16.07.2026, 09:55 ✶
19 września 1972
Overtoun, Szkocja
Overtoun, Szkocja
To był mglisty, wilgotny dzień. Szkocka pogoda dawała się we znaki, szczególnie w tej wiosce tak bliskiej malowniczym, ale i przerażającym klifom. Dało się usłyszeć fale uderzające o wysoki morski brzeg. Żywioł łomotał z całych sił, jakby chciał wciągnąć ląd w swe mroczne odmęty. Szatę idącego ścieżynką sędziego, sięgającą niemal do ziemi, na dolnym brzegu pokryły kropelki rosy z pobliskich traw, przez co płaszcz wydawał się cięższy niż zazwyczaj.
Robert i Adrian wracali właśnie z pobliskiego zamczyska. Pewien czystokrwisty dżentelmen zażądał porady prawnej od nikogo innego jak sędzia Wizengamotu. Chodziło o sprawę z zakresu prawa spadkowego, kompletnie niezwiązaną ze Spaloną Nocą. Z jednej strony dobrze było się oderwać od obowiązków, a z drugiej Crouch czuł się, jakby zawracano mu głowę. Tym samym na tę wycieczkę wziął ze sobą asystenta, który załatwił całą sprawę, podczas gdy Robert emanował sędziowską aurą.
Musieli wrócić do świstoklika, który znajdował się za wsią Overtoun. Miejsce wydawało się niemal wyludnione, a nieliczni mieszkańcy – ospali lub raczej silnie czymś przytłoczeni.
– Pomyśleć, że jestem w takim stanie, że wolę miasteczko widmo od Ministerstwa – rzucił Robert, by trochę podnieść na duchu zarówno siebie, jak i swojego asystenta. – Świeże powietrze, brak makulatury. Nie ma co narzekać.
Zaraz jednak przystanął. Do jego uszu dotarł cichy dźwięk, poniekąd znajomy ostatnimi czasy. Regularne stukanie o kamienną ścieżkę.
– Chyba ktoś za nami idzie – powiedział tajemniczo. Odwrócił się i ujrzał to, czego się spodziewał. Podążał za nimi średniej wielkości kundelek. Miał podpalane futerko, odrobinę jamnikowatą posturę i długi pyszczek. Robert uśmiechnął się, uklęknął na ziemi, unosząc lekko dół szaty, by jeszcze bardziej się nie zabrudził. – Hej, mały! – zawołał i zacmokał ustami.
Pies jednak nie zwrócił na niego uwagi. Minął mężczyzn i podążył w stronę mostu, nawet nie zwracając na nich zbytniej uwagi. Tak jakby byli dla niego niewidzialni. Nawet się nie zląkł, nie zainteresował. Wydało się to Robertowi nieco dziwne. Po kilku dnia bycia właścicielem psa nauczył się, że to bardzo ciekawskie stworzenia. I świadome swojego otoczenia. Ten zaś wydawał się wręcz zahipnotyzowany.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.