• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[10 czerwca 1971, obrzeża Londynu] Pierwsze ataki Śmierciożerców

[10 czerwca 1971, obrzeża Londynu] Pierwsze ataki Śmierciożerców
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
27.12.2022, 18:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 21:58 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.

10 czerwca 1971
Pierwsze ataki śmierciożerców
Robert & Chester


Przez te wszystkie lata zdołał już przywyknąć do tego uczucia. Teleportacja nie była dla niego najprzyjemniejszym przeżyciem, ale nie zamierzał z niej rezygnować. Dawała zbyt wiele możliwości; zbyt wiele rzeczy ułatwiała. Również tym razem nie protestował, kiedy to tym sposobem postanowili dostać się we właściwe miejsce.

- Jeszcze chwila. - poinformował swojego towarzysza lekko zachrypniętym głosem. Oparty o drzewo, pochylony, starał się dojść do siebie. Nie ułatwiał tego jednak widok pozostałości po wcześniej zjedzonym posiłku oraz nieszczególnie przyjemny zapach. Zajęło mu to kilka chwil. Widok zaś niewątpliwie był jednym z tych godnych zapamiętania.

Całe szczęście, że teleportowali się w bezpieczne miejsce. Dzięki temu Mulciber nie musiał się bardziej śpieszyć.

- Ostrzegałem, że tak to się może skończyć. - dodał w kilka minut później. Nie były to z jego strony żadne przeprosiny. Nie uważał ich za potrzebne. Zdążył się do tej pory wyprostować, poprawić czarną szatę. Nie miał na sobie codziennego ubrania. A przynajmniej nie znajdywało się ono na widoku. Dla bezpieczeństwa należało zadbać o to, żeby tożsamość ich dwójki była chroniona. - Możemy iść.

Z pewną zazdrością spojrzał na papierosa, którego auror w międzyczasie zdążył wypalić. Sam również chętnie by skorzystał z takiej możliwości. Wielka szkoda, że jego organizm wolał w tym czasie zwrócić ostatni posiłek. Albo może jeszcze wcześniejszy? Mało istotne. Zwłaszcza w tym momencie. Wiedząc, że nie było czasu na przyjemności, skierował się w stronę ścieżki prowadzącej do jednorodzinnego domu, znajdującego się na obrzeżach Londynu. Albo może już na przedmieściach? Cholera jedna wie jak to określić.

- Jest kilka zaklęć ochronnych, ale nie wydają się zbyt skomplikowane. - poinformował towarzysza, kiedy w chwilę później znaleźli się bliżej budynku. Czyżby ich cel faktycznie się tutaj znajdywał? Jeśli tak było, mężczyzna zapewne był słabszym czarodziejem niż wszyscy uważali. Do tego znacznie głupszym. - Z częścią z nich poradziłby sobie uczeń Hogwartu. Może nawet pierwszoroczniak. - Prychnął. Trochę to wszystko przerysował, ale wiadomym było co miał na myśli. - Mam się tym zająć czy chcesz rozwiązać to... w inny sposób? - Wolał się upewnić zanim przejdzie do działania.

Czekając na odpowiedź, ścisnął w dłoni różdżkę, dotąd skrywającą się wewnątrz kieszeni. Nie potrzebował wiele, żeby przejść do działania. Pomimo wcześniejszego zajścia, był gotowy zająć się tym, czym zająć się będzie musiał. Zdążył już nawet zaplanować w jaki sposób zajmie się zaklęciami zabezpieczającymi nieruchomość oraz chroniącymi jej mieszkańców - mieszkańców, którzy powinni spodziewać się tego, że prędzej czy później zjawi się u ich drzwi ktoś chcący wyrównać rachunki. Tego, co zrobił Jonathan Avery nie można było tak po prostu puścić w niepamięć.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#2
16.01.2023, 14:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2023, 22:08 przez Chester Rookwood.)  
Pierwszym problemem jaki Chester Rookwood miał z teleportacją było to, że nierzadko groziła mniej lub bardziej poważnym problemem rozszczepieniem. Drugim było zaś to, że niektórzy najwyraźniej źle ją znosili. Tak jak stojący pod tym drzewem i dochodzący do siebie Robert po tym, jak zwrócił uprzednio spożyty posiłek. Przez chwilę rozważał zapytanie swojego towarzysza o to, jakim cudem zdał uzyskał licencję na teleportowanie się i za którym razem. Ostatecznie porzucił ten zamiar. Tym bardziej, że to nie był pierwszy raz u Roberta ani to nie miało pokrzyżować ich planów. W chwili obecnej byli bezpieczni.
— Może świstoklik byłby lepszy. Na miotle lecielibyśmy zbyt długo, a to dopiero pierwszy z powodów, przez które jednogłośnie zrezygnowaliśmy z tego środka transportu — Odparł na słowa tego czarodzieja, którego ani przez chwilę nie poganiać. Po prostu chciał mieć pewność, że towarzyszący mu Mulciber nie zwymiotuje na własne buty podczas załatwiania tej... sprawy. Byłoby to wielce niefortunne. Podczas lotu na miotle zawsze można było zostać dostrzeżonym i często nie można było podlecieć bardzo blisko obranego przez nich celu. Również na niekorzyść lotu na miotle przemawiał fakt, że Chester nie przepadał za każdą formą przebywania na łonie natury i nawet podczas lotu na miotle wolał przelatywać nad miastami niż chociażby lasami. W tych pierwszych zawsze będzie w stanie się odnaleźć.
— Lepiej teraz, niż później — Uznał. To zostanie między nimi. Sam był odziany w czarną szatę z głębokim kapturem, nałożoną na codzienne ubranie. Skinął głową. Najwyższa pora. Przez chwilę rozważał poczęstowanie Roberta papierosem, jednak to będzie musiało poczekać. Sam palił tylko dlatego, że ten czarodziej zapewnił mu taką możliwość.
— Gdyby było ich więcej i okazałyby się znacznie potężniejsze, niż sądziliśmy to czy to by nas powstrzymało? Zajęłoby nam tylko więcej czasu zanim byśmy go dopadli — Nauczony doświadczeniem Chester cały obszar wokół swojej kryjówki zabezpieczyłby chyba każdym znanym mu zaklęciem, gdyby tego wymagała od niego sytuacja. Tak by miał odpowiednią czasu na przygotowanie obrony albo ucieczkę. Posiadana przez niego umiejętność wczuwania się w poszukiwanych przez niego delikwentów nierzadko pozwalała mu przewidzieć ich dalsze ruchy. Jeśli ukrywający się tu czarodziej otoczył to miejsce mało skomplikowanymi zaklęciami to nie pozostawało mu nic innego, jak podzielić zdanie Roberta na jego temat. Mimo to liczył na to, że nie fatygowali się tutaj na darmo. — Doskonale rozumiem, co masz na myśli — Niejako się zgodził się z tym stwierdzeniem, pomimo jego przerysowania. Czystokrwisty uczeń rozpoczynający właśnie edukację w Hogwarcie powinien mieć takie predyspozycje do uprawiania magii oraz pożądany dryg do nauki, która powinna przychodzić mu z większą łatwością niż szlamom.
— Zajmij się tym — Odrzekł poważnie. Sam trzymał różdżkę w dłoni, trwając w gotowości. Pomimo tego, że był gotowy walczyć i udzielić Robertowi niezbędnego wsparcia, tak wolał pozostawić mu złamanie tych wszystkich zabezpieczeń. Musieli dopaść Jonathana Avery'ego, a teraz byli tego bliscy. Udało mu się zbyt długo ukrywać przed nimi.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
16.01.2023, 19:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2023, 00:07 przez Robert Mulciber.)  

Do egzaminu podchodził pięciokrotnie, nie biorąc pod uwagę innej opcji jak zdobycie tej nieszczęsnej licencji. Nie było to dla niego łatwym zadaniem. Organizm nie bardzo chciał w tym przypadku współpracować. Wreszcie jednak wszystko zakończyło się sukcesem, oznaczającym koniec męczarni zarówno dla Roberta jak i nieszczęsnego egzaminatora.

Koniec rzecz jasna chwilowy, skoro dla Mulcibera teleportacja miała być tym podstawowym sposobem poruszania się. Inne nie zawsze wchodziły w grę.

- Wszystko byle nie miotła. - zareagował, nie zamierzając brać pod uwagę takiego sposobu przemieszczenia się. Lęk wysokości sprawiał, że nie był w stanie poruszać się przy jej pomocy. Nigdy nie nauczył korzystać się z czegoś więcej niż zwykła, dziecięca miotełka. Taka, która uniesie Ciebie ledwie metr nad ziemię. Możliwe, że dzisiaj, nawet tak bezpieczna opcja stanowiłaby dla niego zbyt duże wyzwanie.

Z biegiem czasu niektóre lęki przybierają na sile.

Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie mieli teraz wystarczającej ilości czasu na tego nieszczęsnego papierosa, nawet o tym nie wspominał, ograniczając się jedynie do przelotnego spojrzenia. Zamiast tego ruszył w drogę, w dość krótkim czasie dając radę dotrzeć celu. Zdołali znaleźć miejsce, z którego względnie bezpiecznie mogli się wszystkiego przyjrzeć, zbadać okolicę.

- Gdyby było tego więcej, przynajmniej nie miałbym wrażenia, że próbujemy właśnie dopaść pierwszego lepszego idiotę. - nie owijał w bawełnę, nadal starając się znaleźć cokolwiek więcej. Nie był w stanie uwierzyć, że całość była na tyle mało skomplikowana, jak to zdawało się na pierwszy rzut oka. Po części wynikało to z tego, iż sam na punkcie zaklęć ochronnych miał niezłego bzika. Inaczej nie dało się tego określić. - Potrzebuje chwili. - skinął głową, zabierając się za to, co w zasadzie stanowiło jedną z jego specjalności. Od zawsze dobrze radził sobie właśnie z magią ochronną oraz urokami. Znał się na tym. Miał za sobą wiele lat praktyki. Takiej, która rzecz jasna całkiem nieźle procentowała.

Z różdżką w ręku starał się pozbyć wszystkiego, co mogło utrudnić im całą akcje. Ostrożnie, starając się przypadkiem nie zaalarmować osoby, która kryła się wewnątrz budynku. Szanse co prawda zdawały się niewielkie, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Nie chciał, żeby cała akcja spierdoliła się z powodu jednego błędu.

- Cholera. - przeklął, kiedy nagle okazało się, że nie wszystko funkcjonuje tutaj w taki sposób, w jaki wydawało się na pierwszy rzut oka. - Przebiegły szlamojebca. - wyrzucił z siebie nawiązując do jednej z tych kwestii, które udało im się odkryć w ostatnich tygodniach. Jonathan Avery zdawał się gustować w szlamach.

Albo może tylko w jednej z nich? Coś było na rzeczy.

Jakby to miało tutaj jakieś większe znaczenie.

Wreszcie udało mu się pozbyć wszystkich zaklęć mogących utrudnić realizacje stojącego przed nimi zadania. Opuścił różdżkę, spoglądając w kierunku Chestera.

- Zapraszam. Na czerwony dywan niestety nie mamy teraz czasu. - dał znać, że nie muszą dłużej zwlekać. Mogli ruszać. Mogli zabrać się do działania.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#4
01.02.2023, 01:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2023, 22:09 przez Chester Rookwood.)  
Nie było tak, że jakoś szczególnie współczuł Robertowi doświadczania tych wszystkich nieprzyjemności związanych z teleportacją i odczuwanego przez niego lęku wysokości. Z całą pewnością nie zazdrościł mu tego.
— To skoro nie miotła to pozostaje tobie tylko Sieć Fiuu... oczywiście tam, gdzie są kominki. Ewentualnie świstokliki. Czy podczas podróży świstoklikiem również reagujesz jak po teleportacji? — Stwierdził z dozą niezadowolenia, wynikającego z poważnie ograniczonej mobilności swojego towarzysza. Istniała możliwość zablokowania możliwości teleportacji, natomiast w przypadku Sieci Fiuu wymagane było skorzystanie z kominka do niej podpiętego. Świstokliki miały ustalone trasy. Latanie na miotle nie posiadało takich ograniczeń, choć to nie oznaczało, że było pozbawione wad.
Gdy dotarli na miejsce, zapewniające im możliwość dogodnej obserwacji, zamierzał z niej skorzystać. Wszelakie zabezpieczenia to nie jego działka, ale zawsze zwracał uwagę na bezpośrednie zagrożenie. Jest czarodziejem wprawionym w pojedynkach. A kiedy nie pełnił służby aurorskiej to mógł nawet sięgnąć po czarną magię bez konsekwencji po tym, jak ten fakt dotarłby do jego dowódców. W służbie Czarnemu Panu ograniczały go wyłącznie granice mocy magicznej.
— Dopaść pierwszego lepszego idiotę równie dobrze mogą Naśladowcy lub pozostali Śmierciożercy. A jednak wzięliśmy to w swoje ręce — Na pierwszy rzut oka to zadanie było poniżej ich kompetencji i pozycji w szeregach zwolenników Czarnego Pana, ale ich doświadczenie i zaangażowanie mogą zagwarantować faktyczne powodzenie misji. Powierzając pewne zadania innym margines błędu wydawał się większy, a konsekwencje poniesionej porażki poważniejsze. Odpowiadali za tych podwładnych, którzy spieprzyli zleconą im robotę, samemu odpowiadając wyłącznie przed Czarnym Panem. Chester w kwestii nałożonych na ten dom zaklęć ochronnych ufał swojemu towarzyszowi i polegał na nim w tej kwestii. Gdyby nie było go tutaj to musiałby poradzić sobie we własnym zakresie. Pozostawał biegły w kształtowaniu i rozpraszaniu magii, w szczególności podczas walki. A ta nie była mocną stroną Roberta, któremu teraz zapewniał sposobność do wykazania się na innym polu. Również skinął głową. Zamierzał dać mu tyle czasu, ile ten czarodziej potrzebuje na przełamanie zaklęć ochronnych  wokół tej nieruchomości. Podejrzewał, że i tak nie będzie długo czekać.
— Chcesz w ten sposób powiedzieć, że coś poszło nie tak? — W pierwszej kolejności wyraził swoją obawę co do zadania, którego podjął się Robert. Chciał otrzymać jasny i klarowny komunikat odnośnie postępów tego czarodzieja albo zostać poinformowanym przez niego, że wszystko w tym momencie się spierdoliło co mogłoby dowodzić tego, że pieprzony Avery zdołał ich przechytrzyć. Było to bardzo adekwatne określenie na tego czarodzieja. Splunął na ziemię w wyrazie pogardy do tego czarodzieja i chodzących po tym padole szlam. Czystokrwiści nie powinni wchodzić w tego typu relacje ze szlamami. Najwyraźniej jego wcześniejsze obawy okazały się bezpodstawne.
— Dobra robota, Robercie. Dobrze wiesz, że czerwony dywan to ostatnie czego potrzebuję — Zwrócił się do swojego towarzysza, którego również poklepał po ramieniu czym dobrego przyjaciela. W pewnym sensie nimi byli. Wiadomo, jak było kiedy podążało się za Czarnym Panem. Straty w ludziach są nieuniknione, a cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych. Do tej pory współpraca nad wyraz dobrze się układała i przynosiła pożądane efekty. Nie widział powodu aby to zmieniać. 
Gdy dotarli do drzwi tego domu, Chester wycelował w nie różdżką.
— Alohomora — Wyszeptał inkantację tego zaklęcia, które wprawiło w ruch zapadki wewnątrz zamka i po chwili ten dom stał przed nimi otworem. Co prawda, mógł wejść razem z drzwiami albo obrócić je w drobny mak, ale to zaalarmowałoby mieszkańców tego domu i mogłoby skłonić ich do ucieczki lub obrony o wiele szybciej. Nawet jeśli to była to tylko kwestia czasu aż przyjdą wyrównać rachunki.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#5
05.02.2023, 21:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2023, 21:56 przez Robert Mulciber.)  

Ostatnim czego oczekiwał Robert, było współczucie. Nie chciał go. Nie reagował też najlepiej na jego przejawy. Stawał się nieco bardziej nerwowy. Nerwy zaś nigdy nie były dobrym towarzyszem. Potrafiły skomplikować nawet te najprostsze sprawy. O bardziej złożonych lepiej tu nawet nie wspominać. I bez tego dodatku, wymagały one z reguły całkiem sporo. Skupienia, uwagi, rozsądku. Długo by wymieniać. Bez sensu się nad tym rozwodzić. Skończmy więc na tym, że najlepiej dla wszystkich było zachowywać się tak, jakby problemy z przemieszczaniem się w przypadku Roberta w ogóle nie istniały. Nie zauważać tego. Nie komentować.

- Okazjonalnie. - choć starał się nie dać po sobie poznać, nad tym zapanować, w jego głosie wybrzmiała ledwie słyszalna irytacja. Dla kogoś, kto Roberta nie znał, byłoby to zapewne nie do wychwycenia. Chester niestety jednak kimś takim nie był. Nie do końca. Od lat utrzymywali ze sobą kontakt. Od bardzo dawna współpracowali. Znali się całkiem nieźle, choć wiadomo, nadal istniało całkiem sporo kwestii, które każdy z nich wolał zachować dla samego siebie. Normalna sprawa.

Nie zamierzał się tłumaczyć ze swoich ograniczeń w zakresie przemieszczania się. Zwłaszcza teraz, kiedy byli w trakcie zajmowania się dość ważną sprawą. Musieli zachować ostrożność. Nie powinni ściągać na siebie nadmiernej uwagi.

A najlepiej byłoby nie ściągnąć jej żadnej.

- Nie mógłbym zostawić tej sprawy komuś innemu. - stwierdził. Po całej tej przygodzie z wymiotowaniem, nadal nie do końca nad sobą panował, choć oczywiście powoli wracał do swojego zwykłego sposobu funkcjonowania. W jego głosie dało się wychwycić, że cała ta sprawa miała dla niego drugie dno. Dno, które musiało być zrozumiałe dla kogoś, kto posiadał choćby minimalną wiedzę na temat relacji łączącej dawniej Jonathana i Roberta. Byli kuzynami. Byli w podobnym wieku. Razem stawiali też pierwsze kroki na ścieżce wytyczonej przez Czarnego Pana. Wydawało się, że mogli na sobie polegać.

Ta zdrada bolała bardziej, ponieważ miała po części wymiar osobisty.

- Wszystko idzie jak należy. - uspokoił Chestera. Być może nie wyraził się najlepiej. Zdarzało się. Niezbyt często, ale wbrew temu co sam zdawał się na swój temat uważał, nie był szczególnie bliskim ideału.

Dokończył swoje zadanie. Skinął głową, kiedy Chester pogratulował mu dobrze wykonanej roboty. Oczywiście, że taka była. Dobrze sobie radził z tego rodzaju czarami. Tutaj zaś nie zauważył niczego na tyle skomplikowanego, żeby trzeba było się nad tym zastanowić dwa razy. I pomyśleć, że żona Jonathana pochodziła od Bulstrode'ów. Prawdziwie zmarnowany potencjał.

Wchodząc za Chesterem do środka, rzucił zaklęcie mające zachować wszystko w ciszy. Nie chcieli zwrócić na siebie uwagi przez jeden zły krok. Albo coś podobnego. Wiadomo w czym rzecz. Następnie rozejrzał się po wnętrzu. Było ciemno, widoczność pozostawała tym samym mocno ograniczona.

- Lumos. - wypowiedział słowa zaklęcia, dzięki czemu mogli odtąd dysponować pewną ilością światła.

Domostwo nie było zbyt duże. W normalnych okolicznościach w czymś takim nie chciałby zapewne zamieszkać żaden szanujący się czarodziej. Również taki pochodzący z mniej zamożnej rodziny. Cztery pomieszczenia na parterze, korytarz, schody prowadzące na piętro. Ściany ozdobione były gdzie nie gdzie już odchodzącą od nich, nieszczególnie ładną tapetą z geometrycznym wzorkiem. Meble również co najwyżej byle jakie. Określenie i tak dość łagodne. Rzeczy należących do mieszkańców, tych osobistych, naprawdę niewiele. Wyraźny dowód na to, że było to lokum tymczasowe.

Kryjówka.

- Sypialnie pewnie są na pięt... - urwał, odwracając się w kierunku salonu. Znajdująca się tam kanapa przyciągnęła jego uwagę. Skierował w jej stronę nieco więcej światła. Koc. Kryjące się pod nim... ciało? - albo i nie. - gestem dał znać Chesterowi, że powinni to sprawdzić. Mogła to być Martha. Mogła być też ich córka. Młodsza siostra Wilhelma. Która z tych opcji była bardziej prawdopodobna? Pewnie ta druga. - Jedno z nas zajmie się tym, drugie na piętro? - zasugerował.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#6
19.02.2023, 00:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2023, 20:35 przez Chester Rookwood.)  
Ta ledwie słyszalna, choć dobrze znana mu irytacja zdecydowanie powinna być dla niego wyraźnym sygnałem do tego aby już naprawdę zakończyć tę część ich rozmowy. Łatwo było przekroczyć pewną granicę. Naprawdę nie zamierzał denerwować Roberta. Nie przyszli tutaj w celach towarzyskich. I kiedy była sposobność do toczenia względnie swobodnej konwersacji to mogli sobie na to pozwolić. Ten czas w końcu minął i czekały ich obowiązki względem Czarnego Pana, wobec którego pozostawał bezwzględnie lojalny.
— Wychodzę z tego samego założenia. Niektórych spraw nie powinno pozostawiać komuś innemu — W wielu kwestiach pozostawali naprawdę zgodni, co ułatwiało im współpracę. A ta najpewniej będzie owocna, dopóki ich z jakiegoś powodu szlag nie trafi. O drugim dnie tej sprawy wiedział i nie doświadczył cienia wątpliwości odnośnie winy Jonathana i tego, że zdrajcom krwi należała się śmierć. Jak również szlamom. Gdyby to Robert zdradził Czarnego i jego zwolenników, a tym samym jego też ta zdrada miałaby osobisty wymiar. Musiałby ich zabić. Przez wzgląd na charakter ich relacji i szacunek do tego czarodzieja zrobiłby to szybko, oszczędzając mu tortur których nie uniknąłby każdy inny zdrajca.
— To dobra wiadomość — Odetchnął z ulgą. Zdawał się zawsze zakładać najgorsze. Lepiej było dać się pozytywnie zaskoczyć, niż poważnie się rozczarować. W jego karierze aurorskiej i służbie Czarnemu Panu rozczarowanie było bardziej prawdopodobne. To po prostu specyfika obu tych działalności, które starał się pogodzić ze sobą. Póki co nie musiał wybierać pomiędzy swoją karierą a służbą Lordowi Voldemortowi.
Przekroczywszy próg tego domostwa, docenił przezorność swojego Roberta i rzucone przez niego zaklęcie wygłuszające ślady ich bytności w tym budynku. Przezorny zawsze ubezpieczony. Odrobinę światła się przyda. Dzięki niemu Chester był w stanie dokładniej rozejrzeć się po tym przedsionku. Widywał takie domostwa niejednokrotnie. Aurorzy czasem umieszczali w podobnych budynkach istotnych dla powodzenia prowadzonego dochodzenia ludzi, dla ich bezpieczeństwa rzecz jasna. Były o wiele lepiej zabezpieczone, niż ten w którym przebywali obecnie. Standard był jednak podobny.
— Trzymaj różdżkę w pogotowiu — Zasugerował szeptem swojemu towarzyszowi, jak tylko dostrzegli przykrytą kocem sylwetkę człowieka. Prawdopodobnie śpiącego. — Rozsądniej byłoby się nie rozdzielać. Jednak mogę iść na piętro — Nauczony doświadczeniem wolał mieć wsparcie i wolał nie pozostawiać Roberta bez wsparcia. Szansa, że to była pułapka wydawała się stosunkowo niewielka, ale zawsze należało mieć na uwadze taką możliwość.
— Incarcerous — Wyszeptał formułę tego zaklęcia, kierując różdżkę w stronę sylwetki na kanapie. Z jej końca wystrzeliły liny, które ciasno owinęły się wokół kostek, kolan i tułowia, a także przegubów rąk oraz szyi przykrytej kocem postaci, pozbawiając ją możliwości zaczerpnięcia powietrza. Nie przebierał w środkach, woląc nie dawać tej osobie szans na jakąkolwiek reakcję. Robert mógł odebrać życie tej osobie lub pozostawić ją na tej kanapie do czasu aż się udusi.
Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#7
29.05.2023, 22:34  ✶  

Zakocowana postać po kilku sekundach zaczęła się dusić i przebudziła. Robert rzucił tylko na nią zaklęcie kneblujące usta, by nie robiła hałasu. I tyle. Nie czuł potrzeby dodawać więcej, w takim stanie tajemnicza jednostka nie miała szans na przeżycie. Wierzgająca się postać nie była duża. Zapewne więc mieli córkę z głowy.

Czas zajrzeć do sypialni. Domownicy spali głębokim snem. A co najlepsze, magia nie miała efektów dźwiękowych. Robert cichutko zbliżył się do osoby śpiącej po lewej stronie łóżka. Jednym ruchem różdżki odciął głowę od tułowia.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#8
05.06.2023, 21:00  ✶  

Zdawał sobie sprawę z tego, że duszenie kogokolwiek nie jest tak ciche, jakby się mogło wydawać. Dlatego, gdy Robert zdecydował się rzucić to zaklęcie, nie zamierzał zaprotestować. Czarna magia bezsprzecznie czyniła duszenie kogoś znacznie łatwiejszym, niż bez jej użycia. Nie musiał walczyć ze swoją ofiarą, która ostatecznie dokonała żywota bezgłośnie.

Zdecydował się pozostawić pozbawione życia ciało i podążyć za idącym na piętro czarodziejem. Cały czas trzymał różdżkę w pogotowiu, także za sprawą bijącego z jej końca mlecznobiałego światła oświetlając sobie drogę na piętro.

Bezszelestnie wszedł za Mulciberem do sypialni, w której zastali śpiącą w podwójnym łóżku kobietę. Bez mrugnięcia okiem patrzył na to jak towarzyszący mu Śmierciożerca jednym zaklęciem odcina głowę pogrążonej we śnie, niczego nieświadomej kobiecie głowę i jak krew wypływa na poduszkę z bezgłowego truchła ich ofiary. Jonathana Avery'ego prędzej czy później dopadną. Tak jak właśnie dopadli rodzinę tego pieprzonego szlamojebcy.

Gdyby miał samemu ochronić swoją rodzinę przed lojalistami Czarnego Pana to nawet zostałby strażnikiem tajemnicy. Ale to nie ludzi Lorda Voldemorta się obawiał. Chciał ochronić swoją rodzinę przed wszystkimi wrogami, którzy na nich czyhali i których wykończyć zanim oni to zrobią z nimi. Nie mógł być jak ten pieprzony Avery, który ukrył rodzinę w kryjówce za łatwymi do złamania zaklęciami zabezpieczającymi.

— To już wszyscy — Podsumował ich dotychczasowe działania. Nie mieli już więcej osób do zabicia w tym miejscu i nie było konieczności przeszukiwania kolejnych pokojów w tym domu. Zdecydował oddalić się od posłania, w którym zostawili bezgłowe zwłoki. Spojrzał porozumiewawczo na swojego towarzysza.

Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#9
16.06.2023, 19:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2024, 13:23 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Wiosny 1972 - Peppa Potter

— Niesamowicie szybko poszło. Ale czego się po takich ludziach spodziewać...

Robert rzucił ostatnie spojrzenie na zwłoki kobiety. Zadanie zostało wykonane. Niepotrzebne jednostki zostały usunięte. Dług Averego został spłacony.

— Do zobaczenia kolejnym razem.

Westchnął nieco przed kolejną drażniącą deportacją i zniknął.

Opuszczany dom zionął martwą ciszą. Nawet z oddali do środka nie dochodził szum gałęzi poruszanych przez wiatr. Jedynie w salonie słyszeć można było tykanie zegara. Niepotrzebnego już, bo czas rodziny Avery przeminął.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#10
25.06.2023, 02:24  ✶  

Od chwili rozproszenia czarów chroniących to domostwo (niebędących dla nich wyzwaniem nie do przejścia) i zastali w środku pogrążone we śnie, praktycznie bezbronne osoby nie powinni spodziewać się, że przyjdzie im stoczyć wyczerpujący pojedynek czarodziejów ze swoimi ofiarami lub ich ewentualnymi obrońcami. Tych nie uświadczyli w obecnej sytuacji. Było to dla nich bardzo dogodne w obecnej sytuacji.

— W istocie. Zupełnie jakbyśmy zabijali mugoli — Tymi słowami pokazał, że podzielał stanowisko swojego towarzysza odnośnie ich zadania mającego na celu eliminację mieszkańców tego domu. Mugole nieraz wydawali się bardziej skłonni do obrony swojego domostwa. W obronie miru domowego sięgają po swoje niemagiczne bronie, które nie mogły równać się z wykorzystywaną przez czarodziejów magię. A jednak to oni ukrywali się przed mugolami.

Chester zmarszczył lekko brwi, słysząc te słowa z ust Roberta. Zdawały się nie pasować do tego czarodzieja i charakteru ich znajomości. Wszak nie byli przyjaciółmi w standardowym tego słowa znaczeniu. Byli wspólnikami i lojalistami Czarnego Pana. To do nich znacznie bardziej pasowało.

— Wkrótce — Odpowiedział jedynie, spoglądając przez ułamek sekundy na czarodzieja zanim ten zdecydował się deportować z tego domu. Prawdopodobnie wróci do swojej kamienicy. Było również możliwe, że gdzieś w pobliżu swojego domu aby uporać się z odczuwanymi niedogodnościami po aportacji.

Chester postanowił pójść w ślady Mulcibera i zamierzał pozostawić za sobą ten dom, samemu deportując się z tego miejsca. Brak nałożonych czarów zabezpieczających na ten budynek pozwoli komukolwiek odkryć pozostawione przez nich trupy, odbijając się echem w świecie czarodziejów. Media zawsze nagłaśniały morderstwa. Z tą różnicą, że zamierzał przenieść się do posiadłości w Little Hangleton. Na szczęście znosił samą teleportację znacznie lepiej od swojego nieobecnego już towarzysza.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Chester Rookwood (2011), Papa Legba (167), Robert Mulciber (1513)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa