• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17 lipca 1972] Cierpliwość jest cnotą, a cygaro ratunkiem | Robert & Richard

[17 lipca 1972] Cierpliwość jest cnotą, a cygaro ratunkiem | Robert & Richard
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
05.08.2024, 18:21  ✶  

17 lipca 1972, po śniadaniu
Robert & Richard


Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, zaprosił Richarda do gabinetu krótko po zdecydowanie zbyt szybkim śniadaniu. Rytuał, któremu od zawsze poświęcał całkiem sporo czasu, w towarzystwie zbyt wielu osób okazał się bardziej męczarnią niż przyjemnością. Choć dzień dopiero się rozpoczął, odczuwał spore zmęczenie. Był świadomy tego, że najpewniej wszystko będzie ciągnęło się długimi godzinami. Już teraz miał chęć sięgnąć po szklankę oraz karafkę z alkoholem. Oczywiście wybierając ten sam trunek, co zwykle. Powstrzymywała go przed tym jedynie świadomość odnośnie stosunkowo wczesnej godziny.

Zbyt wczesnej jak na tego rodzaju przyjemności.

Zajmując miejsce za biurkiem, czekał aż Rick usiądzie po drugiej stronie tegoż mebla. Nie popędzał. Nie okazywał bratu żadnego zniecierpliwienia. Jedyne co, to sięgnął po wykonany z drewna cedrowego humidor. O ile na alkohol było zbyt wcześnie, to na cygaro każda pora wydawała się odpowiednia. Albo też Robert tak sobie wmawiał. I w dodatku, wmawiał to sobie całkiem skutecznie.

Długie zapałki oraz obcinaczka - podstawowe akcesoria, bez których nie mógł obejść się żaden miłośnik cygar. Pierwsze z nich wylądowały na biurku. Drugie, miały pozwolić na przycięcie niewielkiej części kapturka. Tym też Robert zajął się, kiedy tylko otworzył eleganckie, zdobione pudełko; kiedy wyjął z niego cygaro.

- Masz ochotę? - zapytał. Ot, zwykła grzeczność. Nie sądził bowiem, żeby Richard wykazał zainteresowaniem cygarem. Brat wybrał dla siebie nieco inne uzależnienie. Ale może to i dobrze? W porównaniu z papierosami, cygara zdawały się kosztować małą fortunę.

Pozbywszy się kapturka, zapalił jedną, długą zapałkę, którą następnie przystawił do stopy. Na tyle blisko, żeby ją ogrzewać, ale nie dotykać bezpośrednio. Następnie drugą oraz trzecią. Jak na tradycjonalistę przystało. Skierowane do dołu cygaru, obracał podczas tego procesu w dłoni. Delikatnie. Z wprawą typową dla kogoś, kto zwykł delektować się tym od lat. Kiedy wreszcie zaczęło się ono odpowiednio żarzyć, zgasił ostatnią zapałkę.

Cygaro powędrowało prosto do ust.

I na Merlina - jak on na ten moment czekał! Jak bardzo tego potrzebował!

Odpowiednią ilość dymu wciągnął prosto do ust, rozkoszując się jego smakiem. Przymykając przy tym na moment oczy. Opierając się wygodniej o oparcie fotela. Wreszcie wypuścił go, również ustami. Tak jak należało. Nie za szybko. Dobrze bowiem wiedział, że nadmierny pośpiech zabijał cały czar. Całą tę magie, która wiązała się z paleniem cygara.

- Nie wiem jak ja przetrwam kolejne takie śniadania. - pozwolił sobie na ten komentarz. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał skupić się na tym temacie. To było tylko krótkie spostrzeżenie. Drobna uwaga, po której miał przejść do tego, co sprowadziło ich do gabinetu. - Załatwiłeś wszystko, co związane z podróżą? - zapytał, ponownie przystawiając cygaro do ust. Wyciągając dym, zatrzymując go na odpowiednio długą chwilę w ustach. Delektował się jego smakiem. Intensywnością.

O co pytał? Dla Richarda powinno to być jasne. To na niego i Charlesa spadł bowiem obowiązek zaplanowania tej krótkiej podróży. Umówienia spotkań z ludźmi, którzy okazać się zainteresowani współpracą. Skoro Richard i Charles zdecydowali się przenieść do Londynu, potrzebowali w Oslo kogoś, kto będzie czuwał nad interesem. Nad wszystkimi ludźmi, z którymi Mulciberowie współpracowali.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#2
06.08.2024, 16:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2024, 13:25 przez Richard Mulciber.)  

Zaraz po dość emocjonującym i dynamicznym śniadaniu, odmiennym od standardowo mijających w spokoju, Richard udał się za Robertem do gabinetu zgodnie z jego prośbą. Nawet, gdyby ta nie nastąpiła, sam po prosiłby o rozmowę. Temat jaki chciał poruszyć, to Lorien. Robert nie uprzedził, że tym razem wróci razem z nią. Wzbudziło to niezadowolenie u Richarda, a może skrywana w tym zazdrość, że kolejna kobieta jest w życiu jego brata?

Z zachowaniem swoich dzieci miewał takie problemy w swoim domu rodzinnym. Lecz tam, nie miał problemu z uspokajaniem ich. Ale kiedy znajdowali się w otoczeniu Sophie, nie byli jakby sobą? Uaktywniał się w nich inny poziom zachowania? Ilekroć bratanica gościła u nich w Oslo na wakacjach, trzeba było cały czas ich pilnować.

Drzwi gabinetu zamknął za sobą. Skierował się do biurka, za którym postanowił usiąść Robert. Richard, tradycyjnie zajął fotel przed wspomnianym meblem. Wyciągnął swoją, niczym najcenniejszy skarb, papierośnicę, którą codziennie uzupełniał papierosami. Nie otworzył jej, kiedy usłyszał pytanie brata. Podniósł na niego pytające spojrzenie, po czym na otwarty humidor. Częstował go cygarem. Drogim w swoim pochodzeniu i cenie tytoniem. Przyjemnie długo się palącym, wymagającym jednak trochę przygotowania i odpowiedniego zapalenia. W swoim nałogu, wybrał papierosy. Tańsze, krótsze, szybko wypalające się, to jednak umożliwiające wykonywanie swojej pracy w terenie. Jak trzeba, papierosa wyrzucisz, potem zapalisz nowego. Z cygarem trochę szkoda.
Gdy miał udawać własnego brata, gdziekolwiek miał iść w jego imieniu na spotkania, przyjęcia, gdzie częstowano cygarem, wtedy korzystał. Opanował sztukę obchodzenia się z nimi. Richarda kusiło. Czemu nie skorzystać? Rzadko palił cygara. Często on sam częstował Roberta swoimi papierosami, bo zawsze miał pod ręką.

- Dla odmiany, chętnie.
Wstał chowając papierośnicę do kieszeni. Zbliżył się do biurka, aby wziąć jedno cygaro, tradycyjnie pozbyć się kapturka, odpowiednio zapalić, korzystając z długiej zapałki. Robert w tym momencie delektował się swoim.

Zaciągnął się odpowiednio, zamknął oczy, delektując się dymem tytoniowym, wypuszczając po chwili dym ustami. "Już zapomniałem jaką to ma moc." – pomyślał. Spojrzał na brata, kiedy padło zdanie dotyczące kolejnych wspólnych śniadań.

- Miałem nadzieję, że wydorośleli już na tyle, aby nie robić wstydu przy stole rodzinnym.
Odniósł się do stwierdzenia brata. Wytłumaczył bardziej swoje spostrzeżenie i zawód zachowaniem własnych dzieci. Nie był z tego dumny.

Usiadł z powrotem na swoje miejsce wcześniej zajmowane. Padło w tym czasie istotne pytanie dotyczące planowanej podróży do Norwegii.

- Tak. Wszystko jest przygotowane. Daj tylko znać, kiedy chcesz ruszać.
Potwierdził. Przykładając cygaro do ust. Zaciągnął się odpowiednio. Ten zapach, smak. Richard potwierdził w odpowiedzi, że o wszystko zadbał. O odpowiednią korespondencję, gdyż znał język. Miał kogo do zaoferowania w pomocy przy ich interesie rodzinnym w Skandynawii.
Choć został poruszony ten temat, Richard pozwolił sobie wrócić do spraw rodzinnych. Wyjął cygaro z ust.
- Nie uprzedziłeś, że wracasz z Lorien. Nie za wcześnie?
Zapytał poważniej. Im była daleko od ich domu, było dobrze. Choć nie było mu na rękę jej odwiedzanie, robił to dla brata. Nie krył po sobie tego, jakie miał podejście do tej kobiety, przez ostatni pobyt we Francji. Powinna umrzeć. Ale nie mogła. Była Robertowi potrzebna. Wiedział to.

Robert wyjaśnił mu dlaczego sprowadził już Lorien do kamienicy, niekoniecznie tłumacząc się z tego, dlaczego nie uprzedził o tej decyzji brata. Richard za dobrze go znał i wyglądało na to, że nigdy nie zmieni. Z jednej strony zabawne, ale z drugiej, Richard nie ukrywał swojego nastawienia do żony brata. Nie ukrywał tego, jak bardzo jej nienawidził, za to co odwaliła ostatnim razem. Musiał mu przypomnieć, z czym się musieli zmierzyć dwa miesiące temu. Jak bardzo to prawie odebrało mu życie. To przez nią miał klątwę.
Z decyzją Roberta, Richard musiał się pogodzić i dostosować.

W dalszej części rozmowy, omówili w szczegółach wyjazd. Ustalili wspólnie datę. Nie planowali zbyt długo pozostawać w Norwegi, chyba że zajdzie taka konieczność. Charles i Sophie, jako Ci co pomagali przy interesie rodzinnym, każdy w swojej części zostali poinstruowani, jakie zlecenia mają zrobić, komu co wysłać, z kim się spotkać. Każde z nich otrzymało instrukcje od tego, któremu podlegało pod szkolenie. Charles od Roberta, ze względu na sklep w Podziemnych Ścieżkach. Sophie od Richarda w konsultacjach z klientami.

Roberta i Richarda w Londynie nie było z dwa-trzy dni w ostatnim tygodniu lipca.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (691), Robert Mulciber (500)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa