• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth

[08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#11
09.06.2025, 08:34  ✶  
Jej gest wstrząsnął nim jak potrafi wstrząsnąć cichy szept pośród porannego wiatru, gdy mgła unosi się niespiesznie w mdlistym świetle pozbawionym ciepła, rozproszonym rosą. Jak szept, który nie przebija się przez chóry ptaków od kilku godzin już zapraszających do miłosnego tańca, obwieszczających zrękowiny, narodziny i śmierć. Jak cichy szept, który przychodzi, ale nie odchodzi, nie potrafi odejść mrowiącą skórą w miejscu w którym odciśnięto przed sekundą drobne usta. Przed wiecznością.

Zapomniał jak się oddycha, rozwartymi ślepiami wpatrując się w wilgowrona, przyjmując pieczęć własnych przeprosin i jej przebaczenia z nabożną wdzięcznością. Wstał od razu, gdy mu o tym powiedziała, żałując tylko, że nie dała mu również przyzwolenia na oddychanie. Świst powietrza wdarł się do płuc, gdy zajął swoje miejsce na przeciwko, wciąż zapatrzony w drobną twarz, próbujący zrozumieć co tu się wydarzyło między nimi tego leniwego popołudnia, wyjątkowego w swej tkance na wielu, wielu płaszczyznach, choć to co miała przynieść przyszłość wciąż pozostawało między nimi nieodgadnione.

– Tak zrobimy – przystał na jej propozycję, a myśl o marmurowym ogrodzie skalanym barbarzyńskimi praktykami ognisk okraszonych swądem pieczonego mięsiwa przywołał na jego twarzy uśmiech buntownika w sferze, w której mógł sobie na to pozwolić. Był ciekaw tego eksperymentu, był ciekaw tej nocy, był ciekaw opowieści, które sunęłyby pod nieboskłonem i melodii biegunowo odległej od kunsztowności salonowej muzyki do której nawykł. – Te... bezdroża...– zaczął ostrożnie, wciąż do końca nie wiedząc jak odnaleźć się w tematyce, którą ledwie przed momentem chciał porzucić w imię szacunku do jej prywatności. Delikatny balans między ciekawością jej osoby, a wspomnianym szacunkiem musiał jednak być poddany próbie zwłaszcza teraz, gdy widział jak samo wspomnienie minionych dni przywołuje na jej twarzy spokój, tak jak wcześniej sądził, że spokój przywoła rozmyślanie na temat edukowania przyszłych pokoleń. Czuł się tak, jakby musiał uczyć się jej na nowo, choć może mniej było w tym konieczności, a więcej chęci, potrzeby, podążania za słowami "nie musisz mnie szukać, jestem tuż obok"...
– Widzę, jak wiele Ci dało to zagubienie się na wspomnianych bezdrożach. Promieniujesz Lorien, Twoja twarz, blask kobaltowych oczu wyraża więcej niż tysiące słów. Jestem jednak tak bardzo ciekaw, jeśli oczywiście chciałabyś się ze mną podzielić tym, cóż takiego spotkało Cię na szlaku, co dodało różu policzkom i spokój sercu? – Nie był zadowolony ze składni tego pytania, głos zdradzał pewną obawę, ale wciąż jeszcze był roztrzęsiony wszystkimi słowy, które padły, a może bardziej gestami, które wobec siebie uczynili.

Może bardziej mrowieniem skóry w kąciku ust, tam gdzie pocałunek jeszcze nie znaczył zbyt wiele, choć znaczył wszystko.

– I tak... nie będę złościł się na Prewetta, obiecuję – dodał, aby ten temat mieli za sobą. Niepotrzebnie przyczepił się do niego w swojej złości, teraz widział w pełnej okazałości własną bezsilność, której się poddał tak, jakby nigdy wcześniej nie odczuwał jej z podobną mocą. – Mam w pamięci, że to wciąż jeden z najlepszych lekarzy w Londynie, po prostu... – westchnął, w opuszki palców ujmując nóżkę kieliszka, wciąż jednak nie chcąc zbliżać jego krawędzi do warg. Słowa przychodziły do niego pływami. Wczorajsza kłótnia, spotkanie z Jenkins i ten moment tu i teraz, pod zieloną zorzą. Odetchnął głęboko, głębiej, wzruszając ściśnięte żebra, zmuszając pęcherzyki płuc do rozwarcia się możliwie szerokiego. – Nie istotne. Mów mi proszę o swojej wyprawie. Mówmy o tym – poprosił cicho.


Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#12
18.06.2025, 10:48  ✶  
Ich rozmowy przypominały taniec na linie, zawieszony między światami, które nie miały prawa koegzystować. Jeden niepewny krok, jeden niewłaściwy podryg, jeden błąd wywołany zbyt dużym podmuchem wiatru - spadali w przepaść niedomówień, głębokich uraz i strachu przed utratą tego drugiego.
Nigdy wcześniej nie pozwoliła sobie na gest, który w oczach socjety zarezerwowany był ludzi sobie o wiele bliższych niż oni. Czy bała się, że ją odtrąci? Panicznie. Nawet jeśli podświadomie czuła, że tego nie zrobi, myśli podpowiadały najczarniejsze scenariusze. Zostawi ją tu. Samą. Tak kompletnie samą.
Ale nie uciekł, związany pieczęcią silniejszą niż zaklęcia czy przysięgi małżeńskie. Obietnicą, której nie musieli spisywać tak jak spisywało się intercyzę w urzędzie. Po prostu był i Lorien to do szczęścia wystarczyło. W gruncie rzeczy - jak skomplikowany mógł być taki mały ptaszek jak ona?

Ognisko w takim ogrodzie jak ten w rezydencji w Little Hangleton brzmiało wręcz irracjonalnie. Jak jakiś dziwny, cichutki akt buntu wobec przypisanym rolom społecznym. Ogniska były czymś dobrym dla klasy średniej, która nie przejmowała się, że przybrudzi ubrania popiołem, odbarwi je od trawy, albo nie daj boże znajdzie mrówkę w swoim kawałku szarlotki. Dla takich jak oni szykowano leniwe podwieczorki i wystawne kolacje. Ale przecież… żadna stara ciotka się nie dowie, prawda? Nikt nie zajrzy przez płot i nie zobaczy poważnych polityków siedzących na kocu pod rozgwieżdżonym prawdziwym niebem, opowiadających sobie szeptem stare historie i bajki.

Spuściła wzrok, gdy wrócił temat jej wyjazdu. Bezdroża. Piękne określenie na zabitą dechami wieś pod Bukaresztem, gdzie akurat zatrzymał się jakiś cygański tabor. Nie przeszkadzała mu. Pozwalała szukać tak trudnych słów, błądzić, uczyć się rozmawiać z nią na zasadach, których sama nie była jeszcze pewna. Trochę tak jakby rozgrywali partie pokera, kartami do Monopoly na zasadach pasjansa.
Lorien Mulciber nie słynęła z fałszywej skromności. Od dziecka przyzwyczajana do komplementów, wyrosła na dziewczę doskonale świadome swojego uroku i urody. Ludzie kłamali. Umizgiwali się, licząc że za piękną twarzą kryje się równie piękna, naiwna dusza. Dlatego z reguły im nie wierzyła. Ignorowała zachwycone westchnienia, żałosne komplementy i mniej czy bardziej wyszukane oferty.
Ale tym razem, każde jedno miłe słowo, sprawiało że jej serce biło odrobinę mocniej, a ona sama nieświadomie uciekała spojrzeniem jak uczennica, którą najmilszy chłopak w całym Hogwarcie postanowił zaprosić na zimowy bal z okazji Yule. Odruchowo dotknęła policzka, chcąc sprawdzić czy jest cieplejszy niż zwykle. Może odrobinę.
Myślisz, że jestem śliczna? Powiedz, że jestem!- Żądał mały, spragniony atencji chochlik w jej głowie, ale spacyfikowała go zanim zdążyła palnąć coś głupiego. Chciała, żeby był jej ciekawy. Chciała, żeby myślał o niej i tylko o niej. Nawet jeśli nie należał do niej, Nie musiał. Lubiła sobie wyobrażać, że tak właśnie działa Amortencja. Jak cicha obsesja, kiedy twoje dłonie trzymają w objęciach kogoś innego, ale umysł i tak nie potrafi zaznać  wolności. Obsesja wynikająca z tak głębokiej, makabrycznej miłości, gdy możesz tylko czekać i patrzeć jak znika. Wypuścić ją i nigdy nie zapomnieć. Odcisk jej szminki, który tak niezdarnie starała się zetrzeć z kącika jego ust był słodkim aktem zwycięstwa w wojnie jaka szalała w umyśle Lorien. Wojnie, w której Anthony pewnie nie miał pojęcia, że bierze udział.

Milczała przez chwilę. Może nawet dłuższą niż było to potrzebne, ale… ona też musiała się nauczyć nowych słów. Krok po kroczku. Oddech po oddechu, aż nareszcie wspólny taniec na linie przestanie być tak przerażający.
- Po prostu… miło było przez moment nie być panią Mulciber. Nie być nawet sędzią Wizengamotu czy urzędniczką państwową. Być po prostu…- Zamilkła jakby jej własne imię nie do końca chciało jej przejść przez gardło.- kobietą o szalenie trudnym do wymówienia imieniu. Przez chorobę nie bywam nigdy nigdzie incognito. To po prostu  zbyt niebezpieczne. Ale tam… Nikt nie wiedział kim jestem. Nie przejmowali się tym. Ktoś chciał ze mną tańczyć, nie dlatego że próbował coś ugrać, tylko dlatego, że wpadłam mu w oko. Tak powiedział. Chociaż nie musiał nawet mówić. Widziałam, jak Alex chciał mu dać w pysk, to wystarczyło. I chodziłam na spacery na wrzosowiska, które były nieopodal i nikt nie dopytywał gdzie się znowu szwendam, albo nie stwierdzał że powinnam się opowiadać przed wyjściem jak na porządną żonę przystało. I było tam dużo bezpańskich kotów, ale uznałam, że nie będziesz chciał mieć w domu kolejnego…- Zrobiła paznokciem krzyżyk na piersi jakby się zaklinała, że niczego z podróży nie przywiozła. Im więcej mówiła tym bardziej się rozluźniała, dusząc w sobie wspomnienie strachu i obraz gniewnej twarzy Anthony’ego. Najwyraźniej przyszedł zasłużony moment szczerości. Taki, którego oboje potrzebowali.- Uznasz, że to głupie, ale… ja też widzę co się dzieje z Alexem. I… to mnie boli.  Wyobraź sobie Jacqueline, która się stacza i nic nie jesteś w stanie zrobić. Nawet jeśli zarzeka się, że już nie bierze, to nosi ciężar daru, którego nie rozumiem.- Utkwiła wzrok w kieliszku, stukając nieświadomie długim paznokciem o szklaną nóżkę. Wiele było w jej głosie czułości, gdy mówiła o Mulciberze, to prawda, ale miłości bliższej rodzinnemu przywiązaniu niż jakiejkolwiek innej.- Kiedyś był inny. Mój Alex był kiedyś zupełnie inny. Potrafił się śmiać, patrzył na świat z takim… sama nie wiem, dziwacznym, naukowym zachwytem. Matka jedna wie jaki był upierdliwy, kiedy paplał o gwiazdozbiorach i runach, ale… potem przestał. I to bolało. W Rumuni po raz pierwszy od lat widziałam mojego brata takiego jakim go znałam przez niemal całe moje życie. To mnie cieszy bardziej niż nawet te wszystkie tańce czy och… szalenie dobra kawa jaką mi tam zaparzono jednego poranka.
Rozmarzyła się na samo wspomnienie czarnego, gęstego naparu, wręcz ulepka. Dla samej tej kawy mogłaby tam wrócić i żyć wśród cyganów. Kto by się tam przejmował światem, kiedy mogła pić ten napar bogów cały czas. Chwilę zajął jej powrót do świata żywych, to prawda.
- Mam… zdjęcia. Wywołałam je wczoraj u mugolskiego fotografa.- Przyznała, czując jak policzki nagle płoną niemal dziecięcym rumieńcem. Zanim jednak sięgnęła do torebki, spojrzała uważnie na swojego towarzysza.- Ale musisz obiecać, że nie będziesz się śmiać! I że nikomu o nich nie powiesz!
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#13
02.07.2025, 11:19  ✶  
Słowa popłynęły z prawnych ust Lorien, a Anthony poddał się jej opowieści, chłonął każde zdanie, każdą emocję, posmak wolności, który przetykał srebrzystą nicią każde wspomnienie. Zaśmiał się na wzmiankę o nieudanych umizgach wobec srogiej pani sędziny, która na wspomnianych bezdrożach mogła w końcu przestać nią być. Tak bardzo rozumiał co czuła, w końcu mógł znaleźć się ze swoją drogą przyjaciółką w tym samym miejscu, w tym samym czasie, w tym samym doświadczeniu, które - och, wszak oboje byli tego świadomi - gdyby stanowiło całe ich życie, to doprowadziło by oboje do szaleństwa. Zarówno Lorien jak i Anthony kochali swoją pracę i byli jej oddani, nawet jeśli ten drugi tak swobodnie podchodził do godzin przebywania w niej. Wdowa Mulciber z pewnością czuła ten przyjemny dreszcz gdy winni wili się pod jej srogim spojrzeniem, Wdowiec Shafiq przywykł do tego, że błyszczy przemieszczając się wprawnie po sieci powiązań, jak pająk po swojej pajęczynie. Ale uciec, czasem, przypadkiem, celowo...
– Tak dobrze rozumiem. Tak kocham zagubić się w ciasnych uliczkach szalonego projektanta, we Włoszech w Hiszpanii, gdzie właściciel malutkiej kawiarni tylko uniesie ze zdziwieniem brew, gdy zda sobie sprawę, że mogę z nim porozmawiać, a zaraz potem z kieliszkiem wina zasiadam do rozstrojonego pianinka, by zagrać kilka lokalnych pieśni, które wpadły mi w ucho lata wcześniej... Zniknąć, to jak spróbować potrawy, której nigdy wcześniej się nie degustowało – przyznał jej rację, ciekaw bardzo muzyki, do której Lorien chciała zatańczyć. Może nie z natrętnym absztyfikantem, ale dajmy na to z kimś bliższym, z kimś milszym. – Nasze wieczorne plany pęcznieją, musisz przyznać, teraz koniecznie musimy sprowadzić jakąś kapelę! Nie może być ogniska bez opowieści, ale też bez tańców. Moja harfa i potoczyste pasaże absolutnie się do tego nie nadają, chyba że marzy Ci się podskakiwanie w rytm gawota, albo innego menueta – zaśmiał się serdecznie, choć nie był to śmiech głośny. Wręcz przeciwnie, miał wrażenie, że mówili cicho, łagodnie, w ramie niedawnych krzyków i emocji, które brały górę nad rozsądkiem, ale też przecież nad uczuciami które ponad sztormy zmian i niepokojów pozostawały stałe.

W toku tej rozmowy pierzchła również i zazdrość o Alexandra, zwłaszcza, gdy zaczęła zwierzać się Anthony'emu ze swoich bolączek.
– Och... rozumiem. – posmutniał i to bardzo, nie myśląc bynajmniej o swojej siostrze, która z darem widmowidzenia nie borykała się z podobną magiczną paranoją i odchyleniem od rzeczywistości, jak ktoś kto był mu bliższy niż rodzina. Morpheus... Czy nie tęsknił za tym jak Longbottom potrafił się śmiać, jak patrzył na świat z takim - wiedział doskonale - dziwacznym, naukowym zachwytem. Jaki był upierdliwy, kiedy paplał o gwiazdozbiorach i runach, ale… potem przestał. I to bolało. – Morpheus wiesz... Wiem co czujesz Lorien. Przykro mi. – Nieoczekiwanie dla siebie samego odkrywał, że tematy, których z szacunku do niej i jej prywatności chciał omijać, teraz nagle wypuszczały ku nim liany podobnych odczuć, podobnych doświadczeń. Podobnych zmartwień. – Cieszę się, że mogliście spędzić ze sobą trochę czasu. – Powiedział i miał to na myśli, zaraz potem przekierowując uwagę ku zdjęciom.

– Moja droga, nie po to uczyłem się oklumencji, aby potem ustami paplać cudze sekrety mi powierzone! – Z tym śmianiem się mógł być problem, bo już uśmiech wciąż błąkał mu się po ustach, a Lorien trochę zupełnie niechcący albo absolutnie chcący zrobiła wobec owych wspomnień bardzo, bardzo dużą podbudowę. Szczególnie, jeśli wybrała mugolski zakład, żeby je wywołać, co skutecznie zabezpieczały treść tych zdjęć przed niepowołanymi oczyma jakichkolwiek zakładów magicznych. Prywatność, sekrety... gdzie jak nie tu, pod migotliwym sklepieniem, gdzie lśniła zielono-różowa zorza?
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#14
14.07.2025, 12:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2025, 23:01 przez Lorien Mulciber.)  
Lubiła opowiadać. Lubiła snuć bajki, cytować stare piosenki, przywoływać zapomniane frazy, które w jej ustach nabierały nowego życia. Słowa płynęły miękko, zbyt często używane jako broń.
Czasami wydawało się, że tylko dzięki opowieściom jeszcze oddycha. powtarzając pod nosem uwierz, że to sen. Uwierz. Zawsze uwierz.
Anthony rozumiał potrzebę ucieczki. Czasem ich mały świat był zwyczajnie w świecie… zbyt mały.
Ujęła go ostrożnie za dłoń, przesuwając opuszkiem kciuka o chłodną skórę, gdy zaczął się rozpędzać w swoich planach. Taki już był - megalomania mogłaby być drugim imieniem Anthony’ego i nigdy, absolutnie nigdy jej to nie przeszkadzało. Zwłaszcza, kiedy robił to dla niej. Jeden nieuważny ruch a ich wieczór przy ognisku zamieni się w największe przyjęcie sezonu.
- Może zostańmy przy moim gramofonie.- Powiedziała łagodnie. Co prawda trochę trzeszczał, ale nie miała na razie pomysłu jak go naprawić.- Mam dużą kolekcję płyt.- Ścisnęła ostrożnie jego dłoń w niemym geście mówiącym zwykłe “nie potrzebuję więcej. Naprawdę, tyle wystarczy.”

- Nauczyłam się, że nie możemy ich gonić. Odchodzą w towarzystwie szeptów, a my możemy tylko czekać aż wrócą. O ile wrócą.- Powiedziała, skubiąc lekko wygięty róg koperty ze zdjęciami, którą wyciągnęła z torebki.- Każdy nosi jakieś brzemię, Antonio. Po prostu czasem chciałabym… Żeby ich nie było takie ciężkie.
Uśmiechnęła się blado na myśl o Morpheus'u. Ich nieszczęśni chłopcy, zagubieni w prawach przyszłości i czasu. Tak podobni, tak od siebie różni. Nie chciała myśleć czy Alexander był już zbyt daleko, by mogła go pochwycić. Czy Longbottom w końcu przestanie walczyć z ciężarem nocy? 
- Mam nadzieję, że go nie stracisz.- Dodała nagle, po raz pierwszy nie odnajdując w sobie siły do spojrzenia w oczy przyjaciela. Widziała co stało się z Seliną, matką Alexandra, wieszczką zapewne potężniejszą niż jej syn będzie kiedykolwiek. Widziała jak wyprowadzają z Departamentu Tajemnic bełkoczących bez ładu i składu Niewymownych. Jasnowidze rodzili się w aurze wielkości, by na koniec popaść w ramiona obłędu i pełnych litości spojrzeń.

W końcu przesunęła w jego stronę kopertę. Zdjęć nie było zbyt wiele, a ich wykonanie pozostawiało bardzo wiele do życzenia. Ani sprzęt nie był dobrej jakości ani fotograf szczególnie utalentowany. Jedne zbyt ciemne, drugie stanowczo zbyt jasne, po prostu zwyczajne. Ale jednocześnie tak dla niej cenne - przypominały małe chwile, gdy była wolna od tego wszystkiego: tytułów, roli, obowiązków. Nawet od własnego ciała.
Rozmazane towarzystwo przy ledwo widocznym nocną porą ognisku, pola pełne kwitnących wrzosów i polnych kwiatów. Zdjęcie zaspanego Alexandra odganiającego się od jednego z jej dementorków, który najwyraźniej wybrał się na wycieczkę ze swoją panią. Jakiś kot wygrzewający się na płoci. I jeszcze jeden na drewnianym łóżku. I kolejny przy metalowej miseczce pełnej mleka. Lubiła koty, to było oczywiste. Ale kiedy Anthony dotarł do ostatniego zdjęcia… po prostu przyłożyła palec do ust, próbując się powstrzymać od śmiechu. Nie śmiała się zbyt często. Nie… w ten sposób.
- Pamiętaj. Obiecałeś.- Wymamrotała tylko, próbując się nie zarumienić bardziej niż dotychczas.
Lorien na zdjęciu mimo wszystko wciąż była panią Mulciber. Zabawne jak mało miał z tym jednak wspólnego sam nieświętej pamięci Robert.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (5769), Lorien Mulciber (7066)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa