• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[ Listopad 1970] Nastał czas ciemności | Augustus x Cynthia

[ Listopad 1970] Nastał czas ciemności | Augustus x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#11
14.08.2023, 23:38  ✶  
Przyznałaby mu rację, im ród był szlachetniejszy, tym bardziej zakłamany. Musieli stanowić za wzór, być ideałem w społeczeństwie gnijącym od środka coraz bardziej i bardziej, gnającym za galeonami oraz nowoczesnością, która zdaniem obecnych głów rodzin, wcale nie była potrzebna. Cynthii też nie wszystko, co się z nią wiązało, odpowiadało. Musiała być jednak nieskazitelna, ojciec tego wymagał. Powściągliwa, maskującą inteligencję oraz bezczelność, udającą słodką i nieco głupiutką tak, aby nie wzbudzać podejrzeń lub zainteresowania. Stary William zawsze powtarzał, że była zbyt ambitna, zbyt pracowita i zbyt mało dziewczęca, jak na Londyńskie standardy dobrych panien na wydaniu. A przecież chciał, nie, on musiał znaleźć jej odpowiedniego męża, którego ród stanowiłby za nią równowartą wymianę. Tym właśnie były szlachetnie urodzone czarownice jak te krowy na targu. Nie mogła więc pokazać żadnej rasy, najmniejszej lodowej cegły swojego muru Augustusowi.
Gdyby oznajmił jej o mieszkaniu z Czarnoksiężnikiem, byłby to niewątpliwie plot twist dnia. Lepiej było jednak wiedzieć mniej. Ludzie coraz częściej wymagali deklaracji w sprawach polityki oraz poglądów, ale Cyna bardzo się przed tym broniła, skupiając na swoich celach i ambicjach. Cały ten chaos oraz bałagan jej przecież bezpośrednio nie dotyczył, nie obchodził. Wydawało się jej, że pogrążone w zamyśleniu obliczę Rookwooda, nieco się zmieniło, jakby posępniał, ale nie zapytała, upijając jedynie łyka ze swojej filiżanki. Przytaknęła, a gdy porcelana odsunęła się od maźniętych szminką ust, przekręciła głowę na bok, nieco zaskoczona jego prośbą o dyskrecję. Sprawdzał ją? Nie spodziewała się wielkiego sekretu, ale wrodzona ostrożność i znajomość ludzi sprawiła, że dokładnie wiedziała, jak na takie słowa reagować. Gdyby były prawdziwe, nigdy nie wróżyły nic dobrego. Niepewność do Rookwoodów pasowała tak bardzo, jak do niej haftowanie kwiecistych wzorów na chustkach.
- Wydaje mi się, że rodziny z wielkiej dwudziestki ósemki będą bezpieczne, przynajmniej na razie. Może będzie tak, że stłumią jego głos, jak wielu przed nim i nic takiego się nie stanie? Nie obawiaj się, Twoja rodzina jest przecież nienaganna pod względem kryteriów, o których mówił prorok, a którymi kierował się Czarnoksiężnik.
Próbowała go uspokoić, do barwy głosu dodała nawet nutę łagodności, która zupełnie zmieniła chłodne zazwyczaj oblicze jasnowłosej dziewczyny. Niezależnie do tytułu Królowej Lodu, który nadał jej Sauriel, umiała w razie potrzeby odpowiednio zmienić aurę. Nie podejrzewała, aby jego słowa były prawdą, ale wyraz jego twarzy i jego oczy.. Westchnęła bezgłośnie, zostawiając tę kontemplację na później. Miała przecież za mało informacji, a dwa — znów — to nie była jej sprawa. - Myślę, że wielu czarodziejów dzieli Twoje uczucia i to takich, których byśmy o to nie podejrzewali.
Dodała jeszcze, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion, jakby nie było niczego wstydliwego w tym, co jej powiedział. Nie miała pojęcia dlaczego, ale siedzący naprzeciw mężczyzna przez ułamek sekundy przywiódł jej na myśl Theona.
Czy bycie maszyną było czymś złym? W pędzącym świecie wydawało się to wskazane, zwłaszcza jeśli chciało się odnieść jakikolwiek sukces i zapracować na to, aby Cię zapamiętano. Nikt, jak koronerzy nie rozumiał istoty śmierci i tego, jak niespodziewanie przychodziła. Dla samej Cynthii kostucha nie była czymś złym i traumatycznym, przypominała raczej czekającą w cieniu oraz ciszy opiekunkę.
- Panna Black? Nie. Wydaje mi się, że widzi w Tobie potencjał, za to Luis oraz Aghata, cóż, nie wróżę im tu sukcesu. Ta ostatnia już dwa razy popełniła podstawowe błędy poznawcze, nie wspominając o tym, że zapomniała o zważaniu oraz podaniu danych serca ofiary. Upierała się, że to jedna z ofiar wyznawców.
Nie musiała mówić więcej, aby wiedział, że znów nawiązywała do tematu ich wcześniejszej rozmowy. Zresztą, nie tylko ich, większości pracowników Ministerstwa, jak i ludzi z magicznego świata. Nie sugerowała mu niczego, nie insynuowała, bo gdyby coś faktycznie było nie tak, jak powinno z jego pracą — z pewnością zostałby poinformowany lub też dostrzegłby to w zachowaniu Lycoris, lub Williama. Byli wrażliwi na potknięcia, a zwłaszcza na braki w podstawach. Czyż one nie stanowiły kwintesencji pracy ze zwłokami? Nie miała pojęcia o targającej nim aktualnie wątpliwości na temat wykonywanych przez niego obowiązków, wierząc, że ewentualne zmiany mimiki twarzy nawiązują raczej do Voldemorta.
Przytaknęła znów. Który to już raz, wprawiając w ruch jasne pasma przy okazji, niezbyt zadowolone z gwałtownego ruchu głowy właścicielki.
- Zwłoki są niczym niedoceniane dzieła sztuki. - rzuciła odważnie na podsumowanie, wciąż zafascynowana tajemnicami śmierci, zupełnie w ten sam sposób, co kilka lat temu, gdy udało się uzyskać tu posadę, bo zdobyciu odpowiednich kwalifikacji w Nowym Orleanie. Trochę nawet ponadto, bo tamtejsze wiedźmy były bardzo skore do dzielenia się wiedzą, gdy trafiły na właściwą osobę. Obserwował ją, ale Cynie zupełnie to nie przeszkadzało. Jej błękitne tęczówki odwzajemniły spojrzenie, chociaż niewiele można było w nich dostrzec. Zaraz, dlaczego Rookwood przypominał momentami Yaxleya? Na ułamek sekundy, ściągnęła brwi. Zachowanie, bo przecież nie wygląd. Kolejny łyk przymknęła na chwilę oczy.
- Niezbyt często są interesujące sprawy, a jak są, to zwykle wybierają najlepszych podwładnych albo sami je robią. - tu miała na myśli rzecz jasna pracowników najbardziej doświadczonych, bo chociaż William zaglądał tu pomagać, jego opinia bardzo była ceniona przez ministerstwo. Ciężko było na ciekawe morderstwo się załapać, ale nawet jeśli bezpośrednio nie prowadziła sesji, przeglądała później raporty oraz zdjęcia, aby się czegoś nauczyć. - Dobrze, że szukasz wyjątku i podważasz sam siebie. Lepiej być nadgorliwym, niż błędnie orzec przyczynę zgonu. Hmmm, tak. Lubię pracować z kimś, kto może mi pokazać coś nowego i poszerzyć horyzonty. Trzy.. Nie, prawie pięć lat, nie licząc półtora roku stażu. Od razu po Hogwarcie kontynuowałam naukę. - wyjaśniła, nie widząc powodu do robienia z tego sekretu, wszak była to informacja ogólnie dostępna. I chociaż zakładała pierwotnie pracę w Mungu, skończyła w kostnicy. Nigdy nie żałowała podejmowanych przez siebie decyzji, zwykle dokładnie je przemyślała. Nauka związana z leczeniem wciąż przydawała się jej w życiu, zwłaszcza pod kątem nekromancji. Idąc jego śladem, złapała za ciasteczko. - Dlaczego wybrałeś karierę w prosektorium, jeśli mogę? - zapytała z nutą ciekawości, zanim ugryzła słodką przekąskę. Nigdy go o to nie pytała, ale jego rodzina zdawała się wybierać bardziej bojową, zawierającą praktyczną magię, ścieżkę.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#12
21.08.2023, 18:50  ✶  
Życie i śmierć... Kiedyś rzuciłbym naiwnie, że kręciły mnie te tematy, a teraz? Chyba zdejmowały mi sen z powiek. Wciąż się interesowałem śmiercią, jej badaniem, pragnąłem się rozwijać jako antropolog i kontynuować swoją pracę, aczkolwiek w związku z Voldemortem i jego działaniami, obawiałem się o życie swojej rodziny, o własną karierę i, cóż, rychłej śmierci. Życie, które starałem się budować na stabilne i przemyślane, nagle przestawało takim być, ale myślę tak sobie, że to były tylko rozterki młodego, przemęczonego człowieka. Nie byłem pierwszym lepszym czarodziejem i zamierzałem walczyć, niezależnie od tego, kto stanie się moim wrogiem. Nie powinienem tak źle się oceniać czy traktować.
Złapałem za herbatę. Nie napiłem się jej, zawieszając myśli gdzieś w powietrzu, póki Cynthia ponownie się nie odezwała.
- Ładnie powiedziane - odparłem na jej słowa odnośnie urody zwłok, a resztę jej wypowiedzi przyjąłem ze skinieniami głowy. Tak przewidywałem, że na lepsze, ciekawsze sprawy przyjdzie mi poczekać, więc pozostawało mi na razie pracować, pracować i pracować, i szukać wyjątków. Kto wie? Może któregoś dnia odkryję coś, co pozwoli mi awansować szybciej niż mógłbym się spodziewać?
- Odkąd pamiętam, preferowałem czytanie książek oraz zacisze domu, więc stwierdziłem, że nie dla mnie ganianie za łotrami - zaśmiałem się, tym razem nieco pomijając w swojej historii, ale przecież Cynthia nie musiała wiedzieć o mnie wszystkiego. - Naturalnym było, że lepszym rozwiązaniem będzie dla mnie kariera biurowa i oto jestem - zauważyłem, zerkając w kierunku kostnicy. Cóż, to nie do końca taka praca biurowa.
- Poza tym, nie ukrywajmy, mamy bzika na punkcie śmierci! - zauważyłem rozbawiony, jakby tu było faktycznie coś śmiesznego, coś radosnego może? Jeszcze raz obdarzyłem spojrzeniem kostnicę. - A każda sekcja jest niczym małe śledztwo, poznanie nowej historii... To trochę jak czytanie kryminału, ale od strony zwłok - uzupełniłem swą myśl, w końcu popijając herbatę trzymaną w rękach. Musiałem w tej chwili brzmieć na psychopatę, ale każdy z nas był tu takim fanatykiem, dowcipnisiem czy pracoholikiem. Nieistotne. Łączyły na zwłoki.
A kto wie? Może kiedyś zacznę je wskrzeszać, kiedy już odpowiednio uzupełnię swoją wiedzę i praktykę.
- Rozważam pozostanie w godzinach nadliczbowych... Ale jest dosyć późno - zauważyłem, patrząc na zegar wiszący na ścianie. - Zbierasz się niebawem czy zamierzasz jeszcze pozostać w pracy? - zapytałem o jej najbliższe plany. Z jednej strony kusiło obejrzeć zwłoki, a z drugiej byłem pewien, że przywitają mnie oczy pełne reprymendy. Ojciec preferował, byśmy razem wszyscy w domu spożywali obiad.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#13
23.08.2023, 21:33  ✶  
Powstanie (lub raczej jego próba) Czarnoksiężnika mogło być chwilowym zawirowaniem, które na dłuższą metę nie będzie miało żadnego znaczenia i zostanie zapomniane, jak setki przed nim lub też przeciwnie, wywróci magiczny świat do góry nogami, wywołując wojnę pomiędzy ludźmi. Nie chodziłoby tylko o tę przysłowiową dobra ze złem, ale również tą, gdzie brat odwracałby się od brata, ponieważ różniły ich poglądy, wychowanie oraz przede wszystkim znajomi. Niewiele było rodzin w skorowidzu, które faktycznie — kurczowo i mocno trzymały się ideologi zachowania czystej krwi, przekazywania najczystszego źródła magii nowym pokoleniom. Nie godzili się na współdzielenie, modernizację dobrze funkcjonującego — ich zdaniem -świata. Jej to właściwie było obojętne, miała swoje sprawy i wolała pozostać poza tym wszystkim tak długo, jak mogła. Nie była wybitną Czarownicą bojową, jeśli liczyć oczywiście klasyczne metody.
Posłała mu krótkie spojrzenie, nawet odrobinę szczerego uśmiechu, który mógłby go zachęcić do dalszej pracy. Wszystko wymagało cierpliwości i systematyczności, szczególnie awans. Jeśli Lycoris i William zobaczą jego starania, będą bardziej na nim polegać, a to automatycznie sprawiało, że miałby szanse na ciekawe przypadki, a nie tylko nudne zatrucia lub oklepane, przeklęte naszyjniki. Były niepokojąco popularne, ktoś na Nokturnie musiał zbijać fortunę.
- Pan Rookwood pewnie był zaskoczony, ale również dumny. Wbrew pozorom, to wymagająca praca, ludzie jej bardzo nie doceniają. - powiedziała po jego słowach, wzruszając delikatnie ramionami, głównie do ostatnich słów, które padły spomiędzy jej warg. Uważano, że prosektorium oraz zwłoki są nudne, niczego nie wnoszą, a przecież wymagały znacznie więcej precyzji, percepcji, spostrzegawczości i inteligencji, niż machnie różdżką i rzucanie zaklęć. Domykali łańcuch działań ich departamentu, byli niezbędni.
Miał rację, ona sama by chyba lepiej tego nie ujęła. Augustus bardzo urósł w jej oczach, błękitne spojrzenie Flintówny aż zalśniło na jego bystre i trafne porównanie. To było jak niekończące się zagadki, puzzle, gdzie elementami były fragmenty ludzkiego ciała. Śmierć wcale nie była straszna, przypominała raczej opiekuńczą matkę.
- Pasujesz tutaj. Tylko ludzie, którzy umieją pogłaskać kostuchę po dłoni, akceptują ją i nie przeraża ich zastygła — często w przerażeniu — twarz, będą w stanie dotrzeć na same szczyty kariery, a także poznać dokładnie mechanizmy naszego ciała. A to mój Drogi Panie Rookwood, zawsze jest przewaga.
Upiła z filiżanki, przenosząc na chwilę wzrok na wzburzoną taflę. Nie sztuką było toczyć walkę, sztuką było zakończyć ją, nim przeciwnik w ogóle zaczął i się zorientował. Znając wszystkie punkty witalne, sposób działania mięśni oraz układów, a nawet sprawy związane z budową mózgu oraz działaniem umysłu, miało się przewagę nad każdym. Bystry koroner dostrzeże słabość żywego organizmu, a gdy ma wiedzę leczniczą oraz ziołową, nie wspominając o innych sztuczkach.. Dziewczyna uśmiechnęła się krótko pod nosem, gasząc pragnienie.
Spojrzała na zegar, wydając z siebie mruknięcie. Wciąż było wcześnie, każdy powrót do domu kończył się obecnie rozmową na temat jej nadchodzącego mirażu, co wzbudzało w niej tak wielką niechęć, że wychodziła stąd tylko wtedy, gdy faktycznie musiała. Na szczęście ojciec znał się na handlu, oliwie i statkach, nie na trupach i Ministerstwie. - Zostanę jeszcze, mam trochę raportów i może zerknę na jedno ciało. - powiedziała w końcu, odstawiając na stolik pustą filiżankę. - Faktycznie, późno już. Uważaj na siebie Agustusie, ciemne mamy czasy.
Westchnęła, wstając. Uprzątnęła szybko, wymienili jeszcze kilka słów, a potem Cynthia wróciła do pracy, Rookwood natomiast udał się poza Ministerstwo, ciesząc się wieczorem lub udając się zwyczajnie spać, aby odpocząć.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (2407), Cynthia Flint (4443)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa