• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[15.06.1972] Bunt żywiołów - ziemia

[15.06.1972] Bunt żywiołów - ziemia
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#11
03.11.2023, 22:43  ✶  

Usłyszał pisk siostry. Nawet, gdyby nie znajdowałby się w tej dziurze, to by to do niego doszło. Trochę się wystraszył, podbiegł jeszcze bliżej. Tyle, że poza nimi nie było tutaj nikogo więcej, może po prostu spanikowała z powodu potknięcia? Wydawało mu się, że nie była na tyle strachliwa, może jednak taka sytuacja, chwila zawahania, kto to mógł właściwie wiedzieć. Miał nadzieję, że wszystko już jest w porządku. Był tuż obok, mogła mieć pewność, że nie przytrafi się jej żadna krzywda. Nie na jego warcie - nigdy.

Nie zdążył wyciągnąć ręki w jej stronę. Jackie sama podniosła się na nogi. Widać ten upadek nie był aż taki bolesny. Na całe szczęście, brakowało im w tym wszystkim tylko tego, żeby się tu jeszcze mocno poturbowała. Nie ma co. Jak widać nawet w domu nie jest szczególnie bezpiecznie, a życie może płatać naprawdę dziwne figle. Spoglądał na nią mierzwiąc swoje włosy - robił tak zawsze, gdy zaczynał się denerwować. Taki odruch bezwarunkowy.

Zobaczył, że się do niego uśmiechnęła. Kamień z serca, czyli wszystko było w porządku. Mógł odetchnąć w spokoju. Zawsze się o nią martwił. Mimo, że nie była już dzieckiem, to dla niego będzie do końca życia młodszą siostrą, o którą powinien się troszczyć. Nie zmieni się to nigdy - jedna z nielicznych rzeczy, których był pewien.

Samuel teleportował się na górę dziury, spoglądał w dół. Gdyby tylko poprosiła, to wyciągnąłby rękę i wciągnął ją do siebie. Znał jednak dużo bardziej proste rozwiązanie. Dla niego najbardziej logiczne, chociaż w przypadku Jackie - mogło być różnie. Zdawał sobie sprawę, że dużo gorzej znosiła teleportację, nie przepadała za nią - chociaż potrafiła to robić. Na szczęście, jakby to w ogóle wyglądało, gdyby Carrow nie potrafił się teleportować. Translokacja była chlubą ich rodziny.

- Jakby coś, mną się nie przejmuj, widziałem wiele osób, które miały podobne problemy. - W końcu uczył całą masę czarodziejów, takie wymioty nie były niczym niestandardowym, sporo osób znosiło teleportację właśnie w ten sposób.

Całkiem szybko Jackie postanowiła skorzystać z teleportacji. Bez mniejszego problemu znalazła się koło Smauela, tyle, że widział iż musiała się uspokoić. Dotknął dłonią jej ramienia, aby dodać jej otuchy. Miał nadzieję, że szybko jej to przejdzie. Ta przypadłość naprawdę potrafiła uprzykrzyć życie. - Już w porządku? - Wolał się upewnić.

Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#12
06.11.2023, 12:31  ✶  

Odetchnęła kilka razy, otworzyła oczy i uśmiechnęła się nieco krzywo do brata.
- Jasne.- potwierdziła, chociaż na jej usta cisnęło się nieco inne słowo, mugolskie przekleństwo, które podłapała podczas swoich podróży - zajedwabiście. Nie chciała jednak przeklinać przy nim, bo przecież była jego młodszą siostrzyczką, a młodsze siostrzyczki nie używają tak parszywego języka. - Ale muszę coś zjeść. - dodała, odwracając się i ruszając w stronę domu.

Czy miała nadzieję, że Samuel sam poradzi sobie z usunięciem szkód wywołanym osunięciem ziemi w ogródku? A może nie uznała tego, za tak istotne i niewygodne, żeby poświęcać temu swoją uwagę? Ciężko było powiedzieć, ale z pewnością wyglądało na to, że sama póki co nie kiwnie różdżką, żeby naprawić im ogródek. Tak po prawdzie, była dużo bardziej zainteresowana tym, co zawierało niewielkie, aluminiowe pudełko, niż drzewem. Jak dla niej, to drugie brat mógł pociąć na drewno do kominka, chociaż przyda się im ono dopiero na jesień. Dobrze jednak było mieć zapas.

Swoje kroki skierowała do kuchni, gdzie odłożyła pudełko delikatnie na blat, ignorując osypującą się z niego jeszcze ziemię. Sama umyła ręce i zabrała się do przygotowywanie typowego angielskiego śniadania. Nie była pewna, czy Sam jadł już coś, więc rzuciła przez uchylone kuchenne drzwi "Chcesz śniadanie?!" (czy też zapytała ciszej, jeśli brat wszedł już za nią do kuchni) i dostosowała ilość składników do jego odpowiedzi. Robienie tak zwykłych i konkretnych rzeczy jak zaparzenie herbaty, usmażenie jajek, podgrzanie fasolki czy tostowanie chleba, zawsze ją uspokajało. Aluminiowa skrzynka stała obok, niczym groźba, obietnica a przede wszystkim tajemnica. Jackie wcale nie była do końca pewna, czy w ogóle chce ją otwierać. Mogło się tam kryć cokolwiek - włącznie z kupą piasku albo jakimś martwym zwierzęciem - a ona byłaby dość zawiedziona, gdyby okazało się to niewarte zdarcia kolana i nieplanowanej teleportacji.

- Nie masz dzisiaj pracy? - zapytała brata, krzątając się po kuchni. Mogliby spędzić ten dzień jakoś razem, jeśliby Sam oczywiście tego chciał. Było lato, dni były długie i ciepłe, a ona tymczasowo nie myślała o życiu, przeciekającym jej przez palce z każdą kolejną przemianą. Chciała być w życiu Samuela, w zamian za te wszystkie dni poprzednich wakacji, kiedy wysyłała mu tylko pocztówki z różnych odległych miejsc. - Widziałeś się z Danielle po Beltane? - dodała, już bardziej ostrożnie. Nie chciała go do niczego nakłaniać, ale naprawdę kibicowała jemu i Dani, szczególnie że swego czasu uważała dziewczynę za swoją przyjaciółkę, nawet jeśli ostatnio ich kontakty były nieco sporadyczne.

Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#13
06.11.2023, 21:34  ✶  

Jackie nie wyglądała najlepiej. Wolał jednak nie mówić o tym na głos, wystarczająco nieprzyjemnie zaczął się ten poranek. - Możemy zjeść śniadanie. Później się tym zajmę. - Musiał zrobić porządek w ogrodzie, bo czuł, że ojciec może nieco się wkurzyć, jeśli zastanie to miejsce takim, jak teraz. Nie spieszyło mu się jednak, wiedział, że Finn wczoraj pochlał, więc miał jeszcze jakieś dwie, trzy godziny, aby doprowadzić ogródek do porządku. Zdąży na spokojnie się tym wszystkim zająć.

Sammy ruszył za siostrą, mieli chwilę, żeby spędzić ten czas razem. Brakowało mu wspólnych śniadań, jej obecności. Smutno było w domu, kiedy wędrowała po wielkim świecie. Teraz miał choć odrobinę radości, gdy budził się rano.

- Oczywiście, że chcę śniadanie. - Odkrzyknął jej nim pojawił się w kuchni. Nie mógłby odmówić posiłku, szczególnie, że sam nie należał do osób, które jakoś specjalnie potrafiły tworzyć cokolwiek w kuchni. Jego największym osiągnięciem było ugotowanie zupy, w miarę zjadliwej. Tak to stawiał raczej na chleb z masłem, kiedy żołądek dawał znać o tym, że czas coś zjeść. Pierwszym wyborem była zawsze czarna kawa i papieros, które skutecznie potrafiły poradzić sobie z głodem.

- Poza tym, że muszę naprawić ogródek, to nie mam. Znaczy mam, zawsze mam, ale mogę nie mieć. - Nie do końca wiedział dlaczego siostra o to pyta. Trochę się zgubił w wypowiedzi, ale pewnie za chwilę się odnajdzie. Samuel miał to szczęście, że prowadził własną działalność, więc mógł pracować, kiedy miał na to ochotę. Oczywiście nie licząc tych kilka zleceń w roku dla ministerstwa, na całe szczęście miał to już praktycznie z głowy, więc mógł zająć się swoimi wynalazkami i tym, co go faktycznie ciekawiło.

Wbił wzrok w stół, przy który usiadł chwilę wcześniej, kiedy siostra zapytała o Danielle. Widział się z nią przez moment na pogrzebie jej ojca i to by było na tyle. Czuł, że w Beltane coś się zmieniło, tęsknił za nią okropnie, jednak nie miał zielonego pojęcia dlaczego. Lubił ją od zawsze, to fakt, ale przez to, że wlazł na ten cholerny pal czuł się zupełnie inaczej. Nie potrafił rozmawiać o uczuciach, nikt nigdy go tego nie nauczył. Nie do końca więc wiedział, co powinien powiedzieć siostrze. - Tak, widziałem się z nią na pogrzebie jej ojca. - Nie ma co mówić, naprawdę wspaniałe to było spotkanie...

Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#14
09.11.2023, 17:04  ✶  

Jackie wiedziała że brat pracował na własną rękę. To było już chyba u nich rodzinne, że nie potrafili utrzymać ciepłych posadek w Ministerstwie. On miał to po ojcu, a ona po ojcu i matce, chociaż właściwie sama do końca o tym nie wiedziała. Skąd miała bowiem wiedzieć o matce, która ją porzuciła gdy była jeszcze małym dzieckiem, a teraz zapewne nie była już człowiekiem. Jeśli w ogóle jeszcze żyła. Tak przynajmniej Jackie zakładała bo nikt nigdy na głos o tym z nią nie rozmawiał, chociaż ojciec wyraźnie powiedział, że przekleństwo, które było jej udziałem odziedziczyła po matce. Nie miała jednak żadnego innego potwierdzenia ani danych matki, dzięki którym mogłaby ją odszukać i poznać więcej informacji o niej.
- Jak chcesz to śniadanie to nakryj do stołu. - powiedziała do brata, jednocześnie podsmażając na jednej patelni boczek i machając różdżką żeby wbić na drugą patelnię cztery jajka.

Nie odpowiedziała kiedy Sammy zaczął plątać się we własnych słowach. Może trudności z komunikacją z innymi ludźmi miała po ojcu? Czasem zdawało jej się, że kiedy próbuje dogadać się z nim lub z bratem to dzieli ich szklana szyba, przez którą na drugą stronę docierało tylko część tego co ona mówiła. Tak jakby brak miłości i bliskości w dzieciństwie ze strony rodziców upośledził pod tym kątem ich oboje. Tylko że ja jestem kaleką Na więcej niż jeden sposób. pomyślała cierpko.
[a]Szybko jednak otrząsnęła się z tych rozmyślań i podała do stołu śniadanie. Pudełko leżące w dalszym ciągu na ladzie w kuchni zdawało się przywoływać ją z odległości, łapać jej spojrzenia pobłyskami startego aluminium. Postanowiła jednak że nie chce go otwierać na czczo. Chciała najpierw pocieszyć się śniadaniem z bratem a potem… Sama nie wiedziała. Może najlepiej byłoby zabrać skrzynkę na górę i otworzyć ją bez innych świadków? Nie wiedziała do końca dlaczego, ale była przekonana, że małe pudełeczko zawiera coś bardzo ważnego.

- Nie, nie. Możesz iść pracować. Ja i tak chciałam trochę poczytać. - odpowiedziała, torchę niezręcznie. Postanowiła najpierw sama otworzyć pudełko, a dopiero potem zawołać Samuela, jeśli jego zawartość będzie w ogóle tego warta. Nie chciała robić zamieszania z powodu niejasnego przeczucia, jeśli potem okaże się że w pudełku są śmieci, nic, albo martwy gnom. Chociaż ten ostatni akurat pewnie by się tam nie zmieścił.

Trochę zmarkotniała, słysząc odpowiedź brata na temat Dani. No tak, Beltane nie obyło się w tym roku bez ofiar. Sama nie miała okazji się tam pojawić i teraz poczuła ostre igiełki wstydu i poczucia winy wbijające się w jej żołądek i psujące smak jedzenia na języku. Postanowiła odwiedzić grób ojca przyjaciółki tak szybko, jak to będzie możliwe.

- Pochowali go w Dolinie? - dopytała się dla pewności, nie zdradzając jednak bratu z czego wynika jej pytanie. To była “wycieczka”, którą chciała odbyć sama. Mogłaby też złożyć kwiaty na grobach babci i dziadka, była pewna, że ojciec nigdy ich nie odwiedzał a chciała uczcić ich dusze. Tym bardziej teraz, kiedy zasłona oddzielająca światy żywych i umarłych wydawała się być cieńsza niż kiedykolwiek wcześniej, a ryzyko dołączenia do swoich przodków na cmentarzu - bardziej realne.

Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#15
13.11.2023, 12:23  ✶  

Nie każdemu było dobrze w Ministerstwie. Dla większości była to stabilna praca, której potrzebowali. On czuł, że by się męczył, nie miałby czasu na realizację swoich wszystkich wspaniałych pomysłów. Dużo lepiej szło mu działanie na własną rękę, chociaż praca jako nauczyciel transmutacji od czasu do czasu nie była wcale taka najgorsza. Może też dlatego, że wiązało się to głównie z wizytami w Hogwarcie i nauką młodszych pokoleń czarodziejów. Samuel lubił kontakt z młodzieżą, widział ich entuzjazm i dodawało mu to skrzydeł. Chętnie pojawiał się w szkole i prowadził zajęcia. Nie było to jednak coś, co mógłby robić na pełen etat, potrzebowali go kilka razy w miesiącu, może i dobrze, bo pewnie poczułby wypalenie, czy coś. Tak to mógł to pogodzić ze swoim normalnym trybem dnia bez mniejszego problemu.

- Jasne. - Odpowiedział krótko. Jackie rządziła w kuchni przyjął więc rozkaz bez negowania go. Podszedł do jednej z szafek, otworzył ją, zapomniał, że się nie domykała, miał to naprawić już jakiś czas temu, jednak nigdy nie było odpowiedniego momentu. Wyciągnął dwa talerze, które postawił na stole. Przygotował również sztućce, żeby nie musieli jeść palcami. To chyba tyle. Usiadł więc przy stole, zaczął bujać się na krześle. - Gotowe. - Powiedział jeszcze, żeby dać znać siostrze, że wykonał jej polecenie. Wyciągnął papierosa zza ucha i wziął go do ręki. Zaczął go obracać w dłoniach, miał chęć zapalić, powstrzymywał się jednak przed siostrą. Nie chciał, żeby zwracała mu uwagę na to, iż smrodzi w kuchni, czy coś.

Miewał problemy z zebraniem myśli. Nie do końca potrafił się komunikować, najgorsze było to, że zdawał sobie z tego sprawę, przez co częściej milczał. Wydawało mu się to najprostszym rozwiązaniem, skoro nie mówił wcale, to nikt nie mógł go źle zrozumieć. W jego głowie miało to sens.

- Jasne, jakbyś kiedyś chciała coś razem porobić, to powiedz. - Chociaż nie do końca wiedział, co by to mogło być, bo nie łączyło ich zbyt wiele. Mieli zupełnie różne zainteresowania, mimo wszystko warto było pielęgnować ich relację, nie miał nikogo więcej. Tylko Jackie, była dla niego najważniejsza na świecie, chociaż czasem miewał problemy z okazywaniem tego. Nic to jednak nie zmieniało.

Sammy nie naciskał na to, żeby otworzyła teraz to pudełko. Nie miał pojęcia, co mogło się w nim znaleźć, ona je znalazła, więc mogła zatrzymać informacje na temat jego zawartości dla siebie. Nie miał nic przeciwko.

- Tak w Dolinie. Była to kameralna ceremonia. - Powiedział spokojnie. Beltane namieszało w Dolinie, miał wrażenie, że ich dom nie był już bezpiecznym miejscem i próbował jakoś odnaleźć się w tej rzeczywistości. Nigdy, odkąd pamiętał nie wydarzyło się tu tyle złego.

Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#16
14.11.2023, 11:52  ✶  

Niedługo później śniadanie dla obojga było gotowe. Na stole wylądował duży talerz z bekonem, jajecznica na patelni, posmażone pomidory, kiełbaski i fasolka w rondelku. No i oczywiście tosty. Jackie uśmiechnęła się, siadając na miejscu gdzie był jej talerz. Lubiła takie leniwe śniadania, kiedy mogli z Sammym zamienić chociaż parę słów. Dalej nie byli do końca przyzwyczajeni do swojej obecności tak często, mijali się niezręcznie w drodze do łazienki czy wpadali na siebie w korytarzu. Czuła jednak większy spokój, niż przez ostatnie kilka miesięcy wiosny, nawet pomimo tego co działo się w świecie. Nawet jeśli nie zostało jej wiele czasu - niezależnie czy to było parę miesięcy, rok czy kilka lat, cieszyła się, że może ten czas spędzić z Samuelem.

Nałożyła sobie na swój talerz sporą porcję wszystkiego i zaczęła jeść w ciszy. Wcale nie czuła, że musi coś mówić i lubiła to, że on akceptował ciszę pomiędzy nimi. Nigdy nie była to zresztą niezręczna cisza, gdzie wiadomo było, że ktoś powinien coś powiedzieć - dla nich milczenie też było sposobem komunikacji.

Po tym jak wróciła do domu, bez perspektyw na przyszłość, sponiewierana i przerażona samą sobą i klątwą, przez wiele tygodni było to wszystko co ich łączyło. Cisza w której siedzieli - on majstrując coś przy najnowszym wynalazku, ona z kocem na kolanach, wpatrująca się w książkę, czytając w kółko ten sam akapit. W tej jego cichej obecności, odnajdowała spokój i oparcie, którego tak bardzo potrzebowała, żeby wylizać rany, pozbierać się fizycznie i psychicznie i zyskać odwagę do tego, żeby marzyć i rozwinąć skrzydła. To on załatwił jej tą rozmowę w Ministerstwie, żeby dać jakikolwiek początek jej karierze. To on poddał jej pomysł napisania artykułów do gazet. To on kupował te gazety, choć przecież magiczne stworzenie zupełnie nie były w jego obszarze zainteresowań. W jej oczach zdecydowanie zasługiwał na więcej, niż ona mogła mu zaoferować jako siostra, ale zdawał się brać to co miał w życiu i cieszyć nawet niewielkimi ochłapami. Oboje musieli.

- Tak właściwie... Myślałam, żeby wybrać się do jakiegoś magimedyka... Wiesz, żeby mnie zbadał. Ale trochę boję się iść sama. - Jackie nie patrzyła na niego mówiąc to, zdawała się być bardzo zaabsorbowana wydzielaniem mniejszej porcji ze swojej jajecznicy. To nie tak, że chciała mu dawać nadzieje, ale dzięki temu, że Sam nie naciskał, ona sama zdecydowała, że choć nie będzie sobie robić nadziei, to była mu winna nie pozostawanie bezczynną. Tak naprawdę nic nie ryzykowała. Gorzej już raczej być nie mogło. Nie była pewna, jak on zareaguje na tą informację, ale zerkała na brata kątem oka.
- No i żadnego nie znam... Może powinniśmy napisać jakieś ogłoszenie do gazety? Ale wiesz, bez podawania szczegółów. - dodała, bo ten pomysł właśnie wpadł jej do głowy. Może akurat dostrzegłby ich ogłoszenie ktoś kto zna się na sprawie, i mógłby im pomóc bardziej niż pierwszy lepszy uzdrowiciel ze Świętego Munga.

Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#17
21.11.2023, 10:10  ✶  

Dawno w tej kuchni nie było czuć takich przyjemnych zapachów. Samuel nie potrafił gotować, udawało mu się jakoś przeżyć jedząc kanapki, czy inne podobne zupełnie niewymagające potrawy, także to śniadanie to była całkiem przyjemna odmiana.

Czekał, aż Jackie zasiądzie z nim przy stole. Mogli zjeść razem, w milczeniu, lub nie. Nie potrzebował nie wiadomo jakiejs uwagi, czy rozmów, istotne było to, że siostra znajdowała się obok. Dobrze było mieć ją znowu przy sobie. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo mu jej brakowało. Nie miał pojęcia, czy i kiedy znowu wyruszy w podróż. Nie pytał, czy znalazła to, czego szukała. Nie zamierzał tej jej zatrzymywać, nie taka była jego rola. Musiał ją wspierać, po prostu, w każdej decyzji którą podejmie. Wydawało mu się, że to jest najbardziej słuszne.

Poczekał, aż siostra nałoży sobie posiłek, po czym sam sięgnął po tosty i bekon. - Pięknie pachnie. - Dodał jeszcze uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Nie mógł się doczekać, aż skosztuje to, co przygotowała siostra. Jadł w ciszy, nieładnie tak rozmawiać podczas posiłku.

Nie miał wielkich wymagań. Czuł, że nie może mieć. Nie zasługiwał na nie. Powinien się cieszyć z tych drobnostek, które dla niektórych mogły nie znaczyć nic. Brał to, co dostawał od życia, bo wiedział, że może być gorzej. Jego oczekiwania nie były zbyt wielkie - nigdy. Może to był właśnie błąd? To jego myślenie, że nie zasługuje na nic lepszego, przywykł jednak do tego, że tak już było. Nie walczył dla siebie o nic więcej, bo dlaczego by miał? Zdawał sobie sprawę, gdzie jest jego miejsce w ogólnoprzyjętej hierarchii. Miał jednak nadzieję, że chociaż jego siostrze uda się coś osiągnąć, w przeciwieństwie do niego miała wiele do zaoferowania, szkoda by było, żeby jej umiejętności się zmarnowały. Dlatego też zawsze starał się ją wspierać, dodawał odwagi, czuł, że warto. Będzie mógł się kiedyś pochwalić, że to jego siostra, kiedy już o nim zapomni. Miał wrażenie, że to nadejdzie, jeśli uda jej się zrobić wielką karierę, bo kto chciałby wracać do miejsca jak to? Nieduolnego brata i ojca alkoholika. Nikt.

Uniósł wzrok znad talerza, kiedy siostra się odezwała. Wpatrywał się w nią dłuższą chwilę. - Pójdę z tobą. - Jeśli bała się iść sama, to powinien być obok, żeby ją wspierać. Naprawdę dobrze, że zaczęła myśleć o wizycie u magimedyka, może ktoś znajdzie jakieś remedium na jej przypadłość.

- Popytam, może ktoś zna kogoś godnego polecenia. - Nie wiedział, czy ogłoszenie w gaziecie to dobry pomysł, mogliby się do niej odezwać jacyś oszukani medycy, bez żadnego doświadczenia, którzy chcieliby zarobić na jej nieszczęściu. Zdecydowanie bezpieczniej było trafić do kogoś z rekomendacji.

Spędzili razem jeszcze trochę czasu, wymieniając się półsłówkami i jedząc to pyszne śniadanie, które zrobiła jego siostra, a później wrócili do codzienności.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Jackie Carrow (3078), Samuel Carrow (3209)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa