• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[5.04.72, Dolina Godryka] Zapomnienie

[5.04.72, Dolina Godryka] Zapomnienie
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#11
26.05.2023, 11:04  ✶  
- W takim razie umówmy się po prostu, że kiedy go przygotujesz, przyślesz mi sowę – zaproponował Cathal, po czym wyciągnął z jednej z kieszeni zwitek pergaminu, potem różdżkę i po chwili podał go Victorii. Wypisano na nim jego londyński adres – mieszkania, położonego w kamienicy przy ulicy Horyzontalnej, służącego mu za „oficjalne” lokum. Tydzień, dwa czy trzy, nie robiło mu to jakiejś szczególnie dużej różnicy. (To znaczy: tak myślał. Na razie pozostawał beztrosko nieświadomy, że za jakieś trzy tygodnie nikt nie będzie miał czasu ani chęci na zajmowanie się takimi zleceniami…)
– To dobry układ – zgodził się. Był skłonny i od razu zamówić cały kociołek, bo wiedział, że niektórzy wytwórcy woleli od razu przygotować dużą porcję i niechętnie tracili czas na próbki. Nie zamierzał jednak narzekać, skoro Victoria proponowała rozwiązanie znacznie dla niego korzystniejsze. To sporo o niej mówiło.
Podobnie jak to, że mimo pracy w Brygadzie, nawet nie próbowała spytać, po co mu aż tak duży zapas tego typu eliksiru.
– Alguff? To najpaskudniejsza rzeźba w zamku. Parę razy miałem ochotę lewitować ją przez jakieś okno i rozbić na błoniach – odparł, a kąciki ust drgnęły mu lekko, może ze względu na to, że rozmowa zeszła na jego kuzyna, a może na wspomnienie posągu. Który, oczywiście, pamiętał. – Mój kuzyn ma znacznie lepszy gust. Próbował zabrać rzeźbę Loreley z trzeciego piętra – poinformował. Loreley była potomkinią selkie, słynną śpiewaczką i mistrzynią transmutacji oraz charakteryzowała się o wiele przyjemniejszą aparycją niż Alguff Odrażający. – Trafił do Gryffindoru. Mam wrażenie, że zaistniała tam jakaś rywalizacja, kto będzie największymi rozrabiakami Domu, a wojny między Domami… są bardziej gorące niż za moich czasów.
Sam był w Slytherinie. Z dziedzictwem Gauntów inna możliwość chyba nie istniała, ale i bez niego po prawdzie to po prostu pasowało do Cathala. Nie miał jednak problemów z tym, gdzie trafił jego krewny, bo szkolne animozje wiele lat temu zostawił w hogwarckich murach. Raczej bawiło go to, jak niektóre rodziny przywiązują znaczenie do trafienia dzieci do konkretnego Domu.
– W porządku – podsumował tylko cenę, kiwając głową. Jeżeli szło o niego, zapłata była uczciwa i nie miała nadmiernie nadwyrężyć jego budżetu, a jakby nie było, prosił o naprawdę duży zapas. – Nie będę już dłużej zabierał twojego czasu – dorzucił, skoro wszystko mieli ustalone i podniósł się z miejsca.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
27.05.2023, 00:47  ✶  

- Tak będzie najwygodniej – skwitowała i odebrała karteczkę od Cathala. Kiedy wzięła ją w rękę, przyjrzała się temu, co tam napisał – to był trochę odruch. Wolała się upewnić teraz, że nie wypisał jej tam jakichś niemożliwych do rozczytania bohomazów, albo jakiejś głupoty, po której musiałaby się natrudzić, by się z nim skontaktować (ale wspomniał już o ciotce, wiec jakby bardzo potrzebowała, to pewnie jakoś znalazłaby do niego kontakt). Na szczęście jednak te domysły można było zostawić gdzieś z boku, bo Lestrange nie miała większego problemu, by odczytać adres. Pokiwała wtedy głową i odłożyła karteczkę na stolik, wracając spojrzeniem do mężczyzny.

Układ był dobry, wiedziała o tym. Zaproponowała to, bo zwyczajnie nie miała nic przeciwko, a już sama możliwość poeksperymentowania była radością samą w sobie – w odkrywaniu czegoś nowego, czegoś, co może się komuś dodatkowo przydać. Jakoś bez tego nie miała motywacji by siedzieć i wymyślać rzeczy, które może będą przełomowe, a może będą kompletną stratą czasu.

- No proszę. Ja byłam… bardzo bliska zrzucenia jej z wieży astronomicznej – raczej nie sprawiała wrażenia osoby, która w szkole psociła i miała zapędy destrukcyjne, ludzie zwykle odbierali ją jako chłodną, zdystansowaną… służbistkę. Zdystansowana była, szkolnym łamaczem regulaminu również nie. Wtedy już jednak była absolwentką… Rzeźba jednak nie wylądowała na błoniach, tylko została ukryta w sali. Może nikt jej już nigdy nie znajdzie, albo zostanie odnaleziona kiedyś zupełnym przypadkiem i ktoś się będzie głowić jak u licha tam trafiła? Ano.. jak. Victoria też nie była do końca pewna jak, miała tylko kilka pomysłów i niejasne wrażenie. - Ach, ta rzeźba. No za to już można przyjąć szlaban z godnością – powiedziała to niemalże śmiertelnie poważnie. Niemalże, bo i jej drgnął kącik ust – ale ktoś mniej uważny mógłby uznać, że ta kobieta pozbawiona jest zdolności żartowania. - Gryfoni to chyba zawsze zbiorowisko największych szkolnych łobuzów – stwierdziła i westchnęła. Za jej czasów… Ta rywalizacja też istniała, a jakże, ale chyba nie była aż tak mocno zacięta. Albo po prostu to Victoria aż tak tego nie czuła, w większości skupiona na sobie i własnym rozwoju. - Ale to nie, pewnie mało mają ze sobą do czynienia. Olivia trafiła do Slytherinu – jak Victoria, jak ich matka, ojciec i mnóstwo innych Lestrange.

- Miła rozmowa nie jest marnowaniem czasu – stwierdziła za to i machnęła ręką, ale sama też się podniosła z fotela. Przecież nie będzie go tutaj trzymać na siłę, nawet jeśli pogawędka była z rodzaju tych przyjemnych, a nie irytujących. Uśmiechnęła się zresztą bardzo leciutko, po czym dość oszczędnym gestem „zaprosiła” go do drzwi, które prowadziły na korytarz. Planowała go, rzecz jasna, odprowadzić, a nie kazać odprowadzić się samemu.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
27.05.2023, 19:56  ✶  
- Pokolenia uczniów Hogwartu byłyby ci bardzo wdzięczne. Do dziś nie rozumiem, czemu w ogóle trzymają w szkole posąg kogoś, kto zapisał się w historii głównie mową o tym, że wszystkich czarodziei należy zapędzić do pracy w kopalniach – mruknął Cathal. Będąc młodym i głupim, co gorsza, zgodnie z wymogami profesora, przeczytał tę cholerną mowę, i tkwiła mu w pamięci po dziś dzień. Bycie archeologiem byciem archeologiem, ale pamiętania takich bzdur naprawdę nie potrzebował.
Między innymi właśnie na takie „okazje”, kiedy zapozna się z czymś wybitnie niepotrzebnym, chciał mieć eliksir zapomnienia.
– Z tego, co mi wiadomo, mój dziadek żałował, że mu się nie udało. Wspomniał, że ten posąg pięknie wyglądałby w ogrodzie rodowej rezydencji – powiedział Cathal z kamiennym wyrazem twarzy. W większości rodzin za taki wybryk dziecko nagrodzono by wyjcem, ale Cathal albo wymyślał, albo tutaj sprawa wyglądała trochę inaczej.
Na słowa o tym, że Gryfoni to składowisko największych łobuziaków, Cathal uśmiechnął się jeszcze raz, półgębkiem, a w jego jasnych oczach na moment mignęło rozbawienie.
– Naprawdę? Ja mam wrażenie, że są tylko przy tym łobuzowaniu bardziej hałaśliwi. Myślę, że wielu Ślizgonów wymykało się nocą równie często, co przeciętni Gryfon… po prostu rzadziej dawaliśmy się złapać – skwitował, przy okazji chcący lub niechcący zdradzając, że on też był Ślizgonem. – Być może doskonale się znają i zgodnie z nowymi zasadami Domów, darzą dozgonną nienawiścią. Albo obdarzą się nią za jakiś czas. Mamy czasy, gdy sytuacja na zewnątrz sięga aż murów Hogwartu.
Cathal miał wrażenie, że ta – wedle jego kuzyna – nasilająca się rywalizacja między Gryfonami a Ślizgonami mogła po części wynikać z tego, co wyrabiał Voldemort. W Slytherinie niemal nie było szlam, za to sporo osób, które ich nie cierpiały. A teraz postawy obu stron się radykalizowały, dzieci zaś wynosiły pewne rzeczy z domów. Spotykanie się z podobnymi poglądami w dormitorium i Pokoju Wspólnym jeszcze bardziej to utrwalało.
– W takim razie dziękuję za miłą rozmowę i może kiedyś ją powtórzymy, Victorio – powiedział, posyłając jej na odchodne uśmiech. Potem wyszedł z domu, by kilka kroków za progiem aportować się pod dom w Little Hangleton.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2751), Victoria Lestrange (2995)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa