Avelina chciała dyskretnie złapać Rookwooda za rękaw szaty, aby zwrócił na nią uwagę, więc wyciągnęła ku niemu dłoń, ale wtedy Marta wyleciała z kabiny, więc brunetka cofnęła się. Chciała już opuścić to miejsce, bo za długo w nim byli i ktoś mógłby w końcu ich przyłapać. Znowu była niewidzialna, znowu nikt nie zwracał na nią uwagi, a przecież przed chwilą Rookwood zawarł z nią pakt. Avelina poczuła zazdrość, której wtedy nie potrafiła określić. Po latach wydawało jej się to bardzo głupie, ale na tamten czas była zbyt młoda, aby rozumieć takie emocje i to względem takiej osoby jaką był Augustus.
Słuchała go uważnie z zaciekawieniem jak mówił o obietnicach. Zanotowała w głowie, że obietnice są dla niego istotne, więc nigdy nie zamierzała takowej złamać, gdy jakąś mu złoży. Sama ceniła lojalność, więc nawet jeśli by do nie lubiła to nadal – obiecuje się być wiernym to ona taka będzie. Uczyła się jeszcze obcowania z ludźmi, szukała dla siebie priorytetów, więc nie chciałaby być jedną z tych osób, które były by wspominane tak jak robił to teraz Rookwood.
Marta była wniebowzięta, gdy chłopiec zaczął opowiadać o swoich troskach. Chlipała jakby chcąc mu wtórować i pokazać, że ją porusza życie Rookwooda.
– Oh, tamten dzień. To dzień, gdy zginęłam… – skuliła się w sobie piszcząc płaczliwie swoim denerwującym głosem, ale usta wykrzywiła w próżnym uśmiechu jakby łechtało ją zainteresowanie Ślizgona. – Ale to okropne, byłam taka biedna. – zakręciła się w powietrzu, a za drzwiami łazienki mogli usłyszeć jakiś hałas, jakiś huk. Marta pisnęła przeciągle krzycząc coś o Irytku i wpakowała się znowu do sedesu rozchlapując dookoła wodę.
Avelina usłyszała złośliwy śmiech Irytka, spojrzała na Rookwooda z przerażeniem i złapała go za rękaw szaty wciągając do jednej z w miarę stabilnie wyglądających kabin. Wspięła się toaletę, a że była drobna i lekka usiadła na spłuczce wskazując mu klapę od niej, aby na niej stanął. Nie mówiła nic tylko czekała.