej, znał odpowiedź jak zwykle. Przymknęła oczy, pozwalając, aby obraz w lustrze zmienił się w ciemność i dopiero po dłuższej chwili pozwoliła sobie na uniesienie powiek, jednak jej wzrok nie zatonął już w lustrach, skupiała się na Shafiqu. Lustro zostało w tyle, a ona celowo lub też całkiem przypadkiem, chcąc lub nie, skupiła na sobie uwagę i spojrzenie stojącego przed nią, wysokiego mężczyzny. Musiała nieco odchylić głowę, aby swobodnie patrzeć na jego twarz, ale nie zdawało się to jej przeszkadzać.
- Jeśli je kiedyś znajdziesz, podziel się ze mną tym sekretem. To naprawdę intrygujące, że istniał człowiek, który był w stanie nałożyć taki czar, utrzymujący się przez tak długi czas. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, czując, jak warkocz spływa jej do przodu. Przestała przesuwać wzrokiem po jego twarzy, pozwoliła sobie skupić się na jego oczach. - Masz jakąś listę rzeczy, artefaktów lub zapisków.. No wiesz, coś, co chciałbyś znaleźć?
Nie mogła powstrzymać się przed zadaniem niewinnego pytania, chociaż odpowiedź zdradziłaby mnóstwo informacji na jego temat. On zyskał jakieś o niej, ona też chciała. Bo faktycznie, nie była pewna i się nie zastanawiała. Tylko czy kluczem do spełnienia obrazu z lustra nie było w głównej mierze to, aby sama sobie na to pozwoliła? Jego rozbawienie sprawiło, że kąciki jej warg uniosły się na krótki moment ku górze. Owszem, miała szczęście, ale wcale nie dotyczyło ono wizji przyszłości z lustra pragnień.
- Tylko czy wtedy, Panie Shafiq, nie będzie tak, jakbym po prostu zaakceptowała to, co los może mi dać? - zapytała z zaciekawieniem, nie uciekając wzrokiem nawet na sekundę. Ba, zrobiła nawet niewielki krok w jego stronę, zmniejszając dzielącą ich odległość. - Gdzie wtedy element zaskoczenia, chęć podążenia za nieznanym i ta niezależność z wolnością? - dodała nieco ciszej, jakby sugerowała, że dla niego również wymienione przez nią rzeczy były ważne. Nie była pewna, czy ma rację, ale na tyle, w jakim stopniu zdążyła go poznać — tak sądziła. Bycie mężczyzną oczywiście sprawiało, że jemu skrzydeł nie podetną prędzej czy później, jak zrobią to z nią.
Owszem, miała mnóstwo barier i ograniczeń, ale nie znaczyło to, że nie robiła, co mogła, aby chociaż trochę żyć po swojemu. Sprzeciwiać się tym wszystkim zasadom, oczekiwaniom, całemu cyrkowi związanemu z interesami pomiędzy rodzinami czystokrwistymi, w które chcąc lub nie była wplątana. Chciała wierzyć, że ma się wybór, ale prawda niestety nie była tak kolorowa, jak czasem ją przedstawiała. Czy większość z ich świata nie żyła właśnie w takich klatkach?
Prychnęła cicho, krzyżując ręce pod biustem, co odrobinę uwydatniło nienachalnie wyeksponowany dekolt spod rozpiętej koszuli. Oczywiście, że on się nie dał. Nie byłby tak interesujący, gdyby łapał się na wszystkie jej sztuczki.
- Wychowankiem Slytherina jest się całe życie, co? - puściła mu oczko, rozluźniając dłonie. Zrobiła kilka kroków w zastanowieniu, pozwalając dźwiękowi obcasów uderzających o posadzkę rozejść się echem. Spojrzała w sufit, zastanawiając się nad właściwym lustrem. Zwykle ludzie postawiliby na to związane z pragnieniami, bo nikt nie chciał przeżyć czegoś strasznego od nowa. Cynthia miała jednak inny pomysł, uzasadniony zresztą rozmowami i słowami. Zatrzymała się za jego plecami, przesuwając dłonią po jego ramieniu w dół - powolnie, aż wplątała swoje palce w jego, zaciskając je subtelnie. Oparła brodę o jego ramię, wspinając się na palce, co wcale nie było łatwe. Dmuchnęła zadziornie w jego ucho. - To lustro, które zabiera Cię w inne miejsca. Jesteś archeologiem, wolną duszą, zdajesz się kochać świat i jego tajemnice. Chociaż.. Może nie, nie kochać? - przerwała na chwilę, przymykając powieki, aby nie spoglądać w zwierciadło. - Pragnąć? Chcieć? - ciężko było wybrać jej właściwy epitet, ale na pewno wiedział, co miała na myśli. On zawsze wiedział.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#23
07.08.2023, 22:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2023, 09:57 przez Cathal Shafiq.)  
Nie był legimentą ani aurowidzem. Nie miał też daru znajomości ludzkiej natury i empatii - tak, umiał obserwować, analizować, łączyć fakty, ale zwykle wcale nie chciał tego robić. Ludzie rzadko byli na tyle interesujący, aby chciał poświęcać im uwagę. A choć Cynthię obserwował, i wyłapywał te wszystkie drobiazgi, nie znał jej na tyle, aby w pełni zdawać sobie sprawę, jak mocno wstrząsnęła nią ta wizyta.
Może lepiej.
Może miałby wyrzuty sumienia, gdy to zrozumiał.
A może wręcz przeciwnie - odczułby iskrę satysfakcji?
Na razie jednak i on zapytany mógłby odpowiedzieć z pewnością jedno: nie żałował absolutnie nudnej rozmowy z Christopherem i dwóch niezbyt ciekawych przyjęć ciotki, których nudne szczegóły do tej pory odbijały się w jego absolutnej pamięci. Bo ostatecznie one doprowadziły do tego spotkania tutaj, a tego Shafiq nie uważał za nudne – mimo tego, jak wiele intrygujących krajów i miejsc zwiedził, i ilu ludzi spotkał.
- Kto wie? Może od początku miało być pułapką? Choć zakładałbym raczej, że ktoś stworzył je, bo był ciekaw, czy zdoła to zrobić - powiedział. W końcu do większości odkryć, dokonań, doświadczeń, prowadziły - zdaniem Cathala przynajmniej - dwie rzeczy. Z jednej strony realna potrzeba.
Z drugiej chęć przekonania się, czy coś nie przekracza granicy możliwości.
Lubił o sobie myśleć, że faktycznie jest przebiegły. Nie nosił może masek tak jak Cynthia, bo szkoda było mu na to czasu i energii, bo lubił żyć w zgodzie ze sobą i swoimi pragnieniami oraz przekonaniami. Ale to nie oznaczało, że był zawsze szczery. Jego poczynania miały niekiedy drugie dno, i tak właśnie było przecież z wyborem tego miejsca.
- Obiecuję, że jeśli dotrę do tej informacji, będziesz pierwszą, która dostanie sowę - zapewnił, kącik ust drgnął mu lekko. Zastanawiał się, czy Flintównę naprawdę to ciekawiło. Czy ta prośba, to pytanie, to tylko znów elementy jej gry. - Ja powiedziałbym raczej, że w takim wypadku świadoma swoich pragnień postanawiłaś zmusić los, by pozwolił je zrealizować. Ale która wersja jest prawdziwa? Musisz ocenić to sama, panno Flint.
Ostatecznie o to, przynajmniej w jego opinii, chodziło w Gabinecie Luster. Zwierciadła odbijały ciebie. Zawsze ciebie. Mogły pokazać coś, co cię zaskakiwało, o istnieniu czego nie wiedziałeś, ale nie pojawiało się w nich nic, co już nie byłoby częścią patrzącego. Chodziło o tę osobę, tylko o nią, o jej decyzje i pragnienia.
To Cynthia musiała więc zdecydować, jak patrzeć na to, co pokazało jej Ain Eingarp.
– Jestem więcej niż pewien, że nigdy nie uwolnię się od cienia Slytherinu – odparł na jej słowa. Nie zdawała sobie sprawy z tego, ile prawdy było w tym stwierdzeniu odnośnie Cathala i ile dwuznaczności kryło się w jego odpowiedzi. Był nieodrodnym wychowankiem swojego Domu, człowiekiem pełnym ambicji, przebiegłości, nie wahającym się sięgać po niekoniecznie moralne środki, gdy chciał osiągnąć swój cel. A w jego krwi płynęła klątwa, szepty przodka towarzyszyły mu i miały towarzyszyć aż do kresu życia.
Nie umykał przed jej dotykiem, wręcz przeciwnie. Gdy udzieliła odpowiedzi, wciąż trzymając ją za rękę odwrócił się i wolną dłonią ujął lekko jej podbródek. Schylił się ku niej i mogłoby się zdawać, że planuje Flintównę pocałować, ale tylko przesunął usta bliżej jej ucha. Kolejny raz przyłączył się do gierki, którą zaczęła.
– Pudło, Cynthio – powiedział cicho wprost we włosy kobiety, nim się wyprostował. – Ale byłaś blisko: byłoby drugie. – Bo faktycznie je lubił. I tak, Cathal doskonale wiedział, co miała na myśli. Każde z tych miejsc było tym, w którym mógłby zapragnąć się znaleźć. Każde z nich, w jakiś sposób, budziło w nim tęsknotę. A było ich tak wiele, bo Shafiq nie umiałby chyba każdego dnia, każdej nocy, pozostawać w tym samym miejscu, w ryzach przewidywalnej codzienności, robić tych samych rzeczy, oglądać tych samych widoków, rozmawiać z tymi samymi osobami. Zniszczyłoby go to, doprowadziło do szaleństwa szybciej niż diabelskie podszepty. Zarówno z powodu jego charakteru, jak i absolutnej pamięci.
– Nie podeszliśmy do lustra, które uznałbym za ulubione. Wspomniałem o nim. Zawsze sądziłem, że gdybym mógł zabrać stąd jedno z nich, byłby to Monitor Wrogów – powiedział, ofiarowując jej dobrowolnie odpowiedź, mały element, który w gruncie rzeczy sporo o nim mówił: może jako swego rodzaju nagrodę pocieszenia, skoro tego zakładu nie wygrała? Pragmatyzm. Podejście kogoś, kto nie szukał w lustrach odpowiedzi, prawdy ani marzeń, bo wolał znaleźć je w prawdziwym życiu. Monitor Wrogów mógł naprawdę zasugerować coś, co dało się wykorzystać. – Gotowa opuścić labirynt? – dodał, bo właściwie oprócz tamtej alejki obejrzeli już większość zwierciadeł godnych zainteresowania, a jak na jeden dzień, miał wrażenie, że zapewniły już kobiecie wystarczająco dużo wrażeń.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#24
13.08.2023, 00:16  ✶  
Zgodziłaby się z jasnowłosym — ludzie mało kiedy byli interesujący. Zlewali się zwykle w szarą masę jednostek pragnących upodobnić się do reszty, tracącej swój unikalny kolor. Społeczeństwo w obecnych czasach przypominało jej trochę schorowanego człowieka, dla którego nie było już ratunku. Owszem, konserwatyzm i stare tradycje nie zawsze były czymś dobrym, nie zawsze umiała zrozumieć ich sens, ale stanowiły podwaliny dobrze funkcjonującego świata, które w ostatnich latach próbował ktoś przetransmutować w coś zupełnie innego. Kiedyś ludzie mieli różne cele, teraz znaczna większość sprowadzała się do pieniędzy, a im więcej miał drugi człowiek, tym większą zazdrością lub nawet nienawiścią go obdarzano. Cynthii było to wszystko jedno, żyła w swojej bańce, skupiona na kilku jednostkach, które wydawały się wyjątkowymi. Nie potrzebowała więcej, niż miała. Nigdy nie ciągnęło ją do dóbr materialnych, chociaż przyzwyczajona była do życia na wysokim poziomie i w pewnym luksusie. Była jednak kobietą skromną, która nie podążała za trendami mody, nie wydawała setek galeonów na biżuterię lub dodatki.
To było coś, co miała wrażenie, łączyło ją z Cathalem na bardzo pierwotnej płaszczyźnie. On też lubił dobrze wyglądać, czysto i schludnie, ale wartość szaty i moda nie miały dla niej znaczenia, bo były rzeczy bardziej istotne. Głos przyjaciółki znów przemknął przez jej głowę, gdy omiotła go krótkim spojrzeniem, pozwalając sobie na bezgłośne westchnięcie. Los płatał figle, splątywał ze sobą ludzi, którzy może nie powinni się nigdy spotkać, a jednak zwyczajnie chciała brnąć dalej w tę znajomość, zobaczyć, co kryło się za jego niezdradzającym wiele spojrzeniem i tym uśmiechem z iskrą sarkazmu i chłopięcej nonszalancji. Nieszczęsny Nobby się do czegoś przydał.
- Podoba mi się Twoje założenie. - odparła z delikatnym ruchem ramion, bo pewnie sama zrobiłaby podobnie. Dla samego sprawdzenia własnych umiejętności stworzyłaby coś niezwykłego, a nie dlatego, że chciałaby zerknąć w swoje ukryte pragnienia lub poznać inne sekrety. Niezależnie od powodów, do stworzenia zwierciadła musiał użyć jakiegoś silnego artefaktu, może tafla powstała z kryształowych kul po wielkich wróżbitkach? Nigdy nie rozumiała tej dziedziny magii, trochę nawet w nią nie wierzyła, ale wiedziała, że żadnej z dziedzin nie można bagatelizować.
Nie zawsze nosiła maski, wszystko zaczęło się pod koniec szkoły, gdy zbliżała się dorosłość i obowiązki. Z drugiej strony, przy ojcu zawsze starała się dostosować do jego oczekiwań, próbowała zastępować w domu swoją matkę, pomagała z bratem i czasem doradzała mu z krawatem lub podawała do biurka herbatę. Zawsze się zastanawiała, czemu nie znalazł drugiej żony. Jeśli chodzi o szczerość, ojciec zawsze powtarzał, że jest zbyt mało dziewczęca, jak na damy w jej wieku i powinna się dostosować, że łatwiej będzie jej funkcjonować, gdy będzie maskowała swoje zainteresowania, talenty i przede wszystkim inteligencję. Przygotowywał ją do roli dobrej żony, odkąd skończyła szesnaście lat i pewnie niemiłosiernie irytował go fakt, że nadal nie nosiła obrączki, bo ten sam, przewrotny los, który sprawił, że tkwili teraz w gabinecie luster, chronił ją przed tym, czego przecież w założeniach społeczeństwa, każda dziewczyna chciała.
- Wolałabym, żebyś przekazał mi to osobiście, nie sową. Wiesz, wtedy będzie zupełnie inny efekt. - odparła z nutą rozbawienia, odrobinkę go podpuszczając poprzez puszczenie mu oczka. Doceniała jednak jego słowa. Jego dalsze słowa skwitowała jedynie przelotnym uśmiechem, na chwilę zerkając jeszcze w lustro, głównie po to, aby odwrócić wzrok od przenikliwych, niebieskich oczu.
Cwany i przebiegły lis — który raz nazwała go tak we własnych myślach? Trudno było zliczyć. Wiedziała, że widok w zwierciadle musiała po prostu zaakceptować, nie kryła się w tym żadna sztuczka lub możliwość, tafle przedstawiały tylko prawdę dotyczącą spoglądającego w nie człowieka.
Gdy powiedział, że nigdy nie uwolni się od Slytherina, faktycznie, nie miała nawet podstaw, aby doszukiwać się czegoś poza typowo ślizgońskim wychowaniem. Jego los był tak splątany z Czarnoksiężnikiem, jego cień i głos przewijał się w głowie Shafiqa, a ten nie dawał niczego po sobie poznać. - Slytherin nie narzekałby na takiego wychowanka. - odpowiedziała jedynie, bo przecież reprezentował sobą wiele cech odpowiadających tym, które mag z dawnych czasów sobie przypisał. I nie było w tym nic złego, sama była jego wychowanką, chociaż Tiara chwilę kontemplowała nad tym, czy nie powinna była przypisać Cynthii do domu Roweny. Ciekawe, czy kiedyś będzie jej dane przekonać się, jak ciasno splątany jest Salazar z Cathalem.
Nie spodziewała się kontry, przyzwyczajona do kontroli. Nie uciekała jednak, czując, jak przyjemny dreszcz roznosi się jej po ciele, gdy ujął jej podbródek. Nie protestowała chyba zaciekawiona, pozwalając sobie rzucić mu zaintrygowane, ale i odrobinę wyzywające, bezpośrednie spojrzenie. Oko w oko. Ile razy tak naprawdę stai ze sobą oko w oko, jak teraz? Przymknęła oczy, czując ciepły oddech na uchu oraz szarpnięcie w klatce piersiowej. Gęsią skórkę zakrywały długie rękawy koszuli. Uśmiechnęła się pod nosem z odrobiną rozbawienia, ale też jeszcze jednej emocji, której nie umiała nazwać, przesuwając nosem po jego policzku, zanim się odsunął. Ot tak, zaczepnie i przebiegle, jak on. Przyjemnie pachniał, musiała mu to oddać.
- Ah tak, drugie? - powiedziała pół szeptem i z zainteresowaniem, odchylając nieco głowę, gdy Cathal się wyprostował. Nie wątpiła w to, że wiedział, o co jej chodziło, ale które było jego ulubionym, jeśli no to. Jego twarz nie zdradzała jej wiele, nie mogła rozszyfrować tego, co działo się w jego myślach. Nie tylko o szaleństwie, ale i o klątwie tej pamięci, którą to wszyscy tak podziwiali. Wydawała się przecież na pierwszy rzut oka taka praktyczna.
- Mogłam się domyślić, jesteś praktycznym człowiekiem. - westchnęła jedynie, zupełnie zapominając, że wspominał jej przecież o tym, że takowe znajdowało się również w tym gabinecie. Tylko czy gdyby brała je pod uwagę podczas swoich kontemplacji, wybrałaby inaczej, niż teraz? Przesunęła wzrokiem po jego twarzy, odrywając się na chwilę od bezkresu nieba. - Skoro przegrałam, to Ty wygrałeś. Możesz wybrać sobie nagrodę lub trzymać to na inną okazję. Jak ja, tą z cmentarza. - zdecydowała, żeby było uczciwie, trochę też dziękując mu w pokrętny sposób za udzielenie prawidłowej odpowiedzi odnośnie do ulubionego zwierciadła. - Tak. Słyszałam jednak, że w okolicy mają naprawdę dobrą kawę. Co Ty na to, żebyśmy jeszcze to sprawdzili? Mam jeszcze trochę do zrobienia w Ministerstwie wieczorem. - zaproponowała niewinnie, nie zagłębiając się jednak w zakres swoich obowiązków, które niewątpliwie dotyczyły trupów. Wciąż sporo dowożono z piwnicznej kostnicy, bo w prosektorium chłodna była zbyt mała. Nim pociągnęła go nieco w stronę wyjścia — tak się przynajmniej jej wydawało, zerknęła raz jeszcze na Ain Eingarp, pozwalając sobie na bezgłośne westchnienie, jednak szybko skupiła się na Shafiqu i kawie w jego towarzystwie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#25
13.08.2023, 11:12  ✶  
– Mógłby też chcieć wejść w posiadanie unikatu – dodał.
Dla Cathala taka motywacja zdawała się najbardziej prawdopodobna. Chęć sprawdzenia, czy potrafi, może pragnienie posiadania wyjątkowego zwierciadła, jakiego nie ma nikt inny. Ewentualnie lustro mogło być wykorzystane i w jakiś inny, przedziwny sposób – na przykład jako zabezpieczenie czegoś – ale już takie jego użycie dość ciężko było sobie Shafiqowi wyobrazić, a przecież wiedział o magii całkiem sporo. Po co ktoś miałby męczyć się, bez wątpienia długo, zużyć sporo cennych materiałów, tylko po to, aby zobaczyć swoje pragnienia?
– Doprawdy? Przekonamy się, czy będzie ku temu okazja – powiedział na jej stwierdzenie odnośnie osobistego przekazywania informacji. Ciężko byłoby stwierdzić, że go nie zadawalało: w końcu chciał spotkać się znowu z Flintówną, więc było miłym, że ona najwyraźniej również chciała kolejnego spotkania. Prawdopodobnie nawet szczerze, bo co mogłaby od niego uzyskać, gdyby działała z wyrachowania? Owszem, pochodził ze szlachetnego rodu, ale w Anglii było przynajmniej kilku innych kawalerów o równie świetnych nazwiskach, także znacznie bliżej tytułu dziedzica. Był zamożny, ale nie bogaty – miał mieszkanie i dom, żadne jednak nie było bardzo okazałe, miał oszczędności, nie dość jednak, by opływać w luksusy, gdy większość pieniędzy wydawał po prostu na wyprawy. Prowadził właśnie wykopaliska, ale w tej chwili nikt z zewnątrz nie wiedział, że nie będzie to po prostu przypatrywanie się przez dwa lata starym budynkom, odkopywanie ich, zabezpieczanie, analizowanie szczątek… Chociaż i, w gruncie rzeczy, brał pod uwagę, że prawdopodobnie nie jest jedynym mężczyzną tak przez nią traktowanym.
Typowemu, angielskiemu dżentelmenowi, zapewne ta myśl by przeszkadzała. Cathal, który miał okazję zetknąć się z nieco innymi kulturami, i obracał w towarzystwie mało dżentelmeńskim, jeszcze nie zdecydował. W tej chwili takie odkrycie zapewne nie robiłoby na nim wrażenia. Ale jak byłoby później?
Omal się nie roześmiał, kiedy Cynthia powiedziała, że Slytherin nie narzekałby na takiego wychowanka. Nie, Cathal nie był plamą na honorze Slytherinu (taką była raczej ciotka Meropa, która wedle opowieści matki umknęła z mugolem, i jeżeli jej potomkowie faktycznie istnieli… to oni) i pewnie były chwile, kiedy przodek był z niego dumny. A Tiara Przydziału w jego wypadku akurat nie wahała się ani sekundy: słowo Slytherin zostało wykrzyczane, ledwo kapelusz dotknął jego głowy.
Ale z pewnością Shafiq nie raz był dla niego źródłem rozczarowań. Na przykład wtedy, kiedy oznajmiał głosowi w swojej głowie, że sam jest sobie winny, powinien był tysiąc lat temu zrobić konkurencyjną, lepszą szkołę dla czystokrwistych, by zapewnić im większe możliwości, a nie tracić czas na budowanie podziemnych, tajemnych komnat. I żeby nie oczekiwał, że Cathal będzie teraz naprawiał jego błędy…
– Myślę, że wiele moich poczynań nie spodobałoby się Slytherinowi – skomentował.
Kontra.
W przypadku Shafiqa wyprowadzanie kontry było dość naturalne. Pozwalał jej na wiele i głównie to Cynthia decydowała, jaką granicę przekroczyć – ale robił to przecież głównie z ciekawości i dlatego, że ostatecznie brał pod uwagę, że Flintówna może zechcieć po prostu umknąć. Nie oznaczało to jednak, że Cathal pozostawiał całą kontrolę w jej rękach. Nie leżało to w jego naturze. Skoro ona te granice przesuwała, prowokowała, on nie pozostawał biernym obserwatorem.
– Chętnie zatrzymam nagrodę na kolejną okazję – powiedział. W końcu faktycznie był Ślizgonem, a wykorzystanie tejże teraz, gdy ona zachowywała swoją, na pewno nie byłoby sprytne. W jego oczach znów zaiskrzyło rozbawienie, chwilę później, kiedy zaproponowała kawę. – Chętnie przekonam się, czy kawa jest tutaj dostatecznie dobra. Tylko czy nie będzie to dla ciebie nazbyt nudne?
Poprowadził ją z powrotem pośród luster. Nie używał zaklęcia, które mogłoby wskazać drogę – zdawał się doskonale orientować, chociaż był w labiryncie podobno po raz drugi, bez wahania skręcał w zwierciadlanym labiryncie aż wreszcie dotarli do lustra, będącego zarazem wejściem. Tu znów przestąpił przez ramę pierwszy, podobnie jak wcześniej, a potem jego opalona dłoń wyłoniła się z widmowej tafli, by pomóc przejść Cynthii. A potem nie miał i nic przeciwko temu, by spędzić z nią nieco czasu na kawie, której podobno tak potrzebowała – by po niej odprowadzić Cynthię ku najbliższemu punktowi Fiuu.
– Mam nadzieję, że nie czujesz się znudzona – powiedział, gdy dotarli do kominka, chociaż jeżeli faktycznie tym, co odczuwała dziś była nuda, to Flintówna była dużo lepszą aktorką niż Cathal dotąd podejrzewał. Bo zdecydowanie nie zauważył żadnych odznak nudy, a obserwował ją przecież bardzo uważnie.
Nim weszła w płomienie, pochylił się jeszcze, unosząc jednocześnie jej dłoń do ust. Musnął wargami same koniuszki palców, lekko, tak, że ten pocałunek – w tych czasach dość powszechny przecież pośród „ich sfer”, więc wcale nie nadzwyczajny – był ledwo wyczuwalny.
– Do kolejnego spotkania, panno Flint – rzucił, nim ją puścił i cofnął się, pozwalając, by kobietę pochłonął ogień, zabierając z powrotem do – zapewne – posiadłości Flintów.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (7930), Cynthia Flint (10952)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa