• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
Dellian & Fergus – Jęcząca Marta

Dellian & Fergus – Jęcząca Marta
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#1
27.03.2023, 18:29  ✶  
24.12.1959

Miałem dziewięć lat i miały się zacząć niedługo święta. Mama Fergusa – moja ciocia robiła niesamowite jedzenie i mieliśmy zaraz usiąść do kolacji. Byłem tak okropnie głodny, że czasami słychać było jak burczy mi w brzuchu. Fergus się ze mnie śmiał, ale i tak go lubiłem. Był super kuzynem. Opowiadał mi dużo historii i czytał dużo książek, a ja słuchałem. Nie miałem nic poza słuchaniem. Siedziałem na poduszce na ziemi przed kominkiem, a Fergus był obok, miałem skrzyżowane nogi i szeroki uśmiech na ustach.

Dzień, w którym straciłem wzrok był dawno temu, niewiele z tego pamiętałem. Taty jeszcze nie było. Martwiłem się trochę, że nie przyjdzie w ogóle, ale ciocia powtarzała, że mam o tym nie myśleć i, że na pewno się zjawi. Czasami słyszałem jak wypowiadała dziwnie ostro imię kuzyna, jakby go przed czymś ostrzegała, albo o coś prosiła. Jeszcze nie byłem w stanie zrozumieć tonów głosu.

— Opowiedz mi coś o Hogwarcie, Felgus! – zawołałem w końcu przerywając mu czytanie książki. – Tfu, Fergus. – poprawiłem się nim zdążyła zrobić to ciocia.

Zawsze miałem problem z tą literką, ale powoli uczyłem się ją wypowiadać. Jedna kuzynka mnie uczyła ćwiczeń na to i nawet działało, ale czasami zapominałem o tym i wychodziły takie bobole. Wokół było dosyć głośno, dużo osób było na święta u nas, ponoć ktoś był w ciąży, ale nie pamiętałem kto i chyba ktoś miał się oświadczać – cokolwiek to było.

— Opowiedz mi o duchach. Wiem, że są tam duchy, tata mi mówił. Jakie one są? Są dobre? Są jakieś złe duchy? Są takie, co dokuczają? Jak się z tymi duchami walczy? W ogóle walczy się z nimi? Dlaczego w Hogwarcie jest tyle duchów? Pamiętają jak umarły? Co trzeba zrobić, aby być duchem? Pojawiła się tam moja mama? Czy wszystkie duchy idą do Hogwartu? Dlaczego to się tak w ogóle dzieje? Jak one wyglądają? Można je dotykać? Przybiłeś kiedyś piątkę z duchem? – zasypałem go milionem pytań, aby wiedzieć wszystko, co tylko potrzebowałem.

Ciocia zawsze mówiła, że jestem zbyt ciekawski, ale to nie moja wina. Ona wszystko widzi, a ja muszę się domyślać, a ich różne tony głosu często przeszkadzają, bo muszę wiedzieć, o co im chodzi bez patrzenia.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
08.04.2023, 11:22  ✶  
Święta u Ollivanderów zawsze należały do tych głośniejszych. Nie tylko dlatego, że jedyna ciotka wyszła za mąż za Wrighta, a fanatycy quidditcha zawsze wróżyli hałas, kłótnie o wyniki meczów i to, która drużyna jest lepsza. Przede wszystkim dlatego, że każdy z rodziny podnosił głos, gdy tylko mógł to robić. W sklepach z różdżkami zazwyczaj panowała wszechogarniająca cisza, którą strach było przeciąć nawet w szeptem. W domu? Nikt nikomu nie bronił krzyków, śmiechu i rozmów na bezsensowne tematy. Przypominało to Fergusowi nieco Wielką Salę w Hogwarcie, gdzie każdy przekrzykiwał się pomimo pełnych ust, a nauczyciele nawet nie starali się zapanować nad tym chaosem, dopóki nikt nie robił sobie krzywdy.
W powietrzu unosił się zapach wielu potraw, tworząc mieszankę wywołującą jeszcze większe uczucie głodu. Aż ślinka ciekła na myśl o tych wszystkich ciastkach, pieczonym kurczaku i puddingu. Fergus starał się za wszelką cenę ignorować własne burczenie w brzuchu, nie omieszkając się jednak wypominać go Dellianowi. Najmłodszemu dzieciakowi należało dokuczać, ot tak dla zasady. A że młody był łatwym celem i łykał każdy kit jak pelikan, tym większą sprawiało to frajdą. Trzeba jednak było uważać na matkę, bo Dahlia Ollivander była totalnie przeciwna naigrywaniu się z biednego Della, którym zajmowała się, gdy ojcowie pracowali, a wszystkie starsze dzieciaki przebywały w szkole.
- O Hogwarcie, mówisz? – odpowiedział mu pytaniem, uśmiechając się przy tym jak chochlik kornwalijski, choć sam chłopak nie mógł tego dostrzec. Ton głosu Fergusa był raczej radosny, jakby miało mu to sprawić przyjemność, niczym baśń opowiadana trzylatkowi na dobranoc, by miał kolorowe sny. Zatrzasnął ostentacyjnie książkę, którą akurat czytał, udając, że robi pracę domową, by matka w końcu dała mu spokój z pomocą w kuchni.
- Ej, poczekaj, bo nie nadążam! – zawołał, kładąc rękę na ramieniu kuzyna, by nieco go uspokoić. – Jeśli planujesz być kiedyś dziennikarzem, to z góry ci powiem, że pytania zadaje się po kolei, a nie wszystkie naraz.
Zaśmiał się, próbując przypomnieć sobie którekolwiek z nich, bo padły naraz jak fajerwerki wystrzelone w Nowy Rok, do którego zresztą było całkiem blisko.
- Duchów się nie da dotknąć, przechodzą przez ciebie i czujesz się, jakby cię oblali wiadrem zimnej wody – zaczął, obserwując kuzyna, bo wmówił mu kiedyś, że ma tak bogatą mimikę twarzy, że powinien to wykorzystywać. Młody standardowo to łyknął, więc przy każdej opowieści rozdziawiał usta, jakby chciał, żeby wrzucono mu do nich winogrono. – I wyglądają jak ludzie, tylko są przezroczyste. Możesz przez nie patrzeć trochę jak przez firankę…
Oczywiście nie przejmował się tym, że Dellian nigdy nie będzie mógł tak naprawdę zobaczyć ducha, choć mógł pamiętać, jak podglądało się sąsiadów przez jasne zasłony w taki sposób, żeby nie dostrzegli małego delikwenta. Czasami zapominał, że ten nie widzi, a innym razem wykorzystywał to, by stroić sobie z niego żarty.
- Są dobre duchy, po prostu mieszkają w szkole. Ale są też takie złe, które robią wszystkim kawały. Na przykład Irytek, jest poltergeistem. Potrafi rzucać w ludzi balonami z atramentem, wciskać gumy do żucia w zamki albo zastawiać przejście, by uczniowie spóźniali się na lekcje. Najgorsza z nich wszystkich jest jednak dziewczyna Irytka. Jęcząca Marta. Najgorszy potwór spośród duchów – opowiadał dalej, robiąc w odpowiednich miejscach pauzy, by historia stawała się coraz mroczniejsza. W rzeczywistości Marta była całkiem nieszkodliwa, jedynie irytująca. Ale skąd Dellian miał o tym wiedzieć?
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#3
17.04.2023, 19:14  ✶  

Uwielbiałem ten harmider panujący wokół nas. Czułem się dobrze, mimo że ciężko było mi się skupić na tym, co ktoś mówi. Czasami nie wiedziałem, że nawet ktoś zwraca się do mnie, dlatego zawsze trzymałem się Fergusa, bo on był starszy i to jemu będą zadawać pytania – często odnośnie nauki. Lubiłem też to podsłuchiwać. Nie miałem za złe Fergusowi, że się ze mnie śmiał, ale w sumie nawet tego nie zauważałem, że wciskał mi jakiś kit. Wtedy, gdy byłem dzieckiem wszystko było dla mnie trudne i nieznane – to dopiero z czasem nauczyłem się odkrywać kiedy ktoś kłamał, a kiedy żartował. Nauczyłem się odczytywać emocje z tonu innych ludzi.

Pokiwałem energicznie głową, gdy zapytał o potwierdzenie. Poprawiłem się bardziej przysuwając się do niego jeszcze bardziej, aby lepiej słyszeć. Gdy mnie powstrzymał w zadawaniu pytań, których miałem jeszcze więcej uniosłem brwi zaskoczony. Jak nie mógł ich zapamiętać? Był przecież potężnym Fergusem, który potrafił wszystko, prawda? Może w czasie świąt miał czas regeneracji i jego potęga trochę usypiała? Nie wiedziałem, ale nie miałem zamiaru mu tego wytykać, tylko go uważnie słuchałem. Otworzyłem usta próbując wchłonąć jego wiedzę na temat Hogwartu, ale zaraz je zamknąłem przypominając sobie, że może do nich wlecieć mucha. Jakoś nie chciałem się przekonywać jak one smakują.

— I co? I tak sobie latają po Hogwarcie? – zapytałem. – Ale po co? Mają jakiś inny świat, gdzie są ci co nie przyszli do Hogwartu? Jest tam moja mama? – ponowiłem pytania. – Jak to najgorsza? I czemu jęcząca? Boli ją coś, że jęczy? Myślałem, że duchy nie czują bólu. I jest gorsza od Irytka? – zapytałem przysuwając się jeszcze bliżej jeśli w ogóle było to możliwe.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dellian Ollivander (642), Fergus Ollivander (543)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa