Usłyszał pisk siostry. Nawet, gdyby nie znajdowałby się w tej dziurze, to by to do niego doszło. Trochę się wystraszył, podbiegł jeszcze bliżej. Tyle, że poza nimi nie było tutaj nikogo więcej, może po prostu spanikowała z powodu potknięcia? Wydawało mu się, że nie była na tyle strachliwa, może jednak taka sytuacja, chwila zawahania, kto to mógł właściwie wiedzieć. Miał nadzieję, że wszystko już jest w porządku. Był tuż obok, mogła mieć pewność, że nie przytrafi się jej żadna krzywda. Nie na jego warcie - nigdy.
Nie zdążył wyciągnąć ręki w jej stronę. Jackie sama podniosła się na nogi. Widać ten upadek nie był aż taki bolesny. Na całe szczęście, brakowało im w tym wszystkim tylko tego, żeby się tu jeszcze mocno poturbowała. Nie ma co. Jak widać nawet w domu nie jest szczególnie bezpiecznie, a życie może płatać naprawdę dziwne figle. Spoglądał na nią mierzwiąc swoje włosy - robił tak zawsze, gdy zaczynał się denerwować. Taki odruch bezwarunkowy.
Zobaczył, że się do niego uśmiechnęła. Kamień z serca, czyli wszystko było w porządku. Mógł odetchnąć w spokoju. Zawsze się o nią martwił. Mimo, że nie była już dzieckiem, to dla niego będzie do końca życia młodszą siostrą, o którą powinien się troszczyć. Nie zmieni się to nigdy - jedna z nielicznych rzeczy, których był pewien.
Samuel teleportował się na górę dziury, spoglądał w dół. Gdyby tylko poprosiła, to wyciągnąłby rękę i wciągnął ją do siebie. Znał jednak dużo bardziej proste rozwiązanie. Dla niego najbardziej logiczne, chociaż w przypadku Jackie - mogło być różnie. Zdawał sobie sprawę, że dużo gorzej znosiła teleportację, nie przepadała za nią - chociaż potrafiła to robić. Na szczęście, jakby to w ogóle wyglądało, gdyby Carrow nie potrafił się teleportować. Translokacja była chlubą ich rodziny.
- Jakby coś, mną się nie przejmuj, widziałem wiele osób, które miały podobne problemy. - W końcu uczył całą masę czarodziejów, takie wymioty nie były niczym niestandardowym, sporo osób znosiło teleportację właśnie w ten sposób.
Całkiem szybko Jackie postanowiła skorzystać z teleportacji. Bez mniejszego problemu znalazła się koło Smauela, tyle, że widział iż musiała się uspokoić. Dotknął dłonią jej ramienia, aby dodać jej otuchy. Miał nadzieję, że szybko jej to przejdzie. Ta przypadłość naprawdę potrafiła uprzykrzyć życie. - Już w porządku? - Wolał się upewnić.