Zatkało go wobec jej propozycji. To łamało wszelkie konwenanse, tak nie mogło być! Mimo wszystko w pewien sposób mu się to spodobało, aby jednak spróbować relację służbową wyciągnąć za uszy w relację choćby koleżeńską. Na jego twarzy pojawił się zakłopotany uśmiech. Rozmasował swój kark, trochę nerwowo i stali tak we dwoje, nie patrząc sobie w oczy.
- Jakkolwiek to zabrzmi to... chętnie spotkałbym się z tobą w innych okolicznościach... - o Merlinie, przeszło mu to przez gardło, sukces!! - ... nie tylko dla znajomości. Uch, nie wiem jak to ująć w słowa bo jakkolwiek to powiem, zabrzmi kiepsko. - dlaczego rozmawianie bywało trudne? Nie umiał mówić tak, aby nikogo nie urazić. Ubieranie odczuć w słowa powinno być oddzielną dyscypliną sportową.
- Mam na myśli, że w imię tej klątwy chciałbym zobaczyć jej wybuch co nie znaczy, że chcę cię denerwować i doprowadzać do furii. Wiesz o co mi chodzi? - oczywiście zasłonił się pracą, nauką, jakżeby inaczej. Powinien popracować nad wyrażaniem swoich myśli. Zaczerpnął trochę powietrza jednak mieszkanie wydawało się już zbyt ciasne na ich rozmowę.
- Niestety, ale żeby to osiągnąć musiałoby to wymagać częstszych spotkań bądź... sam nie wiem. Zapomnij, to głupie z mojej strony. - nie, tak nie można. Chciałby wiedzieć o tej klątwie jeszcze więcej, zaobserwować ją a nie tylko słuchać opinii, dowiadywać się od świadków i jej rodziców. Nie miałby też serca jej denerwować, ale gdyby zaaranżować spotkanie z Cynthią... ta dziewczyna potrafi słowami doprowadzić do szału nawet jego skromną i spokojną osobę. Nie, nie może tego proponować Heather. To nieludzkie.
- Jeśli boisz się konsekwencji prawnych to wystarczy, że wystąpisz do Banku Gringrotta o specjalne zaświadczenie, coś na kształt immunitetu jeśli chodzi o działanie klątwy. Osłoni cię przed odpowiedzialnością karną, choć nie finansową. - akurat o mugolach nie pomyślał. Nigdy nie myślał o niemagicznym świecie. Po co?